nemo1968
10.09.07, 10:01
Taka mam refleksję poweekendową, ze w zasadzie, to mógłbym w domu
siedzieć, no - powiedzmy zajmowac się domem, dziećmi, ogrodem,
gotowac, psy do weta wozić, a kobieta niech zarabia. Jak chce tak
bardzo rownouprawnienia, to niech idzie....
Tylko nie wiem jak to nazwac : "Kur domowy". Wolę Kogut, choć bywam
nazywany w pewnych kręgach Kocurkiem ;).
W każdym razie, Panowie - czy jest sens się bronić na siłę ?
Byle zarobiła na poziomie, bo zarządzać biedą, to żadna frajda :)
Co Wy na to ? :)