redsquare
27.02.10, 00:45
Lekko sie pogubilam we wlasnej sytuacji zyciowej i chcialabym
dowiedziec sie co na to mezczyzni.
Czy my kobiety za duzo wymagamy, czy wy naprawde tak sie roznicie w
swojej logice...
Opis sytuacji : zwiazek 2letni. Wielka milosc. Zaczela sie fajnie,
powoli. Swietny, coraz lepszy seks. Dobrze sie rozumiemy. Lubimy byc
ze soba. Czujemy chemie itd. Podziwiamy sie wzajemnie. Oboje mocni
zajeci kariera, sportem itd. Ale ok. Jest zaufanie i generalnie
wszystko gra.
On duzo pracuje. Czesto wyjezdza. Nie lubi zabierac mnie ze soba,
choc wie ze ja bym chciala. Twierdzi ze praca jest praca. Nie
przedstawil mnie swoim rodzicom. Twierdzi ze tu chodzi o nas i to co
nas laczy a nie o relacje rodzinne. A rodzine ma nieciekawa... Ok.
Mniejsza z tym - pomyslalam. Skoro ma takie nawyki. Ok. Dazy mnnie
zaufaniem, jest bardzo czuly, mam klucze do jego mieszkania. Z mojej
strony totalna otwartosc. On wie, ze ja widze przyszlosc tylko z
nim. Twierdzi ze odczuwa to samo.
Tydzien temu w drodze do kina mimochodem napomknelam :
ja - w nastepnym roku, gdy skoncze studia mam zamiar przeprowadzic
sie blizej centrum, chyba ze zaproponujesz wspolne mieszkanie...
on - nie wiem kochanie co bedzie za rok
ja - lekko zdziwiona ta odpowiedzia milcze
on - alez kochanie, moglbym byc nieszczery i powiedziec tak lub nie.
Ale ja naprawde nie wiem co bedzie.
Nie bede stawiac mu ultimatum, ze albo, albo. To nieladne proby
zmieniania partnera. Ale oczywiscie powiedzialam mu co jest dla mnie
wazne. Od tamtego tygodnia jestem zdystansowana. On to odczuwa.
Jakos ozieblam. Byc moze zsumowalo sie wszystko naraz.
Ale teraz pytam mezczyzn - jezeli wszystko gra. Macie swietny
zwiazek. Dziewczyna uwielbia was rozieszczac. Dba o siebie. Jest
zaradna. Lubi sie bawic ale jest tez spokojna i rodzinna. Co do
cholery znalazlo w takim fajnym zwiazku zdanie "nie wiem co bedzie
za rok..."? Czy on nie jest pewny? Boi sie odpowiedzialnosci? Czy to
normalne u mezczyzn...?