Dodaj do ulubionych

Pan Lodowaty ...

26.05.07, 07:01
Prosze, wypowiedzcie sie obiektywnie co do mojej sytuacji.

Sprawa dosyc typowa. Spotkalismy sie na gruncie sluzbowym (wrazenie od
pierwszego spojrzenia), oboje jestesmy po przejsciach, tyle tylko, ze on
jeszcze zakancza swoje sprawy, ja mam wszystko juz za soba , zakonczone,
uregulowane dawno temu.
Mieszkamy w roznych miastach, on przyjezdza sluzbowo do mojego przynajmniej
raz w miesiacu.
Kiedy pierwszy raz zaproponowal mi spotkania, nie chcialam sie zgodzic. Nie
wierzylam w trwaly zwiazek na odleglosc, balam sie zaangazowania i potem
rozczarowania. Wypowiedzialam sie na samym poczatku jasno, ze jestem
zainteresowana tylko stalym zwiazkiem, nie interesuja mnie przygody. On mnie
przekonywal, ze to wszystko da sie pogodzic, rozwiazac.
Trwalo dosyc dlugo zanim dalam sie namowic, niemniej jednak uleglam.

Poczatki byly cudowne, zakochalam sie bez pamieci, on rowniez wykazywal
ogromne zainteresowanie. Ale po jakims czasie zaczely mnie dreczyc inne
pytania. Jak dlugo mozna ciagnac taki uklad ? Spotkanie raz, moze dwa razy w
miesiacu, brak wspolnego spedzania weekendow, wolnego czasu, brak rozeznania
co do naszego codziennego zycia, radosci, klopotow, brak wspolnych znajomych
i spotkan z nimi. Probowalam rozmawiac na ten temat, ale moj partner nie
wykazywal checi kontynuowania tematu, uciekal w zart i konczylo sie to
wszystko tylko na moim monologu.

Zaproponowal mi potem, abym przeprowadzila sie do jego miasta, ale nie
zaproponowal zadnej pomocy w tego dzialaniu, wygladalo na to, ze wszystko mam
sama zorganizowac, zalatwic, wyszukac sobie mieszkanie, prace, zamieszkac
poczatkowo w hotelu, itd itd ... odnioslam wrazenie, ze dopiero po
odnalezieniu sie w nowym miejscu mam sie z nim skontaktowac (!!!). To bylo
moje pierwsze duze rozczarowanie ....

Ten uklad stal sie potem dla mnie coraz ciezszy. Kochalam go nadal, jednak
kazdy dzien dawal mi do zrozumienia, ze niby mam kogos, ale tak naprawde
jestem calkowicie sama. Samotnie spedzam wolny czas, sama chodze do kina,
teatru, sama wyjezdzam poza miasto w weekendy ...
Postanowilam zakonczyc uklad .... on wpadl w panike. Wydzwanial, prosil, abym
tego nie robila, abym sie jeszcze zastanowila, nie dawal mi odejsc.
Potem znwou nastapily cudowne dni, jego przyjazdy, zapewnianie o milosic,
prosby, aby go nie zostawiac, itd ...

Ale ja znowu zaczelam dopytywac sie "co dalej"? On znowu stal sie bardziej
oziebly, tlumaczyl mi , ze to za wczesnie na jakiekolwiek decyzje (mija juz
prawie rok jak sie spotykamy). Ja , obecnie zyje nadziejami, frustracja,
nieprzespanymi nocami.
Kiedy jestesmy razem - on nie chce sie zaangazowac i cos zrobic w sprawie tej
naszej znajomosci. Kiedy ja chce odejsc - on szaleje, nie pozwala mi tego
zakonczyc.

Jestem juz tym wykonczona, brakuje mi sil, coraz czesciej wpadam w
jakies "doly", brakuje mi poczucia stabilizacji i jakis perspektyw. Kocham go
nadal, ale jego postawa zabija we mnie powoli to uczucie ...

Czy on moze sie zmienic? Czy moze dojrzec do jakiejs decyzji ? Czy to ma
jakas szanse przetrwania ?
Obserwuj wątek
    • zielonooka_bez_tyja Re: Pan Lodowaty ... 26.05.07, 08:57
      Wydaje mi się, że to, jak jest między Wami, daje Mu na razie sporą dozę
      poczucia bezpieczeństwa. Kiedy zaczynasz nalegać na "zacieśnienie więzi -
      fizycznie" (że tak to ujmę;)), to zaczyna Mu brakować tlenu, jak
      przy "zaciećnianiu pętli". Jest więc duże prawdopodobieństwo, ze mocno oberwał
      w poprzednim Związku i to jeszcze żywo w Nim tkwi. Dopóki Jego pozycja jest
      teoretycznie bezpieczna (brak konkretnych zobowiązań daje poczucie manewru w
      każdą stronę, w każdej chwili), czuje się swobodnie i może bez pośpiechu
      układać siebie, odbudowywać, by po jakimś czasie wejść w nowe całym sobą, nie
      tylko - jak jest teraz - uczuciem. Na to trzeba czasu. Ile - to zależy, jak
      mocno "oberwał".
      Myślę, że naleganie na rozmowy na ten temat nie jest dobrym pomysłem na razie i
      raczej będzie skutkowało Jego paniką wewnętrzną (co jednocześnie pokazuje, że
      paradoksalnie bardzo Mu zależy, ale jeszcze nie potrafi się zdeklarować) i
      Twoją frustracją, poczuciem bezsilności.
      Jego zachowanie, gdy się oddalasz, okazujesz zniecierpliwienie i rezygnację
      może świadczyć o tym, że bardzo Mu zależy, tylko nie może przezwyciężyć lęków
      związanych z przeszłością.
      Od siebie powiedziałabym Ci - cierpliwości, bo warto:) Choć zdaję sobie sprawę,
      że to trudna sytuacja i możesz się czuć zdezorientowana.
      Pozdrawiam:)
      • ryko Re: Pan Lodowaty ... 29.05.07, 00:56
        Ach te kobiety są takie...cudowne :DDD

        Dla seksu zrobimy naprawdę wiele...
        Tylko czy seks to od razu związek ??
    • floo77 on od roku zamyka cały czas swoje sprawy? 26.05.07, 10:35
      czy on dalej jest w starym związku i mowi, że zamyka to?

      Ja widzę to tak - on ma się całkiem dobrze, Ciebie to wysysa i męczy.

      Napisałaś, że zabolało jakoś i zdziwiło Cię, że On oczekiwał, że Ty sama się
      urządzisz w jego mieście i wtedy dasz mu znać - powiedz mu o tym, że oczekujesz
      jakiejś pomocy (to dziwne, że on nie oferuje pomocy, raczej nawet jak jest ktoś
      znajomy tylko, a przyjeżdża do miasta, to ja staram się pomóc, dać namiary
      jeśli o czymś wiem.. ) może on nie ma czasu, żeby się zaangażować w pomoc w
      urządzaniu się? jest zajęty.. czym innym?

      nie wiem. sama zdecyduj, czy to ma jakieś realne szanse na zaistnienie. może
      porozmawiaj z nim, że nie dajesz już rady, że nie możesz tak dłużej, że to Cię
      wykańcza emocjonalnie....

      powodzenia.
    • anti-virus nie trać swoje czasu... 26.05.07, 12:34
      szkoda życia, mijają miesiące(lata) a ty ciągle na "coś" liczysz

      jemu jest wygodnie, tobie nie, wiec teraz ty zamknij swoje sprawy(czyli jego)
      bo na pozytywny rozwój wypadków nie masz co liczyć

      tego kwiatu jest pół światu,a ty pewniemijasz wielu fajnych facetów, któzy
      chętnie potowarzyszyliby ci w kinie i nie tylko:PPP

      pozdr.
      • floo77 dobrze powiedziane anti-virusie - dopisuję się 26.05.07, 13:44
      • kk_44 Re: nie trać swoje czasu... 27.05.07, 13:49
        anti-virus napisał:

        >
        >
        > tego kwiatu jest pół światu,a ty pewniemijasz wielu fajnych facetów, któzy
        > chętnie potowarzyszyliby ci w kinie i nie tylko:PPP
        >
        > I wszystko na ''temat:)'' pozdr
    • zonyzony Re: Pan Lodowaty ... 28.05.07, 20:06
      sytuacja dziwna
      ja sama jestem w zwiazku na odleglosc juz prawie rok ale bynajmniej nie
      wyobrazam sobie takiej sytuacji jak opisalas
      nie piszesz ile km was dzieli, u mnie jest to 300, a widzimy sie w kazdy weekend
      albo ja jade do niego, albo on do mnie
      i jest to dla nas oczywiste ze sie widzimy w weekend
      co on robi w weekend, ze nie spedzacie go razem? bo przeciez to sa wlasnie te
      dni, gdy ma sie czas dla bliskich, dni, ktore mozna spedzic razem
      moze jemu jest tak wygodnie- przyjezdza do ciebie raz na miesiac, zero
      zobowiazan
      nie wiem, moze on jeszcze tych spraw nie zakonczyl, bo... nie ma takiego
      zamiaru?
      my z moim ukochanym rozmawiamy o przyszlosci, jak to bedzie jak juz zamieszkamy
      razem, mamy jakies plany, marzenia itepe i wcale nie mam tu na mysli wymuszania
      na nim jakis deklaracji, po prostu to dla nas normalny temat, jak kazdy inny,
      nie budzi w nim popolochu
      i jeszcze jedno- czy ty jestes gotowa przeniesc sie dla niego do innego miasta?

      ja bym nie chciala takiego zwiazku
      bo to cie wyniszcza, oprocz milosci jest w tobie wiele zalu i zmartwien
      • koala115 Re: Pan Lodowaty ... 28.05.07, 22:10
        Mieszkamy daleko od siebie, jakies 1200 km, wiec te przyjazdy nie sa takie
        latwe. On przyjezdza tylko w delegacje, nigdy jeszcze nie zmusil sie do
        przyjazdu "prywatnie", a tego mi brakuje. Ja odwiedzilam go kilka razy.
        Chcialabym spotkac sie z nim troche dluzej niz na kilka godzin, wyjechac gdzies
        razem, zorganizowac jakos nasz wspolny czas. A ja w tej sytuacji czuje sie jak
        jakis dodatek do sluzbowej delegacji. Kiedy pytalam , czy on moze to zmienic,
        powiedzial mi, ze to kosztuje a on nie jest milionerem (ja tez nie nawiasem
        mowiac).

        Czy bylabym gotowa wyjechac do jego miasta ? Oczywiscie tak, ale nie tak jak on
        to widzi. Przeciez wyjezdzalabym dla niego, wiec dlaczego mam sama wszystko
        zorganizowac i podjac caly ciezar takich zmian? Nie zaproponowal nawet , ze
        moglabym poczatkowo sie u niego zatrzymac zanim znajde jakies mieszkanie i
        prace. O wspolnym zamieszkaniu nie padlo ani jedno slowo, wiec na jakich to
        niby zasadach mam wyjechac? Tutaj mam lokum i prace, jezeli wiec on chce byc ze
        mna (a jak widac nie chce), to powinien mnie troche wesprzec, tak mysle.
        Pytanie... jezeli teraz jest taka obojetnosc, czy to prorokuje dobre widoki na
        przyszlosc?

        Od mojego pierwszego tutaj postu minelo troche czasu i nastapily pewne zmiany.
        On teraz podkresla, ze zamiast myslec o nim powinnam sobie szukac towarzystwa i
        zajac sie czyms innym (a ja chcialabym spedzic weekendy wlasnie z nim, a nie z
        kims innym). Dal mi do zrozumienia , ze nie interesuja go moje sprawy
        calkowicie (a mnie sie wydawalo, ze ludzie okazuja sobie zainteresowanie jak sa
        razem).
        Twierdzi, ze on potrafi sobie zorganizowac wszystko beze mnie - gra w golfa,
        chodzi do gymu, do klubu , wychodzi ze znajomymi do teatru (ja nie moge jakos
        znalezc nikogo kto chcialby ze mna dzielic moje zainteresowania), spotyka sie z
        corkami, z rodzina (jestem w tej okropnej sytauacji, ze nie mam nikogo juz z
        rodziny, stracilam najblizszych niedawno).
        Dlatego chcialabym miec kogos bliskiego, ale z tej maka chyba chleba nie bedzie.
        Kocham go nadal, ale nawarstwilo sie we mnie juz tyle bolesnego rozczarowania,
        zawiedzionych nadziei, oczekiwan, milosci... uciekla gdzies moja radosc, a
        czuje sie jakbym dostala poteznego kopniaka.
        Prosilam go przeciez na samym poczatku, aby nie zaczynal, jezeli nie ma na
        wzgledzie jakis powazniejszych zamiarow (czy by sie nam udalo, czy nie to juz
        sprawa przyszlosci). Mowilam, ze chcialabym z kims byc bardziej "na powaznie",
        stworzyc jakis zwiazek, nie chcialam byc wygodnym przedmiotem branym z polki,
        kiedy jemu jest wygodnie i kiedy ma taka potrzebe. Ale on wlasnie zrobil tak,
        jak ja prosilam aby nigdy nie robil tego w stosunku do mnie ... Jestem
        zalamana ..
        • zonyzony Re: Pan Lodowaty ... 28.05.07, 23:43
          1200 km to faktycznie sporo, ale skoro ty bylas kilka razy u niego (domyslam
          sie ze nie sluzbowo), to nie widze powodu, by on nie mogl jechac do ciebie,
          jesli by oczywiscie chcial
          moze to brutalnie zabrzmi- ale chyba masz racje- on traktuje cie jak zabawke,
          dobra na jakis czas, gdy akurat jest sluzbowo w twoim miescie
          po przeczytaniu tego co napisalas, ja bym sobie dala spokoj
          i nie zwazala na jego prosby czy blagania
          bo jak juz ktos napisal- szkoda twojego czasu, zaangazowania, energii, nerwow
    • ma_gala Re: Pan Lodowaty ... 28.05.07, 22:45
      przeżyłam coś podobnego... trwało to 8 miesiecy... spotkania rzadkie - właśnie
      raz na miesiąc, bo on: jest po rozwodzie, przejsciach, ma dziecko, pracuje na
      co dzień w inym miescie. Ja miałam tylko być i czekać - na jego telefon, zmianę
      planów. Oczywiście spotykaliśmy się u mnie, wieczorem, zadnych wyjść, imprez -
      o nie, nic z tych rzeczy! czułam się jak kochanica! gdy tylko sobie
      odpuszczałam - kontkaty nagle ożywiały się, przecież jest tyle możliwosci -
      telefon, gadu-gadu... potrafił nawet być zazdrosny, gdy wieczorem nie
      odpowiedziałam na smsa, ale gdy ja pytałam dlaczego nie możemy sie spotkać w
      weekend, dlaczego pisze do mnie tylko wtedy, gdy jest 500 km stad - zero
      odpowiedzi. Krok w przód, dwa kroki w tył. Zero wspólnych planów - nawet na
      najbliższy weekend, o czym innym ne ma sensu w ogóle wspominać! Skończyło się
      mega dołem! na szczęście w porę zrozumiałam, ze to nie ma sensu, ze skoro mnie
      to unieszcześliwa, dołuje - to to najzwyczajniej w świecie nie to! Zrozum - on
      Cię nie kocha! jest to wygodny ukłąd - dopóki sie zgadzasz. Spróbuj postawić
      jakieś wymagania, warunki tej znajomosci - zobaczysz, ze facet zniknie jak sen
      jakis złoty, nie zawalczy o Ciebie, nie zapyta sie nawet co u Ciebie. Nie życzę
      Ci tego - ale mało optymistycznie to wyglada (abtrahując od moich przeżyć).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka