Gość: mim
IP: 212.106.0.*
26.10.01, 09:54
Co sądzicie na temat filmów, w których wojna to wspaniała przygoda dla
prawdziwych mężczyzn, a kilku cwaniaków może załatwić całą armię?
Ja je uwielbiam.
Świat jest taki prosty: wiadomo od samego początku, którzy są "nasi" i komu
mamy kibicować, a kogo ze wszystkich sił nienawidzieć. Inne typy w tego rodzaju
filmach nie występują.
Cieszę się jak dziecko, gdy każdy strzał ze spluwy "naszego" bohatera powala
kolejnego wroga, a wrogowie opróżniają setki magazynków, by go tylko niegroźnie
drasnąć.
Temat wrogów to zresztą odrębna sprawa. Moim zdaniem jak najbardziej
uzasadnione jest wprowadzenie w obieg przysłowia: "Głupi jak niemiecki żołnierz
w filmie wojennym".
Tak cudownie wyglądają nasi, gdy po wdepnięciu na minę i otrzymaniu serii z
karabinu szybko się podnoszą i pędzą dalej ratować świat. A potem w wolnej
chwili wydłubują sobie pociski, polewają wódką i owijają porwaną koszulą.
Lubicie takie filmy? Przykładów jest wiele: "Komandosi z Nawarony", "Czterej
pancerni i pies", "Rambo" itd., itd...