menscizna
06.11.08, 13:35
Witam,
ten wątek jest do kolegów, którzy mam nadzieję powiedzą mi, jak
wybrnąć z więzów własnej uległości, niemęskości i niemożności.
Kobietom dziękuję, mam ich teksty wyryte w mózgu pilniczkiem do
paznokci.
No dobra, co jest grane?
Dane osobiste: trzydziecha, małżeństwo na włosku, jedno małe dziecko
(kandydat na mamisynka), żona bez pracy, a ja z pracą przy kompie
również w domu.
Małżeństwo na włosku - między innymi dlatego, że jestem za mało
zdecydowany, nie radzę sobie z budowlańcami, za mało kasy przynoszę
(w tym roku, bo tak to to 3-4 razy w roku jesteśmy na wycieczkach,
tez zagranicznych), nie bronię żony przed jej teściową (mieszkamy
blisko siebie, ale osobno), nie potrafię nikogo zbesztać z błotem,
nie dostję szewskiej pasji, jetem za dobry, nie podejmuję
inicjatywy, nie rozmiawiam o emocjach, źle sprzątam (np. nie ta
ściereczka), zupę dziecku podaję za gorącą albo za zimną, samochód
nie umyty i do tego tylko jeden (a po co drugi???) - no można
zwariować. Przecież wiedziała za kogo wychodzi za mąż - nie jestem
maczo.
Żona siedzi w domu i wariuje, nie doczekała się drugiego dziecka
(coraz gorzej nam się układa + jej niepłodność), bez kariery, a ja
głupi ją wyręczam z obowiązków domowych i zabawiam podróżami, żeby
się nie nudziła i oderwała od domu, a potem wspólną firmą pod jej
zainteresowania (splajtowała), histeryczna, znerwicowana (ostatnio
ogłuchła, a wcześniej miała bóle brzucha "przeze mnie" i mase badań
na to), teatralne płacze, trzaskanie drzwiami, wydzieranie się
na "bachora". Jest lwem dosłownie i zodiakalnie. Znajomi wszyscy są
be, bo jakies niuanse jej się nie podobają. No i na domiar uznaje
się za wykwalifikowaną psycholożkę.
Mam dość, ale jestem zaszczekany i nie potrafię się zebrać i jej
odwalić-dosłownie, albo w przenośni- odpyskować, spuścić na bambus,
sprowadzić do ziemi, że nie wszyscy są idealni i tacy jakby chciała.
Tylko powtarzam, że małżeństwo najważniejsze i że się
zmieniam/zmienię...
Chcę być inny, spostrzegawczy, szybki w decyzjach, przekonany,
wymagający, egoistyczny, konkretny - ale od czego zacząć? Bez tego
wiem, że po ewentualnym rozwodzie ona będzie rządziła moją relacją z
dzieckiem - a na synu zależy mi najbardziej, nie chcę żeby i jego
urobiła. No i nie chcę dać sobie wejść na głowę innej kobiecie.
Jest dla mnie jakaś szansa na normalny damsko-męski układ?
A dobrych kolegów jak na lekarstwo -wszyscy pędzą do żon i dzieci...