waldek1610
05.11.06, 09:20
Moj problem jest nastepujacy, zawsze albo bylem tym ktorym goni albo ucieka
przed miloscia.
Ktos powie ze pewnie ze nie trzeba ani gonic ani uciekac, ale czy
rzeczywistosc jest taka prosta? Najlatwiej byloby gdyby dwojga ludzi chcialo
tego samego w tym samym momencie. Ale najczesciej jest tak ze jedna osoba
jest bardziej zaangazowana, a druga broni sie i jest tzw "hamulcowym" zwiazku.
Kocham kobiete od ktorej dobrowolnie odszedlem, bo milosc z nia byla droga
przez mieke, niby nie mowila nie, ale tez stawiala mi "drakonskie warunki"
myslala ze bede czekal w nieskonczonosc na powazny zwiazek, i zadowole sie
poradycznymi wakacjami spedzonymi razem. Teraz mam zone ktora mnie kocha, nie
moglbym sobie wymarzyc lepszej kobiety, ale i tak nie czuje sie szczesliwy bo
wole gonic, i dogonic, a nie uciekac. Teraz wlasnie uciekam, i jestem
doganiany...