Gość: mia
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
21.09.04, 16:23
Wiadomo psychika kobiet rozni sie znacznie od psychiki mężczyzn.To co czuje
kobieta,facet nie czuje bądz odbiera w zupełnie inny sposób -"bardziej
chłodny,łagodny"
Ale jak to jest,kiedy nadchodzi rozstanie?On idzie w jedną stronę,ona w
drugą.Pustka.Nie ma ich.Co więcej nie ma juz nic!Nie ma
przyjazni,telefonów,rozmów.Kobieta przezywa to bardzo.Ja właśnie jestem w
takim stanie.
Spotykaliśmy sie rok.Wspólne wieczory,rozmowy,kolacje,jego ciepłe słowa-
"jesteś częścią mojego życia,energią,motorem"itp,mnóstwo niezliczonych gestów
i słow,namiętnosć,ogromne pożądanie każdego dnia.Uwielbiałam zasypiać w jego
ramionach, budzić się przy nim,wstawać z nim,gdzies
jechac,rozmawiać.Uwielbiałam czuć jego zapach.Czułam sie przy nim tak
dobrze,tak wartosciowa,wielka,wspaniala kobieta.Wiedziałam,czułam to ,ze on
równiez uwielbiał mnie.Cieszył sie,ze byłam przy nim.
Wiem jednak ,ze to nie była właściwa miłosc,bo on miał rodzinę(zone ,dzieci).
Nie skreslajcie mnie w tym momencie.Nie piszcie ze byłam zwykla kochanką!To
nie tak!Między nami naprawde było uczucie.Naprawde.
Ale w końcu musiałam zakończyć ten piękny "związek".Musiałam sie uwolnić,by
zacząć zyc,by w końcu nie zostać sama,bo szansy na bycie naprawde razem nie
było.Zresztą nie chciałąm rozbijac jego małżeństwa-niewazne czy udanego czy
nie.nie chciałam.!!!
Wyjechałam ,by uciec od niego.Oświadczyłam przed wyjazdem,ze to juz
koniec.Widziałam jego załamanie,słowa-"nie odchodz,nie umiem zyc juz bez
Ciebie", jego prośby,prawie łzy w jego oczach.
Minął miesiąc jak wróciłam.Zdałam sobie sprawę jak bardzo mi go brakuje,jego
słow,siły,energii,jego wiary we mnie.Ale..była ostatnia kolacja,ostatnie
słowa,ostatnie uniesienie namietnosci,ostatnie poządanie,moje ostatnie łzy
(których on nie widział),kiedy kochaliśmy sie.Utwierdzałam go,ze to juz
koniec.Cięzko mi było.On twierdził,ze zadzwoni za tydzien,ze sie spotkamy.Nie
docierało do niego to ,ze ja juz skończyłam naszą "miłość".Chciał to
kontynuowac.Powiedział,ze bedziemy sie spotykać,ze zostaniemy
przyjaciółmi.Ale telefon juz nie zadzwonił...
Teraz minał juz miesiac.W ciagu tego czasu nieraz korciło mnie zeby
zadzwonic,nawet zaproponowac spotkanie.Zaczęło mi go brakowac.Nie mogę dac
sobie rady ze wszytskim.Nagle opanowała mnie pustka.Cholerna
pustka.Człowiek,z ktorym dzieliłam przez rok parwie każdy dzien teraz stał
sie dla mnie czyms niewiarygodnie obcym.Zależało mi na
cholernym,jednym ,małym spotkaniu lub telefonie"co u Ciebie?"i do tej pory
chciałabym,by zadzwonił,by spotkał sie jak znajomy ze znajomą.Przeciez
zalezało mu na przyjazni!Wierzyłam w nazsą znajomosc,w jego słowa!
A tymczasem-nic!Stoję sama i zastanawiam sie każdego dnia-co on robi?czy
mysli o mnie?czy mnie wspomina?Czy chciałby zadzwonic,a jesli tak to dlaczego
nie dzwoni?I dlaczego teraz jest tak zle,ze nawet nie mozemy sie
spotakć,porozmawiac?!Nie chvodzi mi o nic wielkiego.Tak cholernie mi jego
brakuje..A jemu mnie nie?Przeciez było nam razem najlepiej.Wspolne
piosenki,wyznania,ciepło.Cholera czy ktoś mi odpowie co on czuje?Co faceci
czują przy takim rozstaniu????Jak postępują????I dlaczego???Dlaczego sie tak
zachowują?Cholera
pozdrawiam