Dodaj do ulubionych

Cztery osoby, cztery mieszkania - problem

17.08.11, 15:20
Zainteresował mnie rozwój wątku Lemura o mieszkaniu i kawalerce, a właściwie mam problem podobnej natury.
Mieszkam razem z ojcem w mieszkaniu, które dostałam w spadku po babci (formalnie jest moje - żeby nie było wątpliwości). Mieszkamy razem, ponieważ opiekowaliśmy się babcią. Sądziłam, że dla nas obojga to trudna sytuacja i po śmierci babci zaczęłam temat ewentualnego "rozwodu". Mój ojciec zareagował histerycznie, że chcę go wyrzucić na bruk, że chodziło mi tylko o mieszkanie itp.

Otóż nie na bruk, bo on ma swoje mieszkanie (na kredyt, ale spółdzielcze, więc rata jest niska, mniej niż 1000 zł), w którym nikt nigdy nie meiszkał, jest wynajmowane. Moje meiszkanie należało wcześniej do babci, która odstąpiła je moim rodzicom, w nim mieszkałam od urodzenia, w tym czasie ojciec dostał przydział ze zbieranej przez lata książeczki. Ja byłam nastolatką, więc tamto wynajął. Zamieszkała z nami babcia, która z czasem zaczęła potrzebować opieki i tak zostało. Ojciec na niską emeryturę, pieniądze z wynajmu i odsetki z pieniędzy po babci. Więc na żaden bruk bym go nie wyrzucała. Ma też partnerkę, która ma własne, choć małe, mieszkanie. Ale nie meiszkają razem.

Chciałabym zamieszkać z moim chłopakiem. On wynajmuje mieszkanie, ale zaczyna myśleć o kupnie. Zarabia dużo stać go, chce kupić sam i zamieszkać ze mną. Nie domagam się współwłasności, ale chciałabym się dokłądać do rat czy chociaż utrzymania. zarabiam o wiele mniej od niego. Pomyślałam, że gdybyśmy wzięli duży kredyt (formalnie on, ale żyjąc razem razem byśmy go spłacali), mogłabym wynająć moje mieszkanie, żeby mieć pieniądze na raty, czynsz, utrzymanie.


Wspomniałam ojcu o pomyśle kupna mieszkania, nie padło ani jedno słowo o tym, co zrobić z moim, w którzym mieszkamy. I tak: ja mam mieszkanie i nie mogę w nim mieszkać sama czy z chłopakiem, bo mieszka w nim mój ojciec i sznatażem emocjonalnym i wmawianiem mi, że nie utrzymałabym się sama doprowadzi do tego, że dożyjemy tak późnej starości. Mając mieszkanie, żeby mieszkać sama czy z chłopakiem, musialabym wynająć. Ojciec ma mieszkanie, które wynajmuje i bierze za nie pieniądze. Jego konkubina ma swoje mieszkanie, ale zamieszkać z nim widocznie nie chce. Mój chłopak mieszkanie wynajmuje, a kupić chce sam i mówi, że ja mieszkałabym u niego (średnio mi się ten ukłąd podoba).


Rozwiązaniem byłoby, gdyby ojciec zamieszkał ze swoją partnerką w jego mieszkaniu, a wynajęliby jej (za małe na dwie osoby, ale w lepszym punkcie i można by coś za wynajęcie dostać). Ale ja im życia nie będę układać, chcę ułożyć sobie. Marzę, żebym mogła zamieszkać u siebie sama - nic z tego. Wyrzucić własngo ojca? Jak rozmawiać, żeby z mojego niewinnego pytania czy będziemy tak mieszkać do końca życia nie zrobił się foch na kilka miesięcy z trzaskaniem drzwiami i nieodzywaniem się, bo "nie sądził, że jestem taka".
Obserwuj wątek
    • m-kow Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 17.08.11, 16:58
      Chyba to oglądałem kiedyś na Zone Romantica.

      Kochany tatuś jest egoistą, jego własna wygoda jest dla niego najważniejsza, najlepszym rozwiązaniem jest dla niego stan obecny, więc będzie się go trzymał, nie podejmie poważnej dyskusji, tyle w temacie.
      ---
      "Statek coraz bardziej przecieka, pasażerowie jeszcze nie wiedzą, ale pierwszy oficer wie i po cichu ubiera kamizelkę ratunkową. Żeby pasażerowie nie zauważyli nalewającej się wody, to przelewa ją z sali balowej do maszynowni (czyli środki z OFE do ZUSu)." K. Rybiński
      • marrysienka Kochajmy się jak bracia, liczmy jak żydzi 20.08.11, 15:45
        Czy ja dobrze zrozumiałam, że on kupi swoje mieszkanie na kredyt, a ty mu będziesz je współspłacać? I powiedzmy, nie życzę, się rozstaniecie i on zostanie z mieszkaniem częściowo przez ciebie spłaconym. A ty zostaniesz z palcem w nocniku.
        • iwantyoutoo Re: Kochajmy się jak bracia, liczmy jak żydzi 20.08.11, 15:58
          Ok, to był głupi pomysł. Ale do utrzymania i życia będę sie dokładać. Dobrze mi idzie rozwiązywanie spraw beznadziejnych przez rzucanie różnych wersji i pomysłów. Ten uznaję za mniej udany. Ale może z głupich da sie wyciągnąć jakiś mądry.
          Ciekawe, co by było, gdybym powiedziała, że biorę slub i chcę się wprowadzic do jego mieszkania. Mądrzej może byłoby poprosić chociaż mo moja część kasy, a z miszkaniem go zostawić. Będzie na nie wydawał mniej, więc może przeboleje stratę części odsetek. Chociaż wątpię. Pisałam już, że był gotów stracić to mieszkanie z powodu długów, żeby ich nie spłacić ze "swoich" pieniędzy. Bo mieszkanie, wiadomo z ustalen - na mnie, a pieniądze, cóz, że miały być moje, ale na ejgo koncie.
          Samochód sobie kupił, pomimo, że miał. Satry. bo stary, ale jeździł. Ja nie mam, bo nie uzbierałam tyle, a tatuś mi nie da. Zanim zaczęłam zarabicć, dostawałam na swoje potrzeby pieniądze od babci po kryjomu. A jak zobaczył, to robił jej awanturę. Nie wpadł na to, że potrzebuję ubrań, kosmetyków, jakichś swoich pieniędzy.
          • rotkaeppchen1 Re: Kochajmy się jak bracia, liczmy jak żydzi 20.08.11, 16:05
            Skoro twoj facet kupuje mieszkanie na siebie, nie radzilabym sie dokladac, tak jak radzily przedmowczynie. Zakladajac, ze sie kiedys pobierzecie a potem zozwiedziecie, to mieszkanie, jako kupione przed slubem bedzie nalezalo i tak do niego. Co do dokladania sie do czynszu i zycia, to oczywiscie jak najbardziej, trudno, zeby facet cie utrzymywal.
            A co do mieszkania i ojca - kurcze a co by bylo, jakbys jednak chciala sie do mieszkania faceta dolozyc (np kupic z nim na spolke, wspolny kredyt itd) i w zwiazku z tym planowalabys sprzedanie swojego mieszkania? Tez by sie ojciec nie zgodzil? Nie mialby nic do gadania. Uwazam, ze z wlasnym mieszkaniem, w tych okolicznosciach, masz prawo zrobic tak jak uwazasz. A ojciec ma prawo sie obrazic, jest dorosly, poradzi sobie.
    • mumia_ramzesa Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 17.08.11, 17:13
      Dokladanie sie do rat kredytu nie jest madrym pomyslem. Co zrobisz w przypadku rozstania? Bedziesz sie z nim procesowac o zwrot nakladow?
      A nie zastanawialas sie, czy ojca bedzie stac na splacanie kredytu i samodzielne zycie?
      Formalnie mieszkanie jest Twoje ale to nie Ty na nie zarobilas.
      • iwantyoutoo Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 17.08.11, 19:18
        Nie, nie będę się procesowac. Jeśli będziemy mieszkać razem, to wszytsko mi jedno czy będę się dokładac do kredytu, czynszu, jedzenia. Jakieś pieniądze my dwoje będziemy mieć do wydania.
        Mój ojciec tez nie zarobił na to mieszkanie. Zrobiła to moja babcia, która chciała, zeby było moje, nie mojego ojca. On na swoje także nie zarobił - to mieszkanie spółdzielcze, które dostał za wpłaty na książeczkę mieszkaniową przez lata. Tzn. coś w nie włożył, ale nie cenę rynkową. Spłaca je z wynajmu i pieniędzy po mojej babci, z których część miała należeć do mnie (wola babci), ale on się na to nie zgodził. Były na jego koncie, po moich 18. urodzinach odmówił wpłacenia cześci na moje konto. Pomógł mi wykupić mieszkanie, ale również za pieniądze babci.
        Czy będzie miał na spłatę? Jego partnerka dobrze zarabia, we dwoje też zostają z dwoma mieszkaniami, jego lokatami. Prosiłam o ocenę, bo nie wiem, może rzeczywiście to ja jestem wredną egoistką, ale rodzice moich znajomych, jeśli mogli, pomagali w kupnie mieszkań, mieszkania "po babciach" pomagają im się usamodzielnić, a ja mam 30 lat i mój ojciec wpada w histerię od samej rozmowy. Oczywiście mogę się wyprowadzić i sama płacić za wynajem, kiedy on mieszka w moim mieszkaniu i zarabia na wynajmowaniu swojego.
        • mumia_ramzesa Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 17.08.11, 21:27
          > On na swoje także nie zarobił - to mieszkanie spółdzielcze, które dostał za
          > wpłaty na książeczkę mieszkaniową przez lata. Tzn. coś w nie włożył, ale nie cenę rynkową.

          Nie dostal, bo niczego za darmo sie nie dostaje. Wplacal przez wiele lat na ksiazeczke mieszk. i z tego co sie uzbieralo + premia gwarancyjna mial na wklad wlasny. Na reszte (ceny rynkowej) wzial kredyt.
          Chcesz splacac kredyt obcego czlowieka? Moze rozsadniej by bylo pomoc splacac kredyt ojca? W koncu po nim kiedys odziedziczysz to jego mieszkanie.
          Z jakiegos powodu Twoj ojciec nie chce mieszkac ze swoja partnerka i nie mozesz nim sterowac.
          • iwantyoutoo Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 17.08.11, 21:56
            Ojciec spłaca kredyt z wynajmu. Pieniądze z lokat dopłaca do życia. Nie chcę spłacać kredytu obcego człowieka, tylko zacząć z tym obcym człowiekiem budować związek, rodzinę, jak zwał, tak zwał. Nie mam oszczędności po babci, które mogłabym wsadzić do banku i dopłacać sobie do utrzymania. Nie uważam, żeby w porządku było, żebym ja musiała się wyprowadzać i spłacać mieszkanie/mieszkać jak lokatorka z obcym człowiekiem, bo mój ojciec i jego partnerka potrzebują trzech mieszkań i nie widzą nic dziwnego w tym, żeby ojciec wynajmował mieszkanie obcym ludziom, a ja miałabym np. wynajmować od kogo innego. Nie słyszałam o takim przypadku.
            Nikogo nie wyrzucam do komórki. Gdyby nie miał gdzie się podziać, w ogóle nie byłoby tematu. Ale skoro ja miałam od stu lat obiecane mieszkanie przez babcię, żebym mogła założyć rodzinę, żebym miała lepszy start, to mam teraz czekać aż ojciec umrze, żebym mogła zakładać tę swoją rodzinę po pięćdziesiątce? Nie rozumiem, dlaczego on tak chce ze mną mieszkać. Dlaczego sam nigdy nie zapyta, czego ja bym chciała i czy nie mam jakichś planów. Jedyne pytanie to dawno na granicy histerii czy mój chłopak zamierza się tu wprowadzić. W tonie oznaczającym, że zawiązaliśmy spisek i chcemy go wyrzucić na bruk.
            • iwantyoutoo Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 17.08.11, 22:00
              Nie upieram się, że mam rację, że ja jestem dobra, a ojciec zly. Ale nie znam innej sytuacji, kiedy jedyny rodzic ma jedno dorosłe dziecko i mając do dyspozycji dwa meiskzania nawet nie wpadnie na pomysł, żeby zapytać czy to dziecko nie chcialoby się usamodzielnić. Mógłby zaproponować, żebym ja się rpzeprowadziła (czego akurat nie chcę i nie zrobię), że może ja bym spłacała raty, wtedy nie muaiałby utrzymywać tamtego mieszkania. Cokolwiek. Głupia rozmowa o tej sytuacji byłaby dla mnie wyciagnięciem ręki. Pomijam fakt, że nie marzyłabym, żeby mieszkać ze swoim 30-letnim dzieckiem i raczej namawiałabym je go usamodzielnienia się - w taki czy inny sposób.
              • mumia_ramzesa Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 17.08.11, 22:10
                a Ty nie mozesz zaproponowac jakiegos rozwiazania, ktore by odpowiadalo obu stronom? Sama napisalas, ze ojciec ma niska emeryture. Pieniadze z lokat rozejda sie szybko i z czego bedzie splacal kredyt?
            • mumia_ramzesa Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 17.08.11, 22:07
              Trudno sie polapac czego Ty wlasciwie chcesz: zamieszkac z partnerem w swoim mieszkaniu czy je wynajac. Jesli tak samo rozmawiasz z ojcem to nic dziwnego, ze nie mozecie sie porozumiec. Niby dlaczego nie chcesz wziac kredytu na spolke z partnerem?
      • iwantyoutoo Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 17.08.11, 19:22
        BTW w wątku Lemura mieszkanie nie było jego, bo w księdze wieczystej figurują rodzice. W tej figuruję ja i tylko dzięki mnie udało się rozwiązać skomplikowaną sytuację z nim. Ojciec był gotów je stracić, a nie dać mi pieniędzy na spłatę. Pieniędzy po babci, które nie byly spadkiem, bo wcześniej trafiły na jego konto. Mnie wkurza fakt, że inni rodzice stawiają dobro dzieci ponad swoim, a moj ojciec nawet nie wpadnie na to, że pod pretekstem mojej niesamodzielności i nieprzystosowania do życia, trzyma mnie w chorej sytuacji.
        • miau_weglowy Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 17.08.11, 19:50
          zawsze mozecie zamieszkac razem z chlopakiem w Twoim mieszkaniu i zobaczycie, co bedzie :)
          mieszkanie jest Twoje, mozesz mieszkac, z kim chcesz, ojca nie musisz pytac o pozwolenie czy ten lub ow sie wprowadzi.
        • mumia_ramzesa Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 17.08.11, 21:32
          Skoro ma $ na lokatach to niech splaci kredyt przynajmniej czesciowo. A co robicie z $ za wynajem?

          > Mnie wkurza fakt, że inni rodzice stawiają dobro dzieci ponad swoim

          Tzn oddaja im mieszkania a sami przenosza sie do komorek?
          • malamelania Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 17.08.11, 21:51
            > Tzn oddaja im mieszkania a sami przenosza sie do komorek?

            Dobre ;))))
            Gdzie Ty widzisz komórkę w opisywanej sytuacji?
            Wg Ciebie rodzice powinni pasożytowac na swoich dorosłych dzieciach i egzekwować zwrot kosztów poniesionych na ich wychowanie?
            Niewysoka emerytura plus własne, choc niespłacone mieszkanie to za mało, aby uzasadnić "wieszanie się" na dorosłej córce.
            Ona ma prawo do własnego życia, i warunki tez ma - jest włascicielką mieszkania. Kij komu do tego, zarobiła czy odziedziczyła.
            A tatuś może mieszkac we własnym mieszkaniu i wynajmować np pokój studentom. Tak robi mnóstwo starszych osób, ktorym nie starcza na czynsz. Korona im z głowy nie spada i nie zwalają się własnym dzieciom na głowę.
            • mumia_ramzesa Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 17.08.11, 22:14
              Formalnie to Twoj ojciec moglby wystapic o zachowek i w ten sposob by sie stal wspolwlascicelem mieszkania, w ktorym mieszka. Jak czytam Twoje wywody to mysle, ze ktos powinien mu to doradzic.
              Nie mam juz ochoty z Toba dyskutowac.
              • ha-ya Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 20.08.11, 10:50
                Nie moze wystapic o zachowek ( tzn. zalozylam ,ze babcia nie byla jego matka a tesciowa). W tej sytucaji ziec nie ma prawa do dziedziczenia.
    • rufus1szy Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 17.08.11, 19:01
      " Pomyślałam, że gdybyśmy wzięli duży kre
      > dyt (formalnie on, ale żyjąc razem razem byśmy go spłacali), mogłabym wynająć m
      > oje mieszkanie, żeby mieć pieniądze na raty, czynsz, utrzymanie. "

      - a co w sytuacji jak się rozstaniecie? pomyślałaś o tym ze ci ten twój wkład w jego kredyt przepadnie?

      - powiedz ojcu ze chcesz zamieszkać z facetem. nie jestes jego matką jedno z mieszkań niech ci odda do dyspozycji nawet to wynajmowane.
    • po-trafie Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 18.08.11, 12:41
      Nie jestes egoistka. Jestes dorosla, spelnilas wiele swoich obowiazkow w obec rodziny (jak chocby opieka nad babcia czy mieszkanie z tata tak dlugo), nic dziwnego ze chcesz sie usamodzielnic.
      Spadki po rodzinie, jakkolwiek nie sa czyms na co 'zarabiamy' stanowia nasza wlasnosc i nie ma sie czego wstydzic chcac z nich skorzystac. Z drugiej strony - niezbyt fajnie jest korzystac z nich wbrew reszcie rodziny. Probujesz wiec zalatwic to tak dobrze jak sie da, wiec:

      - rozmawialas z ojcem, ktorego nie chcesz wyrzucic na bruk. Rozmowa jest trudna, ale trzeba ja przeprowadzic jeszcze raz. Spytaj swojego tate, jak wyobraza sobie Twoja doroslosc. Nie wspominaj na poczatku nic o samej kwestii wynajmowania czy zmiany mieszkania, spytaj jak on sobie wyobraza przyszlosc. Powiedz ze chcialabys byc dorosla, zamieszkac z chlopakiem, ze nie chcesz mieszkac z nim cale zycie i ze musi to zrozumiec. To pierwszy krok do sukcesu.
      - drugi krok, to stwierdzenie, ze nie jest wyjsciem sprawiedliwym twoja wyprowadzka do chlopaka i radzenie sobie samej, podczas gdy rodzic pozostanie w mieszkaniu po babci, czerpiac jednoczesnie zyski ze swojego mieszkania ktore wynajmuje.
      Oznaczaloby to,ze zostaniesz bez zadnej skladowej spadku po babci (ani pieniedzy, ani mieszkania, ani zyskow z mieszkania), podczas gdy bardzo jej potrzebujesz na starcie samodzielnego zycie (i nie jest tu wazne, czy potrzebujesz tego by zamieszkac sama i splacac wynajem, czy zeby kupic swoje mieszkanie i splacac kredyt, czy zeby meiszkac z chlopakiem i zyc wspolnie).
      Zosaniesz pozbawiona tej pomocy w starcie w doroslosc, ktora babcia chciala ci zapewnic. I bedzie ci ciezko. Mozliwe, ze jesli przedstawisz to prosto, nie atakujac ojca a jedynie mowiac o tym, ze bedzie ci ciezko, to powinien zrozumiec. W skrocie:
      'Tato, chce zaczac samodzielne zycie: mieszkac i zyc na swoim, ale bez zadnej pomocy bedzie mi z tym bardzo ciezko i bede miala duze problemy finansowe.'
      - drugi krok, to proba wymyslenia wariantu ktory zadowoli wszystkich. Mozliwosci:
      * tato zostaje w mieszkaniu po babci, jego mieszkanie jest wynajmowane, ty dostajesz z niego zyski;
      * tato zostaje w mieszkaniu po babci, ale przelewa ci czesc pieniedzy po babci;
      * tato wyprowadza sie do swojego mieszkania, ty dostajesz mieszkanie babci.

      Niestety fakt jest taki, ze tato musi z czegos zrezygnowac. Oczywiscie, pojawia sie ludzie piszacy, ze wielu ludzi uczciwie dorabia sie od zera i radzi sobie bez zadnych spadkow. Jasne, ale nie znaczy to, ze korzystanie z mania takich mozliwosci jest zle czy egoistyczne.

      Porozmawiaj z tata, na spokojnie. Znajdzcie rozwiazanie, ktore pozowli i jemu zyc w sposob w jaki chce i tobie da nieco lepszy start i chocby element tego, czego chciala dla ciebie babcia.
      • iwantyoutoo Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 18.08.11, 13:58
        Dziękuję za wywazoną odpowiedź. Złożyłam ten wątek, ponieważ bardzo przejmuję się opiniami innych. Po awanturzez z ojcem, jaka to jestem interesowna i podła, zaczęłam się zastanawiać czy może nie robię źle.
        Mojego chłopaka stać na wynajmowanie mieszkania, spłacanie kredytu. chce, żebym mieszkała z nim, nie wymaga ode mnie nakładów finansowych. Ale po pierwsze tak nie chcę, a po drugie to sprawa uboczna, gdybym była sama, też chciałabym zamieszkać sama. Wydawało mi się, że oboje z ojcem tkwimy w jednym mieszkaniu ze względu na babcię. On zajmował się nią więcej, bo jest na emeryturze, ja pracowałam, ale od pewnego momentu jedna osoba by sobie nie poradziła, bo babcia nie mogła zostawać sama.
        Kiedy żyła i była jeszcze w miarę świadoma zawsze mi powtarzała, że to mieskznaie jest dla mnie, połowa pieniędzy również. Nie wiem dlaczego niektórzy traktują spadek, prezent, obiecanie czegoś za mniejszą własność niż to, czego się sami dorobilismy. Nie dorobiłam się ani ja, bo nie miałam jeszcze kiedy, ani mój ojciec, bo nie potrafił. Jego podejście do finansów jest specyficzne. Kiedy chodziłam do szkoły, jakiekolwiek kieszonkowe dostawałam wyłącznie od babci, on miał pretensje, że coś sobie kupuję. Babcia miała o to do niego żal. Dlatego walczyła, żeby mieszkanie było przepisane na mnie, żeby ojciec mnie z neigo nie wyrzucił oraz żeby przepisać na mnie połowę pieniędzy. Ojciec uznał, że nie, bo je roztrwonię (użył innego słowa). Teraz nie, bo wspólnie się z nich utrzymujemy. Jeśli nie będzie płacił czynszu za jedno mieskznaie, wydatki będą na jedną sobę mniejsze, wcale nie straci na tym tak dużo.
        On się na swój sposób starał, opiekował się babcią (choć w sposób delikatnie mówiąc daleki od ideału), zajmował jej finansami. Kiedy babcia zmarła, mieszkanie było zadłużone. Zapowiedział, że zrzeknie się spadku. Prosiłam, żeby spłacił długi, jednak nie chciał o tym słyszeć, bo musiałby naruszyć te jego (i moje) pieniądze. Wolał, żeby komornik zajął mi mikroskopijną wtedy pensję albo żeby to mieszkanie oddać do spółdzielni zamiast je wykupić. Tylko moje samozaparcie doprowadziło do tego, że udało mi się wynegocjować zmniejszenie długu o połowę i umożliwienie wykupienie mieszknaia za 1/4 zamaist za połowę jego wartości. Tak, dał mi pieniądze. Jego zasługa. Jednak kilka miesięcy moich starań pozwoliło doprowadzić sprawę ciągnącą się kilkanaście lat do szczęśliwego finału. W kolejnej dyskusji może paść argument, że dzięki jego pieniądzom mam mieszkanie, choć według moich obliczeń wystarczyłaby na to moja część. Gdyby podzielił pieniądze, mogłabym to zrobić sama.
        Babcia chciała, zeby było sprawiedliwie: on ma swoje mieskznaie, więc to będzie dla mnie, a pieniądze na pół.
        Wiem, że mogłabym się wynieść, zamieszkać z chłopakiem i jakoś sobie poradzimy, ale mnie to wkurza. Wiem, że mam problem z usamodzielnieniem się, bo byłam wychowywana w przekonaniu, że nic nie potrafię. Teraz mam wrażenie, że mój ojciec ma ejszcze większy problem, bo reaguje totalnie histerycznie. Nie mieszka ze swoją partnerką, a ja powtarzam ten sam schemat związku. Chcę się od tego odciąć, bo zaczynam zauważać, że mojego chłopaka traktuję jak ojca i przypisuję mu wady ojca. Mam wrażenie jakbym żyła w nieszczęśliwym małżeństwie, a nie z ojcem. A mój wpojony lęk przed wyprowadzką mnie nie mobilizuje do zmiany sytuacji.
    • zielony_marcepan Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 18.08.11, 13:38
      To nie ty jestes egoistka lecz twoj ojciec.To normalne,ze chcesz sie usamodzielnic i ze w pelni chcialabys skorzystac z mozliwosci,ktore zapewnila ci babcia.Ciekawi mnie w jaki sposob dzielicie sie obowiazkami w domu i platnosciami za mieszkanie?Placicie rachunki po polowie,czy z racji tego ze to (formalnie) twoje mieszkanie ty placisz wiekszosc lub wszystko?Na czyjej glowie jest sprzatanie,gotowanie itd?
      Moim zdaniem twojemu ojcu jest po prostu wygodnie.Zreszta mimo tego,ze ma niska emeryture nie zdziwiloby mnie gdyby dzieki temu ukladowi jaki macie,udalo mu sie zaoszczedzic calkiem spora sumke na koncie-osobiscie znam takie przypadki.
      • iwantyoutoo Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 18.08.11, 14:08
        Teraz mnie wszyscy spalą na stosie: rachunki płaci ojciec. Gotuje on, ale rzadko. Ja jeśli gotuję to dla siebie, bo on nie chce jeść rzeczy, które robię. Sprząta jedno i drugie, oboje rzadko, piorę i prasuję ja, on zmywa. Tylko że ja jeszcze pracuję, a on siedzi całymi dniami przed komputerem i ma pretensje, że mało robię. Załóżmy, że on robi więcej, wydaje na dom na pewno więcej. Ale tym bardziej chcę go uwolnić od płacenia za mnie. Myślę, że to nie tyle kwestia wygody, co przyzwyczajenia, strachu przed zmianami. Założę się, że boi się też sowjego związku. Są razem ze 20 lat, ale nie mógł z nią mieszkać, bo ja byłam dzieckiem. Potem nie mógł, bo babcia chora. Teraz chyba też musi mieć jakieś "nie mogę". Woli spędzić dzień przed komputerem: zakupy zajmują mu godzine raz na dwa dni, czasem odkurzy, zrobi sobie coś do jedzenia, a na 2-3 godziny spotka się z nią.
        Oceniam jego powody po sobie. Widzę jak powtarzam te same schematy.
        Więc jeszcze raz: nie wybielam się, on mnie w dużym stopniu utrzymuje, więc nie wiem dlaczego nie chce przestać. Gdyby zamieszkał w jednym z mieszkań ze swoją partnerką, mogliby wynając drugie i miec z tego zysk. Ona sporo zarabia.
        Nie wszyscy mają szczęście dostać coś od rodzimy, ale widzę, że rodzice, któzy mogą, starają się pomóc dzieciom np. z kup[ieniem mieszkania. Jeśli ich nie stać, to oczywiście, że nie, ale nie znam rpzypadków rodziców, którzy postępują jak mój ojciec.
        • mumia_ramzesa Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 18.08.11, 14:56
          Ludzie w jego wieku nie lubia zmian. Rozumiem, ze mieszkal w tym mieszkaniu od lat, wiec trudno mu podjac decyzje o wyprowadzce. Przeprowadzanie sie jest ogromnym stresem, drugim w kolejnosci po smierci osoby bliskiej.
          Skoro i tak on placi rachunki to moze zostanie w tym mieszkaniu, a $ z wynajmu jego mieszk. sie jakos podzielicie.
          Wyglada na to, ze poki ojciec byl Ci potrzebny do opieki nad babcia to nie przeszkadzalo Ci, ze mieszkacie razem.
          • iwantyoutoo Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 18.08.11, 15:09
            Wydawało mi się, że ze mną nie dyskutujesz.
            Ojciec był mi potrzebny do opieki nad babcią? A może ja byłam potrzebna jemu? Przeszkadzało mi jak cholera, uwierz na słowo, że umierająca osoba w domu potrafi doprowadzić do depresji całą rodzinę. Kompletnie niesamodzielna i tracąca kontakt z rzeczywistością. Mój chłopak bardzo chciał, żebym z nim zamieszkała, ale nie zostawiłam ojca samego z babcia, bo wiedziałam, że jedna osoba nie da rady. Proponowałam mu, żeby wział kogoś do pomocy przy opiece - nie. Jego partnerka obraziła się na babcię i przez wiele lat ani razu jej noga nie stanęła w naszym domu. Potrafiła jedynie litować się nad nim, jaki to on biedny, a babcia podła.
            Możesz sobie mnie oceniac jak chcesz, możesz mówić, że jestem pazerna, bo chcę coś co dostałam, a nie zarobiłam na to, ale ta insynuacja to przegięcie. Zwykle jednak dzieci, a nie uczące się czy pracujące wnuki opiekują się rodzicami. Nie będę mówić czy to był jego czy mój obowiazek. Ale w obecnej sytuacji zanosi się na to, że doczekamy razem moment, kiedy ojciec zniedołężnieje i ja swoje życie będe układać, jak on umrze. Mam prawo do własnego życia, pewnych rzeczy nie odłoże na za 10 lat (np. dziecka gdybym je chciała miec). A niemal do trzydziestki byłam uziemiona sytuacja rodzinna i wiedziałam, że na hasło "wyprowadzam sie" zostałabym wyklęta przez babcię, która nie chciałaby zostać ze wstrętnym ojcem, przez ojca, którego zostawiam ze wstrętną babcię, a oni by się pozabijali. Wysłuchiwałam żali obu stron i próbowałam zrozumieć, że ciężko jest zniedołężniałej babci i ciężko ojcu się nią opiekować.
            Kiedyś założyłam jakieś luźne ubranie i zażartowałam, że to już któryś miesiąc. Ojciec powiedział, żebym wypluła te słowa, jak ja sobie tu dziecko wyobrażam itp. Nie wpadło mu do głowy, że to dziecko miałoby ojca i to z nim bym mieszkała i je wychowywała. Mam 30 lat, a ojciec zareagował, jakbym była nastolatką. Nie dopuszcza do siebie tego, że jestem, dorosła i już wcale nie najmłodsza.
            • mumia_ramzesa Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 18.08.11, 15:35
              A to nie Ty przypadkiem bylas zobowiazana do opieki nad babcia za otrzymanie mieszkania w spadku? Na dobra sprawe to ojciec mogl Cie zostawic z tym problemem, a teraz wystapic o zachowek i nie bylabys jedynym wlascicielem mieszkania.
              Skoro i tak nie placisz za to mieszkanie to mozesz sie z niego wyprowadzic. Twoja roszczeniowosc jest porazajaca i faktycznie nie bede dluzej dyskutowac, bo nie ma o czym. Wszystko co mialam napisac w tej sprawie napisalam.
              • iwantyoutoo Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 18.08.11, 15:59
                A nie byłam zobowiązana, nie miałam żadnej umowy z babcia. Mieszkanie miało być dla mnie zanim jeszcze babcia wymagała opieki. Tworzyliśmy przez kilka lat rodzinę i kiedy jeden z jej członków zaczął wymagać opieki, reszta się nim opiekowała.
                Mógł wystapić o zachowek. Mógł zgodnie z wolą babci oddać mi połowe pieniędzy, które były przeznaczone dla mnie. Mogłam wypropwadzic się ja i go olać. Mogłam nie załatwić sprawy długu, zrzec się spadku i szlag by trafił mieszkanie, a ojciec miałby komornika na karku. Różnie mogłoby być, a nie jest.
                Zawsze mogę się wyprowadzić. Zawsze można cos dostać i zostawić to komuś innemu. Ale nie ma takiego obowiązku. Mój ojciec kiedyś zagroził mi, że mnie wyrzuci z tego mieszkania, kiedy jeszcze się uczyłam i nie miałam za co utrzymać, podczas kiedy ja jestem w nim zameldowana, a on nie. Gdyby nie był to ojciec tylko exmąż czy brat, to też byłoby naturalne, że jedna strona wyprowadza się ze swojej własności, bo druga nie chce, a z własnego czerpie zyski?
                • rotkaeppchen1 Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 18.08.11, 16:22
                  Jezeli ojciec chcial cie wyrzucic z twojego wlasnego mieszkania, jezeli nie byl w porzadku wobec ciebie, nie widze powodu, zebys rezygnowala z twoich planow. Skoro ma mieszkanie, niech sie do niego wyprowadzi a jak go nie stac, niech zamiszka ze swoja partnerka. Inaczej sie postepuje wobec czlowieka, ktory wie jak sie zachowac, inaczej wobec czlowieka, ktory zachowac sie nie umie. I nie jest wazne, ze to twoj ojciec, bo ty tez bylas jego corka, jak ci grozil wyrzuceniem z twojego wlasnego mieszkania. Wychodze z zalozenia, ze odziedziczylas je droga spadku i nie ma najmniejszych watpliwosci, ze nalezy ono do ciebie.
          • lospecchio Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 18.08.11, 15:40
            mumia_ramzesa napisała:

            > Ludzie w jego wieku nie lubia zmian. Rozumiem, ze mieszkal w tym mieszkaniu od
            > lat, wiec trudno mu podjac decyzje o wyprowadzce. Przeprowadzanie sie jest ogro
            > mnym stresem, drugim w kolejnosci po smierci osoby bliskiej.
            > Skoro i tak on placi rachunki to moze zostanie w tym mieszkaniu, a $ z wynajmu
            > jego mieszk. sie jakos podzielicie.
            > Wyglada na to, ze poki ojciec byl Ci potrzebny do opieki nad babcia to nie prze
            > szkadzalo Ci, ze mieszkacie razem.

            Gryziesz i gryziesz jako ta pchła na psim zadku, weźno wreszcie zaporoponuj coś konstruktywnego, żeby dziewczyna nie była pokrzywdzona, a i jej ojciec zadowolony.
    • allerune Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 18.08.11, 15:10
      Sprzedaj mieszkanie po babci, będziesz miała na wspólny zakup z facetem. Logika tutaj jest jasna.
      • iwantyoutoo Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 18.08.11, 15:26
        W żaden sposób nie rozwiązuje to problemu, bo ojciec nadal musiałby się wyprowadzić, a ja na razie chcę zamieszkać z facetem, a nie kupować z nim mieszkanie. Związek fajny, ale różnie może być, wolałabym mieć swoje zabezpieczenie, a nie bawić się w dzielenie majątku. Dziękuję, widziałam to z bliska.
        • rotkaeppchen1 Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 18.08.11, 15:40
          Mieszkania bym nie sprzedawala, bo to jest lokata kapitalu i zabezpieczenie na wypadek, gdyby z facetem nie wyszlo - gdzie bedziesz mieszkac?
          Uwazam, ze ojciec powinien sie wyprowadzic, w sytuacji, gdybys chciala w tym mieszkaniu mieszkac z facetem.
          W sytuacji, kiedy chcesz to mieszkanie wynajac, zaproponowalabym ojcu co innego: porownanie, ktore mieszkanie da wieksze przychody z wynajmu i wynajecie tego mieszkania i podzial zyskow na pol. Wtedy i ojciec bedzie mial na splate kredytu (moze nie bedzie to ten tysiac, ale cos kolo tego) i ty bedziesz miala dodatkowe zrodlo dochodu.
        • allerune Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 18.08.11, 15:43
          mając dobry powód pierwotny dla sprzedaży mieszkania (potrzebuję kasy na ...), łatwiej byłoby przekonać ojca do wyprowadzki.
          Jeśli to nie wchodzi w grę, ojca ciężko będzie ruszyć, jedyną rzeczą, która w tym momencie zostaje to zmusić go żeby płacił Tobie za wynajem...
          • rotkaeppchen1 Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 18.08.11, 15:46
            to troche bez sensu, bo rownie dobrze moglby wynajac inne a tu chodzi nie tylko o kwestie "zasiedzenia sie starszego czlowieka", rowniez sprawa finansowa jest istotna.
            • allerune Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 18.08.11, 15:53
              no to właśnie piszę o finansach, niech płaci córce za miejsce, które zajmuje w jej mieszkaniu. Jeśli nie chce się wyprowadzić, to musi jej dać na tyle żeby ona mogła...

              Poza tym jak ktoś już napisał, dziewczyna powinna trochę odpuścić, za parę lat będzie miała 2 mieszkania...
              • lospecchio Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 18.08.11, 16:08
                allerune napisał:
                > Poza tym jak ktoś już napisał, dziewczyna powinna trochę odpuścić, za parę lat
                > będzie miała 2 mieszkania...
                Pod warunkiem, że ojcu coś nie odbije i nie zapisze w spadku mieszkania (czy właściwe jednego z nich) tej kobiecie, z którą teraz jest. Niestety różnie to potem bywa.
                • adela38 Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 20.08.11, 12:31
                  Na poczatek chcialabym zauwazyc, ze pani z ktora spotyka sie ojciec nie jest jego zona a ni konkubina, jest jedynie przyjaciolka i nic ci do jej majatku czy mieszkania, tak samo zreszta jak twojemu ojcu. Jesli do tej pory nie zamieszkali razem to dlatego, ze nie chcieli sie ze soba wiazac i ty nie powinnas wogole sie interesowac owa pania.
                  Z tego co opisalas gdyby ojciec sie wyprowadzil nie bylby w stanie sie samodzielnie utrzymac. W mieszkaniu po babci mieszkacie oboje od wielu lat, twoj ojciec cie utrzymuje i wykonuje gro prac domowych, wiec napewno nie jest ci nic dluzny z racji faktu ze tam mieszka.
                  Ty jestes napalona do zwiazku z facetem, tylko ze z twojego opisu wynika ze bylby to tzw zwiazek na kocia lape. Jesli juz ci stuknela 30-tka to dobrze ci radze zanim zamieszkasz z tym czlowiekiem na stale wez slub. Do tego czasu mieszkaj u siebie, szanuj ojca a partnera odwiedzaj. Jakby co mozesz mu powiedziec, ze tata jest konserwa i nie zgadza sie na twoja kocia lape. Jezeli ow partner sie ci oswiadczy mozesz wtedy spytac ojca co i jak zrobic. Mozesz tez juz teraz wypytac ojca co sadzi o tym chlopaku i czy widzi w nim przyszlego ziecia. Twoj ojciec opiekowal sie umierajaca babcie, dba o dom w tym i ciebie i napewno zle ci nie zyczy. Jak jestescie rodzina to powinniscie wypracowac wspolnie takie rozwiazanie by wszystkie strony je zaakceptowalo.
                  • iwantyoutoo Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 20.08.11, 14:17
                    Zdaje się, że mamy różne światopoglądy, więc nie widzę powodu, żeby o tym dyskutować.
                    Partnerka mojego ojca nie jest jego żona, ale ejst jego partnerką od 20 lat. Nie jest to przyjaźń. Wedle definicji konkubinat też nie, ale nie znam nazwy lepszej. Są ze sobą związani, a nie nie chcą się wiązać. Nie mieszkają razem, powodów nie znam, choć z mojej znajomości sytuacji wynika, że są inne niż "nie chcą".
                    Prac domowych nikomu nie liczę. Jakoś zawsze w moim domu każdy coś robił, a nie liczył kto i co. Najpierw robiła moja mama, ojciec palcem raczej nie ruszał, bo był zajęty zdradzaniem jej. Po jej śmierci zamieszkaliśmy z babcia, która robiła wszystko. Jak podrosłam, zaczęłam się angażować głównie w sprzątanie i pranie. Kiedy babcia nie była już w stanie, obowiązki musiał przejąć ojciec i ja. Może on robi więcej, ale nie robi nic innego, ja pracuję.
                    Nie ejstem napalona do związku, jestem w związku. Nie ejstem napalona na meiszkanie z nim, pomimo, że chciał tego od dawna. Jstem napalona na mieszkanie sama, wolałabym tak. Ale związek się na tyle rozwinął, że nie widzę sensu zamieszkiwać sama, żeby za kilka miesięcy zamieszkiwać z nim, albo się odwiedzać i prowdzić dwa domu.
                    Kocia łapa to twoje określenie. Ja nie chcę ślubu, przynajmniej na razie i kwesta tego, czy ktokolwiek z zainteresowanych jest w zwiazku formalnym, czy nie, nie ma nic do sprawy. Mój związek nie opiera się na kłamstwie i wmawianiu partnerowi, że ojciec nie zgadza się na ansze mieskznaie razem! A ja ani mój partner nie weźmiemy ślubu, dopóki ze sobą nie zamieszkamy. Ojciec ma to gdzieś, dopóki nie zmieni to jego stanu posiadania. Nie mam zamiaru pytać ojca o zgodę na slub czy to, czy lubi mojego chłopaka. To mój wybór, a zdanie mojego ojca w tej sprawie nie ma dla mnie z pewnych względów żadnego znaczenia. Aczkolwiek partnera akceptuje i chyba lubi. W końcu stuknęła mi trzydziestka i chętnie by się mnie pozbył. Mój partner duża zarabia, więc musiał się spodobać. Ojciec wie, że w razie czego mnie utrzyma i tatuś nie będzie musiał naruszać "swojego" majątku.
    • minnie_su Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 20.08.11, 12:13
      dziwne to troche. najpierw babcia dala dzieciom mieszkanie. mlodzi ludzie sie tam wprowadzili. urodzilo im sie dziecko. zyli sobie spokojnie. formalnie mieszkanie zostalo zapisane na wnuczke z jakichs tam powodow. po latach wnuczka dorasta. i mowi rodzicom: "sio! chce sie usamodzielnic a to moje mieszkanie. wyprowadzajcie sie." prawnie jest tu wszystko w porzadku. ale bogu dzieki ja takiego postepowania w swoim otoczeniu nie widzialam.

      i jeszcze dodam, ze konkubina ojca i jej mieszkanie nie maja w tym watku nic ale to nic do szukania.
      • alpepe Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 20.08.11, 13:05
        a mieszkanie ojca?!
      • iwantyoutoo Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 20.08.11, 14:00
        Babcia dała młodym rodzicom mieszkanie. Sama przeniosła się do domu, z którego późniejszej sprzedaży pieniądze wziął mój ojciec. Później dostał przydział na swoje mieszkanie. W związku z tym on dysponuje jednym mieszkaniem, bo w nim mieszka, drugim, bo je wynajmuje i pieniędzmi z domu.
        • iwantyoutoo Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 20.08.11, 14:23
          Wcześniej nie poruszałam wątków zdrad mojego ojca, tego, że ze swoją obecną przyjaciółką był związany za życia mojej mamy. Tego, że opiekował się babcią w sposób daleki od ideału. Że babcia wielokrotnie mówiła mi, że zabrał jej pieniądze (z pewnych względów nie mogły być na jej koncie) i nie pozwala jej nawet nimi dysponować. Pomijam to, że nie była sama w stanie iść do banku, ale to, że kiedy mówiła, co chce ze swoimi pieniędzmi zrobić, słyszała: nie.
          W tej chwili żyję z ojcem w miarę spokojnie, ale nie zawsze tak było. Nie ejst dla mnie wzorem, wiele mam mu do zarzucenia. Ale to wszytsko nie ma znaczenia w tej sprawie. Kto jest dobry, kto zły, kto sprząta, kto pierze, kto się babcią opiekował więcej, kto lepiej. Nie liczę ojcu win. Wyliczam wprost stan posiadania czterech (moim zdaniem tyle osób jest zainteresowanych w tej sprawie) dorosłych osób i szukam rozwiązania.
    • tosia33 Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 20.08.11, 13:46
      Kilka lat temu bylam w bardzo podobnej sytuacji: mieszkalam razem z ojcem w formalnie przepisanym na mnie mieszkaniu. Oplacalam wszystkie rachunki, tata mial tylko bardzo niską rentę, którą wydawał na leki. Mialam 28 lat, byłam dobrze zarabiającą singelką i marzylam o tym, żeby zamieszkać samodzielnie. Wielokrotnie rozmawialam z tatą o tym, abyśmy sprzedali mieszkanie i kupili dwa mniejsze, ale niezależne (z założeniem, że będę utrzymywać oba). Nie chciał o tym słyszeć, szantażował mnie emocjonalnie, wykrzykiwał o braku szacunku. Odpuściłam, ale coraz gorzej znosiłam całą sytuację. Któregoś dnia podjęłam decyzję i oznajmiłam b. spokojnie tacie, że wyprowadzam się. Dodałam także że będę go utrzymywać (tzn. opłacać czynsz i rachunki). Oczywiście próbował mnie sprowokować, obrażał się, były "ciche dni", prosił żebym wróciła. Ale po jakimś czasie (miesiąc, może dwa) sytuacja wróciła do normy. Najpierw zamieszkałam w wynajmowanym mieszkaniu, potem wzięłam kredyt i kupiłam własne. Ojca utrzymuję nadal (jego renta nie starczyłaby nawet na czynsz). Ułożyłam sobie życie. Morał: Musisz rozważyć co do dla Ciebie i Twojej przyszłości jest najważniejsze i postarać znaleźć takie rozwiązanie, które będzie korzystne zarówno dla Ciebie jak i Twojego ojca. Masz chłopaka (ja nie miałam), który chce Ci pomóc. Może warto skorzystać z tej pomocy ? Ja skorzystałam z pomocy psychoterapeuty, który mi pewne rzeczy pokazał z innej perspektywy. Rodzice nie mają prawa szantażować emocjonalnie swoich dzieci ! Nigdy. Mam nadzieję, że znajdziesz dobre rozwiązanie.

      PS. Opłacanie rat za kredyt za mieszkanie Twojego chłopaka to nie najlepszy pomysł (jeśli się rozstaniecie pieniądze przepadną). Dokładanie się do czynszu i opłat - jak najbardziej. Mozesz ewentualnie regularnie odkładać "swoją" część raty na lokatę - po jakimś czasie zbierze się tam większa kwota, z którą zdecydujesz co zrobić (zafundować sobie i chlopakowi fajny wyjazd na wakacje, sfinansować wesele, itp).
      • iwantyoutoo Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 20.08.11, 14:06
        Dzięki za opis podobnej sytuacji. Jasne, że wyprowadzić się mogę w każdej chwili. Nie stać mnie na utrzymywanie mojego ojca ani na kredyt. Mogę mu wszystko zostawić i pozwalać się utrzymywać mojemu chłopakowi. Ale nie chcę. Twoje rozwiązanie było najlepsze dla ciebie, szczególnie emocjonalnie. Dla twojego ojca również. I pewnie byłoby najlepsze dla mnie. Tylko ja, jak wynika z tego wątku, jestem roszczeniowa i nie chcę zostawić wszystkiego ojcu, kiedy babcia chciała, żebym miała coś na start. Wyjść i machnąć ręką na mieszknaie, pieniądze i wsyztsko mogę w każdej chwilli. Skoro on może sobie żyć wygodnie mieszkając w moim mieszknaiu, a wynajmując swoje, skoro może żyć ze swoją partnerką w osobnych mieszknaiach, to ja uważam, że też mam prawo do korzystania z tego, co moje. Nie mówię mu przecież, że wyprowadzę się do jego mieszkania, a swoje zamierzam wynająć i nie dzielić się zyskami.
        • gulcia77 Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 20.08.11, 15:08
          Chcesz znać moje zdanie? Machnij łapą kasę, jak ojciec umrze, mieszkanie i tak będzie twoje.A reszta forsy? Szczerze mówiąc nie ma żadnego znaczenia, lepiej ratuj siebie. Masz 30 lat, młodość w zasadzie jest za Tobą, a ty (wnioskując z Twoich postów) zaczynasz dziwaczeć. Ratuj się dziewczyno!!! Posłuchaj osoby, która naprawdę wie co mówi, uzależnienie od roszczeniowych rodziców to Twoja i moja tragedia. Ja zebrałam się w sobie w Twoim wieku, uważam dziś, że 10 lat za późno!!!
          • rotkaeppchen1 Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 20.08.11, 15:42
            Masz 30 lat, młodość w zasadzie jest za Tobą, a ty (wnioskując z T
            > woich postów) zaczynasz dziwaczeć. Ratuj się dziewczyno!!! Posłuchaj osoby, któ
            > ra naprawdę wie co mówi, uzależnienie od roszczeniowych rodziców to Twoja i moj
            > a tragedia. Ja zebrałam się w sobie w Twoim wieku, uważam dziś, że 10 lat za pó
            > źno!!!

            No z ta mlodoscia bym nie przesadzala, ze za nia. 30 lat obecnie to jednak mlodosc, wszystko tez lezy w glowie a nie w metryce.
            Co do mieszkania z rodzicami - zgadzam sie o tyle, ze jezeli relacja jest niezdrowa, trzeba sie z niej wyplatac. Ja wyprowadzilam sie od matki majac 16 lat, wiec wiem co mowie.
            Rodzice nie maja prawa uzalezniac od siebie dzieci emocjonalnie - dobry rodzic wie, kiedy pozwolic dziecku opuscic gniazdo. Z drugiej strony, w dzisiejszych czasach, coraz wiecej doroslych ludzi mieszka z rodzicami, nie wiem od czego to zalezy - ludzie niby coraz wczesniej chca byc "dorosli" i samodzielni a z drugiej strony uciakaja przed samodzielnym zyciem i odpowiedzialnoscia za siebie.
            Tak jak napisalam - w twojej konkretnej sytuacji - albo postaw ojcu ultimatum - ma sie wyprowadzic - ma dokad, albo zaproponuj, zeby sie wyprowadzil do swojego mieszkania a twoje wynajmiecie i bedziecie sie dzielic zyskami. Wszystko zalezy, jakie macie relacje. Twojemu ojcu nalezy sie taki sam szacunek i wsparcie od ciebie, jak tobie od niego. I powinny byc to relacje wzajemne. Jezeli on nigdy nie byl w porzadku wobec ciebie, nie musisz sie nad nim litowac - on ma gdzie mieszkac, co innego, gdyby musial isc pod most.
            • gulcia77 Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 20.08.11, 15:58
              Wiesz, można sobie wmawiać, że 30 lat to jeszcze młodość. Fakt, wiek zaawansowany to nie jest, ale jednak ma się już w tym wieku swoje przyzwyczajenia i małe dziwactwa, które nas już tak szybko nie opuszczają, jak 10 lat wcześniej. A w tym wątku toksyczna relacja z ojcem (a wcześniej także z babką) aż się wylewa. Ja to bym dziewczynie radziła na początek dobrego terapeutę, bo forum, tak naprawdę nic jej nie da, zwłaszcza, że znajdują się tutaj takie kwiatki jak mumia-ramzesa.
    • mmmucha znam to... 20.08.11, 14:24
      myślę, że większość z nas przy opuszczaniu gniazda miała podobnie...:)

      Szantaż emocjonalny pewnie utrudnia.
      Zacznij od rozmów, usiądzcie na przeciwko siebie i zacznijcie rozmawiać, powiedz ojcu co czujesz, jakie masz plany i że chcesz ułozyć sobie zycie.
      Zapytaj czy ma propozycje jak to rozwiązać, jeżeli nie będzie miał zaproponuj swoje.
      Ustal terminy i już. Nie ma w tym niczego złego. Twój tata pewnie bedzie się bronił jak tylko będzie potrafił, szantażując itp. Lęk przed nie znanym. Moze nawet się obrazi ale po czasie złość przejdzie i sam zobaczy, ze dla Niego to tez było dobre. A Ty stwierdzisz, że to była jedna z najważniejszych i najlepszych decyzji:))))
      • anaisanais96 Re: znam to... 20.08.11, 16:03
        Taa, dla niego to będzie wspaniała sytuacja. Na starość zostanie sam jak palec, będzie budził się szedł spać nie odzywając się do nikogo. Niesamowite życie go czeka:/
        • gulcia77 Re: znam to... 20.08.11, 16:13
          Pewnie dlatego woli złamać córkę i mieć ją na kiwnięcie palca. Nie pamiętam, gdzie to przeczytałam, ale spotkałam się z określeniem "złamane lilie". Odnosiło się co prawda do dawniejszych czasów, kiedy to w wielodzietnych rodzinach jedną córkę niejako "wyznaczano" do opieki nad starymi rodzicami, niszcząc jej życie, bez pytania o zgodę. Problem się nie zmienił, w dalszym ciągu chore uzależnienie dzieci od siebie wśród rodziców występuje. Oczywiście, gdyby tych rodziców zapytać, to przecież robią to z "miłości" do dziecka, bo przecież jest głupsze, brzydsze, mniej zaradne itd. Choć najczęściej żadne z tych zarzutów nie ma najczęściej cia w rzeczywistości, ale przecież wystarczy wychować kogoś w poczuciu winy, braku własnej wartości etc i już darmowa służąca gotowa.
          • rotkaeppchen1 Re: znam to... 20.08.11, 16:21
            Tak jak wspomnialam, wyprowadzilam sie od matki, majac 16 lat. Przez lata nasze kontakty byl mocno ograniczone, rozmawialysmy przez telefon 1-2 razy w tygodniu, czasem sie widywalysmy. Dopiero po latach, kiedy rany sie zagoily, nasze relacje ulegly znacznej poprawie. Ja wyjechalam za granice, sila rzeczy widzimy sie od czasu do czasu, ale prawie codziennie telefonujemy ze soba. Mama ma obecnie 63 lata, jest zdrowa i samodzielna. Zdaje sobie sprawe, ze kiedys bede sie musiala nia zajac. Ale to bedzie moja decyzja, jak sie ja zajme, czy zalatwie miejsce w domu opieki, czy wezme do siebie. Dzieki brakowi zaleznosci miedzy nami, bede mogla jednak te decyzje podjac kierujac sie wlasnymi mozliwosciami i przekonaniami a nie pod wplywem emocjonalnego szantazu i wymuszonego poczucia obowiazku.
        • iwantyoutoo Re: znam to... 20.08.11, 16:16
          Jest w związku z kobieta, która piszczy z miłości na jego widok. Jedzą sobie z dziubków pomimo bycia razem 20 lat. Ona nie ma dzieci ani żadnych innych zobowiązań. Jeszcze pracuje, dobrze zarabia, ma tez już emeryturę. Jeśli będzie sam w pustym mieszkaniu, to jego wybór.
    • iwantyoutoo Wyjaśnienie 20.08.11, 14:58
      Pojawia sie kwestia, kogo na co stać.
      Czy mojego ojca byłoby stać na samodzielne utrzymywanie się bez wynajmowanego mieszkania?
      Nie wiem, ponieważ stan jego finansów nie jest mi znany. Te finanse to pieniądze przekazane za życia babci na jego konto, ponieważ ja byłam niepełnoletnia, z zastrzeżeniem, że połowa jest dla mnie. Kiedy babcia domagała się wyciągów z konta, żeby zobaczyć, jak nimi gospodaruje, słyszała: nie, nie uwazasz mnie za złodzieja itp. Ale nie pokazał.

      Czy mnie byłoby stać na samodzielne wynajęcie meiszkania?
      Nie bardzo.

      Czy jest rożnia w związku moim i ojca?
      W stanie posiadania partnerów tak. Ona ma swoje mieszkanie, mój chłopak wynajmuje. Ale to nie istotne. Wiele osób pisze, że związek mojego ojca nie ma nic do rzeczy, nie mogę mu nakazać z nią zamieszkać itp. Nie moge i nie zamierzam, sądziłam do tej pory, że sami by tego chcieli. Ale dlaczego mi można nakazać wyprowadzkę do chłopaka. Skoro ojciec ma móc żyć sam, kiedy jego dziewczyna żyje sama w swoim mieskzaniu, to uważam, że ja również powinnam mieć taką alternatywę. Tymczasem ojciec ma móc mieszkać sam, swoje mieszkanie wynajmowac, a ja mam mieszkać z nim albo z chłopakiem.
      • adela38 Re: Wyjaśnienie 20.08.11, 16:27
        Jeszcze raz ci powiem- przyjaciolka twojego ojca jest przyjaciolka a nie partnerka. Nie zyja razem, bo jak sadze ta pani zwyczajnie nie ma ochoty sie wiazac i zobowiazywac do swiadczen na jego rzecz , chocby w postaci obowiazkow domowych, opieki w chorobie, laczenia kasy, czy slynnego prania skarpetek. Jesli byla czy jest kochanka to nie czyni z niej ani partnerki ani konkubiny. Jej stan posiadania to jej sprawa a nie twojego ojca, wiec nie przypisuj ojcu czegos czego on nie ma.Zauwaz, ze ta pani moze wyjsc za twojego ojca, a swoje mieszkanie oddac dla swoich dzieci, sama zas dziedziczyc swojego meza (twojego ojca).Twoj ojciec moze jeszcze za zycia wszystko na nia przepisac tak bys ty nic nie dostala po jego smierci.Ma do tego prawo.
        Mozesz wystapic do sadu o jego eksmisje (- czy jest zameldowany w tym mieszkaniu?), jesli nie jest zameldowany mozesz dac mu termin a po nim zmienic zamki i liczyc, ze uniesie sie honorem i odejdzie. W takiej sytuacji ojciec bedzie mial uzasadnione prawo by cie wydziedziczyc, co moze napisac w swoim testamencie.
        Mozesz tez sprobowac z nim zalatwic sprawe mowiac jego jezykiem, uzywajac argumentow dla niego przekonujacych i zachowac z nim poprawne stosunki. Mozesz go POPROSIC o pomoc i rozwiazanie twojej sytuacji. Gdzecznie, milo, spokojnie, jak kochajaca corka.
        Oczywiscie twoj partner bedzie uwaznie obserwowal jak traktujesz ojca i wyciagnie z tego swoje wnioski.
        • iwantyoutoo Re: Wyjaśnienie 21.08.11, 02:37
          Piszesz jedno zdanie rozsadnie, a za chwilę uprawiasz manipulacje.
          Rożne można mieć wyznaczniki zwiazku: ślub, mieszkanie razem, przedstawianie rodzinie. Ja nie mieszkam z moim chłopakiem, nie jestem żoną, ale jesteśmy w zwiazku. Nie jedynie się przyjaźnimy i sypiamy ze sobą. Moj ojciec ma 2 razy dłuższy staż, spedza z nią czas codziennie, zapewniam że się kochają. Nie tobie według twoich kryteriów oceniać co jest zwiazkiem. Jeśli ich zapytasz, usłyszysz, że śą w związku. W tym wieku określenie dziewczyna nie pasuje, nie znam dobrego. Zwiazki są róźne, niepranie skarpetek nie oznacza braku opieki, a ich pranie nie wyklucza rozstania.
          Jeśli zechcą wziąć ślub, wzniosę toast na ich weselu. Jeśli ojciec jej wszystko zapisze, jego wola. Nie czekam na spadek i mam nadzieję że nie będzie to kwestia do rozwiazywania przez 20 lat. Nie myślę o tym, że na 50. urodziny zamieszkam w swoim mieszkaniu, wynajmę to po ojcu i będę sie pławić w jego pieniądzach. Mam nadzieję że nie będe tego potrzebować. Życzę ojcu długiego życia. Nigdy nie óbiecywał mi żadnego spadku i nie czekam na to, ani nie dysponuje tym, co nie moje. A mój ojciec owszem. Rozszerzył swoją opiekę nad tym, co dostałam od babci daleko poza moją pełnoletność.
          Zameldowany nie jest, ale nigdy nie zmienilabym zamków. On mnie tym kiedyś straszył. Nie z miłości ani szacunku, tylko dlatego że uważam to za dziecinne i uzasadnione jedynie w przypadku przemocy. Za dużo rzeczy w życiu widziałam.
          Co do patrzenia mojego partnera: wie o moim ojcu wiecej niż zamierzam tu pisać, sam ma specyficźny stosunek do rodziny i znam go na tyle, że wiem na co patrzy. Twoje stwierdzenie to manipulacja: moźesz zrobić, co chcesz, ale chłopak uzna że nie szanujesz ojca i sie z toba nie ożeni. Nie działa to na mnie. Za mało wiesz o mnie i o sprawie, żeby trafić. Ja natomiast dokładnie przygladałam sie jak mój ojciec traktował moją i swoja matkę. Więc mogę się zachowywać jak cywilizowany człowiek, ale prosić jak kochająca córka nie będę.
          • adela38 Re: Wyjaśnienie 21.08.11, 15:40
            Alez jeszcze raz ci probuje uzmyslowic, ze przyjaciolka twojego ojca z nim nie mieszka wlasnie dlatego, ze nie chce byc z nim wiecej zwiazana i poniewaz zwiazana nie jest nie mozesz ogladac sie na jej osobe ani jej stan posiadania. Oczywiscie , ze nikt na forum nie wie o tobie i twojej sytuacji wiecej niz ty tu napiszesz. To co np ja ci napisalam to spojrzenie z innej strony choc napewno oparte tylko na tym co ty sama napisalas. To jak kto traktuje swoich rodzicow duzo o nim mowi i z tego powodu kazdy powinien zwracac na to uwage. Inna sprawa co i dlaczego robi , bo przeciez sytuacje sa rozne. Dogadanie sie z ojcem jest napewno w twoim interesie, a twoj partner tez moze ci poradzic pod katem jak on te sprawe widzi. Czasem warto probowac przekonac rodzica do swoich racji "po dobroci" i prosba raczej nie powinna przyniesc ci ujmy na honorze, o ile pomoze ci uzyskac na czym ci zalezy i zachowac poprawne stosunki z ojcem.
            • iwantyoutoo Re: Wyjaśnienie 22.08.11, 10:44
              Ja zdecydowanie chcę po dobroci! Mam seredcznie dość kłotni, od jakiegoś czasu sytuacja z moim ojcem się uspokoiła i zdecydowanie wolę jak jest miły. Tylko, że zaczynamy żyć jak stare małżeństwo, co mnie przeraża, a ja zaczynam powtarzać jego zachowania, co przeraża mnie ejszcze bardziej. Bo za młodu obiecywałam sobie, że zrobię wsyztsko, żeby nie być taka jak on.
              1,5 roku po śmierci mojej babci jej rady, które puszczałam mimo usdzu, zaczynają mi się wydawać całkiem sensowne. Prawda jest taka, że z powodu charakteru mojej najbliższej rodziny, jedyną rodziną, jaką mam, jest ojciec. Teoretycznie są jeszcze jakieś resztki, ale nikt z nimi nie utrzymuje kontaktu. Mam wujka, cioteczke rodzeństwo, ale spotkałam ich po 15 latach na jakimś pogrzebie. Nie jestem rodzinna, ale trochę mi przykro, że gdybym keidyś wpadła na pomysł brania ślubu, to nie mam kogo zaprosić na wesele...
              Mój facet może coś powymyślac, tylko, że on nie posiada empatii, słaby jest ze stosunków międzyludzkich i raczej jest w stanie pomóc technicznie w pewnych sprawach (przeprowadzka, remont), a nie w rozmowie. Wpadłam na pomysł, żeby nie gadać z samym ojcem, bo znowu mi odstawi histerię, tylko zacząć rozmowę przy jakimś wspólnym obiedzie w cztery osoby. Coby ustalić, kto ma jakie plany. My mamy takie, przydałaby nam się pomoc, chcemy się dowiedzieć, jakie mają oni i ustalić wspólnie, co dalej. Ma to taki minus, że teoretycznie to dotyczy tylko ojca i mnie i lepiej nie mieszać nikogo w te sprawy. Ale i tak będzie tak, że on w 5 minut pobiegnie do swojej kobiety, zreferuje jej to po swojemu i ona zdecyduje, co on ma robić. Bo tak się to odbywa. Natomisat mój ojciec jest szalenie kulturalny, miły i przede wszytskim pomocny, jak ktoś go obserwuje. Inaczej zachowuje się w stosunku do mnie, czy zachowywał w stosunku do babci (szczególnie w czasie konfliktu, choć nie tylko) niż w stosunku do znajomych i swojej partnerki. Ja nie raz słyszałam, że jestem debilem, bo nie mogę pojąć, że kubek odstawia się do zlewu i jak to trzeba być upośledzonym , żeby nie móc tego zrozumieć, a z nią potrafi się liczytować 5 minut, kto będzie zmywał (ależ ja kochanie, oj nie, wolę ja, ty sobie odpocznij, ale jednak ja, umie kłóć się ze mną, ja to zrobię...). Dlatego z premedytacją chciałabym mieć świadków. Oczywiście jak tylko zamkną się za mną drzwi, to ojciec i jego kobieta osądza mnie jako najgorszą i chciwą, być może jak wrócę do domu, to się nasłucham, jak to podle postąpiłam, ale jednak zanim to nastąpi, będzie musiał porozmawiać, a nie strzelić focha. Przy moim chłopaku nie powie, żeby to on mnie utrzymywał ani że będzie mieszkał pod mostem. Chociaż w takiej sytuacji ddaję sobie wroga, bo partnerka ojca zawsze stanie po jego stronie i będzie go bronić do upadłego. Dla niej to cud wcielony, ideał, anioł. Choć oczywiście w sytuacji, kiedy on naprawdę miał problemy, litowałą się and nim, wysłuchiwała jego wyolbrzymionych żali, ale palcem nie kiwnęła, żeby realnie pomóc. Nawet jeśli tę pomoc oferowała, a on ją odrzucał, to wiem, że ma na niego taki wpływ, że przeforsowałaby wsyztsko, co by tylko chciała.
              Popełniłam duży błąd idiotycznie wybierając termin rozmowy z ojcem. Nie mam nic na usprawiedliwienie swojej głupoty, bo zapytałam co dalej z mieszkaniem i czy będziemy ze sobą mieszkać do końca życia przed pogrzebem babci. Własciwie nie wiem, dlaczego, może ta sytuacja ciągnęła się tak długo i tak jej miałam dość, że wykorzytsłam pierwszą okazję. Jednak nie powiedziąłam: chcę to mieszknaie, chcę pieniądze, chcę cokolwiek. Zapytałam, co będzie dalej. Mój ojciec, swoim zwyczajem, przedstawił mi swoją wersję pt. nic się nie da zrobić, ja jestem podła itp. Jak mówiłam, że jest opcja X - torpedował mnie sznatażami emocjonalnymi.
              "Nie da się" to podstawa. Nasze mieszknaie się sypie, bo przez 10 lat nie było remontu (chora babcia, transport czy malowanie rpzy niej odpadało). Minęło 1,5 roku i nadal się nie ma. Pytałam kilka razy. Sąsiedzi remontują i widziałam, że ekipa pracowała bardzo dobrze, zaproponowałam, żeby poprosić o namiar. Nie, on to zrobi sam. Ale sam nie ma siły, źle się czuje. Lato się kończy, nie będzie przecież remontu w zimę. W kuchni są rozwalające się szafki. Chciałam wymienić, szukałam sklepów, robiłam pomairy. Nie, bo teraz robią gorsze szafki niż 30 lat temu. Chciałam wziąć kogoś do sprzątania, bo nie mam na to czasu ani ochoty. Dla ojca to burżujstwo iteż nie, bo posprząta źle, bo to jakaś fanaberia i życie byłoby nudne, gdyby nic nie robić. Ale narzekać, że musi sprzątać lubi. I tak w kółko. Mam doć takiego sposobu myślenia, bo mi się on udziela i to mnie przeraża.

              Wracając do konkubion-przyjaciółki. Ja naprawdę sądziłam, że oni sa jak nieszczęśliwa para kochanków, którym życie rzuca kłody pod nogi i nie moga być razem. W życiu nie wpadłabym na to, że nie chcą. I moim zdaniem osobą niechcącą jest mój ojciec, a nie ona. I nawet sobie nie uświadamia, że nie chce. Musi mieć wymówkę, a wymówek już nie ma. Więc stworzył nową - brak pieniędzy na rodzielenie się mieszkaniowo ze mną, utrzywywanie tego stanu, żeby nie okazało się, że każde z nich meiszka w swoim mieszkaniu samo, a odwiedzją się na 2 godziny dziennie. Wiem, że za życia babci ojciec miała depresję. Umiem rozpoznać. Nie wiem, jak teraz, nie wiem czy to może samo przejść. I moim zdnaiem pomógłby mu terapeuta, ale on się na to nigdy nie zgodzi. Ja swoją depresję leczę, terapię rpzerwałam, ale zaczynam myśleć o powrocie. Bo zmieniam się w osobę, którą bałam się zostać.
              • rotkaeppchen1 Re: Wyjaśnienie 22.08.11, 11:58
                Moim zdaniem ojciec, pewnie nawet nieswiadomie, niszczy ci zycie. Masz prawo do samodzielnego zycia we wlasnym mieszkaniu! On ma swoje mieszkanie, ma swoje zycie, ma swoja kobiete a ciebie trzyma sie kurczowo. To nie jest normalne. Ale to ty musisz podjac decyzje, czy to zmienic, czy nie. To nie jest normalna sytuacja.
      • tasma_izolacyjna Re: Wyjaśnienie 20.08.11, 17:06
        Złość mnie bierze kiedy czytam, ile jesteś winna ojcu i kiedy osoby, które go nie znają przedstawiają go jako ofiarę sytuacji. Domyślam się, że nie chcesz zaostrzać konfliktu z ojcem ale oczywiste jest, że on z własnej woli nic z rąk nie wypuści. Nie liczyłabym na część pieniędzy po babci, nie da się woli babci nijak udokumentować. Sprawa przepadła. Dodatkowo skoro niechętnie ale jednak zapłacił za wykup mieszkania to można uznać, że te pieniądze dostałaś. Mieszkanie jest formalnie Twoje i tego się trzymaj. Nie jest w nim zameldowany - tym lepiej. Uważam, że powinnaś po prostu zacząć samodzielnie dysponować swoją własnością i poinformować ojca, ze zamierzasz rozpocząć samodzielne życie, podać date i poniformować, że oczekujesz, że do wtedy się wyprowadzi. Zakładam, że stać Cię na samodzielne życie we własnym mieszkaniu. Nie wiem czy by pomogło, możliwe, ze tak, gdyby Twój chłopak się do Ciebie wtedy wprowadził. Ojciec ma mieszkanie, ma oszczędności i ma pokój, ktory może nadal wynajmować gdyby mu nie starczało pieniędzy. Ponieważ nie będzie już płacił za Twoje mieszkanie to jego wydatki powinny pozostać na tym samym poziomie.
        Nie wierzę, że ojciec kiedykolwiek sam zdecyduje się wyprowadzić. Wydaje się być osobą, ktora zagarnia wszystko i z nikim się nie liczy. Więc nie oczekiwałabym jakiegoś zwrotu sytuacji w wyniku spokojnej rozmowy. Rozmowa nie będzie spokojna a sytuacja będzie bardzo nieprzyjemna. Musisz liczyć się z niezadowoleniem, szantażem, oskarżeniami itp. Jak sobie z tym dasz rade to jest szansa, że za jakiś czas, możliwe, ze to kwestia raczej lat niż miesięcy, kontakty z ojcem jakoś się unormują. Tak czy inaczej lekko nie będzie. W skrócie: prawo (jeśli powyższe nie przyniesie efektu nie zawahałabym się go użyć) i racja są po Twojej stronie. Powodzenia!
    • mps60 Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 21.08.11, 22:18
      Opisana przez ciebie sytuacja nie wyglada ciekawie.

      Jak ja to widze:
      - w swoich kalkulacjach nie licz w ogole partnerki ojca - skoro od 20 lat nie maja slubu i nie mieszkaja razem to znaczy, ze pani nie chce dzielic z nim wad wspolnego mieszkania. Tak weic ojciec u niej zamieszkac nie moze.
      - rad typu: pogon ojca w tej chwili, masz takie prawo a on ma gdzie mieszkac nei traktowac powaznie. Jesli sie na to zdecydujesz bedziesz miala do konca zycia z swoim ojcem 'kose'.
      - jak rozumiem ojciec nie oplywa w luksusy? Pisalas, ze caly czas splaca z wynajmu m.in niewielki kredyt na to swoje mieszkanie. Ile czasu mu zostalo do splacenia i wykupienia tego mieszkania?.
      - Ojciec zostawiony sam sobie (w swoim mieszkaniu) pewnie by sobie nie poradzil (skoro z tamta baba nie dzieli finansow, jego oplaty za mieszkanie to 1000pln/ms, a emerytura pewnei nie za wysoka).

      Wydaje mi sie, ze najrozsadniejszym rozwiazaniemw tym momencie jest machnac na to wszystko reka (kasy od babki nigdy na oczy nie zobaczysz, a z kolei sensownego sposobu na namowienie ojca by opuscil mieszkanie nie ma).
      Niech twoj chlop, skoro go stac, pomysli nad kredytem na swoje mieszkanie. I tak mu sie przyda. Ty wprowadz sie do niego, zobaczycie jak sie razem mieszka. Dokladaj sie oczywiscie do czyszu, oplat, wspolnego zycia. Mozesz z swoim chlopem uzgodnic, ze w dluzszej perspektywie jak juz twoj ojciec opusci mieszkanie, Ty sprzedasz swoje, i razem skonsolidujecie finanse.
      Ojcu zakomunikowac, ze bedziesz mieszkac z facetem (bo planujecie wspolna rodzine) i w zwiazku z tym:
      a/ moze sie wyprowadzic do siebie, a ty swoje mieszkanie wynajmiesz (bo potrzebujesz kasy). W tym momencie bedzie placz, foch, szantaz emocjonalny. W takim wypadku przechodzisz do opcji b.
      b/ ok, mozesz ojciec mieszkac sam w MOIM mieszkaniu, ale uzgodnijmy, ze teraz sam sobie radzisz, i ze nie narobisz mi dlugow w mieszkaniu.
      Ale jak tylko splacisz swoje mieszkanie to przestajesz wynajmowac i idziesz do siebie.

      Jesli tobie by cos z tym facetem nie wyszlo, to zawsze mozesz wrocic do swojego mieszkania (z ojcem w srodku)
    • anna_sla Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 23.08.11, 16:26
      hmmm, a spytaj czy Ty nie możesz zamieszkać w tym wynajmowanym? (Ciekawe co powiedziałby) Lekko a dobitnie naciskając, że chcesz mieszkać z chłopakiem sam na sam.
      • anna_sla Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 23.08.11, 16:31
        dobra doczytałam, nie było sprawy ;)
    • anna_sla Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 23.08.11, 17:12
      czuję, że plubownie się nie da. Ojciec Cię wyczuł i wie, że ten szantaż emocjonalny działa.. na razie próbuj po swojemu, ale sama zobaczysz, że nie da się ciągle być dobrą.

      Wiesz, moja mama wciąż narzeka, że nie ma jej kto strychu zaadaptować na pomieszczenia mieszkalne. Mieszka z moim ojcem (alkoholikiem), moim starszym bratem (leniwiec, nie bardzo wie jak zabrać się do przykręcenia śrubki ;)) i młodszym bratem (w tym roku idzie na studia, ale ze względu na młody wiek trochę mało umie - choć już dużo więcej niż starszy od niego o 16 lat nasz brat). Ja z nimi nie mieszkam, ale moje dzieci często spędzają u nich weekendy i muszą dzielić pokój z dziadkiem alkoholikiem albo na ten czas musi to robić któryś z braci. No żal mi mamy, marzy się jej pokój na strychu. Wpadłam ostatnio na genialny pomysł. Sprawuję opiekę nad dzieckiem pewnego pana budowlańca. I mogę się z nim dogadać, że albo sprawowałabym tą opiekę za darmo a w zamian on będzie ze swoimi pracownikami pracował nad tym strychem u mamy 2-3 razy w tygodniu, albo to co zarobię oddam jego pracownikom. Na tej jednej pensji nie zbiedniałabym a jeszcze z kilka stów mogłabym dorzucić, ale to byłoby jakieś 1/2 może 2/3 całego kosztu miesięcznego za robociznę i materiał. Praca mogłaby się posuwać powoli, ze względu na finanse. Wiadomo jakby ich nie było, nie robiliby, mają też inne zlecenia. Zaproponowałam mamie, że dam do wyceny ten strych znajomemu, zgodziła się. No to dałam, a on stwierdził, że wolałby to zobaczyć na własne oczy by oszacować koszt. Jak powiedziałam o tym mamie to na mnie nawrzeszczała, że nie chce obcych facetów w domu, że nie ma kasy (3 dorosłe osoby zarabiają!! Tylko studia brata są wydatkiem, no ale ten strych to dobro dla każdego z nich, bo nawet brat tam może zamieszkać zwalniając mojej mamie pokój na dole) i trzasnęła słuchawką obrażona.... Tak, że olewasz żale, źle, próbujesz coś zrobić to też źle. Nie ma złotego środka, bo zawsze komuś brakuje piątej klepki ;);)
      • iwantyoutoo Re: Cztery osoby, cztery mieszkania - problem 24.08.11, 08:25
        Bo rodzina jest trudna, zaczynam sądzić, że prawie zawsze. Jak się jest młodym, to się wydaje, że tylko własna jest pokręcona, bo o tym się raczej nie opowiada. A potem się okazuje, że masa ludzi ma problemy.
        Bo starsza siostra dostała od rodziców mieszkanie, za które oni płacą, pomimo, że oboje z mężem zarabiaja po 10 tys. Bo ona przychodzi do sklepu rodziców i bierze drogie rzeczy z półki, jakby były jej.
        Bo inna siostra mieszka z ojcem, a on płaci nawe jej rachunki za telefon... Ech.
        Zaczynam żałowac, że wspomniałam, że mój chłopak kupuje mieszkanie. Może trzeba było obmyślać strategię i opowiadac, że tak cchemy razem zamieszkać, ale nie mamy na kredyt? Ale nie mam takiego kombinowania w charakterze i jak o czymś myślę, to się zawsze wygadam. Mój ojciec chyba chciałby się mnie pozbyć i zrzucić utrzymanie na męża. Ale za czasów, kiedy tak było, to panna musiała mieć posag:) Kobieta mojego ojca lubi czasem podpytywać, kiedy bierzemy ślub. Zawsze zapominam powiedziec, że może najpierw oni, po starszyźnie:) Ale zastanawiam się, co by było, gdybym rzeczywiście oświadczyła, że biorę ślub, robię wesele i oczekuję sfinansowania. Wszystkie wielkie wesela znajomych finansowali rodzice. Ale to znowu byłoby kombinowanie, bo nie marze o wielkim weselu, nie planuję ślubu, a już na pewno nie po to, żeby wyciągnąć kasę i zamiast białej sukienki i jednego najdroższego w życiu dnia, wolałabym zacząć swoje i sensowne zycie. ślub byłby lepszym argumentem, ale ani ja, ani tym bardziej mój facet nie pójdziemy na taki układ, żeby brac ślub na siłę, dla kogoś albo w jakimś celu. Uważam, że bez wczesniejszego zamieszkania razem, to byłoby nieodpowiedzialne. Tyle dobrego, że żadna rodzina nie będzie miała nic przeciwko temu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka