Dodaj do ulubionych

przyjaciółki naszych mężów

    • bpkw Przyjaciółki naszych mężów,sa naszymi... :) 29.11.06, 21:26
      Przyjaciółki naszych mężów są... naszmi przyjaciółkami.
      Przyjmując taką maksymę będzie się Wam o wiele lepiej żyło.
      Nawet jeśli luby na chwilkę zapomni się z "przyjaciółką"...
      • kaja671 Re: Przyjaciółki naszych mężów,sa naszymi... :) 29.11.06, 22:18
        Tez tak myślalam ...bylam tego pewna.... ucieszylam sie ze odezwala sie do niego
        w necie dawna dziewczyna.... pozwalalm na wspominki na skypie ... nie
        przeszkadzalam ... bylismy bardzo szczesliwym malzeństwem ze 100% zaufaniem ....
        nie wzielam pod uwage ze ona to jego mlodosc i nagle 40 latek przestal byc
        szczesliwym malzonkiem... nie chcial sie z tym pogodzic ze sie zestarzal ... w
        wyobraźni wciąż widzial tamtą dziewczyne sprzed 20 lat i ekscytowaly go wyznania
        milosne,sekretne maile .... tylko ja nie jestem biedną zahukana kura domowa....
        ich miłosc szybko sie skończyla kiedy powiadomilam jej meża a moj nie wie jak mi
        dziekowac ze wyrwalam go z tego romansu ...mogl stracic wszystko nie zyskujac
        nic ....dom,rodzine,stabilizacje i zakochana kobiete ktorą wciaz jestem.....
        teraz wydaje nam sie ze to dotyczylo kogos innego ale nigdy wiecej starych
        "przyjaciólek" ... nie zasluzylam sobie na to... przez 20 lat bylam dla niego
        żoną, kochanką i przyjacielem ...na dobre i na zle ...zawsze mogl na mnie
        liczyc,zawsze byl pewien ze go kocham jak nikogo na swiecie,zawsze bylam dla
        niego wsparciem ... nigdy nie przestal mnie kochac a jednak zagubil sie...
        • mcbet Re: Przyjaciółki naszych mężów,sa naszymi... :) 30.11.06, 13:49
          madra kobieta - to i milo poczytac
          • is_he Re: Przyjaciółki naszych mężów,sa naszymi... :) 30.11.06, 13:58
            Podpisuję się pod tym. Nie mam męża, ale przyjaciółki mojego kochanego
            mężczyzny są moimi, bo skoro są jego przyjaciółkami to dobrze o nich świadczy.

            sikora, wiem, ale czytaj uważniej. A w słowie miłość zawarte jest słowo
            przyjaźń (jakby z samej definicji)+ wszystko co związane z seksem, intymnością,
            wyłącznością, czułośćią, etc. Możnaby tak bez końca...
            na ostatek dodam: NIE WIDZĘ NIC CHOREGO W POSIADANIU PRZYJACIÓŁ!
    • busdriver1 czy zrezygnujesz z przyjazni dla zwiazku ? 29.11.06, 21:30
      mam wielu dobrych znajomych, w tym kobiety. związek/miłość ktora wymagalaby ode
      mnie rezygnacji z przyjazni kobiet ktore lubie, szanuje i cenie, AUTOMATYCZNIE
      oznaczalaby koniec tego zwiazku. z definicji.
      • drozdek12 Re: czy zrezygnujesz z przyjazni dla zwiazku ? 29.11.06, 22:20
        po 16 lat małżeństwa mąż wyjechał do pracy za granicę na pół roku. Po powrocie
        powiedział, że poznał tam miłe małzeństwo i chciałby je zaprosić do nas razem z
        przewodniczką. W miedzyczasie utwierdzał mnie w przekonaniu, że jesteśmy udanym
        małżeństwem. Jak się okazało, przyjechała tylko ta przewodniczka i to w czasie,
        kiedy ja wyjeżdżałam z dziećmi na wakacje na 3 tygodnie. W tym czasie mąż ze
        swoją przewodniczką-przykaciółką mieszkali w naszym domu. Kilka miesięcy później
        złożył pozew o rozwód. Trzeci rok ciągnie się sprawa, bo on walczy o rozwód bez
        orzekaznia o winie, z czym się nie zgadzam.
        • bron Re: czy zrezygnujesz z przyjazni dla zwiazku ? 29.11.06, 23:19
          A chcesz zeby te fact zostal czy chcesz rozwodu?

          To ludzie robią sobie taki problm z tych rozwodów. Albo ich prawnicy. Nie wiem.
    • ziuz Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 22:21
      nie jestem przyjaciolka zadnego faceta poza moim narzeczonym i nie toleruje jego
      przyjaciolek - mam swoje powody.
      i nie chodzi tu o jego zainteresowanie nimi i moja zazdrosc tylko o ich wredne
      zachowanie wobec mnie, dlatego juz nie sa przyjaciolkami.
      kolezanek z pracy tez nie lubie, ale z zupelnie przyziemnych i oczywistych
      powodow :)
      • kaja671 Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 23:05
        Czasami mysle ze nie warto byc dobra żona.... taka ktora kocha,dba,rozumie ....
        moze lepiej trzymac krótko za pysk....robic awantury o pierdoły...wymagac...bo
        im wiecej sie daje tym mniej otrzymuje
        • alterpars Re: przyjaciółki naszych mężów 29.11.06, 23:10
          masz racje dlatego mowie mojej zonie ze jak jej sie nie podoba jak jest to moze
          sobie isc w cholere. ja sie przed oltarz nie pchalem. Zreszta nawet jakby miala
          przyjaciela to tez ok bo rozwod bylby z jej winy.
          • marzenie_garbatego Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 00:00
            < ech, gdyby nie "przyjaciółki" i "przyjaciele" dodam
            < smutne byłoby te nasze życie
            < wszyscy jestesmy sobie potrzebni
            < jakie to proste:)
        • asd616 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 01:54
          kaja671 napisała:
          > Czasami mysle ze nie warto byc dobra żona.... taka ktora kocha,dba,rozumie ....
          > moze lepiej trzymac krótko za pysk....robic awantury o pierdoły...wymagac...bo
          > im wiecej sie daje tym mniej otrzymuje

          O_O jesteś dziewczyną z moich KOSZMARÓW
          • kaja671 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 23:33
            Nie jestem ....za to ze kochalam mojego meżczyzne dostalam w zamian romans z
            "przyjaciolka"
        • ve1ociraptor Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 08:39
          A ja uważam, że prawdziwe uczucie jest więcej warte niż jakaś metoda na krótką
          smycz. Mój związek z żoną zbudowany jest na zaufaniu, zrozumieniu różnic między
          nami, dbałosci i stałej gotowości do podejmowania walki o jakośc tego zwiąku.
          Rozmawianie, rozmawianie, rozmawianie. Musimy sie znać - i nie wystarczy raz sie
          poznać i po kilku latach razem już ze sobą nie rozmawiać - przeciez zmieniamy
          się i ciągle jest o co pytać. Tu trzeba dużo pracy aby związek był udany we
          wszyskich wymiarach - wiele przecież trezba by w sferze seksualnych zona była
          gotowa na spełnianie męskich potrzeb (nawet najbardziej odjechanych) i wiele tez
          potrzeba by mąz zrozumiał, że czasami i on musi zgodzić siena przytulenie po
          prostu. A koleżanki - coż - ja mam przyjaciólki, ona ma przyjaciół - ale nie
          obawiam się o nic bowiem dokładam wszelkich starań by ciągle w oczach zony byc
          najatrakcyjniejszym facetem. A pomimo tego co sie opowiada po latach wcale
          chemia nie jest między nami mniejsza (wrecz przeciwnie) więc i ja nawet nie mam
          ochoty patrzeć się nawet na inne babki - w porównaniu do mojej idealnie
          dopasowanej , starannie i bez pośpiechu wybranej towarzyszki życia - to po
          prostu szara masa. No ale wydaje mi się, że bez dobrego podłoża moralno
          etycznego niektóre postawy są nie do przyjęcia. No bo jak dla kogoś, komu daleka
          jest nauka kościoła pojecie takie jak "czystośc przedmałżeńska" może nie być
          conajmniej bezsensowne.
          pozdrawiam
      • thatone Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 09:59
        Zgadzam się z przedpiszcą. Żony/partnerki też są bardzo często czyimiś
        przyjaciólkami. Ale nic się nie dzieje bez przyczyny. Nie szukałyby przyjaciół
        gdyby ich faceci dawaliby im to czego oczekują.
    • 19790222x Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 00:50
      Ja tak naprawde zawsze chciałem i chce mieć takie psiapsiółki-przyjaciółki, ale
      zawsze jak staram się, już wydaje mi się, że to fajna kumpela i w ogóle to ona
      proponuje mi lodzika lub po prostu dobiera się bez słowa do rozporka. Wierzcie
      mi, trudno odmówić. Przyjaciołom się nie odmawia. No i bądź tu mądry? Znajde
      kiedyś normalną, taką prawdziwą psiapsiółke???
      Baby są po prostu wredne.
      One same wychodzą z założenia, że nie istnieje przyjaźń międzu kobieta a
      mężczyzną, więc kiedy ty się starasz stworzyć jednak taki układ, one to
      odbierają jako podryw i cie molestują, ty się zazwyczaj temu poddajesz, a ona
      wtedy; "a nie mówiłam, nie istnieje!". I koło sie zamyka. Tak się napedzają
      romanse, zdrady, kochanki, psotki pstryczki itp.
    • wodni.k Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 01:04
      A czy ja się pytam partnerki z kim się spotyka czy z kim koresponduje?
      Dlaczego kobiety traktują mężczyznę jako własność, niewolnika, poddanego?
      Przecież nawet w poście inicjującym watek pada określenie "szpiegowania męża".
      Pytam: Po co szpiegować? Po co wiążecie się z facetem do którego nie macie zaufania?
    • pocalujta_wujta Tak ja jako maz mam 30.11.06, 01:26
      Powiem nawet wiecej: jakies 20 lat temu sie przespalismy. To nie oznacza ze byla powtorka po latach.
      Zona moze spac spokojnie, bo przez 12 lat malzenstwa nie zaliczylem zadnego skoku w bok choc nie
      jestem katolikiem (jestem ateista ze slubem tylko urzedowym). Chyba mam jakies zasady. Co jednak
      nie znaczy ze przestalbym sie przyjaznic czy spotykac z kobietami nawet tymi z ktorymi kiedys bardzo
      dawno temu... O tym nie opowiadam zonie i to jest temat tabu o czym jasno i otwarcie
      poinformowalem. Nie ma dyskusji na tematy kiedy i z kim bo to do niczego nie prowadzi szczegolnie
      dobrego. Jest to co jest i koniec. O jej przygody tez nie pytam. Przyjaznie to jedna sprawa a
      malzenstwo to druga.

      Czy pociagaja? Tak i to te dawne jak i te obce mlode teraz. Znowu to nie oznacza niczego poza tym ze
      sie jest wciaz aktywnym i gotowym mezczyzna. Zona powinna byc dumna - czyz nie?

      Wiec o czym mowa? O chorej zazdrosci czy zdrowej odrobine naturalnego seksualizmu w granicach
      moralnych?
    • rafiozzo Nie mam męża 30.11.06, 01:57
      I choćby do muru mnie przygnietli, tak orientacji nie zmienię. Przyjaciółki
      owszem. ;>

      --
      Ja, RAFi
    • polishindie Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 05:05
      powiem szczrze
      jestem mlodym facetem, koncze studia
      jestem z kobieta 6 lat
      nie wyobrazam sobie zycia bez niej. jest moim najwiekszym przyjacielem i
      chcialbym wziac z nia slub.

      mam kilka przyjaciolek, z niektorymi na pewno nigdy nic by mnie nie polaczylo i
      sadze ze przyjazn miedzy kobieta a mezczyzna nie zawsze musi skonczyc sie w
      lozku. sa tez takie z ktorymi mam wrazenie ze mogloby cos sie stac. i musze
      powiedziec szczerze, prawdopodobnie predzej czy pozniej sie stanie. bedac
      mlodszy nie przypuszczalem nawet jak to jest, ale cos mnie ciagnie do zdrady.
      nie na tyle bym specjalnie o to zabiegal dlugimi podchodami. jestem pewien ze
      nigdy nie zwiazalbym sie z dwoma kobietami trwala wiezia emocjonalna. w sercu
      mam miejsce tylko na jedna kobiete, ale niestety nie samym sercem facet zyje :(
      nie zdradzilem mojej kobiety nigdy, ale obawiam sie ze moze to nastapic. nie
      wiem czy to jest chec odmiany, instynkt, glupota, czy moze to ze z nikim innym
      nie bylem jak z moja kobieta. cos jest ewidentnie. mowiac szczerze przezywam
      dysonans poznawczy w zwiazku z tym, bo wolalbym byc "porzadny" ale ewidentnie
      nie jestem.

      anyway - o jednym moge zapewnic - nie kazda przyjaciolka to potencjalna
      kochanka. do tego jest potrzebna odrobina tej specyficznej chemii, ktora nie
      wytworzy sie pomiedzy kazdymi dwoma osobami.
    • leszdar Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 07:17
      Każdy facet, nawet jak będzie w posiadaniu zjawiskowo pięknej żony, marzy o tym
      aby zerznąć jej przyjaciółkę.
      Nic kobitki na to nie poradzicie, faceci maja defekt w kodzie DNA – tego się nie
      da wyleczyć ! Bardzo się cieszę że jestem facetem ....
      • illiterate Re: przyjaciółki naszych mężów 02.12.06, 16:03
        Zauwazylam, ze kobiety, ktore maja za patrnerow specjalistow od, jak to
        laskawie ujales, 'rzniecia przyjaciolek', same zazwyczaj nader chetnie wchodza
        w relacje seksualne z bliskimi meza/partnera. Najwyrazniej niektore kobiety
        maja dokladnie ten sam defekt co Ty. I pewnie tez sie z niego ciesza. Za
        plecami meza, chociaz w malzenskim lozu :)
    • rjr Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 08:46
      Tak czytam i dochodzę do wniosku, że w większości wypowiadają się ludzie, którzy
      nie są małżeństwem lub mają chłopaka/dziewczynę bez konkretnych planów na
      przyszłość. Ja jestem po ślubie 5 lat, ufam mężowi, on mi też. Nie przeszkadza
      mi, że spotyka się po pracy ze znajomymi - koleżanki, koledzy. Nie ważne. Wiem,
      że nie ma potrzeby zrobić skoku w bok.
      A tak poza tym, to jeśli wasi faceci/kobiety wychodzą z kimś tej samej płci to
      też zakazujecie, szpiegujecie ?? Wkońcu jak idzie dwóch facetów lub dwie kobiety
      na imprezkę to nie może się spotkać tak przypadkiem lub i nie z kimś byłym ??
      Jak się chce to się zrobi....
      • lambert77 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 08:49
        i to jest właście zdrowy głos rozsądku :) brawa dla tej pani. Sam jestem mężem
        i jakoś sobie nie wyobrażam, że żona szpieguje mnie albo strzela fochy z powodu
        tego, że mam koleżanki i to takie z którymi zanim ją poznałem sypiałem. Równie
        dobrze mógłbym mojej żonie wytykać brak dziewictwa.
    • chijana Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 08:47
      u mojego BRAK i niech tak ozostanie. na szczescie moj maz w innej kulturze
      wychowany jest i nie ma u niego czegos takiego jak kobieta kolezanka...nie
      mowiac o przyjaciolce.
    • corradocatani To najczęściej lipa. 30.11.06, 08:58
      i tyle
    • skimin Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 09:35
      Kurde, no ja wlasnie mam taki maly problem...choc wiem ze wkoncu jestem jeszcze
      gowniara ale milosc mnie opetala i coz...z moim michem znamy sie juz ohoho ale
      chodzimy gdzies kolo 4 miechow. od wrzesnia zmienily sie nam srodowiska, bo
      poszlismy do innych szkol. no niby widzimy sie praktycznie codziennie, ale on
      ciagle opowiada jak to baska go molestuje na lekcjach...albo ta nieszczesna
      ewelina...brrr na sama mysl az ciary mam co one z nim tam wyrabiaja w tej
      szkole...czasem zagladam do jego telka,to widze meski w styyu: "kochanie
      przyjdz i przytul, albo gdzie jestes bo brak mi ciebie kotku" wg mnie one same
      mowia za siebie, ale on mowi ze to nie jest wogole jego wina, ze one maja do
      niego taki stosunek. wogole dziwne jest to ze laski dookola sie do niego
      przylepiaja, zwierzaja sie mu i szukaja w nim pocieszenia...dlaczego tak jest?
      moze byscie mi pomogli ludki ciom???
    • thatone Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 09:37
      Tak czytam sobie te wasze odpowiedzi i krew się we mnie gotuje! Samce, Jeśli
      się kocha swoją żonę to się jej nie zdradza, bo nie chce się jej okłamywać.
      Proste. Jeżeli jesteście w jakimś stałym związku i zdradzacie swojego partnera
      to oznacza tylko tyle, że macie go w głegokim poważaniu. Jak możecie patrzeć
      potem osobie z którą jesteście w oczy?! Pewnie bez problemu.
    • on691 Re: Co za idiotyczny post i obłuda 30.11.06, 09:51
      Akurat zauważyłem, że to panie mają swoich cichych adoratorów i spotykają sie z
      nimi w tajemnicy.Nie wspomnę o wiecznie schowanych komórkach.
      Czy znacie teorię naczyń połączonych?
      Tak jest i w życiu damsko-męskim.
      Ci faceci, o których piszesz,nie spotykają się sami ze sobą tylko Z
      WAMI, "niewinne istoty".
      • thatone Re: Co za idiotyczny post i obłuda 30.11.06, 10:05
        Zgadzam się z przedpiszcą. Żony/partnerki też są bardzo często czyimiś
        przyjaciólkami. Ale nic się nie dzieje bez przyczyny. Nie szukałyby przyjaciół
        gdyby ich faceci dawaliby im to czego oczekują.
        • adamx79 SZOK!!! 30.11.06, 11:47
          Równi i równiejsi... jak mąż ma "przyjaciółkę" to jest źle, bo zdradzi, bo
          odbierze kochanego męża...no, ale żona to co innego, "przyjaciele" są dobrzy,
          kochani, zawsze pomocni...i pocieszą w "odpowiednim" momencie, i wolną chwilkę
          znajdą... no wzór chłopa, do rany przyłóż...

          "Dziwny jest ten świat"...
      • renata9941 Re: Co za idiotyczny post i obłuda 30.11.06, 10:12
        Nie chce wyjść na skrajną egoistkę,ale to ja,ja właśnie mam być dla swojego
        faceta "najlepszą przyjaciółką",powiernicą..zadne trojkąty nie wchodzą w
        grę.Toleruje jego koleżanki,on moich znajomych..ale nigdy nie pozwoliłabym
        sobie,żeby jakaś dziewczyna znała go lepiej niż ja,wiedziała o jego problemach
        i radościach,a na tym przeciweż polega przyjażń,prawda?Właśnie rozpada sie
        długoletni,dobry związek mojej koleżanki z pracy..przez "przyjaciółkę
        męża"..zaczęli sie zbyt mocno "pocieszać"...
        • on691 Re: Co za idiotyczny post i obłuda 30.11.06, 10:16
          A tamta przyjaciółka męża jest pewnie żoną/dziewczyną, innego faceta. I tak się
          to kręci.
          Zapamiętajcie>
          FACET SPOTYKA SIĘ Z INNĄ KOBIETĄ, KTÓRA TEŻ MA MĘŻA/FACETA I ZDRADZA GO.
          Faceci wcale nie są gorsi od kobiet.Są tacy sami.
          • lady_be1 Re: Co za idiotyczny post i obłuda 30.11.06, 10:45
            a co powiecie na to? m-c temu znalazlam zdjecie kobiety, ktorej nie znam,
            na zdjeciu dopisek: tesknie za toba. niby nic, maz powiedzial, ze to tylko
            kolezanka, ale nie daje mi to spokoju. dlaczego nie powiedzial o niej
            wczesniej, tylko dowiaduje sie przypadkiem?
            • on691 Re: Co za idiotyczny post i obłuda 30.11.06, 11:05
              Ano, to Ci powiem,że ja znalazłem u swojej kobiety w komórce smsa o treści:
              "nawet nie wiesz jak miłą niespodziankę mi zrobiłaś, że odezwałaś się
              wczoraj.Całuję gorąco".
              A co do tego zdjęcia,to niezle musiał z nią pofikać.Przykro mi, że inaczej Ci
              nie odpowiem.Gdyby mu na tamtej nie zależało, zdjęcie by wyrzucił.
          • bezsilna5 Re: Co za idiotyczny post i obłuda 30.11.06, 10:45
            hmm mi to sie wydaje ze to czy facet będzie miał kokeżanki i jaka role bedą w
            jego "sztuce"odgrywały zalezy od niego samego a nie od naszych "chcieć czy nie
            chcieć":))jeżeli zwiazałaś sie z przesłowiowym kut..skiem wędrowniczkiem to
            takim faciem bedzie do końca i nic a przede wszystkim nikt tego nie
            zmieni.Jeżeli wasz związek został zbudowany na np porzuceniu jego poprzedniej
            partnerki hihi dla ciebie to sama sobie odpowiadasz na pytanie.Mój mąż nie
            należy do domatorów,ma wiele kolezanek i przyjaciółek a ja mu ufam niech sobie
            je ma co mi tam.Jego praca związana jest z częstymi i długimi wyjazdami np na 3
            tygodnie niech jedzie jak mam mnie stuknać po rogach to to zrobi czy mi sie to
            podoba czy nie.Jednak takie rzeczy się czuje mówię o kobietach,bo to my
            jestesmy urodzonymi aktorkami.Jeżeli żona nie daje mężowi tego czego od niej
            oczekuje to poszuka sobie tego gdzieś indziej taka kolej
            rzezcy,niestety.Kolejna sprawa mój luby studiował 5 lat w krakowie
            (akademik,imprezy nie muszę wymieniać)wyszalał się robaczek ma punkt
            odniesienia :):):)a moja w tym głowa żeby każda z byłych nie dorastała mi do
            pięt.Efekt wierny maż i satysfakcja obustronna.i najważniejsze
            zaufanie,szacunek i zorientowanie na problemy partnera nigdy nie może poczuć że
            został sam.Satysfakcja gwarantowana pozdrawiam
            • szoszan Re: Co za idiotyczny post i obłuda 30.11.06, 10:58
              Przyjaciółki czy przyjaciele, e tam.Albo się ma krąg wspólnych pozarodzinnych
              bliskich znajomych, albo nie i jest to kierat typu praca-dom i tyle.
              Natomiast ja spotkałam się(moja młodsza siostra też) z zakamuflowaną pod hasłem
              przyjaźni propozycją gruppen sex- party i może o to chodzi.
    • staraalejara Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 11:14
      a co powiecie na to ze wiem ze jeden facet ma zone i ja zdradza z moja
      najlepsza przyjaciólka. nie iwem co mam zrobic bo nie znam ani jago ani jego
      zony
      • on691 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 11:21
        dziwię się, że masz takie przyjaciółki.
        Baba jest nic nie warta, bo odbiera faceta innej rodzinie, rozbija ją.
        Gdyby suka nie dawała, pies by nie wziął.
      • bogo2 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 11:33
        zapytaj przyjaciolke , o zastepstwo na seks przy kolacji i swiecach....
        rezultat, zadecyduje o tym , co masz zrobic... :)

        staraalejara napisała:

        > a co powiecie na to ze wiem ze jeden facet ma zone i ja zdradza z moja
        > najlepsza przyjaciólka. nie iwem co mam zrobic bo nie znam ani jago ani jego
        > zony
      • prasa14 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 11:40
        To napisz do jego żony. Powiedz jej o tym. Ma prawo sama decydować o swoim
        życiu. Ja byłam w podobnej sytuacji, nikt mnie nie poinformował, bo "nie chciał
        się wtrącać w nie swoje sprawy". To bardzo przykre, ci "przyjaciele, koledzy"
        potraktowali mnie jak rzecz, nie dali mi możliwości dokonania wyboru, a ja chcę
        zawsze decydować o swoim życiu, bo to moje życie. Nikt nie ma prawa mi tego
        odbierać.I zadecydowałam, szkoda tylko, że tak długo musiało to trwać. Nikt nie
        ma prawa decydować o czimś życiu i nikt nie ma prawa nikogo oszukiwać. To jest
        po prostu obrzydliwe. Pamiętajcie, nie wszyscy boją się prawdy! I nie jest to
        żadne "wtrącanie się"- to tak jak z maltretowanymi dziećmi za ścianą- nie
        reagując- skazujemy je na męki, reagując na ich krzywdę- nie znaczy że się
        wtrącamy w nie swoje sprawy.
        • staraalejara Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 12:04
          nie moge jej poinformowac bo jej nie znam nie wiem jak sie nazywa a pytac sie
          mojej przyjaciólki nie moge bo sie domysli co chce zrobic bo juz kilka raqzy ja
          straszylam ze to zrobi
          • prasa14 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 14:02
            To powiedz tej przyjaciółce, że kiedyś też będzie matką, żoną i niech pomyśli,
            że ją to też może spotkać. I co ona wtedy powie? Że została oszukana, że tamta
            to sz... itp.? A kim ona teraz jest? Na co liczy?
    • dex_48 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 11:26
      ..Odpowiem , tak mam taka przyjaciółkę!! Pisujemy od ponad 4 lat, nigdy się nie
      spotkalismny i nie mamy takiego zamiaru.Osoba ta jest sporo odemnie starsza i
      cenie sobie jej zdanie na wiele tematów.Czasem zruga mnie i wprost wdepcze w
      ziemię, mając przy tym wiele racji..
      • praptak2 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 11:31
        Powiem tak, mam wiele przyjaciółek płci żeńskiej i one są tylko moimi
        przyjaciółkami, nic więcej. Jeżeli ktoś uważa, że wyląduje z nimi w łóżku ma
        kiepsko pod sufitem. A tak mimochodem mówiąc, czy mamy się ograniczać do
        przyjaciół tylko jednej płci? Jeżeli ktoś uważa inaczej, pewnie sam ma coś na
        sumieniu.
      • bogo2 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 12:46
        moze to muza, a nie przyjaciolka...;)?

        dex_48 napisał:

        > ..Odpowiem , tak mam taka przyjaciółkę!! Pisujemy od ponad 4 lat, nigdy się
        nie
        >
        > spotkalismny i nie mamy takiego zamiaru.Osoba ta jest sporo odemnie starsza i
        > cenie sobie jej zdanie na wiele tematów.Czasem zruga mnie i wprost wdepcze w
        > ziemię, mając przy tym wiele racji..
    • rumburak0001 Przyjaciółki naszych ..ŻON 30.11.06, 11:31
      te kochane,najbardziej oddane,z którymi ZARĘ czy Galerię Dominikańską
      przemierzają wdłuż i wszeż-to jest naprawdę największe
      zagrożenie...!!Wysłuchawszy w chwilach babskich plotek, zwierzeń od naszych
      małżonek jakimiż to fajtłapami,pajacami jesteśmy,naiwniakami,z brzuszkiem
      ,kondycją"już nie tą"..postanawią sprawdzić jak to naprawde z nami jest.A jeśli
      same nie mają męża/chłopa, bądz dawno nie miały to próba odboju pewna jak w
      banku..bowiem jak trafnie zauważa mój znajomy "baba babie wilkiem" ..tylko sie
      maskują;-)
      Wiem co mówie,bo sam byłem w takiej sytuacji.
    • ania.pawelec Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 11:34
      Hm..... ciekawe to wszystko. Mój mąż- od 7 lat ten sam- ma przyjaciólkę od lat
      chyba 10-12, została matką chrzestna naszej najmłodszej córki, potrafi wpaść do
      mnie- niekoniecznie do nas!! na kawę. Teraz spodziewa się dziecka i to z nami
      podzieliła się tą wiadomością praktycznie w pierwszej kolejności. Mozliwa jest
      tak przyjaźń. Wierzcie mi. Pozdrawiam!! Acha na początku byłyśmy o siebie
      nawzajem zazdrosne.... a potem się chyba w jakiś sposób zaprzyjaźniłyśmy.
    • is_he nie rozumiem... 30.11.06, 12:02
      Nie rozumiem po co ta cała zazdrość. Mam kilku bardzo bliskich przyjaciół
      odmiennej płci, w zasadzie wiem, że mogę na nich polegać bardziej niż na
      przyjaciółkach. Nie czuję do nich pociągu seksualnego, jeśli którykolwiek z
      chłopaków myśli o mnie w ten sposób to ma problem, bo wie, że z mojej strony to
      tylko(aż) przyjaźń... ale szczerze mówiąc wątpię, żeby tak było- za dobrze się
      znamy od różnych stron. W każdym razie mój partner też ma dwie bardzo dobre
      przyjaciółki i ja to akceptuje. Ufam mu. Jeśli zdradziłby mnie to oczywiście
      byłoby mi bardzo ciężko i musielibyśmy się rozstać, ale wtedy to naprawdę nie
      miałoby znaczenia czy zrobił to z przyjaciółką swoją, moją, sąsiada, z szefową,
      sekretarką, uczennicą czy prostytutką. Zdrada jest zdradą i zawsze boli.
      • sikora_34 Re: nie rozumiem... 30.11.06, 12:10
        zdrada nie musi byc zawsze fizyczna, zdradzac mozna emocjonalnie, a uwierz mi,
        to bardziej boli
        • sikora_34 Re: nie rozumiem... 30.11.06, 12:14
          "Andrzej Sękowski: Oczywiście, że zdrada istnieje jeżeli dwoje ludzi umawia
          się z sobą, że są dla siebie czymś szczególnym, wyjątkowym to nawiązanie
          podobnej relacji z kimś z zewnątrz jest jawnym pogwałceniem tej szczególnej
          umowy która np. jest związek partnerski lub małżeński"

        • is_he Re: nie rozumiem... 30.11.06, 12:15
          Oczywiście, że boli, ale wtedy też nie ma znaczenia Z KIM. Ważne, że problem
          zaistniał.
          Pozwólmy sobie i naszym partnerom mieć przyjaciół/przyjaciółki...
          Wolność+zaufanie.
          Może jestem jakaś specyficzna i mam specyficzne grono znajomych...

          > zdrada nie musi byc zawsze fizyczna, zdradzac mozna emocjonalnie, a uwierz
          mi,
          > to bardziej boli
          • lustro991 wszystkim sie zawsze wydaje, ze ich to nie dotyczy 30.11.06, 12:22
            ... do czasu, az znajda sztuke bielizny pod lozkiem, niechcacy trafia na maila
            albo SMS, albo po prostu wejda do niewlasciwego pokoju, o niewlasciwej porze....
            • is_he Re: wszystkim sie zawsze wydaje, ze ich to nie do 30.11.06, 12:39
              No, cóż. Też kiedyś byłam tą zdradzoną, ale bez przesady, życie toczy się
              dalej, nie popadajmy w paranoje. A Jego smsów nawet nie zamierzam sprawdzać.
              Taka jestem.
          • sikora_34 Re: nie rozumiem... 30.11.06, 12:58
            czy chcialabys aby Twój facet miał przyjaciołke, której się zwierza, ufa,
            rozmawia o ważnych życiowych sprawach, rozumieją sie we wszystkim?sprzędzaja ze
            sobą dosc dużo czasu, chciałabyś? bo chyba na tym przyjaźń polega
            • is_he Re: nie rozumiem... 30.11.06, 13:13
              Ha! ale ja wiem, że na tym polega przyjaźń. Skoro ja np. jadę za granicę do
              mojego przyjaciela, szlajamy się razem po mieście, chodzimy na zakupy (płytowe,
              a nie ubraniowe! tego bym nie zniosła, lol), na imprezy, gadamy godzinami...
              śmiechy, przekomarzanie się, porady, poważne rozmowy do późna w nocy i mój
              Ukochany to akceptuje, bo wie, że tylko on jest moim jedynym. Więc jeśli on
              chce się zwierzać swoim przyjaciółkom, czy spędzić z nimi trochę czasu to co?
              Eh... Nie jestem zazdrosna, bo jestem zakochana, ufam mu. Mam nadzieję, że się
              nie zawiodę. Cieszę się tym co mam.
              • sikora_34 Re: nie rozumiem... 30.11.06, 13:22
                jesteś chyba bardzo młoda i bardzo zakochana i na prawdę szczerze Ci zyczę
                abys z nim była dojrzała i kochająca ( a nie zakochana)
              • ever83 Re: nie rozumiem... 30.11.06, 13:23
                Is_he. Popieram. Przyjaźń przyjaźnią, miłość miłością. Ja czasem bywam
                zazdrosna o jego ex, ale to trochę inna sprawa, na inne forum. pozdrawiam!
            • kaja671 Re: nie rozumiem... 30.11.06, 23:39
              Mysle ze kazdy kto nie sparzyl sie na "przyjaciólce" meża/partnera moze sobie
              prowadzic akademickie dyskusje ...... ale jezeli przyjaciolka jest byla
              dziewczyną to wszystko moze sie zdarzyc ... nigdy w to nie wierzylam
              ...udzielalam światlych rad jak to nie mozna ograniczac mężczyzn.....zabraniac
              mu kontaktow.... ufac w 100% bo inaczej nie ma zwiazku ....no i wyszlam na tym
              zaufaniu do bylej jak Zablocki na mydle .... mojego zaufania nikt mi nie wróci i
              tego co przezylam rowniez ...jest dobrze ....wyrzucilam ja z naszego zycia ale
              strach pozostal
      • lustro991 Przyjaciolki bywaja niebezpieczne... 30.11.06, 12:20
        Nie ma tu czego rozumiec. Masz to szczescie, ze uklady miedzy toba / twoim
        partnerem a przyjaciolmi / przyjaciolkami sa dosc przejrzyste. Niestety nie
        zawsze tak jest. Kiedys myslalam, ze jestem ostatnia osoba, ktora moglaby
        ingerowac w przyjaznie mego partnera kierujac sie zazdroscia. Do czasu, az
        wyjechalam, a jego przyjaciolka byla akurat samotna i zaczela go intensywnie
        odwiedzac, zapraszac, organizowac czas itd. Oczywiscie to jest dorosly czlowiek
        i sam decyduje o sobie, ale ona tez jest dorosla, znala mnie dosc dobrze,
        przychodzila do mojego domu i doskonale wiedziala, ze jestesmy razem. Na
        oddatek to osoba, ktora od kilku lat wiaze sie wciaz z zajetymi facetami -
        mezami, facetami, ktorzy maja dziewczyny, narzeczone itd. Nie zamierzam jej
        oceniac - mysle, ze ma z tym powazny problem, podobnie zreszta jak panowie,
        ktorzy ida na taki uklad. Ale ja sobie tej osoby widziec i spotykac nie zycze.
        Nie widze powodu dla ktorego mam czuc dyskomfort i udawac przyjazn wobec kogos,
        kto tylko czeka na okazje, zeby mi wbic noz w plecy. Powiedzialam, ze nie chce
        jej widziec, ale moj facet spotykal sie z nia jeszcze, bo jest to osoba z
        zaprzyjaznionej firmy, a na dodatek probowal to ukrywac, twierdzac, ze robil
        tak, zeby mi nie sprawiac przykrosci. Bylo to naprawde upokarzajace i do tej
        pory czuje o to do niego ogromny zal. Nie wiem czy mnie zdradzil fizycznie i
        nie ma to az tak duzego znaczenia, ale mnie oszukal, a to naprawde trudno
        przebolec.

        W koncu postawilam sprawe jasno - dla mnie taka sytuacja jest nie do
        zniesienia. Jesli dla ciebie ta przyjazn ma az takie znaczenie, to musimy sie
        rozstac. Jest to zazdrosc, jest to ograniczanie czyjejs wolnosci, ale niestety
        bycie w zwiazku takich kompromisow wymaga. Staram sie byc uczciwa wobec innych
        i samej siebie - jesli bede znosic cos, co mnie rani, nie bede szczesliwa w
        zwiazku i predzej czy pozniej ten zwiazek moze sie przez to rozpasc. A druga
        osoba jest wolnym czlowiekiem i tez moze wybrac - albo nie chce byc ograniczana
        i odchodzi, albo godzi sie na ograniczenia, bo zalezy jej na zwiazku, w ktorym
        jest. Zycie nie jest idealne, i nie mozna zjesc ciastka i nadal go miec.
        Sorry...
        • is_he Re: Przyjaciolki bywaja niebezpieczne... 30.11.06, 12:31
          No tak, paskudna historia. Przyznaję.
          I tak, to prawda. Bywają bardzo niebezpieczne, ale tak jak to niektórzy
          wspominali na forum- nie powinno być równych i równiejszych w związku, więc
          jeśli ja nadal widuję się z moimi przyjaciółmi, którzy są dla mnie ważni to nie
          mogę oczekiwać od niego, żeby on postępował inaczej. Poza tym... Mówiąc o
          przyjaciółkach mojego partnera mam na myśli dziewczyny, które on zna
          praktycznie od urodzenia, znają się tak długo, że jedna z nich nazywa
          go "braciak". Nie sądzę żebym powinna być zazdrosna i nie zamierzam. Pozdr! :)
          • lustro991 Re: Przyjaciolki bywaja niebezpieczne... 30.11.06, 12:44
            nie chodzi mi o to, ze powinnas natychmiast zaczac byz zazdrosna o kazda
            kobiete w promieniu kilometra, bo tak sie zyc absolutnie nie da. Mialam na
            mysli raczej to, ze przyjazn przyjazni nierowna, a rzeczywistosc potrafi niezle
            nas zaskoczyc. Jak napisalam kiedys do glowy by mi nie przyszedl pomysl
            zazdrosci o osobe, z ktora moj partner sie przyjazni, ale fakty zweryfikowaly
            moje przekonania. wiec super, ze czujesz, ze jestes wyjatkowa i twoj zwiazek
            jest inny niz wszystkie i oby tak zostalo, ale zwykle tak po prostu nie jest,
            niestety.

            Nie sadze tez, ze przyjazn miedzy kobieta a mezczyzna jest niemozliwa, sama
            znam faceta, z ktorym sie przyjaznie, ale dla mnie taka przyjazn oznacza, ze
            spotykamy sie od czasu do czasu, wymieniamy raz na jakis czas maile, ale nie
            zwierzamy sie sobie z intymnych kwestii, nie spedzamy ze soba czasu kosztem
            jego lub mojej partnerki, a juz na pewno nie jest to osoba, ktora by wiedziala
            o mnie i moich uczuciach wiecej niz moj partner. Ta osoba zaspokaja moja
            potrzebe kontaktow miedzyludzkich, a nie potrzebe bliskosci czy intymnosci. Do
            tego, zeby sie zwierzac mam przyjaciolki-kobiety. Gdyby osoba, o ktorej pisalam
            byla taka wlasnie przyjaciolka na dystans, nie byloby problemu. nie chodzi o to
            by przebywac tylko we dwojke, ale o to by miec swiadomosc czeg oczekujemy od
            innych i czego oni oczekuja od nas. no i przy okazji byc szczerym - przede
            wszystkim wobec siebie...
        • sikora_34 Re: Przyjaciolki bywaja niebezpieczne... 30.11.06, 13:10
          bardzo Ciebie rozumiem i zgdadzam sie z Tobą, napisałaś bardzo mądrze, byłam w
          podobnej sytuacji, otarłam sie o zdradę emocjonalną i wiem, czego w "przyjaźni"
          nie mogę zaakceptować
          • kaja671 Re: Przyjaciolki bywaja niebezpieczne... 30.11.06, 23:43
            sikora_34 napisała:

            > bardzo Ciebie rozumiem i zgdadzam sie z Tobą, napisałaś bardzo mądrze, byłam w
            > podobnej sytuacji, otarłam sie o zdradę emocjonalną i wiem, czego w "przyjaźni"
            >
            > nie mogę zaakceptować

            No to jest nas dwie.... mysle ze zdrade fizyczna latwiej przelknac o ile wciaz
            ma sie serce partnera
    • kisiak Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 12:17
      mężowie mają koleżanki, mężowie mają kolegów, żony mają kolegów, żony mają
      koleżanki. Słońce świeci, po nocy jest dzień. Po co takie pytania? Bo co? Bo
      trzeba szukać dziury w całym? Najlepiej zapytaj męża przy obiedzie z Twoją
      mamusią o to? Zobaczysz jak zareaguje. Nawet jeśli nie ma sobie nic do
      zarzucenia, to będzie mu niezręcznie. Ale czasem chyba o to chodzi, tak?
    • lambert77 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 12:22
      Pascal przemianuj nazwę forum na Sfrustrowane i Zazdrosne :) bo widać na forum
      Kobieta za mało miejsca poświęcają pierdołom.
      • lustro991 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 12:28
        masz problem? nie czytaj!
        • lambert77 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 12:34
          Nie moja droga to wy macie problem :) Czy wam się naprawdę wydaje, że wasi
          mężczyźni wyszli z jakiegoś miejsca odosobnienia i innych ludzi nie znali???
          Co mają po ślubie zerwać kontakty ze wszystkimi znajomymi bo wy macie problem z
          zazdrością o jakieś dawne sprawy??? Ochłońcie moje Panie bo potem się dziwicie,
          że facet nic nie mówiąc wychodzi i trzaska drzwiami.
          • eleni80 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 12:37

            > Co mają po ślubie zerwać kontakty ze wszystkimi znajomymi bo wy macie problem z
            >
            > zazdrością o jakieś dawne sprawy???



            A co jeśli to są "nowe, ogniste" znajomości????
            Też mamy ochłonąć??????


            ;)
            • lambert77 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 12:44
              wtedy to trzeba dać facetowi w ryja i nazwać to po imieniu a i lasce
              wdzięczącej się do twojego faceta potargać czupryne :) .... Mądry normalny
              kochający facet może mieć stado koleżanek i mu się nawet nie dźwignie przy
              nich :) no ale jak się niektórym pannom podobają maczo buce to czemu teraz mają
              pretensje do całego świata :)
          • is_he Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 12:42
            Lambert, po co tak generalizujesz? czytałaś moje posty? wszystkie kobiety są
            ograniczone...? o co tu chodzi?
            > Nie moja droga to wy macie problem :) Czy wam się naprawdę wydaje, że wasi
            > mężczyźni wyszli z jakiegoś miejsca odosobnienia i innych ludzi nie znali???
            > Co mają po ślubie zerwać kontakty ze wszystkimi znajomymi bo wy macie problem
            z
            >
            > zazdrością o jakieś dawne sprawy??? Ochłońcie moje Panie bo potem się
            dziwicie,
            >
            > że facet nic nie mówiąc wychodzi i trzaska drzwiami.
            • lambert77 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 12:46
              oj czytałem czytałem bardziej chodzi mi o panienki którym się wydaje, że
              wszyscy faceci to k.rwiarze :) - to po ch.. się z nimi zadają ???
      • eleni80 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 12:32
        lambert77 napisał:

        hehhehe, masz problem Lambert??????
        • lambert77 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 12:34
          taaaaaaaaaaaaaa moim problemem jest niechęć do ograniczonych umysłowo :D
          • eleni80 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 12:39
            lambert77 napisał:

            > taaaaaaaaaaaaaa moim problemem jest niechęć do ograniczonych umysłowo :D

            Ale zazdrość to chyba nie jest ograniczenie umysłowe, tylko wręcz przeciwnie ;) raczej przesadne rozbudowanie pewnej części umysłu ;)
            • lambert77 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 12:48
              zazdrość zazdrości nierówna :) kiedy się z żoną przekomarzam i udajemy, że się
              na siebie obrażamy bo jakiś facet zajrzał jej w biust albo jakaś babka się na
              mnie nie tak spojrzała to jest oki. Ale jeżeli babka babce proponuje wynająć
              detektywa :) to jest już coś nie halo
              • is_he Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 13:15
                Lambert, bo wiadomo, że taka zazdrość jest spowodowana "nie do końca wysokim"
                poczuciem własnej wartości.
                • lambert77 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 15:04
                  chyba nie uważasz, że "nie do końca wysokie" poczucie własnej wartości to
                  problem faceta :)??? Kurde co my na to poradzimy, że macie takiego buga w
                  sofcie :)
    • megasia Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 12:36
      Czujność klasową zachować trzeba zawsze.
      Jestem dobrą koleżanką (bo przyjaciółka to jednak chyba nadużycie) kilku
      żonatych facetów. Mamy różne swoje sprawy - a to pogaduchy międzyludzkie, a to
      piłka nożna, sprawy okołopracowo/zawodowe itepe.
      Nigdy nie dałam żadnemu z tych facetów sygnałów przyzwalających, trzymamy
      zdrowy dystans, kiedy zaczynają narzekać na partnerki - dostają ode mnie
      opieprz, zawsze staram się trzymać babską stronę i tłumaczyć, dlaczego żona ma
      rację i jak ja to widze z kobiecego punktu. Żonki mnie znają :)
      Ale oczywiście każdy przypadek jest inny...więc nie należy generalizować- ani
      panikować, ani też bagatelizować takich znajomości.
      • bogo2 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 13:09
        a ty, z jakiej choinki sie urwalas....? pawki morozowa..?
        ja rozumiem....indoktrynacja...ale, tak na trwale....?

        megasia napisała:

        > Czujność klasową zachować trzeba zawsze.
        > Jestem dobrą koleżanką(..) kilku żonatych facetów.(..)
        > Nigdy nie dałam żadnemu z tych facetów sygnałów przyzwalających, trzymamy
        > zdrowy dystans(...)
        • megasia Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 16:17
          Na pewno jesteśmy z innych choinek. O czujności klasowej trzeba czytać z
          przymrużeniem oka :P
    • mistrzmistrz Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 12:40
      Buziaczki dla kociątka wysyła pieseczek :) zapewne wpada na to forum czasem,
      więc korzystając z okazji chcę powtórzyć raz jeszcze głośno KOCHAM MOJE
      KOCIĄTKO !!!!
    • itsok Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 13:22
      takie zwiazki maja jedna ceche wspolna !

      otoz miedzy kolega i kolezanka albo cos bylo, jest lub bedzie.

      dla zony najlepiej jakby to bylo to pierwsze stadium. bardziej wierze ze to
      facet moze traktowac babe jak kumpele (np. kumpela ze szkoly) niz kobieta
      faceta. a generalnie uwazam ze nie ma czegos takiego jak przyjazn damsko-meska
      z zastrzezeniem mojego drugiego zdania.

      pzdr
      • ever83 Re: przyjaciółki naszych mężów 30.11.06, 13:26
        E... bzdury. Kobiety potrafią się przyjaźnić z mężczyznami i to pięknie
        rozgraniczać od innych sfer życia. Wierzę w przyjaźń damsko-męską. Gorzej z
        damsko-damską :(
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka