Dodaj do ulubionych

ufac mezczyznie

10.10.07, 02:18
W akcie rozpaczy z powodu zastoju intelektualnego rzucilam nocne pisanie w kat
i poczelam z glupia frant przegladac swoje stare forumowe wpisy pod dawnym
nickiem. I natknelam sie na niniejszy:

"Znajomi przychodza i odchodza, a partner jest na dlugi czas, moze na cale
zycie. Znajomi sie zmieniaja, a partner zostaje. Taka jest jego rola."

Spojrzalam na date wpisu - napisalam to na dwa dni przed dowiedzeniem sie, ze
facet odchodzi do mojej przyjaciolki, po czterech latach zycia ze mna :-D

Tak by sie chcialo odzyskac dawna niewinna wiare, ze jak teraz sie kochamy, to
bedziemy sie kochac zawsze. A tu kicha, niezaleznie od tego, jak bardzo ufam,
cenie i szanuje, zawsze gdzies w tyle glowy bedzie tkwil strach, ze cale to
dobro, raz dane, rownie latwo moze przepasc. A za kazdym nastepnym razem jest
o wiele wiecej do stracenia, bo czlowiek, uczac sie na bledach, za kazdym
nastepnym razem uwazniej i lepiej wybiera.
Obserwuj wątek
    • kozica111 Re: ufac mezczyznie 10.10.07, 08:51
      Nie ufam mężczyznom, z prostej przyczyny- nie poznalam do tej pory
      zadnego ktory by jakos tam nie dal plamy.Oczywiscie nie znaczy to ze
      nie ma facetow z zasadami poprostu takich nie spotkałam.
      I tak sobie mysle ze do kobiet tez sie to odnosi, wszyscy jestesmy
      ludzmi i mamy slabosci.A partner...no coz nie nalezy uzalezniac od
      niego swojego szcescia i tyle.
      • lambert77 Re: ufac mezczyznie 10.10.07, 09:08
        marudzicie
      • grzech_o_1 Re: ufac mezczyznie 10.10.07, 09:08
        Nie spotkałas, spotkasz. Skąd tyle Koziczko pesymizmu na starcie
        życia?
        A szczęście, szeroko rozumiane, jednak w dużym zakresie zależy od
        życiowego partnera. A szczęście kobiet w szczególności. Pozdro.:)))
        • kozica111 Re: ufac mezczyznie 10.10.07, 09:30
          Hej, nie pesymizm a realizm i pragmatyzm.No i niestety pierwsze
          doswiadzcenia nas kształtują ... takie złe kodowanie :)
      • buszmen33 Re: ufac mezczyznie 10.10.07, 09:23
        Nie ma chyba recepty na idealne partnerstwo, bo gdyby była pewnie
        wszyscy byśmy z niej korzystali
    • dziadek_54 Re: ufac mezczyznie 10.10.07, 09:08
      A jednak dalas sie namowic :))
      To mile z Twojej strony.

      Zastanawia mnie zakonczenie watku.
      "A za kazdym razem jest o wiele wiecej do stracenia bo czlowoek
      coraz lepiej wybiera majac coraz wieksze doswiadczenie".
      Zgadzam sie ze za kazdym razem jest coraz wiecej do stracenia ,ale
      gdzie indziej upatrywalbym przyczyn.
      Za pierwszym razem tracisz tylko!!! faceta,mala strtata , krotki
      zal.
      Ale za kazdym razem tracisz czesc pojecia o sobie :"Jakto , ja ?
      Przeciez mialam juz tyle doswiadczen , jestem madra wyksztalcona ,
      wspaniala kobieta i znow dalam sie podejsc klamcy?"
      - Mysle , ze to jest wazniejsza przyczyna niz to , ze "lepiej
      wybierasz". Co do tego akurat mam watpliwosci , wybieta sie sercem ,
      dusza, a zyc trzeba pozniej z "miesem" , wiec i o porazke nietrudno.
      Mysle tez , ze ma tu znaczenie ten slawetny "zegar biologiczny"
      kobiety.
      Porazki i rozstania w wieku do 30 ponosi sie chyba w miare gladko,
      pozniej jest gorzej.
      Dochodza watpliwosci co do wlasnej wartosci i strach przed ich
      zmaterializowaniem sie w formie bezdzietnego "staropanienstwa" .
      Ale , nie jestem pewien tego co mowie , to tylko tak na
      rozgrzewke :))
      A poza tym to wedlug diagnozy jednej z szanownych forumowiczek
      jestem juz na granicy obledu i niedlugo przywioza mnie zwiazanego
      przed oblicze "specjalisty" :))Wez i to pod uwage czytajac moje
      madrosci.
      Pozdrawiam .
      • eeela Re: ufac mezczyznie 10.10.07, 11:07
        Zakonczenie bylo nieusprawiedliwionym uogolnieniem na podstawie jednostkowego
        doswiadczenia ;-)

        Co do tego akurat nie mam zadnych watpliwosci - calkowicie obiektywnie mozna
        stwierdzic, ze tym razem wybralam lepszy model. Pod wieloma wzgledami. Nie boje
        sie z jego strony oszustwa - oczywiscie jestem swiadoma, ze moze mnie pod tym
        wzgledem zawiesc, ale po prostu nie nosze w sobie tej obawy. I nie ma we mnie
        reakcji przez ciebie opisywanej 'ja, madra, wyksztalcona...' etc. Ja swiadomie w
        zyciu czynie mase zalozen o ktorych wiem, ze narazaja mnie na bycie ofiara
        oszustw, i godze sie z tym. Z przyczyn pryncypialnych.

        Boje sie rozejscia naszych drog, fascynacji kims z zewnatrz, konfliktu z powodu
        roznic, jakie nas dziela. Oczywiscie nie mysle o tym caly czas, ale czasem
        wyskakuje jak pajac z pudelka - zwlaszcza gdy natrafiam na takie swoje wpisy jak
        wyzej cytowany :-D

        Slawetny zegar biologiczny natomiast ma znaczenie ogromne. Na razie nie czuje
        sie pod tym wzgledem jakos szczegolnie zagrozona. Zreszta zegar biologiczny
        dotyczy tylko rozplodu, ktory latwo osiagnac, nawet nie posiadajac stalego i
        chetnego rozplodowi partnera. Tylko dzieci zal, dla ktorych marzy sie cos, czego
        sie samemu nie zaznalo - obecnosci ojca. Stad i strach wylazacy czasem z kata -
        wyjdzie? nie wyjdzie?

        Smetnym rozwazaniom sprzyja fakt, ze znow sobie pojechal w szeroki swiat ;-)
        • dziadek_54 Re: ufac mezczyznie 10.10.07, 11:45
          Jak (prawie :)))) zawsze fajnie sie Ciebie czyta.
          Moim zdaniem nie ma w Twojej wypowiedzi zadnych sprzecznosci , wiec
          i "przyczepic" sie nie ma doczego.
          Jedyne na co ewentualnie chcialbym zwrocic uwage to to , ze jeszcze
          nie masz trzydziestki :)))
          To co pisalem o tych doswiadczonych , wyksztalconych itp. to
          dotyczylo rozstan w wieku tak miedzy 35 a 40.
          Te sa , chyba najbardziej bolesne.
          Zawsze przy takiej rozmowie przypomina mi sie to co dr Szuman
          powiedzial Wokulskiemu :" najgorsza jest ostatnia(pózna) milosc , po
          pierwszej czekaja Cie dziesiatki nastepnych , po ostatniej juz
          nic "!!
          Boje sie , ze z Waszego pokolenia wiele osob pozna te gorzka prawde
          z autopsji.
          Ale na pewno Ciebie to nie dotyczy.
          Jestes wspaniala dziewczyna i Fidelowi musialoby chyba na dekiel sie
          rzucic gdyby probowal wyciac jakis numer. :)))
          Pozdrawiam serdecznie i zycze by byly to tylko zupelnie teoretyczne
          rozwazania.
          A na chrzciny wykorzystam Twoje zaroszenie i przyjade do Belfastu,
          Meksyku , czy na inna Grenlandie. :))
          • eeela Re: ufac mezczyznie 10.10.07, 12:28
            > Moim zdaniem nie ma w Twojej wypowiedzi zadnych sprzecznosci ,
            wiec
            > i "przyczepic" sie nie ma doczego.

            No i jak mi tu czynic czyniace burze prowokacje, sam powiedz ;-)

            > Jedyne na co ewentualnie chcialbym zwrocic uwage to to , ze
            jeszcze
            > nie masz trzydziestki :)))

            Ale czuje, jak mi dyszy nad karkiem :-)

            Ufam, ze zycie niesie ze soba mnostwo piekna, nie tylko w zwiazkach,
            i na kazdym etapie zycia. Ale tez wiem juz odrobine, jak potrafi
            przyp..lic. Dlatego i ciesze sie nim, i troche boje. To chyba
            naturalne? :-)


            A na chrzcinach jak najserdeczniej cie powitam - o ile tylko beda
            chrzciny, bo tej kwestii jeszcze nie rozpatrywalismy ;-)
            • dziadek_54 Re: ufac mezczyznie 10.10.07, 18:55
              >
              > No i jak mi tu czynic czyniace burze prowokacje, sam powiedz ;-)

              No wlasnie :)
              z Toba nie ma jak dyskutowac bo zadko piszesz rzeczy kontrowersyjne,
              i zawsze masz racje , nie bardzo mam chec sprzeciwiac sie tylko po
              to by wyjsc na idiote :))


              > > nie masz trzydziestki :)))
              >
              > Ale czuje, jak mi dyszy nad karkiem :-)

              Niech dyszy, ma jeszcze kawalek drogi przed soba , mozesz jej rzucic
              kilka klod pod nogi :)) :))
              >
              > Ufam, ze zycie niesie ze soba mnostwo piekna, nie tylko w
              zwiazkach,
              > i na kazdym etapie zycia. Ale tez wiem juz odrobine, jak potrafi
              > przyp..lic. Dlatego i ciesze sie nim, i troche boje. To chyba
              > naturalne? :-)
              >
              Pewnie ze piekno mozna znalezc i poza zwiazkiem , ale we dwojke(lub
              w trojke :))) przyjemniej mu sie przygladac :))
              Mysle , ze smialo mozesz sie tylko cieszyc, obawy sa zbyteczne.
              Malo jest ludzi tak swietnie wyposazonych na droge zycia jak Ty.
              Jesli Ty bedziesz zywila obawy , to co maja powiedziec Ci ktorzy
              nie dostali tyle od Dobrego Pana , lub nie chcialo im sie
              zbierac "posagu"?
              >
              > A na chrzcinach jak najserdeczniej cie powitam - o ile tylko beda
              > chrzciny, bo tej kwestii jeszcze nie rozpatrywalismy ;-)

              Beda narodziny , beda i chrzciny :)) jestem agnostykiem ,
              wiec "obrzadek" jest mi obojetny :))
              A jesli nie bedzie narodzin (w co absolutnie nie wierze:)) to
              przeciez zawsze mozna "ochrzcic" chocby kamien polny.
              Wazna jest chec szczera, a "tej ci u mnie dostatek" :))
              Nawet nie wiesz jak milo patrzec na mlodych ludzi , ktorzy maja
              teraz takie ogromne mozliwosci , potrafia z nich korzystac i tak
              wiele osiagneli wlasna , ciezka praca.
              Podziwiam Cie.
              >
    • funny_game Re: ufac mezczyznie 10.10.07, 09:08
      Nie wiem, czy mam ten brzęczyk z tyłu głowy ostrzegający przed możliwością
      straty partnera. Może tak, ale przeważnie wyłączony.
      Bardziej bym się bała chyba samospełniającej się przepowiedni. Tego, że gdy
      wierzymy, że coś się stanie, zaczniemy prędzej czy później zachowywać się tak,
      że do tego doprowadzimy.
      Wolałabym (chyba), żeby mój ukochany odszedł do innej, niż dlatego, że nie mógł
      wytrzymać z osobą, która wszędzie widzi złowróżbne znaki.
      • grzech_o_1 Re: ufac mezczyznie 10.10.07, 09:17
        Od rana rozważania egzystencjonalne damsko męskie. Ładnie się dzień
        forumowy zapowiada.:)))

        Interia Funni. Twe Mexico, tam jest ciekawiej.
        • kozica111 Re: ufac mezczyznie 10.10.07, 09:29
          Bo pogoda taka, slonce za mgla, wiatr liscie rozwiewa...;).
          • funny_game Re: ufac mezczyznie 10.10.07, 09:38
            "Wicher wieje, wicher słabe drzewa łamie, hej,
            Wicher wieje, wicher silne drzewa głaszcze, hej,
            Najważniejsze to być silnym,
            Wicher silne drzewa głaszcze, hej!"

            T. Nalepa

            :)
        • funny_game Re: ufac mezczyznie 10.10.07, 09:34
          Jes, ser, już widziałam - dzięki :)))
          Chyba łatwiej mi bezgranicznie komuś zaufać, niż zaufać opatrzności w takiej
          jaskini, że mi żaden kieł lodowy na łeb nie spadnie ;)
          • grzech_o_1 Re: ufac mezczyznie 10.10.07, 09:58
            To Funni niewiarygodne, ale to nie lód, to kryształy górskie. Nie
            chce się wierzyć.:)))
      • eeela Re: ufac mezczyznie 10.10.07, 11:11

        > Nie wiem, czy mam ten brzęczyk z tyłu głowy ostrzegający przed możliwością
        > straty partnera. Może tak, ale przeważnie wyłączony.

        Moj takze jest przewaznie wylaczony - tylko od czasu do czasu cos go zalacza. W
        zasadzie nie lubie tego i nie pochwalam przed sama soba, jako ze zalozenie moje
        dla zwiazku jest takie, ze sie ufa - wbrew brzeczykom, dotychczasowym
        doswiadczeniom i madroscia ludu oraz starcow. Naraza to byc moze na ciezkie
        rozczarowania, ale daje komfort w zyciu codziennym, jakiego zadna podejrzliwosc
        i obawy swoim zdroworozsadkowym podejsciem zrekompensowac nie sa w stanie.
        • funny_game Re: ufac mezczyznie 10.10.07, 12:42
          Jeszcze, jak się własny włączy czasem to pół biedy. "Najlepsze" są brzęczyki
          zewnętrzne-nieproszone. Człowiek cały w skowronkach, bo zakochany, a tu ktoś mu
          "Też byłam taka szczęśliwa, poczekaj, wszystko się rozpadnie, jak i moje". Uch,
          zdzieliłabym!
        • kookardka Re: ufac mezczyznie 11.10.07, 16:26
          Tez tak czasem mam i mnie to wkurza, bo jak mi się włączy
          to nie zawsze sama moim zdroworozsądkowym podejściem umiem
          go wyłączyć, wtedy potrzebna jest pomoc drugiej strony ...
          a to męczy ... drugą stronę :( a jak nie poproszę o pomoc,
          to zamęczę się sama :(
    • dzikoozka Re: ufac mezczyznie 10.10.07, 09:34
      juz nigdy. ;))
    • aroden Mozna, ale czy koniecznie trzeba? 10.10.07, 11:34
      zapewniam, ze ufajac tylko samemu/samej sobie - tez da sie zyc.

      Zreszta nawet i tego nie polecam, gdyz czasem i na sobie
      mozna sie zawiesc (i nie tyle zawiezc, co przewiezc :)))
      • viviene Re: Mozna, ale czy koniecznie trzeba? 10.10.07, 12:17
        nie da,ale jak nie ma komu to juz lepiej sobie:)
    • p_k_79 Re: ufac mezczyznie 10.10.07, 12:23
      Już kiedyś o tym rozmawiałyśmy.. podtrzymuję swoje zdanie - ufać
      należy, ale pewnym można być jedynie swoich uczuć:) I może ten cień
      obawy, że ktoś może jednak zmienić obiekt uczuć, pozwala nam się
      wciąż starać?

      Dzień dobry:)
      • eeela Re: ufac mezczyznie 10.10.07, 12:30
        Pewnym mozna byc tylko swoich i tylko teraz - kto wie, jaka glupota
        moze nam strzelic do glowy w przyszlosci? Ja siebie po wielekroc juz
        zaskakiwalam, i przyjemnie, i rozczarowujaco.
        • p_k_79 Re: ufac mezczyznie 10.10.07, 12:33
          No, to raczej oczywiste:) Jednak pamiętanie o tym, co mamy i jak
          jest to ważne i drogocenne, jest pewną ochroną na przyszłość. Kiedy
          nachodzi zniechęcenie rutyną, a na horyzoncie pojawia się jakaś
          ekscytująca pokusa, warto usiąść i zadać sobie pytanie "Czego/Kogo
          można mi zazdrościć".. to naprawdę pomaga przypomnieć sobie, ze ta
          szara rutyna, to skarb:)
        • aroden o :) 10.10.07, 12:34
          wot - racjonalistka w moim guscie :)
          • aroden Re: o :) 10.10.07, 12:36
            y chica bonita - zapomnialem dodac :)))
            • eeela Re: o :) 10.10.07, 12:48
              Si, muchachote :-)
          • dziadek_54 Re: o :) 10.10.07, 18:58
            wot , nie tylko w Twoim :))tylko pomazyc.
            Masz swietny gust.
    • floo77 nikomu ni eufać, zwłaszcza sobie... 10.10.07, 19:18
      Myślę, że w zasadzie nie można ufać nikomu. A to, że zdradza,
      odchodzi, znika bliska osoba to ryzyko wpisane w życie. Nie
      ryzykujesz, nie masz. Można tak żyć, ale nie jest to dobre.

      Myślę, że bardziej można liczyć na znajomych, mimo że przychodzą i
      odchodza. Po prostu mniej się od nich oczekuje.

      Tak w ogóle to sporo się nauczyłam ostatnio:
      - nie przywiązywać się
      - niczego nie oczekiwać
      - nie czuć
      - nie myśleć
      I wtedy da się żyć ;)
      • eeela Re: nikomu ni eufać, zwłaszcza sobie... 13.10.07, 01:01
        > Myślę, że bardziej można liczyć na znajomych, mimo że przychodzą i
        > odchodza. Po prostu mniej się od nich oczekuje.

        Sama przeciez rozumiesz, ze przez to, ze mniej sie od nich oczekuje, nijak nie
        idzie uznac, ze przez to sa obiektywnie bardzej godni podkladania w nich ufnosci
        - jak trafnie napisalas, ryzyko zawodu rosnie z zakresem wymagan, i owi znajomi,
        gdyby zostali postawieni wzgledem szerszego zakresu wymagan, byliby tak samo
        albo bardziej zawodni niz partner.
        • wystep.goscinny Re: nikomu ni eufać, zwłaszcza sobie... 15.10.07, 10:43
          I tu się również zgadzam z szacowną przedpiszczynią ;) To prawda, że
          wobec znajomych mamy niższe wymagania, oczekujemy jednak zazwyczaj
          lojalności.
          Wprowadźmy do układu trochę emocji, ot np. spór o faceta,
          stanowisko, czy co tam jeszcze i wtedy wychodzi na jakich cienkich
          nóżkach opiera się czasami nasza przyjaźń.
      • nemo1968 Re: nikomu ni eufać, zwłaszcza sobie... 15.10.07, 09:38
        > Tak w ogóle to sporo się nauczyłam ostatnio:
        > - nie przywiązywać się
        > - niczego nie oczekiwać
        > - nie czuć
        > - nie myśleć
        > I wtedy da się żyć ;)

        To zabawne, bo ja się coraz bardziej przekonuję do tego, że moja
        nauka to:
        - przywiązywać się
        - dużo oczekiwać
        - czuć
        - myśleć
        I wtedy da się żyć ;)

        Normalnie Twoja szklanka jest do połowy pusta a moja pełna :). I kto
        wie jak smakuje, to co w środku ? ;)
        • viviene Re: nikomu ni eufać, zwłaszcza sobie... 15.10.07, 09:41
          i która prawde zastosowac?
          • nemo1968 Re: nikomu ni eufać, zwłaszcza sobie... 15.10.07, 10:31
            Sama wybieraj :). Przecież każdy ma swój rozum....choć nie każdy
            czyni z niego użytek ;))
    • yagiennka Ops 11.10.07, 14:48
      To jakiś cholerny idealizm :)) Ja mam zupełnie inną sentencję - faceci
      przychodzą i odchodza a przyjaciele zostają. To co u mnie w życiu stałe to
      rodzina, przyjaciele, częśc znajomych. Faceci nigdy.
      • eeela Re: Ops 11.10.07, 15:03
        A ja jednak lubie miec w partnerze takze i przyjaciela.
        • yagiennka Re: Ops 11.10.07, 17:52
          No baa, ja mam zawsze! Co z tego, kończy się związek to kończy się i przyjaźń.
      • kookardka Re: Ops 11.10.07, 16:36
        Też ostatnio coś takiego usłyszałam ... przyjaciele i koledzy
        zostają a żony jak to żony przychodzą i odchodzą ...

        zastanawiam się czy takie podejście nie oznacza, że ktoś
        bardziej wtedy dba o kolegów i koleżanki a o partnerkę nie.

        • yagiennka Re: Ops 11.10.07, 17:56
          Nie to chodzi o coś innego. Miłość jako uczucie bardzo silne i chwiejne łatwo
          się poddaje zmianom. Przyjaźń jest o wiele bardziej stabilna, mniej się poddaje
          emocjom i zawieruchom, od przyjaciół mniej ejdnak wymagamy niż od ukochanego,
          dla przyjaźńi na więcej oko przymkniemy. Od miłości wymagamy i oczekujemy.
          Miłość łatwo przechodzi nawet w nienawiść. Znajomości czy przyjaźńie nie budzą
          takich emocji dlatego sa bardziej stałe.
          • eeela Re: Ops 13.10.07, 01:05
            od przyjaciół mniej ejdnak wymagamy niż od ukochanego,
            > dla przyjaźńi na więcej oko przymkniemy. Od miłości wymagamy i oczekujemy.

            Nie podoba mi sie takie rozumowanie i nie stosuje go. Wlasnie dla milosci
            najbardziej warto wybaczac, przymykac oko, i przede wszystkim wymagac tyle, ile
            samemu jest sie w stanie dac. Jesli ktos wiecej potrafi wybaczyc kumplom niz
            partnerce, kolezankom niz partnerowi, to cos jest bardzo nie w porzadku w takim
            zwiazku.
            • dziadek_54 Re: Ops 13.10.07, 07:31
              To "oczywista oczywistosc" :))
            • kookardka Re: Ops 13.10.07, 09:17
              No właśnie. Bo przecież nie chodzi o oczekiwania i branie,
              chodzi o to, by wspólnie z partnerem dbać o to, by było ciepło,
              miło, szczerze, bezpiecznie - a to samo się nie zrobi, tu trzeba
              dużo pracy włożyć by trwało, ale obie strony powinny chcieć.
              Przymknąc oko, pogadać o wątpliwościach , zadeptać problemy.
              To się dzieje wtedy, gdy zależy obu stronom na bliskiej ciepłej
              relacji. A przyjaciele, znajomi - mniej w takich relacjach emocji,
              nie zwraca się uwagi na pewne zachowania, bo zależy mniej, bo nie
              ma to wpływu na nasze życie, To oni właśnie przychodzą odchodzą,
              bo są bardziej obojętni niż partner, z którym buduje się wspólne
              życie. Dlatego wydaje mi się, że facet, który podchodzi do relacji
              jesteś to jesteś, jak Cię nie ma to też dobrze ( żony przychodzą
              odchodzą) , mówi, że nie jest związany emocjonalnie i generalnie
              to mała strata jak wszystko posypie się w kawałki, bo mu nie
              zależy ...
          • kookardka Re: Ops 13.10.07, 09:09
            Ja myślę, że w przyjaźni czy w znajomościach mniej jest emocji,
            które wpływają na sposób odbioru drugiej osoby. Takie osoby mają
            mniejszy, emocjonalny wpływ na nasze życie - mają swoje życie,
            swoje sprawy, od ich sposobu życia i podejścia do wielu spraw
            nasze nie zależy ( a na pewno w mniejszym stopniu niż od podejścia
            partnera ). Partner jest bardziej częścią naszego życia niż
            przyjaciele, stąd też, tak jak napisałaś oczekiwania są większe.
            Nawet nie wiem czy to dobre słowo "oczekiwania" - raczej chyba
            chodzi o to, czy jego sposób na życie nam odpowiada i czy umiemy
            to zaakceptować. A że nam zależy, to staramy się jakoś dopasować,
            stąd więcej rozmów na tematy związane z byciem razem - co w
            przyjaźni się nie zdarza. Dlatego jak słyszę, ze ktoś podchodzi do
            bliskiej relacji na zasadzie - żony przychodzą odchodzą to mam
            wrażenie, że traktuje kobietę, z którą jest jak parę butów - para
            butów jest dopóki się jest wygodna i da się w niej chodzić , potem
            kupię sobie nową ... bez emocji, lekko i bez żalu, gdy trzeba
            wyrzucić na śmietnik.
    • lacido Re: ufac mezczyznie 11.10.07, 15:03
      zasada ograniczonego zaufania to podstawa
      nie ufam tym których nie rozumiem, nie zna i na których choć raz sie zawiodłam
    • mamba8 Re: ufac mezczyznie 11.10.07, 17:59
      HMmm o ukazywana nieustająco nieufność właśnie doprowadza do różnych
      świnstw. Ja wole udawać, że ufam ale czasem inwigiluję po cichu i
      nic nie daje po sobie poznać.
      • wystep.goscinny Ufać, ufać i jeszcze raz ufać 12.10.07, 10:59
        Sparzyłam się kilkakrotnie, jak chyba każdy, i wiem jak to cholernie
        potrafi boleć. Jednak czy rzucone z satysfakcją 'a nie mówiłam'
        sprawi, że mój ból będzie mniejszy ?
        Nie wyobrażam sobie życia w ciągłej niepewności, w atmosferze
        podejrzeń, zatruwania swojego umysłu bezpodstawnymi domysłami. Nie
        chcę angażować się w związek na pół gwizdka tylko dlatego, że on
        któregoś dnia może odejść. Nie mam zamiaru aby brak zaufania
        zniszczył szczęście, które jest tu i teraz.
        • eeela Re: Ufać, ufać i jeszcze raz ufać 13.10.07, 12:31
          Alez ja sie zgadzam jak najbardziej! Mowie tylko o trudnosciach, jakie czasem
          wystepuja, ze wzgledu na przeszle doswiadczenia. Poza tym wlasnie, zakladajac
          ufnosc, nie tylko wlasny komfort i wspolny komfort pozycia mam na mysli, ale tez
          bycie w porzadku wobec partnera, bo nic nie daje mi moralnego prawa obarczac
          tego, ktory niczym wobec mnie nie zawinil, ciezarem moich przeszlych
          rozczarowan. Nie mam prawa obarczac go swoimi podejrzeniami dlatego tylko, ze
          wiem, ze sa ludzie zdolni do klamstwa. Nigdy nie mialam zadnych przeslanek, ze
          nie moge mu ufac, wiec tez nieufnosc wobec niego bylaby gleboko niesprawiedliwa.

          Tylko niestety czasem wlacza sie ta swiadomosc, ze zawsze, ufajac, narazam sie
          jednak na tej ufnosci zawiedzenie - zwlaszcza wlacza sie wtedy, kiedy czyta sie
          swoje pelne ufnosci posty sprzed laty, przypadajace na dwa dni przed tej ufnosci
          glebokim zawodem ;-)
          • wystep.goscinny Re: Ufać, ufać i jeszcze raz ufać 14.10.07, 20:07
            Ależ wiem, że się zgadzasz :D Zwłaszcza po tym fragmencie, pod którym sama mogę
            się podpisać:
            "Ja swiadomie w zyciu czynie mase zalozen o ktorych wiem, ze narazaja mnie na
            bycie ofiara oszustw, i godze sie z tym. Z przyczyn pryncypialnych."
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=150&w=70266221&a=70277719
            Uważam, że zaufanie (i to nie tylko do partnera, ale w ogóle do ludzi) jest
            bardziej kwestią wyboru i przyjętych zasad niż przeżytych doświadczeń. Zawsze
            wychodziłam z założenia, że ludziom trzeba ufać i chociaż niejednokrotnie się na
            tym przejechałam, mam wrażenie, że bilans jest dodatni (mocno dodatni).
            Zazwyczaj ludzie obdarzeni zaufaniem starają się tego zaufania nie zawieść.
            Nigdy bym się o tym nie przekonała, gdybym nie zaryzykowała.

            Jeżeli chodzi o chwile zwątpienia to oczywiście zdarzają mi się one jak chyba
            każdemu. Wydaje mi się jednak, że jestem na nie uodporniona, gdyż wyobraźnia od
            zawsze podpowiadała mi przedziwne rzeczy, spiskowe teorie dziejów, pomysły super
            przekrętów, morderstw doskonałych i to w najbardziej nieoczekiwanych momentach
            ;) Gdybym choć cześć tego traktowała poważnie ... nie byłoby tego postu, gdyż
            trudno coś napisać będąc zakutanym w kaftan bezpieczeństwa :D
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka