Dodaj do ulubionych

Zona mnie zdradzila - co dalej

IP: *.gen.twtelecom.net 18.08.03, 17:05
Witam wszystkich.
Moj klopot moze jest pewnie stary jak swiat, ale
niestety dotknal mnie i chcialbym przynajmniej poznac
opinie innych co sadza na ten temat, bo byc moze
latwiej bedzie podjac mi jakas decyzje.

Jestem na emigracji w Ameryce od okolo roku. Moja zona
w Polsce. Moj wyjazd wiadomo po co. Po kase, zebysmy
mogli sobie spokojnie jakos poukladac zycie. Ostatnio
dowiedzialem sie, ze przez kilka ostatnich tygodni
prawie co noc mnie zdradzala. Byla z innym facetem.
Jestesmy malzenstwem od 5 lat, a razem sie od 11. Do
tej pory wszystko bylo dobrze. Jej zapewnienia o
milosci do mnie jak najbardziej cieple. W tej chwili
moj swiat runal. Co dalej. Wiem, ze pisze pod wplywem
emocji, ale nigdy nie przypuszczalem, ze cos takiego
moze mnie spotkac. Nigdy nie bylo miedzy nami zle. W
tej chwili obwinia mnie o to, ze jest sama. Poza tym
ich romans (a moze cos wiecej) doprowadza wlasnie do
rozpadu jego malzenstwa. Czy dorosli ludzie czasem nie
maja wyobrazi? Czy kobiety nie moga byc po prostu
wierne? Nie mamy dzieci. Jezeli ktos sie spotkal z
podobnym przypadkiem to niech da znac. Potrzebuje
pomocy....

Doradzcie cos. Blagam

Pozdrawiam

X
Obserwuj wątek
    • Gość: drak Re: Zona mnie zdradzila - co dalej IP: *.pg.com 18.08.03, 17:21
      Współczuję.
      Rok seperacji to bardzo długi czas.
      Osobiście nigdy nie zgodziłbym się na tak długą przerwę.
      To była ryzykowna decyzja i słyszalem że takie przypadki zdarzają się nader
      często.
      Obawiam się że to chyba już koniec waszego małżeństwa.
      Prawdopodobnie nigdy jeje tego nie wybaczysz.
    • mesco Re: Zona mnie zdradzila - co dalej 18.08.03, 18:40
      w koncu twoja stara ma tez potrzeby, prawdopodobnie wieksze niz ty. Tobie
      wystarczalo waleni konia, ona chciala kutasa. Twój pech.

      Zainteresuj sie kobieta od kochanka zony.


      Gość portalu: Zrozpaczony napisał(a):

      > Witam wszystkich.
      > Moj klopot moze jest pewnie stary jak swiat, ale
      > niestety dotknal mnie i chcialbym przynajmniej poznac
      > opinie innych co sadza na ten temat, bo byc moze
      > latwiej bedzie podjac mi jakas decyzje.
      >
      > Jestem na emigracji w Ameryce od okolo roku. Moja zona
      > w Polsce. Moj wyjazd wiadomo po co. Po kase, zebysmy
      > mogli sobie spokojnie jakos poukladac zycie. Ostatnio
      > dowiedzialem sie, ze przez kilka ostatnich tygodni
      > prawie co noc mnie zdradzala. Byla z innym facetem.
      > Jestesmy malzenstwem od 5 lat, a razem sie od 11. Do
      > tej pory wszystko bylo dobrze. Jej zapewnienia o
      > milosci do mnie jak najbardziej cieple. W tej chwili
      > moj swiat runal. Co dalej. Wiem, ze pisze pod wplywem
      > emocji, ale nigdy nie przypuszczalem, ze cos takiego
      > moze mnie spotkac. Nigdy nie bylo miedzy nami zle. W
      > tej chwili obwinia mnie o to, ze jest sama. Poza tym
      > ich romans (a moze cos wiecej) doprowadza wlasnie do
      > rozpadu jego malzenstwa. Czy dorosli ludzie czasem nie
      > maja wyobrazi? Czy kobiety nie moga byc po prostu
      > wierne? Nie mamy dzieci. Jezeli ktos sie spotkal z
      > podobnym przypadkiem to niech da znac. Potrzebuje
      > pomocy....
      >
      > Doradzcie cos. Blagam
      >
      > Pozdrawiam
      >
      > X
      • bezimiennik Re: Zona mnie zdradzila - co dalej 18.08.03, 19:24
        on i jego zona to nasi znajomi. Ona wyjechala na jakis czas do rodziny. Sa
        malzenstwem od kilkunastu lat i maja wspolne jedno dziecko i kilkoro z
        poprzedniego malzenstwa jej. To troche bardziej skomplikowane niz moze Ci sie
        wydawac...
        • Gość: Zdzichu Re: Zona mnie zdradzila - co dalej IP: *.acn.pl 18.08.03, 19:59
          No, skomplikowane jak skomplikowane;) Trudno liczyć na to że ktoś będzie rok
          czasu trwał w celibacie. Tak to już jest. Zamiast rozpaczać, zapytaj się żony
          czy chce z Tobą być po Twoim powrocie. Jak sądzę, odpowie że tak, o ile wrócisz
          na stałe. Więc jak już naciułałeś dolców, to zabierz dupę w troki i wal do
          kraju./ Pozdrawiam
    • Gość: Joanna Re: Zona mnie zdradzila - co dalej IP: ipcop:* 18.08.03, 22:39
      Zawsze myslałam, ze meska przyjaźń jest duzo bardziej wieksza niz wśród kobiet.
      Niestety tutejsze rady sa kompletnym tego zaprzeczeniem. te rady mozna sobie
      wsadzic,,,a problem pozostaje

      mysle, że jesli Ci o tym powiedziała to ma z tego powodu wyrzuty sumienia. Moze
      warto dac sobie szanse.....pod warunkiem, że wrócisz. Poza tym czy mam prawo
      przypuszczać, ze i tobie zdarzyło sie cos podobnego w Ameryce?
      • Gość: a psik Re: Zona mnie zdradzila - co dalej IP: *.zrpa.com / 192.168.1.* 18.08.03, 23:16
        dobre..... wyrzuty suminia - a czemu po (jak maz odkryl) a nie przed ?
      • bezimiennik Re: Zona mnie zdradzila - co dalej 06.09.03, 16:14
        W tym sek, ze zadnych wyrzutow sumienia nie ma, a pierwsze zdania jakie
        powiedziala po tym jak sie dowiedzialem to bylo, ze nie czuje sie winna.
        A co do moich poobnych zdarzen w Ameryce, to nic nigdy mi sie nie zdarzylo, bo
        wiernosc dla mnie (mam nadzieje, ze nadal bedzie) dosyc istotna rzecza.

        Pozdrawiam
        • Gość: alek Re: Zona mnie zdradzila - co dalej IP: 62.29.248.* 17.09.03, 15:33
          Zwiazek oparty na zaufaniu stracił fundament na którym został zbudowany. Jeżeli
          z nią zostaniesz bedziesz cierpiał, jeżeli ją zostawisz tez bedziesz cierpiał
          ale tylko do momentu gdy spotkasz inną. daj sobie siana. Jeżeli znowu gdzies
          wyjedziesz - zrobi to samo. a moze nie bedziesz musział wyjeżdżać.....
          przeżyłem to samo i teraz mam sie bardzo dobrze w innym lepszym związku

          powodzenia
    • venno Jedno pytanie: 18.08.03, 23:47
      Czy dowiedziales sie o zdradzie z wiarygodnego zrodla? Bo wez pod uwage, ze
      moga byc to tylko plotki tak zwanych "zyczliwych". Dobrze radze, powaznie sie
      zastanow!
      pozdr.
      Venno
      • sylwuchna Re: Okazja czyni złodzieja... 19.08.03, 00:39
        ...pewnie i ona pod wpływem emocji posunęła się do takiego czynu. Sama jestme
        kobietą i wiem jak ciężko jest samej kobiecie gdy jej mężczyzna jest tak
        daleko. Nie będę jej oceniać, bo to nie moja działka. Nie będę
        usprawiedliwiać. Najważniejsze abyście poważnie pogadali. Szczerze. Sam
        zobaczysz czy warto jej znowu zaufać i być nadal w tym związku. Trzymaj się
        ciepło.
        • Gość: ja Re: Okazja czyni złodzieja... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.04, 11:16
          Nie rozumiem Was! Podejrzewam, ze oboje doszli do wniosku co do wyjazdu na
          saksy do Stanow, obydwoje wiedzieli na jaki okres czasu.Obie strony maja
          potrzeby lecz mozna nad nimi zapanowac. Mysle, ze nie jest to kwestia potrezb,
          lecz zauroczeniem tej pani przez dobrego znajomego rodziny. Nadarzyla sie
          okazja, bo maz wyjechal, wiec mogla spelnic swoje fantazje i nie omieszkala
          tego zrobic, nawet tego nie zaluje. To zadne wytlumaczenie, ze czula sie
          samotnie, bo ta rozlaka byla zaplanowana i oboje sie na nia zdecydowali- to
          nie fair, ze maz tyra w Stanach a ona daje tylek komu "popadnie" krzywdzac
          przy tym inna osobe i dzieci / bo jak zrozumialam, to zwiazek tego pana tez
          sie sypie/. Nie rozumiem, po co w takim razie ta kobieta skladala przysiege???
    • bezimiennik Dzieki za wypowiedzi 19.08.03, 05:34
      Joanna: Dzieki za zrozumienie. Ona mi tego bezposrednio nie powiedziala.
      Dowiedzialem sie od innych osob i dopiero ona mi to potwierdzila. Nietety nie
      powiedziala "przepraszam", lecz tylko pierwsze slowa to "Nie czuje sie winna"
      To mnie bardzo zabolalo. Mi nic takiego sie w Ameryce nie zdazylo. Wiem co ona
      by wtedy czula, zreszta nie moglbym jej wtedy spojrzec w oczy. Mam bardzo
      stanowcze podejscie do tej sprawy i dlatego nie moge tego zrozumiec. Nie wiem
      jak z szansa, bo ona dalej sie z nim spotyka...

      a psik: Nie jestem pewien jej wyrzutow sumienia. Probuje mnie obwiniac.

      venno: Zrodlo jest jak najbardziej wiarygodne. Dzieci zony tego goscia
      szpiegowali ich. Wiem, ze to nieladne, ale w przeciwnym wypadku nie wiadomo jak
      by to sie ciagnelo. Caly czas sie mocno zastanawiam

      sylwuchna: OK. Rozumiem, ze kobieta potrzebuje faceta, ze czy nie mogla po
      prostu powiedziec "Wracaj!". Wiem, ze w tej chwili nie potrafie sobie tego
      wszystkiego poukladac. To jest dla mnie tragiczne. Rozmowa z nia niczego nie
      wyjasnila.

      Wogole dzieki za wypowiedzi. Bardzo mi to pomaga, bo czuje, ze nie jestem sam.
      Jeszcze raz wielkie dzieki.
      • sexpert Re: Dzieki za wypowiedzi 19.08.03, 05:51
        zostaw szmate. przeciez wyraznie ma cie w dupie a ty jestes slepy i durny. Malo
        to cip z nogami chodzi dookola? Jak ona chce gradz twardzielke, to zagraj 2
        razy twardziej. Szczesciarz jestes ze szmata cie zostawila. Prostytutek takich
        jak ona jest pelno, kazda jedna. Faceci sie za duzo tymi pustoglowymi waginami
        przejmuja: ona mysli cipa bo wie ze ty jestes idiota. Nie wyprowadazaj z bledu.
        • sexpert ty sexpert 19.08.03, 05:52
          sam jestes idiota.
          • sexpert mialem cie z amadrzejszego, seksowny 19.08.03, 05:53
            PODAJ ADRES ZONY!!! CHCE CI UDOWODNIC ZE JA ZJE>>E
            • Gość: HK35 Uwazaj stary........bo to jeszcze nie wszystko IP: *.pekao.com.pl 20.08.03, 13:41
              Wspolczuje, przykra sprawa, ale takie jest zycie. Poradze ci jedno, jezeli zona
              cie zdradzila to znaczy, ze szuka czegos innego, nie sadze, ze chodzilo jej
              tylko i wylacznie o sex. Niestety pokazala ze jej milosc do ciebie jest tyle
              warta co nic. Klamala i oszukiwala, teraz mowi ze cie kocha hahaha a co ma
              powiedziec. Nie jest wykluczone, ze jak wrocisz do kraju to wystapi o rozwod
              (mozliwe ze ty to zrobisz) Co to znaczy? Tylko tyle, ze jezeli twoja zona
              wniosla do waszego wspolnego majatku 2$ a ty 1000$ to znaczy ze przy rozwodzie
              nalezy sie jej 501$. Pomysl o tym, i zrob mi przysluge nie daj sie przekrecic.
              Zycie i swiat jest zbyt piekny by tracic czas na ludzi ktorzy cie krzywdza.
              Podejmij sluszna decyzje i zycze powodzenia.

              PS. wiem ze to niemile ale jak wrocisz do kraju i bedzesz calowal swoja zone to
              pomysl co ona tymi ustami robila jak ciebie nie bylo
      • Gość: aiszka4 korespondencja prywatna IP: srv1:* / 192.168.1.* 21.08.03, 08:41
        napisalam Ci wczoraj cos na priva, wyszlo bardzo dlugasne i nie zapisalo sie w
        wyslanych, wiec nie wiem, czy doszlo do Ciebie,
        daj znac, bo na szczescie mam kopie awaryjna
      • agas71 Re: Dzieki za wypowiedzi 26.08.03, 11:50
        Akurat jestem w podobnej sytuacji. Tj. myśmy się nie rozstawali, i to jest
        chyba jeszcze gorsze. On mnie zdradzał, nie chcąc wcale odchodzić ode mnie, bo
        tak było mu wygodnie i kocha nasze dziecko. Ale ja mam tego dosyć. On postępuje
        jak Twoja żona: obwinia mnie wyszukujac bezsensowne zarzuty, nawet nie
        powiedział przepraszam. Teraz jest grzeczniutki i milutki, i myśli ze sprawa
        się rozmyje, bo jestem łagodną osobą. Ale się nie rozmyje. Jeśli on nie ma
        wyrzutów sumienia, uważa że nie należą mi się wyjaśnienia, rozstanę się z nim.
        Szkoda mi naszego 10 letniego uczucia, naszego 8 miesiecznego dziecka. Ale nie
        jest wart, abym żyła w poniżeniu, bo tak naprawdę on mną pogardzał, że daje
        się "robić w balona". Dawał mi na co dzień do zrozumienia, że jestem mało
        warta, niezdarna, gapa, "pierdoła", "wiedźma", "maruda" ... ile można tego
        wysłuchiwać??? Czytam na forum wiele wypowiedzi zdradzanych osób, w tym
        większości kobiet. I przwie wszystkie mają takie doświadczenia za sobą, to jest
        jakiś schemat, szablon wg. którego wszystko tak samo się odbywa. Na szczęście,
        większość zdradzanych, która zdecydowała się odejść, po jakimś czasie cieszy
        się z tego.
        • bezimiennik Re: Dzieki za wypowiedzi 06.09.03, 16:23

          Wspolczuje Ci sytuacji, bo macie dziecko, a to dodatkowo komplikuje sprawe. Ja
          od swojej zony nie uslyszalem nic co by moglo spowodowac jakas zmiane myslenia.
          I to chyba boli mnie najmocniej. Ona traktuje to jakby nic sie nie stalo. W tej
          chwili mysle, ze bylbym w stanie wybaczyc jeden przypadkowy raz. Chociaz tak
          sobie moge teraz pewnie pisac. Ale premedytacja z jaka ona to robila i glupota
          (wcale sie z tym nie kryla) doprowadza mnie do szalu, bo udowadnia jak slepy
          bylem i jak niemadra ona ...
          Jakby cos to pisz na priv. Moze bedac w podobnej sytuacji bedziemy mogli sie
          wesprzec.

          Pozdrawiam
        • Gość: Byczek Re: Dzieki za wypowiedzi IP: *.dyn.optonline.net 14.10.03, 07:35
          A co maja mowic.Zawsze rozpad zwiazku jest tragedia.Za czesto urazone ambicje
          biora gore i komplikuje sie zycie wielu ludzi(zony.meza, kochanki,kochanka
          dzieci z obu stron)a przeciez to jest tylko "wymiana" partnera zyciowego a po
          kilku latach i tak to nie ma znaczenia jesli jest tylko wola obu stron
    • mily-1 Re: Zona mnie zdradzila - co dalej 21.08.03, 21:04
      Powinnieneś teraz cały szmal, jaki zarobiłeś w stanach wydać na Kurwy....
      • Gość: trex Re: Zona mnie zdradzila - co dalej IP: *.u.mcnet.pl 21.08.03, 22:17
        Nie badz glupi. Znajdz se jakas laske w Stanach. Zawsze to swieze miesko,
        mniam :-)
    • Gość: Yes Re: Zona mnie zdradzila - co dalej IP: *.devs.ac-net.pl 21.08.03, 23:19
      bylam w Stanach prawie 2 lata i wiem, ze jeszcze czestsza (nagminna) jest
      sytuacja odwrotna: tam kazdy prawie Polak ma miejscowa "zone" lub "meza",
      majac ich takze w Polsce. Bylam pytana przez znajome amerykanki, zniesmaczone
      tym, czy to u nas-Polakow normalne -taka moralnosc?
      Na szczescie nie wszyscy. Ty nalezysz do tej chlubnej mniejszosci.
      Ale prawda jest, ze mnostwo malzenstw takich prob- dlugiej rozlaki - nie
      przetrzymuje. Nawet jesli nie bylo zdrady, moze byc ciezko i jakby obco - zycie
      ich nie toczylo sie razem we wspolnym swiecie, tylko w oddzielnych, innych
      swiatach.
      • mickey.mouse Masz stuprocentowa racje 29.08.03, 05:54
        Praktycznie w kazdym zdaniu. Sam jestem w stanach i na codzien widze jak to
        wyglada, miedzy nami polakami (i nie tylko)
    • Gość: hej wszystko zalezy IP: 132.198.175.* 22.08.03, 00:06
      w koncu tyle lat razem byliscie, sprobujcie jeszcze raz. A jej atak na
      ciebie ze nie czuje sie winna to wlasnie dlatego ze czuje sie winna i nie wie
      co z tym zrobic
      • Gość: Wicio Re: wszystko zalezy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.08.03, 23:27
        Dokładnie... Atak najlepszą formą obrony.
        Niemniej uważam, że rozłąka na więcej niż miesiąc to nie jest dobry pomysł.
    • Gość: bloom Nic IP: *.sk2.am.poznan.pl 26.08.03, 00:15
      Poszukaj sobie nowej kobiety. Tej i tak nigdy byś nie wybaczył. Nie macie
      dzieci - to upraszcza sprawę. Wiesz, generalnie związek dwojga ludzi to sprawa
      dobrowolna, nawet trudno mieć do niej pretensje, że chce się wypisać.
      Pozdrawiam i życzę spokoju ducha.
      • Gość: bodo38 Re: Nic IP: *.vc.shawcable.net 26.08.03, 00:43
        Daj jej wolna reke stary.Bylem kiedys w takiej sytuacji.Nigdy nie zapomnisz.Nie
        macie dzieci.....jeszcze prosciej.Siedz w usa,rob kase,wrocisz i znajdziesz cos
        dla siebie.Na niej swiat sie nie konczy.Nie Ty 1,nie ostatni.Pozdrawiam.
    • Gość: bukfa Re: Zona mnie zdradzila - co dalej IP: *.res.east.verizon.net 28.08.03, 19:59
      Zrozpaczony,
      Trzymaj sie, wiem jak to boli. Najbardziej to ze pewnie myslales ze Wam cos
      takiego NIGDY sie nie zdarzy, bo byliscie tak blisko... Ja tez tak myslalam, i
      wielu, wielu innych rowniez. Coz, ludzie sa mali i slabi, nawet Ci najdrozsi
      ktorych chcialibysmy idealizowac.
      Bardzo przykry jest tez brak przeprosin, zalu. Mysle ze to znak ze ona nie jest
      jeszcze gotowa na prawdziwe pojednanie, na powrot do Ciebie. Czy bedzie gotowa
      za jakis czas? Trudno powiedziec. Czy bedziesz umial wybaczyc? Tez trudno to
      teraz wiedziec. Ja jestem w podobnej sytuacji: tez slysze ze mnie ciagle kocha,
      ale wiem ze jescze mysli o tamtej, kontaktuje sie z nia. Ja postanowilam jakis
      czas poczekac, ale zadam po okresie czekania OSTATECZNEJ decyzji. Albo
      calkowita izolacja od niej, zadnych maili, telefonow, zero kontaktu bez mojej
      wiedzy, no i oczywiscie wyrazy skruchy za to co sie stalo - to wtedy ja
      sprobuje przebaczyc i bedziemy odbudowywac malzenstwo ze zgliszczy, madrzejsi o
      to bolesne dowiadczenie. Wiem (bo widzialam) ze cos takiego jest mozliwe. Albo,
      jesli on nie ebdzie mogl sie oderwac, bedzie chcial wiecznie ciagnac
      to "wahanie", to ja niestety sama bede musiala to uciac, bo nie mozna tez dac
      sie ponizac. Trzymaj sie cieplo - naprawde nie jestes sam. Zdradzani/zdradzane
      sa wszedzie. I nie pozwol zeby to zniszczylo Twoje poczucie wlasnej wartosci!
      To nie TY jestes gorszy - to ona byla slaba. Usciski.
      • agas71 Re: Zona mnie zdradzila - co dalej 29.08.03, 12:58
        Czytam to tak jakbym sama napisała. Dokładnie to samiutko! Ile czasu mu dajesz?
        U mojego sprawa wyszła tydzień temu. Owszem, patrzy jak zbity pies, tłumaczy że
        nie chce odchodzić, że chce być ze mną, bo gdyby było mu źle w zwiazku to by
        odszedł, ale zero przyznania się do winy. Więc ja sądzę, że mu poprostu dobrze
        było w takim układzie i dla wygody nie chce odejść. Nie mówi też że się nie
        powtórzy. Zaczęło się od wykrycia SMSów, miał to skończyć, okazało się, że ona
        zmieniła nr tel kom. no i znajomość trwa nadal. mam jej numer. Napisać jej
        coś?? Nie mam dowodu na faktyczną zdradę, ale jeśli ona pisze "też chciałabym
        teraz być z tobą.." to wniosek nasuwa się sam. Wszyscy mi mówią zastanów się
        czego chcesz, a ja nie wiem. On mnie zna i sądzi, ze sprawa po jakimś czasie
        sama się uleży. A skad ja mam wiedzieć, czy się to nie powtórzy? skontaktuj się
        ze mną na priv, chętnie pogadam. Aga
        • Gość: bukfa do Agas71 IP: 136.242.32.* 29.08.03, 20:32
          Napisalam do Ciebie na priv - dostalas? Jak chcesz to pisz: bukfa@gazeta.pl
    • Gość: gosciu Re: Do Zrozpaczonego IP: *.proxy.aol.com 28.08.03, 21:52
      Witaj w klubie jeleni !
      Wszedzie tu czytam o zdradzie dokonanej przez facetow, ale oni musza to z kims
      robic. Z samymi pannami ????
      Nie win sie za odleglosc. To w zdradach jest tylko ulatwieniem.
      U mnie zona nie pracujaca i znalazla sobie fagasa poza moimi plecami. Trwalo to
      8 miesiecy a ja bylem slepy i gluchy.
      U mnie wytlumaczyla sie i przeprosila, wrecz kajala sie, ale nastapily tez zle
      odglosy, bo wine przypisala mnie za 17 lat jakoby nieudanego malzenstwa. Brak
      czulosci i milosci.Nie kazdy facet potrafi to okazac, a do takich zaliczalem
      sie i ja. Ale w koncu nie mialem skokow w bok, cala kasa do domu, kupilem
      mieszkania, wiec to tylko brak fantazji z mojej strony przyczynil sie do tej
      zdrady.Tamten fantazje mial, bo kawaler i to z forsa, poza tym z innej kultury,
      to Europejka byla na pokaz.
      Czy moge Ci cos poradzic ? Sam ze soba walcze od 2 miesiecy.
      Widze u niej chociaz chec poprawy, co jednak poprzedzane bylo ciezkimi walkami.
      Jesli u Ciebie zona nie wykazala zadnej skruchy, to nie mecz sie.
      Nie zapomnisz tej zdrady, bedziesz nie spal po nocach i to rozpamietywal, a ona
      bedzie Ci mowic, ze tego nie zniesie i ze ile mozna walkowac temat.
      To brutalne co Ci powiem, ale w sytuacji tak ewidentnej zdrady i braku checi
      przyznania sie do pomylki, ODEJDZ !
      I zrob to jak najszybciej i zdecydowanie.
      Inaczej dlugo do siebie nie dojdziesz, a forsa ktora tak ciezko zarobiles
      wyplynie. Pamietaj, ze masz wlasna godnosc i czy warto ja poswiecac dla kogos
      kto Cie zwyczajnie olal ?
      Swoja tylko miloscia nie spowodujesz jej. Ona odkryje w Tobie slabego faceta i
      wykreci jak cytryne. Ale moze jestem zbyt radykalny.
      P.S. jeszcze jedna przyszla mi mysl do glowy.
      Jesli nie mozesz tak odejsc jak Ci proponuje, to sprobuj udac, ze jest wszystko
      OK. Pouzywaj jej,a jednoczesnie zacznij szukac osoby, dla ktorej bedziesz cos
      znaczyc. Potem odejdziesz, a ona sama bedzie czuc sie tak, jak Ty teraz.
      Trzymaj sie.
      • bezimiennik Re: Do Zrozpaczonego 06.09.03, 16:30

        Dzieki za wypowiedz. Jakbys przypadkiem jeszcze tu zajzal to napisz na moj
        priv. Mam kilka pytanek. Czy Ty odszedles?

        Pozdrawiam
    • Gość: krochmal Re: Zona mnie zdradzila - co dalej IP: *.crowley.pl 29.08.03, 12:22
      Gość portalu: Zrozpaczony napisał(a):

      > > Doradzcie cos. Blagam
      >

      wyrwij chwasta ..... :-)
    • Gość: pgr Re: Zona mnie zdradzila - co dalej IP: *.blue.pl 29.08.03, 15:06
      Nie przejmuj się ! Najważniesze żeby się nie zakochała.
      Zdradziła, a Ty co świętoszek ?
      • Gość: lm Re: Zona mnie zdradzila - co dalej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.03, 16:52
        uważam, że powinienes ja rzucic bo:
        1. jeśli się zdecydowaliście razem, że Ty wyjeżdzasz harować tam, żeby było wam
        lepiej to ona nie powinna tego robić, ja bym nie mogla tego zrobić, jak to moj
        mąż ciężko haruje, męczy się a ja tu go zdradzam, przecież to brak lojalności
        nie mówiąc już o miłości!
        2. nawet jeśli nie wytrzymała jak tu niektórzy sugerują to sorry, ale człowiek
        wtedy się inaczej zachowuje i nie zdradza regularnie tylko jest przerażony tym
        co zrobil, np za duzo wypił i puściły hamulce, potem stara się unikac tej
        drugiej osoby bardziej się pilnuje itd. mam chłopaka i podrywaja mnie czasem
        rozni kolesie nie mowiac o tym jak jest na szkoleniach i co? mnie jest tylko
        milo ze podobam się innym facetom, ale nie znaczy to że mam z nimi romansowac!

        wiem ze bedzie Ci cieżko, w końcu tak dlugo się znacie, a teraz masz byc z inna
        babka, ale pamietaj czas leczy rany. a ona po tym co widze za jakis czas
        wykreci ci znowu jakis numer bo czegos nie wytrzymala. trzymaj sie! :-)
      • bezimiennik Re: Zona mnie zdradzila - co dalej 06.09.03, 16:10
        Staram sie nie przejmowac, ale poki co to marnie mi to wychodzi. Moze z czasem
        cos sie zmieni. Czy sie zakochala? Chyba nie bo gosc ma zone i dziecko i z tego
        co wiem to to oni juz wrocili do siebie. Moja zona nadal nie wykazuje zadnej
        skruchy.
        A co do swietoszkowania to nigdy w zyciu nie mialem innej kobiety. Czy to
        dobrze, czy zle?

        Pozdrawiam

    • Gość: gelson Re: Zona mnie zdradzila - co dalej IP: *.ne.client2.attbi.com 29.08.03, 21:09
      hej ,naprawde mi przykro z tego powodu i moge ci powiedziec tylko jedno......

      jezeli nie macie jeszcze dzieci odejdz od niej -
      • lale Re: Zona mnie zdradzila - co dalej 31.08.03, 01:37
        wlasnie jak nie ma dzieci to odejdz.Wiem napewno ze nie bedziesz juz mial do
        niej szacunku,caly czas bedziesz o niej myslal zle a tym bardziej jak juz
        bedzie starsza i nie bedzie miala tych gabarytow co wczesniej. Bo niestety z
        czasem to ta wielka milosc mija , zazwyczaj zostaje przyzwyczajenie.Moim
        zdaniem małzenstwo bez szacunku to zadne malzenstwo.
        • bezimiennik Re: Zona mnie zdradzila - co dalej 06.09.03, 16:36
          Staram sie znalezc jakies pozytywne strony dla niej, ale ona nic nie robi w tej
          sprawie. W dalszym ciagu wydaje mi sie, ze szydzi ze mnie. Ostatnio
          powiedzialem, ze potrzebuje jeszcze czasu i do Swiat podejme decyzje. Ona na
          mnie wyskoczyla, ze tyle czasu, ze znowu bedzie musiala czekac itd. Zaczynam
          myslec o tym, ze to chyba faktycznie nie ma sensu, a cala ta historie moge
          potraktowac, jako bardzo dobra lekcje zycia i pomagac innym, ktorzy znajda sie
          w podobnej sytuacji.

          Dzieki za wypowiedz.

          Pozdrawiam
          • barbarella8 Re: Zona mnie zdradzila - co dalej 12.09.03, 23:39
            bezimiennik napisał:
            > staram sie znaleźć pozytywne strony dla niej, ale ona nic nie robi w tej
            sprawie>
            I tu jest "pies pogrzebany" - bo to cały w tym ambarans, aby dwoje chciało
            naraz.
            Nie łudź sie, okazało sie, iz rozłąka pokazała z kim masz do czynienia. Nie
            znałes swojej żony a byc może Twój wyjazd był pretekstem do jawnych zdrad.
            Wyglada na to, ze jej jest dobrze.Właściwie decyzję za rozpad małżeństwa
            przerzuca na Ciebie. Jakież to obłudne. W takiej sytuacji uważam nie ma sensu
            trwać w tym związku-rozwiązku:) - wybór nalezy do Ciebie.Ja rowniez przeszłam
            te lekcję. Mialam dzieci nie odeszłam, poprostu bałam się. Jednak po latach
            doszłam do wniosku, iz to był ogromny błąd. Raz rozbitej wazy juz sie nie
            sklei, zawsze zostana rysy. Byłam całe lata nieszczęśliwa i podejrzliwa.
            Poczucie zdrady przeszkadzało mi normalnie żyć! Właściwie stworzylismy sobie i
            dzieciom niezłe piekiełko. W głębi serca nigdy mężowi nie wybaczyłam zdrady.
            Pozdrawiam serdecznie B.
            • bezimiennik Re: Zona mnie zdradzila - co dalej 19.09.03, 15:18
              barbarella8 napisała:

              > bezimiennik napisał:
              > > staram sie znaleźć pozytywne strony dla niej, ale ona nic nie robi w tej
              > sprawie>
              > I tu jest "pies pogrzebany" - bo to cały w tym ambarans, aby dwoje chciało
              > naraz.
              > Nie łudź sie, okazało sie, iz rozłąka pokazała z kim masz do czynienia. Nie
              > znałes swojej żony a byc może Twój wyjazd był pretekstem do jawnych zdrad.
              > Wyglada na to, ze jej jest dobrze.Właściwie decyzję za rozpad małżeństwa
              > przerzuca na Ciebie. Jakież to obłudne. W takiej sytuacji uważam nie ma sensu
              > trwać w tym związku-rozwiązku:) - wybór nalezy do Ciebie.Ja rowniez przeszłam
              > te lekcję. Mialam dzieci nie odeszłam, poprostu bałam się. Jednak po latach
              > doszłam do wniosku, iz to był ogromny błąd. Raz rozbitej wazy juz sie nie
              > sklei, zawsze zostana rysy. Byłam całe lata nieszczęśliwa i podejrzliwa.
              > Poczucie zdrady przeszkadzało mi normalnie żyć! Właściwie stworzylismy sobie
              i
              > dzieciom niezłe piekiełko. W głębi serca nigdy mężowi nie wybaczyłam zdrady.
              > Pozdrawiam serdecznie B.


              Dzieki za wypowiedz B.

              Wspolczuje Ci ogromnie bo teraz dokladnie wiem co moglas przezywac, albo co
              moga przezywac osoby z podobnym problemem. Ja w tej chwili jestem coraz blizszy
              decyzji o tym zeby jednak zakonczyc ten rozdzial mojego zycia. Wiem, ze nie
              bedzie to latwe, ale chyba bedzie to mniejsze zlo, ktore niestety musze wybrac.
              Niestety nie potrafie sobie w tej chwili wyobrazic niczego, co mogloby nas
              zblizyc. Nie potrafie sobie wybrazic naszego powitania, przytulania, pocalunkow
              itp. Patrzac na jej zdjecie nie czuje sie dobrze. Czuje odraze. Szkoda mi tego
              czasu, ale jak widac uczymy sie dlugo...

              Na pewno dam znac na forum jak sie wszystko skonczylo, bo jezeli ma to pomoc
              innym w wyborze drogi po czyms takim, to bede szczesliwy, ze przynajmniej komus
              bede mogl pomoc.

              Pozdrawiam serdecznie

              Z.
    • bezimiennik Re: Zona mnie zdradzila - co dalej 06.09.03, 16:49
      Chcialem wszystkim podziekowac za wypowiedzi. Jezeli macie kogos z podobnym
      problemem to mysle, ze mozna rozwijac forum zdrada pod tym adresem.
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=12313&t=1061220845788
      Sam ze swojej strony moge podzielic sie moimi przemysleniami.

      Pozdrawiam
    • bezimiennik Re: Zona mnie zdradzila - co dalej 06.09.03, 17:22
      > Czy ona przyznała sie do zdrady, czy ktoś życzliwy pomaga w rozpadzie Waszego
      > małżństwa?

      Zona nie miala wyjscia sie przyznac, bo za duzo sie dowiedzialem. Fakty same
      sie ukladaly. Od jakiegos czasu cos mi nie pasowalo. Pytalem ja o to. Mowila,
      ze wszystko jest OK. Potem sie okazalo inaczej. Nie ma nikogo zyczliwego. Sa
      tylko fakty. Najwiecej informacji dostalem od dzieci zony goscia, ktory sypial
      z moja zona. Pewnego dnia dostalem SMS-a od niej, ze teskni mocno, zwlaszcza
      wieczorem, a jak sie okazalo dwie godziny pozniej byli razem... To jest dla
      mnie potworne.

      > Bardzo trudno utrzymać małżeństwo na odległość. Mieszkając razem bardzo
      łatwo
      > się oddalić, a co dopiero, gdy dzielą Was tysiące kilometrów.
      > Napisz, jakie były Wasze relacje przed wyjazdem, czy jednakowo obydwoje
      > chcieliście poświęcić wspólną codzienność dla kasy, czy wyjazd miał
      zaplanowane
      >
      > ramy czasowe i ile czasu tak na prawdę sie nie widzieliście. Nie jest to
      próba
      > usprawiedliwienia żony, ale należę do tych, co uważają, że kobiety nie
      > zdradzają bez powodu. Pytasz co zrobić? Wypowiem się gdy odpowiesz na
      powyższe
      > pytania, zwłaszcza to z pierwszej linijki. Trzymaj się mimo wszystko!

      W Polsce prowadzilem dzialalosc gospodarcza. Moja zona to ksiegowa, ktora
      pomagala mi w prowadzeniu firmy. Zaczelo sie troche sypac wszystko i wpadlismy
      w dlugi. Po wielokrotnych rozmowach doszlismy do wniosku, ze jezeli udaloby sie
      wyjechac to szybciej moglibysmy odbudowac to co sie zburzylo. No i przez ten
      caly okres bylo dosyc w porzadku. Duzo rozmow. Codzienne sms-ki. Wygladalo
      pieknie. Kasa szla. Tesknilismy. Wielokrotnie podejmowalismy temat mojego
      powrotu. Dla mnie sprawa jest prosta. Samolot, 12 godzin i jestem w domu. Ona
      mowila, ze jeszcze troche, jeszcze to splacimy, tamto... i tak czas lecial.
      Potem to co sie stalo. Zapytalem jej dlaczego nie powiedziala wracaj, gdy juz
      czula, ze cos takiego bedzie. Ona na to, ze to nie rozwiazaloby naszych
      problemow. itd...

      Nie widzimy sie od 28 lipca 2002.

      Dzieki za wypowiedz.

      Pozdrawiam
      • psie.pole Re: Zona mnie zdradzila - co dalej 10.09.03, 20:39
        Też jestem po zdradzie. Jej zdradzie. Jestem z moją dziewczyną 8 lat. To było
        rok temu. Obecnie z jej strony są tylko pretensje, narzekania na mnie (też
        poprzez przyrównywanie do innych facetów), humory, niezdecydowanie,
        zrzędliwość - wszystko to powoduje, że wlaściwie poza łóżkiem i miłymi tez
        czasami wspomnieniami wiele nas nie łączy. Czasami jak się słyszy mimo dobrze
        płatnej pracy, 2 fakultetów i doktoratu "że się jest człowiekiem niezaradnym"
        to mam ochotę wywalić ją z domu. Ona oczywiście jest na moim utrzymaniu. Od
        kiedy mnie zdradziła to ja już tylko szukam kogoś innego, niestety wybór jest
        bardzo kiepski i tkwię w tym jeszcze. Mimo, że mieszkamy razem zacząłem
        prowadzić życie "podziemne". Pocieszyłem się kilkakrotnie, ale to nie było to.
        Nie warto. Tak sobie napisałem o sobie, żebyś wiedział, że nie tylko ciebie to
        spotkało.

        • Gość: Kasia Re: Zona mnie zdradzila - co dalej IP: *.acn.pl 10.09.03, 22:46
          Chciałąm napisac coś od siebie. Mimo tego, że jestem jeszcze młoda, to jednak
          czuję się czasem dojrzalsza od niektórych...chodzi o to, że dla mnie nie ma
          czegoś takiego, e jak człowiek kocha, tak prawdziwie, to zdradza. Wiele osób
          pisało do mnie"jestes głupia, jeszcze życie da Ci w d...". byc może, zycie nie
          jest takie piękne i różowe. Ale jednak można mu zaufać. Nie każdy zdradza.
          Wierzę w to, że niektórzy nawet jesli w młodym wieku wiedzą, ze seks bez
          miłości nie istnieje, to potrafią się tego trzymać. Może trochę idealizuję tn
          świat, ale wierzę w siebie i swojego partnera. Jego kumple zarzucają Mu, że
          jesli gada, że "seks bez miłości dla Niego nie istnieje", to jest idiotą. Ja
          tego nie rozumiem, zupełnie. Wiem, ze sa faceci, którzy są wrażliwi, uczciwi,
          którzy czują jak kobiety(czasem potrafią nawet mocniej kochac niż my). Co o tym
          myslicie?niektórzy twierdzą, że plotę bzdury i wierzę w bajki. Niech sobie
          myślą co chcą.
          Strasznie współczuję wszystkim zdradzonym. Sama nie wiem jak bym to przeżyła.
          Ale wierzę w was, w to, że jesteście cudownymi ludźmi i że nie tak nie musiało
          być. Dla was tez zaswieci słonce. Może pojawi się ktoś, kto was doceni...i
          zmieni trochę wasze życie!Ściskam mocno! jestem z wami całym sercem!
          • Gość: Greg Re: Zona mnie zdradzila - co dalej IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 20.09.03, 17:40
            czesc Kasiu, czytam juz nie pierwsza Twoja wypowiedz i czyta mi sie to zawsze z przyjemnoscia, cieszy mnie to, ze potrafia byc na tym zepsutym swiecie normalne osoby, pozdrawiam
          • Gość: Ania Re: Zona mnie zdradzila - co dalej IP: 80.51.242.* 20.09.03, 19:30
            Hej ! Przeczytalam Twojego posta pare dni temu i jakos tak sporo o tym
            myslalam. Nie bylam nigdy w takiej sytuacji jak Ty. Wiec w sumie niewiele mam
            do napisania, ale chcialam , zebys wiedzial , ze ktos tam czasem trzyma za
            Ciebie kciuki, by wszystko ulozylo sie dobrze. Poza tym wydajesz sie mila
            osoba.
            Szkoda mi, że sie znalazles w takiej sytuacji. Starej jak swiat , nie ?
            Wiesz ja na Twoim miejscu nie wracałabym do niej. Wiem , ze na pewno sie
            boisz, taka utrata gruntu pod nogami , to na pewno musi bolec. Ale jakos
            zachowujesz duzo rozsadku. Zobacz, nie widziales jej juz rok...
            Dobrze, ze nie macie dzieci.
            Koncze, bo glupio mi cokolwiek pisac. Daj sobie i czasowi czas.
            Trzymam za Ciebie kciuki. Pozdrawiam bardzo serdecznie. Trzymaj się !
            • bezimiennik Re: Zona mnie zdradzila - co dalej 20.09.03, 20:54
              Dzieki za cieple slowa. Zawsze to troche lzej na duszy :)

              Nie zycze nikomu nigdy takiej sytuacji. To jest potworne. Chyba nie ma slow,
              zeby opsiac co ja w tej chwili czuje. A trwa to dopiero miesiac. Co bedzie
              dalej nie wiem. Ostatecznej decyzji jeszcze nie podjalem, ale chyba nie bedzie
              to decyzja o wspolnym, dalszym byciu ze soba. Nie jest to niestety proste. Poza
              tym nie moge sobie tego wyobrazic. Szczegolnie, jezeli bylem calym soba oddany
              dla tego zwiazku. Nie wiem, czy juz pisalem o tym, ale niedlugo przed tym jak
              sie dowiedzialem o Tym, chcialem zapytac moja zone o to czy przypadkiem nie
              czas juz na dziecko. Powiedzialem jej. Jej reakcja na to nie byla taka jak sie
              spodziewalem... Nie zrobilo jej sie specjalnie przykro. Nie chce, zeby wyszlo
              na to, ze ja oczerniam. To raczej rodzaj autousprawiedliwienia dla mnie. Musze
              podjac decyzje...

              Jakos sie trzymam. Zawsze w zyciu kieruje sie dewiza: "moglo byc gorzej" :)

              Pozdrawiam

              Z



              • Gość: Ania Re: Zona mnie zdradzila - co dalej IP: 80.51.242.* 20.09.03, 21:09
                Hej ! Wpadlam zobaczyc co tu slychac a tu juz mi odpisales. Milo mi sie
                zrobilo. Wlasnie , bedzie lepiej bo gorzej to juz chyba nie moze.
                • bezimiennik Re: Zona mnie zdradzila - co dalej 20.09.03, 21:49
                  Milo mi, ze zrobilo Ci sie milo :)

                  Na pewno jeszcze bede pisal na moj temat. Moze bede mogl potem pomoc innym.
                  Pozdrowienia z drugiej strony naszej malej planetki :)

                  Z
              • barbarella8 Re: Zona mnie zdradzila - co dalej 21.09.03, 22:28
                < Masz rację,moglo sie skonczyc jeszcze gorzej,
                < wiec bądź silny, nikt za Ciebie nie podejmie decyzji
                < zgadzam sie nie jest to proste
                < co sie stało, to sie nie odstanie
                < zycie boli, z faktami się nie walczy
                < może spróbujesz wybaczyć, o ile Ona tego pragnie
                < i mozesz przedłuzyc "agonię" Twojego małżeństwa
                < i zamienic swoje zycie w koszmar
                < wszystko możesz zrobić
                < życzę spokoju, konsekwencji i zyczliwych ludzi wokół siebie <B>
    • megxx Re: Zona mnie zdradzila - co dalej 22.09.03, 16:10
      Czy możesz odpowiedzieć na pytanie, które zadałam Ci na forum zdrada: co żona
      na to, czy widzi jakąś waszą wspólną przyszłość?
      Co Ty na to, czy spróbujesz ratować związek. Jeżeli tak to co Ty jeszcze robisz
      w tej Ameryce.
      • ojlili Re: Zona mnie zdradzila - co dalej 22.09.03, 19:43
        co dalej...
        Jesli moge uchylic rabka tajemnicy..z cyklu "przewrotna babska natura - ja to
        widze tak...
        Poniewaz wyglada na to ze tamten związek nie ma szans powodzenia.../a
        romanse
        bez przyszłosci statystycznie trwaja ok.2 lata/
        Nalezy przeczekac...
        To trudne,wiem..ale najwazniejsze jest to czy jestes jej w stanie wybaczyc.
        Jezeli tak -to spokojnie powiedz swoje i odsun sie od niej ..

        Najlepiej znajdz sobie jakas przyjaciółke..z ktora bedziesz sie spotykal,
        rozmawial...
        Tu nie chodzi o pokazówke,zeby żona widziala /ona i tak sie dowie./
        Tu chodzi o Ciebie żebyś nie cierpiał.A wszystko sie jakos ułoży.
        Musisz o niej po prostu "zapomnieć",na jakis czas .....zamienic na inne
        atrakcje.

        Jeżeli żona nie bedzie chciała być z Tobą to i tak nie ma sensu....Najgorsze
        co mozesz robic to nalegac,wymagac i żadac!!!
        To kobiety odstrecza!

        Najlepsze co możesz zrobic to ją wysłuchac...i przeprosic./Uwielbiamy być
        przepraszane bez wzgledu na racje!!!/
        Jeżeli bedzie Ci niechetna zrób to krotko ale szczerze i tak zeby
        zapamietała:powiedz że teraz dopiero ją rozumiesz,ze nie wiedziales i ze Ci
        przykro czy cos w tym rodzaju.
        Jezeli kontakt z nia jest "jaki taki" sprobuj kolacji , kwiatów /ale licz sie
        z
        tym że wyjadą na smietnik!!!/I ....nie miej do niej żalu....

        Z punktu widzenia kobiet ma swoją racje.
        Została sama - a my bardzo potrzebujemy mezczyzn.Burczymy...dąsamy sie ..ale
        Was potrzebujemy.
        Na ogół -chcemy być silne...ale nie wszystkie jestesmy.....Najpierw godzimy
        sie
        zostac same -nie wiedząc na co tak na prawde przystajemy a potem nie radzimy
        sobie z tym.
        A potem -oczywiscie -winimy Was.Tak na wszelki wypadek...

        Kiedy juz to bedziesz mial za sobą -po prostu odsun sie i daj jej spokoj.
        Tamten romans musi miec czas żeby sie wypalic.

        Jest takie bardzo celne powiedzenie "Kobieta to dziwne stworzenie:kiedy
        chcesz
        ją dotknąc ...bedzie uciekać...kiedy spróbujesz odejść ..pójdzie za Tobą"

        Jest w tym wiele racji.Pójdzie za Tobą.Ale najpierw musisz zdecydowac sie
        odejść.
        Kiedy wróci...po miesiacu,dwoch a może dwoch latach ....jezeli Ty jeszcxze
        bedziesz czekał..-tylko mocno ja przytul..i nigdy do tego nie wracajcie.

        Byc moze zdarzy sie ze bedziecie lepsza para nie dotychczas,w tym celu jednak
        w
        zadnym razie nie możecie pozostac rozdzieleni.
        powodzenia!
        :)

        PS.cos mi system robi zarty ..wkleja moje posty jako odrebne watki.
        • Gość: Ania Re: Zona mnie zdradzila - co dalej IP: 80.51.242.* 22.09.03, 20:18
          Niezla idealistka jestes. Nie podoba mi sie Twoja rada odnosnie przepraszania.
          Brzmi to jak jakis zart. Za co on ma ja przepraszac. " Przepraszam kochanie,
          że mnie zdradzilas...." Przepraszac powinien ten , ktory zawinil. Ale moze ja
          sie nie znam , choc jestem kobieta. Mnie Twoje argumenty nie przekonuja.Ale
          kazdy ma prawo myslec inaczej.

          -Mamo , a ona powiedziala, ze jestem glupia !
          -Natychmiast przepros siostre !
          -Przepraszam cie.... ze jestes glupia.



          Bezimienny , jak tam ? Co slychac po drugiej stronie Atlantyku ? Pozdrawiam
          Cie serdecznie. I trzymam kciuki ;)
          • ojlili Re: Zona mnie zdradzila - co dalej 22.09.03, 23:07
            Rzecz nie miala być o tym co sie Tobie podoba tylko co robic ...jak sie
            domyslam - żeby bilans byl dodatni/
            chocby sie to komus nie podobalo..
            ojlili:):)
          • bezimiennik Re: Zona mnie zdradzila - co dalej 23.09.03, 02:37
            > Bezimienny , jak tam ? Co slychac po drugiej stronie Atlantyku ? Pozdrawiam
            > Cie serdecznie. I trzymam kciuki ;)

            Jakos pomalutku. Zycie po tej stronie biegnie troche innym tempem, ale jest
            spoko. Poza tym, ze moja psychika troszke szaleje. No niestety jakos trzeba
            brnac do przodu.

            Pozdrawiam

            Z
        • bezimiennik Re: Zona mnie zdradzila - co dalej 23.09.03, 02:26
          Czesc. :)

          > co dalej...
          > Jesli moge uchylic rabka tajemnicy..z cyklu "przewrotna babska natura - ja to
          > widze tak...
          > Poniewaz wyglada na to ze tamten związek nie ma szans powodzenia.../a
          > romanse
          > bez przyszłosci statystycznie trwaja ok.2 lata/
          > Nalezy przeczekac...
          > To trudne,wiem..ale najwazniejsze jest to czy jestes jej w stanie wybaczyc.
          > Jezeli tak -to spokojnie powiedz swoje i odsun sie od niej ..

          OK. Mi sie nigdzie nie spieszy. Moge sobie poczekac. Mam co robic. Mam miliony
          zainteresowan, bande przyjaciol i takie tam. Zreszta odsuwanie od niej robi mi
          sie automatycznie. Kontakty staja sie coraz suchsze i jest tak sobie. Po
          rozmowach telefonicznych, ktore do niczego nie prowadza, przewaznie dostaje od
          niej SMS-a z przeprosinami. Kilka razy ja wybuchnalem co zdarza mi sie
          niezmiernie rzadko. No ale jak widac kobiety potrafia doprowadzic do roznych
          stanow :)

          > Najlepiej znajdz sobie jakas przyjaciółke..z ktora bedziesz sie spotykal,
          > rozmawial...

          Pewnie tak bedzie. Ale to tez nie wiem kiedy... Tzn. jezeli chodzi o jakas tak
          blizsza...

          > Tu nie chodzi o pokazówke,zeby żona widziala /ona i tak sie dowie./
          > Tu chodzi o Ciebie żebyś nie cierpiał.A wszystko sie jakos ułoży.
          > Musisz o niej po prostu "zapomnieć",na jakis czas .....zamienic na inne
          > atrakcje.

          W ktorejs rozmowie powiedziala mi, ze jak nie bede chcial byc z nia to trudno.
          Potem tak juz nie mowila. Emocje?

          > Jeżeli żona nie bedzie chciała być z Tobą to i tak nie ma sensu....Najgorsze
          > co mozesz robic to nalegac,wymagac i żadac!!!
          > To kobiety odstrecza!

          Ja niczego od niej nie wymagam, niczego nie zadam, nie nalegam. Czekam. Szala
          wyboru caly czas w pionie, ale wydaje mi sie, ze przesuwa sie na "nie". Co
          bedzie dalej? Na pewno wszystko napisze :)

          > Najlepsze co możesz zrobic to ją wysłuchac...i przeprosic./Uwielbiamy być
          > przepraszane bez wzgledu na racje!!!/
          > Jeżeli bedzie Ci niechetna zrób to krotko ale szczerze i tak zeby
          > zapamietała:powiedz że teraz dopiero ją rozumiesz,ze nie wiedziales i ze Ci
          > przykro czy cos w tym rodzaju.

          No nie wiem. Trudno jest mi przepraszac, bo jakos nie za bardzo czuje sie
          winny. Moze kiedys, jak bede myslal o tej sytuacji jako fajnie smiesznym
          epizodzie z mojego zycia. Tylko kiedy to bedzie i co ja bede wtedy robil...

          > Jezeli kontakt z nia jest "jaki taki" sprobuj kolacji , kwiatów /ale licz sie
          > z
          > tym że wyjadą na smietnik!!!/I ....nie miej do niej żalu....

          Jestesmy od siebie ciutke za daleko, zeby sobie cos takiego urzadzac.
          Przynajmniej narazie. Zal mam. Pewnie jeszcze troche bede mial. W koncu to nie
          ja poszedlem do lozka z kims innym.

          > Z punktu widzenia kobiet ma swoją racje.
          > Została sama - a my bardzo potrzebujemy mezczyzn.Burczymy...dąsamy sie ..ale
          > Was potrzebujemy.
          > Na ogół -chcemy być silne...ale nie wszystkie jestesmy.....Najpierw godzimy
          > sie
          > zostac same -nie wiedząc na co tak na prawde przystajemy a potem nie radzimy
          > sobie z tym.
          > A potem -oczywiscie -winimy Was.Tak na wszelki wypadek...

          A czy wy Kobiety umiecie czasem powiedziec, a potem zrobic, a nie odwrotnie.
          Nie pisze tego oczywiscie do wszystkich kobiet. Istnieje przeciez cos takiego
          jak rozmowa, kompromis.

          > Kiedy juz to bedziesz mial za sobą -po prostu odsun sie i daj jej spokoj.
          > Tamten romans musi miec czas żeby sie wypalic.

          OK.

          > Jest takie bardzo celne powiedzenie "Kobieta to dziwne stworzenie:kiedy
          > chcesz
          > ją dotknąc ...bedzie uciekać...kiedy spróbujesz odejść ..pójdzie za Tobą"
          >
          > Jest w tym wiele racji.Pójdzie za Tobą.Ale najpierw musisz zdecydowac sie
          > odejść.
          > Kiedy wróci...po miesiacu,dwoch a może dwoch latach ....jezeli Ty jeszcxze
          > bedziesz czekał..-tylko mocno ja przytul..i nigdy do tego nie wracajcie.

          Tylko pytanie czy ja chce, zeby wrocila. Oczywiscie nie wiem co bedzie za jakis
          czas. W tej chwili nie moge patzec nawet na jej zdjecie.

          > Byc moze zdarzy sie ze bedziecie lepsza para nie dotychczas,w tym celu jednak
          > w
          > zadnym razie nie możecie pozostac rozdzieleni.

          No nie wiem...

          > powodzenia!
          > :)

          dzieki

          > PS.cos mi system robi zarty ..wkleja moje posty jako odrebne watki.

          A z tym pytaniem to do jakiegos komputerowca :)

          Teraz pare pytan do Ciebie. Skad jestes, ile masz lat i jakie masz
          doswiadczenia z facetami (maz, chlopak)...

          Pozdrawiam goraco.

          Z
      • bezimiennik Re: Zona mnie zdradzila - co dalej 23.09.03, 00:43
        Czesc.
        Moja zona w pewien sposob traktuje to jako jakas taka drobnostke. Cos
        porownywalnego do kataru. Nie wiem. Deklaracje do przyszlosci. Raczej pytania.
        W ktorejs rozmowie obiecala, ze nigdy juz tego nie zrobi. OK. Fajnie. Tylko ja
        od miesiaca nie mam pojecia co o tym myslec. Pytasz, czy jestem w stanie
        ratowac moje malzenstwo za wszelka cene. Mysle, ze nie jestem jeszcze w stanie
        odpowiedziec na to pytanie. Gdybym mial teraz, w tej chwili nakaz odpowiedzi to
        powiedzialbym stanowcze NIE. Dlaczego? Bo tak wlasnie w tej chwili mysle. Ale
        jest malo "ale". Za kilka godzin bede myslal inaczej. I tak schemacik sie
        powtarza. To ciutke meczy i mysle, ze wiekszosc ludzi z tym problemem mialo
        podobnie. Co do powrotu to sytuacja jest taka, ze tuz po tym jak sie
        dowiedzialem zapytalem, dlaczego skoro czula sie samotna i nie mogla wytrzymac
        to nie powiedziala "wracaj!". Mamy male minusy finansowe i w takiej chwili
        mowi, ze to nie rozwiazuje naszych klopotow w Polsce. No i mamy male co nieco.
        Nasz zwiazek na jednej szali, na drugiej rozsadek i kasa. Reszte chyba kazdy
        moze sobie dopowiedziec...

        Pozdrawiam

        Z
        • megxx Re: Zona mnie zdradzila - co dalej 23.09.03, 08:00
          A jaki jest najgorszy scenariusz? Sztucznie utrzymywany związek dla
          wyregulowania spraw finansowych, a uczucia się nie liczą, sam nie wiesz czego
          chcesz, to znaczy, że nie zależy Ci na żonie, a tylko jeszcze tego nie umiesz
          przyznać sam przed sobą. Bo gdyby było inaczej miałbyś inne podejście do
          sprawy. Wróżę rozwód prędzej, czy później.
          Ludzie nie zdają sobie sprawy co znaczy dla związku rozłąka na więcej niż
          miesiąc, dwa, jakie to skutki ma na przyszłość. Tylko najsilniejsi mogą to
          wytrzymać.
          Właściwie wszystkie decyzje zwaliłeś na głowę żony, nawet to, że jak jej było
          ciężko, mogła powiedzieć "wracaj", a Ty co-wtedy byś wrócił, a teraz już Ci się
          nie spieszy? A przecież jest jej ciężko.
          Czy istnieje opcja, że zajrzysz do Polski np. na urlop?
          • ojlili Re: Zona mnie zdradzila - co dalej 23.09.03, 12:07
            Bezimienny...pytasz o cos wiecej o mnie...
            mieszkam w Polsce ,mam kilkunastoletniego syna i od mniej wiecej 1,5 roku
            trenuje temat:)

            Poczatek byl jak w w wiekszosci małżeństw:wraz z trudnosciami finansowymi -
            pojawily sie trudnosci w komunikacji...ja potrzebowalam rozmawiac -on wolal
            pocieszac sie po swojemu,wiec ja sie dasalam -na co On znikal z domu.
            Wreszcie pojawila sie wyrozumiala przyjaciólka z pracy..która w dodatku
            wiedziala jak zagospodarowac /z udziałem oczywiscie mojego oczadzialego na
            jej punkcie męża/nasze oszczednosci calego zycia.
            Typówka taka że jeszcze niedobrze mi sie robi jak pisze.

            Nie bede znudzac swoja historia, która choć odmienna od Twojej - miesci sie w
            schematach i stereotypach aż boli ...
            historia ta pomimo że jeszcze nie zakonczona.../jeszcze nie wiem czy zostaniemy
            razem/ ..wiele mnie nauczyła ..
            m.in tego,że wiem , że gdyby jeszcze raz mi sie przydarzyla -niczego nie
            umiala bym uniknąć.
            Bo czesto nie da sie rozumem reagowac tam gdzie grają emocje.
            A wydaje mi sie że niepoddawanie sie emocjom oraz umiejetnisc zrozumienia
            motywacji drugiej strony- to czesto klucz do powodzenia.

            Dlatego wszystkim majacym problemy z calego życze dystansu, wyrozumialosci
            chłodnej krwi i stanowczosci ktorych mi niejednokrotnie zabraklo.

            ojlili:)
          • bezimiennik Re: Zona mnie zdradzila - co dalej 23.09.03, 15:16

            > A jaki jest najgorszy scenariusz? Sztucznie utrzymywany związek dla
            > wyregulowania spraw finansowych, a uczucia się nie liczą, sam nie wiesz czego
            > chcesz, to znaczy, że nie zależy Ci na żonie, a tylko jeszcze tego nie umiesz
            > przyznać sam przed sobą. Bo gdyby było inaczej miałbyś inne podejście do
            > sprawy. Wróżę rozwód prędzej, czy później.

            Spotkalem sie z innymi, gorszymi scenariuszami. Moglismy miec dzieci. Moglismy
            byc starsi itd. Nasz zwiazek nie byl sztucznie utrzymywany. Uczucia zawsze byly
            dla mnie na pierwszym miejscu. Poswiecilem sie calym soba dla tego zwiazku od
            poczatku jego trwania. Oczywiscie jak w kazdym zwiazku byly wzloty i upadki,
            ale to chyba normalne. Zawsze dazylem do kompromisu, do zrozumienia.
            Spelnialismy nasze marzenia wspolnie sie wspierajac.

            Faktycznie w tej chwili sam nie wiem czego chce, ale to nie znaczy, ze nie
            zalezy mi na niej. Gdyby mi nie zalezalo to rozstalbym sie z nia i zaczal cos
            ukladac od nowa. a jednak jest we mnie jeszcze uczucie. Uczucie, ktore nie
            pozwala mi tego zrobic. Wydaje mi sie tylko, ze ogien mojego uczucia
            zostal "lekko" przygaszony. Jezeli kiedys calkowicie zgasnie to moze bedzie mi
            latwiej podjac o rozstaniu. Jezeli rozpali sie na nowo to moze pozwoli wymazac
            z pamieci kawalek przeszlosci...

            > Ludzie nie zdają sobie sprawy co znaczy dla związku rozłąka na więcej niż
            > miesiąc, dwa, jakie to skutki ma na przyszłość. Tylko najsilniejsi mogą to
            > wytrzymać.

            Zgodze sie z Toba. Jednak decyzje o wyjezdzie podejmowalismy wspolnie
            wielokrotnie o tym rozmawiajac. Wielokrotnie tez byl poruszany temat mojego
            natychmiastowego powrotu. No ale roztrzasanie tego nie ma w tej chwili sensu.
            Chyba zona okazala sie byc z grupy nie tych najsilniejszych...

            > Właściwie wszystkie decyzje zwaliłeś na głowę żony, nawet to, że jak jej było
            > ciężko, mogła powiedzieć "wracaj", a Ty co-wtedy byś wrócił, a teraz już Ci
            się nie spieszy? A przecież jest jej ciężko.

            Zadnych decyzji na glowie zony. Decyzje tylko wspolne, przedyskutowane. Co bym
            wtedy zrobil. Mysle, ze odpowiadanie w tym momencie nie ma sensu.Zawsze to ona
            mowila: "co z naszymi problemami". To nie jest zwalanie winy na nia. To sa
            fakty. Napisalas, czy teraz mi sie nie spieszy. Zapytalem ja znowu, co ona na
            powrot, ale zanim mi odpowiedziala, juz znalem odpowiedz. Wiec tylko
            utwierdzila mnie w przekonaniu. Czy teraz jest jej ciezko? Nie wiem. Pracuje na
            pol etatu majac duzo dnia do dyspozycji. Chodzi na silownie, basen, spotyka sie
            z kolezankami. Pewnie, ze jej ciezko. :)

            > Czy istnieje opcja, że zajrzysz do Polski np. na urlop?

            Nie za bardzo. Skonczylem wize, wiec urlop poki co jest jednokierunkowy :(
            Czekam na szanse pozostania tutaj.

            Rozwod? Po pierwszych paru dniach juz podzielilem wszystko i juz mialem sie
            rozchodzic. Potem wszystko troche sie uspokoilo. Teraz trwam w niepewnosci "co
            dalej?". Bede informowal na biezaco.

            Pozdrawiam

            Z


            • megxx Re: Zona mnie zdradzila - co dalej 24.09.03, 08:48
              Gdyby mi nie zalezalo to rozstalbym sie z nia i zaczal cos
              > ukladac od nowa. a jednak jest we mnie jeszcze uczucie. Uczucie, ktore nie
              > pozwala mi tego zrobic. Wydaje mi sie tylko, ze ogien mojego uczucia
              > zostal "lekko" przygaszony. Jezeli kiedys calkowicie zgasnie to moze bedzie
              mi
              > latwiej podjac o rozstaniu. Jezeli rozpali sie na nowo to moze pozwoli
              wymazac
              > z pamieci kawalek przeszlosci...

              O ile mi wiadomo ogień niepodsycany wygasa samoczynnie. Co Ty chcesz zrobić z
              tej oddali, by ze swojej strony przyłożyć choć odrobinę do tego ognia.
              Jeżeli nie działasz zgadzasz sie na to w czym tkwisz.
              Czy żona nic a nic nie mówi jak widzi przyszłość? Czy zapytałeś ją, czy wybiera
              Ciebie, czy wie, co to znaczy(że drugiej szansy nie będzie)?
              Bardzo trudno zaakceptować fakt zdrady i jakoś się z tym pogodzić, to wymaga
              czasu, ale z dyskusji prowadzonych na innym forum o sile zdradzonych wynika, że
              maja tą siłę po odkryciu zdrady, siłę do odbudowania związku(bo to oni jakoś
              dyktują warunki). Tak więc po decyzji, że żona chce dalej być a Tobą, po Twojej
              decyzji, że chcesz z nią być, trzeba działać. Inaczej ogień zgaśnie sam. Tylko
              do kogo potem z pretensjami?
    • Gość: gosciu Re: Do zrozpaczonego (i nie tylko) raz jeszcze IP: *.dip.t-dialin.net 23.09.03, 14:56
      Witam ponownie.Mysle, ze Twoje stany, tj hustawka nastrojow od nienawisci do
      do milosci, to typowy stan,zwlaszcza, ze minal dopiero miesiac.
      U mnie jest to samo, mimo ze uplynely prawie 3 miesiace.Tak jak u Ciebie
      przyczyna zdrady byla Twoja nieobecnosc, tak u mnie danie zonie duzej swobody
      przez rok.Wasz zwiazek juz nigdy nie bedzie taki jak byl,niezaleznie od tego
      czy sobie wybaczycie i jak ulozycie stosunki. U mnie niby zona mnie
      przeprosila, ale pobrzmiewaja ciagle nuty, ze to przeze mnie,moja obojetnosc.
      Ze szukala ciepla u mnie i go nie znajdowywala.A jak znalazla u obcego,
      przypadkowo zreszta, to dala sie pochlonac. Dodatkowo doszly liczne wyjscia w
      celach odreagowania mojej obojetnosci.
      Nawet nie przypuszczalem, ze cos takiego moglo sie przytrafic. Niby, podobno,
      nic nie zaszlo, poza spotkaniami w lokalach i rozmowach,ew. tancach, moze
      trzymaniem sie za pod rece, ale w gruncie rzeczy nie dysponuje maszynka do
      wykrywania klamstw. Pocieszajace jest nie utrzymywanie zadnych kontaktow z
      tamtym osobnikiem od juz ponad 3 miesiecy.Brak checi do opuszczania
      domu.Planowanie wspolnej przyszlosci, pod warunkiem ze bedziemy sie rozumiec i
      dobrzy dla siebie.
      Ale z drugiej strony, i to jest dla Ciebie bardzo wazna informacja, charakter
      zony i jej stosunek do mnie ulegl radykalnej zmianie. Stala sie osoba
      niezwykle zdecydowana, potrafi pokazac, ze moze odejsc, jesli bede dalej
      drazyl temat jej zdrady, poddaje w watpliwosc moja wiernosc.
      Zauwaza i komentuje moje wady. W zaowalowany sposob sprzedaje mi informacje,
      jaki powinien byc facet, czego mi brakuje.To wszystko przez fakt obcowania z
      tamtym osobnikiem + znajomosci podczas wymykania sie z domu.
      Kiedy Ty i ja skupialismy sie na pracy i utrzymaniu rodziny, one poszukiwaly
      moze i podswiadomie mezczyzn, ktorzy poswieca im uwage. Mala wedka i stalo
      sie.Faceci w zdobywaniu kobiet,potrafia byc bezwzgledni i czesto po pewnym
      czasie agresywni, ale w stosunku do tych kobiet, o ktore zabiegaja. I to
      niestety pociaga wiele kobiet.
      Ale jest i druga strona medalu. Ja zdobylem namiary na tego odwazniaka i
      jeszcze jednego od zabaw.Troche z nimi porozmawialem. Otoz w gruncie rzeczy sa
      to TCHORZE, ktore nie tylko nie przedstawily mi sie, ale zaprzeczaly
      oczywistym faktom, ktore moglem stwierdzic chocby na podstawie bilingow, czy
      wypowiedzi zony. Jakali sie przez telefon, ze czulem ze zjedli by kapcie ze
      strachu.O ew. meskim spotkaniu nie bylo nawet mowy.Znakomicie podzialala na
      jednego informacja, ze jego zona zapewne chetnie dowiedziala by sie o wypadach
      meza z inna mezatka. Jak sobie pomysle, ze z takimi osobnikami moja zona mogla
      miec jakis powazny zwiazek, to mam ochote popedzic do toalety. Zreszta
      powiedzialem jej o tym.Nawet nie moge dac im w przyslowiowa morde, bo jak
      mozna to zrobic gdy oni boja sie spotkac i podac swoich nazwisk ???
      Te informacje zrobily na mojej zonie pewne wrazenie. Pokazalem jej bowiem,
      jak "wspaniali" byli jej adoratorzy. Dzis chce ona miec spokoj, zebym nie
      drazyl tych tematow. Domyslam sie, ze jej samej zrobilo sie wstyd za takich
      partnerow, bo kontakt z nimi ma obecnie zerowy.Zreszta byl to moj warunek
      dalszego malzenstwa, niezaleznie od tego co ona myslala i mysli. Ja obiecalem
      byc czuly. I widzisz, teraz mamy okres proby. Ja osobiscie nie jestem pewien,
      czy kobieta rzeczywiscie bedziemnie cenic, jak bede teraz mily i czuly, czego
      podobno brakowalo w naszym kilkunastoletnim zwiazku. Mam pewne przeczucia, ze
      facet bez zdecydowania i odrobiny chocby szorstkosci, bedzie niezbyt powazany,
      ale coz, odczekam, moze sie myle.
      Na Twoim miejscu, powtarzam, zostawil bym ta kobiete, zwlaszcza ze jestes
      nadal na odleglosc. U mnie jest problem wspolnego codziennego pobytu, dziecka
      i w ogole tylu lat wspolnego pozycia. Moze przy podjeciu takiej decyzji
      pocierpisz ale wierz mi, zywienie sie zludzeniami nie ma sensu.Ja np. lapie
      sie na tym, ze czekam na najmniejszy kontakt polowicy z ktoryms z
      tych "bawidamkow", zeby powiedziec do widzenia, choc z drugiej strony tesknie
      za jej pocalunkami czy ramionami.To naprawde trudno to zniesc. Czy to jest
      jeszcze milosc, nie wiem.
      Pozdrawiam
      • ojlili Re: Do zrozpaczonego (i nie tylko) raz jeszcze 23.09.03, 15:10
        Gosciu ..dlaczego uważasz że czułość oraz zdecydowanie czy szorstkość sie
        wykluczają?
        Przecież nie każemy sie ciumkac 24 godziny na dobę...

        Przytulenie na dzieńdobry lub przed snem /nie mylic z seksem!!/ i "dziekuje
        za pyszny obiadek" z reguły wystarcza.No i czasem jakas kawiarenka czy
        restauracja we dwoje.
        dokładnie tak jest: potrzebujemy meżczyzn silnych i czułych jednoczesnie,
        tak jak wy potrzebujecie kobiet jednoczesnie ciepłych i niezaleznych.
        To sie nie wyklucza!!
        Trzeba tylko odrobiny wysilku i zastanowienia :Tu praca -wiec zdecydowanie i
        niezależność, a tu rodzina: wiec czułość i ciepło.
        Pozdrawiam ciepło i niezaleznie
        ojlili:)
        • Gość: gosciu Re: Do zrozpaczonego (i nie tylko) raz jeszcze IP: *.dip.t-dialin.net 23.09.03, 15:20
          Nie, nie wyklucza sie, szorstkosc i cieplo.
          Ale kiedy jestem czuly i obcalowywuje zone, to zostalem uraczony wieczorem
          powiastka, ze choc jestem inteligentny i dysponuje duza wiedza, to zona widzi,
          ze ona musi byc dla mnie mamusia jak dla corki, choc chciala by sama czuc cie
          przy mnie takim dzieckiem.
          Zona zarzucala mi, ze ja nie calowalem, choc to nieprawda. Kiedy robie to
          teraz, mowi ze ja ciagle oblapiam.
          Zarzucala mi tez, ze jak przychodzilem z pracy to jej nie calowalem na
          przywitanie. Ona wtedy nie pracowala. Owszem, bylo i tak, ale nie zawsze.
          Teraz kiedy ona pare razy w tygodniu wraca pozniej z pracy niz ja, nie
          przyjdzie jej nawet na mysl, ze po wejsciu powinna mnie pocalowac na
          przywitanie.Potrafi nawet powiedziec, ze jest zmeczona i zebym poczekal jak
          sie rozpakuje. Dokladnie to samo mowilem kiedys do niej ja, o co miala
          pretensje i argumentuje, ze umawiala sie m.in przez to z obcym facetem.
          To przewrotne, nieprawda ?
          • ojlili Re: Do zrozpaczonego (i nie tylko) raz jeszcze 23.09.03, 16:16
            Przewrotne ,prawda!
            Ale takie cholender jestesmy ...nie wiem skad sie to bierze...ale tak jest.
            Np.ja kiedy wyczerpie juz mozliwosi komunikacji webalnej ..tzn.na ogól mówie
            męzowi co mi nie pasuje a on to ignoruje...zajety Bardzo Ważnymi Sprawami.
            Wtedy przecodze na "jezyk emocji"
            I tak :po półtora roku tłumaczemnia że niepokoja mnie i rania jego nocne
            oczekiwania na sms-y, nasluchiwanie każdego jekniecia telefonu...zafundowałam
            mu emocje z tej samej beczki.
            w momencie pojął o co chodzi ..tylko teraz to ja jestem ta
            zła ,nieuczciwa,niewierna zeepsuta itp, itd.
            Kiedy mówie mu ze to moralność Kalego i szariat -udaje że nie rozumie o co
            chodzi..albo przesstaje rozmawiac.Milczwenie to jego broń..kidy nie ma
            argumentów -milknie.!

            ciepło i nadal niezaleznie ojlili!!!::)
            • ojlili Re: Do zrozpaczonego (i nie tylko) raz jeszcze 23.09.03, 16:38
              I jeszcze jedno.
              Ja podejmując jakąkolwiek decyzje,zawsze kieruje sie wiecej niz jednym
              powodem.Moj mąz poczytuje mi to niejednokrotnie za niekonsekwencje mataczenie
              i samozaprzeczanie.A tak nie jest.

              Np. Jako "świadoma żona" ..kiedy zaczełam podejrzewac że ma
              romans ...taktownie milczalam ..i runełam do poradnikow sprawdzić co nie tak
              było ze mna..
              Szlag trafil mnie dopiero wtedy ,kiedy zorientowałam sie że w związku z
              romansem w zawoalowany sposób zniknęły oszczedności naszego zycie na
              mieszkanie.

              A mój mąż mówi ze jestem wstretna materialistka że mi nie przeszkadzało dopóki
              nie wydało ie ze mamy długi..!!
              Może i jestm...ale to dlatego że znam granice pomiedzy romansem a bytem
              rodziny i syna!!

              On nie chce widziec tego ze moge poswięcic swoje uczucia i swój ból by ratowac
              zwiazek ale nie chce poswięcic swojego bólu i Bytu RODZINY -to mi za duzo..

              niezmiennie ...ojlili::):)
          • ktlm Do Goscia 23.09.03, 19:05
            Z wielka ciekawoscia czytalam Twoje posty poniewaz moja sytuacja jest prawie
            identyczna,choc to ja jestem TA zla kobieta.
            Abys troszke lepiej zrozumial swoja zone przytocze Ci moja sytuacje i jej
            niestety dosc proste roziwazania.


            Ja rowniez oskarzalam mojego meza o brak okazywania uczuc , czulosci itp.
            Sa to neizwykle wazne elementy zycia dwojga ludzi, elementy ktore buduja
            zaufanie, milosc, bliskosc intymnosc .Jesli tego brakuje ludzie z wolna w
            sposob mechaniczny wykonuje swoje czynnosci zyciowe ,traca wiare w sens swojego
            zycia nie mowiac juz nic o atrakcyjnosci-najzwyczajniej obumieraja.

            Ja prosilam okolo 7 lat, plakalam, tlumaczylam, nie odzywalam sie, klocilam itp
            podchody czynilam.
            Za kazdym razem po takiej konfrontacji moj maz na drugi dzien przychodzil do
            mnie i mnie przytulal mowiac "no to choc niech Cie przytule"
            Bylo w tym tyle sztucznosci tyle nijakosci ze moglby tego wcale nie robic.
            Oczywiscie na nastepne 6 miesiecy kompletnie zapominal o moich potrzebach.
            Slowa "kocham Cie" uslyszalam tak na prawde tylko jeden raz w zyciu , zreszta
            dosc niedawno, zwykle to ja pytalam czy mnie kocha i on oczywiscie
            odpowiadal "czemu zadaje takie glupie pytania" i to byla jego odpowiedz.
            Pytanie o jego uczucia nie zadawalam czesciej niz raz w roku, bo tez mam swoj
            honor.
            Ja sama na poczatku mowilam mu czesto ze go kocham myslac iz to odniesie jakis
            skutek, niestety nic nie wskoralam.
            Zastanow sie ile czasu ktos dla kogo kwestia uczuciowosci jest bardzo wazna ,
            jest prawdziwa potrzeba ,taka jak jedzenie czy spanie moze spokojnie to zniesc??
            W zyciu dwojga ludzi musi byz zachowana rownowaga pomiedzy dawaniem i braniem,
            pomiedzy twardoscia i miekkoscia, jesli przewaza tylko jedna opcja to rodzi to
            okreslone problemy.
            Czesto mezczyzni uwazaja ze maja zone i OK nic wiecej nie musza robic, juz ja
            zdobyli, jest!! Niech wiec spelnia swoje obowiazki a oni po co mieliby tak sie
            nadwyrezac i pracowac nad swoim zwiazkiem z zona??. Ona JEST!!!
            Niestety zona jest i ma swoje potrzeby ktore nalezy respektowac a malzenstwo
            nie jest zadna gwarancja na stalosc ludzkich uczuc, a przeciez o nie tutaj
            chodzi.
            Co do mnie, mialam wiele okazji do zdradzenia mojego meza i wielu adoratorow
            mimo swego stanu cywilnego. Nigdy tego nie uczynilam ot tak bo ktos sie
            napatoczyl, ale w koncu uznalam ze dluzej tak zyc nie moge i zaczelam spotykac
            sie z kims kto odpowiadal mi przede wszystkim pod wzgledem charakteru i kto
            dawal mi bardzo duzo ciepla.
            Odzylam, uwierzylam w siebie ,zmienilam sie bardzo.
            Ten zwiazek byl mi potrzebny bo zrozumialam ze to nie ze mna jest cos nie tak a
            juz zaczynalam popadac w paranoje.
            MOj maz oczywiscie niczego ne zauwazyl ( to rowniez swiadczy jak daleko duchowo
            musielismy byc !!!)
            Moj romans nigdy sie nie wydal to ja dojrzalam do tego aby go zakonczyc i cos
            zrobic ze swoim zyciem.
            Tez zaczelam stawiac warunki moejmu mezowi, tylko znacznie ostrzejsze.
            Jego dzisiejsze ewentualne zaloty traktuje z gesia skorka na plecach ( nie jest
            ono przyjemne) tak bardzo oddalilismy sie od siebie duchowo ze fizycznie jest
            mi calkowicie obcy.
            Czuje fizyczny bol gdy mnie dotyka.
            Chce zeby to mminelo, wiem rowniez jak to uczynic.
            Jedyna droga niestety jest terapia , terapia rodzinna u dobrego
            psychoterapeuty, sami zbyt wiele nie osiagniecie , bo w niej jest bol wielu lat
            a w Tobie sztylet zdrady.
            Nie znam oczywiscei Twojej zony ale smiem twierdzic ze popelniles grzech
            zaniechania, zbagatelizowale jej POTRZEBY!
            Trzeba dlugiego czasu aby kilkanascie lat posuchy uczuciowej nadrobic ,
            poczatki moga w niej wzbudzac nawet wstret.Jesli chcecie byc razem teraz musisz
            nadrobic to co olewales ale to juz zalezy od Ciebie , przeciez nie musisz z nia
            byc.
            To tak w wielkim skrocie
            Pozdrawiam
            O.

            • Gość: Ania Re: Do Goscia IP: 80.51.242.* 23.09.03, 23:16
              Kurcze, ale dyskusja !
            • Gość: gosc Re: Do ktlm IP: *.dip.t-dialin.net 24.09.03, 09:19
              Instynktownie wyczuwam, kiedy mam do czynienia z madra zyciowa kobieta, a TY
              do takich zapewne sie zaliczasz.
              Jest wiele prawdy w tym co piszesz i co ciekawe, w innym watku podobne Tobie
              kobiety rowniez udzielaly mi podobnych rad !
              Pokrotce powiem Ci, ze ja kochalem i kocham swoja zone, ale byl w moim
              zachowaniu element traktowania jej jak mebla, ot jest zona w domu i chwala !
              Owszem prztulalem ja, mowilem ze ja kocham (niezbyt czesto), ale brak bylo z
              mojej strony:
              1.okazywania uczuc w wyzszej formie - kwiaty,drobne prezenty,itp.
              2.nie skupialem sie na jej problemach, bo ona nie pracowala, gdy plakala i
              mowila ze nie wytrzyma tego, potrafilem zasypiac.
              3.chodzenia do znajomych, wypadow do lokali i w ogole do towarzystwa.
              Tymczasem, jesli zona siedziala w domu, to jasne ze dla niej takie rzeczy byly
              wazne, a ja ja odcinalem od tego.
              4.to ja bylem tym, ktory narzucal zalatwianie spraw domowych, choc z czasem
              sytuacja sie zmieniala.
              I tak bylo bardzo dlugo, dopoki nie stalo sie tak, ze zona stala sie mobilna,
              bo kupilismy dla niej samochod. Zaczela poznawac nowych ludzi, uniezaleznila
              sie od swoich zmotoryzowanych kolezanek.
              Z czasem poznawala i meskie towarzystwo, a ze byla i jest b. atrakcyjna mimo
              wieku pod 40-ke, zobaczyla jakie wzbudza wsrod nich zainteresowanie.
              Potrafila okrecac ich wokol palca, jak to sie popularnie mowi.Ale nic z tego
              nie wynikalo jesli chodzi o funkcjonowanie malzenstwa. Ot satysfakcja z
              poznania wlasnej wartosci. Poznala wiec swoja wartosc, ze nie musi tak
              zabiegac o moja milosc, bo sama jest wiele warta i piekna.
              Dopiero w ub. roku, na skutek zbiegu okolicznosci (ale sterowanych przez kogos
              obcego) zaczela uczeszczac na kurs tanca z facetem zupelnie z pozoru
              nieinteresujacym i nie narzucajacym sie. Ja o niczym nie wiedzialem.
              No i z czasem okazalo sie, ze ten facet dostal na jej punkcie bzika (to takze
              kwestia jego pochodzenia etnicznego- taka kobieta, blondynka to byla dla niego
              bogini). Ale i kobiecie wysuszonej z powodu braku okazywania uczuc przez meza,
              cos sie przestawilo w glowie.Komplementy, wykazywanie zainteresowania jej
              problemami, podkreslanie jaka jest piekna i madra doprowadzily takze do
              spotkan po kursie.Podobno byly to tylko spotkania w restauracjach, gdzie
              dawala sie adorowac. Troche to trwalo, az wreszcie zona chciala sie z tego
              wyrwac, bo zauwazyla, ze on sobie duzo obiecuje a ona nie moze mu dac tego co
              on by chcial (tak opowiedziala mi to zona. I wtedy on zrobil sie napastliwy,
              straszyl i nachodzil ja.Potem przeprosil ja i niedlugo po tym, wreszcie
              wykrylem ta znajomosc.
              Ostro zareagowalem i od tego momentu ze strony zony nie bylo juz z nim
              kontaktow, a nawet nieco wczesniej, gdy powiedzialem, ze chyba kogos ma, bo
              zachowywala sie jakos dziwnie od kilku tygodni( a tak naprawde od kilku
              miesiecy). Przemawialo by to za wersja zony, ze do niczego nie doszlo, ale
              dala sie omotac czulymi slowkami z powodu braku mojej milosci.
              Co wiecej, wyczulem u niej pewna ulge, ze ten kontakt sie urwal.No bo jak
              mozna czuc sie dobrze przy kims, kto grozil i sledzil oraz napastowal
              telefonami, mimo ze wczesniej byl tak czuly ? Moja zona ma bardzo dobry
              charakter. Lgna do niej dzieci, lubia ja ludzie. Nie wierze wiec, zeby mogla
              mnie ot tak sobie zwyczajnie zdradzic z kims takim, kiedy pchali sie do niej
              mezczyzni naprawde bogaci i ustosunkowani. Ona szukala ciepla i powiedziala
              mi, ze wydawalo sie jej ze to znalazla, a tymczasem wdepnela w gowno. Czy moge
              jej nie wierzyc ?
              Owszem, mozna nazwac to zdrada, ona sama b. mnie przepraszala i wiem, ze mowi
              swoim kolezankom, ze bardzo zaluje ze sie z tamtym umawiala, bo widzi jak mnie
              zranila.
              Z drugiej strony, kiedy widze ile jest na swiecie zaklamania, w jakie zwiazki
              wchodza mezatki i mezowie, wydaje mi sie ze nie spotkalo mnie wielkie
              nieszczescie. Po nastu latach malzenstwa nie bylo to cos, co przewrocic by
              moglo nasze malzenstwo.Wazne jest natomiast co innego:
              musimy sie oboje zmienic
              - ja byc czulym i kochajacym mezem wsluchujacym sie w problemy zony, przy
              ktorym moze znalezc cieplo i oparcie,byc bardziej otwartym na swiat,
              - ona musi zrozumiec, ze jesli jestesmy malzenstwem, to nie powinna szukac
              pocieszenia i rad u obcych facetow.
              Tak na marginesie. Ci wszyscy mescy pocieszyciele i madrale okazali sie
              zwyklymi tchorzami polujacymi na kobiete w celu zaspokojenia swoich zadz, lub
              zwyklej proznosci meskiej. To trzeba nazwac po imieniu.Przynajmnie Ci, ktorym
              zawierzyla, ze sa cos warci.Nie chodzilo tu o seks czy milosc, ale taka
              glebsza przjazn. Moze kobiety potrafia lepiej to nazwac.
              W momencie naszego kryzysu, kazdy z nich zaszyl sie i tylko myslal, zeby nic
              sie nie wydalo, a zona myslala, ze jesli sie rozejdziemy to moze oni cos jej
              pomoga.Ja sam z nimi troche porozmawialem przez telefon, bo moja biedna zona
              jeszcze na tyle byla wobec nich uczciwa, ze nie chcac sprawiac im klopotow nie
              podalala mi ich nazwisk.Po ich glosie i odpowiedziach stwierdzilem, ze ze
              strachu zjedli by wlasne kapcie. Jeden w ogole wylaczyl swoja komorke, kiedy
              chcialem go poznac.To bardzo otrzezwiajaco podzialalo na moja zone, bo ja z
              luboscia jej o tym opowiedzialem, a pare rozmow przeprowadzilem w jej
              obecnosci. Skutecznie obrzydzilem jej tym wiare w bezinteresowna milosc obcych
              facetow.
              Widze, ze wie teraz, ze tak naprawde to nasz zwiazek jest wazny, mimo wielu
              bledow. Ma jednak obawy, ze ja sie zmienie na takiego jak bylem kiedys i to
              jest dla niej bariera glebszego zaangazowania sie z miloscia do mnie.
              Ze swej strony b. chce wierzyc w jej wersje wydarzen (a brak kontaktow ze
              starym towarzystwem, ktore trwa juz kilka miesiecy, chyba za tym przemawia) i
              w to, ze nasza milosc zwyciezy.
              Co TY na to ?
              Pozdrawiam
    • Gość: Ginger Re: Zona mnie zdradzila - co dalej IP: 212.244.173.* 24.10.03, 20:23
      Gdyby Cię kochała, to nigdy by Cię nie zdradziła. Znajdź sobie kogoś innego, bo
      z nią nie będziesz nigdy szczęśliwy, a tak to zamkniesz sprawę raz na zawsze.
      Zadbaj o swoją kasę, bo wg prawa połowa waszego wspólnegomajątku należy do niej
      niezależnie od jej faktycznego wkładu.
      • Gość: monia Re: Zona mnie zdradzila - co dalej IP: 62.114.154.* 26.10.03, 23:07
        ja zdradzilam meza ponad rok temu. wyjechal na wakacje sam. bylam sama i
        zrozpaczona, bliska obledu, moj maz nie okazywal mi specjalnie duzo uczucia,
        do tego czasu ze mna prawie wcale nie spedzal - nawet wakacje... zdradzilam go
        z jego przyjecielem - pomogl alkohol i to, co pamietam, to jak zdajac sobie
        (nawet pijana) sprawe z tego, ze wykraczam poza dozwolona linie, bieglam jak
        szalona po schodach i to olbrzymie pozadanie... nie skonczylo sie na razie,
        bylo ich kilka. a pozniej ogromne poczucie winy. maz wrocil,a ja bylam
        okropna, zaczelam znecac sie nad nim psychicznie. domyslil sie, ze cos bylo...
        ale skonczylo sie na jego domyslach - pieklo trwalo ponad pol roku... w koncu
        pomogl mi i sobie tworzac glupia historyjke, ktora byla wytlumaczeniem calej
        sytuacji - ze nic sie nie stalo. teraz jestesmy szczesliwi i maz sie zmienil
        na lepsze (-jest bardziej czuly i spedza ze mna wiecej czasu), a ja wiem, ze
        zdrada boli potwornie nie tylko zdradzonego, ale rowniez zdradzajacego...
        • Gość: tajemnica Re: Zona mnie zdradzila - co dalej IP: 213.33.69.* 28.10.03, 18:30
          Jak spowiedz to spowiedz
          tez zdradzilam, to co, ze po TRZECH latach rozlaki. Oczywiscie widywalismy sie
          w miedzyczasie raz na kilka miesiecy, ale zycie przeplywalo mi miedzy palcami.
          Zdradzilam, nawet nie z pozadania, tylko raczej z ciekawosci i checi odwetu.
          Zostawil mnie sliczna i mloda- odplace mu najgorszym. Oczywiscie sie
          przyznalam. Oczywiscie w tym momencie, kiedy uswiadomilam sobie, ze mi nie
          wybaczy, ze odejdzie, zawalil mi sie swiat. Oczywiscie walczylam potem jak lew
          (nie kpijcie z tej kobiecej logiki) i go odzyskalam. teraz mieszkamy razem.
          Jestesmy szczesliwi- pisze- bo dzisiaj w czasie klotni- znowu uslyszalam:
          ....won do Niego- nigdy ci nie wybacze...
          powiesz to swojej zonie, za jakis czas? zastanow sie czy warto. Ja nie zaluje,
          ze jestesmy razem i przemilcze te uwagi.

          • valdek.usa HK 28.10.03, 18:38
            NIE ZDEJMIJ BUTA Z SZYJI!!!!! Nie sluchaj tych ckliwych opowiastek
            niedorobionych emocjonalnych niewiastkow. Taki facet jak ty to moze sie na..c
            przez nastepne 20 lat po uszy. A ona co? Koniec, cieeeelmajty na dupe i na
            bujak pod piec.
    • Gość: iwona rozważ to (i moja krótka story) IP: *.chello.pl 29.10.03, 21:23
      Mój - podówczas facet - dostał lukratywny staż za granicą. O wyjeździe (byliśmy
      razem 5 lat) bał mi się powiedzieć, choć wiedziała już jego mamusia, siostra
      planowała kilkutygodniowe szkolenie języka w Londynie itp.itd. Ja dowiedziałam
      się na końcu z adnotacją "jak chcesz, mogę nie jechać". Wyjazd miał charakter
      prestiżowy - podkreślam, nie chodziło tu o kasę, budowanie zaplecza do wspólnej
      przyszłości itp. Owszem były telefony, listy (najpierw regularnie, potem coraz
      rzadziej), potem czas zimowych ferii i siostra, która opowiadając o pobycie non
      stop mówiła "Miriam to...", "Miriam tamto ...", "U Miriam na kolacji", a ja...
      Ja nie miałam kasy na bilet - podówczas autokarowy do Londynu ;( Potem zaczęły
      się tajemnicze teksty jego mamy (gdzie przychodziłam głodna "dodatkowych"
      informacji), że może Pawełek zostanie, że mówił, że ma pomysł na biznes z
      kolegą, że ktoś z uczelni zaproponował mu coś tam (a ja nic o tym nie
      wiedziałam) ... A ja... ja nic o tym nie wiedziałam, listy były pełne "Twoich
      ramion i zapachu", a kwestie zasadnicze pozostawały dla mnie tajemnicą. Z
      jednej strony zapożyczyłam się i zapisałam na jedną z pierwszych w Polsce
      edycji MBA, po to, by mieć jakikolwiek dyplom, który w razie czego - pomógłby
      mi tam w znalezieniu pracy....Na ten cel wzięłam 2000 krechy, dzięki moim
      rodzicom, bo sama nie miałam zdolności kredytowej....Ale w miarę przedłużania
      się tej idiotycznej sytuacji (coraz rzadsze telefony, tajemnicza Miriam, dziwne
      plany relacjonowane przez wszystkich a mnie - nieznane), mój kobiecy instynkt -
      cholera - samozachowawczy???? - sprawił, że zaczęłam spoglądać na innych
      facetów. To nie są ckliwe usprawiedliwienia, które ktoś typu przedmówca
      strywializuje do poziomu "chciało się babie "zapychacza" i tyle". Ja się po
      prostu bałam. Szukałam ciepła. Bałam się "zainwestować" w związek, który stawał
      się dla mnie coraz większą fikcją. Bałam się tego, ze nie podołam studiom, na
      które moi starzy wydali sporą na owe czasy kasę, bo "męczyłam się" jeszcze z
      moim poziomem angielskiego na czysto ekonomicznych wykładach, byłam przerażona,
      zmęczona, zrezygnowana. Chciałam kogoś kto mnie po prostu pokocha, przytuli,
      kto w chwili krytycznej zabierze mnie na spacer, kto wróci ze mną nawet do
      wynajętej kawalerki - niekoniecznie wybzyka (bo to by się dało załatwić na
      każdej studenckiej imprezie, zwłaszcza że do pasztetów nie należałam i nie
      należę). Poznałam kogoś. To trwało 4 miesiące. Byłam zakochana. Spałam z tym
      kimś kilka razy. Planowaliśmy nawet ślub (to było bardzo silne). Kochałam
      Pawła - nawet wtedy ... ale bałam się już tej miłości, bałam się czekania na
      telefon, że między nami wszystko skończone, że wróci i zechce powiedzieć mi to
      osobiście ... Wrócił. Ale wcześniej powiedziałam mu o wszystkim, o tym
      mężczyźnie, o seksie, o powodach. Wcześniej, by dać mu szansę na decyzję czy
      wraca lub - żeby mu ulżyło, jeśli planował tam zostać. Bo naprawdę, ten drugi
      związek był dla mnie na tyle ważny (nie był towarem zastępczym), ze nie
      wiedziałam, czy nie wybiorę bycia w nim. W tym względzie nie chciałam być
      nieuczciwa. Paweł wrócił. Mówił że kocha. Że chce ze mną być, żebym dała mu
      szansę, choc to ja miałam "drugi związek" a nie on. Ja byłam powściągliwa.
      Tamten facet też szalał. Po trzech strasznych dla wszystkich miesiącach
      zdecydowaliśmy się z Pawłem na bycie ze sobą. Z Wojtkiem widziałam się jeszcze
      kilka razy; raz - rok po całej sprawie,odbiło nam i trochę nas poniosło na
      jakiejś dyplomowej imprezie... Wyjechał do USA, robi zawrotną karierę jako
      prawnik. Nie utrzymujemy kontaktów. A ja? Jestem od 10 lat żoną Pawła. Mamy 2
      dzieci, fajny ciepły dom, jesteśmy przede wszystkim przyjaciółmi. Nie wyobrażam
      sobie życia bez niego, boli mnie, gdy nie ma go obok mnie przez kilka dni (juz
      nigdy żadne z nas nie zdecydowało się - mimo wielu okazji na jakiekolwiek
      długie wyjazdy). Dobrze nam ze sobą. Sprawa "tej wyrwy" w historii naszego
      związku wogóle nie powraca, jest czymś co nie istnieje - liczy się to co jest
      teraz ... Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby wtedy zagrała chora ambicja,
      czy jakieś samcze aspiracje do "Wyłączności" (ja sama nigdy nie pytam o to, czy
      mój facet przespał się z tajemniczą Miriam .... a jeśli hmmmm hmmmm to
      wyłącznie po to, by podgrzać atmosferę w łóżku ... wbrew opiniom seksuologów
      nie wszyscy po zdradzie wyobrażają sobie ze wstrętem partnera/rkę w takiej
      sytuacji, mnie to raczej miło "podnieca", Paweł zresztą też jest "ciekawy" jak
      ten drugi ktoś mnie dotykał ,,, lubi te opowieści) Jest nam dobrze,żadne z nas
      nie żałuje że podjęło taką decyzję. To tyle. Nie ma ludzi nieomylnych i nie ma
      ludzi, którzy nigdy nie błądzą. Przepraszam że wyjadę z religią ale kim są Ci,
      którzy walą w twoją żonę pierwsi kamieniami? Czy naprawdę są krystalicznie
      czyści? Jeśli umiesz, przebaczyć zapomnieć, jeśli nadal kochasz swoją żonę a
      ona Ciebie - jeśli jej postawa to "agresja" zwierzęcia zapędzonego w kozi róg
      ("nie mam już nic do stracenia"), lub też czuje się tak winna, że żeby nie
      zwariować, próbuje zrzucić winę z siebie na Ciebie lub okoliczności - rozważ to
      raz jeszcze. I trzymaj się ciepło. Serdecznie pozdrawiam Ciebie i wszystkich
      • Gość: zainteresowany Re:...Twoja story IP: *.proxy.aol.com 30.10.03, 22:13
        Niemal z wypiekami na twarzy przeczytalem Twoj post. Ilez w nim dramaturgii i
        nieoczekiwanych zmian sytuacji ! Ale przede wszystkim, to co mnie w tym
        wszystkim uderzylo, to Twoja uczciwosc.
        Zebym jednak byl calkowicie wobec Ciebie szczery, ja nie pochwalam absolutnie
        tego co zrobilas, ale chodzi mi tu o szczere przyznanie sie mezowi co sie
        wydarzylo. Nie naleze bowiem do facetow, ktorzy wola schowac glowe w piasek i
        nie wiedziec co sie stalo. Zawsze powtarzalem mojej zonie, ze chocby nie wiem
        co sie wydarzylo, to wolal bym o tym wiedziec, a nie snuc przypuszczenia i
        dowiedziec sie po pewnym czasie, ze mnie oklamala.
        Wtedy stracil bym do niej caly szacunek i resztki zaufania.
        Dlaczego o tym pisze?
        Znalazlem sie oto, po kilkunastu latach malzenstwa, w roli meza, ktory
        dowiaduje sie, ze jego zona spotyka sie z innym w tajmnicy i prowadzi z nim
        czeste rozmowy telefoniczne i trwa to juz kilka miesiecy.
        Jesli dodasz do tego fakt, ze do tej pory wierzylismy sobie w 100%, to
        zrozumiesz szok jaki nastapil. Ja w miesiac schudlem 7 kg. Nie moglem skupic
        sie na niczym. Zona strzepek nerwow. Dosc trudno bylo mi wydobyc z
        zony "zeznania", tzn nie bylo tak, zeby mi nie powiedziala co sie wydarzylo,ale
        sprawialo jej to wielka trudnosc. Przeprosila mnie i po jakims czasie
        wypomniala, ze czula sie tak samotna i zaniedbana, ze gdy przypadkiem znalazl
        sie ktos nijaki, ale doceniajacy jej piekno i madrosc, stracila na klika
        tygodni zdolnosc logicznego myslenia. Myslala, ze to szczescie. Kazdy moze
        pobladzic, wiec po pewnym czasie ochlonela i wycofala sie z tego zwiazku. Bylo
        potem wiele dramatow,on szalal na jej punkcie, ale jakos przetrwala, te momenty.
        Zona przerzucila wine za to co sie stalo, na mnie.Moze rzeczywiscie jest cos
        takiego w psychice, jak to ujelas, ze im bardziej czujemy sie winni, tym
        bardziej pragniemy przerzucic wine na partnera, lub obdzielic go
        wspolodpowiedzialnoscia. My staralismy sie jakos te zle momenty i wspomnienia
        przezwyciezyc. Nie jest lekko, ale stwierdzamy, ze oplaca sie byc ze soba.
        Odkrywamy sie niemal na nowo, chcemy byc ze soba, a nie tak jak poprzednio
        wedrowalismy z myslami wypelnionymi kims innym.Teraz dopiero docenilismy jak
        wazny jest zwiazek dwoch partnerow wiedzacych o swoich wzajemnych potrzebach.
        Mnie zaczelo np. sprawiac przyjemnosc przygotowania zonie herbaty, czasem
        sniadania, czego przed tem nigdy nie robilem!
        Jestem dla niej o kazdej porze dnia i nocy, gdy mnie potrzebuje. Poprzednio
        potrafilem spac mocno gdy lezala zlozona goraczka i choroba.
        Ona z kolei, nie ma specjalnej ochoty wychodzenia na zabawe z przyjaciolkami,
        beze mnie, co wczesniej jej sie zdarzalo, byc moze jako odreagowanie na moja
        bezdusznosc.Wlasnie przez taki wypad nawiazal sie taki romans.
        I tu wracam do Twojej szczerosci. Ja zadalem od zony calkowitej szczerosci
        odnosnie tego co sie wydarzylo.Ona zaklinala sie, ze byl moment zauroczenia,
        czeste spotkania, ale ze nie doszlo miedzy nimi do zblizenia. Zreszta, jej cale
        zachowanie po tym, wskazuje, ze byl to epizod, niewiele znaczacy w jej zyciu.
        Przy okazji nauczyla sie jak niebezpieczne moga byc takie zwiazki, i ze chwila
        szczescia(?) moze zniszczyc najwyzsze w zyciu wartosci.
        Ja, ze uczucie trzeba pielegnowac.
        Zaskoczylo mnie ponad to, jak mezczyzni starajacy sie zdobyc inna kobiete -
        mezatke, potrafia byc bezwzgledni, ale tylko w stosunku do niej, jak potrafia
        sie korzystnie sprzedac, a kobieta laknaca uczucia zdac sie na taki lep.
        Ten absztyfikant okazal sie wielkim tchorzem, bo gdy go wykrylem i
        przeprowadzilem rozmowe, zorientowalem sie, ze ze strachu zjadl by teraz wlasne
        kapcie.
        Swoj problem opisalem w wielu watkach i konsultowalem z kilkoma psychologami.
        Genaralnie moge powiedziec, ze wyznania mojej zony znalazly uznanie jako
        szczere w zdecydowanej wiekszosci wypowiedzi, zwlaszcza u doswiadczonych
        mezatek, co i mnie utwierdza, ze wybranie przeze mnie drogi wybaczenia, jest
        sluszne.
        Mysle, ze w wieloletnim zwiazku rozne rzeczy moga sie zdarzyc i ze zadna ze
        stron nie jest wtedy bez winy, choc zdarzaja sie wyjatki.
        Jesli zdradzeni jestesmy raz, mysle ze nalezy wybaczyc, jesli druga strona
        bardzo pragnie byc razem i robi wszystko, zeby to udowodnic.
        Ja byc moze nie wybaczyl bym zdrady uczuciowej polaczonej z cielesna, zwlaszcza
        gdyby przydarzylo by sie to, gdy jestesmy razem a nie na odleglosc.
        Gdyby zona nie wracala na noc a mimo to tlumaczyla, ze nic sie nie przydarzylo.
        Ale tak na prawde do konca nie wiem dzisiaj jak bym sie zachowal, gdybym
        dowiedzial sie, ze zona mnie oklamala i ich zwiazek byl rzeczywiscie zwiazkiem
        a nie czyms innym.
        Jeszcze jedno, poprzednia rozmowczyni tez jest razem z mezem, mimo wykrytej
        zdrady. Cieszy sie, ze jest im dobrze. Zwraca jednak uwage, ze przy jakiejs
        klotni, maz potrafi jej wytknac zeby wracala do swojego kochanka.
        U mnie tez zdarza sie cos podobnego, z tym ze ja poddaje w watpliwosc wyznan,
        ze miedzy nimi moglo do niczego nie dojsc i ze jak mogla mi to zrobic.
        Trwa to jednak krotko, a zona mimo poprzednich zaklinan, ze nie wytrzyma juz
        takich oskarzen i wypomnien, stara sie mnie po tym przytulic i prosic zebym
        wiecej tak nie robil bo ja to boli.Probuje tez znalezc do mnie droge, zeby
        przekonac mnie, ze to co mowila jest prawda, choc wspominki sa dla nie trudne.
        Dlaczego o tym napisalem?
        Moze ktos kto ma podobna sytuacje a jest na wczesnym etapie "przezywania",
        potrafi wyciagnac z tego jakies wnioski dla siebie.
        Pozdrawiam wszystkich zawiedzionych w milosci malzenskiej i zycze im odrodzenia
        ich zwiazku.
        • Gość: Małgoś Re:...Twoja story IP: *.krosno-odrzanskie.sdi.tpnet.pl 30.10.03, 23:33
          Z nieukryta przyjemnościa przeczytałam Wasze wypowiedzi..jestem pod wrażeniem.
          A dlaczego? Wasza dojrzałośc i rozsądek sa imponujące. Chyba większośc
          małżeństwo boryka sie z problemem monotonii, nudy czy szarosci w związku. Wtedy
          właśnie obydwoje są chłonni miłych gestów, komplementów...niewinnej jakby się
          wydawało kawy. Jestem w trudnym związku, po tzw. przejściach. Toksycznym. Nie
          mam siły na opisywanie mojej sytuacji ale wiele razy zadaje sobie
          pytanie...dlaczego nie potrafie nic zmienić, dlaczego jestem taka słaba że
          wysłuchuję przykrych słów dla mnie. Jestem atrakcyjna, wykształconą kobietą
          wiem doskonale, że poradziłabym sobie bez niego, a jednak tkwię.....
          Zazdroszcze jak nie wiem co takich zachować jakie wy przytaczacie. Dojrzała
          rozmowa, wzajemne zrozumienie i przede wszystkim szacunek wydawało by się czyms
          naturalnym jednak dla niektórych to zachowanie wprost nieosiągalne. Na pewno
          świadczy to o ich prymitywiźmie. Mam na myśli mojego męża, który nie potrafi
          zapewnić swojej rodzinie emocjonalnego ciepła, a tylko krzyk i arogancję.
        • Gość: iwona dodam, ze wtedy nie byłam jeszcze mężatką .... IP: *.chello.pl 31.10.03, 09:47
          ... ale zaledwie "dziewczyną" z kilkuletnim stażem, ale to nie ma nic do rzeczy
          • rectum_stretcher Re: dodam, ze wtedy nie byłam jeszcze mężatką ... 28.12.03, 14:23
            napisz o tym stazu bo czuje ze bedzie ciekawe.
    • bezimiennik Ciag dalszy ... 28.12.03, 06:32
      Witam wszystkich bardzo serdecznie. Jednoczesnie chcialbym przeprosic za swoja
      nieobecnosc i czesciowe "olanie" calego tego balaganu, ktory tu rozgrzebalem,
      ale w natloku spraw, watpliwosci, przmyslen, pracy, szukania kompromisow i stu
      piecdziesieciu milionow roznych innych spraw zapomnialem kompletnie o tym, ze
      istnieje cos takiego jak forum i mnostwo listow do napisania. Jednoczesnie
      pragne zapewnic, ze na wszystkie listy na ktore nie odpisalem odpisze w
      najblizszym czasie.

      Teraz do wracajac do tematu. Dzieki za nowe wypowiedzi. Napisze co zmienilo sie
      w relacjach pomiedzy mna i moja zona. Byc moze w ten sposob uda mi sie komus
      pomoc. Otoz po wielu godzinach rozmow, wylanych lez (przez nia) i dyskusji
      doszlismy do kilku wnioskow. Od razu chcialbym zaznaczyc, ze decyzji
      ostatecznej jeszcze nie podjalem i poki co czekam.

      Postanowilismy sprobowac naprawic to wszystko co sie popsulo. Ustalilismy sobie
      (poki co) rok 2004 jako rok generalnego remontu naszego malzenstwa. Wiem, ze
      brzmi to troche dziwnie, ale tak mniej wiecej mozna to nazwac. Oczywiscie w
      dalszym ciagu cierpie strasznie jak tylko przypomne sobie o tym co sie
      zdarzylo, ale na pewno tego nie zmienie i raczej patrzac optymistycznie w
      przyszlosc staram sie jakos to upchac gdzies w dalsze zakamarki pamieci. Nie
      jest to latwe i kazdy kto mial z podobnym problemem do czynienia na pewno wie o
      czym pisze.

      Po wielu godzinach, dniach, tygodniach przmyslen doszedlem do wniosku, ze
      jezeli nam sie nie uda, bedziemy mogli sie rozejsc w kazdej chwili. Jednak
      gdybym nie dal sobie, a jednoczesnie naszemu malzenstwu szansy i odszedlbym
      teraz to nie dosc, ze nie bylbym zgodny z czyms gdzies tam gleboko w moim sercu
      to jeszcze przekreslilbym jednym szybkim ruchem prawie 12 lat mojego zycia,
      ktore poswiecilem dla kobiety, ktorej sie nauczylem, ktorej podarowalem siebie.
      Ona ze swojej strony zapewnia mnie o swoim uczuciu, o tym, ze czula sie
      opuszczona, ze nie widzac jakiejs wspolnej przyszlosci szukala czegos, co
      znalazla w jego ramionach. Uff. Ciezko to sie pisze. Oczywiscie moja swiadomosc
      kompletnie nie przyjmuje takiego tlumaczenia. Mysli w mojej glowie ciagle
      biegaja w kolko. Nie potrafie, albo nie chce ich zatrzymac. Wpadam w doly
      psychiczne. Sam sie z nich musze wyciagac. Troche to meczy. Jednak poki co
      probujemy. Zaplanowalismy sobie wstepnie kilka planow, ktore mozemy realizowac,
      jezeli nic nie stanie na przeszkodzie.

      Tak to mniej wiecej wyglada w tej chwili. Minely swieta. Najsmutniejsze jakie
      mialem. Moi przyjaciele zyczyli mi zeby mi sie poukladalo. Ja zyczylem sobie,
      zeby byly to ostanie swieta w moim zyciu kiedy zyczenia dla najblizyszych mi
      osob skladam przez telefon. Zbliza sie nowy rok. Rok w ktorym mozna realizowac
      nowe pomysly, mozna zaczynac rzeczy od poczatku nauczeni pewnymi
      doswiadczeniami. Szkoda, ze niektore z doswiaczen sa takie bolesne. Ale chyba
      takie jest zycie.

      Jedna porada dla ludzi, ktorzy borykaja sie z jakimis problemami w swoich
      zwiazkach. ROZMAWIAJCIE. Duzo. Gadajcie o rzeczach o ktorych normalnie sie
      wstydzicie. Nie udawajcie niczego. Pilnujcie sie nawzajem, mowiac jednoczesnie
      szczerze o wszystkim. Absolutnie wszystkim.

      Nie wiem co jeszcze pisac. Musze nadrobic mnostwo zaleglosci, a chcialbym przed
      koncem roku sie wyrobic. Jezeli moge jeszcze jakos cos dodac to pytajcie.

      Poki co pozdrawiam wszystkich bardzo goraco.

      Z
      • sociopata kitowane malzenstwo to jest 01.01.04, 15:01
        kitowane malzenstwo. Tak, a oprocz mowienia duzo na temat wmawiaj sobie ze:
        swiat jest piekny i kazdy ciebie kocha a zona najwiecej. Szef w pracy uwaza cie
        za najmadrzejszego, a wszystkie kobiety sie zakochuja na sam twoj widok.
        Po takiej terapii, popatrz w lustro i zadaj sobie pytanie: czy ja jestem juz
        yebniety czy to sie dopiero zaczyna? (mowie o tobie...)

        Przestan sie czlowieku oszukiwac i wierzyc w jakies idotyzmy kroe ci ta
        wspaniala zona opowiada.

    • Gość: sadu Re: Zona mnie zdradzila - co dalej IP: *.chello.pl 01.01.04, 07:21
      ja to ci radze zeby wszystko olac i skoczyc na lufke!!!! tak jak ja dzis
      zrobilem 25 razy... ale jest spoko... a poza tym sex analny jest fajny, dzis
      sie o tym przekonalem!!! mialem zajebisty orgazm bez wytrysku, a jechal mnie
      bez kondoma lol
    • Gość: Anka Re: Zona mnie zdradzila - co dalej IP: 80.51.242.* 04.01.04, 11:40
      Byl gdzies na forum identyczny watek, ale nie wiem dokladnie gdzie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka