jan_hus_na_stosie
16.03.09, 03:58
Na forum kobiet niektóre panie twierdzą, że faceci też mają coś takiego jak
"motylki", natomiast ja twierdzę, że faceci czegoś takiego jak motylki nie
posiadają.
Może zacznę od tego co rozumiem pod pojęciem "motylki", otóż jest to silny
seksualny pociąg do osobnika płci przeciwnej, któremu często towarzyszy swego
rodzaju łaskotanie (nie wiem jak to nazwać) w okolicach brzucha. Kobieta,
która poczuje silne motylki jest w stanie bardzo szybko zakochać się w danym
osobniku i całkowicie stracić głowę na jego punkcie.
Chodzi mi o to, że u kobiet motylki bardzo często są ściśle związane z
zakochaniem. Ile razy czytałem na forum o żalących się kobietach, że są w
związku z facetem, który ma całkowicie inny charakter niż one, że ciągle się
kłócą ale... no właśnie ale czują do niego motylki, seks jest super i pomimo
iż ten związek wykańcza je psychicznie nie mogą się z niego wyrwać, nie mają
siły go zakończyć (choć same przyznają, że powinny to zrobić).
Otóż uważam, że faceci nie mają motylków w postaci zachowań jakie opisałem
powyżej. Owszem, faceci też się zakochują, faceci też do jednych kobiet czują
silny pociąg seksualny, do innych mniejszy a do jeszcze innych żaden, ale tego
nie da się nazwać motylkami. Facet nie traci głowy dla dziewczyny tylko i
wyłącznie dlatego, że jest pociągająca seksualnie. Dziewczyna musi mieć coś
fajnego oprócz seksualności co będzie faceta pociągać, czyli jej sposób bycia,
wypowiadania się, jej poglądy etc. Ale to nie są motylki.
Mam rację czy nie? A może są i faceci, którzy mają motylki?
PS.
Panowie którzy dzień zaczynają od browara i co tydzień bywają na dyskotekach z
zamiarem "co by tu wyrwać" mogą się nie wypowiadać :]