mahadeva
15.09.09, 09:49
Szukam jakiegos rozwiazania. Zawsze bylam aktywna osoba, nie czekam
na manne z nieba i, jak ktos tu pisal, decyzje Boga. Zawsze bardzo
się starałam. Niestety nie mialam łatwo, bo moi rodzice zajmowali
się umieraniem, nim dokonali zywota, gdy bylam na studiach. Duzo
potem pracowałam i awansowałam w zawodzie, który mnie bardzo
interesowal. Na czym polega mój problem. Chciałabym mieć ze
wszechmiar piekne i mile zycie. Znajomi zakładają rodziny, maja
dzieci, kupuja nieruchomości. Ja nie chce być wiecznym singlem (mam
30 lat), ale tez nie chce mieć dzieci. Z tego m.in. powodu rozstałam
się byłym, którego bardzo kochałam. Gdyby nie to już miałabym meza,
dzieci i domek, jak wszyscy. I robilabym wszystko, co chce, bo były
mnie zawsze wspieral. Ale niestety – ludzie popełniają bledy. Potem
bylam sama 3,5 roku. Czekałam Az poznam kogos odpowiedniego, z kim
będę mogla zyc w pelni. Nie chciałam cale zycie być sama. I wreszcie
poznalam rok temu. Na miłości zalezy mi najbardziej, ale chciałabym
tez robic inne satysfakcjonujące rzeczy. Nie chce np. konsumowac
zarobionej kasy, tylko, jak znajomi, kupic nieruchomość, ale
chciałabym mieszakc z facetem. Ale on nie chce mieszkac ze mna. On
uwaza, ze powinniśmy mieszkac oddzielnie. Czyli ja sama powinnam
sobie kupic mieszkanie i zajmowac wszystkim, czyli w zasadzie to tak
jakbym była sama. A ja nie chce być sama i wreszcie mam milosc. Co
drugi dzien spedzam u siebie. Trace czas. Przezjakis czas mialam na
jego zyczenie luzna, zle platna prace, ale chce to zmienic, chce się
realizowac. Tylko po co, skoro nadal będę musiala wegetowac, jak on
chce. Nie chce nastawiac się na wieczna samotność, a naprawde nie
jestem w stanie znow kogos znaleźć odpowiedniego, dlatego nie chce
się rozstawac. Ale tez chciałabym robic cos w zyciu, starac sie,
mieć dobra prace, i mieszkac z facetem we wspolnym domu. Jak inni.
Nie wiem co zrobic. On tego nie potrzebuje. Zajmuje się praca i
dziecmi. Ja nie mam dzieci, chciałabym się zajac soba. Zbudowac
wspanialy związek. Zamiast tego wczoraj caly wieczor gapialm się w
sciane. Owszem, mogę robic jakies bzdety, uczyc się jezykow i takie
tam. Ale to nie jest tego co chce, to wegetacja. Chce zyc w pelni.
Nie wiem, jak z nim rozmawiac. A może lepiej wybrac samotność do
konca zycia. I robic wtedy, co chce.