a.adas
12.06.06, 00:47
Angielska wersja tytułu (oryginalna) i brak autora w temacie wątku (Kazuo
Ishiguro) zostały użyte nieprzypadkowo - po prostu nie potrafię myśleć o tej
książce w oderwaniu od filmu. A ich tytuły, w języku angielskim identyczne,
różnią się trochę na polskim rynku kulturalnym.
Najpierw widziałem film, dopiero potem przeczytałem książkę. I nie wiem czy
żałuję takiej kolejności. Bo mimo wszystko obrazy przesłoniły mi tekst, ale
tak było chyba łatwiej odkryć, że film Ivore'go to bodaj najbardziej wierna
adaptacja w historii kina. Przynajmniej tak to pamiętam.
Muszę przyznać, że Ishiguro mnie nie przekouje. Jego proza płynie, jest
elegancka stylistycznie, ale brakuje w niej życia, kolorów. Uczucia stłumione
półsłowkami. Brak wyrazistości? Choc jest w niej coś niepokojącego:
Pan Stevens to kolejny malarz świata ułudy, jego relacja więcej skrywa niż
odsłania, a czy jej autor zdaje sobie z tego sprawę? Czy oszukuje tylko nas,
czy także siebie? Świadomie czy nie. Nie wiem.