wermut3
11.11.06, 01:13
Tyle razy mówiłem sobie koniec z laskami na boku, koniec końskich zalotów i
podrywania dla sportu, i nic ... Mam wrażenie że los sie na mnie uwziął i
podsuwa mi coraz więcej pokus i łatwych zdobyczy. W ostatnich tygodniach
trafiłem dwie super laski i mam je na głowie, trudno sie będzie wyplątać...
Nadmiar "szczęścia" niestety okazuje sie zgubny,doszło do tego że popadam w
swoistą dekadencję i o ile z dawnych podboi jakoś dumny na swój sposób
byłem , teraz zaczynam odczuwac coraz wiekszy niepokój - dziwne pomiesznie z
poplątaniem, nawet w trakcie "zakazanego" seksu mam jakieś dziwne
myśli.Czuję sie jak pyłek na wietrze, odczuwam dziwną bezwolność i czuję że
robie to przeciw sobie. Ktoś powiedział trzeba myślec głową a nie ch*** , ja
jestem klinicznym przykładem tego drugiego. Jestem jakoś dziwnie opętany,
najgorsze że od niepamiętnych czasów, sex w małżenstwie na tym zaczął
cierpieć, uważam że nie jestem godzien kochac się z żoną, ona to widzi- że
jest coś nie tak - że jestem w jakiejś depresji unikam zbliżeń - katastrofa.
Na koniec dodam że w dla najswieższej znajomej straciłem głowę - chyba się w
niej zakochałem, na dodatek to bardzo porządna kobieta matka dzieciom
itp.żadna taka łatwa panienka z odzysku, sam się dziwię że tak sie
zatracilismy w tej znajomości, miała byc tylko lekiem na przedostatnią jak
się okazało niezrównoważoną nimfomankę, która wisi mi u paska i tez nie daje
oddechu.Musze przetrwac ajkoś ten cięzki okres, ma zamiar wyjechac na trochę
z rodziną , odpocząć. Ale se nagrabiłem. A tak w ogóle dlaczego kobiety po 35
roku zycia są takie łatwe?? Same problemy.
Słowem sutuacja "kaszana"