I byłam zdumiona, dlaczego bilety do Kenii, które można było wygrać w tym odcinku, to dla celebrytów, którzy mają kontrakty reklamowe po kilkaset tysięcy (Euro), to takie wielkie halo? Ktoś mi to wytłumaczy racjonalnie? Podczas gdy ci, którym faktycznie rdzawa ziemia Kenii dostała się do krwiobiegu, myślą sobie, ach gdybym tylko mógł cofnąć czas i gdybym tylko nie minął tego znaku przy drodze: "no turning back"

.
Chodzi tylko o to, że darmowe?