Gość: pepsicola
IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl
28.02.04, 12:27
A więc...może ktoś mi tu rozjaśni zawiłości, w które popadłam.
# lata temu mój mąż wdał się w romans z bardzo nowocześnie myślącą koleżanką
z pracy. Nowoczesna bo nie przeszkadzało jej zupełnie, że ja jestem obok i
prowadzimy w miarę normalne życie rodzinne. Dzieci, wyjazdy itp. Było
odkrycie tego wszystkiego przeze mnie. Dużo nerwów, jego wyprowadzki na
trochę, przeprosiny, pojednania, jego kolejne schadzki, kolejne awantury i
kolejne przeprosiny. W końcu stanęło na tym ,że ja co 2 tydzień trzepiąc mu
komórkę znajduję takie tam brazylijskie akcenty: chciał się z nią umówić
(wersja dla mnie;koledzy), kupił jej prezent ( zdedykacją o którą pytał
(ciekawe czy tekst to była stara dedykacja dla mnie czy stara dedykacja ode
mnie dla niego- w metaforyce miłosnej to on niestety powiela zamiast tworzyć)
itp itd. Najgorsze to jest to że ja mu mówię żeby szedł już w diabły z tą
historią bo już jest nudna, ja mu nie wierzę i nie mam ochoty na kolejny
kredyt zaufania i nawet nie mam do niego żalu bo mnie tak mdli od
uczestnictwa w tym przedstawieniu że wiele bym dała żeby mieć to za sobą. A
on na to że TO NIC NIE ZNACZY (chodzim o te spotkania z dziwką z biura,
prezenty dla niej itp on nie wiedział że to dla mnie ważne itd. Miesza w to
dzieci- `mamusia już nie chce żebym tu mieszkał` ~ja tak ciebie... , dla
ciebie...,bez ciebie to ja nie wiem co będzie ` a ja myślę że chyba nie
obejdzie się bez wymiany zamków. Ile warto dla rodziny? Czy dla tego tatusia
i pozorów stać się nowoczesną i pomyśleć że układy z byłą kochanką mogą wejść
na tory przyjażni? Czuję że jak jeszcze trochę tak pomyślę to
zwariuję.Zagubiłam się .