kszo.pany
05.01.07, 22:59
Pięć procent smrodu w parówkach
Ziemowit Nowak2007-01-04, ostatnia aktualizacja 2007-01-04 17:36
Prokuratura wyliczyła - w parówkach z Constaru było pięć procent
przemielonych wędlin ze zwrotów, w tym takich, które już przeleżały na
sklepowych półkach. "Odświeżanie" wycofanych wędlin było wpisane w politykę
firmy, usankcjonowane pisemnymi poleceniami prezesa.
Akt oskarżenia przeciwko byłemu dyrektorowi generalnemu Constaru Markowi Cz.,
trzem inspektorom weterynaryjnym w Starachowicach Małgorzacie M., Piotrowi Ś.
i Januszowi P. oraz ich szefowi Witoldowi S. - jak już pisaliśmy - trafił w
tym tygodniu do tamtejszego Sądu Rejonowego. Sporządziła go Prokuratura
Okręgowa w Kielcach.
Ustalenia prokuratury przeczą tezie, że ujawnione przez
dziennikarzy "odświeżanie" wędlin było przypadkową praktyką i inicjatywą
kierowników średniego szczebla. Wręcz przeciwnie. Już w 2003 roku dyrektor
Marek Cz. wydał odpowiednie pisma wewnętrzne, instruujące pracowników, jak
obchodzić lub łamać przepisy. Wtedy zaczął obowiązywać w Polsce zakaz,
zgodnie z którym zakładom produkującym mięso i wędliny nie wolno było
przyjmować swoich produktów z powrotem, pod jakimkolwiek pretekstem. Ale
dyrektor Cz. polecił wydzielenie z Constaru tzw. magazynu zwrotów. "Nie
wiadomo, z jakiego powodu magazyn zwrotów nie został zgłoszony do odbioru
Powiatowemu Lekarzowi Weterynarii" - czytamy w akcie oskarżenia. Można się
tylko domyślać, że w obawie, aby taka inwestycja nie została po prostu
zakwestionowana. Dyrektor Cz. nie zawiadomił również Powiatowego Lekarza
Weterynarii o zmianie użytkowania zakładu, a przerobu wycofanych ze sprzedaży
wędlin nie można przecież uznać za ich produkcję, a tym bardziej za ubój,
czym oficjalnie miał zajmować się Constar.
Jedna z inspektorów weterynaryjnych Małgorzata M. była nawet obecna przy
odbiorze magazynu, ale... nie zgłosiła tego faktu przełożonym. Dużego
budynku, w którym odbywał się proceder "odświeżania", przepakowywania i
sortowania podstarzałych wędlin, przez dwa lata nie zauważyli pozostali dwaj
inspektorzy weterynaryjni, choć - jak zauważa prokuratura - "wspomniany
magazyn znajdował się naprzeciwko okien pomieszczeń, w których urzędowali
inspektorzy".
Dyrektor Cz., kiedy już miał nielegalny magazyn, wydał kilka rozporządzeń,
jak postępować z potencjalnie niebezpiecznymi dla zdrowia klientów
wędlinami. "Zwroty mogą być cofane do ponownego przerobu, na rozbiór, do
obróbki termoizolacyjnej itp.", napisał w zarządzeniu z 6 marca 2003 r.
Dyrektor zezwalał na "ponowną sprzedaż, zmianę opakowania i etykiet, przerób,
rozbiór, utylizację, mrożenie".
Prokuratura nie ma wątpliwości: "Praktyka przyjmowania zwrotów z półki w
spółce Constar w ogóle nie powinna mieć miejsca. Taki magazyn [zwrotów -
red.] nie powinien funkcjonować na terenie zakładu". Według prokuratury
bowiem, taka działalność "mogła niewątpliwie być przyczyną niewłaściwej
jakości zdrowotnej produktów wytwarzanych w tym przedsiębiorstwie".
Powołany przez prokuraturę biegły nawet dokładnie wyliczył,
ile "regenerowanych" wędlin trafiało przemielonych do "ponownego
przetworzenia poprzez dodawanie tych produktów do farszu", a więc m.in.
słynnych już parówek. Było to pięć procent!
Żaden z oskarżonych nie przyznaje się do winy. Dwóch inspektorów
weterynaryjnych - Piotr Ś. i Janusz P. - odmówiło wyjaśnień. Małgorzata M.
stwierdziła, że zawsze sumiennie wywiązywała się z obowiązków. Witold S.
stwierdził nawet, że w Constarze zlecał częstsze kontrole, niż wymagały tego
przepisy.
Sprawę odświeżania wędlin w starachowickiej firmie ujawniły wiosną 2005 r.
TVN i "Rzeczpospolita". Od tego czasu firma zapewnia, że pod nowym
kierownictwem zaniechała nagannych praktyk.
GAzeta Wyborcza