Dodaj do ulubionych

jak odejść?

18.07.09, 18:04
Witam! Prawdopodobnie problem był poruszany kilka razy jednak bardzo mi zależy na usłyszeniu-przeczytaniu opinii osób postronnych, które mają ambiwalentny stosunek do całej sytuacji.

Od początku zaczynając powinienem powiedzieć,że jestem w związku od prawie ośmiu lat. Mieszkamy ze sobą już 4. Studiujemy i pracujemy jednocześnie. Jednak na początku tego roku "powinęła" mi się noga i straciłem pracę. Od tego też czasu moja dziewczyna pomaga mi finansowo - częściowo nas utrzymując. Jestem jej bardzo za to wdzięczny. Chociażby dlatego, że przez to udało mi się dokończyć i obronić magisterkę. Ale ... chcę odejść. Nie jest to decyzja pochopna. Od jakiegoś czasu staram się nie myśleć o tym i zmusić jakoś do tego wszystkiego w myśl zasady, że kilkuletniego związku ot tak sobie nie kończy się. Wszystko pogarsza cała ta chora presja mojej i jej rodziny, że już dawno powinienem się oświadczyć, o małżeństwie nie wspominając!

Wiem, że oczekuje teraz ode mnie, że pójdę do pracy i zacznę pięknie nazwany proces "stabilizacji". Jednak dla mnie to wszystko ma postać i zapach kiszonki, której wszyscy dookoła kiszący się w tym czymś mi także życzą i uważają, że tylko taka droga jest słuszna. Ja natomiast poważnie myślę nad rocznym wolontariatem za granicą, w każdym razie najdalej mi do "zakładania rodziny" w najbliższym czsie. Nie wiem czy to ze względu na osobę, z którą miałbym to zrobić czy też w ogóle tego nie chcę. Jestem pewien natomiast tego, że dalej tak nie może być!

Chcę odejść, ale nie chcę jednocześnie krzywdzić jej (przynajmniej bardziej niż to jest konieczne). Najprościej było by oddać mniej więcej (a raczej więcej) całość pieniędzy, którymi mnie poratowała przez te pół roku i odejść - jednak takiej kwoty nie mam i nie zanosi się, abym ją w szybkim tempie zarobił (tym bardziej, kiedy weźmie się pod uwagę sytuację na rynku pracy;/).

Właśnie ... jak to bywa z planami pod tytułem "najprościej" są najtrudniejsze do realizacji i w związku z tym proszę Państwa o rady, sugestie, wskazówki ...
Obserwuj wątek
    • lady.re Re: jak odejść? 18.07.09, 18:20
      Moim zdaniem,skoro nie kochasz osoby,z ktora jestes,to odejdz.Tylko zanim
      zajmiesz sie wolontariatem,to rusz tylek i idz do pracy,zeby zwrocic
      pieniadze,dzieki ktorym skonczyles studia.Dopoki Ci pasowal ten uklad,to jakos
      trwales przy tej dziewczynie.Teraz juz Ci nie jest potrzebna,to czas szukac
      czegos innego? Jestes dupkiem-moim zdaniem.A tej kobiecie daj spokoj,niech ma
      szanse na zycie z kims innym,kto ja bedzie kochal i doceni.
      • 4aaa Re: jak odejść? 21.07.09, 13:39
        I to skończonym dupkiem !!!!!!!!!!!!
        • markytka Re: jak odejść? 21.07.09, 13:40
          I to bez jaj. Jak można zwodzić kogoś 8 lat żeby potem kopnąć go w d... jak
          starą zabawkę, która się znudziła? Nie trzeba było wcześniej o tym pomyśleć?
          • hegemon72 jak cie nie stać to oddaj w naturze 21.07.09, 13:56
            jak sie nie nadajesz lub nie potrafisz to wynajmij murzyna

            rozliczenia miedzy toba i murzynem zostaw dla siebie
          • s.e.w.a uderz w stół ... 21.07.09, 15:26
            Tak ! Wogóle to sprzedaj nerkę oddaj pieniądze a potem wyskocz przez okno ,
            bezwstydniku.
          • senseiek No wlasnie jaja trzeba miec, zeby odejsc.. 21.07.09, 16:05

            > I to bez jaj.

            No wlasnie jaja trzeba miec, zeby odejsc. I to na dokladke, do nikogo tzn gosc nie wspomnial, ze ma juz kogos nowego na boku upatrzonego..

            > Jak można zwodzić kogoś 8 lat żeby potem kopnąć go w d... jak
            > starą zabawkę, która się znudziła? Nie trzeba było wcześniej o tym pomyśleć?

            Jakby zamiast 8 napisal 7 to mowila bys to samo..
            Jakby zamiast 8 napisal 6 to mowila bys to samo..
            Jakby zamiast 8 napisal 5 to mowila bys to samo..
            Jakby zamiast 8 napisal 4 to mowila bys to samo..
            Jakby zamiast 8 napisal 3 to mowila bys to samo..
            Jakby zamiast 8 napisal xxx to mowila bys to samo..
            A skad wiesz kiedy ja przestal kochac? Moze pol roku temu?
            • markytka Re: No wlasnie jaja trzeba miec, zeby odejsc.. 21.07.09, 20:21
              Nagle się odkochał po 8 latach? Jeżeli się kogoś zwodzi i nie mówi
              jasno, że nie będzie z tego małżeństwa, to jest to świństwo. Koleś
              ma jeszcze tupet pytać, jak odejść, żeby nie zranić. Chce się z tego
              wywinąć najmniejszym kosztem. Wydaje mi się, że jest strasznie
              niedojrzałym dzieciuchem. Mam nadzieję że kiedyś tak samo zostanie
              wykorzystany i kopnięty w d... przez kogoś. Zasługuje na to.
            • theorema Re: No wlasnie jaja trzeba miec, zeby odejsc.. 22.07.09, 02:55
              może tu niektórych zdziwię, ale napiszę parę rzeczy, których jako porzucana w
              przeszłości kobieta pisać nie powinnam ;
              1. najważniejsze !- chłopak powinien zapytać dziewczynę, co ONA myśli - o
              ślubie, dzieciach - nie jej rodzina. Może on z góry zakłada, że ona to, czy
              tamto...a ona skrycie marzy o ...rocznym wolontariacie w Kongo....Może po roku
              zejdą się znów? Znam takie pary, po paru latach rozstanie, rok przerwy, albo i 4
              lata, nagle spotkanie...i po pół roku ślub, i dzieci, szybciutko, nadrobić czas
              stracony bez siebie:) zabawne, ale prawdziwe:)
              2.to fakt, że nie ma znaczenia, kiedy się ktoś odkocha - boli tak samo, po
              trzech latach, po pięciu i po pół roku. Tego co odchodzi boli czasem też.
              3.Ta dziewczyna, jeśli umie kochać, musi też umieć wybaczyć i musi zrozumieć, że
              wizja domowego ciepełka z jej udziałem przegrała niestety z wizją samorealizacji
              u tego chłopaka. Ciężko się przełyka taką żabę. Ale jest to też niezła lekcja
              pokory. Ja zawsze sobie zadawałam takie pytanie: a cóż ja właściwie mogłam
              zaoferować temu chłopakowi? jemu jest pewnie teraz faktycznie lepiej... i to
              nie jest wpędzanie się w kompleksy, tylko uczciwa samoocena, czasem warto to zrobić.
              4. Chłopak, z którym byłam przez 3 lata pożyczył mi znaczna sumę pieniędzy.
              Mijają dwa lata od rozstania, większości jeszcze nie spłaciłam. Ale wiem, że on
              nie umrze bez nich teraz, a on wie, że ja wiem, że mam to spłacić. Znam też
              parę, gdzie on wyjechał, a ona - już po rozstaniu -pożyczyła mu kasę na rozruch
              interesu. Pieniądze mają się nijak do uczuć. Ich natychmiastowy zwrot nie
              zagwarantuje dziewczynie mniejszego cierpienia, a raczej każe podejrzewać, że od
              dawna chodziło tylko o sponsoring w tym związku. Jedynie w sytuacji, kiedy
              dziewczyna miałaby zostać bez środków do życia, albo w tarapatach - powinien
              zwrócić natychmiast, żeby nie dokładać jeszcze kłopotów
              5. Znam chłopaka, który świeżo się zaręczył. I ma wątpliwości i boi się - to już
              zawsze, codziennie, tylko TA?
              Mam dziwne przeczucie, że do ślubu nie dojdzie - kiedy widzę władczość tej
              dziewczyny, swobodę, z jaką podkreśla w towarzystwie, że jest pewna swojego
              misia, jak peroruje o świetnych kontaktach obu rodzin. Tylko ognia już w tym
              chłopie brak, a jest lekkie zniecierpliwienie wyczuwalne dla postronnych,
              strzelanie oczami, flirty...Mogłabym go odbić choćby jutro, paradoksalnie dla
              dobra tej dziewczyny, żeby już teraz do niej dotarło, że prosta ścieżka nie jest
              taka prosta. Ale, na co mi on...:)
              6. jako kobieta powinnam pewnie uważać, że ścieżka, związek, zaręczyny, ślub,
              kredyt, dzieci..itd. jest naturalna i właściwa. Ale...właściwie...wprawdzie sama
              się łapię na określeniu "zabrał mi 3 lata"...ale, przecież to głupota.
              Przeżycia, ta droga, którą się idzie, są ważniejsze od celu. A było ich wiele i
              pięknych. Jasne, że mając 30 lat trzeba bardziej dbać o siebie, żeby konkurować
              z młodszymi dziewczynami o partnerów, no i ten "rynek" jest już trochę
              przebrany...ale sytuacja nie jest jeszcze beznadziejna:)A za parę lat dojdą
              dzisiejsi mężowie - już po rozwodach, może już zaspokojeni dzieciowo(super
              opcja, ja dzieci nie chcę)hurra:)Nie wiem, jak ta dziewczyna i jak jej rodzina -
              moi by przełknęli rozwodnika:)A jakby się nie chciał drugi raz żenić - trudno,
              tylko w szpitalach problem z dostępem do informacji o stanie chorego...
              7. Niech nie zostają przyjaciółmi - z perspektywy paru lat, kiedy ona już
              znajdzie męża, może chłopaka nawet polubi. Ale zdrowiej i lepiej będzie, jeśli
              nie będzie okazywał troski o nią, dopytywał - to znakomicie poprawia
              samopoczucie temu co porzuca - i tylko jemu. Od pocieszania każda kobieta ma
              rodzinę, kumpele innych męskich przyjaciół. Z nimi przejdzie wszystkie etapy -
              przez żal, gniew, bezradność, po nadzieję, wyzwolenie, obojętność, do akceptacji
              i miłych wspomnień. Każdy musi przez to przejść po rozstaniu i tylko to może dać
              fundament do ewentualnych dalszych kontaktów.
              pozdrawiam autora wątku
              • woyoy Re: No wlasnie jaja trzeba miec, zeby odejsc.. 22.07.09, 10:31
                Wow!
                Mądre słowa, mądrej Kobiety!
                Szacunek!
              • madame_charmante mądrze gadasz! 22.07.09, 11:38
                piwa ci dac !! ;)
              • andrzej_123_123 Re: No wlasnie jaja trzeba miec, zeby odejsc.. 30.07.09, 09:06
                theorema napisała:

                > 3.Ta dziewczyna, jeśli umie kochać, musi też umieć wybaczyć i musi zrozumieć, ż
                > e
                > wizja domowego ciepełka z jej udziałem przegrała niestety z wizją samorealizacj
                > i
                > u tego chłopaka. Ciężko się przełyka taką żabę. Ale jest to też niezła lekcja
                > pokory. Ja zawsze sobie zadawałam takie pytanie: a cóż ja właściwie mogłam
                > zaoferować temu chłopakowi? jemu jest pewnie teraz faktycznie lepiej... i to
                > nie jest wpędzanie się w kompleksy, tylko uczciwa samoocena, czasem warto to zr
                > obić.

                lekcja pokory?! skoro wypisujesz takie brednie to najwyrazniej nie masz
                zielonego pojecia o relacjach miedzyludzkich...niestety.

                > 5. Znam chłopaka, który świeżo się zaręczył. I ma wątpliwości i boi się - to ju

                skoro nie byl pewny to po grzyba sie zareczyl? toz to idiotyzm.

                > ż
                > zawsze, codziennie, tylko TA?
                > Mam dziwne przeczucie, że do ślubu nie dojdzie - kiedy widzę władczość tej
                > dziewczyny, swobodę, z jaką podkreśla w towarzystwie, że jest pewna swojego
                > misia, jak peroruje o świetnych kontaktach obu rodzin. Tylko ognia już w tym
                > chłopie brak, a jest lekkie zniecierpliwienie wyczuwalne dla postronnych,
                > strzelanie oczami, flirty...Mogłabym go odbić choćby jutro, paradoksalnie dla
                > dobra tej dziewczyny, żeby już teraz do niej dotarło, że prosta ścieżka nie jes
                > t
                > taka prosta. Ale, na co mi on...:)

                troska godna podziwu :>
              • blue_bear Re: No wlasnie jaja trzeba miec, zeby odejsc.. 31.07.09, 07:16
                Święta racja, wódki Ci ;)
                pozdrawiam mądrą kobietę,
                gdzie Ty się uchowałaś?
                • marzannanka Re: No wlasnie jaja trzeba miec, zeby odejsc.. 13.08.09, 02:11
                  blue_bear napisał:

                  > Święta racja, wódki Ci ;)
                  > pozdrawiam mądrą kobietę,
                  > gdzie Ty się uchowałaś?

                  Czy to dzięki tej wielkiej życiowej mądrości życie dwudziestoparo -,
                  trzydziestoparoletnich ludzi obfituje w tak bogate doświadczenia i przejscia
                  rzekomo uczące ich pokory ?

                  Nie ciężko o pokorę, kiedy samemu nie jest się świętym. ( nie ciężko pogodzić
                  się z losem, na jaki sie zasłużyło)

                  Przykre, że wartości doszukujesz się w czystej głupocie i zwykłym fałszu.
              • Gość: retolp Re: No wlasnie jaja trzeba miec, zeby odejsc.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.09, 10:51
                theorema-jako 34 letni facet po przejściach napiszę krótko-nie
                wiedziałem,że się jeszcze takie Kobiety jak Ty uchowały,szacun dla
                Ciebie.
              • marzannanka Re: No wlasnie jaja trzeba miec, zeby odejsc.. 13.08.09, 01:41
                theorema napisała:

                > 3.Ta dziewczyna, jeśli umie kochać, musi też umieć wybaczyć i musi zrozumieć, że
                > wizja domowego ciepełka z jej udziałem przegrała niestety z wizją
                samorealizacji u tego chłopaka. Ciężko się przełyka taką żabę. Ale jest to też
                niezła lekcja pokory. Ja zawsze sobie zadawałam takie pytanie: a cóż ja
                właściwie mogłam zaoferować temu chłopakowi? jemu jest pewnie teraz faktycznie
                lepiej... i to nie jest wpędzanie się w kompleksy, tylko uczciwa samoocena,
                czasem warto to zrobić.

                Może w przypadku twojej osoby zadawanie takich pytań jest uczciwe.

                Jeżeli chłopakowi po ośmiu latach przeszła "miłość", to nie jest to powodem do
                wpędzania się w poczucie winy, jeżeli od dłuższego czasu wykorzystywał
                dziewczynę, to nie zasługuje na wybaczenie.Jestem zdania, że wszystko można
                przeboleć i zapomnieć za wyjątkiem okazania braku szacunku, zniewagi na którą
                się nie zapracowało swoją postawą.





            • magdalas Re: No wlasnie jaja trzeba miec, zeby odejsc.. 22.07.09, 09:48
              odejdź przede wszystkim uczciwie. To się chyba po tylu latach twojej
              dziewczynie należy. Usiądź, powiedz wszystko jak na spowiedzi,
              rzeczowo, bez emocji (przynajniej z twojej strony) z nią będzie
              pewnie gorzej. W sprawie kasy to umów się z nią że jak będziesz
              miał to oddasz (tylko żebyś o tej obietnicy za rok nie zapomniał)
              Jak będziesz czekał z rozstaniem do czasu jak będziesz miał kasę to
              może się okazać że będziesz musią z nią długo być. A swoją drogą to
              ile tej kasy jest że taka kwota nieosiągalna?
              Z twojego listu nie wynika jasno że jej nie kochasz, mówisz że nie
              chcesz się żenić, może ona też nie chce, może też by chętnie
              wyjechała na rok na ten wolentariat. Rozmowa i rozmowa i uczciwość.
              A jakoś się ułoży.
            • heniahenkowska Re: No wlasnie jaja trzeba miec, zeby odejsc.. 25.07.09, 22:35
              Ano wlasnie, pol roku temu...kolo pisze,ze nosi sie z tym zamiarem od dawna,
              czyli pewnie wlasnie z pol roku. Pisze tez, ze od pol roku laska go
              utrzymuje,dzieki czemu skonczyl studia. Czemu wiec,skoro juz pol roku temu
              wiedzial,ze to nie to, nie zakonczyl zwiazku?Ano temu ze gosciowka byla mu
              potrzebna do utrzymania sie przy zyciu i ukonczenia studiow. Flus i juz. Mam
              nadzieje,ze wacpanna wielmoznego mysli podobnie i kopnie go w dupsko przy
              najblizszej okazji.
      • kwiat_paproci_8 Re: jak odejść? 21.07.09, 15:27
        Mysle, ze Twoj problem sprowadza sie do tego, ze nie kochasz swojej dziewczyny, albo tez nigdy jej nie kochales, choc zdawalo Ci sie, ze jest inaczej. Gdybys ja kochal, wspolna z nia przyszlosc bylaby dla Ciebie oczywistoscia (zwlaszcza po wspolnie zpedzonych az 8 latach) i nie traktowalbys jej w kategoriach "kiszonki" czy tez tzw. stabilizacji. Nie wiem, dlaczego nawet roczny Twoj wyjazd na wolontariat wymaga zerwania zwiazku. To po prostu dla Ciebie dogodny moment aby zakonczyc klopotliwa znajomosc.
        Co wlasciwie myslales trwajac tyle lat w tym zwiazku? I po co w nim trwales, skoro nie wiazales z nim zadnych planow na przyszlosc? Przeciez kazde dzialanie czlowieka ukierunkowane jest na jakis cel, dzieki temu ma on motywacje aby kontynuowac to, co zaczal.
        Odchodzac od dziewczyny na pewno ja zranisz i tego nie unikniesz. Ona, w przeciwienstwie do Ciebie, byc moze wiazala wieksze nadzieje na wspolna przyszlosc. Tym bardziej, ze powstal miedzy wami pewien uklad finansowy, wiec sprawa zaszla dosc daleko. Jesli nie widzisz w tym zwiazku zadnych dalszych perspektyw, to jednak musisz go zakonczyc. Jesli nic juz nie czujesz do swojej kobiety, to faktycznie odejdz. Moze zobowiaz sie na pismie, ze oddasz jej pieniadze? Ale nie jestem pewna, czy ona bedzie je chciala od Ciebie wziac. Na pewno niczym nie zrekompensujesz jej strat emocjonalnych. A podniesc sie z zalamania, gdy zrywa sie osmioletni zwiazek, nie jest prosto i trwa to niekiedy bardzo dlugo. Ona zostanie z tym problemem sama.
      • bszalacha Re:Sam zaczniesz sie ludzi bać !!! 21.07.09, 21:58
        ...bo to działa w dwie strony,tak,jak w przysłowiu"kto sieje
        wiatr,zbiera burzę".Będziesz miał obsesję w każdym przypadku,gdy
        spróbujesz komuś zaufać/a trudno bez tego,szczególnie wśród obcych/.
        Piszesz,że zdajesz sobie sprawę,że wyrządzasz świństwo.To własnie
        jest Twoim największym nieszczęściemm,że TY TO CZUJESZ.
        Kusi Cię mozliwośc zarobienia bez podziału ale niestety,to wbrew
        Twoim zasadom,więc zafundujesz sobie życie w izolacji i nienawiści
        do ludzi,bo będziesz miał poczucie,ze każdy chce Ci coś odebrać.
        Tak działa sumienie,nie żartuję.Nazywa sie to manią prześladowczą.




    • kontomiarka Re: jak odejść? 18.07.09, 18:23
      ech... czysty egoizm...
      8 lat dziewczynie zmarnowałeś a teraz chcesz odejść?
      jedź gdzie pieprz rośnie i jej się nie pokazuj bo będzie trudno wyleczyć tę
      dziurę w sercu po twojej stracie.
      Choc koniec końców przekona się ze twoje zniknięcie było dla niej jak otwarcie
      furtki do bycia z kimś dojrzałym i sensownym
    • truejg Re: jak odejść? 18.07.09, 22:07
      Najpierw znajdź ten wolontariat, na który chcesz pojechać.
      Załatw wszystkie formalności z tym związane i wyjedź człowieku.

      W związkach damsko-męskich tak jest, że w pewnym momencie mogą się okazać
      nietrafioną inwestycją. I swojej miłości powiedz, że oddasz jej w ratach albo
      jak wrócisz.
      • jacek1982 Re: jak odejść? 18.07.09, 22:17
        nie musisz jej oddawac :D to ona podjela ryzyko :]
      • racetam Re: jak odejść? 21.07.09, 16:15
        truejg napisał:

        > Najpierw znajdź ten wolontariat, na który chcesz pojechać.
        > Załatw wszystkie formalności z tym związane i wyjedź człowieku.


        angielskie wyjscie, daj znac rodzinie w dniu wyjazdu, zostaw dziewczynie ładną
        kartkę na stole i śmigaj po lepsze życie. pracując jako wolontariusz za granicą
        bardzo szybko zmienią ci się oczekiwania życiowe, zadowolisz się nędznym
        ochłapem i przykre, ale będziesz wspominał kobietę którą porzuciłeś.
    • de_genesse Re: jak odejść? 18.07.09, 23:31
      Nie szukaj usprawiedliwienia swojego postępowania na tym forum. U mnie
      przynajmniej go nie znajdziesz. Jesteś egoistą i tyle. Powodzonka.
    • piesek.leszek Re: jak odejść? 19.07.09, 09:07
      Powiedz jej, że zostaniecie przyjaciółmi.
      • lejdi111 Re: jak odejść? 19.07.09, 09:21
        tak po prostu położysz jej plik banknotów, powiesz dziękuje i powiesz spadam? Ja
        sobie tego nie wyobrażam!!!!
      • ruda.ryba Re: jak odejść? 15.08.09, 17:00
        piesek.leszek napisała:

        > Powiedz jej, że zostaniecie przyjaciółmi.


        aha, a kim byli dla siebie do tej pory? rozumiem, że nie byli
        przyjaciółmi bo przecież przyjaciół sie nie oszukuje
    • ada2308_71 Re: jak odejść? 19.07.09, 09:58
      No jak to jest w zyciu :) Jakby go dziewczyna zostawiła jak stracił prace to
      byłaby podła szuja bo nie wspiera w nieszczęściu faceta i poleciała na kase. A
      jak pomogła skończyc studia to kiszonka i obrzydliwa stabilizacja i ograniczenia
      .Teraz on czuje że jest jej coś winien a na to nie ma ochoty. I chce zwiać.
      Sytuacja niemiła i wychodzi na to że dziewczyna sama swoimi pieniędzmi i
      lojalnościa sobie zaszkodziła. Przysłowia są jednak mądrościa narodu- pożycz
      pieniądze przyjacielowi a stracisz przyjaciela. Jak wobec tego powinna sie
      dziewczyna zachować kiedy jej facet stracił prace? Mnie się zdaje że on chyba
      nie powinien pozwolić sie utrzymywać. Powinien pieniadze pożyczyć od kogos na
      procent?
      • black_tangens Re: jak odejść? 21.07.09, 14:36
        ada2308_71 napisała:

        > Sytuacja niemiła i wychodzi na to że dziewczyna sama swoimi pieniędzmi i
        > lojalnościa sobie zaszkodziła. Przysłowia są jednak mądrościa narodu- pożycz
        > pieniądze przyjacielowi a stracisz przyjaciela. Jak wobec tego powinna sie
        > dziewczyna zachować kiedy jej facet stracił prace? Mnie się zdaje że on chyba
        > nie powinien pozwolić sie utrzymywać. Powinien pieniadze pożyczyć od kogos na
        > procent?

        Nie wiem jak powinna sie zachowywac dziewczyna ale ja wiem, ze zawsze wymagalam
        od moich facetow zeby byli samowystarczalni finansowo. Mialam kiedys
        bardzo krotki zwiazek, kiedy facet po zorientowaniu sie, ze mi sie dosc dobrze
        materialnie powodzi (wlasne mieszkanie, samochod) probowal ode pozyczyc
        pieniadze, bo on tak malo zarabia jako nauczyciel. Szybko z nim zerwalam.
        Mozecie mnie za to krytykowac ale ja mam dosyc konserwatywne podejscie do
        zwiazkow damsko-meskich. Facet niezaradny, ktory musi pozyczac od kobiety jest u
        mnie przekreslony. I patrzac z perspektywy czasu bardzo dobrze na tym wyszlam,
        bo wybralam super-meza.
        Gosciu, ktory stworzyl te forum to wg mnie niedojrzaly nieudacznik i zrywajac
        z dziewczyna uratuje jej zycie
        . Dziewczyna by sobie tylko zycie z nim
        zmarnowala. Tak wiec zachecam go, zeby jak najszybciej z nia zerwal.:-) Ona
        mu na pewno kiedys za to podziekuje:-)
        • alamaut Facet samowystarczalny finansowo?-popieram!!! 22.07.09, 09:03
          Jestem kilka lat po rozwodzie.Moje rozstanie z żoną wygladało tak, że pewnego wieczora po kolejnej kłótni spakowałem plecak i opuściłem dom, pozostawiając jej cały nasz wieloletni dobytek.Najpierw pomieszkiwałem w pracy, potem w wynajętych pokoikach.Moja żona do dzisiaj otrzymuje równowartość mojej wypłaty na państwowym, ja jakiś czas dorabiałem sobie u kolegi w firmie i z tego tak naprawdę sie utrzymywałem.Potem wyjazd za granicę.Zaczeło mi się wmiarę niezle powodzic.Kupiłem samochód i mieszkanie, oszczedzam pieniadze i pracuję w zawodzie-rozwijam się.Spotkałem na swojej drodze kobiete młodszą od żony o 13 lat i jesteśmy ze sobą bardzo szczęśliwi, chociaż właściwie stale w rozłące.Samowystarczalność finansowa jest moim priorytetem.I wiele osób na tym skorzystała także na tym moja żona bo wprowadziła sie do mnie z jedną walizką a teraz ma mieszkanie, samochód i działke budowlaną.Ja również jestem szczęśliwy że potrafiłem powiedzieć BASTA!
    • triss_merigold6 Re: jak odejść? 19.07.09, 22:19
      Pasożyt. Zanim wyjedziesz na wolontariat idź do pracy zarób kasę i
      oddaj dziewczynie.
      • rencontrer Re: jak odejść? 22.07.09, 10:37
        Jak odejść? Najlepiej szybko, ale oddaniu pieniędzy mógłbyś z nią porozmawiać...
    • showmessage Re: jak odejść? 20.07.09, 23:00
      Wspólne życie, wspólne wydatki, wspólne przyjemności i wspólne żale. Nie jesteś
      nic nikomu winien. W końcu byliście razem, wspólnie prowadziliście politykę
      finansową.
      Zakładam, że nigdy nie wspominałeś o oddawaniu jej pieniędzy, bo to by była inna
      bajka pod nazwą oddzielne finanse i pożyczka.
      Powiem wprost. W kwestii uczuć nie można się wahać. Albo się kocha albo nie.
      Kiedy się wahasz to NIE kochasz. Bez uczucia tworzenie czegokolwiek... nie ma sensu.
      • titta Re: jak odejść? 21.07.09, 14:07
        To jak, wspolne zale, finanse i bycie razem czy "bez uczucia
        tworzenie czegokolwiek nie ma sensu"?
        Wybacz ale oni juz stworzyli. Ze pan okazal sie niedojrzalym egoista
        (gowniarzem po prostu) to "ryzyko dziewczyny" tak?
        Niech spada, przynajmniej ona zyska szanse na znalezienie kogos
        odpowiedzialnego. A kase powinien zwrocic (choc watpie czy ona ja
        przyjmie). wlasnie dlatego, ze zadnego "bycia razem" nie bylo. Bo
        byccie razem nie jest tylko jak sie podoba, a potem "pachnie
        kiszonka".
        A co powinien facet zrobic jak mu 2kiszonka pachnie"? Ot postarac
        sie. Zaczac cos od siebie dawac, a nie pasozytowac na innych.
        • showmessage Re: jak odejść? 21.07.09, 15:29
          Jednym słowem uważasz, że nawet jak nic do niej nie czuje to powinien udawać, że
          czuje "bo już stworzyli". ;) Nadal podtrzymuję, że bez uczucia, emocji, nie ma
          czegoś takiego jak związek. Nie można być z kimś nie kochając go, bo jest się
          wtedy nieuczciwym w stosunku do niego i po części do siebie.
          Bycie razem jest tu i teraz. Nigdy nie będziesz w stanie zagwarantować, że nadal
          będziesz kogoś kochać, że nadal będziesz chcieć z nim być. To jest właśnie
          niedojrzałość, nieumiejętność spojrzenia na siebie krytycznie, oszukiwanie się
          że na zawsze i do grobowej deski. Stąd właśnie się biorą Ci wszyscy frustraci co
          to się wypłakują, że przecież miało być tak pięknie, a tak się spierniczyło.
          Założenie, że się kocha raz i do końca życia jest z gruntu fałszywe. Kocha się
          kogoś za to, że jest taki a nie inny. Zawsze może się zmienić, lub Ty też możesz
          się zmienić. Wszystko jest stanem zmiennym, tyle że właśnie do tego trzeba
          dorosnąć i zrozumieć, że idealistyczne bajki o królewnach które żyły długo i
          szczęśliwie są tylko bajkami. ;)
          • titta Re: jak odejść? 21.07.09, 16:21
            Nie, zakladam, ze jak sie nic nie czuje, to sie zwiazku NIE ZACZYNA.
            Innymi slowy, wiaze sie z tym czlowiekiem ktorego sie zna, cos do
            niego czuje i sie pozniej tego trzyma. Co to zreszta znaczy "jest
            sie zakochanym"? Po kilku latach razem o uczucie trzeba dbac, samo z
            siebie sie nie bierze. A jak sie juz popelnilo blad (zdarza sie) to
            sie wtedy odchodzi (po kilu miesiacach- roku). Przez 8 lat "nic do
            niej nie czul", czy sie mu dopiero teraz "odwidzialo"?
            • titta Re: jak odejść? 21.07.09, 16:23
              Inna sprawa jak sa jakies powazne powody ku temu (agresja, zdrada,
              uzaleznienia itp.). W koncu nie jestesmy odpowiedzialni za
              nieodpowiedzialnosc innych.
            • hella_79 Re: jak odejść? 21.07.09, 17:36
              8 lat to szmat czasu - do tego z postu autora wynika, że związali sie ze sobą jeszcze jako nastolatki. to jest zupełnie naturalne, że tego typu związek może nie przetrwać.
              a ju z pisanie o "zmarnowanych 8 latach" jest zupełnie śmieszne, az ciśnie się na usta stwierdzenie, że gdyby człowiek wiedzial, ze sie przewróci, to by się położył. nigdy, przenigdy się nie wie, że związek, w który się wchodzi bedzie trwał wieczność. to są tylko pobożne życzenia.
              a pisanie o egoiźmie jest juz zupełnie bez sensu - owszem, fajnie jest jak są wszyscy szczęśliwi, ale nie można uszczęśliwiać kogoś kosztem swojego szczęścia, bo prędzej czy później to się odbije czkawką... to są młodzi ludzie, życie przed nimi - każdy ma szansę ułożyć sobie jeszcze życie. niekoniecznie muszą je spędzić razem, bo tak się przyzwyczaiło do tego ich otoczenie.

              i może się odwidzieć po 3, 4, nawet 8 czy 10 latach, szczególnie jak sie tkwi w związku "z przyzwyczajenia" - nie ma rzeczy niemożliwych
              • titta Re: jak odejść? 22.07.09, 00:42
                Zwiazek nie bedzie trwal wiecznosc - ludzie sa smiertelni. Jednak do
                smierci moze - jesli obydwie strony sa dojrzale i do tego daza. A
                milosc? Troche sie napaczylam na zwiaski aranzowane. Milosc jest
                postawa. Jesli obydwie strony sa zyczliwie do siebie nastawione,
                milosc tez bedzie. Nie musza to byc natomiast "motylki". Zreszta te
                zanikaja po jakims czasie nawet w najbardziej fascynujacej - na
                poczatku - relacji.
                • showmessage Re: jak odejść? 24.07.09, 01:00
                  Miłość nie jest postawą. Jest żywym uczuciem, potężną siłą, namiętnością. Nie da
                  się jej wywołać sztucznie. Wiele czynników ma wpływ na jej powstanie. Określony
                  zestaw cech charakteru, zapach, wygląd, tembr głosu... Wszystkie elementy, które
                  skłaniają się na obraz idealnego partnera. Uczucie jest tym silniejsze im bliżej
                  żywej osobie do tej wyimaginowanej, do idealnego obrazka. Zakochanie się w kimś
                  kto został sztucznie podstawiony graniczy z cudem.
            • showmessage Re: jak odejść? 21.07.09, 19:55
              Nie pisze, że nie czuł. Pisze, że przestał czuć. ;)
          • titta Re: jak odejść? 21.07.09, 16:26
            A frustraci biora sie z roszczeniowego podejscia. Urzalaja sie nad
            soba, zamiast wziasc sprawy w swoje rece i ZADBAC o zwiazek. Zczac
            sie zastanawiac "co moga dac", a nie tylko co moga otrzymac.
            Wiesz jak zadko zdazaja sie zwiazki w 100% oparte na "chemi"?
            Wszystkie inne sa oparte na wspolych celach, dbaniu o siebie na
            wzajem i...kompromisach.
            • showmessage Re: jak odejść? 21.07.09, 19:52
              > Wszystkie inne sa oparte na wspolych celach, dbaniu o siebie na
              > wzajem i...kompromisach.
              Tu niestety masz rację. Te "wszystkie inne" to są związki które się wypaliły i
              nadal egzystują w imię nie wiadomo czego. Ja bym tego nie nazwał związkiem tylko
              firmą. Owszem o związek trzeba dbać. Trzeba po prostu pilnować żeby nie wygasło
              to wszystko co było na początku. Właśnie o tą chemię cały czas trzeba dbać.
              Widzisz, kiedy ja staram się być atrakcyjny dla mojej partnerki to ona
              automatycznie stara się być dla mnie atrakcyjna. Jest to zasada wzajemności.
              Oczywiście, że ważne są wspólne cele jednak nigdy one nie powinny przysłaniać
              drugiej osoby. Nigdy bycie dla bycia razem nie powinno przysłaniać wzajemnego
              magnetyzmu. Dla mnie związek w którym nie ma chemii nie istnieje, jest martwy,
              zimny, bez emocji. Jest... firmą. Prawdziwy związek to taniec. Jest jak tango
              pełny namiętności. :)
              www.youtube.com/watch?v=bXhQNRsH3uc
              • titta Re: jak odejść? 22.07.09, 00:50
                To ile tych zwiazkow jest? Dwa-trzy na tysiac? Jak to jest, ze w
                pokoleniu naszych dziadkow sie nie "wypalaly", a dzisiaj nagminnie?
                Moi dziadkowie, zarowno ze strony mamy jak i taty przezyli z soba
                ponad 65 lat. nie bylo uciekania w prace, nie bylo zniechecenia.
                (choc drobne nieporozumienia byly). Po latach bylo widac, ze sie
                kochali. Podobnie ich rodzenstwo, sasiedzi itp. itd. Nie wszystkie
                zwiazki byly udane - gdzieniegdzie byl alkohol, zdazaly sie
                (powszechnie pietnowane) zdrady. Ale to nalezalo do rzadkosci.
                Tango i namietnosc jak najbardziej, ale o to czeba dbac. Dbac
                CZYNNIE.
                • showmessage Re: jak odejść? 23.07.09, 23:45
                  Pokolenie naszych dziadków zakładało "firmy". Pokolenie pradziadków nawet nie
                  zawsze wiedziało kto będzie w zarządzie. ;) Nie porównuj naszych czasów z tym co
                  było. Nie tyle było widać że się kochają o ile nie było w zwyczaju pokazywania
                  na zewnątrz jak jest źle wewnątrz. Owszem zgadzam się że trzeba dbać, co nie
                  znaczy że należy dbać za wszelką cenę. Kiedy bilans zysków jest mniejszy od
                  strat to nie warto. Kiedy kompromisów jest zbyt dużo tracisz w nich siebie.
                  Przestajesz reprezentować swoje poglądy przyjmując wartości zastępcze. Im
                  bardziej się oddalasz od swojego ja, tym bardziej się oddalasz od osoby dla
                  której to robisz bo w końcu ta osoba kocha tą w której się zakochała na
                  początku. Tamta ja nie podlegała późniejszym zmianom i nie reagowała na nie.
                  Dlatego są też granice dbania, a czasem po prostu trzeba odpuścić bo nic na siłę.
          • squirrel-ka OK 21.07.09, 18:03
            Niech od niej odejdzie, ale wcześniej niech odda dług!!!
            Jak był bez kasy, a ONA go finansowała było w jego mniemaniu wszystko OK??? Nie
            kochał jej, ale chciał skończyć studia???
            Sorry, ale te argumenty do mnie nie trafiają. Był z NIĄ, bo bo go
            finansowała... a teraz kop w d.pę???
            • showmessage Re: OK 21.07.09, 20:00
              Gdzie napisał, że nie kochał? Nie śpiesz się tak siostro. ;)
              • squirrel-ka Re: OK 21.07.09, 23:42
                :)
                Ja się nigdzie nie spieszę...

                A brata nigdy nie miałam... Może ojca się powinnam dopytać?!
                • squirrel-ka ps. 21.07.09, 23:46
                  muszę, być na necie, bo potrzebuję "dociągnąć" Battlestar Galactica s04 19-20 :)
                  Jak nie udzielam się, nie ściąga :(
                  Just life :(
                  • showmessage Re: ps. 23.07.09, 23:48
                    Ustaw sobie takiego leniwego pinga na google. Przypuszczam, że oszuka urządzenie
                    przycinające Ci transfer.
          • olala_29 Re: jak odejść? 21.07.09, 22:57
            no bardzo ciekawe, jak go utrzymywał to kochał i nagle biedak przestał?
            • showmessage Re: jak odejść? 21.07.09, 23:23
              Może raczej nastał taki etap w życiu kiedy się trzeba zastanowić co dalej.
              Uznał, że czas zmienić swoje życie. Nie pasuje mu obecna jego forma i miłość nie
              ta. Konkluzja, to czas na zmiany. :)
              Zakładasz premedytację w działaniu, której nie widać w tekście. Jest za to
              poczucie winy, naciski no i uczciwość bo w końcu lepiej powiedzieć prawdę niż
              ciągnąć farsę. :)
              • titta Re: jak odejść? 22.07.09, 00:52
                Raczej oportunizm niz premedytacje.
      • cynamonowa.panna Re: jak odejść? 21.07.09, 14:07
        Showmessage, współczuję twoim aktualnym i potencjalnym parnerkom.
        Nie chciałabym mieś nic wspólnego z kimś o takich poglądach na
        związki i relacje międzyludzkie, jak twoje wyżej
        wyartykułowane "porady".
        Moim zdaniem facet powinien mieć jaja. Skoro nie ma ochoty na
        związek - warto odejść jak najszybciej i nikt tu nie może się
        czepiać, tak w życiu bywa, związki okazują się pomysłką, uczucie się
        wypala. Natomiast jeśli ten pan jeśli nie odda kasy lub przynajmniej
        tego nie zaproponuje (bo dziewczyna może nie chcieć przyjąć, jej
        święte prawo)- to będzie żałosnym dupkiem. Mam wrażenie, że on zdaje
        sobie sprawę, że coś nieteges, ale ruszyć się do roboty nie chce. I
        waha się pomiędzy przyzwoitym zachowaniem a spieprzeniem z "terenu
        zbrodni".
        • ritsuko Re: jak odejść? 21.07.09, 14:56
          Ok, nie jest to za fajna sytuacja, ale powiedzmy sobie szczerze.
          Gdyby autor był kobitką, która przez koncówkę studiów była na
          utrzymaniu swojego mężczyzny, a teraz uznała, ze nic do niego nie
          czuje to byłaby inna gadka, prawda? I nie mówcie, że jest inaczej,
          bo ogólnie spojrzenie na to jak mężczyzna utrzymuje i kobieta jest
          zupełnie inne. To tak na wstępie :)
          Ok. Fakt, że to już sporo czasu jak na rozstawanie ale znam dłuższe
          staże. Nie znam Cię i nie znam Waszej sytuacji, ale wydaje mi się,
          że przydałaby Wam się poważna rozmowa. Czy on wie o Twoim podejsciu?
          Czy przedstawiłeś jej swoje "plany wyjazdowe" lub ogólnie- lęk przed
          stabilizacją? O takich rzeczach się powinno rozmawiać...
          Przemyśl co jest rzeczywistym powodem chęci rozstania. Czy jest to
          naprawdę to, że rozmijacie się w oczekiwaniach, czy jest coś innego-
          wypalenie, brak tego uczucia co kiedyś itd.
          życzę pozytywnego zakończenia- czy razem czy osobno to już Wasza
          decyzja
        • showmessage Re: jak odejść? 21.07.09, 15:53
          Cóż myślę, że mam akurat z partnerką identyczne poglądy na tą sprawę. :D
          Zgadzam się z Tobą, że należy odejść jak najszybciej. Natomiast nie uważam, że
          powinien oddać kasę. Jeśli prowadzili wspólne finanse i nie było to na zasadzie
          pożyczki, tylko wspólnej kasy to nie ma o czym mówić.
          Zgodnie z tym co piszesz to dziewczyna z którą kiedyś żyłem i przez rok
          utrzymywałem powinna mi oddać kasę po rozstaniu? Przecież to śmieszne. Nigdy by
          mi nawet przez myśl nie przeszło żeby tego od niej wymagać. Żyliśmy razem, było
          fajnie ale się skończyło. Wot i taka kolej rzeczy, było minęło. Gdybym nie
          chciał jej utrzymywać to bym nie utrzymywał. To był mój wybór jak wydałem kasę.
          Jesteśmy dorośli, a nie smarkacze co to nie umieją decydować i jak dostaną mata
          to proszą o cofnięcie ruchu. Dlatego zakładam że partnerka plandovanje jest
          osobą dorosłą, w pełni władz umysłowych i potrafiącą decydować oraz brać
          odpowiedzialność za swoje decyzje.
          Cóż mam nadzieję, że się finansowo rozliczyłaś ze wszystkimi ex partnerami bo
          nie będziesz mogła zasnąć. ;)
          • cynamonowa.panna Re: jak odejść? 21.07.09, 16:29
            Śpię spokojnie:-)
            Tutaj, widzisz, nie chodzi o to, że mieli wspólne wydatki i im "nie
            wyszło", ale o to, że gość żył z dziewczyną bo potrzebował kasy po
            utracie pracy, mimo, że nie zależało mu już na niej. On sam czuje,
            że jednak nie jest w porządku. Co o tym myślisz?
            • showmessage Re: jak odejść? 21.07.09, 19:15
              Nigdzie nie napisał o tym, że jest z nią dla kasy. Jak dla mnie po prostu
              zakończył się pewien etap w życiu i to są po porostu porządki. Nadchodzą zmiany,
              weryfikacje poglądów, uczuć. Jest trochę więcej czasu na przemyślenia i tu
              dochodzi do wniosku, że właściwie żyje z kimś kto ma całkiem inne cele niż on.
              Uważam, iż całkiem rozsądnie jest to skończyć.
              Myślę że to raczej otoczenie jest odpowiedzialne za poczucie winy. Wszyscy się
              spodziewają ślubu po tylu latach. Oczekują tego, kiedy on właściwie doszedł do
              wniosku, że to nie to. Jest jej wdzięczny, nie chce za bardzo zranić, chociaż to
              nieuniknione. Mamy więc z jednej strony oskarżenia ze strony otoczenia, że po
              tym wszystkim on chce odejść, a z drugiej wdzięczność za wspólne lata. To musi
              zaowocować pewnym poczuciem winy. Tyle, że niesłusznym, bo obwinia się za
              nieuniknione implikacje na powstanie których nie ma wpływu.
              • aga.pwr Re: jak odejść? 22.07.09, 16:11
                Nadchodzą zmiany,
                weryfikacje poglądów, uczuć.


                Dzięki Ci, Mistrzu, za te słowa. Tylko jak wytłumaczyć to ludziom -
                pewien etap, tralalala.
                • showmessage Re: jak odejść? 23.07.09, 23:58
                  Może zrobisz to za mnie? ;)
              • cynamonowa.panna Re: jak odejść? 22.07.09, 16:12
                Heh ja nie mam pretensji, że on chce odejść, na podstawie opisu
                uważam, że nie ma sensu podtrzymywać sztucznie tej relacji. Ale coś
                w postawie tego pana i sposobie załatwiania przez niego swoich spraw
                mi nie pasuje i to "coś" drażni moje poczucie przyzwoitości -
                niedojrzałość? tchórzostwo? konformizm? lenistwo?
                a może to w ogóle prowokacja?:-)
                • showmessage Re: jak odejść? 23.07.09, 23:57
                  Jeśli prowokacja to ciekawa. Myślę że to co powoduje to zaniepokojenie to raczej
                  nie sam autor, lecz kontekst sytuacji. To raczej uderzenie w pewien zbiór
                  stereotypów. Głównie to że facet był na utrzymaniu kobiety. W rzeczywistości
                  gdyby odwrócić role nie było by to już niepokojące. ;)
                  • cynamonowa.panna Re: jak odejść? 24.07.09, 11:26
                    nie wiem, dla mnie chyba płeć w tym układzie nic nie zmienia
                    a swoją drogą - czy to nie jest niepokojący stereotyp w twoim
                    myśleniu, skoro z góry zakładasz, że odwrócenie ról by niepokojące
                    nie było i na tym głównie opierasz argumentację?
                    ;)
    • szpil1 Re: jak odejść? 20.07.09, 23:29
      plandovanje napisał:

      > Wiem, że oczekuje teraz ode mnie, że pójdę do pracy i zacznę
      pięknie nazwany pr
      > oces "stabilizacji".

      Im dlużej trwasz w tym układzie, tym większe nadzieje, a nawet
      pewność, że tak będzie jej dajesz. I tym trudniej będzie się z tego
      wyplątać. I tym bardziej ją zranisz.
      A jeśli zostaniesz z nią ze względu na pożyczone pieniądze lub
      okazaną pomoc, to skrzywdzisz siebie.
      Myślę, że jeśli jedna strona jest zaangażowana, a druga chce
      skończyć związek, to niestety nie da się tego zrobić bezboleśnie.
    • rafa4.4 Re: jak odejść? 21.07.09, 11:54
      Odejdź i nie rób dziewczynie więcej pustych nadziei. Egoistycznie tkwiąc przy
      Niej, zabierasz i marnujesz Jej cenny czas a swoim odejściem zrobisz Jej
      przysługę i nie myśl przypadkiem, że wpadnie w wielką rozpacz i żal po Twojej
      stracie bo szybko zrozumie, że nie warto.
      • grisza14 Moze sprobuj wmontowac jej poczucie winy? 21.07.09, 14:12
        Sa takie rozwiazania, ze np. podstawisz jej jakiegos kolezke, zeby
        sobie poflirtowala a potem wkroczysz jako zdradzony piesek.Przy
        takim rozwiazaniu zaoszczedzisz tez kase, bo w poczuciu glebokiego
        bolu bedziesz mial pretekst, zeby rzekomo zapomniec o pozyczce.Jak
        juz to zalatwisz, to staniesz sie prawdziwym facetem.
        • samaka Re: Moze sprobuj wmontowac jej poczucie winy? 21.07.09, 14:23
          bardzo pomysłowe i dojrzałe.
        • watcher11 Re: Moze sprobuj wmontowac jej poczucie winy? 21.07.09, 14:58
          A raczej skończonym sku***
        • squirrel-ka Re: Moze sprobuj wmontowac jej poczucie winy? 21.07.09, 18:15
          Nie każda kobieta leci, na przypadkowego kolesia :)))
          Nie równaj wszystkich kobiet do siebie!
          • alamaut Każda, każda ;) 22.07.09, 09:14
            Wystarczy tylko chwila dobrego bajeru.O tym że chce poznać twoje fascynujące wnętrze,że wielka kosmiczna siła siła wieki pracowała tylko po to ,ażebyście mogli sie spotkać, że byliście kochającą się dozgonnie parą w poprzednim wcieleniu itp brednie:)..same nawet nie wiecie jak do bólu jesteście łatwe <rotfl>
            • kaa.lka Re: Każdy, każdy ;) 22.07.09, 11:36
              wystarczy tylko powiedziec ze to nie zadne kosmiczne przeznaczenie.
              ale sila jego seksualnosci. jego zapach. jego umiejetnosci
              interpersonalne ekhem; i przede wszystkim.. jego niezaleznosc w
              zestawieniu z tymi wszystkimi typowymi typkami itd itd itd itd
              byle nie do bolu.
              bo kazdy stereotyp jest krzywdzacy. bezwarunkowo.i jak wskrzeszajaca
              potrafi byc czasami, latwizna.
              pozdrawiam
              :)



        • funia81 Re: Moze sprobuj wmontowac jej poczucie winy? 21.07.09, 21:44
          grisza14, jestes niewiarygodny! Na kazdym forum, na jakim cie spotykam,
          pieprzysz tak samo od rzeczy. Na kazdy temat.

          A autorowi watku radze jak najszybciej pojsc do pracy, odpracowac, oddac i
          spadac. Wolontariat to kapitalna sprawa, ale w tej hwili bedzie postrzegany (co
          zrozumiale) jako skrajne tchorzostwo. A odkochac sie, niestety, mozna. Nawet po
          wiecej niz osmiu latach.
          • 3-m Re: Moze sprobuj wmontowac jej poczucie winy? 22.07.09, 07:35
            Wcale nie pieprzy od rzeczy.
    • samaka Re: jak odejść? 21.07.09, 14:29
      Wyglada na to, że jesteście ze soba odkąd byliście bardzo młodzi.
      Takie związki bardzo często rozpadaja się kiedy kończy się studia,
      bo wtedy ludzie są już bardziej ukształtowani, podejmują decyzje
      dotyczące całego ich żcyia, przewartościowuja pewne rzeczy.
      Dlatego według mnie nie warto wogóle wczesniej brać slubu...
      Ale odnosnie twojej sytuacji, nie rozumiem tych komentarzy o
      egoizmie. Nie jest to związek dla ciebie, chcesz czegoś innego,
      chcesz spróbowac innego zycia. To wszystko jest normalne i w
      porzadku. Zycie ma sie jedno i rezygnowanie ze swoich marzen w imie
      dominujacych schematów na prawde nie ma sensu.
      Zostajac z dziewczyna skrzywdzisz ja, bo zawsze bedziesz zalował ze
      nie zrobiłeś czegos innego. Niestety czasami krzywdzimy innych i nac
      na to nie da się poradzić.
      A pieniadze powinienes postarc sie jej oddac, pozyczyc, oddac w
      ratach, wyjechac do platnej pracy zamiast na wolontariat - musisz
      poszukac rozwiazania.
    • meledwa Re: jak odejść? 21.07.09, 14:37
      Nie da sie odejsc bez ranienia. ALe jak sie uczucie wyczerpalo, to nic na to nie
      poradzisz. Lepiej odejsc niz zostac.
      Ale swoja wypowiedz zaczynasz od kwestii finansowych, wiec jesli to jest dla
      ciebie problemem - najpierw idz do pracy, oddaj dziewczynie pieniadze i dopiero
      potem wyjedz. A tak z ciekawosci spytam - ile macie lat?
    • zakonna Re: jak odejść? 21.07.09, 14:37
      Jeżeli chcesz odejść i jesteś tego pewien to zrób to, szybko i zdecydowanie. Bez
      szarpania jej i siebie, bez próbowania jeszcze raz itp. Nie rozumiem dlaczego to
      ma świadczyć o Twoim egoiźmie, tym bardziej, że nie jesteście w formalnym związku.
      Jeżeli było jasne określone, że pieniądze, które ona daje to pożyczka to
      powinieneś zwrócić przynajmniej część. Jeżeli nie było między wami takiej umowy
      to wg mnie nie musisz oddawać.
    • slavko.matejovic Re: jak odejść? 21.07.09, 14:38
      Po prostu powiedz jej, kochanie, przestałem cię kochać, zmarnowałem
      Ci osiem lat życia, nie obchodzi mnie to, że pomogłaś mi w trudnej
      chwili, jestem zapatrzonym w siebie egocentrycznym dupkiem. I
      natychmiast od niej odejdź. Może dziewczyna pozna jakiegoś
      normalniejszego faceta z jajami, a nie piotrusia pana co to nie wie
      na co się zdecydować. Ile ty masz lat człowieku?! Po takim długim
      związku robiłeś jej nadzieję?! A teraz tchórzysz?! Brzydze się tobą.
      Co poruchałeś to twoje, a już ci się znudziło i nowej d-u-py
      szukasz. Życzę ci, abyś do końca życia był sam i nie uniesczęśliwił
      jeszcze jakieś niewinnej kobiety.
    • przemek1975 Ojej, jak sie panny zbulwersowaly 21.07.09, 14:41
      Juz przypieto Ci latke dupka, zmarnowales dziewczynie 8 lat i takie
      tam. A przeciez ludzie sie rozstaja i nie ma na to rady. 8 lat to
      niestety krytyczny okres dla wielu zwiazkow i trzeba to
      zaakceptowac. Nie chcesz miec poki co dzieci i wcale sie Tobie nie
      dziwie. Z dzieci w dzieci.

      Wytrzymaj w kawalerskim stanie do 30stki i zobaczysz jak przejrzysz
      na oczy. Mniej wiecej w tym wieku bedziesz juz mial sprecyzowane
      poglady co robic w zyciu a teraz jestes na etapie poszukiwania.
      Dzieci pewnie tez w koncu zapragniesz. Ale teraz nie laduj sie w to,
      bo widac, ze jeszcze do tego nie dorosles i nie ma sie co dziwic.
      Mezczyzni pozniej do takich rzeczy dojrzewaja.

      Jesli nie kochasz swojej dziewczyny to powiedz jej to prosto w oczy.
      Nie boj sie rodziny, moga byc na Ciebie wsciekli ale beda jeszcze
      bardziej jesli zrobisz to ukradkiem jak tchorz. O kase popros
      rodzicow, powiedz jaka jest sytuacja. Mozesz wczesniej zdradzic im
      swoje zamiary, porozmawiaj z nimi. Od tego sa rodzice, by Ci w takim
      trudnym momencie pomoc. Zrozum, zlem nie jest to, ze chcesz sie
      rozstac. Zlem jest tkwienie w hipokryzji i klamstwie.

      Nie laduj sie w dzieci, ktorych poki co nie pragniesz (bo beda
      cierpiec) i w zwiazek z kobieta, ktorej nie kochasz. Za pare latek
      zobaczysz ilu Twoim kumpli sie porozwodzi. Pozostana skrzywdzone
      male dzieci i nienawisc miedzy dawnymi kochankami.
      • grisza14 Musisz byc asertywny 21.07.09, 14:47
        Najlepiej zrob jej jakies swinstwo, zeby sama doszla do wniosku, ze
        ma ciebie dosc.Popros kolezanke z pracy, zeby ci przyslala kilka
        liscikow milosnych i zrob tak, zeby ona je znalazla.
    • lisc.miety Re: jak odejść? 21.07.09, 14:49
      Twoja dziewczyna powinna poznać prawdę.
      Jeśli Cię kocha i tak będzie cierpieć - nie ma sposobu, żeby tego
      uniknąć przy rozstaniu. Jeśli chcesz być szczery (a powinieneś być)
      to powiedz "nie kocham" i odejdź. Życie tak się układa, a miłość
      czasem wygasa:(

      Co do pieniędzy, może się zdarzyć, że nie będzie chciała ich od
      Ciebie przyjąć (na zawsze pozostaniesz jej dłużnikiem;)
    • three-gun-max Re: jak odejść? Raz a dobrze 21.07.09, 14:52
      Normalnie. Załatw sobie ten wolontariat a potem jej powiedz jakąś bajeczkę. Tak to jest, że żona, teściowa i reszta rodziny często próbuje usidlić faceta, zamknąć go w jakieś ciasne ramki. Jeśli masz jaja to do tego nie dopuść. To TY decydujesz. I tyle.
      I nie słuchaj rad tutejszych niedopchniętych panien bo zmarnujesz sobie i jej życie, a w wieku 50 lat nie wytrzymasz i porąbiesz ją siekierą.
      • squirrel-ka Re: jak odejść? Raz a dobrze 21.07.09, 18:20
        > I nie słuchaj rad tutejszych niedopchniętych panien....

        Ale mnie ubawiłeś!
    • purim Re: jak odejść? 21.07.09, 14:59
      Jakim prawem oceniacie tego czlowieka? nawet nie znacie ani jego ani jego
      dziewczyny!
      Uwazam ze sytuacja jest lipna z zalozenia, i nie da sie zrobic tak zeby nie
      bolalo. Mysle ze szczerosc jest najwazniejsza w tej sytuacji. skad wiesz ? moze
      ona czuje to samo tylko sama nie chce sie do tego przyznac.
      Zalatw to jak najszybciej!
      Pozdrawiam
      • grisza14 Re: jak odejść? 21.07.09, 15:06
        Odchodz zawsze z podniesionym czolem.Najlepiej znajdz sobie nowa
        kobiete, pozycz od niej forse, ze niby musisz wykupic sie tej
        poprzedniej okrutnicy, ktora nasyla na ciebie gangsterow.Ale nie
        zwracej tej kasy, tylko wloz ja na konto.Przyda ci sie na tym
        wolontariacie.I tej nowej powiedz, ze w zwiazku z tymi gangsterami
        musisz na jakis czas zniknac i wyjechac bez podawania adresu.W ten
        sposob upieczesz dwie pieczenie na jednym roznie.Jak jestes, chlop
        to sie nie obcyndalaj.
        • purim Re: jak odejść? 21.07.09, 15:07
          albo pozycz wiecej i upozoruj wlasna smierc! :P w filmach- zawsze dziala!
          • d.d.5 Re: jak odejść? 21.07.09, 18:06
            do purima: he he, dobre
      • szeryf65 Re: jak odejść? 21.07.09, 15:14
        najmadrzejszy glos w dyskusji. te forum ma to do siebie ze po jednym
        pogladzie/sytuacji oceniane jest twoje zycie.
        pozdrawiam
    • joanna_can Re: jak odejść? 21.07.09, 15:55
      Po prostu odejdz. Lepiej zmarnowac jej przeszle 8 lat niz przyszle
      dziesiatki lat.

      I tak bedzie sie czula skrzywdzona. Nie ma zadnych argumentow za
      utrzymaniem tego zwiazku, zadna presja rodziny nie powinna cie
      wzruszac ani debilne wypowiedzi niektorych nawiedzonych
      kobiet/dziewczyn na tym forum. Trudno, czasem krzywdzi sie inna
      osobe nawet jesli nie ma takiej intencji...
      • titta Re: jak odejść? 21.07.09, 16:35
        "Nawiedzone kobiety na tym forum2 nie obstaja za uczymaniem tego
        zwiazku, wrecz przeciwnie, tylko potepiaja niedojrzalosc faceta.
        Moze zanim nastepny raz sie z kims zwiarze pomysli, o co mu tak
        naprawde chodzi. Choc watpie. Ten typ czesto dorasta bardzo dlugo (a
        ile osob po drodze zrani...)
    • jimus Re: jak odejść? 21.07.09, 16:03
      razi mnie prezentowana w większości opinii asymetria..
      jeżeli sytuacja odwróciłaby się, i na twoim miejscu byłaby twoja
      dziewczyna - wszystkie oburzone głosy dyskutantek oskarżające cię o
      "dupkizm" i egozim zapewne zmieniły by się w peany na cześć pani
      która wybrała zycie w szczęsciu i samorealizacji (rzeczony
      wolontariat) nad bycie "utrzymanką" faceta i trwaniu w
      nieszczęściu...

      cóż, to chyba znak naszych czasów, że takie zjawisko narasta i ma się
      coraz lepiej.

      moim zdaniem, nie znamy układu jaki między wami panował - być może
      zajmowałeś się domem w tym czasie, a nie tylko beztrosko przebywałeś
      na bezrobociu i zajmowałeś się obroną pracy magisterskiej..- to
      wszystko być może - ale nawet taka ewentualność nie przychodzi naszym
      wojującym forumowiczkom do głowy...w drugą stronę natomiast można
      sobie to już wyobrazić - nieprawdaż?

      apeluję o więcej sprawiedliwości w osądach..- mężczyzna moje drogie
      panie, to nie jest automat i wbrew rozpowszechnionym opiniom nie
      zależy nam jedynie na szukaniu wciąż nowych "d-u-p"(jak napisała
      jedna z pań) - przyłóżcie proszę taką samą miarę do własnego
      postępowania jak i do postępowania mężczyzny - teraz niestety moim
      zdaniem macie z tym problem

      w twoim przypadku, mimo wszystko (pod warunkiem że nie istniały
      okoliczności o których pisałem powyżej) o ile czyni to zadość twojemu
      poczuciu honoru, zwróć jej te pieniądze. najważniejsze jednak jest
      to, żebyś szczerze postawił jej tą sprawę i nie obawiał się stygmatu
      "dupka" "faceta bez jaj" itp. bredni wymyślonych przez panie i panów
      z wielkimi kompleksami, którzy poczucia własnej wartości nie czerpią
      z samych siebie, tylko z gó...arskiego porównywania się z otoczeniem.

      :) pozdrawiam
      • cynamonowa.panna Re: jak odejść? 21.07.09, 16:46
        najważniejsze jednak jest
        > to, żebyś szczerze postawił jej tą sprawę i nie obawiał się
        stygmatu
        > "dupka" "faceta bez jaj" itp. bredni wymyślonych przez panie i
        panów
        > z wielkimi kompleksami, którzy poczucia własnej wartości nie
        czerpią
        > z samych siebie, tylko z gó...arskiego porównywania się z
        otoczeniem.

        Wygląda na to, że to ty masz problem ze swoją samooceną i
        podwyższasz ją obrażając innych. Najwyraźniej tak bardzo chcesz
        zabłysnąć błyskotliwą krytyką, że nawet nie czytasz postów, na które
        potem agresywnie odpowiadasz (bo konkluzja z naszych wpisów jest
        taka sama). No ale tak to bywa, kiedy jest się (jak sam
        napisałeś) "panią lub panem z wielkimi kompleksami, który poczucia
        własnej wartości nie czerpie z samego siebie tylko z g...arskiego
        porównywania się z otoczeniem."
        • jimus Re: jak odejść? 21.07.09, 17:17
          badźmy zatem ściśli - twój poziom agresji (skoro tak definiujesz
          agresję - niech będzie) jest co najmniej równy mojemu:) wnioski?...

          pozdrawiam:)
          • cynamonowa.panna Re: jak odejść? 22.07.09, 16:22
            muszę się zapisać na jogę albo pilates:-)
      • cherokee77 Re: jak odejść? 21.07.09, 16:48
        Czlowieku, ona inwestowala w zwiazek , poniewaz uwazala Cie za
        przyszlego meza, przypadkowym facetom nie funduje prawda?
        Jestes jej winien nie tylko pieniadze , ale jakes zadoscuczynienie.
        Nie wiem po co tyle czasu to wlokles , ale czlowieku , daj jej spokoj ,
        bo jak tak to juz widzisz to za lat piec bedziesz dopiero skwaszonym
        starym piernikiem , ona zasluguje na cos lepszego . Daj jej szanse
        normalnego zycia , a kase powinienes jednak oddac .
    • veszta Re: jak odejść? 21.07.09, 16:38
      Wlasciwie to co mi brakuje w wypowiedzi zalozyciela tego watku jest stwierdzenie
      czy on kocha swoja partnerke czy tez nie. Brzydzace jest to ze autor postu jakby
      oskarza JA o tym, ze z wieku i ze zmiany sytuacji zyciowej nadchodzi
      'stabilizacja', ;kiszonka' czy jak tam to nazwal. TO jest baardzo
      niesprawiedliwe, prosze Pana! Jest oznaka niedojrzalosci obarczasz najblizszych
      osob (partnerka, rodzice) o tym, ze po studia, surprise surprise, trza znalezc
      prace, zaczac szukac domu, etc. A czy Pan Autor Watku czasem nie zapital swoja
      dziewczyne czy jej tez zcasami ni marzy sie roczny wolontariat? to moze RAZEM
      pojedziecie na ten wolontariat??? Pytales ja, czlowieku? Moge zalozyc sie, ze
      nie. Bo latwiej jest uznac ze jest sie ofiara 'spisku', niz znalezc u samego
      siebie wine czy tez sposob na polepszenia sytuacji zyciowej.
      Nota bene, czemu sie autor watku nie odzywa? Tyle osob napisalo, tyle
      niedojrzalych towarzyszy poklepalo go po ramieniu...
      • purim Re: jak odejść? 21.07.09, 16:49
        Moja droga! Mysle ze w swoim poscie jednoznacznie udziela odpowiedzi na to czy
        ja kocha czy nie... Takie rzeczy sie dzieja, ludzie staja sie sobie obojetni. I
        nie oceniam tego bo nie znam sytuacji. Nie ma schematow! Moim zdaniem koles nie
        jest egoista, mysli o dziewczynie i nie chce jej zranic. A gwarantuje Wam ze
        zranilby ja najbardziej pozostajac z nia w zwiazku w ktorym nie bylaby kochana!
        • veszta Re: jak odejść? 21.07.09, 16:55
          ja wcale nie namawiam autora postu asby NIE odchodzil!
          Skad ten wniosek?
          Moja uwaga dotyczy podejscia autora postu do spraw. Uwazam ze jest malostkowy,
          szuka przyczyn w otoczeniu, i TO mi sie nie podoba. Jego partnerka nie jest mu
          winna ze ONA czy tez ich rodzice oczekuja 'stabilizacji'.
          Niech zmyka gosc, tylko niech nie probuje obracac kota ogonem!
    • kala_t Re: jak odejść? 21.07.09, 17:02
      nie jesteś egoistą. odejdź czym prędzej. powiedz jej to co napisałes
      w poście. jesli byliście chociaz dobrymi przyjaciólmi to zrozumie.
      jesli powiesz szczerze co myslisz o małzenstwie i wogóle że nie
      jestes szczesliwy w tej sytuacji a ona mimo to bedzie nalegac na
      wspólne układanie sobie życia - uciekaj czym prędzej. nie zrozumie
      cie nigdy. życze powodzenia w dążeniu własną drogą, bo to o wiele
      trudniejsze niż spełnienie oczekiwań wszystkich wokół, pobranie sie
      i życie ,małą stabilizacją'
    • bob-85 Re: jak odejść? 21.07.09, 17:06
      Byłem niedawno w identycznej sytuacji..., dlatego daleko mi od jakiejkolwiek
      krytyki. Byłem z dziewczyną 7 lat, ostatnio kończyłem studia i nadszedł czas
      stabilizacji. Dużo myślałem i doszedłem do wniosku że moja dziewczyna nie jest
      tą z którą chciałbym spędzić resztę życia. Nie jest tak, że przez te 7 lat się
      nad tym nie zastanawiałem, ale czasem przychodzi taki okres kiedy chcemy sobie
      cos w życiu poukładać. Nie żałuje żądnego dnia który spędzięłm z moją byłą
      dziewczyną. Wiem że tym rozstaniem strasznie ja skrzywdziłem i źle mi z tego
      powodu ale tak chyba powinno być. Krótko po rozstaniu zakochałem się strasznie,
      może po 7-letnim związku nie byłem na coś takiego przygotowany. Tym razem to ja
      zostałem skrzywdzony, więc chyba mam za swoje. Reasumując nie jestem teraz
      szczęśliwym człowiekiem, ale mam nadzieje że kiedys nim będę. Nie żałuję decyzji
      o rozstaniu choć właściwie codziennie mysle o swojej byłej. Mam nadzieję że
      kiedys będę mógł z nią normalnie bez emocji o tym porozmawiać.
      • madame_charmante ciekawe zjawisko - nagla zmiana uczuć 22.07.09, 11:59
        baardzo ciekawe, ze obaj odkochaliście się w podobnym momencie
        zyciowym, tzn, wtedy gdy trzeba by zacząć gniazdować. Poki bylo na
        luzie, diupa ciepla w wyrku, wyprane gacie na sznurku i zero planow
        co do dzieci - to były ok ?.. a teraz .. nagle juz nie ? ...
        nie chodzi w sumie o żadne realizowanie swoich planow etc etc.. po
        prostu wykorzystaliście swoje partnerki i juz. obrzydliwe...
        i ci sami panowie potem pisza, ze polki sa pazerne, lecą na kase
        etc etc... a sami .. byle tylko sie zadowolić, zrobić sobie dobrze..
        wierze, że na poczatku byla milośc, przynajmniej chce wierzyc - ale
        potem trwanie w związku do latwy dostęp do wygod zyciowych i
        porzucenie partnerki, bo sie znudzila.. ehhh .. obrzydzenie..
    • timurek1 Re: jak odejść? 21.07.09, 17:33
      mistrzu, o co tobie chodzi? chcesz to odejdź, nie chcesz to nie. nie
      zawracaj pierdołami tego poważnego forum GW. jak nie wiesz o co ci
      chodzi to pogadaj z lekarzem. ty chyba nierób jesteś i tyle. jak ci
      ta Pani nie odpowiada to rzuć ją i tyle. jednocześnie wiesz chyba że
      jesteś na jej karku strupem teraz?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka