nudzimisie_strasznie
06.09.12, 14:57
Trochę w nawiązaniu do wózkowych mam.
Skąd ta powszechna irytacja, ślepa niechęć, pouczanie, wykluczanie, obmawianie? Jak to się dzieje, że ciągle wymagamy czegoś od innych, najczęściej, żeby się zmienili, byli tacy jak nam pasuje. Ale jak my się komuś nie podobamy, to niech się ten ktoś wali, bo zamach na naszą wolność osobistą to jest.
Lista dyżurnych typów do zmiany jest długaśna: brzydcy, grubi, nadopiekuńcze mamy, nieopiekuńcze mamy, rozwydrzona młodzież, bezdzietni, single, kobiety bluszcze, starzy ludzie, osoby korzystające z socjalu...
I tak cały dzień zepsuty przez tych "kiepskich": w autobusie siedzi gnój i nie ustępuje, na chodniku babcia wolno idzie i tarasuje drogę, człowiek zmęczony wraca z pracy a tu dziecko na ulicy się drze i potęguje irytację, jakiś brzydki, brudny człowiek coś ze śmietnika wyciąga, a wieczorem sąsiad za głośno tv ogląda.
A to tylko obcy, co się człowiek musi namęczyć ze znajomymi, którzy też ciągle jacyś nie tacy.
Zasada żyj i pozwól żyć jakoś niepopularna w nadwiślańskim kraju.
Mnie samą tyle rzeczy wkurza, że szok. No, ale tłumaczę sobie, że to moje obsesje, że taki sznyt miauczyńskiego.
A jak wy, czujecie się usprawiedliwieni w swoich antypatiach, czy walczycie z chęcią zabicia bliźniego bo jakoś brzydko pachnie?