curracao
25.07.04, 14:17
Nie mam juz siły......To On najpierw mówił o ślubie( ja chciałam być dalej w
wolnym zwiazku),On mi się oświadczył,On chciał ślubu kościelnego,On,On,On,
ja-za nim przyjechalam na drugi koniec Polski, znlazłam prace, potem
zmieniłam na inna, lepszą,On pracował, zarabiał wiecej,urzadzaliśmy sobie
gniazdko-potem rozchorowal sie,poszedł na zwolnienie, pracodawca nie chciał
mu wypłacać pensji,zwlekał z dokumentami do ZUS-wreszcie udało się -80 %
wynagrodzenia, poprawa stanu zdrowia, On nie chce wracac do poprzedniej firmy
( jest 5 miesiąc na zwolnieniu), do innej też nie pojdzie, wolałby u siebie-
ale nie ma tyle by zacząć.Za to ma kolegę, singla co prawda pracującego( 1000
zł netto)którego głównym zajęiem jest (poza pracą)zjedzenie obiadu w domku(
(mamusia ugotuje)a synek"znudzony" wydzwania do Niego, bo On ma w koncu
czas,podjezdza pod dom, jadą "przejechać się",tamten ma towarzystwo a ja
jestem sama...Nie miałabym pretensji do kolegi,gdyby nie fakt,że od momentu
kiedy On zacząl sie z nim spotykać w pewnien sposob nim zawładnął-mam
wrazenie ze "odradza" mu małażeństwo a ON sie miota.......
Jestem miedzy młotem a kowadłem...nie mam na tyle pieniedzy by móc wynająć
sobie mieszkanie,z drugiej strony kocham go i jeszcze walcze, bo pamietam jak
było zanim to bydle przekroczyło próg naszego domu.
Dodam,ze "kolega" nie miał dla niego czasu, kiedy sam był w związku-ówczesna
dama jego serca nie życzyła sobie, by się kontaktował z kolegami.Ja wręcz
przeciwnie, ciesze się że ma kumpli,że jest lubiany i chyba teraz płacę tego
cene.......Poradzcie coś bo oszaleje....