Dodaj do ulubionych

Co sądzicie o "Wydaniu drugim poprawionym"?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.05, 16:07
Witam!
Pytanie j.w. Interesują mnie Wasze opinie na temat tego programu.

Jakiś czas temu zaczęłam oglądać "Wydanie..." i od tamtej pory śledzę każdy
odcinek. Mili prowadzący, rzeczowe dyskusje bez psedoerudycyjnego wymądrzania
się, ale za to z humorem, i ciekawi goście.
Program ma jednak jeden wielki minus - jest stanowczo za krótki:(

A więc, zapraszam do dyskusji i proszę o opinie również na temat innych
programów o książkach aktualnie nadawanych. Który jeszcze wart jest uwagi, bo
nie za bardzo się orientuję?
Obserwuj wątek
    • Gość: libi błąd IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.05, 16:09
      Oczywiście miało być: "bez pseUdoerudycyjnego..." :)
    • kawa_malinowa Re: Co sądzicie o "Wydaniu drugim poprawionym"? 20.05.05, 08:20

      Myślę, że gdybym miała oglądać tylko jeden program w tygodniu - to byłby to
      właśnie program o który pytasz!
      Podoba mi się to, że prowadzący naprawdę dyskutują (najlepsze jest jak Kazia
      Szczuka pyta się współprowadzącego, czy on wie o czym jest omawiana książka) i
      dochodzą do ciekawych wniosków.
      Za króki i zbyt rzadko :)
      • suka1 Re: Co sądzicie o "Wydaniu drugim poprawionym"? 23.05.05, 21:53
        ja tez uwielbiam ten program, a na drugi dzień chodze niewyspana bo wstaje o 6.
        Tak wiec program jest ciekway,ale za krótki ,za rzadko i za późno!!!
        • lavaris Re: Co sądzicie o "Wydaniu drugim poprawionym"? 25.05.05, 09:47
          Wydanie drugie poprawione emitowane jest też na TVN24 w piątki o 17.00.
    • Gość: livre Re: Co sądzicie o "Wydaniu drugim poprawionym"? IP: 85.219.133.* 24.05.05, 18:59
      Program oglądałam kilka razy. Szczuka była beznadziejnie nadęta. Nie trawię tej
      kobiety i jej uporczywego przekonywania wszystkich jaka to ona mądra. Krytyka
      musi mieć klasę i argumenty, a nie jedynie drwinę i wymuszony sarkazm. Czasami
      mam wrażenie, że ona robi kiczowaty "samolans" i ten profesor to tylko tam
      jest, aby jej przytakiwać.
      Pora nadawania jest oczywiście idiotyczna.

      • Gość: radek Re: Co sądzicie o "Wydaniu drugim poprawionym"? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.05.05, 22:29
        Mysle że własnie siebie Szczuka akurat nie lansuje w tym programie, takie jest
        moje wrażenie i profesor tez ma swoje zdanie a czasami zdanie maja
        podobne,program jest dobry i prowadzacy omawiaja ksiazki dokładnie i
        ciekawie, podoba mi się ten program, ogladam zawsze.
    • noc_walpurgii Re: Co sądzicie o "Wydaniu drugim poprawionym"? 26.05.05, 00:46
      Program jest prowadzony w sposób interesujący. Zamiast pułapki głów gadających
      do czynienia mamy z żywymi ludźmi prowadzącymi dyskusję z sposób ciekawy, lecz
      nie przeintelektualizowany. "Wydanie..." oglądam z przyjemnością, ale...

      Ale no właśnie. Mam poważne zastrzeżenie co do doboru omawianych książek. Nie
      rozumiem po co na tapetę brane są książki-czytadła, nic nie wartościowe
      pozycje, co do których od razu wiadomo, że to shit-hit.
      Było tak w przypadku np. książki Wiśniewskiego (tego od "S@motności w sieci"),
      czy "Zdesperowanych kobiet postępujących desperacko". Ktoś, kto ogląda program
      o książkach oczekuje chyba omawiania wartościowszych pozycji niż powyższe,
      oczekuje opinii, sugestii na temat książek, które potencjalnie kupi/przeczyta.
      Widz oglądający program o książkach to, jak sądzę, widz już bardziej wyrobiony,
      chcący w gąszczu DOBRYCH pozycji wybrać coś dla siebie, a nie
      przeczytać "dzieło" z serii "Literatura w spódnicy"...
      Postuluję więc rozmawiać tylko o książkach, co do których jest potencjalne
      przypuszczenie, że to pozycje interesujące i wartościowe.

      W przypadku rzeczonego Wiśniewskiego doszło w ogóle do paradoksalnej sytuacji,
      kiedy to prowadzący zgodnie stwierdzili, że to g*** i nie ma o czy rozmawiać. A
      potem jeszcze zaprosili autora do studia i pani Szczuka oświadczyła, że to jest
      pozycja beznadziejna, chała i dno totalne. Gość miał nietęgą minę:)
    • Gość: Dzikikamien Re: Co sądzicie o "Wydaniu drugim poprawionym"? IP: 80.55.5.* 26.05.05, 00:51
      nie lubie szczuki chociaz czasem cos ciekawego powie ... jest niestety za
      bardzo zideologizowana- chwali beznadziejna ksiazke o gejach /trzech gejow i
      kotka czy jakos tak/ tylko dlatego, ze mowi o czyms 'postepowym' ... ta ksiazka
      jest tak zle napisana, ze sie niedobrze robi a jej nawet powieka nie
      drgnela ... za takie akcje to tylko kosa ...
      • Gość: libi Re: Co sądzicie o "Wydaniu drugim poprawionym"? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.05.05, 11:16
        Zgadzam się, że "Wydanie drugie poprawione" to w założeniu program dla
        bardziej "wyrobionych" widzów i prowadzący mogliby sobie darować omawianie
        bestsellerów o wątpliwej wartości literackiej. Przyznam, że pani Szczuka mocno
        mnie zaskoczyła (negatywnie) w programie z Wiśniewskim. Z całym szacunkiem i
        sympatią dla niej, "pojechała" po pisarzu za ostro.

        Co do zideologizowania pani Szczuki... A może jej się akurat "Trzech mężczyzn w
        łózku, nie licząc kota" (przepraszam, jeśli przekręciłam tytuł) zwyczajnie
        podobało? I nie należy się doszukiwać w tym drugiego dna, że to dlatego, że o
        gejach itp. Może jej zdaniem książka jest wartościowa, dobrze napisana?

        P.S. I osobista prośba na koniec: proszę o krótkie streszczenie ostatniego
        odcinka (jakie książki były omawiane, jakie opinie prowadzących i jacy goście),
        bo nie było mi dane obejrzeć:(. Z góry dziękuję:).
        • Gość: Dzikikamien Re: Co sądzicie o "Wydaniu drugim poprawionym"? IP: 80.55.5.* 26.05.05, 11:54
          ja bym sie naprawde nie unosil gdyby to bylo cos dobrego , ale ksiazka
          zurawieckiego jest po prostu slaba ... nie, nie slaba, jest napisana
          nieporadnie i bez cienia wzdzieku ...
          • Gość: Dzk tu fragment tej ksiazki IP: 80.55.5.* 26.05.05, 12:02
            Popołudnia pewnego, po pracy, w przypływie uczuć tkliwych i wzniosłych, z
            odruchu serca i ze łzami w oczach postanowił obdarować chłopców ogromnym
            bukietem kwiatów. Mijało właśnie półtora miesiąca, odkąd po raz pierwszy
            wylądowali we trójkę w łóżku. Półtora miesiąca bez dwóch dni.
            -Trzynaście szkarłatnych róż poproszę - rzucił w kwiaciarni. - Nie, lepiej
            piętnaście. Żeby nie zapeszyć.
            Sprzedawczyni pobieżała chyżo do wiaderka.
            -Dla żony? - spytała z niedowierzaniem, dobierając co mniej rozwinięte.
            -Nie mam żony - rzekł Michał dumnie.
            -To dla ko... dla narzeczonej? - drążyła serdecznie.
            -Nie mam... narzeczonej - głos mu nieco przycichł.
            Sprzedawczyni zapatrzyła się na niego sceptycznie.
            -Miałam na myśli dziewczynę.
            -Nie mam dziewczyny... też.
            -Każdy ma dziewczynę. Albo będzie miał - i w tym samym nakazoworozdzielczym
            trybie oberwała zbędne listki - Pasuje?
            -Nie może być inaczej.
            -Dla matki?
            -Nie mam... Nie, nie dla matki.
            -To pewnie na ślub?
            -Nie mam ślubu.
            -To na grób?
            -Nie mam grobu.
            -To po co?
            -Ja, wie Pani, tak dla siebie.
            -Pan sam sobie daje kwiaty? - kobieta cięła końcówki - Szczęściarz z pana.

            (…)Poszli razem na wernisaż wystawy "Niech nas zobaczą!" do niewielkiej galerii
            na obrzeżach centrum. Ściany obwieszone były zdjęciami par homoseksualnych,
            które posyłały radosne uśmiechy na tle łagodnej zimowej scenerii. Wszystkie
            fotografie wyglądały dokładnie tak samo. Ich bohaterowie ujęci zostali
            frontalnie, w pełnym planie, stali prosto, nie przeginali się. Trzymali się za
            ręce. Mieli zawisnąć w większych miastach na billboardach, ale histeryczna
            reakcja otoczenia pokrzyżowała im plany. I blokersi, i prezydenci projektowali
            na te zdjęcia słodkie a la pocztówki UNICEFU swoje uprzedzenia i pokątne myśli.
            Kontrast był uderzający, groteskowy, zostawiał daleko w tyle sławetne reakcje
            na "Szał", "Śniadanie na trawie" i Duchampa. Był tak naprawdę kontrastem
            kontrastu.
            - W tamtych przypadkach - tłumaczył Michał - skandal wpisano w poetykę dzieła,
            a tu wynikł on z użycia mieszczańskiej estetyki przez osoby, którymi odmówiono
            prawa do posługiwania się nią.
            - To mi przypomina scenę z "Widma wolności" Bunuela - dodał Paweł. - Małżeńska
            para gorszy się i podnieca pocztówkami z widokiem zabytków i zachodów słońca.
            - Bo oni wszyscy z miejsca wyobrażają sobie, jak ci grzeczni chłopcy z plakatów
            się pieprzą. I nie mogą wytrzymać z tej ekscytacji. A przecież niektórzy z nich
            nawet nie są sparowani. To modele.
            - Jakże trywialne są nasze rozkosze!
            W tym momencie przecisnął się do nich z plastikowym kubkiem w dłoni Wiktor.
            Zapytał surowo.
            - Dlaczego się nie sfotografowaliścieeeee?
            - Och! Bo my jesteśmy ci rozwiąźli - odparł Michał. Adam roześmiał się w głos,
            ale szybko się zasępił, bo uświadomił sobie, że jego nieobecności na zdjęciach
            nikt nie dostrzegł i nikt już nie dostrzeże.
            - Niemożliwe! - wykrzyknął Wiktor.
            - A dlaczego? Czyżbyśmy uchodzili za wzorzec homomałżeństwa i winniśmy
            upowszechniać swój wizerunek?
            - Winniście upowszechniać pozytywny wizerunek. Wszyscy winniśmy.
            - Jak następnym razem postanowicie upowszechniać pozytywny wizerunek seksu
            analanego, to chętnie zawiśniemy. A ty gdzie wisisz? - Michał tknął Wiktora
            palcem.
            Wiktor wskazał na jedno ze zdjęć, nie odróżniające się od pozostałych. Michał
            rzucił okiem.
            - Jesteś na nim bardzo do siebie podobny.
            Tout le monde przyszedł na ten wernisaż. Adam dostrzegł i Leona urzędnika, i
            słynnych bywalców darkroomów, dziennikarzy prywatnie, parę osób gay friendlych,
            nawet jakichś polityków. Gdzieś w tłumie mignął małolat ekskochanek z drugim
            małolatem, pomachali Adamowi i przepadli. Adam snujący się i osamotniony jak
            wtedy, na zebraniu OOGiLDZGiPD z klozetem w podwórzu, próbował wzbudzić w sobie
            gay pride. Oto jest tutaj, robi coś dla sprawy, pije wino na wernisażu słusznej
            wystawy, prowadzi nonkonformistyczny tryb życia, na pohybel betonowym
            impotentom, udowadnia, że jest normalny, choć inny, inny, ale zwyczajny,
            zwyczajny, ale niezwyczajny, niezwyczajny, bo inny, inny, ale taki sam. Ku..,
            nie taki sam! Kręci mu się w głowie od tego wina w plastikowych kubkach,
            podłego wina, jak zawsze na wernisażach. Spogląda na Michała, który rozjaśnił
            specjalnie na tę okoliczność końcówki włosów, założył koszulę w delikatne
            paseczki, chyba od Armaniego, koszula, nie paseczki, i chciałby go zerżnąć tu i
            teraz, Michała nie Armaniego, kochać się na oczach tych wszystkich kochających
            inaczej i niech nas zobaczą, niech nas powieszą na ścianach i billboardach. Ale
            Michał rozmawia z Wiktorem, a teraz ze znajomą z telewizji, nie on nigdy tego
            nie zrobi, nie straci nad sobą kontroli, choć tak prowokacyjnie mówi, choć taki
            mocny w gębie, bo on jest tylko pośrednikiem idealnym, daje tyle, ile dostaje i
            nie zatrzymuje niczego dla siebie.

            Adam spojrzał na Pawła, zaaferowanego nagrywaniem gości, z których wypowiedzi
            zrobi mały reportaż i będzie się użerał, by go puścili na antenie. Ale on,
            Paweł, wierzy w sprawę, wierzy w skuteczność działania, pracy organicznej i
            perswazji przez media. Spędził kilka lat w Stanach, gdzie ludzie potrafią się
            skupiać i walczyć o polityczne cele i swoje interesy. On w to wierzy, nie - on
            nie wierzy, bo nie jest skażony myśleniem religijnym, on wie, że kropla drąży
            skałę, że nie ma skutku bez przyczyny, że kultura to coś, co sami tworzymy, nie
            jakieś majaki pijanego Adama, ale proces, wieczny proces niczym u tego, jak mu
            tam, Kafki.

            Paweł spojrzał roztargnionym wzrokiem na Adama i Adam wiedział, że Paweł
            skwapliwiej niż Michał podjąłby wyzwanie i dla dobra sprawy kochałby się z nim
            na środku sali. Może rzucić mu się do ust? Albo rzucić się na przód, skłębić te
            odstawione ciała niczym u tego, jak mu tam, Gombrowicza i tak pie..ć się bez
            końca, aż przyjdzie Straż Miejska i w pocie czoła będzie rozdzielać, a może się
            przyłączy. Adam zachichotał i odstawił kubeczek. Przerzedzało się na sali,
            skończyło się wino, trzeba było wracać. Michał ujął Adama za ramię i
            poprowadził go ku wyjściu.

            • Gość: Zdanka Re: tu fragment tej ksiazki IP: *.4web.pl 26.05.05, 12:52
              No, nie powinno się chyba oceniać ksiazki po jednym fragmencie, ale jeśli
              reszta jest w tym stylu...hmmm...no to chyba rzeczywiscie jest to kiepska
              ksiazka, a raczej..bo ja wiem... Coś a`la manifest gejowski? Tak, chyba
              manifest, czyli własciwie można by z tego zrobić felieton, bo
              powieść "gejowska" zacznie zawsze pewnym momencie nudzić ...No chyba, że tam
              się coś jeszcze dzieje oprócz tego, że są gejami, chodzą na wernisaże i
              społeczeństwo z L. Kaczyńskim na czele ich nie lubi:)
              • Gość: Dzikikamien Re: tu fragment tej ksiazki IP: 80.55.5.* 26.05.05, 13:05
                no wlasnie o to chodzi- ta ksiazka jest slaba ... mozna by ja od biedy uznac za
                cwiczenie stylistyczne - homogrochola- ale po co w takim razie wciskac to
                maluczkim /szczuka, dunin, reszta ferajny/ jako 'dowcipna i lekka powiesc z
                trafnymi obserwacjami obyczajowymi' .. ale zurawiecki jest tez slabym krytykiem
                filmowym /wszedzie ukryci geje i zrepresjonowane lesbijki a do tego cytaty
                z 'fuko'/ wiec w 'literacka igraszke' nie wierze ...
              • Gość: libi Re: tu fragment tej ksiazki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.05.05, 15:50
                >>>Coś a`la manifest gejowski?

                Trudno jest mi ocenić wartość książki i zamysł autora po kilku krótkich
                fragmentach, ale wydaje mi się, że nie do końca o manifest tutaj chodzi, tylko
                o pewną zabawę, może nawet ironiczne potraktowanie tematu. O przedstawienie
                kwestii gejowskiej z dystansem i przymrużeniem oka.
                W programie "Wydanie..." sam Żurawiecki mówił o tym, że celowo użył konwencji
                romansu, literatury "kobiecej", by nadać taki właśnie ton półserio swojej
                powieści.
                "Trzech mężczyzn..." nie wygląda mi raczej na kolejną książkę o dyskryminacji,
                ani też o dumie wynikającej z bycia "gay", tylko, sądząc z przytoczonych
                fragmentów i z dyskusji w programie - jest po prostu dowcipną próbą ukazania
                codzienności pewnej pary czy też trójki bohaterów. A że oni są akurat
                homoseksualni? Żadna chyba różnica.
                Co do wartości literackiej tej książki... Musiałabym przeczytać więcej, by
                ocenić.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka