Dodaj do ulubionych

Czarodziejska góra Manna

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.11.07, 00:00
Pytanie do tych co czytali - powiedzcie wlasnymi slowami w paru
zdaniach, co fajnego jest w tej ksiażce. Zaliczana jest do
najwazniejszych arcydzieł literatury XXw i ponoc wstyd jej nie znac,
ale ciagle sie zastanawiam, co konkretnie w tym rozwlekłym ponad
wszelką miarę tekście jest konkretnie takiego rewelacyjnego.
Refleksje na temat kultury europejskiej, na temat czasu, wątek
romansowy...?
Walczę z tym tekstem i zasypiam nad nim, a nie jestem czytelnikiem
komercyjnych książek akcji - lubię Dostojewskiego, Kafkę, Hessego
etc. więc nie szukam narracji w stylu Dana Browna. Mam wrażenie, że
jakiś istotny aspekt tego tekstu przegapiam.
Obserwuj wątek
    • asiouek Re: Czarodziejska góra Manna 08.11.07, 00:56
      Trudno mi określić, choć przyznam, że mnie ta książka zaczarowała, wpadłam w
      marazm leżakowy na czas czytania. Może chodzi o ten czar, który powoli spowija
      Castorpa? Ja się dałam ponieść tej atmosferze.
      • formaprzetrwalnikowa Re: Czarodziejska góra Manna 08.11.07, 08:23
        podoba mi sie, jak asiouek to ujęła: mnie chyba tez ten czar owinał,
        jak kocykiem w czerwono-zieloną kostkę (nie: kratkę!) specjalnym
        sposobem, trzema ruchami.
        ;-)

        Dla mnie jest to opowieść o Czasie o o tym, co ludzie próbują z nim
        zrobić a co on robi z ludzmi.
        oczarował mnie język i sposób narracji - raz ( z ośmiu) przeczytałam
        CZG specjelnie, zeby smakować detale opisów (np kocyk w czerwono-
        zieloną kostkę i wyscielane czerwonym aksamitem pudełko na
        termometr).
        To od prawie 20 nr 1 na mojej liscie ulubionych i znaczących książek.
        • formaprzetrwalnikowa errata 08.11.07, 08:23
          jest: od prawie 20
          powinno być: od prawie 20 lat

          :)
        • ruskie-pierogi Re: Czarodziejska góra Manna 08.11.07, 09:59
          Zaczęłam u siebie odnajdywać objawy gruźlicy i nawet nabrałam
          przekonania, że jestem chora :)

          Ta książka ma w sobie niewątpliwy urok: czytasz niby o niczym
          szczególnym, ale jednak nie możesz się oderwać. Przenosisz się wręcz
          do alpejskiego sanatorium i razem z bohaterami leżysz na leżaczku,
          spacerujesz, konwersujesz... No i właśnie ta gruźlica...
    • Gość: ewusha Re: Czarodziejska góra Manna IP: 193.238.12.* 08.11.07, 17:07
      Bo dostaje się przy niej gorączki? bo jest sugestywna? bo można się nią
      delektować non stop i nigdy się nie ma dość?
      Wydaje mi się, że jednak nie wszystkim się musi podobać. Ja robiłam trzy
      podejścia. A teraz... nie wyobrażam sobie, żeby choć raz w roku nie przeczytać.
      Może odłóż i wróć do niej za czas jakiś?
      • bdx65 Re: Czarodziejska góra Manna 08.11.07, 18:01
        Nie bez powodu ma w tytule słowo "czarodziejska", dlatego więc i ja,
        i większość tu piszących jest przekonana, że to nie tylko góra jest
        taka właśnie, ale książka - narracja, bohaterowie, aura tego świata
        przedstawionego;
        no i zaczarowuje nas Mann za każdym razem, gdy sięgamy po tę
        powieść...
      • Gość: czytatam Re: Czarodziejska góra Manna IP: 83.142.187.* 13.12.07, 09:43
        To co napisala ewusha jest bardzo trafne. O ile Czarodziejską Góre czytało mi
        się swietnie i - podobnie jak inne osoby wypowiadajace sie w tym watku- mialam
        wrazenie, ze siedze tam z Castorpem, o tyle juz np. z Doktorem Faustusem tego
        samego autora mialam problem. Wracalam do tej ksiazki kilkakrotnie, ale zawsze
        porownuje ja z Gora (na korzysc Gory oczywiscie;) ) i nie moge przebrnac przez
        calosc Faustusa...Moze wiec jest tak, ze do kazdego inne dzielo Manna pasuje?
    • ada08 Re: Czarodziejska góra Manna 08.11.07, 18:42
      Gość portalu: e-motive napisał(a):

      > Pytanie do tych co czytali - powiedzcie wlasnymi slowami w paru
      > zdaniach, co fajnego jest w tej ksiażce.

      Fajne, że jest to książka :-):

      o higienie i kulturze osobistej; bohater wykonywał niezmiernie
      kulturalne zabiegi higieniczne;

      o medycynie; tam wszyscy chorują;

      o najnowszych na owe czasy osiagnięciach medycyny; prześwietlają się;

      o jedzeniu; bardzo się objadają, kilka razy dziennie;

      o sosach do ryb; 28;

      o dziadku; bohater miał dziadka;

      o czytaniu; bohater uporczywie czyta;

      o gadaniu; dużo gadają;

      o leżakowaniu; wszyscy leżakują;

      o śniegu; często pada;

      o nartach i wycieczkach; jeżdżą;

      o umieraniu; umierają;

      o muzyce, która jest podejrzana politycznie; słuchają;

      o górach; są bez przerwy;

      I jeszcze jest to ksiazka o ...

      Ale, ojoj, chyba już napisałam więcej niż kilka zdań, o które
      prosiłeś :-)
      a.

      PS Proponuję: odłóż na jakiś czas :-)
      Chyba że dobrze Cię kołysze do snu, to też jakaś wartość :-)
      A w kilku zdaniach nie da się. Nawet w kilkunastu i więcej :-)
      Albo się dasz jej uwieść albo nie :-)
      Przymusu nie ma. Ani wstydu, że nie dało się:-)
      a.
    • somerled Re: Czarodziejska góra Manna 09.11.07, 01:28
      Każda książka jest taka, jaką ją odczyta czytelnik. Dla każdego inna. Jeśli
      przeczytasz "Czarodziejską górę", to przekonasz się, jaka ona jest dla Ciebie.
      Przed przeczytaniem jej nie pytaj nikogo, co jest w niej fajnego. Przecież
      znaczenie ma i tak tylko Twoje wrażenie. A jeśli jej nie przeczytasz, to co z
      tego? Przecież i tak nie przeczytamy ogromnej większości napisanych książek...

      Jeśli jednak przeczytasz ją, to zwróć uwagę na to, co sam Mann napisał o tej
      książce - że jest napisana, jak symfonia. Przy każdym kolejnym czytaniu zwrócisz
      uwagę na to, jak rozmaicie przewijają się w niej wątki i jak kunsztownie są
      zbudowane... Przy takiej formie wielką przyjemnością staje się smakowanie treści.

      Pierwszy raz czytałem "Czarodziejską górę", słuchając równocześnie koncertu
      fortepianowego Rachmaninowa. W mojej pamięci zrósł się on na zawsze z książką...
      Otworzę książkę - słyszę koncert. Włączę płytę - widzę Castorpa, Kławdię
      Chauchaut, Settembriniego... I jestem jak... zaczarowany! :-)
      • Gość: daria13 Re: Czarodziejska góra Manna IP: 83.238.100.* 09.11.07, 09:08
        Na przeczytanie Czarodziejskiej góry musi nadejść odpowiedni moment. Ja
        przeczytałam ją bardzo późno, wcześniejszą bowiem próbę podjęłam w chwili, kiedy
        miałam głowę zaprzątniętą różnymi problemami i zupełnie nie byłam w stanie
        skupić się na tej lekturze. Dopiero złamanie nogi i uziemienie w domu na długie
        miesiące, pozwoliło mi poświęcić tej książce wystarczająco dużo wolnego, niczym
        nie przerywanego czasu i uwagi. Na Czarodziejską górę trzeba się całkowicie
        otworzyć, nie można jej czytać, broń Boże, z doskoku, trzeba odłożyć wszystko
        inne na bok i dać sie jej zaczarować, tak jak to opisali inny czytelnicy wyżej,
        więc nie będę się powtarzać opisując swoje wrażenia.
        Trudno mi trochę wyobrazić sobie teraz rokroczną lekturę Czarodziejskiej góry,
        bo nigdy nie mam tyle czasu, żeby zrobić to należycie, ale może kiedyś, jak
        dzieci odchowam i będę na emeryturze...
        Może dla ułatwienia wejścia w atmosferę prozy Manna, warto wcześniej sięgnąć po
        jego opowiadania. Koniecznie zbiorek z opowiadaniem Tonio Kruger. Gorąco polecam.
        P:)
    • ben-oni Re: Czarodziejska góra Manna 09.11.07, 18:44
      To jest książka o zapadaniu się. O tonięciu w czasie. O tym jak
      człowiek, nie mający zbytnich aspiracji (ambicji?), czy perspektyw
      powoli poddaje się biegowi czasu i okoliczności. Po początkowym,
      chwilowym buncie, wtapia się w srodowisko tych zupełnie mu obcych
      ludzi. Wiecej, nawet buduje sobie namiastkę świata, w którym jest
      miejsce na filozofię, naukę, miłość, niechęć... no, wszystko jest,
      ale przeciez jakby... właśnie w takiej zaczarowanej górze, nie
      mające nic wspólnego ze światem realnym. Fabuła jest przewidywalna
      od pierwszych stron, bo Davos jest przewidywalne. Czytelnik od
      samego poczatku przeczuwa, że Castorp tu zostanie, bo... gdzie mu
      będzie lepiej? Jedynym prawdziwym wstrząsem w tym świecie (ale
      przecież obok, bo Szwajcaria była neutralna - to Europa walczyła,
      nie Szwajcaria)będzie wybuch I WŚ, i to zburzy w końcu ten spokój
      (bo Hans był Niemcem, o czym być może nawet już przez te 7 lat
      zapomniał). Rozkaże Hansowi powrót do świata ludzi żywych.
      Symboliczne jest to, że powraca on z miejsca umierania do miejsca
      totalnej rzezi.
      Jest w tej książce fenomenalna narracja. Logiczna i rytmiczna,
      zawsze zgodna z tempem akcji. Mann potrafił to w sposób doskonały.
    • bellezza.e.bruttezza greb Re: buaz red 09.11.07, 20:21
      na wykladzie w roku 1939 thomas mann prosil studentow o dwukrotne
      oddanie sie lekturze tej ksiazki.

      posluchalam i znalazlam w niej miedzy innymi wszechobecna
      mistrzowsko podana ironie, przyprawiona odrobina humoru.
      • sherman-doberman greb Re: buaz red 09.11.07, 23:01
        miał świętą rację. 2 razy to nawet za mało, bo książka ma wiele
        poziomów. Za każdym czytaniem odkrywa się coś nowego. Jeśli dopiero
        zaczynasz, to daruj sobie niektóre pasaże, np. dyskusje
        Sttembriniego i Naphty - polityka i filozofia i skup się raczej na
        warstwie narracyjnej- łatwiejsza. Albo, żeby zdobyć generalne
        wrażenie - obejrz najpierw film, sprowadzony właśnie do konkretów
        akcji.
        Warto też wiedzieć, że T.Mann nigdy osobiście nie przekroczył bramy
        tego sanatorium - leczyła się w nim jego żona.Bał się zarazić
        gruźlicą.Rezydował w budynku na przeciwko, gdzie przebywało w ogóle
        paru słynnych pisarzy. Budynek stoi do dziś, już raczej w
        charakterze hotelu.
    • Gość: e-motive Nie taka zła ta "Góra" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.07, 22:41
      Skończyłem narazie pierwszy tom. Lektura jest dosyć specyficzna,
      przywykłem do bardziej skomasowanych form, ale ta niespieszna
      narracja ma swój urok. Bardzo subtelne poczucie humoru i delikatna
      ironia.
      Krąg poruszanych zagadnień bardzo szeroki, właściwie synteza niemal
      wszystkich fundamentalnych zagadnień antropologiczno-filozoficznych.
      Czas, ciało, zdrowie/choroba, życie/śmierć, miłość...
      Gdybym był chory, leżał w łóżku całe dnie to ta lektura by mi lepiej
      szła niż jak muszę czytać z doskoku w przerwach miedzy obowiązkami.
      To stanowczo najlepsza książka na czas choroby jaką znam.
      • Gość: justynawi Re: Nie taka zła ta "Góra" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.07, 20:20
        Przed chwilą też skończyłam I tom. (Warto zaznaczyć, że leżę w domu z chorobą ;)
        Dla mnie coś cudownego. Po prostu czary!
        • Gość: ninka Re: Nie taka zła ta "Góra" IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.07, 09:23
          ja przez pierwszy tom też przeszłam ale nastepny znudzil mnie niesamowicie,
          pamietam że była to moja lektura na III roku studiów i nie przypominam sobie aby
          jakikolwiek student sie nią zachwycał
          • monikate Re: Nie taka zła ta "Góra" 01.01.08, 17:56
            Warto w 2008 roku jeszcze porozmawiać, zatem podnoszę wątek.
            • Gość: servidor Re: Nie taka zła ta "Góra" IP: *.icpnet.pl 24.03.08, 22:33
              ktoś napisał, że była to lektura na trzecim roku studiów i nikt się nią nie
              zachwycił.. ale na jakich studiach czarodziejska góra może być lekturą
              obowiązkową- na germanistyce, na literaturoznastwie,na kultoroznastwie...
              jeżeli studenci podobnych kierunków nie sa wrażliwi na taką prozę, to co oni tam
              robią?
              trudno mi w to uwierzyć

              a co do moich doświadczen- podchodziłem do czarodziejskiej.. dwukrotnie, urzekła
              mnie za drugim razem (tak w wieku 24 lat)
              pierwsze podejscie mialem ok 20 roku życia

              co jest w niej niezwykłe?

              -język i ta wspaniale zsynchronizowana z akcją narracja (o czym już tu wspomniano)
              -mannowska ironia, która jest piękna, bo nie zgryźliwa, ale pełna życzliwości i
              zrozumienia dla ludzkiej śmieszności
              - metafizyka: to cudowne kwestionowanie czasu w rozdziale "Snieg", to zakłócenie
              jego cykliczności w anomaliach pogodowych, to jego zacieranie się, ginięcie
              - coś co mnie chyba najbardziej urzeka- to zatrzymanie się na progu spełnienia,
              nic nie zostaje jednoznacznie urzeczywistnione (Castorp i Kławdia)
              pewne rzeczy są i ich nie ma, istnieją-nie istnieją, jak we śnie,
              wszystko jest półrealne, magiczne
              - oczywiście filozofia (rozmowy Settembriniego z Naphtą) i łagodna drwina z
              modnej i wszechobecnej podówczas psychoanalizy
              - i pewne - dla każdego inne- niezapomniane zdarzenia i postacie z drugiego
              planu (jak rubaszny Pepperkorn, jak dziewczyna z odmą płucną, jak pan Albin)
              ten niesamowity raut chorych, na jaki pozwolili sobie jednego razu, ta ich
              zachłanna żarłoczność, plotki, intrygi, dramaty...

              a autora wątku
              pozdrawiam i proszę się nie zrażać
              nic na siłę
              • wentyl77 Re: Nie taka zła ta "Góra" 11.07.13, 09:45
                Mija pięć lat, więc pozwalam sobie podbić wątek;) To tak a'propos książki, w której czas gra dużą i jednocześnie niezbyt dużą rolę (w końcu są tam przeskoki kilkuletnie, w których dostajemy tylko ogólne informacje, co się działo)...

                Co mnie urzekło w książce Manna? Cóż, może najpierw trzeba powiedzieć, że C.G. jest - wedle mej skromnej opinii - ciut za długa. Za długa w tym sensie, że skrócenie niektórych partii (np. rozważania Hansa podczas 'królowania', rozmowy Settembriniego z Naphtą, opisy...) nie zaszkodziłoby tekstowi jako pewnej całości, pewnej kompozycji. Ale i w tym, że czasem naprawdę już trudno doczekać się jakiegoś momentu, który pchnąłby akcję do przodu. Jeśli w ogóle można tu użyć takiego słowa...

                Ale mimo rozwlekłości, przydługich opisów, trącącym myszką filozofowaniu, ma C.G. swoją magię, o której inni już pisali lepiej i więcej. Ja osobiście dałem porwać się światu Davos i za sprawą talentu Manna sam stałem się Hansem Castorpem, który odwiedza kuzyna i poznaje nowe okolice, wdraża się w sztywny porządek sanatorium, zwiedza uzdrowisko i góry, poznaje nowe ciekawe osobowości. No, powiedzmy, że stałem się nim do pewnego stopnia... Ten początek, dający możliwość utożsamienia się z Castorpem (jak mówię, potem nieco 'uśpiony' przez nudę), te pierwsze 300-400 stron (czytałem wydanie Muzy) było dla mnie najbardziej magiczne. Fakt, że i później nie brakuje świetnych scen, np. wizja Castorpa w górach, seans spirytyzmu czy uczta z Pepperkornem.

                Co do powodów lubienia/nielubienia C.G.: Myślę , że każdy który przebrnął przez te dwa tomiska ma swoje "za" i "przeciw" a skala rozpiętości jest tu wielka, proporcjonalna do wielkości dzieła:). Jest szansa, że jeśli ktoś lubi góry, będzie czytał Manna właśnie dla jego niezrównanych opisów przyrody, kiedy wręcz czujemy wilgoć snujących się nad wierzchołkami mgieł, zimno hulających po halach wiatrów, kłucie ostrych igiełek śniegu i zapach górskiego powietrza. Ja lubię, więc miałem z tego mnóstwo radochy.
                Jeśli z kolei ktoś lubi filozofię (ja mam lekkie uprzedzenie ze studenckich czasów) będzie delektował się rozmowami humanisty z jezuitą, prowadzonymi na bardzo niedostępnym, erudycyjnym poziomie...
                Inny z kolei, lubiący poznawać życie sprzed stu lat, zwyczaje ludzi, ich życie towarzyskie, ówczesne zabawy i techniczne nowinki, tutaj też znajdzie kopalnię wiedzy na temat. To samo można powiedzieć o medycynie, o sposobie uwodzenia, i o wielu, wielu innych dziedzinach.
                Ale jest coś, co w C.G. powaliło mnie najbardziej - i tu może zdziwię tych, którzy czytali, a którzy zrozumieją aluzję do pewnej postaci z brodą. Otóż opis jej śmierci uważam za jeden z najbardziej wstrząsających (i zarazem prawdziwych) w dziejach całej literatury.
                Fakt, że nigdy nie myślałem w ten sposób: "A które dzieło miało najlepszą scenę śmierci?" - ale skoro właśnie tak pomyślałem, to jeszcze jeden przyczynek do uznania mistrzostwa Manna.
                I właśnie dla tej sceny, sceny umierania bliskiej dla Hansa osoby, warto przebrnąć przez tą książkę.
                To dla tych, którzy jeszcze się wahają lub szukają racjonalizacji dla straconego nad lekturą czasu...
                • jeepwdyzlu Re: Nie taka zła ta "Góra" 11.07.13, 10:15
                  Ja nie brnę przez Czarodziejską Górę - tylko ja pochłaniam.
                  Czytam po nocach i zawsze znajduję coś nowego...

                  posluchalam i znalazlam w niej miedzy innymi wszechobecna
                  mistrzowsko podana ironie, przyprawiona odrobina humoru.
                  -----------
                  Humoru jest bardzo bardzo dużo...

                  jeep
                  • solaris_1971 Re: Nie taka zła ta "Góra" 11.07.13, 11:31
                    Tak , zgadzam sie, do Gory nalezy dojrzec. Studenci III roku mieli jakies 22 lata a to chyba nie jest wiek na taka lekture. Mnie 2 podejscia w liceum zrazily totalnie chociaz serial ogladalam z przyjemnoscia.
                    Ja prezczytalam pozno. Tak jak ktos wczesniej zauwazyl, trzeba miec mozliwosc skupienia sie, przestac myslec o zakupach, praniu i sprzataniu i calkowicie sie ksiazce oddac, Jesli komus przeszkadza male dziecko, to nie ma szans. Czytanie 30 mn przed snem to tez bez sensu.

                    Nie przeczytalam Mysliwskiego, ani Widnokregu ani Traktatu. Mam problemy, nie moge sie skupic, Browna czytac nie bede, tylko lzejsze powiesci. Mysliwski poczeka na lepsze czasy.
                    Przypomniala mi sie znajoma, juz starsza pani, ktora zabrala Gore na wyjazd do sanatorium.
                    W pokoju, w ciszy czytala a gdy chodzila na posilki lub jakies tam zajecia grupowe, wyobrazala sobie kto moglby byc ktora z postaci powiesci.

                    To dziwne, bo dosc powazne ksiazki, Anne Karenine, Wojne i pokoj, 100 lat samotnosci i inne dziela tego pana moge czytac w zatloczonym autobusie.
                    Ostatnio w pociagu siegnelam po "Saturna " Jacka Dehnela. Dla mnie to arcydzielo !!! Pociag zatloczony, naprzeciwko nie niedorozwiniete, wrzeszczace dziecko a ja sie oderwac nie moglam. Ale od ratzu wiedzialam, ze ksiazke bede musiala przeczytac po raz drugi.
    • arana Re: Czarodziejska góra Manna 11.07.13, 17:04
      "Czarodziejska góra" - testowanie świata przed wejściem w dorosłe życie. Słowa, słowa, słowa..., które za chwilę sprawdzisz. Ale dopóki jesteś wśród nich, poddajesz się ich magii. I zacierają się granice między realem a fikcją, tak że zaczynasz ze wstrętem patrzeć na termometr, który wciąż nie chce pokazywać podwyższonej temperatury.

      PS Znam jednak ludzi, do których nigdy nie trafiła. Ale nic w tym złego. Są inne książki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka