iwantyoutoo
17.08.11, 15:20
Zainteresował mnie rozwój wątku Lemura o mieszkaniu i kawalerce, a właściwie mam problem podobnej natury.
Mieszkam razem z ojcem w mieszkaniu, które dostałam w spadku po babci (formalnie jest moje - żeby nie było wątpliwości). Mieszkamy razem, ponieważ opiekowaliśmy się babcią. Sądziłam, że dla nas obojga to trudna sytuacja i po śmierci babci zaczęłam temat ewentualnego "rozwodu". Mój ojciec zareagował histerycznie, że chcę go wyrzucić na bruk, że chodziło mi tylko o mieszkanie itp.
Otóż nie na bruk, bo on ma swoje mieszkanie (na kredyt, ale spółdzielcze, więc rata jest niska, mniej niż 1000 zł), w którym nikt nigdy nie meiszkał, jest wynajmowane. Moje meiszkanie należało wcześniej do babci, która odstąpiła je moim rodzicom, w nim mieszkałam od urodzenia, w tym czasie ojciec dostał przydział ze zbieranej przez lata książeczki. Ja byłam nastolatką, więc tamto wynajął. Zamieszkała z nami babcia, która z czasem zaczęła potrzebować opieki i tak zostało. Ojciec na niską emeryturę, pieniądze z wynajmu i odsetki z pieniędzy po babci. Więc na żaden bruk bym go nie wyrzucała. Ma też partnerkę, która ma własne, choć małe, mieszkanie. Ale nie meiszkają razem.
Chciałabym zamieszkać z moim chłopakiem. On wynajmuje mieszkanie, ale zaczyna myśleć o kupnie. Zarabia dużo stać go, chce kupić sam i zamieszkać ze mną. Nie domagam się współwłasności, ale chciałabym się dokłądać do rat czy chociaż utrzymania. zarabiam o wiele mniej od niego. Pomyślałam, że gdybyśmy wzięli duży kredyt (formalnie on, ale żyjąc razem razem byśmy go spłacali), mogłabym wynająć moje mieszkanie, żeby mieć pieniądze na raty, czynsz, utrzymanie.
Wspomniałam ojcu o pomyśle kupna mieszkania, nie padło ani jedno słowo o tym, co zrobić z moim, w którzym mieszkamy. I tak: ja mam mieszkanie i nie mogę w nim mieszkać sama czy z chłopakiem, bo mieszka w nim mój ojciec i sznatażem emocjonalnym i wmawianiem mi, że nie utrzymałabym się sama doprowadzi do tego, że dożyjemy tak późnej starości. Mając mieszkanie, żeby mieszkać sama czy z chłopakiem, musialabym wynająć. Ojciec ma mieszkanie, które wynajmuje i bierze za nie pieniądze. Jego konkubina ma swoje mieszkanie, ale zamieszkać z nim widocznie nie chce. Mój chłopak mieszkanie wynajmuje, a kupić chce sam i mówi, że ja mieszkałabym u niego (średnio mi się ten ukłąd podoba).
Rozwiązaniem byłoby, gdyby ojciec zamieszkał ze swoją partnerką w jego mieszkaniu, a wynajęliby jej (za małe na dwie osoby, ale w lepszym punkcie i można by coś za wynajęcie dostać). Ale ja im życia nie będę układać, chcę ułożyć sobie. Marzę, żebym mogła zamieszkać u siebie sama - nic z tego. Wyrzucić własngo ojca? Jak rozmawiać, żeby z mojego niewinnego pytania czy będziemy tak mieszkać do końca życia nie zrobił się foch na kilka miesięcy z trzaskaniem drzwiami i nieodzywaniem się, bo "nie sądził, że jestem taka".