Gość: Mariusz
IP: *.dyn.optonline.net
17.07.04, 07:25
15 września 1990 roku.....
Z pracy wyszedłem wcześniej niż normalnie.
Po wejściu do domu zorientowałem się ze cos jest nie tak bo usłyszałem w
sypialni straszne zamieszanie. Oni wiedzieli ze to ja i zdali sobie sprawę ze
nie maja z tej sytuacji żadnego wyjścia. Wszedłem do sypialni gdzie znalazłem
wystraszonego faceta i jeszcze bardziej przerażoną żonę. Bez słowa wyszedłem
z domu i od trzech dni mieszkam w hotelu. Żona dzwoni do pracy ale do dzisiaj
nie wymieniłem z nią ani jednego słowa. Nie mam zamiaru wracać, nie ma
zamiaru nie wracać, nie ma żadnych zamiarów. Po prostu tylko jestem. Bez
celu.
15 września 1990 roku był początkiem mojego końca? Ślub.
Mariusz