lachien
25.04.07, 20:11
Kolejne trzy osoby zginęły w wodach jeziora Erie. Ofiary liczyły na to, że uda
się im złapać kilka ryb, ale zamiast tego same wylądowały w mroźnej wodzie.
Ktoś zauwarzył ślady prowadzące do przerębli i pływającą w niej turystyczną
lodówkę - powiedział zastępca szeryfa Roger Garn. Trzej wędkarze wjechali na
cienką płytę lodową otoczoną wodą; być może nie dostrzegli tego, ponieważ tego
ranka zawieja bardzo ograniczyła widoczność. Nagle - co nie zaskoczyło poza
nimi - pod ich terenowym samochodem załamał się lód. Kilka godzin później
nurkowie wydobyli ich ciała z głębokości trzech metrów. Od trzech lat zimy
były zbyt łagodne, by można było łowić ryby, stojąc na lodzie, i władze
ostrzegały wszystkich o istniejącym zagrożeniu. W styczniu uratowano
dwudziestu wędkarzy uwięzionych na krze, która oderwała się od brzegu. Jednak
nawet śmiertelne wypadki nie zniechęciły amatorów wędkarstwa. Wieźliśmy trzy
ciała w plastikowych workach - powiedział zdziwiony Garn - a w tym samym
czasie kilkunastu ryzykantów jechało łowić ryby.
Pewnego dnia strażnik parku narodowego Yellowstone wmieszał się w tłum ludzi,
którzy wysiedli z samochodów i przyczep turystycznych, by obserwować
niedźwiedzia. Na skraju drogi zauważył kobietę, która smarowała twarz dziecka
jakimś nieokreślonym mazidłem.
- Co pani robi? - spytał.
- Smaruję go miodem, rzecz jasna! - odpowiedziała kobieta.
- Po co? - zdumiony strażnik zadał oczywiste pytanie.
- Chcę zrobić zdjęcie, jak niedźwiedź zlizuje miód z twarzy dziecka -
odpowiedziała rzeczowo matka. Na szczęscie dla dziecka - choć zapewne nie dla
ewolucji gatunku - strażnik nie pozwolił, by chłopiec zbliżył się do
niedźwiedzia. Do dziś dręczą go koszmary, w których widzi tę scenę. To
zdarzenie w pewnej mierze tłumaczy, dlaczego niektóre dzikie zwierzęta zjadają
swoje młode.
Susan, lat dziewiętnaście, i Wendy, lat dwadzieścia jeden, zabłądziły podczas
jazdy samochodem w środku zimy przez wiejskie okolice w Kanadzie. Kolejne
zmiany kierunku tylko pogarszały sytuację i wkrótce dziewczyny stwierdziły, że
jeżdżą w kółko po sezonowych drogach oznaczonych tablicami zakaz wjazdu i
droga prywatna. Gdy już zupełnie straciły orientację, utknęły na jakimś dużym
kamieniu, a usiłując znowu ruszyć przypadkowo wywołały pożar. Porzuciły
wówczas samochód i znajdujący się w nim pakiet ratunkowy, w którego skład
wchodził koc, latarka, świeca i race. Dwa śnieżne króliczki brnęły przez dwie
godziny przez las, nim wreszcie załamał się pod nimi lód i wpadły do
strumienia. Dwanaście godzin później odnalazł je przypadkowo traper polujący
na króiki. Wskutek odmrożenia Susan i Wnedy straciły razem dwie stopy, jeszcze
siedem palców u nóg i cztery palce dłoni.
Trzy nastolatki ukryły się w publicznej toalecie, by wąchać paliwo do
zapalniczek. Jedna z nich zapaliła papierosa, co spowodowało wybuch oparów
paliwa zgromadzonych w ciasnym pomieszczeniu. Dziewczyny wybiegły z toalety
prosto w ramiona policjantów, gdyż w tym samym budynku mieścił się komisariat
policji. Usłyszeliśmy głośny wybuch w toalecie - powiedział inspektor Leif
Hoy. Chwilę później wybiegły z niej dziewczyny. Policjanci ugasili ich ubrania
i udzielili pierwszej pomocy, po czym zawieźli je do szpitala. Życie amatorek
oparów paliwa do zapalniczek nie było zagrożone, ale jeśli to doświadczenie
nie będzie dla nich wystarczającą lekcją, zapewne usłyszmy o nich ponownie.