Gość: nathalie
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
02.02.05, 17:55
Mam taki problem - i sama nie wiem czy z soba czy z moim M.
kiedys seksik byl cudowny,bylo go az w nadmiarze.
Kiedys- bo teraz jest przez niego mocno limitowany.
Ja duzo rozumiem,ma bardzo meczaca prace,wraca zmeczony,to na pewno jest
powod rzadszego bzykania - ale on juz nie ma takiej ochoty nawet w dni
wolne,kiedy wwypoczywa do woli.
moj problem polega na tym,ze obecna niska czestotliwosc seksu powoduje u mnie
spore i permamentne napiecie - co objawia sie czasem dosc nieprzyjemnie dla
niego,to sie w koncu zle skonczy.
Nie wiem jak postepowac z tym fantem - probowalam wielu sposobow zeby go
troche rozruszac - np. proba stworzenia baardzo erotycznego nastroju - nie
dziala.
jak to zrobic zeby znowu chcial?zeby seks nie ograniczal sie do rytmicznych
ruchow przez 5 minut, w pozycji klasycznej?
ja naprawde ani nie zbrzydlam,ani nie utylam,staram sie go zachecic do
bardziej wyrafinowanych zabaw (kiedys potrafilo sie dziac...),ale nic nie
dziala!!!
przyznam ze kilka razy w zlosci, po kolejnym "nie dzisiaj, moze jutro" -
rzucilam pare ostrych slow o impotentach,rogaczach itp.
nie wiem czy takie zlosliwosci z mojej strony przypadkiem nie pogarszaja
sprawy,ale czasem trace kontrole,szczegolnie ze codzien slysze jak to
wieczorem nie bedziemy sie wspaniale bzykac - oczywiscie na slowach sie
konczy, ale ja juz zdazam sie nakrecic no i zostaje mi moj palec....
moze przestac nalegac na seks?
moze jak z kolei ja zaczne nie miec ochoty to cos do niego dotrze?
nie chce dalej tak tego ciagnac, albo cos sie zmieni,albo faktycznie kiedys
strace samokontrole i przyprawie mu te cholerne rogi,bardzo nie chce zeby
kiedykolwiek do tego doszlo,kocham go,on mnie podobno tez strasznie mocno.
prosze, sprobujcie jakos wczuc sie w ten klimat i napiszcie co radzicie.