piotr_w83
15.11.13, 11:12
Czesc, nie wiem co dalej. Pomozcie! Ale u mnie problem jest odwrotny niz sie wydaje po tytule, nie chce sie wieszac tylko jestem troche zdesperowany bo utknalem. Trace powoli koncepcję na zycie. W styczniu skoncze 31 lat. Nie mam zony nie mam dzieci. 2 razy bylem zareczony, jedne zareczyny ona zerwala, drugie ja. Spotykam sie od 2 miesiecy z fajna kobietą, ale jest zdecydowanie za wczesnie na dalsze etapy niz jeżdżenie razem na weekendy i spędzanie kilku wieczorów w tygodniu razem, poza tym nie chce nic na sile... Ona ma 26 lat i ma poczucie humoru takie ze opowiada cały czas ze lubi facetów, ze ktoś tam z ulicy jej sie spodobal, czy ze mam przystojnego kolege na uczelni, co uderza w moja pewność siebie. Pomimo ze tak mówi wydaje się być dojrzała(chce budować ze mną zwiazek oparty o uczucie), ale nie jest jakos mega zakochana(tracę przy niej głowę i zachowuję sie przy niej jak łajza), byla przede mna w jakims fucking zwiazku, a wczesniej 3,5 roku w normalnym zwiazku, staram sie ustawic relacje oparta o uczucie i narazie jest fajnie...ale bywalo juz w moim zyciu lepiej i bardziej uczuciowo. Rodzice juz mi mowia zebym sie zareczyl(po 2 miesiacach sic!!!), nie slucham ich, nie maja nic do powiedzenia. Znajomi wszyscy pozenieni, niektorzy dzieciaci. A mi to ucieka... Chcialem budowac kiedys dom, teraz nie wiem co mam robic. Mam mieszkanie 66m2 o wartosci 150tys, 50tys gotowki, 10 letni samochod i prace 6k. netto/mies. Rozwalam całą wypłatę na czynsz, oplaty, benzyne, wycieczki, sponsorowanie wszystkiego wszystkim, drogie sporty, jakies pierdoly, wstydze sie siebie, bylem skromnie wychowany w rodzinie robotniczej, skonczylem studia i mi odwaliło przez wczesniejsze wymuszone zycie singla. Tu gdzie mieszkam (woj. Śląskie) dało by sie za 200tys + kredyt powiedzmy 1500/mies i kupic dom, zostaje 4.500/miesiac. Zawsze chcialem miec dom, ale co mam w nim sam mieszkac? Studiuje podyplomowo na AGH. Doradzcie co byscie zrobili na moim miejscu, bo zycie mi ucieka przez palce, 2 miesiace jestem z kobieta, mieszkam w postkomunistycznym mieszkaniu po rodzicach i nie wiem co mam ze soba zrobic... Do tej pory radzilem sobie sportem, ale kurde czegos brakuje! Moge kupic nowoczesny apartament i w nim mieszkac, ale zawsze chcialem miec dom. Nie moge przeciez jej naciskac ze kupuje dom i ze bedziemy szczesliwa rodzina, przeciez uzna mnie za wariata i ucieknie czujac ze jest mocno sciskana przeze mnie jak mokre mydło w dłoniach...tak samo sie wyślizgnie.
Co byscie zrobili? Są 3 opcje...
1. Mam patrzec na siebie jako na singla? I nie dawac jej nic, zeby miala sie o co starac?
Kupic apartament 90m2 i lepszy samochod? Miec ją w dupie? A potem jak z nia wyjdzie cos wiecej z czasem, to co zas bede sprzedawal ten apartament...? Bez sensu, przeciez nie chce miec ja w dupie i patrzec tylko na siebie i myslec tylko o sobie, zalezy mi na niej!
2. Czy mam dalej mieszkac w moim postkomunistycznym mieszkaniu nie remontowanym 10 lat(szkoda mi kasy zeby go remontowac bo i tak jest na sprzedaz...) ze smierdzacym odpychajacym kiblem? Stojąc w miejscu jak stoje czekajac na nią aż dojdzie do tego że chce sie ze mna zwiazac na dluzej? Ale jest ryzyko ze ona zobaczy ze sie nie rozwijam i ze jest mi to obojetne gdzie mieszkam itp, i odejdzie bo kto chce byc z facetem bez wizji, bez pasji.
3. Kupic ten pieprzony dom i mieszkac w nim samemu :) Hurrraa, ona i tak za jakis czas razem z moim domem moze mnie olać, bo nie bedzie miala o co sie starac, bo kto by chcial isc na gotowe i miec podane wszystko na tacy?
Wszystkie 3 opcje sa do bani, co ja mam zrobic? Doradzcie. Zależy mi na niej bardzo. Mam 31 lat, powoli czuje ze sie starzeje, na wiosne tydzien lezałem w łóżku - korzonki, teraz 2 tygodnie kulałem - kolano, chce mieć rodzine, ale nie na siłę i nie chcę na niej wywoływać presji, tym bardziej nie chce ją zapłodnić bez jej zgody, nie chcę dziecka z przypadku, tylko po to żeby scementowało związek. Co byście zrobili?