Gość: zrozpaczona
IP: *.dsl.chcgil.ameritech.net
17.12.03, 21:43
Oto moja historia... Nie wiem, czy mam sie nad soba uzalac, czy tez
znienawidzic... Kiedys pisalam na tym forum, ale nie mialam odwagi powrocic.
Mam 36 lat i jestem podobno bardzo atrakcyjna kobieta - niestety, nie dla
mojego meza - jedynego mezczyzny mojego zycia, dla ktorego staram sie jeszcze
zyc... Mam dwoch takich facetow - drugim jest moj 13 letni syn, dla ktorego
zrobie wszystko, wiec pisze... To takie trudne...
Jestesmy malzenstwem od kilkunastu lat. Nasze zycie, jak kazde inne
popieprzone zycie, mialo swoje wyzyny i niziny. Jedno nie wychodzilo nam
jednak nigdy - zycie intymne. Nie mam tu na mysli ani techniki, ani
zadowolenia. Po prostu facet mojego zycia nie czuje potrzeby kochania sie ze
mna czesciej niz raz na miesiac, a najlepiej byloby raz na dwa lub trzy...To
takie straszne wiedziec, ze inni wiele by dali za milosc ze mna, a ktos dla
mnie wyjatkowy tego nie chce... Przestalam czuc sie kobieta, zaczelam pic...
Zaczelo sie wtedy, gdy potrzebowalam usnac, by nie czekac, czy mnie chociaz
przytuli. Potem wiecej i wiecej... Pracuje po kilka godzin dziennie przy
komputerze, wstaje bardzo wczesnie i chyba juz wiecie, czym jest dla mnie
kolejny poranek. Wiele razy probowalam rozmawiac - odpowiedz zawsze taka sama
- ja nie potrzebuje seksu! A CO ZE MNA? Zaczynam tyc, wypadaja mi wlosy,
jestem klebkiem nerwow! O wizycie u lekarza moj mezczyzna nie chce slyszec.
Kochasz mnie? Tak, bardzo cie kocham... Wiec dlaczego nic nie robisz, zeby
miedzy nami bylo lepiej? Dlaczego nie chcesz tego ratowac? Czy nie wiesz, ze
udane noce to udane dni?...Cisza...