Gość: anna
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
18.02.05, 16:46
Dwa lata temu przespałam się z facetem, który dość o to zabiegał a mnie wcale
się nie podobał, ale tak jakoś wyszło. Jak już wyszło to oniemiałam. Takiego
doświadczenia nie miałam przedtem. Niewiarygodne fizyczne dopasowanie. Facet
sam w sobie dość nudny, okropnie kontrolujący i dominujący egocentryk, choć
dostrzegam, że czasem się stara, ale denerwująco niezdarnie mu to idzie. Ma
dwa małżeństwa za sobą i dziś się już nie dziwię się, że go obie wykopały.
Gdy go spotkałam właśnie 'wyjeżdżał' od ostatniej. Ja wówczas też dużo miałam
na głowie. Koncentrowaliśmy się głównie na seksie spotykając od czasu do
czasu spędzając po kilka dni razem. Czekałam aż mi się to znudzi. Sęk w tym,
że nie tylko mi się nie znudziło, ale zaczęłam chcieć więcej. Musiałam
wyjechać z miasta, w którym mieszka. Teraz mieszkamy w innych, ale kilka razy
odwiedziliśmy się nawzajem. Czasem miałam wrażenie, że się zbliżyliśmy, ale
on natychmiast potem się odsuwał i gdy go odwiedziłam dwa ostatnie razy był
nieznośny (chciał żebym przyjechała a potem robił łaskę) - humory, uniki,
milczenia, wybuchy złości, (moje również) - wkurzyłam się, trzasnęłam
drzwiami i powiedziałam dość! No i wpadłam w dół. Nie potrafiłam zastąpić
niczym pustki, jaka powstała. W tym czasie jakieś sporadyczne maile,
niespodziewany drobny prezent na gwiazdkę od niego, spełnienie mojego
drobnego życzenia, poza tym brak kontaktu. No i przyszły te cholerne
Walentynki. Mnie już teraz tylko jedno w głowie. Chcę tylko z nim i z nikim
więcej! Podniosłam wczoraj słuchawkę i zadzwoniłam. Zaproponowałam żeby
przyjechał. Bardzo się ucieszył. Ma być za tydzień. Mam teraz bardzo mieszane
uczucia. W co ja się znowu pakuję? Co myślicie? O co tu chodzi?