biala.zu
28.05.12, 11:33
się pogubiłam :)
historia wygląda w skrócie tak:
ja i on pewnego dnia poznajemy się, zaczynamy gadać, mijają 2 lata a mnie nagle olśniło, że to fajny facet, przy czym on zintensyfikował działania zachęcajace (smsy, telefony, wspólne wypady na kawę, kina, itp). Więc ja się zakochuję, a on jest dość daleko, niemniej jednak mamy codzienny kontakt, jest fajnie, są rozmowy itp. Po miesiącu (usycham z miłości :P) on daje mi znać, że raczej nie ma czasu, że nie wraca do polski na weekend. Ok. Po kolejnych tygodniach mam dość huśtawki emocjonalnej i piszę mu, że wprawdzie zaangażowałam się, ale nie mam ochoty na takie jazdy, w związku z tym skończmy znajomość i niech każde idzie do swoich spraw. On nie odpuszcza, znów dzwoni, pisze, kino, pocałunki. A potem mi pisze, że genialnie się ze mną gada, że bardzo go kręcę, ale on nie ma czasu, ma swoje życie, i w ogóle bez sensu.
Wycofuję się, tym bardziej, że zaczyna cos bredzić o jakiejś kasi co mi do pięt nie dorasta, pisze mu, że jest idiotą i ma nie zajmować mi czasu, kłócimy się i każemy sobie spie.. Trzy dni wytrzymał, wczoraj zadzwonił, przeprosił ... siedzi mi w głowie, to fakt, nie cierpię takiego zachowania, to drugi fakt.
nie mam pojęcia o co mu chodzi- to fakt trzeci...