plandovanje
18.07.09, 18:04
Witam! Prawdopodobnie problem był poruszany kilka razy jednak bardzo mi zależy na usłyszeniu-przeczytaniu opinii osób postronnych, które mają ambiwalentny stosunek do całej sytuacji.
Od początku zaczynając powinienem powiedzieć,że jestem w związku od prawie ośmiu lat. Mieszkamy ze sobą już 4. Studiujemy i pracujemy jednocześnie. Jednak na początku tego roku "powinęła" mi się noga i straciłem pracę. Od tego też czasu moja dziewczyna pomaga mi finansowo - częściowo nas utrzymując. Jestem jej bardzo za to wdzięczny. Chociażby dlatego, że przez to udało mi się dokończyć i obronić magisterkę. Ale ... chcę odejść. Nie jest to decyzja pochopna. Od jakiegoś czasu staram się nie myśleć o tym i zmusić jakoś do tego wszystkiego w myśl zasady, że kilkuletniego związku ot tak sobie nie kończy się. Wszystko pogarsza cała ta chora presja mojej i jej rodziny, że już dawno powinienem się oświadczyć, o małżeństwie nie wspominając!
Wiem, że oczekuje teraz ode mnie, że pójdę do pracy i zacznę pięknie nazwany proces "stabilizacji". Jednak dla mnie to wszystko ma postać i zapach kiszonki, której wszyscy dookoła kiszący się w tym czymś mi także życzą i uważają, że tylko taka droga jest słuszna. Ja natomiast poważnie myślę nad rocznym wolontariatem za granicą, w każdym razie najdalej mi do "zakładania rodziny" w najbliższym czsie. Nie wiem czy to ze względu na osobę, z którą miałbym to zrobić czy też w ogóle tego nie chcę. Jestem pewien natomiast tego, że dalej tak nie może być!
Chcę odejść, ale nie chcę jednocześnie krzywdzić jej (przynajmniej bardziej niż to jest konieczne). Najprościej było by oddać mniej więcej (a raczej więcej) całość pieniędzy, którymi mnie poratowała przez te pół roku i odejść - jednak takiej kwoty nie mam i nie zanosi się, abym ją w szybkim tempie zarobił (tym bardziej, kiedy weźmie się pod uwagę sytuację na rynku pracy;/).
Właśnie ... jak to bywa z planami pod tytułem "najprościej" są najtrudniejsze do realizacji i w związku z tym proszę Państwa o rady, sugestie, wskazówki ...