Dodaj do ulubionych

Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie!

06.11.08, 13:35
Witam,
ten wątek jest do kolegów, którzy mam nadzieję powiedzą mi, jak
wybrnąć z więzów własnej uległości, niemęskości i niemożności.
Kobietom dziękuję, mam ich teksty wyryte w mózgu pilniczkiem do
paznokci.
No dobra, co jest grane?

Dane osobiste: trzydziecha, małżeństwo na włosku, jedno małe dziecko
(kandydat na mamisynka), żona bez pracy, a ja z pracą przy kompie
również w domu.

Małżeństwo na włosku - między innymi dlatego, że jestem za mało
zdecydowany, nie radzę sobie z budowlańcami, za mało kasy przynoszę
(w tym roku, bo tak to to 3-4 razy w roku jesteśmy na wycieczkach,
tez zagranicznych), nie bronię żony przed jej teściową (mieszkamy
blisko siebie, ale osobno), nie potrafię nikogo zbesztać z błotem,
nie dostję szewskiej pasji, jetem za dobry, nie podejmuję
inicjatywy, nie rozmiawiam o emocjach, źle sprzątam (np. nie ta
ściereczka), zupę dziecku podaję za gorącą albo za zimną, samochód
nie umyty i do tego tylko jeden (a po co drugi???) - no można
zwariować. Przecież wiedziała za kogo wychodzi za mąż - nie jestem
maczo.

Żona siedzi w domu i wariuje, nie doczekała się drugiego dziecka
(coraz gorzej nam się układa + jej niepłodność), bez kariery, a ja
głupi ją wyręczam z obowiązków domowych i zabawiam podróżami, żeby
się nie nudziła i oderwała od domu, a potem wspólną firmą pod jej
zainteresowania (splajtowała), histeryczna, znerwicowana (ostatnio
ogłuchła, a wcześniej miała bóle brzucha "przeze mnie" i mase badań
na to), teatralne płacze, trzaskanie drzwiami, wydzieranie się
na "bachora". Jest lwem dosłownie i zodiakalnie. Znajomi wszyscy są
be, bo jakies niuanse jej się nie podobają. No i na domiar uznaje
się za wykwalifikowaną psycholożkę.

Mam dość, ale jestem zaszczekany i nie potrafię się zebrać i jej
odwalić-dosłownie, albo w przenośni- odpyskować, spuścić na bambus,
sprowadzić do ziemi, że nie wszyscy są idealni i tacy jakby chciała.
Tylko powtarzam, że małżeństwo najważniejsze i że się
zmieniam/zmienię...

Chcę być inny, spostrzegawczy, szybki w decyzjach, przekonany,
wymagający, egoistyczny, konkretny - ale od czego zacząć? Bez tego
wiem, że po ewentualnym rozwodzie ona będzie rządziła moją relacją z
dzieckiem - a na synu zależy mi najbardziej, nie chcę żeby i jego
urobiła. No i nie chcę dać sobie wejść na głowę innej kobiecie.

Jest dla mnie jakaś szansa na normalny damsko-męski układ?

A dobrych kolegów jak na lekarstwo -wszyscy pędzą do żon i dzieci...
Obserwuj wątek
    • chooligan Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 06.11.08, 14:14
      Nie ma rzadnej nadziei. Wybryk natury spowodował
      że nie urodziłeś się dziewczynką. Nie twoja wina.
      • menscizna Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 08.11.08, 00:27
        Kochany, nie wybryk natury, tylko brak ojca od dzieciństwa i
        nadopiekuńcza matka. ale dzięki, że stawiasz sprawy jasno. to też
        pomaga spojrzeć na siebie
    • katz3 Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 06.11.08, 16:06
      dziwny ten wątek. podpucha jakaś?

      Koledzy ani tu ani w realu niewiele Ci pomogą. Musisz to zrobić sam. Widać, że
      masz świadomość tego co się z Tobą dzieje teraz wystarczy zacząć działać. Od
      czego zacząć? Mówisz że małżeństwo najważniejsze i płacisz za to wysoką cenę.
      Może jednak jest coś ważniejszego od małżeństwa? Poczucie godności, możliwość
      decydowania o samym sobie, prawo do brudnego samochodu? Miłość?
    • cich-awoda Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 06.11.08, 16:35
      znam takiego jednego faceta. żona mu tak wlazła na głowę, że koniec,
      on tylko kasę do domu przynosi, a dysponuje nią tylko ona, też
      siedzi w domu podobnie jak Twoja i ma wiecznie z czymś problem.
      podobnie jak Ty on ma świadomośc, że nie powinno tak być, ale
      potrafi to przyznać tylko swojej kochance. aż cud, że odwazył się
      miec kochankę.
      teraz po kilku latach małżeństwa i związku z drugą panią powoli
      dojrzewa do rozwodu. ale czy do niego dojrzeje nie jestem pewna -
      jest kiepski w podejmowaniu jakichkolwiek decyzji
    • pyzz Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 06.11.08, 22:15
      Ty nie jesteś żadnym pantoflarzem, tylko ofiarą przemocy psychicznej. Naprawdę.
      Zbieraj dowody i do sądu. I żądaj ukarania sprawczyni, pozbawienia jej praw
      rodzicielskich nad dzieckiem. Bo jak nie pójdzie siedzieć, to nawet, jeżeli się
      od niej uwolnisz, to złamie życie innemu mężczyźnie.
      A jak będzie wychowywać Wasze dziecko, to będzie to dla niego katastrofa: momizm
      ze wszystkimi konsekwencjami.
      Naprawdę człowieku jesteś ofiarą przemocy.
      I piszę to zupełnie poważnie.
    • rdbms Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 07.11.08, 06:21
      Szyjesz pantofle?
      Hm, ciekawy zawod.
    • 1.xxx12345 do menscizna 07.11.08, 08:38
      www.wstroneojca.pl/
      • hebdzia81 Re: do menscizna 07.11.08, 10:01
        Ja się zastanawiam czy Twoja żona zawsze była taka czyli
        nadpobudliwa, złośliwa itd. Bo to co opisujesz to wygląd na depresje
        i niewiadomo co jeszcze. Może warto by o niej porozmawiać z
        psychologiem albo lepiej z psychiatrą.
        A po drugie jeżeli tak bardzo Ci przeszkadza, że nie umisz się
        przeciwstawić to wybierz się na kurs asertywności.
        A co do małżeństwa zawsze można iść na terapie.
        Tak czy inaczej żyjecie w toksycznym związku i coś musicie z tym
        zrobić.
        Pozdrawiam i życzę powodzenia
        • pyzz Re: do menscizna 07.11.08, 14:51
          Zawsze mnie zastanawia podejście do kobiet. I do mężczyzn.
          Nad tym człowiekiem żona się znęca. Gdybyś przeczytała post kobiety, która
          skarżyłaby się, że mąż się nad nią znęca, to czy byś skierowała ją na terapię
          małżeńską i kurs asertywności? To, co tam się dzieje to przemoc, a nie toksyczny
          związek. Długotrwała, okrutna przemoc psychiczna. I, kurcze, nazywajmy rzeczy po
          imieniu. Bo twierdzenie, że skoro ona się nad nim znęca, to znaczy, że on jest
          pantoflarzem, to przerzucanie winy na ofiarę.
          • kklekss Re: do menscizna 07.11.08, 19:22
            Nie pracuj w domu. Wynajmij biuro , zatrudnij sekretarkę i zaraz
            będzie lepiej .Odpoczniecie od siebie.
          • menscizna Re: do menscizna 08.11.08, 01:36
            Coś tu w trawie piszczy z tym przerzucaniem winy na ofiarę. Bo dziś
            winny jestem za wszystko (brak pracy, drugiego dziecka, aktualnie
            kiepskie finanse, kłótnie w rodzinie). A ona zawsze wie, co należy
            zrobić i jak, bo "przecież miała tyle godzin na uczelni o czymś tam"
            (jest po psychologii). Ktoś mi kiedyś powiedział na nasz temat:
            przecież to ty odwalasz całą robotę.
            • purchawkapuknieta matko! 08.11.08, 08:04
              ale fujara! dupa wołowa normalnie
              parafrazując Freda:
              takiej dupie wołowej trzeba założyc homonto. Tak jak to robili chłopi do Xlll
              wieku. zakładali dupom wołowym homonto i orali nimi pole. brawo dla pani żony.
              • menscizna Re: matko! 30.11.08, 01:03
                No masz rację, jestem dupa wołowa. Jak mogło mi przyjść na myśl, ze
                w związku dzielimy obowiązki partnersko, że się słucha bolączek
                drugiej strony, że jak partner/ka prosi, to się nie odmawia, bo
                najwyraźniej potrzebuje wsparcia. Widzę ludzi przez pryzmat siebie,
                to naturalne, choć nie zawsze najlepsze rozwiązanie. Nie
                wykorzystuję ludzi, szanuję ich, i myślałem że żonę dobrałem z takim
                samym mianownikiem życia. A tymczasem, u niej kompromis to
                największe zło. Ok, no to będzie miała ZŁO.
            • todeskult Re: do menscizna 21.11.08, 23:56
              Łomatko, jeszcze wyżej nosi dupę niż nos. Baba twoja znaczy.
        • menscizna Re: do menscizna 08.11.08, 00:34
          Nie, kiedyś wydawała sie normalniejsza, w sensie emocji - aż tak nie
          orbitowała jak ostatnio, (matko, z kąd kobiety maja tyle łez???), no
          po prostu ma jakąś nerwicę. Byłem na kilku wiytach u psychologa,
          nawet zaprosiłem żone (dwa razy do dwóch różnych psychologów, a
          ostatnio nawet trzeci raz na wspólną terapię) - odmówiła, bo to nie
          ona ma problem, tylko podobno ja. No na pewno ja mam jakiś problem z
          uległością, ale ona ma problem z wyższością. A na kursie
          asertywności też byłem. Super przeżycie, efekty 30-40%. Z nia jest
          tak - your way or no way. i już dawno trzeba było powiedziec, jej że
          no way. zbieram siły... przecież życie się nie skończy po rozwodzie
        • menscizna Re: do menscizna 08.11.08, 01:02
          To cię zaskoczę:
          ja byłem na terapii (kilka spotkań) już dwa razy - i dwa razy ją
          zapraszałem żeby chociaż powiedziała swój scenariusz, ale nie
          przyszła, bo to "nie ona ma problem".
          No i ostatnio powiedziałem, że przed ostateczną decyzją (o
          rozstaniu/sepracji) spróbujmy chociaż terapii dla par- odmówiła, bo
          ona już wie, czego chce.
          W sumie, w dużej mierze napisałem ten wątek po to, a żeby
          powstrzymać się od utrzymywania tego związku z poczucia winy- raz
          już powiedziałem że mam dosyć, że mam prawo do życia w zgodzie ze
          sobą, taki jaki jestem, ale potem znowu wróciliśmy do normalności...
          przepraszam i cmok cmok. a koło się toczy, tylko że co raz niżej w
          dół... NO I DZIĘKI WSZYSTKIM ZA WYPOWIEDZI, widze że psychiczny nie
          jestem, tylko nie przygotowany (nadopiekuńcza matka, brak ojca) na
          radzenie sobie z takim silnym charakterem jak jej
    • minasz Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 07.11.08, 22:55
      zdominowała cie i tyle
      kobiety bardzo czesto wykorzystuja seks aby przejac władze i zarzadzac
      np jak bedziesz grzeczny i miły to ci dam- a jak nie to wała
      jezeli na to poszedłes to powoli jestes coraz bardziej pod obcasem

      najlepszym sposobem aby pozbyc sie zaleznosci seksualnej jest kur-wa albo inna
      laska(niech sie babie nie wydaje ze jestes zalezny tylko od jej piz-dy)

      kiedy juz sie uwolnisz od takiego seksu nastepna rzecza ktora powinienes zrobic
      to rzecz najprostsza - liczysz sie ty a laski masz w dupie (tzn masz swoje
      zainteresowania a jak laska sie wpiernicza to niech wypier-dala- znajdsz inna)
      pamietaj nigdy sie nie dostosowuj -tylko rob co chcesz i bedzie ok
      • menscizna Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 08.11.08, 00:52
        wymagająca hetera. fakt, że seks BYŁ dobry, ale jak "się zasłużyło".
        Zapomnij, żeby sobie pograć raz w miesiącu (!) w komputer, a jak
        kiedyś próbowałem chodzić na windsurfing co niedzielę na 3 godziny,
        to też juz były telefony, żebym wracał. albo nie pomóc jej sprzątać,
        jak i tak przychodzi sprzątaczka - wtedy sprzątamy we trójkę. No
        zdominowała mnie, to jasne, tylko kmać dlaczego JA się dałem
        zdominować. przecież to nie logiczne. to mnie martwi na
        przyszłość... "rób co chcesz i będzie ok"- to dobre dla singli, ale
        czy to się sprawdza w związkach??? Jeśli chce się mieć więcej dzieci?
        • minasz Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 09.11.08, 00:05
          nie rozumiesz myslenia kobiet - u nich sa 2 opcje albo myslisz tak jak ona chce
          albo jestes jej wrogiem - nie staraj sie kobiecie niczego tłumaczyc - jak to
          zrobisz dobrze to tylko zamilknie i bedzie szukała mozliwosci zeby jak
          najszybciej sie zemscic (takie pierwotne myslenie rywalizacyjne)a maja
          najrozmaitsze techniki- wiec trzeba uwazac
          warto tez kobiety troche ustawic nie łudz sie jak ty nie ustawisz jej to ona
          zrobi to z toba hehehe
          kiedy robisz to co chcesz w zwiazku to ryzykujesz jego rozwaleniem
          ale nie dajesz sie ustawiac- zreszta jak kobieta cie poustawia to tez jest duza
          szansa ze potraktuje cie jak smiecia i np zrobi z ciebie rogacza hehe
        • lacido Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 19.11.08, 22:33
          jak to dlaczego?
          widać jesteś słaby i musisz czuć nad sobą silną ręke :)))
    • bertrada Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 08.11.08, 00:47
      Nie jesteś pantoflarzem tylko twoja żona jest chora psychicznie i jak
      najszybciej potrzebuje fachowej pomocy. Jak dobrowolnie nie pójdzie do
      psychiatry, to po prostu zadzwoń po pogotowie jak będzie mieć następny atak
      wściekłości i to powinno pchnąć sprawę do przodu.
      • menscizna Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 08.11.08, 01:47
        to dobra rada, naprawdę! Myślę, że jakbym dał jej powód, np. walnął
        ją żeby się uspokoiła - to by na mnie wezwała policje w 3 sekundy. A
        ja na nią karetkę. To by we wsi opowiadali...
    • mar.lena Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 08.11.08, 00:54
      Wyslij zone do pracy. ;]
      Jej fochy biora sie z braku ambitniejszych zajec, jestes
      jej "jedynym łącznikiem" ze swiatem, w związku z tym wszystko co
      dobre i złe jest z Twojego powodu. ;] Powiedz, ze jedno dziecko to
      jest bardzo Ok, i teraz potrzebujesz jej pomocy w zarabianiu
      pieniedzy. Nie tlumacz dlaczego. Tylko taka jest koniecznosc i
      kropka. Nawet jak troche pomarudzi, wyjdzie jej to na dobre i
      przestanie myslec o "duperelach". W ogole plusow tego widze cale
      multum...

      I to pisze ja... kobieta pracujaca.
      • menscizna Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 08.11.08, 01:17
        boże, ludzie, jesteście mądrzy. Ale mam wrażenie, że w kłótniach to
        wszystko już powiedziałem. Dziś już czuję się tak cholernie winny,
        tego że mamy tylko jedno dziecko, jakby ono było jakimś inwalidą.

        Ona jest taka pewna siebie, asertywna, no i teatralna, że nigdy być
        może nie mówię jej tego co myślę na tyle dosadnie, żeby ją wryło i
        przeszly ciary - boję się, że dostanie jakiej zapaści "przeze mnie",
        wezwie karetkę, albo wyjdzie z dzieckiem i się zacznie chryja na
        maxa.

        A praca? tak teraz szukamy jej pracy, pomagam jej w CV, ma
        wykształcenie i trochę doświadczenia. Ale robi to po to, żeby się
        wyprowadzić, jak wyjdzie na swoje.

        NIECH KTOŚ DA MI JAKIŚ SPOSÓB NA MÓWIENIE PROSTO Z MOSTU TO CO SIĘ
        CZUJE GDZIEŚ GLĘBOKO - nie wiem, mam iść do lasu i wrzeszczeć? albo
        na panienki? albo się spić? no nie wiem, co? czy tylko jakieś terpie
        i wynurzenia?
    • menscizna Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 08.11.08, 01:28
      sluchajcie:
      1. dzięki za odpowiedzi wszystkim
      2. zwracam honor forumowiczkom, bo ich posty też coś wnoszą. ale
      zrozumcie, że potrzebuję teraz jak najbardziej męskiego,
      extremalnego i bezpardonowego punktu widzenia, bo inaczej to utopię
      swoje życie w poczuciu winy i przytakiwaniu na jej warunki
      rozwodu/opieki nad dzieckiem
      3. czy ktoś przeżył lub widział KOMPLETNĄ TRANSFORMACJĘ SIEBIE? czy
      to jest możliwe tylko przez długotrwałą terapię? Chcę wziąć życie za
      bary, podnieść czoło i iść z impetem, a nie jak ślimak dźwigać
      ciężar żony i jej jakości życia.
      • pyzz Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 08.11.08, 16:01
        > 3. czy ktoś przeżył lub widział KOMPLETNĄ TRANSFORMACJĘ SIEBIE? czy
        > to jest możliwe tylko przez długotrwałą terapię? Chcę wziąć życie za
        > bary, podnieść czoło i iść z impetem, a nie jak ślimak dźwigać
        > ciężar żony i jej jakości życia.
        Tak. Ja widziałem. Niestety widziałem ludzi, którzy byli latami doprowadzani do
        upodlenia aż w końcu nie wytrzymali i (w ich własnym mniemaniu) powiedzieli dość
        ciągłego zginania karku i bycia podczłowiekiem. Niestety w praktyce wyglądało to
        w ten sposób, że wybuchała w nich zbierana latami agresja. W takiej sytuacji
        całe otoczenie uznawało znęcającego się latami nad takim człowiekiem oprawcę za
        niewinną ofiarę przemocowca i za swoją przemianę ludzie Ci płacili wysoką cenę.
        Dlatego polecam "załatwienie" znęcającej się nad Tobą żony w sposób
        cywilizowany. Zbieraj dowody i do sądu.
        Oczywiście Policja mężczyzn właśnie w tej dziedzinie mężczyzn dyskryminuj i
        będziesz musiał NAPRAWDĘ DOBRZE udokumentować swoje krzywdy, zanim policja się
        tym zainteresuje, ale innej rady nie ma.
        • minasz Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 09.11.08, 00:13
          hehehe
        • whitenabuchodonozor Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 06.01.09, 12:47
          Wcale nie dyskryminuje, ja się spotkałem ze zrozumieniem, gdy moja oskarżyła
          mnie o znęcanie się nad nią. Gliniarze też ludzie (w moim przypadku policjantka)
          i widzą z kim mają do czynienia.
      • winnix Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 08.11.08, 21:34
        Głos damski, ale w sumie koleżanek za bardzo nie mam i podobno męskie podejście do wielu spraw prezentuję.
        Więc po kolei. Nie rozumiem facetów, którzy dają sobie tak wleźć na głowę. Patrzę po moich kolegach - jeden żonaty z laską, zawsze wszystko jest jego winą. Drugi, niedawno na szczęście zakończył pięcioletni związek, który go odizolował od świata zewnętrznego, bo nic mu nie było wolno. Trzeci ostatnio miał mega awanturę i płacz, bo się 25 minut spóźnil w porównaniu do tego, co napisał w smsie. Chłopaki!!! Aż żal patrzeć jak się tak dajecie robić:(

        A teraz ad meritum. Jestem typem dominującej kobiety, lubię stawiać na swoim i być w centrum uwagi. ALE. Nigdy mojemu facetowi (w sumie już byłemu, ale to inna sprawa) niczego nie zabraniałam - nie znoszę jak ktoś mi czegoś zabrania i nie poczuwam się do zabraniania. Lubię, jak od czasu do czasu ktoś zdejmie ze mnie odpowiedzialność za decydowanie o wszystkim. Rzygam tym, że ja decyduję gdzie pojedziemy na wakacje (bo jemu w sumie obojętnie, wszędzie będzie fajnie), jak będzie wyglądać salon (bo jemu to się w sumie wszystko podoba) i jaki kupimy samochód (bo on się nie zna i w sumie obojętne). ALE. Jest coś takiego, że jak ktoś sie podklada, to ciężko się powstrzymać, żeby tego nie wykorzystać. Władza upaja. Jak na początku nie ustawisz pewnych granic, kobieta poczuje władzę i zmanipuluje wszystkim tak, że się nie wygrzebiesz.

        Na koniec - nie wiem na ile Twoje problemy wynikają z trudów związku, a na ile z głęboko zakorzenionych rzeczy z dzieciństwa. Jeśli to pierwsze, to jakiś czas solo, sporo myślenia i rozmów z mądrymi znajomymi pomoże. Jeśli to drugie, to wg mnie bez psychologa się nie obejdzie. No i zależy od tego, jak masz silną psychikę. Ja na przykład znalazłam sposoby na radzenie sobie z pewnymi sprawami i potrafię po krótkim okresie dołowania sama sie postawić do pionu. Ale nie każdy tak ma, niemniej jest to do zrobienia. Dodam, że szczęśliwego dzieciństwa nie miałam i jakieś niefajne sprawy też mam zakorzenione, ale udało mi się je pokonać, między innymi dzięki wspaniałym ludziom, których los postawił na mojej drodze:)

        Aha i jeszcze jedno. Nie da się zmienić o 180 stopni. Ale da się uwolnić i krok po kroku zmienić nastawienie w niektórych kwestiach:)
        • minasz Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 09.11.08, 00:11
          wydaje ci sie tylko ze jestes dominujaca heheh
          wnioskuje to tylko na podstawie twojego postu
          • winnix Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 09.11.08, 10:21
            Możliwe. Wiem, że lubię stawiać na swoim i lubię jak jest tak jak ja chcę. Ale
            po iluś tam latach, stwierdziłam, że mam dosyć i że miło by było, gdyby dla
            odmiany ktoś zadecydował, wspomógł, zorganizował itd. Zwyczajnie jestem zmęczona
            zajmowaniem się wszystkimi aspektami życia.

            Jeśli to oznacza, że nie jestem dominująca, tym lepiej, w sumie niefajnie być
            dominującą;)
            • minasz Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 11.11.08, 21:59
              osobowosc dominujaca przydaje sie w handlu wojsku lub kryminale- w zwiazku jest
              niewskazana podobnie jak u osob tworczych :)
    • kruk51 Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 10.11.08, 21:00
      Odnoszę wrażenie, że to Ty ją kochasz, kochałeś lub chcesz kochać ! Ona
      po prostu wyszła dobrze za mąż. Małżeństwo to nie jest zniewolenie jed
      nej osoby przez drugą. To nie jest kariera dla leniwych kobiet. Ustal
      cie między sobą zakres obowiązków. Wyręczanie współmałżonka, bądź wyrę
      czanie się współmałżonkiem to podstawowy błąd w małżeństwach. Pogoń ko
      bitę do pracy zawodowej, bo jej palma odbija. Musisz się zdobyć na twa
      rdą rzeczową rozmowę. Bo inaczej wcześniej czy później małżeństwo się
      rozleci. To Ci mówi facet, który jest 42 lata ślubie z tą sama kobie
      tą. Wychowaliśmy dwóch synów, a teraz mamy czworo wnucząt. I nic nie
      wskazuje na to by mielibyśmy się rozstać. To wszystko zależy od szcze
      rości i otwartości między Wami. Miłość małżeńska bez szczerości i otw
      artości nie jest miłością. Jest oszukiwaniem siebie nawzajem.
      • menscizna Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 14.11.08, 23:25
        Ostatnio mi powiedziała, że na 5 lat małżeństwa tylko przez 1.5 roku była
        szczęśliwa. Plus kilka standardów i innych obwiniań. Od tego czasu (około
        tygodnia) poszedłem do drugiej sypialni, no bo nie bądźmy hipokrytami. Na
        szczęście również przez dwa tygodnie mam zlecenie "na mieście" więc nie siedzimy
        już w domu razem, tylko ona sama. Pracy szuka, wysyła 1 CV na 3 tygodnie. Krótko
        to nie potrwa... Kupiła sobie Deprim Forte bez recepty - sama nazwa wskazuje na
        co to jest.
        Zgoda, że rozmowa to podstawa, ale u nas już przegadaliśmy wszystkie aspekty i
        się po prostu przestaliśmy zgadzać. Ja jestem winny. Mógłbym ciągnąć to
        małżeństwo dalej, jestem raczej dostosowawczy i tolerancyjny (czytaj nie
        wyznaczam granic), więc pewno bym wytrzymał, gdyby nie jej histerie. Ale logika
        karze się na sucho zastanowić, czy za 1 miesiąc/rok nie będziemy znowu w tym
        samym miejscu rozmawiali o rozstaniu. Już chyba nie potrafię się zbliżyć, bo mi
        tak na wciskała, że się tego nie odkręci.
        • pancwynar Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 21.11.08, 13:04
          to jest scenariusz "taty" ślesickiego?
      • minasz Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 14.11.08, 23:52
        a ja uwazam ze to nie tyle miłosc co takie uzaleznienie i strach przed
        zmiana(czy kogos znajde a jak znajde czy bedzie lepsza)
        co do rzeczowych rozmow z kobietami troche mnie zadziwiasz - kurcze jestes juz
        tyle z baba i nie wiesz jak to wyglada- kobiety maja swoja wizje jak to ma
        wygladac jak chcesz ja zburzyc to zostajesz jej wrogiem
        sam pewnie jestes pantoflem stad te gadanie o homeostazie- tak naprawde zdrowy
        zwiazek to jest ciagła rywalizacja
        • pancwynar Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 21.11.08, 13:06
          minasz napisał:

          > a ja uwazam ze to nie tyle miłosc co takie uzaleznienie i strach
          przed
          > zmiana(czy kogos znajde a jak znajde czy bedzie lepsza)
          dokładnie
          z resztą postu troche przesadzasz; nie każda kobieta jest taka (choć
          żadna nie jest wyśnionym, męskim ideałem)
        • menscizna Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 30.11.08, 01:26
          tak naprawde zdrowy
          > zwiazek to jest ciagła rywalizacja

          -chyba dla dwudziestolatków. Masz dwadzieścia kilka lat? Wtedy
          faktycznie trzeba zdobywać, to wiek podbojów, kotka i myszki. Jak
          masz trzydziechę, to się zmienia. Juz wiesz, co lubisz, Nie ładujesz
          tyle energii w sam związek, tylko w dom, w dobrobyt, w dzieci, w
          przyszłość. Jedni to nazywają prozą życia, ja myślę, że to może być
          przejściem o poziom wyżej - jeśli jesteś wrażliwy, rodzinny i
          nadajesz na tej samej wali co partner/ka. Lub o poziom niżej, jeśli
          jesteś egoistą.

          Niestety, ja aktualnie nie nadaję na tej samej fali co ona...
    • i.see.you.baby Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 10.11.08, 22:35
      chyba caly problem polega na tym ze ona bardzo potrzebuje kopa w dupe, a Ty jej
      tego kopa nie dajesz.
      jak czytam takie historie to az mi sie wierzyc nie chce...
      jesli na kopa w dupe bedzie reagowac jeszcze wieksza histeria niz dotychczas to
      mysle ze najlepsze dla ciebie bedzie rozstanie.
      a tak na marginesie: jakos nie wierze ze z Ciebie taka dupa wolowa i naprawde
      ciekawe jest jak bardzo pieprznieta polowica potrafi zniszczyc poczucie wlasnej
      wartosci.
      btw - ona jak rozumiem jest silna zdecydowana itp, tak? zaloze sie ze wlasnie to
      miedzy innymi tak zawrocilo Ci w glowie jak ja poznales, nieprawdaz?
      PS: moj ojciec jest dokladnym przeciwienswtem Ciebie i jesli mialabym wybierac
      miedzy takim facetem jak on a staropanienswtem to bez chwili wahania wybralabym
      to drugie.
      • menscizna Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 14.11.08, 23:47
        100% racji, ona potrzebuje kopa w dupę, pewno tego chce, ale przez 5 lat była
        traktowana z szacuneczkiem. I się rozpanoszyła, czuje że wszystko może
        podporządkować pod siebie, a na szali stawia związek -mówi: idziesz tak jak ja,
        albo idę sama z dzieckiem. Jest zdesperowana, bo w wieku 30 lat chciałaby mieć
        albo 2 dzieci, albo karierę. A obudziła się z jednym dzieckiem i tyle, bez
        zajęcia, bez znajomych, bo wyprowadziliśmy się pod miasto na wieś, gdzie są złe
        relacje sąsiedzkie, więc jest odizolowana od świata normalnych ludzi. Siedzi mi
        na głowie.

        WNIOSEK: Każdy oczekuje od drugiego żeby był taki, jak się jest samemu: ona
        potrzebuje kopa w dupę, bo sama daje takie kopy i ustawia po kątach. A ja
        oczekuję zrozumienia, tolerancji, nie mówienia jak wszystko ma wyglądać na
        świecie, bo sam zawsze słucham, ba uczestniczę w jej wszystkich bolączkach,
        toleruję wszelkie zachcianki, i do tej pory nie wtrącałem się, jeśli nie
        pracowała. Jesteśmy totalnie dwie różne osobowości, podejścia do związku. Mam
        wrażenie, że ona byłaby szczęśliwsza z innym typem osoby, i ja też z zupełnie
        innym typem. Może potrzeba było 5 lat na takie wnioski.

        Aktualnie wyprowadziłem sie do drugiej sypialni, żeby postawić granicę - nie
        musimy zawsze być jednomyślni. Nie podoba jej sie moja osobowość, to nie oznacza
        jeszcze że muszę się zmieniać - możemy jeszcze być osobno.

        Czytam sobie ten wątek co kilka dni, żeby nie ulec "czasowi, który leczy rany".
        Bo nie chcę się wyleczyć z tych ran, tylko nauczyć i zmienić model związku.
        DZIĘKI.
        • pancwynar Kolego 'Pantoflarzu' 21.11.08, 13:30
          przepraszam bardzo, jedno pyt.
          jak zrozumiałem Ty utrzymujesz dom (ona bez pracy), ona odcięła się
          od znajomych (to już najlepiej świadczy o niej - przeprowadzka nie
          ma tu nic do rzeczy), Ty prowadzisz nota-bene dom; itd..
          czyli co... ona chodzi po domu niczym udzielna królowa, dyryguje,
          zarządza i nic poza tym nie robi?
          to czemu nie wykorzystasz tej sytuacji? skoro ona GROZI Ci rozwodem,
          zabraniem dziecka odp.: 'proszę bardzo, a z czego się utrzymasz;
          proszę bardzo, a czym się zajmiesz skoro do pracy nie chcesz iść;
          proszę bardzo, a kto będzie chciał być z kobietą, która nie ma
          żadnych znajomych, zerwała kontakty i jedyne co umie to wyżywac się
          na mężu/dziecku?'
          to tylko przykłady (może i nietrafne)
          po prostu zastanów się jak będzie wyglądało jej życie BEZ CIEBIE i
          użyj tych argumentów gdy znów zacznie Ci grozić;
          a skoro mieszkacie w domu olej histerię, może dla podkreślenia wagi
          swoich słów wręcz pieprznij kiedyś półmiskiem o ścianę (American
          Beauty:P) i wyjdź gdy zacznie pyskować; a po powrocie zaznacz, że
          dyskusję będziesz prowadził tylko na równych zasadach więc niech Ci
          nie grozi bo to już na Tobie wrażenia nie robi;
          ponieważ może Ci być ciężko przejść do kontrataku dlatego radzę taki
          mocny akcent i wyjście z domu aby przewietrzyć głowę i skupić się na
          tym co chcesz powiedzieć po powrocie (jeśli będziesz się czuł na
          siłach od razu odbić piłeczkę na jej stronę, ok. możesz zrobić to z
          marszu, bez 'spacerów')
          do cholery, zacznij działać
          to Ty masz jaja w tym związku i udowadniasz to każdego dnia
          przynosząc do domu gotówkę dla swojej rozhisteryzowanej królowej;
          a drugim krokiem powinno być zaciągnięcie lubiej do psychologa
          (chyba, że już Ci całkiem nie zależy i myślisz tylko jak wyjść z
          bagna jak najmniej ubłoconym)
          tu nie ma miejsca na 'metody małych kroczków'
          trzeba radykalnie i jednoznacznie wyznaczyć królewnie granice, a
          na koniec strącić ja z tronu na który wlazła i z którego dyktuje
          tobie warunki...
          powodzenia
    • showmessage Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 10.11.08, 23:33
      Zawsze jest jakaś "ściereczka". Dowcip polega na tym żeby sie nią nie
      przejmować. :) Czytaj - koncertowo zlewać. :) W razie wymówek zostaje "sprzątaj
      se sama jak robisz to lepiej!". Bo co Ci zrobi? Pobije? ;) Poza tym skoro nie
      pracuje w robocie to niech pracuje w domu czyli np. sprząta. Trudno żeby
      wszystko było na Twojej głowie. Obowiązki domowe można dzielić jak się też razem
      do pracy chodzi.
      Tak na oko to jej brakuje zajęcia, ma kompleksy na punkcie tego że nie czuje się
      potrzebna. Czas ją obudzić. :) To niestety twoje zadanie. Zagroź rozwodem,
      wyprowadź się z sypialni. Odrobina adrenaliny się Wam przyda. Pokażesz że sam
      decydujesz i sobie i jej. Inaczej na Ciebie spojrzy. No i będzie musiała wziąć
      się w garść i też coś z siebie dać. Tylko nie daj się zastraszyć ani przeprosić
      za wcześnie. Możesz powoli zacząć w wyraźny sposób pisać pozew.. Tak dla picu
      ale ona się nie dowie... ;)
    • rsobczuk Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 14.11.08, 17:36
      Wiesz co ja bym zrobił? Wziął bym portfel, samochód i wpizduł się nie pojawił
      więcej już. Zabierz jeszcze telefon (jak masz fajny), ale wyrzuć kartę SIM.
      Zacznij wszystko od nowa.
      • kag73 Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 15.11.08, 17:44
        nie jestem kolega, tylko kolezanka, ale tez chce cos dorzucic.

        Po pierwsze uwazam, ze nie jestes pantoflarzem, tylko calkiem "niezlym" facetem,
        sympatycznym i z poczuciem humoru.Dla mnie "normalny" facet, na ktorego male
        niedoskonalosci patrzylabym z humorem. Szkoda tylko, ze ona tego nie potrafi i
        nie potrafi docenic tego, ze jestes naprawde "kochaniutki".
        Problem chyba polega na tym, ze Twoja zona czuje sie niespelniona, chciala
        drugie dziecko, jest nieszczesliwa, bo go nie. Kariery tez nie zrobila.
        Wiem, pomysl zwariowany, ale mozna zaadoptowac dziecko skoro tak bardzo chce a
        przy okazji zrobic cos dobrego.
        Poza tym zona moze sprobowac poszukac pracy, albo sie doksztalcic, zeby miec
        jakas perspektywe dla siebie.
        Chyba ma rodzaj depresji, tkwi w tej sytuacji choc jest niezadowolona i nie
        potrafi nic zmienic.
        Moze pomoze powazna, szczera rozmowa, ze spokojem i bez wyzywania.
        Sprobuj powiedziec co czujesz, jak Ty to widzisz, co mozesz sprobowac zmienic a
        co ona powinna postarac sie zaakceptowac i zmienic.
        A czy Ty ja jeszcze kochasz?
        • menscizna Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 15.11.08, 20:05
          Dziewczyno, nie masz nawet pojęcia, jaki mam głód na takie osoby jak ty - ktoś
          kto ma wrodzoną tolerancję, margines na błędy. Ktoś kto we mnie dostrzeże, że to
          co dla niej jest wadą, w normalnym świecie jest zaletą. Mam takie przeczucie,
          ale chyba tylko przez rozwód tego się mogę dowiedzieć.

          Zamierzam wyjść z tej klatki.
          • poemalamaleta Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 16.11.08, 09:43
            lekko przeraża mnie ta historia. zarysował mi się obraz kobiety,
            która ma spory problem w kontaktach nie tylko z mężem. napisałeś, że
            wszyscy są dla niej wadliwi. nie dziwi cię to? cały świat be, a ona
            jedna cacy? przyznasz, że taka postawa to patologia.
            na moje oko twoja żona wcale nie ma silnej osobowości, ani mocnego
            charakteru. jest znerwicowaną, rozhisteryzowaną panienką, która nie
            panuje nad własnym życiem, o emocjach nie wspominając. nie ma chęci
            wziąść życie w garść, zrobić cokolwiek, łatwiej jest jej narzekać,
            krytykować, użalać się nad sobą, i ze swojego nieszczęscia budować
            ołtarzyk, przed którym codziennie składa ofiarę ze swojej histerii.
            nie sądzę, aby dobrym rozwiązaniem było powoływanie drugiego
            potomka, który ma tylko zasłonić jej nieumiejętność życia życiem
            dojrzałej kobiety. jak się nie ma pomysłu na życie, to najłatwiej
            jest zostać matką, tzn. urodzić i siedzieć przy dzieciaku latami. i
            mieć kolejny powód do nieszczęscia, niespełnienia, poświęcania itp.
            ciekawi mnie czy twoja żona nie ma jakiegoś lęku przed ludźmi. nie
            wiem czy dobrze odczytałam, ale kroi mi się obraz ucieczki przed
            światem, gdzie ty i dziecko jesteście zakładnikami jej zdziczenia.
            pośród przyjaciół, znajomych, sąsiadów, współpracowników trzeba
            trzymac jakieś normy społeczne - ona chyba od dawna nie miała
            takiego bodźca. cóż, w takich okolicznościach łatwo stać się
            dzikuską.
            nie sądzę, że jesteś pantoflarzem. po prostu twoja żona jest
            kobietą, która nie potrafi docenić i czerpać z twojego usposobienia.
            i na koniec najważniejsze - współczuję dziecku, które ma taki obraz
            matki, kobiety, relacji rodziców. nawet gdy tego nie wiedzi, to na
            pewno słyszy tą histerię. wybacz, ale powinnieneś skupić się na tym,
            jak ochronić dziecko.
            powodzenia
            • menscizna Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 19.11.08, 14:10
              Ten wątek to najdziwniejsze, co mi się przydarzyło - napisałem o sobie
              "wyznanie", że jestem uległym PANTOFLARZEM, a wszyscy mi odpisują, że to moja
              żona jest neurotyczką.

              Z jednej strony to dobra wiadomość, bo mogę stworzyć INNY normalny związek. Z
              drugiej strony martwi mnie przyszłość naszego syna - 1. jest przedszkolakiem,
              potrzebuje matki i jest pod jej wpływem (jest płaczliwy), 2. nie dostanę
              wyłącznej opieki, ale i nie chcę - dla jego dobra.

              no i postanowiliśmy się rozwieść. BYLE SKUTECZNIE!!!
              Powiedziała, że przez 5 lat małżeństwa tylko 1.5 roku była szczęśliwa - SIUP JEJ
              W DZIÓB. NIGDY WIĘCEJ!


              A teraz NAJCIEKAWSZY NEWS - to wszystko przepowiedział mi astrolog pół roku temu
              (plus o pewnych formalnościach, które faktycznie mają miejsce, no inne rzeczy
              które sobie sprawdzę z czasem)- na podstawie daty i miejsca urodzenia mojego i
              żony. Normalnie jestem praktyczny facet, ale takich informacji rozumem nie umiem
              podważyć - pozostaje tylko uwierzyć w astrologię.
              • mar.lena Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 19.11.08, 15:51
                Astrologia to bzdety. Jestes panem wlasnego zycia i na wiekszosc
                rzeczy masz wplyw Ty sam. Rowniez na to, ze pozwoliles swojej zonie,
                jak ktos sie ladnie wyrazil, zdziczec w Twoim (Waszym) wlasnym domu.
                Co takiego robiles, albo nie robiles, ze ona tak sie zmienila...?


                No dobrze, zalozmy, ze nie rozumiales tego mechanizmu, ze zona
                zamknieta w domu glupieje, i w kazdej dueperelce widzi problem,
                ktoremu winny jestes Ty, a w dodatku jej poziom intelektulany spada
                gwaltownie w dol, z braku bodzcow zewnetrznych. Ale teraz przyszla
                pora na etap B, zrozumiales, ona - nie wiem, ale dajesz jej tego
                kopniaka w slodka pupcie i idzie do pracy. Zosatwcie sobie pol roku
                na oswojenie sie z nowa sytuacja, powinna sie zmienic diametralnie.
                Jest szansa na odrodzenie Waszych pozytywnych relacji.

                Moze i Ty powinienes miec prace poza domem?

                Plan C, czyli rozwod musi pozostac na deser, jesli wczesniejsze
                sposoby zawioda. Jesli nie podejmiecie proby naprawy, ani nie
                wyciagniecie wnioskow, pewne bledy w relacjach beda sie dalej
                przenosic, do nastepnych zwiazkow, a Wasz synek to juz bedzie tak
                skrzywdzony, ze bol...

                Moge sie mylic, ale Twoja zona moze jest neurotyczka w wyniku
                sytuacji domowej, a kiedy ta sytuacja ulegnie zmianie, moze i ona
                sama sie zmieni. Daj jej szanse, nawet jesli ona tego nie rozumie.

                Pozdrowka.
                • pyzz Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 19.11.08, 17:55
                  > No dobrze, zalozmy, ze nie rozumiales tego mechanizmu, ze zona
                  > zamknieta w domu glupieje, i w kazdej dueperelce widzi problem,
                  > ktoremu winny jestes Ty, a w dodatku jej poziom intelektulany spada
                  > gwaltownie w dol, z braku bodzcow zewnetrznych.
                  Nie zwalaj winy na ofiarę! To nie ON zamknął żonę w domu, tylko żona urządziła
                  sobie wygodne życie, w którym ona nie musi pracować, bo mąż zasuwa na nią.

                  > pora na etap B, zrozumiales, ona - nie wiem, ale dajesz jej tego
                  > kopniaka w slodka pupcie i idzie do pracy. Zosatwcie sobie pol roku
                  > na oswojenie sie z nowa sytuacja, powinna sie zmienic diametralnie.
                  > Jest szansa na odrodzenie Waszych pozytywnych relacji.
                  Nie ma szans. Ty chyba żartujesz! Ona OCZYWIŚCIE się zmieni. ON zauważy jej
                  zmianę, wróci do niej. Ale jak on już wróci, to zacznie się jeszcze raz.
                  Kurcze, czy jakby mąż bił żonę, to też byś jej radziła "odejdź od niego, jak
                  zrozumie stratę, to wróć"? Też byś sądziła, że nie zacząłby bić z powrotem? Tu
                  sytuacja jest IDENTYCZNA. Jedyna różnica, że przemoc nie fizyczna, ale psychiczna.

                  > Moge sie mylic, ale Twoja zona moze jest neurotyczka w wyniku
                  > sytuacji domowej, a kiedy ta sytuacja ulegnie zmianie, moze i ona
                  > sama sie zmieni. Daj jej szanse, nawet jesli ona tego nie rozumie.
                  Żona jest przemocowcem. Tyle. Należy ją wsadzić do więzienia, a niech TAM zajmą
                  się jej leczeniem (nb. i tak dostałaby szansę, o jakiej mężczyźni-przemocowcy
                  nie mają co marzyć - oni też są jedynie neurotykami, ale ich się jedynie karze).
                  • mar.lena Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 19.11.08, 18:20
                    pyzz napisał:

                    > > No dobrze, zalozmy, ze nie rozumiales tego mechanizmu, ze zona
                    > > zamknieta w domu glupieje, i w kazdej dueperelce widzi problem,
                    > > ktoremu winny jestes Ty, a w dodatku jej poziom intelektulany
                    spada
                    > > gwaltownie w dol, z braku bodzcow zewnetrznych.
                    ---
                    Nie zwalaj winy na ofiarę!

                    --> Nie zrozumiales zdania, nie zwalam winy na mezczyzne. W ogole
                    jej nikomu nie przypisuje, raczej sytuacji.

                    > > pora na etap B, zrozumiales, ona - nie wiem, ale dajesz jej tego
                    > > kopniaka w slodka pupcie i idzie do pracy. Zosatwcie sobie pol
                    roku
                    > > na oswojenie sie z nowa sytuacja, powinna sie zmienic
                    diametralnie.
                    > > Jest szansa na odrodzenie Waszych pozytywnych relacji.
                    ---
                    > Nie ma szans. Ty chyba żartujesz! Ona OCZYWIŚCIE się zmieni. ON
                    zauważy jej
                    > zmianę, wróci do niej. Ale jak on już wróci, to zacznie się
                    jeszcze raz.

                    --> Chyba jestes astrologiem, skoro wiesz co bedzie.

                    > > Moge sie mylic, ale Twoja zona moze jest neurotyczka w wyniku
                    > > sytuacji domowej, a kiedy ta sytuacja ulegnie zmianie, moze i ona
                    > > sama sie zmieni. Daj jej szanse, nawet jesli ona tego nie
                    rozumie.
                    ---------
                    > Żona jest przemocowcem. Tyle. Należy ją wsadzić do więzienia, a
                    niech TAM zajmą
                    > się jej leczeniem.

                    --> taaaaa....
                • menscizna Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 30.11.08, 01:42
                  A propos astrologii- nie podchodzę do tego "wierzę, czy nie wierzę".
                  Po prostu byłem u gościa, powiedział co wiedział, same duże rzeczy -
                  zakończenie związku, sprzedaż/formalności związane z domem,
                  koncentracja na finansach. Poźyłem pół roku i tak się po prostu
                  dzieje. Nie podważam astrologii ani własnego wpływu na życie- po
                  prostu słyszałem to co powiedział na własne uszy, a teraz czuję to
                  na własnej skórze - oto dwa niezbite fakty.

                  Jeśli ten sam zawód będę wykonywał "w firmie" to, będe zarabiał o
                  50% mniej i pracował o 50% więcej...

                  Acha, LUDZIE PAMIĘTAJCIE ŻE ONA MA 30 LAT I SAMA JEST ODPOWIEDZIALNA
                  ZA WŁASNE ŻYCIE, jesli jest nieszczęśliwa, to powinna przyjść po
                  pomoc do mnie, a nie z mordą.
              • pyzz Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 19.11.08, 18:03
                > 1. jest przedszkolakiem,
                > potrzebuje matki i jest pod jej wpływem (jest płaczliwy),
                Dla jego dobra MUSISZ odciąć go od jej wpływu. Ona na Tobie się znęca, a dziecku
                grozi tzw. momizm. ZWŁASZCZA po rozwodzie: ona swoje frustracje będzie przelewać
                na dziecko, będzie wzbudzać w nim poczucie winy, a nienawiść do Ciebie. Pod JEJ
                opieką wyrośnie z syna człowiek nieprzystosowany do życia, egocentryczny,
                bierny, zakompleksiony (o ile nie młodociany przestępca, narkoman, lub
                młodociany samobójca)

                > 2. nie dostanę
                > wyłącznej opieki, ale i nie chcę - dla jego dobra.
                Zrozum człowieku, że ta kobieta (jeżeli opisujesz swoją sytuację w sposób
                prawdziwy i pełny) znęca się nad rodziną. NAPRAWDĘ dla dobra dziecka powinna
                zostać pozbawiona praw rodzicielskich.
    • facettt wydrzyj na nia "morde" 19.11.08, 17:59
      pare razy tak, zeby sasiedzi uslyszeli - jak bedzie Ci znowu
      wchodzic na glowe.

      po paru takich spektalach sie uspokoi, bo bedzie sie bala
      tego darcia :)))
      • mar.lena Re: wydrzyj na nia "morde" 19.11.08, 18:22
        facettt napisał:

        > pare razy tak, zeby sasiedzi uslyszeli - jak bedzie Ci znowu
        > wchodzic na glowe.
        >
        > po paru takich spektalach sie uspokoi, bo bedzie sie bala
        > tego darcia :)))

        A wiesz, ze to moze byc dobre. ;]
        • facettt Re: wydrzyj na nia "morde" 19.11.08, 18:26
          mar.lena napisała:
          > A wiesz, ze to moze byc dobre. ;]

          wiem, gdyz sprawdzilem i poskutkowalo.
          na policje nie mogla zadzwonic, bo krzyk "pod sufit" to nie jest
          grozna uzycia sily, a do 22-giej we wlasnym mieszkaniu krzyczec
          wolno.
          uslyszalem , co prawda, ze jestem chamem, ale co mi tam.
          najwazniejsze, ze jest spokoj i nie ma wchodzenia na glowe.
      • pancwynar Re: wydrzyj na nia "morde" 21.11.08, 13:36
        facettt napisał:

        > pare razy tak, zeby sasiedzi uslyszeli - jak bedzie Ci znowu
        > wchodzic na glowe.
        >
        > po paru takich spektalach sie uspokoi, bo bedzie sie bala
        > tego darcia :)))

        to samo napisałem wyżej:)
        + efekty dźwiękowe

        szkoda tylko dzieciaka, który będzie miał traumę...
    • lacido Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 19.11.08, 22:38
      przeczytałam i wymiękłam
      poszukaj jakiejś grupy wsparcie skoro nie dajesz sobie sam rady, strasznie Cię
      matka skrzywdziła wychowując na taką za przeproszeniem dupę wołową ;/
      • pyzz Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 20.11.08, 15:54
        > strasznie Cię
        > matka skrzywdziła wychowując na taką za przeproszeniem dupę wołową ;/
        O! I mamy wiktymologa-amatora.
        być może czasem tak bywa, że tacy podlegli mężczyźni biorą się z wychowania pod
        dominującą matką-przemocowcem z podległym ojcem, albo bez (bo mama sprowadziła
        do roli bankomatu). Dlatego tak istotne jest, aby syna od matki oddzielić.
        • lacido Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 20.11.08, 21:42
          A co ma do tego wiktymolog do tego że z niego ...?Ofiarą to może i On jest ale losu.


          to są słowa Autora

          "widze że psychiczny nie jestem, tylko nie przygotowany (nadopiekuńcza matka,
          brak ojca) na radzenie sobie z takim silnym charakterem jak jej"

          • pyzz Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 21.11.08, 14:05
            > A co ma do tego wiktymolog do tego że z niego ...?Ofiarą to może i On jest ale
            > losu.
            Przemocy psychicznej.
            # narzucanie własnych sądów,
            # degradacja werbalna (wyzywanie, poniżanie, upokarzanie)
            To są niektóre rodzaje przemocy psychicznej wg Amnesty International. Jeżeli
            tego typu zachowania są sporadyczne, mamy do czynienia z sytuacją podobną
            "jedynie" do takiej, kiedy jedna osoba by uderzyła drugą sporadycznie w czasie
            jakiejś wyjątkowo karczemnej kłótni. Jeżeli się to powtarza i robi
            systematyczne, to jest to klasyczny, książkowy przykład znęcania się kobiety nad
            mężczyzną.
            Szkoda, że reakcje, jakie tu widzę potwierdzają tylko starą prawdę, że ten sam
            zły czyn dokonany przez kobietę mężczyźnie jest traktowany jako nic takiego,
            podczas, gdy vice versa jest uznawany za wielką patologię.
            • lacido Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 21.11.08, 21:30
              ho ho
              widzę, że jesteś ekspertem w tym temacie
              zacznę od tego że znasz zdanie tylko jednej strony i tak naprawdę nie wiesz do
              jakiego stopnia koleś demonizuje swoją żonę (zastanów się kto zrobiłby z siebie
              taką ofiarę na forum przyznał się do tego, że jest mieszany z błotem, jak już to
              na forum tematycznym?

              Póki co to to czego doświadcza autor to mały pikuś w porównaniu do tego czego
              doświadczają kobiety od niektórych mężczyzn.Poza tym zastanów się: koleś
              zarabia, jest niezależny - to w czym problem?Pakuje manatki i do widzenia a
              dlaczego tego nie robi??? Widać aż tak źle mu nie jest
              • grzespelc Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 22.11.08, 21:59
                Typowe stereotypowe podejście: jeżeli kobieta znęca się nad facetem, to nie ma
                problemu...

                Pakuje manatki i do widzenia a
                > dlaczego tego nie robi???

                Może ją kocha?
                • lacido Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 22.11.08, 23:33
                  grzespelc napisał:

                  > Typowe stereotypowe podejście: jeżeli kobieta znęca się nad facetem, to nie ma
                  > problemu..

                  wskaż w którym miejscu tak napisałam

                  Myślisz że można kochać kogoś takiego? Zwracam honor nie pantoflarz tylko masochista
    • bonzo_madrid NIE JESTEŚ pantoflarzem 20.11.08, 14:36
      Jesteś fajnym facetem, którego przytłoczyło zycie. Popełniłeś raptem
      jeden błąd (wziałeś ślub z osobą, z którą nie potrafisz zyć) i masz
      za niego do końca życia płacić?

      Nie daj sobie wmówić, że jesteś pantoflarzem (przecież tak naporawdę
      to ONA Ci to - choćby via podswiadomość - wmówiła, co?). I nie daj
      sobie wcisnąć poglądu tutejszych sfrustrowanych, żeś jakoby "dupa
      wołowa". Pamiętaj o Wujku - Mistrzu Ciętej Riposty. Zawsze pamiętaj
      (choć na głos nie musisz go koniecznie cytować ;)
      Ale pamięć pomaga :)

      A poza tym dostałeś tu mnóstwo praktycznych rad i wybierz sobie
      którąś lub kilka. I powodzenia!!

      B_M

      PS. Ja bym się skłaniał ku rozstaniu, ale nie jestem zbyt
      doświadczonym doradcą, bo - mimo kilku "poważnych" związków na
      koncie - szczęśliwie nie mam ani żony, ani dziecka - no i absolutnie
      mieć nie zamierzam :)
      • lacido Re: NIE JESTEŚ pantoflarzem 20.11.08, 15:18
        co Ty piszesz, nie oszukujmy się facet jest życiowym pierdołą za przeproszeniem
        co nie przeczy temu że moze być fajny ale skoro daje sobą pomiatać komuś
        innemu(bez znaczenia czy kobiecie czy facetowi) to nie najlepiej świadczy o jego
        poczuciu wartości.
        • pyzz Re: NIE JESTEŚ pantoflarzem 20.11.08, 15:49
          > co nie przeczy temu że moze być fajny ale skoro daje sobą pomiatać komuś
          > innemu(bez znaczenia czy kobiecie czy facetowi) to nie najlepiej świadczy o jeg
          > o
          > poczuciu wartości.
          No, niewątpliwie. Zazwyczaj ofiarom przemocy poczucie własnej wartości spada.
          • lacido Re: NIE JESTEŚ pantoflarzem 20.11.08, 15:53
            taaaaaaaaaaaaa
            to widać nie tylko nie ma godności ale i rozumu skoro nie wiem co z tym fantem
            zrobić, powiem to samo co mówiła koleżance którą mąż lał: chcesz zeby dzieci
            miały takie wzorce??
    • triss_merigold6 Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 20.11.08, 16:52
      I niech mi ktoś powie, że kobieta odizolowana od normalnego życia w
      domu z dzieckiem nie dostaje pie...a.
      Masz żonę ciężko znerwicowaną neurotyczkę do ktorej powoli dociera,
      że kompletnie sobie w życiu nie radzi. Nie ma pracy ani
      doświadczenia zawodowego, domu też nie prowadzi, jest uzależniona
      finansowo i odreagowuje starając się pokazać rzekomą asertywność i
      siłę. Dodatkowo pracujesz w domu więc jesteś wystawiony na wszystkie
      fochy a z niej zdejmujesz choćby odpowiedzialność za zajmowanie się
      dzieckiem i domem.

      Ty - na terapię. Serio. Nie doraźną tylko pół roku-rok regularnych
      spotkań z rozsądnym psychologiem co tydzień. Tak - można wiele
      zrozumieć i wiele w swoim podejsciu zmienić, również z kierunku
      ustawienia relacji z otoczeniem.
      Pani - do psychiatry po wspomaganie farmakologiczne, odpowiednie
      leki niwelują huśtawki nastrojów i pozwalają na realny ogląd
      rzeczywistości. Plus też psycholog na dłużej by się przydał.
      Do roboty. Jakiejkolwiek. 30-latka bez pracy i bez doświadczenia
      zawodowego niewiele ma do zaoferowania. Niech idzie na jedno ze
      szkoleń organizowanych z funduszy EFS przez Min. Pracy, szczegóły na
      priv. Są przeznaczone dla kobiet matek, które na długo wypadly z
      obiegu zawodowego.

      Dla syna- próbuj spędzać z nim czas BEZ MATKI. Wyjazd, wycieczka,
      muzeum etc. Pani będzie miała fochy to każ się jej odpie...ć.
      Policji nie naśle, jesteś ojcem, masz pełnię praw, mieszkasz z synem
      pod jednym dachem i masz prawo zabrać go na kilka godzin na
      wycieczkę.
      Dzieko do żłobka/przedszkola. Natychmiast, bo musi miec jakieś
      odreagowanie od życia z neurotyczką.
      • pancwynar Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 21.11.08, 13:43
        > I niech mi ktoś powie, że kobieta odizolowana od normalnego życia
        w
        > domu z dzieckiem nie dostaje pie...a.
        > Masz żonę ciężko znerwicowaną neurotyczkę do ktorej powoli
        dociera,
        > że kompletnie sobie w życiu nie radzi. Nie ma pracy ani
        > doświadczenia zawodowego, domu też nie prowadzi, jest uzależniona
        > finansowo i odreagowuje starając się pokazać rzekomą asertywność i
        > siłę. Dodatkowo pracujesz w domu więc jesteś wystawiony na
        wszystkie
        > fochy a z niej zdejmujesz choćby odpowiedzialność za zajmowanie
        się
        > dzieckiem i domem.

        otóż to..
        w sumie napisałem wyżej coś podobnego (nie tak zwięźle i ładnie) ale
        w sumie to wnioski oczywiste i jak dla mnie doskonałe argumenty do
        ostrej rozmowy przy kolejnym 'wybuchu' 'panny żony'

        > Dla syna- próbuj spędzać z nim czas BEZ MATKI. Wyjazd, wycieczka,
        > muzeum etc. Pani będzie miała fochy to każ się jej odpie...ć.
        > Policji nie naśle, jesteś ojcem, masz pełnię praw, mieszkasz z
        synem
        > pod jednym dachem i masz prawo zabrać go na kilka godzin na
        > wycieczkę.
        > Dzieko do żłobka/przedszkola. Natychmiast, bo musi miec jakieś
        > odreagowanie od życia z neurotyczką.

        tu też pozostaje mi się tylko podpisać

        sumując
        chyba jedna z najlepszych, całościowych odp. w tym wątku
        Panie Pantoflarz" przeczytaj i skup się na niej;
        a kieszonkowych maczo wyżywających się na Tobie olej...
    • durneip Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 21.11.08, 13:43
      absolutnie NIE KRZYCZ na nią tak żeby pół wsi słyszało. nie dlatego że ona taka
      biedna i zmaltretowana, tylko - nie chcesz chyba, żeby sąsiedzi świadczyli
      przeciwko tobie w sądzie?
      wydzieranie się "na bachora", teatralne krzyki i trzaskanie drzwiami sobie
      nagraj. niech by cię nawet podrapała albo uderzzyła - przed znajomymi się nie
      przyznawaj i leć zrobić obdukcję. jeśli uderzy dziecko - zrób ją tym bardziej.

      pie... solidarność jajników, no.
    • kol.3 Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 23.11.08, 09:40
      Triss powiedziała wszystko co powinno być zrobione, przede
      wszystkim Twoja żona - do pracy. Masz w domu księżniczkę ale sam ją
      sobie starannie wyhodowałeś, fundując jej nicnierobienie i nagrody
      za nicnierobienie. Mam kuzyna identycznego jak Ty (Twój przypadek
      nie jest taki znowu odosobniony), tyle że jest znacznie bogatszy i
      starszy stażem małżeńskim, żonkę-leniwca sobie hodował latami,
      tyrając zawodowo, robiąc za nią absolutnie wszystko w domu, nie
      pozwalając na nią nikomu złego słowa powiedzieć i jeszcze
      nagradzając ją sowicie za nicnierobienie i pomiatanie nim. Teraz
      się obudził z ręką w nocniku, bo problem z żoną zrobił się niemal
      psychiatryczny.
      Pomyśl sobie o swojej sytuacji, żona nie pracowała, fundowałeś jej
      3-4 razy do roku wycieczki zagraniczne (urlopiki po ciężkiej
      pracy?), gosposię i siebie do robót domowych - sam jesteś głównym
      autorem patologicznej sytuacji w swojej rodzinie. Nie mam
      zrozumienia dla takich facetów.
      Wy po prostu lubicie takie kobiety.

      Będę
      • menscizna Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 29.11.08, 01:13
        Nie mam
        > zrozumienia dla takich facetów.
        --
    • shimala Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 29.11.08, 01:25
      Wiem, jestem kobietą ale nie wojuję pilniczkiem...
      Spostrzeżenie: ona Tobą manipuluje, mówisz, że się zmienisz a to już
      krzyk desperacji. Dlaczego masz się zmieniać??? Przecież zakochała
      się kiedyś w Tobie... Coś wygasa w waszym związku...
    • menscizna No i MAM PLAN!!! Poproszę o oceny! 29.11.08, 01:50
      Drodzy odpowiadacze i zaglądacze,

      Oświadczam uroczyście, że szykuje "kopa w d..." dla mojej żonki na
      tą niedzielę. Dzięki za podpowiedzi. Oto program i nowy regulamin
      przedrozwodowy:

      1. Nie ma mowy, żeby dzieciak spędził święta osobno z tatusiem - ona
      chciała do swojej rodzinki, więc będzie musiała zrezygnować. Zresztą
      jej rodzinka obwinia za potencjalny rozwód właśnie ją.

      2. Szlaban na konto, od dzisiaj tylko gotóweczka do ręki za prośbą,
      i to tylko na przeżycie - niech się przebudzi jak jej było dobrze,
      za ciuszki i kosm. już dziękujemy.

      4. Do roboty, zamiast po lekarzach - jak nie do korporacyjnej, to
      proszę sobie samej wymyślać. I to autobusikiem, a nie samochodzikiem.

      5. Nie pasuje jej nasz dom, bo za blisko moja rodzina (100 metrów)? -
      proszę bardzo, może sobie mieszkać z własnymi rodzicami. Albo mordę
      w kubeł i żadnego narzekania. Śpimy oczywiście osobno.

      6. Do dalszych rozmów o "problemach" możemy wrócić jak: A. znajdzie
      pracę, B. pójdzie się leczyć na nerwicę, depresję, czy co tam ma.
      Wtedy możemy pogadać jak równy z równym.

      7. Jeśli użyje dziecka jako karty przetargowej - no to przynajmniej
      wiem jaka z niej matka. Ja dziecku szkodzić nie będę - dziecku ode
      mnie nic nie zabraknie, może zostać ze mną, zamierzam pójść do
      psychologa dziecinnego, żeby małemu pomóc z naszym rozwodem.

      Miała ptasie mleczko za życie, to jej zaczeło śmierdzieć.

      NAPISZCIE CO MYŚLICIE O TAKIM USTAWIENIU SPRAW.
      • menscizna Re: No i MAM PLAN!!! Poproszę o oceny! 29.11.08, 01:53
        Poprawka:
        AD.1 - osobno BEZ tatusia (miałem na myśli)
      • lacido Re: No i MAM PLAN!!! Poproszę o oceny! 29.11.08, 14:36
        Śpimy oczywiście osobno.


        no nieeeeeeeeeee a myślałam że kobiety tak robią :DDD
      • durneip Re: No i MAM PLAN!!! Poproszę o oceny! 29.11.08, 14:58
        życzę konsekwencji w działaniu :)
        • menscizna Re: No i MAM PLAN!!! Poproszę o oceny! 29.11.08, 16:57
          Podbijam wątek, bo potrzebuje więcej komentarzy do mojego planu na
          jutro. Będzie niezła bijatyka. PLEASE!
          • kol.3 Re: No i MAM PLAN!!! Poproszę o oceny! 29.11.08, 18:45
            Wg mnie nie rzucisz jej i nie rozwiedzisz się. Twoja żonka nieźle
            Cię osiodłała i nie pozwoli Ci się urwać z tego krótkiego łańcucha
            na którym chodzisz. Jesteś bankomatem i darmowym robotnikiem domowym
            w jednym. Ona jest za cwana żeby dać się wysmerfować z tego
            wygodnego układu. Nie masz odwagina staniwczy krok , skoro jojczysz
            na forum.
            • durneip Re: No i MAM PLAN!!! Poproszę o oceny! 29.11.08, 18:53
              czekaj, skoro przejrzał na oczy, jest nadzieja. ale i obawa, że harpia się
              zorientuje, że wygody wyjeżdżają spod dupy i postara się go na przykład sprowokować.
            • menscizna Re: No i MAM PLAN!!! Poproszę o oceny! 30.11.08, 00:26
              Myślisz, że nie mam odwagi? To nie moja natura po prostu, a poza tym
              ja w związku dążyłem do kompromisu, empatii. Ona do zaorania jak
              największego pola w okół siebie. Ona mówi jasno - żadnych
              kompromisów. Teraz wiem już, ze muszę zawojować jej mieczem. I tyle.

              Przestało mi zależeć na małżeństwie, mam jej dość, więc nie muszę
              już przytakiwać w imię wartości. Tylko jej dop-dolić, tak jak ona
              mi. To nie jest moja natura, ale jestem w sytuacji, w której musze
              zrobić to co muszę. I iśc dalej.

              Nie wszystkie kobiety są takie, miałem inne. Co mnie nie zniszczy to
              mnie wzmocni. Nie mam obaw, szkoda tylko dzieciaka.
              • lacido Re: No i MAM PLAN!!! Poproszę o oceny! 30.11.08, 14:46
                menscizna napisał:

                Tylko jej dop-dolić,

                chyba jesteście z jednej gliny ulepieni
                • menscizna Re: No i MAM PLAN!!! Poproszę o oceny! 30.11.08, 15:07
                  Nie jesteśmy tacy sami, tylko jedynym wyjściem jest użyć jej broni. Właśnie się
                  wyprowadziła do rodziców. Zacząłem rozmowę, po chwili mojego "nieugięcia" mówi
                  "jak chcesz może mnie tu nie być", a ja ok. i poszła. Matko, to był totalnie
                  skrzywiony związek.
                  • lacido Re: No i MAM PLAN!!! Poproszę o oceny! 30.11.08, 15:23
                    z Twoich wypowiedzi wynika ze nakręciłeś się żeby jej odpłacić pięknym za
                    nadobne a tym samym upodabniasz się do nie ;/ Uważaj żebyś się nie zapędził :)
                    bo może się to obrócić przeciwko Tobie
                    • menscizna Re: No i MAM PLAN!!! Poproszę o oceny! 30.11.08, 15:31
                      Masz rację, nakręciłem się, ale jakie jest wyjście - śpimy osobno,
                      ona ma mnie za nic, jest nie zadowolona nawet z perspektywą, że
                      wybujujemy/kupimy nowy dom. przecież nie będę jej przekonywał ani
                      głaskał. Miałem jej zanieść walizki do samochodu? Lepiej nam będzie
                      osobno.
                      • lacido Re: No i MAM PLAN!!! Poproszę o oceny! 30.11.08, 15:46
                        Wyjście jest takie żebyś nie nakręcał tej spirali bo pójdziecie na noże, oko za
                        oko a to nie o to chodzi.Trzeba próbować dojść do porozumienia i spokojnie
                        podjąć konkretne działania tak, żeby ni był to odwet czy mściwość
                        • menscizna Re: No i MAM PLAN!!! Poproszę o oceny! 30.11.08, 15:54
                          Masz 100% racji. Ja tak chcę, moim celem jest dobro dziecka. musi wyjść z tego
                          normalne. Ja go kocham i ona też, po prostu siebie mamy dość.

                          Może dobrze nam zrobi chwilę osobno. pojechała do innego miasta.

                          Powiedz lacido, to może idiotyczne pytanie, ale kiedy zadzwonić, bo myslę że ona
                          tego nie zrobi. Będę chciał porozmawiać o życiu małego i świętach,.
                          • lacido Re: No i MAM PLAN!!! Poproszę o oceny! 30.11.08, 16:18
                            menscizna napisał:


                            Powiedz lacido, to może idiotyczne pytanie, ale kiedy zadzwonić, bo myslę że
                            ona tego nie zrobi. Będę chciał porozmawiać o życiu małego i świętach.

                            Nie potrafię Ci na to pytanie odpowiedzieć, jeśli jest osobą która lubi postawić
                            na swoim to rzeczywiście nie przełamie się i nie zadzwoni zapewne.Nie masz co
                            czekać bo to chyba nie odegra żadnej roli.Zadzwoń i powiedz, że nie o to Ci
                            chodziło żebyście rozstali się w gniewie, że chciałeś porozmawiać spokojnie, ale
                            nie kajaj się no chyba ze uniosłeś się gniewem, nawrzeszczałaś na nią to możesz
                            przeprosić ale nie błagaj.Nie warto rozpoczynać poważnej rozmowy przez telefon,
                            tylko nie wiem co będzie jak nie zechce pogadać tylko weźmie Cię "na
                            przetrzymanie"
          • drie Re: No i MAM PLAN!!! Poproszę o oceny! 29.11.08, 20:45
            Lepiej odpusc. Zacznij zamykac ten interes.
            Ona stracila szacunek do Ciebie jako czlowieka, faceta i meza. Moze ma
            jeszcze jako do ojca swego dziecka. Nie napelnisz tej studni.
            Obojetnie co bys zrobil i ile zarobil.

            Bo jestes jaki jestes.

            Wiem co mowie. Bylam "nia" sporo lat temu.
      • pyzz Re: No i MAM PLAN!!! Poproszę o oceny! 29.11.08, 23:12
        > 2. Szlaban na konto, od dzisiaj tylko gotóweczka do ręki za prośbą,
        > i to tylko na przeżycie - niech się przebudzi jak jej było dobrze,
        > za ciuszki i kosm. już dziękujemy.
        Raczej utwórz osobne konto, do którego będzie miała dostęp, ale z którego
        wyciągi będziesz dostawać Ty. I właśnie NIC do rączki. Bo przed sądem to będzie,
        że nic jej nie dawałeś, nie starczało na życie i stosowałeś przemoc ekonomiczną.
        Radzę mieć na dostarczanie pieniędzy papiery. Pamiętaj, że wg polskiego sądu
        rodzinnego mężczyzna jest tyle wart ile płaci.

        Poza tym z sankcjami raczej nie przesadzaj, aby nie wyglądały na mszczenie się.
        Tak, abyś mógł zawsze powiedzieć i pokazać, że Ty do końca byłeś w porządku.
        • menscizna Re: No i MAM PLAN!!! Poproszę o oceny! 30.11.08, 00:42
          - no to żeś mi skomplikował sprawę. Ona jest upoważniona do mojego
          konta, po prostu chciałem jej cofnąć upoważnienie. Mam jej teraz
          d... lizać aż do rozwodu? Czyli to co przez 6 lat?

          "przemoc ekonomiczna"?

          Była sprzątaczka. Ale już kilka godzin, i ma iść do domu. Żona pyta
          się mnie czy "razem" zmyjemy jeszcze podłogę. Ja mówię, że nie będę
          tego robił (chciała szorować fugi...), bo po prostu nie. na to
          ona, "no to ja tego nie robię sama, no to za to zapłacisz". Ale
          sprzątaczka musiała już isć, więc podłoga została z brudnymi
          fugami... ale pech, normalnie...

          i mam jej nie zamknąć konta?! Może po prostu wezmę jej kartę, i po
          wypłacie jej kartą wyjmę gotówę.





          • aiczka Re: No i MAM PLAN!!! Poproszę o oceny! 30.11.08, 02:02
            > - no to żeś mi skomplikował sprawę. Ona jest upoważniona do mojego
            > konta, po prostu chciałem jej cofnąć upoważnienie.
            Zaloz drugie, do ktorego nie bedzie miala upowaznienia.
          • pyzz Re: No i MAM PLAN!!! Poproszę o oceny! 03.12.08, 21:57
            > "przemoc ekonomiczna"?
            Tak, przemoc ekonomiczna. Jeżeli ją odłączysz od wszelkich pieniędzy, to ona
            podniesie to w sądzie jako zarzut, że nie łożyłeś na rodzinę, a ona, biedna nie
            zarabia. I na ten argument MUSISZ mieć papier, że owszem, łożyłeś na dom.
            Dodam jeszcze, że powinieneś też sam brać na siebie wydatki na dziecko, a
            paragony, rachunki, przynajmniej przez jakiś czas kolekcjonować.

            > i mam jej nie zamknąć konta?! Może po prostu wezmę jej kartę, i po
            > wypłacie jej kartą wyjmę gotówę.
            Jak najbardziej możesz jej zamknąć konto. Tylko tyle, aby potem otworzyć drugie
            konto dla żony i pieniążki zamiast do rączki, to na owo konto.
    • kochamkobiety Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 29.11.08, 18:57
      menscizna napisał:

      > Witam,
      > ten wątek jest do kolegów, którzy mam nadzieję powiedzą mi, jak


      Rozumiem Cię doskonale. Wyjście jest jedno. Kochanka ciepła. Unikaj
      tylko feministek, to złe kobiety są. Jak szukasz instrukcje obsługi
      kochanki, to na blogu moim masz tego aż za dużo. Pozdowionka
      • kol.3 Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 29.11.08, 19:05
        Uważaj z tym dobrymi radami. On planując właśnie separację/rozwód
        weźmie sobie kochankę, żona zbierze dowody zdrady i puści go w
        skarpetkach. A trochę majątku zdaje się mają.
        • kochamkobiety Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 29.11.08, 19:40
          kol.3 napisała:

          > Uważaj z tym dobrymi radami. On planując właśnie separację/rozwód
          > weźmie sobie kochankę, żona zbierze dowody zdrady i puści go w
          > skarpetkach. A trochę majątku zdaje się mają.



          W takim razie, musi być jak James Bond 007:)
        • menscizna Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 30.11.08, 00:53
          z majątkiem, to jest ok. Samochód wspólny 4letni -odpuszczę w razie
          czego. Mieszkanie kupiłem teściom, ale ma kredyt - wieć nie wiem czy
          sąd uszczęśliwi żonę długiem. A dom w którym mieszkamy aktualnie nie
          jest na nas. I tu jej wytrąciłem miecz z ręki, którym już dawno
          chciała mnie ciachnąć i zwiać, ale się nie doczekała i teraz sie
          boksuje na gołe ręce.
      • menscizna Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 30.11.08, 00:49
        Dobra rada, już mi oczy ganiają, ale jak tu inni piszą, muszę
        uważać, żeby się nie umoczyć w sądzie. Jak rozumiem to może mieć
        znaczenie.

        Bez kobiet na tym świecie ani rusz, mnie inspirują, ubóstwiam je,
        ale w długim dystansie poznałem ich koci pazur i widzę że bez
        twardych zasad facetów wszystko się rozpada, a one się zjadają
        • kol.3 Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 30.11.08, 10:44
          Pamiętaj w sądzie wygrywa nie ten kto ma rację tylko ten kto ma
          lepsze papiery.
    • lacido Re: Jestem Pantoflarzem. Koledzy pomóżcie! 30.11.08, 15:04
      ciekawe co by to było, gdyby Toja żonka przeczytała ten wątek hmmm
      • menscizna No i POSZŁA -wyprowadziła się 30.11.08, 15:14
        A też myślałem, co by było, gdyby to przeczytała. Ona ma mnie za "debila" (cytat
        z wczoraj) - to by się nie zmieniło. Może byśmy się krócej męczyli.

        wyprowadziła się. tzn. gdy mówiłem, że mnie obraża, a potem, że nie będę palił
        mostów z moją rodziną tak jak chce (do innych punktów nie doszedłem)
        stwierdziła, ze "jak ja chcę, to może jej tu nie być". Powiedziałem ok.

        Po prawdzie, i wyprowadziłaby się wcześniej, gdyby mogła. Pojechała do teściów z
        dzieckiem.

        Masakryczny związek, w którym wymaga się bezwzględnego podporządkowania.
        • lacido Re: No i POSZŁA -wyprowadziła się 30.11.08, 15:26
          mogłoby to być różnie zinterpretowane :)
          co do tego "debila" hmmm biorąc pod uwagę jak długo znosiłeś pomiatanie sobą to
          może nie było takie nieuzasadnione więc miała swoje powody by za takiego Cię uważać.

          Wyjechała i o masz zamiar dalej zrobić?
          Wiesz, że to nie jest wyjście z sytuacji
          • menscizna Re: No i POSZŁA -wyprowadziła się 30.11.08, 15:41
            że ją wyrzuciłem? nie chciała ty być. a co może mi de facto zrobić i
            czy mam się tego aż tak bać, żeby ją proscić o powrót? no chyba nie.

            debilem nie jestem, tylko miałem nadzieję, że wyjdziemy "na ludzi",
            że ma kryzys, że postaramy się zmienić to czy tamto i będie się
            czuła lepiej - tak chyba powinno być w związku?

            Co dalej - wniosek rozwodowy, ustalamy jak dziecko będzie chodzić do
            przedszkola i do której szkoły, i psycholog dla niego. Resztę każdy
            załatwia sobie sam.
            • lacido Re: No i POSZŁA -wyprowadziła się 30.11.08, 15:51
              menscizna napisał:

              > że ją wyrzuciłem? nie chciała ty być. a co może mi de facto zrobić i czy mam
              się tego aż tak bać, żeby ją proscić o powrót? no chyba nie.
              np tak może to ona przedstawić później ale to wcale nie znaczy że powinieneś ją
              zatrzymywać, zapewne to lepiej żeby przemyślała to co jej powiedziałeś choć w
              sumie mogłeś jej powiedzieć żeby poczekała aż skończysz mówić resztę bo tak to
              sprawa nadal stoi w martwym punkcie

              > debilem nie jestem,
              no to nie wiem co CI się działo, że tak długo znosiłeś taką sytuację

              tylko miałem nadzieję, że wyjdziemy "na ludzi",
              > że ma kryzys, że postaramy się zmienić to czy tamto i będie się
              > czuła lepiej - tak chyba powinno być w związku?

              musisz jej powiedzieć wszystkie swoje oczekiwania i dopiero wtedy ona podejmie
              decyzję czy weźmie je pod uwagę i będziecie pracować nad poprawą kontaktów czy
              odrzuci a wtedy to już sam musisz pomyśleć czy podjąć radykalne kroki.
              • konwalka Re: No i POSZŁA -wyprowadziła się 30.11.08, 23:50
                Mieszkała przez 6 lat w odległości 100 metrów od Twojej
                nadopiekuńczej mamusi?
                I wyprowadziła sie dopiero teraz?
                Podziwiam

                Wszyscy tu tacy współczujacy dla Ciebie
                \znmy opowiesć z jednej strony jednak.
                A to przypadkiem nie jest tak, że panu się zachciało mocno
                odmiany?
                • menscizna Re: No i POSZŁA -wyprowadziła się 01.12.08, 18:38
                  Nie, teściowa mieszka niedaleko od 2 lat. Wiem że to problem i nie uciekam od
                  niego, jest trudno, moje rozmowy i kłótnie nie poskutkowały, więc zaproponowałem
                  że się przeprowadzimy do nowego domu, choć to niełatwe, to powinno dać jej
                  lepszą perspektywę, więc dlaczego ucieka?

                  Wszyscy tu tacy współczujacy dla Ciebie
                  > \znmy opowiesć z jednej strony jednak.
                  - w pierwszym poście napisałem dużo cytatami co ona mówi o tym.

                  > A to przypadkiem nie jest tak, że panu się zachciało mocno
                  > odmiany

                  - to ona pierwsza powiedziała rozwód, ja co najwyżej separacja (nieformalna),
                  żeby odetchnąć od tego bałaganu i spojrzeć obiektywnie co nam oferuje
                  przyszłość. Ale ona już wszystko wie. Schrzaniłem jej życie. No ale jak, skoro
                  jest taka przebojowa...

                  Odmiany to i owszem mi się chce, głownie w znaczeniu nieprzepraszania za to jaki
                  jestem. A jestem spokojny, otwarty na każdy pomysł, dowcipny, opiekuńczy dla
                  dziecka, szczodry. No i (nie oceniając samego siebie) widzę po innych kobietach,
                  że się podobam. Tylko muszę odbudowac libido, bo nie szanowano mnie jako osoby.
                  • konwalka Re: No i POSZŁA -wyprowadziła się 01.12.08, 19:25
                    > Nie, teściowa mieszka niedaleko od 2 lat. Wiem że to problem i nie
                    uciekam od
                    > niego, jest trudno, moje rozmowy i kłótnie nie poskutkowały, więc
                    zaproponowałe
                    > m
                    > że się przeprowadzimy do nowego domu, choć to niełatwe, to powinno
                    dać jej
                    > lepszą perspektywę, więc dlaczego ucieka

                    mowiles, zdaje sie, we wczesniejszym poście, że nie będziesz żony
                    bronił przed jej teściową?
                    Więc o jakie rozmowy i kłótnie chodzi? Trochę się pogubiłam w
                    zaimkach

                    Blisko nmieszkająca matka męża, do tego ndopiekuńcza matka jedynaka,
                    to może by źródło depresji. Stary, gdybym ja tak musiała życ, to
                    pewnie już dawno wyciągaliby mnie z gówna w psychiatryku.
                    Farmakologicznie zresztą.

                    - to ona pierwsza powiedziała rozwód, ja co najwyżej separacja
                    (nieformalna),
                    > żeby odetchnąć od tego bałaganu i spojrzeć obiektywnie co nam
                    oferuje
                    > przyszłość

                    Nie znasz kobiet, nic a nic. Często mówią o rozwodzie, żeby facet
                    zaczął o nie zabiegać. Wiem, to płaskie, płytkie, żałosne, okropne.
                    Ale nie dyskutujmy z faktami. Cześć bab, niepewnych swojej pozycji w
                    związku, włąśnie tak sprawdza swojego samca :)

                    A jestem spokojny, otwarty na każdy pomysł, dowcipny, opiekuńczy dla
                    > dziecka, szczodry. No i (nie oceniając samego siebie) widzę po
                    innych kobietach
                    > ,
                    > że się podobam.

                    Nooo, co jak co, ale problemów z samooceną i poczuciem własnej
                    wartośi, to Ty nie masz :)
                    Ale jak już się zwiążesz z nową Kobietą Zycia, to nie każ jej
                    mieszkać w towarzystwie mamci. Będzie powtórka z rozrywki.

                    życzę dobrego rozwiązania problemów. Dobrego dla jak największej
                    ilości osób
                    • menscizna Re: No i POSZŁA -wyprowadziła się 02.12.08, 00:20
                      Dzięki, konwalka, pozytywna kobieta jesteś.

                      Teściowa (moja mama) -kilka razy jej nawrzucałem i przestałem się odzywać, bo
                      poszła po bandzie. i zero kontaktów z wnuczkiem (mój syn). ale dla żony to było
                      za mało, za mało "męskie"...

                      Uwierz, że całym sercem rozumiem, jak beznadziejnie i bezbronnie mogła się czuć.
                      Ale w tamtej chwili nic więcej nie mogłem zrobić. Postanowiłem że się
                      wyprowadzimy za wszelką cenę i jak najszybciej (ok. pół roku)(no jeszcze mogłem
                      zabić matkę, to by było "męskie" dla niej. acha, i otruć jej psy)

                      > Nooo, co jak co, ale problemów z samooceną i poczuciem własnej
                      > wartośi, to Ty nie masz :)
                      - no bo nie mam, tylko w tym związku to wszystko się nie liczyło - liczyło się
                      kto lepiej przeciąga linę, wygrywa małe wojenki. Jej trzeba było udowadniać. Ona
                      była agresywna w sposób asertywny. Zero kompromisów. My way or no way (jak już
                      pisałem). Dużo by tu gadać. Zresztą, sam jej na to pozwoliłem.

                      Smutno mi za nas, ale wiem że tak będzie po prostu najlepiej dla nas. Mam
                      nadzieję, że jesteśmy na tyle dojrzali, żeby uratować psychikę dziecka. Kocham
                      tego małego gościa.

                    • menscizna Re: No i POSZŁA -wyprowadziła się 02.12.08, 00:24
                      acha, skoro z żoną nie wyjdzie, to bez niej też nie zamierzam tu mieszkać. Muszę
                      zerwać z tym chorym schematem i miejscem, zostawić resztę rodziny, tak będzie
                      zdrowiej - choć jest tu najpiękniej w Polsce.
                      • konwalka Re: No i POSZŁA -wyprowadziła się 02.12.08, 11:49
                        Hm.
                        Dochodzimy do źródełka problemów?
                        Zastanawiam się, czy przypadkiem Twoja żona nie pisała gdzieś na
                        babskim forum postu pt. Moja teściowa rozbije moje małżeństwo...
                        Fajnie, że dostrzegasz problem nie tylko w ślubnej, ale także w
                        czynnikach zewnetrznych

                        Wiesz, jest tak. Matki jedynaków, często niezrealizowane w
                        małżeństwie, związek najważniejszego faceta czyli syna, traktują jak
                        pewną niewygodę w funkcjonowaniu dotychczasowego ukladu.
                        Nie mam dokładnch danych, ale jest to, z tego co czytalam, chyba
                        trzeia przyczyna polskich rozwodów.
                        Tyle wymądrzania.
                        Po ludzku mówiąc- pier...ca można dostać.
                        Nie, Twoja żona nie oczekiwała zabicia mamci.Ale...
                        Dobra, nie zapędzam się;)

                        Jeśli nie kochasz żony, to pomyślcie o separacji.
                        Nie wiem dlaczego, ale podskórnie czuję, że ona teraz cholernie
                        cierpi.
                        I pewnie beczy całymi nocami.
                        Trochę znam kobiety latami funkcjonujące w toksycznych trójkątach.
                        Pozdrawiam we wtorek :)
                        • menscizna Re: No i POSZŁA -wyprowadziła się 03.12.08, 02:25
                          Niezła jesteś konwalka, drążysz tak jakbyś wiedziała czym pachnie
                          relacja synowa-teściowa. I masz rację, to znaczący problem w tej
                          sytuacji, ale nie żeby się rozwodzić, gdy mamy perspektywę na inne
                          fajne miejsce.

                          Dochodzimy do źródełka problemów?
                          -no jednego z kilku: plus brak pracy, izolacja od miasta, może żal
                          że jest być może bezpłodna (nieuświadomiony), jej nienawiść do
                          własnych rodziców, jej ojciec pił, więc może się mści na mnie,
                          poczucie podporządkowania z którym sobie nie radzi itp itd.
                          z mojej strony -nie stawiałem granic, nie doceniałem niektórych
                          problemów i na pewno mam słabość do własnej rodziny.

                          Ale nie jestem awanturnikiem, nie robię patologii w rodzinie. można
                          ze mną rozmawiać, a ja umiem wysłuchać i coś staram się robić.
                          jednak nie wszystkich w okół dam radę zmienić. matki nie dałem rady.

                          rozumiem, że się nienawidzą. postawiłem na żonę. z własną matką się
                          nie widuję, poza odbiorem poczty. plus obiecalem że zmienimy dom. co
                          mogę więcej. to wystarczająco.
                          • pyzz Re: No i POSZŁA -wyprowadziła się 03.12.08, 23:05
                            > Niezła jesteś konwalka, drążysz tak jakbyś wiedziała czym pachnie
                            > relacja synowa-teściowa.
                            o ile wiem, to konwalka zakładała nawet wątek o tym, że jej sie nie układa z
                            teściową. I dlatego przestrzegałbym Cię przed relatywizowaniem win Twojej żony
                            (znów: o ile sytuacja rzeczywiście jest taka, jak ją opisałeś, co Ty sam wiesz
                            lepiej od nas). Jeżeli osoba sama coś przeżyła, to patrzy na sytuację przez
                            własny pryzmat. Dlatego żona, która rywalizowała z teściową ma naturalną
                            tendencję do usprawiedliwiania żony.
                            Tymczasem konflikt Twej żony z teściową nie usprawiedliwia jej emocjonalnej
                            przemocy wobec Ciebie. Gdyby rzeczywiście jedynym problemem była teściowa, to w
                            chwili odcięcia się od niej powinno być w porządku, nie powinno być żadnych
                            awantur, prób udowodnienia jakiś rzekomych chorób itd itp. Jeżeli maltretowanie
                            pozostało, to raczej moim zdaniem wygląda na to, że ten cały konflikt żony i
                            teściowej to nic innego, jak bijatyka dwóch różnych szlachciców o tego samego
                            niewolnika, którego każdy z nich chce sam wychłostać. A Ty robisz za owego
                            niewolnika.
                        • menscizna Re: No i POSZŁA -wyprowadziła się 03.12.08, 02:29
                          >
                          > Jeśli nie kochasz żony, to pomyślcie o separacji.
                          - coś się we mnie buntuje na takie zdanie, czyżbym...

                          > Nie wiem dlaczego, ale podskórnie czuję, że ona teraz cholernie
                          > cierpi. I pewnie beczy całymi nocami.
                          - ano beczy, ale się uparła. zamiast cierpieć wziełaby dpę w troki i
                          podeszła do problemu zadaniowo, rzeczowo, perspektywistycznie, a nie
                          deprecha i teatr

                          -pozdrawiam w środę o 2 rano...
                          • kag73 Re: No i POSZŁA -wyprowadziła się 03.12.08, 10:15
                            No pewnie zareagowala emocjonalnie. Zabalalo ja, pierwsza reakcja,
                            skoro jest taka zla i z nia nie chcesz, to sie wyprowadza, bo pewno
                            i tak juz miala dosyc. A Ty pewnie sie zdziwiles, ze se poszla. To
                            powiem Ci, ze taka slaba nie jest.
                            I co brakuje Ci jej? Czy odetchnoles z ulga, bo wreszcie sie jej
                            pozbylas?
                            Pospiech jest zlym doradca. Zaczekajcie troche. Niech kazdy ma czas
                            na uporzadkowanie uczuc i mysli. Niech zobaczy czy czuje jeszcze cos
                            do partnera. Kto wie, moze jeszcze sie uda cos odbudowac. A wtedy
                            niekoniecznie zmiana o 180 stopni, Ty nagle tyran a ona myszka pod
                            miotla, bo tez nie tedy droga. Tylko wspolnie, ze spokojem, po
                            partnersku.


                            • menscizna Re: No i POSZŁA -wyprowadziła się 03.12.08, 16:32
                              zaraz zaraz, to ja mówię o "odpoczęciu" od siebie, a ona o rozwodzie.


                              Odbudować by się dało, tylko jak szybko byśmy wrócili do punktu wyjścia. Mamy
                              już obydwoje wyryte pewne schemanty poddańczo-władcze i nie wiem czy damy radę.

                              Pamiętaj, że ona nie chce żadnych kompromisów, nie spuszcza z tonu.

                              Rozmawiałem z kilkoma osobami z zewnątrz i mówią, że przesadzamy i nie nadajemy
                              się na rozwód, ale ponad wszystko mówią, żeby ją sprowadzić trochę na ziemię i
                              zająć pracą. tak mówią inni.
                    • pyzz Re: No i POSZŁA -wyprowadziła się 03.12.08, 22:13
                      > Nie znasz kobiet, nic a nic. Często mówią o rozwodzie, żeby facet
                      > zaczął o nie zabiegać. Wiem, to płaskie, płytkie, żałosne, okropne.
                      > Ale nie dyskutujmy z faktami. Cześć bab, niepewnych swojej pozycji w
                      > związku, włąśnie tak sprawdza swojego samca :)
                      Taaaa, a część samców pod wpływem niepewności i robienia awantur odwinie się i
                      zaprowadzi spokój ręcznie.
                      Wiem, to płaskie, płytkie, żałosne, okropne. Ale nie dyskutujmy z faktami.
                      Tak samo. Tylko, że jeżeli część mężczyzn robi coś złego nie powoduje, że wobec
                      innych uznaje się, że tak mężczyźni mają i trzeba im pobłażać, ale raczej, że
                      skoro tak mężczyźni mają, to należy ich za to karać.
                      Otóż w istocie część bab tak właśnie ma. Tylko, że zamiast nawoływania do
                      akceptacji raczej należy uświadamiać mężczyzn, że żona NIE MA PRAWA szantażować
                      i już najpierwszy przypadek powinien uruchomić ostrożność. Jak się powtarza
                      radzę nagrywać i wystąpić o rozwód z winy szantażującej.

                      Facet: naprawdę, jeżeli w istocie ta kobieta robi to, co piszesz, to naprawdę
                      zbieraj dowody i wystąp o rozwód z orzeczeniem o winie i pozbaw jej praw
                      rodzicielskich.
                      To jest zresztą jedyny sposób nawet na to, aby uświadomić jej co robi i zmusić
                      do leczenia. To tak, jak z alkoholikiem, którego nie wyleczy się, nieustannie
                      przyjmując jego wytłumaczenia i pobłażając.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka