perfumiarz
24.01.07, 08:03
*** Już na schodkach samolotu spotyka nas inna nowość: zapach tropiku.
Nowość? Ależ to przecież woń, która wypełniała sklepik pana Kanzmana ?Towary
kolonialne i inne? przy ulicy Pereca w Pińsku. Migdały, goździki, daktyle,
kakao. Wanilia, liście laurowe, pomarańcze i banany na sztuki, kardamon i
szafran na wagę. A Drohobycz? Wnętrza sklepów cynamonowych Schulza? Przecież
ich ?słabo oświetlone, ciemne i uroczyste wnętrza pachniały głębokim zapachem
farb, laku, kadzidła, aromatem dalekich krajów i rzadkich materiałów?! Jednak
zapach tropiku jest trochę inny. Szybko odczujemy jego ciężar, jego lepką
materialność. Ten zapach zaraz uświadomi nam, że jesteśmy w tym punkcie
ziemi, w którym wybujała i niestrudzona biologia nieustannie pracuje, rodzi,
krzewi się i kwitnie, a jednocześnie choruje, rozkłada się, próchnieje i
gnije.
Jest to zapach rozgrzanego ciała i suszących się ryb, psującego się mięsa i
pieczonej kasawy, świeżych kwiatów i kisnących wodorostów, słowem wszystkiego
co przyjemne i drażniące, co przyciąga i odpycha, wabi lub budzi odrazę.
Zapach ten będzie dobiegał do nas z pobliskich gajów palmowych, wydobywał się
z rozpalonej ziemi, unosił nad stęchłymi rynsztokami miasta. Nie opuści nas,
jest częścią tropiku."
Fragment "Hebanu" Ryszarda Kapuścińskiego ['] - bardzo namacalny.