fantasma.goria
19.08.10, 20:38
Istnieją dni tak dziwne, tak odmienne. Trudno nawet opisać chwile, które przez jakiś bardzo krótki moment zaklęte są w magiczny obyczaj.
I nie rozumiem jak to się dzieje. Czasami to poczucie czaru unoszącego się w powietrzu, jest tak silne,że aż obezwładniające. Trudno się wtedy na czymś skupić, tylko chłonąć.
Istnieją chwile w których coś łomoce mi w środku, nagle zrywa się i przypomina, ze mimo realizmu świata, ono tu istnieje. I czeka.
Czasami mam wrażenie ze nie wiem kim jestem, ani gdzie jestem. Czuję tylko ze mnie coś boli.
Ta muzyka mnie wzrusza. Płaczę,sama nie wiem czemu, płaczę. Ta muzyka otwiera. Zamykam oczy i widzę siebie na pustej dróżce. Siedzę na kamieniu, na rozstaju.
Jest ciepłe popołudnie, długi cień na drogę rzuca potężne drzewo. Siedzę sama pośrodku niczego. Jestem ja, ten kamień, ta droga i muzyka.
Wiem ze przyjdzie mi ruszyć w drogę, ale na razie siedzę. Chłonę.
Z pola zrywają się ptaki, unoszą wysoko, wysoko, wirują. Muzyka trwa. Chwila trwa. One wirują, a ja gdzieś w środku wiruje razem z nimi.
Z zza zakrętu wychodzi mężczyzna, w lnianej koszuli. Idzie powoli. Siada przy mnie i opiera głowę o moje kolana. Tęsknimy za sobą. Przecież wiem.
Dźwięki roznoszące się po polu, smagają mnie po twarzy. Moje łzy spadają mu na koszule. Nic nie mówię. Zaraz się zerwę i odpłynę z chmurami.
Jeszcze łapię ciepłe promienie, jeszcze się rozglądam. Muzyka brzmi.
Wiesz,że teraz odlecę, ale jeszcze przejdę się kiedyś tą drogą,żeby znów poczuć ten spokój.
Niech tylko gra ten świat, niech jeszcze gra.