rarytas-1
18.10.09, 12:14
Wiecie... czasem mam dość. Rodzice nie wyposażyli mnie w majątek, bo samo go
nie mieli. Pomagali jak mogli. Skończyłam studia. Od lat najpierw internaty,
akademiki, stancje u różnych upierdliwych babci, wreszcie wynajęte tylko dla
siebie mieszkanie za całkiem niedużą kwotę bo właściciel wie, że jako porządna
osoba nie zniszczę mu tego mieszkania i to docenia. Lata mijały, myślałam o
własnym mieszkaniu ale liczyłam na to, że coś "wyklaruje się" w związku i
mieszkanie wybierzemy wspólnie z osobistym mężczyzną, więc odkładałam decyzję
z roku na rok. Kilka związków w tym dwa już bardzo poważne, ale nie wyszło, w
drugim przypadku facet mnie podle oszukał i zniechęcił na kilka kolejnych lat
do nowych związków. Zawsze starałam się być samodzielna, głupio bym się czuła
gdyby mężczyzna miał mnie utrzymywać albo ciągle za mnie płacić w
restauracjach więc starałam się dokładać swój udział finansowy do związku, nie
wymagałam drogich rzeczy, znosiłam czekanie na nocne autobusy w zimie zamiast
taxi. Z żadnego związku nie wyniosłam plusów ekonomicznych, do tego będąc
osobą samodzielną i mało wymagającą finansowo przyciągałam mężczyzn niezbyt
zamożnych, czasem chyba nawet gorzej ode mnie sytuowanych, którym moja
zaradność imponowała i do niej się podczepić chcieli. Nie zwracałam na to
uwagi wtedy.
Decyzję o samodzielnym zakupie mieszkania ostatecznie przekreślił bum
mieszkaniowy i chore wywindowane do nieprzyzwoitości ceny, odpuściłam temat na
kilka lat. Praca- z mojej strony zawsze wysoka odpowiedzialność, ale też brak
śmiałości i tupetu by upominać się o podwyżki, zapłatę za nadgodziny,
niewykorzystany urlop, itd. Pracy tyle, że nie miałam czasu podnieśc głowy
znad biurka by rozejrzeć się wokół i zauważyć, że moje prywatne sprawy leżą
nie załatwione.. Często wracałam późno wyczerpana i tak dzień w dzień a
odsypialam zmęczenie w weekendy. Efekt taki, że jestem w firmie osobą zaufaną,
ale też nie docenianą finansowo. Przez kilkanaście lat pracy wierna jednym
szefom i chcąca być wobec nich fair, na każde polecenie- nie dorobiłam się
setek tysięcy na koncie, za to zdrowie po latach przemęczania się już zaczyna
dawać znać o sobie. W trakcie tych lat tylko raz byłam na 2 tygodniowym
urlopie, a tak to tylko po tygodniu na tanich zagranicznych wczasach lub jakiś
o jeden dzień przedłużony weekend bo praca czeka.. Ostatnie 2 lata wreszcie
zarabiałam dobrze, szefowie otwarli dodatkową działalność i w efekcie miałam
prawie 2 razy większa pensję niż dotychczas. Jakże inaczej świat zaczął
wyglądać z takiej perspektywy.
Zaczęłam się rozgladać za mieszkaniem, tym nareszcie swoim, gdy okazało się,
ze główna firma zostanie za chwilę zlikwidowana bo przyszedł kryzys i szefom
się juz nie chce jej ciągnąć... ustawili się dzięki niej majątkowo intratnymi
inwestycjami w nieruchomości i nie widzą potrzeby kontynuacji działalności,
po kilkunastu latach koniec, bez odpraw, bez grosza rekompensaty. Więc
patrzę na moje wypatrzone po długim szukaniu mieszkanko na które trzeba się
"już" decydować, patrzę na kalkulatory kredytowe i płakać mi się chce. Bo
brutalnie mówią mi, że rata kredytu którą bym musiała płacić przez najbliższe
25 lat -pochłonie 80% mojej obecnej wypłaty. A jeszcze opłaty na czynsze,
życie..o rozrywkach nie wspominając Tak, za kilka miesięcy zapewne znajdę
jakąś dodatkową pracę, może tak, może nie, może będzie lepiej płatna, może
nie, może... a teraz?
Czasem mam ochotę zacząć kraść, przez te lata bez problemu mogłam
wyprowadzić z firmy sporo kasy, nie wzięłam ani złotówki dodatkowej, czasem
mam ochotę sprzedać się komukolwiek "ustawionemu finansowo" na żonę albo
kochankę. Znam taką panią, która studiów nie kończyła a której po kilku latach
romansu pan kupił dobrze prosperujący zakład fryzjerski i teraz jest szanowaną
panią fryzjerką-biznesmenką.., inną której narzeczony ulatniając sie ze
związku zostawił mieszkanie w ramach rekompensaty za zerwanie, kolejną, która
po ślubie zrezygnowała z pracy i cały obowiązek utrzymania scedowała na męża,
sama dbając tylko o swój ładny zgrabny wygląd-i ta dbałość faktycznie
procentuje jest atrakcyjną kobietą wzbudzajacą męskie pożądanie, kolejną która
jako żona dyrektora banku została automatycznie dyrektorką działu banku i mimo
braku kwalifikacji co miesiąc inkasuje pięciocyfrową wypłatę a na same wizyty
u kosmetyczki wydaje miesięcznie kilka tysięcy zł...
Jestem przecież ładna, sympatyczna, elokwentna, inteligentna, wykształcona,
zgrabna- wszyscy mi to mówią. Niestety nieśmiała i obarczona kompleksami i
bez tupetu życiowego, a często już bez sił by o siebie zadbać, z cyfrą
lat,która zaczyna się nieubłaganie przechylać bliżej 4.niż 3.
Wiem, że w oparciu o mężczyznę, który zaspakaja mój podstawowy brak
bezpieczeństwa, mogę góry przenosić, bo jest we mnie spory potencjał. Samej
nieść wszystkie problemy, bez wsparcia choćby rodziny która jest daleko,
zaczyna być niezwykle ciężko, bo strach przed brakiem pieniędzy i próby
opanowania go dodatkowymi zleceniami zabierają mnóstwo czasu i uniemożliwiaja
szczęsliwe życie.
Może trzeba się było sprzedać? Nie oddawać się pracy za smętną wypłatę, ale
oddać mężczyznom za przyzwoite datki?
Ogłaszam się więc : szczupła 36 latka szuka sponsora...