Dodaj do ulubionych

ja - on - jego dziecko

09.06.10, 21:06
Witam Panów, szczególnie tworzących rodziny rekonstruowane,

Jestem od prawie roku z facetem, który ma syna z poprzedniego związku.
Chłopiec skończy niebawem 8 lat. Co drugi weekend spędzamy wspólnie. Już na
początku znajomości zostałam uprzedzona, że mam się liczyć z tym, że mój
partner będzie "inny" w obecności syna. W praktyce oznaczało to szereg różnych
zachowań, reakcji, lub braku reakcji w przypadku naruszania moich granic przez
dziecko, bo to "przecież dziecko"...
Zapoznałam się z mamą dziecka, była bardzo przyjaźnie nastawiona, nic nie
zapowiadało załamania w relacjach z moim partnerem, jego dzieckiem...

Mieszkamy w innych miastach, spotykamy się w weekendy, a także w tygodniu w
jego mieście, gdyż mam tam wizyty u lekarza i często tam muszę być,

tak się złożyło, że mama chłopca poprosiła jego ojca, by zajął się nim w
tygodniu, bo sama wyjechała i tu powstał problem, który napompował się jak
balon - eskalacja emocji - bo ze skutkiem milczenia po obu stronach...

Mój facet stwierdził, że ma dylemat, ponieważ chciałby mnie odwieźć, ale nie
chce też spowodować sytuacji, że dziecko się nie wyśpi, bo odwożąc mnie z
synem wróciliby do domu przed 23....
Zaskoczyło mnie to, iż raptem zburzony został rytuał cotygodniowy, bo zawsze
wspólnie jeździliśmy, ale bez Młodego.
Wiem, jakie są zwyczaje wychowawcze mojego faceta i wiem, jaki jest lus blus
podczas odwiedzin u niego...
Odebrałam to w taki sposób, że facet nie potrafi pogodzić interesów moich i
syna, bo ja ze swojej strony robię wszystko, by było dobrze, chcę stworzyć
rodzinę i takie ustawki analizuję pod kątem zaangażowania mężczyzny w
przyszłości...jak pogodzi interesy ewentualnych wspólnych dzieci, z tym, że ma
syna, którego kocha najmocniej na świecie. I słusznie.

Rozmowa na temat odwiezienia mnie do domu zakończyła się w taki sposób, że
zapowiedziałam, że wrócę we własnym zakresie, przed wejściem do gabinetu
zamówiłam taksówkę, by szybko po wyjściu dojechać na dworzec autobusowy...

Wychodzę od lekarza, widzę auto, dostaję sms, że facet chce mnie odwieźć te 66
km do mojego miasta. Jestem wkurzona na maksa, bo wiem,
że to godzi w interes dziecka, a wówczas ja wolę się wycofać....

Efekt - jedziemy w końcu tym naszym wspólnym samochodem, milcząc,
na drugi dzień telefon i chłodny ton, zero przywitania, za to tekst, że facet
ma wyrzuty sumienia w stosunku do siebie za ten wyjazd, miał na myśli, to, że
syn się nie wyspał.
Moja reakcja - nie będę burzyć mu spokoju i wzbudzać moralniaków,
życzę miłego tygodnia i rozłączam się...z zamiarem wycofania się z relacji,
strasznie się wrwiłam

Do dzisiaj cisza z jego strony.
Ciekawostka, co rano smsy, że mnie kocha, pozytywne emocje, fajny
klimat...Teraz żyje w przekonaniu, że nie akceptuję jego dziecka,
a w tej sytuacji, on jest najważniejszy i zawsze tak będzie i nie
"wygram" z nim w tej materii ...

Zapytam Was Panowie, czy to "normalna" reakcja faceta z poczuciem winy za
rozpad związku z mamą dziecka, kto ma się wykazać większą wyrozumiałością? Jak
pogodzić interesy naszego trójkąta, gdy jesteśmy razem. Czy pozwolilibyście
swojej kobiecie wracać autobusem w podobnej sytuacji? Mamy wspólny samochód,
spłacamy go wspólnie.

Jest mi bardzo przykro, bo facet idzie na łatwiznę i pewnie celowo chce
interpretować, że problemem dla mnie jest jego syn, a w rzeczywistości
problemem jest on sam, bo nie potrafi otworzyć się na nową rodzinę, już drugie
małżeństwo mu się rozleciało, ja jestem tą trzecią...
Czy kobieta która nie akceptuje dziecka, kupuje mu zabawki, ubrania, słodycze,
bawi się z nim, opiekuje pod nieobecność jego taty, funduje atrakcje????

Właściwie jestem pewna, że nic nie da się uratować,
jestem rozczarowana, przykro mi,że w oczach faceta relacja ze mną krzywdzi
interesy jego syna.
Czy tak myśli odpowiedzialny facet? Może to egoizm? Chore podejście faceta.
Wolę się wycofać, niż przeżywać upokorzenia.
Junior stał się bardzo wrogi. Potrafi mnie również uderzyć, niby w zabawie. Ehhh.


Obserwuj wątek
    • jeza_bell Re: ja - on - jego dziecko 09.06.10, 21:24
      A czy to Ty byłaś przyczyną rozpadu związku Twojego faceta i matki chłopca?
      • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 09.06.10, 21:33
        Nie, poznaliśmy się w niezależnych okolicznościach,
        z mamą juniora żył w wolnym związku,
        następnie rozstają się, facet żeni się, później rozwód po dwóch latach,
        połączyły nas wspólne problemy, bo ja też uwolniłam się z toksycznego kibla,
        złudnie myśląc, że spotkałam tego innego, lepszego, empatycznego

        Synek jest rozwalony emocjonalnie, są chwile, że zapomina o wrogości, pewnie
        mentalnie broni swojej mamy, jak jest "zły" w stosunku do mnie, ja się bardzo
        tłumię, boję się odrzucenia faceta i pozwalam siebie ranić, tak myślę...
        • jeza_bell Re: ja - on - jego dziecko 09.06.10, 21:44
          Jeżeli nie czujesz się dobrze, w miarę swobodnie i na dodatek rozdarta emocjonalnie, to ja bym się poważnie zastanowiła. Skoro Twój facet już teraz robi takie dziwne jazdy- co będzie później? Zadaj sobie pytanie czy potrafisz tak żyć, czy jesteś na tyle silna, że dasz radę ogarnąć to wszystko. Dziecko zaczyna wchodzić w trudny okres- nawet naturalna matka ma nieraz dość. Jeżeli już teraz nie masz żadnego wsparcia ze strony ukochanego- jak podołasz potem? I przede wszystkim CZY WARTO...
          • jeza_bell Re: ja - on - jego dziecko 09.06.10, 21:49
            Chyba dobrze byłoby pogadać tu:
            forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html
            Może forum pozornie nie tak bliskie Twoim rozterkom, ale ludzie z doświadczeniem w podobnych sytuacjach.
            • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 09.06.10, 21:52
              jeza_bell napisała:

              > Chyba dobrze byłoby pogadać tu:
              >
              rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html
              > Może forum pozornie nie tak bliskie Twoim rozterkom, ale ludzie z doświadczenie
              > m w podobnych sytuacjach.

              dzięki, napiszę tam
          • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 09.06.10, 21:51
            do tej pory bilans był wyrównany, jakaś równowaga - względna emocjonalna
            była...teraz - zupełnie nie wiem o co chodzi, skąd
            taka nagła zmiana, nie warto, wiem, tylko jak się uporać z emocjami....
            całym wachlarzem emocji
    • repsss Re: ja - on - jego dziecko 09.06.10, 22:44
      normalnie jeden wielki ch.. zrozumiałem.
    • pol_krzaka Re: ja - on - jego dziecko 09.06.10, 23:24
      Zapewne chciałabyś mieć własne dzieci, czy wiesz w ogóle co on na to? Może wcale
      nie chce mieć więcej?

      Jeżeli sama akceptujesz jego dziecko i zachowujesz się przyjaźnie to masz prawo
      oczekiwać tego samego. Jasne, dzieciak może być zazdrosny i może potrwać zanim
      sam przestanie okazywać wrogość, ale...

      > Potrafi mnie również uderzyć, niby w zabawie.

      ... takie zachowania są niedopuszczalne, nie możesz tego tolerować.

      > W praktyce oznaczało to szereg różnych zachowań, reakcji, lub
      > braku reakcji w przypadku naruszania moich granic przez
      > dziecko, bo to "przecież dziecko"...

      Ośmioletnie dziecko jest na tyle duże by rozumieć dlaczego czegoś nie wolno mu
      robić. Bierność w takich przypadkach to zdecydowanie złe wyjście. Trochę
      psychologii i możesz go przekabacić, ale granic pod żadnym pozorem nie może
      przekraczać.
    • tytus_flawiusz Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 08:54
      > Już na
      > początku znajomości zostałam uprzedzona, że mam się liczyć z tym, że mój
      > partner będzie "inny" w obecności syna.

      i w tym momencie powinnaś "wytrzeźwieć", a nie wytrzeźwiałaś
      • triss_merigold6 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 09:21
        Zasadniczo zgoda.
        Niemniej nie rozumiem problemu. Przy dziecku zawsze może zdarzyć się coś co
        zaburzy starannie wypracowany rytm tygodnia i weekendów. U mnie ostatnio np.
        wypadł rotawirus i zamknięte przedszkole z powodu powodzi i nie ma bata, ojciec
        dziecka też musiał zmodyfikować swoje plany, żeby zająć się dzieckiem.
        Odwożenia nie rozumiem. Panna dorosła jest i raz mogła pojechać autobusem, nic
        by jej się nie stało. Wyrzutów sumienia z tytułu ewentualności wsadzenia panny
        do autobusu tym bardziej nie rozumiem.
        Czepia się dziewczyna.
        • tytus_flawiusz Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 09:24
          sposób zachowania to nie grafik, rytm dnia, czy harmonogram.
          To zaburzenie naturalnego zachowania (przyjmując, że "bez dziecka" jest naturalne).
          • triss_merigold6 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 09:31
            I właśnie nie bardzo pojmuję o co pannie chodzi. Jak bardzo inaczej zachowuje
            się facet w obecności dziecka i na czym to polega? Dziecko absorbuje więc chyba
            jasne, że uwaga rodzica jest inaczej rozłożona.
            • tytus_flawiusz Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 09:38
              > Jak bardzo inaczej zachowuje
              > się facet w obecności dziecka i na czym to polega?

              ja to odbieram jako - "nie znam tej OBCEJ baby, która siedzi obok"
              • triss_merigold6 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 09:53
                Aha. Cóż, do głowy by mi to nie przyszło, ale dla mnie od kilku lat obecność
                dziecka dziecka jest naturalna jako oddychanie. Mój partner w życie dziecka był
                wprowadzany bardzo, bardzo stopniowo i generalnie w sytuacjach pozadomowych
                (spacer, jakieś wyjście razem), ale problemów z akceptacją i zazdrością nie
                było. Tyle, że moje dziecko było znacznie młodsze i zasadniczo wystarczyło mu
                poczucie bezpieczeństwa (matka obok i zachowująca się normalnie) + niezmieniany
                rytm dnia. Nie udawałam, że nie znam pana ale też - na początku przez dłuższy
                czas - powstrzymywaliśmy się przy dziecku z gestami namiętnej zażyłości.
    • tytus_flawiusz Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 09:58
      też przerabiałem, z "córeczką". Nie rżnęliśmy się na jej oczach na kuchennym
      stole, ale też nie próbowaliśmy udawać, że jestem sublokator z kwaterunku. Chyba
      wyszło, bo mam z panienką do dziś niezły kontakt.

      Próba ogrywania kretyńskich scenek, że z tym Panem/Panią nic specjalnego mnie
      nie łączy jest idiotyczne
    • brak.slow Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 11:18
      za bardzo się starasz i on to wie. a syn ma 8 lat i jak sie raz nie wyspi, to mu
      sie nic nie stanie. nie pchalabym się w ten związek, jakos zwyczajnie
      odstraszylyby mnie te dwa rozwalone malzenstwa..

      gosc dorosly a robi jazdy i wymowki jak male dziecko. ochłoń i przemysl wszystko
      na spokojnie
      • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 12:28
        Dziękuję serdecznie za komentarze,
        pozdrawiam
        • brak.slow Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 12:37
          nie, nie obwiniaj się, bo z twojej strony postawa jest jak najbardziej ok,
          rzadko sie spotyka tak pozytywnie nastawione osoby do dzieci partnerow z
          poprzednich zwiazkow. to on wprowadza jakies zamieszanie ciągłym zmienianiem
          decyzji i humorami. nie wiem czy dobrze zrozumialam.. nie odzywa się, ale
          jednoczesnie pisze smsy ze kocha? ja nie wiem dla mnie to nie normalne
          zachowanie jest. trąca manipulacją, zaciera Ci zdroworozsądkową mozliwosc oceny
          sytuacji. bez sensu.
          a dzieciak jak mowie, ma 8 lat i od niewyspania sie nie umiera
          • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 13:10
            to ja też chaotycznie piszę, ostatni sms, że kocha dostałam w poniedziałek rano,
            a kryzys miał miejsce wieczorem w poniedziałek,
            uważam, że nie mam sobie nic do zarzucenia, to ja dostaję mentalnie po mordzie,
            Junior ma prawo do wszelkich zachowań, wtedy jest ok....właśnie brak słów :-)
            Pozdrawiam gorąco :-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka