Dodaj do ulubionych

finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców

13.12.09, 20:16
Vandikia opisuje sytuację z kredytem itd. już nie wnikam w to czy
sama czy wspólnie z partnerem/ką ale zastanawia mnie jedno

rodzice wam nie pomagają? pytam dlatego że jest dla mnie czymś
naturalnymże rodzina pomaga dziecku, jak osoba mająca raptem kilka
lat pracy może bezstresowo pozwolić sobie na zakup mieszkania,
również mamy kredyt na iks lat ale rata trzycyfrowa więc dajemy radę
spłacać, odkładać i żyć normalnie tj bez wyliczania i rozliczania
a to dlatego że pomogli nam rodzice, inaczej byłoby nam ciężko

pewnie zaraz zaleje mnie fala: nie każdy ma, renta emerytura, w domu
nas było ośmioro itd
tylko ja nie piszę o takich sytuacjach bo rodzic który nie ma
pieniędzy pomoże inaczej np opiekując się wnukiem, dając wałówkę itp
to też jest dla "młodych" sporo

chodzi mi ogólnie o pomoc, nie pomagają Wam rodzice?
Obserwuj wątek
    • vandikia Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 13.12.09, 20:29
      może zacznę jako wywołana do tablicy... gdyby nie teściowie i moi
      rodzice bylibyśmy w tym momencie obciążeni kredytem hipotecznym

      to jest bardzo dużo, poza tym wałówki typu pierogi, kotlety itd..
      gdy mam cięższy tydzień, to też bardzo dużo

      no i faktycznie nie ośmioro, a troje i na dizeń dzisiejszy
      chciałabym, żeby rodzice nie inwestowali we mnie, a w kogoś innego,
      kto potrzebuje bardziej
      • vandikia Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 13.12.09, 20:31
        poza tym wolałabym, żeby wyjechali na miesiąc do Hiszpani i
        wypoczęli niż jakby mieli się dołożyć do wyposażenia czy coś w tym
        stylu..

        pomoc dzieciom jest pewnie OK, ale osobiście uważam, że rodzice
        wychowali mnie, wyedukowali, poświęcili wiele lat dla mnie, czas
        żeby pomyśleli o sobie, o swoich marzeniach, potrzebach, zachciankach
        bo jeśli nie teraz, to kiedy?
        • jane-bond007 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 13.12.09, 20:40
          pytałam ogólnie, a Twój nik wymieniłam bo poruszyłaś ten temat
          nie bardzo wiem o co chodzi z ta Hiszpanią i innymi zachciankami...

          bo nie pisałam żeby sobie do konca zycia odejmować od ust i gapic w
          tv tylko o tym aby pomoc dziecku w konkretnej sytuacji
          • vincentyna Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 13.12.09, 20:48
            A dla mnie normalne jest, ze jak sie czlowiek dorosly wyprowadza z domu
            rodzicow, to stalej pomocy finansowej nie utrzymuje. Co innego koperta na
            urodziny ;)
            Co wiecej, ja mam rowniez bardzo niepopularny poglad, ze to mlodzi, a nie
            rodzicie powinni placic za slub i wesele! Chca byc zonka i mezem, niech sobie
            sami fundna impreze!
            • jane-bond007 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 13.12.09, 20:58
              dla mnie tez normalne, nie pisałam nigdzie o stałej pomocy
              finansowej comiesiecznych dopłatach czy cos takiego a o wsparciu -
              konkretnym zastrzyku w momencie zakupu np mieszkania, a co do impr
              to niekórzy młodzi chcą a nie kazdy rodzic na cos takiego pozwola ;)
    • tarantinka Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 13.12.09, 20:57
      nie,już mi nie pomagają - materialnie. Nawet na odwrót, reguralnie
      robię mamie zakupy, w tym jaieś kremy i ciuchy. Wakacje z moją córką
      itp. Mama robi mi przetwory na zimię, ciasto na niedzielę itp.
      Mogłabym sama, ale wiem że dla niej to ważne czuć się potrzebną i o
      nas dbać. A lat mam 37, sama wychowuję córkę ale odpukac finansowo
      jest ok.
    • abrakadabra-0 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 13.12.09, 21:02
      Jeżeli chodzi o pomoc w kupnie mieszkania to rodzice mi nie pomogą.
      Z prostego powodu: nie mają kasy. Mieści Ci się to w głowie? Po raz
      kolejny spotykam się ze zdziwieniem "no jak to, rodzice nie mogą Ci
      kupić mieszkania?" No nie, nie mogą. Ewentualnym przyszłym wnukiem
      też się raczej nie zajmą bo oboje pracują. Wałówkę może dadzą od
      czasu do czasu, ale też nie będą mnie cały czas żywić. I wyobraź
      sobie, że ja to rozumiem. I nie mam im tego za złe.
      • jane-bond007 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 13.12.09, 21:05
        czy ja jestem dla Ciebie niemiła? to po pierwsze
        a po drugie co złego jest w pytaniu czy rodzice pomagają?
        • abrakadabra-0 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 13.12.09, 21:10
          A czy ja jestem dla Ciebie niemiła? :)
          W pytaniu oczywiście nie ma nic złego, natomiast dziwi mnie, że
          uważasz za nietnaturalny brak pomocy ze strony rodziców.
          • vincentyna Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 13.12.09, 21:15
            Mnie tez dziwi, ze autorka watku uwaza za normalne zastrzyk gotowki przy zakupie
            mieszkania. A powiedz jeszcze jaki ten zastrzyk ma byc? 5, 10 czy wiecej %
            wartosci mieszkania?
            • jane-bond007 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 13.12.09, 21:17
              zależy od strzykawki ;)
          • jane-bond007 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 13.12.09, 21:16
            tak jesteś
            skoro Cię dziwi to trzeba było to napisać bo mnie akurat nie dziwi
      • lolcia-olcia Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 14.12.09, 11:24
        Mnie to akurat nie dziwi, mi też nie pomogą,ani w kupnie mieszkania, opiece nad
        dzieckiem czy wałówką.
        To też uczy samodzielności i hartuje charakter:)
    • zeberdee24 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 13.12.09, 21:24
      Mnie pomagają, i dlatego mam ogromny szacunek dla ludzi którzy takiej pomocy nie
      otrzymują a jednak dają radę zakładać i utrzymywać rodzinę. Ja bym się nie
      podjął, otwarcie mówię.
      • jane-bond007 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 13.12.09, 21:30
        dziękuję za odpowiedź na pytanie, pierwszą zrównoważoną odpowiedź w
        tym wątku ;)
    • wanilinowa Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 13.12.09, 21:31
      pomoc rodziców jest czymś normalnym, bo jeśli nie dzieciom to komu mają pomóc?
      pomoc oczywiście jest na miarę swoich możliwości, jednych stać na zakup
      mieszkania, inni się dorzucą, a jeszcze inni pomogą radą albo popilnowaniem
      dzieci - to jest moim zdaniem normalne i tak też jest w moim przypadku. jeśli
      chodzi o pomoc materialną to ograniczam ją do niezbędnego minimum, bo dziś
      ludzie którzy uczciwie przepracowali całe życie nie mogą liczyć na godną
      starość, ale wiem że świadomość pomocy swoim dzieciom na starcie jest dla nich
      bardzo ważna. ja zresztą też nie wyobrażam sobie zostawić ich na pastwę losu
      kiedy będą mnie potrzebować.
      • 83kimi Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 13.12.09, 22:03
        Uważam, że nie należy oczekiwać pomocy przy zakupie mieszkania. Ja np. liczę się
        z tym, że wezmę kredyt. Na razie wynajmujemy z chłopakiem mieszkanie, a po
        ślubie weźmiemy kredyt i kupimy własne mieszkanie. A jakby nas nie było stać, to
        będziemy dalej wynajmować. Nie stanowi to dla nas żadnego problemu. Rodzice nie
        mają obowiązku pomagać dorosłym ludziom. Natomiast powinni zapewnić dzieciom
        wykształcenie.
        • wanilinowa Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 13.12.09, 22:42
          heh :) to drażliwy temat forumowy i trzeba ostrożnie dobierać słowa bo zakrzyczą
          żem pijawka
          nie napisałam że rodzice mają obowiązek pomóc, ani że oczekuję prezentu w
          postaci mieszkania.
    • forumowiczka.to.ja Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 13.12.09, 22:28
      Jesteśmy 6 lat po ślubie. Wesele wyprawiliśmy sobie sami, studia kończyliśmy już
      po ślubie, przez 3 lata wynajmowaliśmy mieszkanie od znajomej po kosztach z małą
      górką, teraz mieszkamy w swoim - na kredyt. Moja mama jest od dawna wdową,
      pracuje, więc przy dziecku mi nie może pomóc, finansowo też nie, raz na jakiś
      czas da np pierogi do domu albo zaprosi w niedzielę na obiad.
      Teście oboje na emeryturze, dorabiają, od nich dostajemy też rzadko np słoik
      bigosu albo sałatki lub też pójdziemy na obiad w weekend. Przy dziecku nie
      pomogą, bo dorabiają. I pisząc, że dostajemy coś rzadko mam na myśli raz na
      miesiąc-dwa. Ani jedni, ani drudzy nie mają kasy, więc od samego początku możemy
      liczyć tylko i wyłącznie na siebie. Na szczęście oboje pracujemy więc jakoś się
      udaje.
      Wkurza mnie tylko jak znajomi, którzy wszystko: wesele, mieszkanie, samochód
      dostali od rodziców, chwalą się jak to oni sobie dają radę, jacy są
      samowystarczalni. Tacy mają najwięcej do powiedzenia na temat niezależności,
      najczęściej jeszcze dziwiąc się dlaczego my jeszcze kredytu na mieszkanie nie
      spłaciliśmy.
      Nie mamy pretensji do rodziców, że nie pomagają nam finansowo ani w zasadzie w
      żaden inny sposób, czasami tylko jest nam przykro, że nie mamy takiego spokoju,
      że jakby nie daj Boże coś, to nikt nam nie pomoże.
      • jane-bond007 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 13.12.09, 22:36
        Wkurza mnie tylko jak znajomi, którzy wszystko: wesele,
        mieszkanie, samochód
        > dostali od rodziców, chwalą się jak to oni sobie dają radę, jacy są
        > samowystarczalni.


        albo wręcz przeciwnie - jęczą że mają źle
      • colbie Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 13.12.09, 22:48
        Doskonale Cię rozumiem...
        Tak naprawdę dużo zależy od konkretnej sytuacji rodzinnej. Ja wiem, że moi rodzice nie będą mogli mi pomóc przy kupnie mieszkania, weselu, dzieciach itp. Uważam, że dostając od nich wychowanie i dobre wykształcenie dostałam wystarczający kapitał by pomnażać go sama...
        Z kolei rodzice mojego chłopaka najchętniej wszystko by mu dali ("bo jak by to było jakby rodzice nie płacili za wesele, co ludzie powiedzą..."), ale też mają możliwości...
        Wiem, że jest to też niewątpliwe kwestia wychowania. Ja mam zakodowaną zasadę, że "boso, ale w ostrogach", i nie lubię nic od nikogo dostawać, wszystko "muszę sama", nawet jakby rodzice mogli mi pomóc to bym nie chciała...
        Z drugiej strony staram się rozumieć, że jeśli komuś rodzice chcą i mogą pomóc, to on z tej pomocy korzysta.
        Nie lubię osób, które wiele zawdzięczają rodzicom, ciężką pracą się nie skalały, i powtarzają, jak bardzo są samowystarczalne, ale chyba jeszcze bardziej nie lubię tych "cierpiętników", którzy choć faktycznie mają trudną sytuację, powtarzają na każdym kroku jak im jest źle, jak trudno i pałają zawiścią do tych, których los potraktował łagodniej...
        • blackcurrant82 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 15.12.09, 10:52
          "Uważam, że dostając od nich wychowanie i dobre wykształcenie
          dostałam wystarczający kapitał by pomnażać go sama...

          "Ja mam zakodowaną zasadę, że "boso, ale w ostrogach", i nie lubię
          nic od nikogo dostawać, wszystko "muszę sama", nawet jakby rodzice
          mogli mi pomóc to bym nie chciała..."

          Święte słowa :) Popieram
    • yoko0202 pomagamy sobie nawzajem 13.12.09, 22:59
      moi rodzice są na emeryturach od lat, może nie na głodowych ale bez rewelacji,
      mieli troszkę oszczędności i z tego pomogli mi w remoncie nowokupionego
      mieszkania, a resztę zainwestowali w mały rodzinny domek letniskowy pod miastem,
      to było ich marzenie od lat.

      teraz tak naprawdę moja kolej na pomaganie im - wiem, że mają krótko, ale
      gotówki jakoś cholera nie chcą, więc kupuję bilety do teatru, czasami jakieś
      zakupy itp., a Mama odwdzięcza się pysznymi obiadkami :)

      myślę, że problem polega na tym, że tak naprawdę niewiele rodziców osób z
      naszego pokolenia (czyli tak ok. trzydziestki) miało okazję dorobić się na tyle,
      żeby teraz pomóc dzieciom. Lata ich młodości to inny system, inne zarobki, inna
      relacja pieniędzy, kiepskie możliwości prowadzenia własnej działalności i
      dorobienia się. Ja np. teraz kombinuję, jakby tu kupić małą kawalerkę, na razie
      wynająć, a za kilka lat będzie dla córki - jest to dla mnie w miarę realne, a
      moi rodzice takich możliwości kiedyś nie mieli.
    • gazetowy.mail Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 13.12.09, 23:27
      Czy rodzice mają pomagać dzieciom do usranej śmierci? Spełniać ich
      zachcianki i ciągle je wspomagać... ze swojej biednej emerytury, bo
      dziecko chce mieć lepsze mieszkanie a sobie odmawiając? Kiedyś
      mieszkało się w 2 pokojach - w jednym rodzice, w drugim 2-3 dzieci.
      Teraz kredycik na 2 pokoje dla singla bo musi mieć sypialnię? I
      pomaganie "bo my mieliśmy ciężko więc niech ono ma"?

      Rodzice mnie wychowali i wykształcili. Od 25 r.ż. kiedy mam pracę to
      ja pomagam im. Są w wieku 50+ za ich czasow wiele nie było. Opłacam
      im czynsz, płacę za wczasy. Własne mieszkanie kupiłam na kredyt,
      mieszkania po nich w spadku nie odziedziczę. Wnuków do pilnowania
      nie podrzucam bo to ich wolny czas i należy im sie odpoczynek.
      • jane-bond007 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 13.12.09, 23:37
        a kto tu pisze o zachciankach? chodzi raczej o chęć pomocy jeśli są
        takie mozliwości
        no i wspaniale że im płacisz czynsz, wczasy, cudownie naprawdę tylko
        że ja nie o to pytam...

        widze że niektórych b ten temat boli
      • wanilinowa Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 13.12.09, 23:41
        gazetowy.mail napisała:

        > Czy rodzice mają pomagać dzieciom do usranej śmierci? Spełniać ich
        > zachcianki i ciągle je wspomagać... ze swojej biednej emerytury, bo
        > dziecko chce mieć lepsze mieszkanie a sobie odmawiając? Kiedyś
        > mieszkało się w 2 pokojach - w jednym rodzice, w drugim 2-3 dzieci.
        > Teraz kredycik na 2 pokoje dla singla bo musi mieć sypialnię? I
        > pomaganie "bo my mieliśmy ciężko więc niech ono ma"?

        szklankę wody polecam. powinno pomóc na omamy tych singli którzy wydzierają
        starcom groszowe emerytury bo na wykończenie pałacu nie starczyło.
    • sadosia75 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 13.12.09, 23:36
      Owszem pomagali i nadal Tato nam pomaga. Nie finansowo bo to bylo
      dla nas wyzwaniem. Na poczatku ledwo nam starczalo do
      przyslowiowego 1-wszego. ale wsparcie mielismy zawsze od strony
      moich rodzicow. teraz mamy niesamowicie duze wsparcie od mojego
      Taty. i jestem i Mamie wdzieczna za pomoc a teraz Tacie za to, ze
      jest przy nas i bedzie skoro dajemy rade w trudnej chwili dla nasz
      wszystkich.
      • jane-bond007 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 13.12.09, 23:39
        :)
        • sadosia75 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 13.12.09, 23:46
          A kogo to me oczeta widza? Janeczka? To Ty???????? No co u Ciebie?
          Dawno nie "widzialam" Twego oblicza paskudnego :D
          • jane-bond007 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 13.12.09, 23:55
            tak to ja :) Ty tez nic sie nie zmieniłaś :P
            u mnie wszystko dobrze - od jutra zaczynam porządki w domu a głównym
            celem jest poluzowanie szafy ;)
            a czy Ty aby przypadkiem nie potrzebujesz wsparcia? ;) chodzi mi o
            przyjazd teściowej na Święta hihi
            • sadosia75 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 14.12.09, 00:06
              Tesciowa ma pogoniona na jakis dluuugi czas :)
              Luzowanie szafy to bzdura wyluzuj ;)
              A wsparcie ofkors potrzebne. w innych tematach. to ja sie ciesze,
              ze ma twarz nadal obrzydliwa. czyli nadal Cie pociagam :D
              • jane-bond007 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 14.12.09, 11:06
                nie kuś, nie kuś... ;P

                wsparcie jest i będzie, głowa do góry :*
    • jamesonwhiskey Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 14.12.09, 00:42
      > rodzice wam nie pomagają? pytam dlatego że jest dla mnie czymś
      > naturalnymże rodzina pomaga dziecku,

      dla mnie zas naturalnym jest ze sam sobie pomagam,
      jakies memeje oczekuja holowanie przez rodzicow , nie umiesz na siebie zarobic
      trudno ale tez nie mysl , ze wszyscy tak maja
      • jane-bond007 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 14.12.09, 11:04
        kolejny mądry do kolekcji... :)
    • silic Nie. 14.12.09, 00:49
      Za stary już jestem żeby mi pomagać. Rozumiem nagłe przypadki ale np. prośba o
      pomoc w kupnie mieszkania nie przeszłaby mi przez gardło. Sam muszę na wszystko
      zapracować. Pępowinę odciąłem już dawno, nie widzę powodu by ją reanimować.
      Odwiedzam rodziców kilka razy w roku, czasem biorę trochę ciasta czy jakiś owoc
      z własnej uprawy ale to wszystko. Nie mógłbym żyć za ich pieniądze.
    • zbita_sucz Re: nie pomagaja... 14.12.09, 08:40
      Nie chca.. i juz, obojetnie czy finansowo czy zwykla pomoc.
      Nie czuja takiej potrzeby, wrecz chca zeby im pomagac, rzucac
      wszystko i lecimy ...
      A tak nie mozna.
    • mrsnice Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 14.12.09, 09:48
      nie wyobrażam sobie pracując, żeby od mojej mamy brać pieniądze. To
      ja jej kupuję rózne, potrzebne do domu rzeczy. Robię przyjemności.
      Dla mnie ktoś kto pracuje, a bierze od rodziców (jeszcze w wielu
      przypadkach na emeryturze) to zwykły pasożyt.
      • jane-bond007 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 14.12.09, 11:20
        ale o czym ty piszesz?
        • 83kimi Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 14.12.09, 11:25
          Nie rozumiesz o czym piszesz mrsnice??? Dorośli ludzie, którzy pracują, powinni
          liczyć na siebie, a nie na rodziców. I wiadomo, że są sytuacje, że rodzice
          powinni pomóc np. w przypadku ciężkiej choroby. Ale w normalnej sytuacji, gdy
          rodzice nie są milionerami, dorośli ludzie nie powinni brać od rodziców
          pieniędzy. Ja bym wolała, żeby moi rodzice co roku spędzali wakacje na Hawajach
          niż żeby dołożyli mi do mieszkania.
          • 83kimi Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 14.12.09, 11:27
            * o czym pisze
          • jane-bond007 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 14.12.09, 11:35
            męczące to zaczyna już być ;)

            1.kto i gdzie pisał o nieliczeniu na siebie a o liczeniu na rodziców?
            2.piszesz że sa sytuacje gdy rodzice powinni pomóc np ciężka
            choroba ... ciekawe - jako dorosli pracujący ludzie powinnismy
            liczyc na siebie w różnych sytuacjach, nie? no i dlaczego w
            przypadku ciężkiego kredytu już nie powinni pomóc? a jeśli taki
            kredyt wpędzi w cięzką chorobę? napisz mi jak Ty to rozgraniczasz -
            kiedy powinni pomóc a kiedy nie :)
            3. kto i gdzie pisał o sytuacji brania pieniedzy od rodziców
            niemilionerów?
            4.co mnie obchodzą Hawaje Twoich rodziców?


            dziewczyno cos Ci na oczy czy na coś tam padło, pytanie brzmi-
            czy pomagają Wam rodzice?
            • 83kimi Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 14.12.09, 11:50
              Jest różnica między ciężką chorobą (która np sprawia, że nie możemy przez
              dłuższy czas pracować) a kredytem, bo kredytu brać nie trzeba, mieszkanie można
              wynajmować. Rodzice powinni być wsparciem psychiczny, gdy mam problem, naturalne
              jest dla mnie, że mogę się wygadać mamie. Gdyby mój mąż mnie pobił, rodzice
              wzięliby mnie do siebie. To oczywiste. Wszyscy ludzie powinni sobie pomagać w
              ciężkich sytuacjach, ale na pomoc finansową w przypadku gdy jesteśmy zdrowi i
              możemy pracować, a rodzice są średnio zamożni, raczej liczyć nie powinniśmy.
              Czym innym jest też prezent urodzinowy, a czym innym dołożenie do mieszkania. Ja
              nie oczekuję, że rodzice mi kupią mieszkanie. Jeśli będę mieć dziecko, na pewno
              wezmą je czasem do siebie, ale na co dzień będzie ono chodzić do
              żłobka/przedszkola lub wynajmę opiekunkę.
              • jane-bond007 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 14.12.09, 12:27
                a ty dalej swoje...

                skoro dla ciebie rodzce są wsparciem to napisz ze taka pomoc ci
                oferują, po co sie tu kolejny raz rzucasz?

                a co do choroby - pisalas wczesniej ze dorosly zarabiajacy czlowiek
                powinien sam sobie radzic - ok
                w sytuacji problemowej ziwazanej z zakupem mieszkania nie liczyc na
                wsparcie - ok
                no coz - jesli jest chory rowniez powinien sam sobie radzic, bo
                skoro jest dorosly w miare inteligentny to porafi przewidywac i wie
                ze nie zawsze moze byc tak rozowo, skoro pracuje to napewno ma
                oszczednosci, powinien sobie poradzic a nie ogladac sie na rodzine,
                to nie fair bo rodzina tez moze byc chora, moga miec problemy
                finansowe wiec takie oczekiwanie na pomoc jest z jego strony
                przeginką, nie można byc takim pasożytem, rodzice i tak na niego juz
                duzo wydali ... itd itp

                pomijam te placzliwe wtrącenia odnosnie sredniozamoznych rodzicow
                oraz oczekiwanie na zakup mieszkania przez rodziców a takze
                mozliwosc wynajmu zamiast zakupu
                • 83kimi Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 14.12.09, 13:16
                  Słuchaj, podam Ci jeden przykład zachowania, które jest dla mnie wzorem. Moja
                  siostra jest 10 lat. Cały czas mieszka w wynajmowanym mieszkaniu, ale ponieważ
                  ona i maż mają dobrą pracę, powoli zaczynają myśleć o kredycie na mieszkanie.
                  Jednak nie od razu tak było, początkowo było im ciężko, liczyli każdy grosz, a
                  mimo to nie oczekiwali, że rodzice będą ich wspierać finansowo. Za to otrzymali
                  od rodziców miłość, wykształcenie, zawsze mają w nim oparcie psychiczne, mogą
                  się wszystkim podzielić. Moja mama co roku zabiera córkę siostry na wakacje i to
                  jest wielką pomocą, ale też moja siostra nie oczekuje, że mama sfinansuje
                  wszystko, tylko sama płaci za pobyt córki i mamy w hotelu. I to jest prawdziwa
                  dorosłość.

                  A choroba jest inną sytuacją. Zdarzają się w życiu różne sytuacje, czasami życie
                  nas przerasta i wtedy dobrze mieć osobę, która nam pomoże. Ale gdy wszystko gra,
                  trzeba się starać być samodzielnym.

                  Jeżeli jakiś rodzic chce kupić dziecku mieszkanie, nic w tym złego. Ale
                  dziwienie się, że są ludzie, którzy sami radzą sobie z kredytami, bo rodzice
                  nie kupili im mieszkania, a mogliby, jest wg mnie dziwne. Finansowanie dorosłych
                  ludzi nie jest niczym obowiązkiem i nie możemy tego wymagać.

                  I jeszcze odnosząc się do Twojego postu - tak, moi rodzice pomagają mi, kochają
                  mnie, doradzają w wielu sprawach. Ale mieszkania mi nie kupią i wcale tego nie
                  chcę.
                  • 83kimi Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 14.12.09, 13:19
                    *jest od 10 lat mężatką
                  • jane-bond007 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 14.12.09, 13:40
                    Słuchaj, podam Ci jeden przykład zachowania, które jest dla mnie
                    wzorem. Moja
                    > siostra jest 10 lat. Cały czas mieszka w wynajmowanym mieszkaniu,
                    ale ponieważ
                    > ona i maż mają dobrą pracę, powoli zaczynają myśleć o kredycie na
                    mieszkanie.
                    > Jednak nie od razu tak było, początkowo było im ciężko, liczyli
                    każdy grosz, a
                    > mimo to nie oczekiwali, że rodzice będą ich wspierać finansowo. Za
                    to otrzymali
                    > od rodziców miłość, wykształcenie, zawsze mają w nim oparcie
                    psychiczne, mogą
                    > się wszystkim podzielić. Moja mama co roku zabiera córkę siostry
                    na wakacje i t
                    > o
                    > jest wielką pomocą, ale też moja siostra nie oczekuje, że mama
                    sfinansuje
                    > wszystko, tylko sama płaci za pobyt córki i mamy w hotelu. I to
                    jest prawdziwa
                    > dorosłość.


                    nie no naprawde extra ale co to ma do rzeczy? kto pisze o
                    finansowaniu wszystkiego?
                    czy Ty czytałaś moj pierwszy wpis gdzie pisze konkretnie o co mi
                    chodzi? czy zobaczylas kredyt-rodzic-finanse i dorobilas sobie
                    ideologie? bo jesli tak to z ta dorosłościa krucho

                    Jeżeli jakiś rodzic chce kupić dziecku mieszkanie, nic w tym
                    złego. Ale
                    > dziwienie się, że są ludzie, którzy sami radzą sobie z kredytami,
                    bo rodzice
                    > nie kupili im mieszkania, a mogliby, jest wg mnie dziwne.
                    Finansowanie dorosłyc
                    > h
                    > ludzi nie jest niczym obowiązkiem i nie możemy tego wymagać
                    .

                    pokaz mi gdzie cos takiego napisałam, nie potrafisz czytac, przykro
                    mi

                    I jeszcze odnosząc się do Twojego postu - tak, moi rodzice
                    pomagają mi, kochają
                    > mnie, doradzają w wielu sprawach.


                    no i swietnie, trzeba bylo tak napisac za pierwszym razem a nie za
                    entym, tylko zasmieciłaś moj wątek :P

                    Ale mieszkania mi nie kupią i wcale tego nie
                    > chcę.


                    boszszeeee to straszne
                  • zbita_sucz Re: 83kimi 14.12.09, 15:29
                    Piekne piszesz pierdoly, nic nie jest takie super. Fajnie jest komus
                    ladowac w dupsko kase za wynajem, przynajmniej te 10 lat mniej by
                    splacala raty. Bo rodzice moglby dolozyc dziecku do tych 10 %
                    wartosci mieszkania. zeby bylo latwiej.. Nie wiem ale pokolenie
                    dzisiejszych 55+ jest dla mnie z kosmosu, oni mieli przynajmniej
                    szanse na mieszkanie, poza tzw, minimalistami, nic nie bylo
                    potrzebne, tylko teraz kiedy sie ma kredyt wieloletni, to co mam
                    moze do siebie rodzine wziac? Za to ze nie chcieli wyksztalcic?
                    Teraz coz moga isc mieszkac do socjalnego, bo ja mam dziecko, ktore
                    dla mnie jest w tej chwili wazniejsze niz dobre samopoczucie mojej
                    matki..
                    • silic Re: 83kimi 15.12.09, 04:57
                      >Nie wiem ale pokolenie
                      > dzisiejszych 55+ jest dla mnie z kosmosu, oni mieli przynajmniej
                      > szanse na mieszkanie, poza tzw, minimalistami, nic nie bylo
                      > potrzebne, tylko teraz kiedy sie ma kredyt wieloletni, to co mam
                      > moze do siebie rodzine wziac?

                      Sama jesteś z kosmosu. Chcesz mieć szansę na mieszkanie taką jak mieli ludzie
                      55+ ? Poczekaj z 15 lat. Oni tak czekali. Reszta mieszkała z rodzicami.
                      Jeśli zaś twoje dziecko jest ważniejsze od twojej matki... cóż, obyś się nie
                      zdziwiła jak cię to ukochane dziecko kopnie tam , gdzie masz swoich rodziców.
                      • zbita_sucz Re: silic 15.12.09, 10:06
                        to uwazasz ze jak ktos ma dzecko czy dzieci niepelnosprawne, to ma
                        je zostawic i nie rehalbilitowac, bo trzeba sie rodzicami zajac?
                        Bo oni sa wazniejsi?
                        Niz to ze trzeba dziecku pomoc odnalezc sie w zyciu i zeby potem nie
                        bylo od nikogo zalezne?
                        Mysle ze to jak wychowuje sie swoje dzieci takie sa potem efekty..
                        Nie mozna byc odpowiedzialnym za to ze rodzice, sami sobie
                        zniszczyli zycie..
                        • a1ma Re: silic 15.12.09, 10:19
                          > Mysle ze to jak wychowuje sie swoje dzieci takie sa potem efekty..

                          Pewnie masz rację.
                          Ale czy chciałabyś wychować własne dziecko tak, jak Ty zostałaś wychowana?
                          • zbita_sucz Re: a1ma 15.12.09, 14:18
                            mysle ze nie ma na to szansy, bo nie wychowuje dzieci tak jak oni
                            mnie..
                            Z roznych przyczyn, nie ma sensu opisywac tego.
          • miss.mirabelka Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 14.12.09, 12:34
            A nie sądzisz,że każda rodzina powinna sobie sama decydować o rozwiązaniu
            kwestii finansowych? Pomoc rodziców to nie zawsze dawanie dzieciom 100 zł z
            emerytury, która wynosi 1300. wielu rodziców to wciąż aktywni zawodowo ludzie,
            którzy dorobili się, maja dobrą sytuację finansową. Co złego w tym, że jeśli
            mają taką możliwość kupią dzieciom mieszkanie albo dorzucą się tak,żeby kredyt
            był mniej obciążający? Do grobu i tak tych pieniędzy nie zabiorą... Wyobraź
            sobie, że są rodzice, którzy chcą swoim dzieciom ułatwić start. Także często
            dlatego, że swoją pozycję również zawdzięczają wcześniejszej pomocy rodziców. I
            wolą, żeby ich dzieci mogły prowadzić spokojne życie, a nie zastanawiać się jak
            po spłacie raty kredytu wygospodarować pieniądze na normalne życie.
            • jane-bond007 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 14.12.09, 13:42
              Panie dziękuję Ci za głos rozsądku ...
    • d.o.s.i.a Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 14.12.09, 12:52
      Rodzice nie sa od pomagania doroslym ludziom.
      • zbita_sucz Re: a dzieci musza pomagac rodzicom ?! 14.12.09, 15:35
        Tylko dlaczego Ci rodzice, co nie chca dawac, co zrobili dzieciom
        pieklo od malego, tacy co oddali dziecko do domu dziecka, bo wodka
        byla wazniejsza, te dzieci maja pomagac? w imie czego ? Milosierdzia
        chrzescijanskiego ? Czy tego ze skoro bylo pieklo za zycia, to od
        razu po smierci bedzie niebo ?
        Nie kumam..
    • ha_nuta Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 14.12.09, 13:41
      Obydwoje z mężem jesteśmy na początku naszej kariery zawodowej. Wiąże się to z
      tym, że kokosów nie zarabiamy.
      2 lata temu, wzięliśmy kredyt na mieszkanie, w którego spłacie pomagają nam
      rodzice męża (płacą połowę kwoty). Sami nam taką możliwość zaproponowali.
      Zaznaczam, że stać ich na to i nie jest tak, że w tej sytuacji coś im zabieramy.
      Wręcz przeciwnie, oni mówią, że dla nich to jest radość, że mają możliwość pomóc
      dzieciom. Oczywistym jest dla nas, że jak zaczniemy normalnie zarabiać, nie
      będziemy chcieli tej pomocy.
      Moi rodzice są dużo mniej zamożni, ale również CHCĄ pomagać jak tylko mogą.
      Dostajemy "wałówki" żywieniowe np. mama zamiast 20 pierogów ulepi 40 i połowę
      daje nam, czasem środki czystości, ręczniki i tego typu rzeczy. Ale prawdę
      mówiąc, my obojgu stronom też odwdzięczamy się jak możemy. Zapraszamy na obiad,
      kupujemy drobiazgi, piekę dla nich ciasta.
      Jest ok i nikt się (póki co) nie skarży :)
      • jane-bond007 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 14.12.09, 13:45
        u nas jest b podobnie ;) staramy się sobie pomagać na tyle na ile
        możemy, dziękuję za wypowiedź
    • forumowiczka.to.ja jane-bond007 14.12.09, 14:34
      Tak czytam te Twoje wypowiedzi i stwierdzam, że rozpoczęłaś ten wątek tylko po
      to, żeby utwierdzić się w słuszności lub też usprawiedliwić w fakcie, że
      bierzesz kasę od rodziców. Bo jak ktoś Ci pisze, że dorosły człowiek powinien
      liczyć sam na siebie, czy że branie kasy od rodziców, nawet tych których na to
      stać, nie jest ok, to Ty od razu przystępujesz do ataku. Pisząc na forum licz
      się z tym, że nie każdy podziela Twoje zdanie i wypadałoby wykazać w tej kwestii
      trochę taktu.
      Pytasz jak osoba mająca raptem kilka lat pracy może bezstresowo pozwolić sobie
      na zakup mieszkania? Wg mnie: albo nie może, ale bierze kredyt na siłę licząc na
      pomoc rodziców, albo jeśli nie może a nie chce być na garbie rodziców, to czeka
      aż będzie ją na to stać. Sorry, brutalna rzeczywistość.
      Ale, jako że żyjemy w wolnym kraju, każdy ma prawo mieć inne zdanie. Ty nie
      widzisz w tym nic złego, i masz do tego pełne prawo. Bierz od rodziców,
      korzystaj z ich pomocy i alleluja. Są jednak tacy, którzy uważają to za brak
      honoru i wolą być niezależni na swoim. Bo prawda jest też taka, że najczęściej
      (nie zawsze) rodzice upominają się po jakimś czasie o odwdzięczenie za okazaną
      pomoc, a to poprzez wtrącanie się do wychowania dzieci, a to poprzez rządzenie
      co jak robić albo jeszcze inaczej. I widzę to bardzo wyraźnie u tych znajomych,
      którzy takową pomoc otrzymali.
      Więc ja wolę nie dostawać, ale też nie być zmuszana do pichcenia niedzielnych
      obiadków, uśmiechania się i przytakiwania wszystkiemu, nawet temu co jest
      niezgodne z moimi poglądami i zasadami.
      • jane-bond007 Re: jane-bond007 14.12.09, 15:07
        Tak czytam te Twoje wypowiedzi i stwierdzam, że rozpoczęłaś ten
        wątek tylko po
        > to, żeby utwierdzić się w słuszności lub też usprawiedliwić w
        fakcie, że
        > bierzesz kasę od rodziców. Bo jak ktoś Ci pisze, że dorosły
        człowiek powinien
        > liczyć sam na siebie, czy że branie kasy od rodziców, nawet tych
        których na to
        > stać, nie jest ok, to Ty od razu przystępujesz do ataku


        raczej się mylisz bo wierz mi że nie mam z tym problemu - wręcz
        przeciwnie, cieszę się że jedni jak i drudzy rodzice nam pomogli

        i jeszcze jedno, nie biorę kasy od rodziców więc nie pisz tak bo to
        sugeruje jakieś stałe kwoty itp, rodzice dołożyli nam do mieszkania
        dzieki czemu możemy teraz "spokojnie" żyć

        natomiast co do moich ataków - to owszem bronię tematu w momencie
        gdy ktoś wmawia pasożytnictwo, pisze o tym że młodzi wymagają a
        rodzice powinni oddać ostatnie pieniądze itp.
        nie o tym jest ten temat a ja niczego takiego nie pisałam, zreszta w
        pierwszym poscie nawet to zaznaczylam...

        ja zadałam konkretne pytanie, opisałam pomoc jakiej udzielili nam
        rodzice, zapytałam czy i Wam pomagają :)
        a emocjonalne podejscie innych ktorzy nie do konca rozumieja o co mi
        chodzi a przyszli tu sobie poszczekać... no cóż

        Pisząc na forum licz
        > się z tym, że nie każdy podziela Twoje zdanie i wypadałoby wykazać
        w tej kwesti
        > i
        > trochę taktu.


        jeśli byłam wobec kogoś opryskliwa to zdaje się że w odpowiedzi na
        taki też wpis

        co do reszty wypowiedzi ok: tylko ze raczej nadaje się do dyskusji -
        czy powinnismy oczekwiac pomocy od rodzicow i czy powinnismy ja
        przyjmowac
        • anyx27 Re: jane-bond007 14.12.09, 15:30
          Tak, moja mama nam pomaga - sama jeszcze pracuje, ale zajmuje sie często małą,
          "roznosi" nasze reklamy, wspiera nasze działania, wierzy w nas, dopinguje,
          zawsze możemy na nią liczyć wtrudnych chwilach. Nie jest zamożna osobą, nie
          daje nam pieniędzy, nie wspomogła nas żadną większą kwotą. Tesciowe mieszkają
          400km od nas, na wsi, nie pomagają w żaden sposób, choć finansowo lepiej stoją,
          niż moja mama. Nie wymagamy tez tego.

          Jesteśmy dorośli, umiemy na siebie zarobić. Na samochód, na mieszkanie, na
          prywatne przedszkole, na zachcianki, na to, żeby nie musiec martwić się czy
          wystarczy do 1szego. Rozwinęlismy jedną działalność, rozwijamy drugą. I jesteśmy
          z siebie dumni :D

          Dla mnie pomoc rodziców, to nie tylko pomoc finansowa, ale przede wszystkim ta
          niematerialna. To jest dla mnie ważne. Nie lubię sępić kasy od innych, a
          szczególnie od bliskich. Nie wyobrażam sobie, żebym miała wymagac jakiejś pomocy
          od mojej mamy.
          • martuha Re: jane-bond007 14.12.09, 16:12
            moi rodzice bardzo mi pomogli i nadal pomagaja jak moga, za co jestem im
            niewymownie wdzieczna. kupili mi mieszkanie dokladajac pieniadze, ktore
            odzedziczylismy po zmarlej bezdzietnej cioci. pomogli mi tez niezmiernie w
            urzadzeniu mieszkania (zwlaszcza moja mama).
            rodzicom nie powodzi sie super, ale nie mozna powiedziec, ze klepia biede.
            dodatkowo moja mama wychodzi z zalozenia, ze dzieciom powinno sie pomagac, w
            miare mozliwosci, oczywiscie. rowniez twierdzi, ze przeciez pieniedzy do grobu
            nie zabierze.
            ja niestety ze swoja bardzo niska wtedy pensja moglam jedynie pomarzyc o tym,
            zeby ktorys bank przyznal mi kredyt, nie mowiac o tym, ze nie bylam w stanie
            odlozyc wystarczajaco pieniedzy na wklad wlasny.
            dzieki moim wspanialomyslnym rodzicom uniknelam koniecznosci wynajmowania
            mieszkania, moglam skoncentrowac sie na rozwoju swojej kariery i dalszemu
            ksztalceniu sie. obecnie nie powodzi mi sie zle, dlatego kiedys zaproponowalam
            rodzicom, ze powoli i systematycznie bede im zwracala zainwestowane pieniadze w
            moje mieszkanie, ale mama stanowczo odmowila.
            coz, zycze kazdemu, zeby ich rodzice mieli taka sama mozliwosc pomocy finansowej
            swoim dzieciom, gdyz to naprawe ulatwia start w doroslym zyciu. jednoczesnie
            podziwiam te osoby, ktore wlasnie pomimo braku pomocy ze strony rodziny zdolaly
            wyniesc sie na swoje, kupic wlasne M i posiadajac dzieci, badz dalej sie uczac
            splacaja kosmiczne kredyty. do tego zdaje sobie sprawe, ze bede wdzieczna
            rodzicom do konca zycia.
            mam jedynie nadzieje, ze kiedys bede mogla im sie odwdzieczyc i bede w stanie
            zapewnic im godziwa starosc pelna radosci i szczescia, na jaka niewatpliwie
            zasluguja.
    • pochodnia_nerona Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 14.12.09, 21:56
      Należy powiedzieć, że nie każdy ma po równo :-)
      Jedni dostają mieszkanie po babciach czy dziadkach, ciociach, pracują w firmie
      rodziców, dostają od nich pieniądze w postaci bezzwrotnych pożyczek na remonty,
      samochody, itp.
      Jest jednak cała masa osób, które nie dostają nic, albo bardzo niewiele, te z
      reguły usamodzielniają się w miarę prędko, choć niewątpliwie pozbawione są
      wsparcia nie tyle nawet materialnego, co psychicznego, na zasadzie: w razie,
      gdyby powinęła mi się noga, to rodzice mi pomogą.
      Jeśli chodzi o mnie, to cóż, jestem dzieckiem samotnej matki, która, mimo
      krzywych min rodziny wypieprzającej mnie w myślach z domu po 20 r.ż. dała mi się
      wykształcić (co mi jednak niekoniecznie przyniosło wymierne rezultaty na chwilę
      obecną, ale mam nadzieję, że to przejściowe), nie mam mieszkania, samochodu, nie
      dość, że nie dostaję pieniędzy, to jeszcze dokładam połowę mojej lichej pensji
      do utrzymania mieszkanka, w którym jeszcze mieszkam z mamą, choć niedługo to się
      chyba zmieni. Za resztę, jaka mi zostaje, muszę kupić sobie to, czego
      potrzebuję, co oznacza, że np. w jednym m-cu kupię bluzkę albo dwie, ale już
      książki, na którą mam ochotę - nie, bo musiałam np. kupić szampon, podpaski,
      krem jakiś do gęby (nie za 100 zł, tylko za ok. 20 ;-)) i 2 tygodnie czekam na
      pensję jak na zbawienie. Nie odłożyłam dotąd ani grosza, bo też nie mam z czego.
      Moja mama już wzdycha ze strachem na wieść o tym, że się wyprowadzam, komentując
      "ojej, licho będzie z tymi pieniędzmi" ale nie czuję się winna, bo odejdzie jej
      trochę z rachunków za wodę, prąd, gaz, jedzenie.
      Podsumowując: każdy orze, jak może. Ja muszę liczyć na siebie, choć pojawia się
      we mnie czasem iskierka żalu :-)jedyne, co mnie pociesza, że mama ma własne
      mieszkanie i kiedyś ono będzie moje, a na razie będę coś wynajmowała.
      • jane-bond007 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 14.12.09, 22:06
        ta wyprowadzka to na bank? oczywiście ja Ci tego nie bronię ale nie
        lepiej mieszkać z mamą - finansowo bedziesz zapewne mieć tak samo,
        za stancję się płaci a u mamy może da się jednak coś odłożyć...

        chociaż nie znam sytuacji

        ciężko masz Pochodnio ale głowa do góry ;)
        • pochodnia_nerona Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 14.12.09, 22:27
          :-)
          Już chcę mieszkać z moim Lubym, razem będzie nam raźniej. Przynajmniej będę
          wiedziała, ile mam do dyspozycji. Z mamą już za długo mieszkam, za stara jestem
          na to, teraz trzeba z chłopem :-)
          Dziękuję za miłe słowa :-)
    • a1ma Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 14.12.09, 22:00
      Oczywiście, że normalne jest, że rodzice pomagają dzieciom. Z tym, że do pewnego
      czasu.
      Moim zdaniem wiek ok. 25-26 lat to najwyższy czas, żeby się usamodzielnić i
      odwrócić sytuację - zacząć pomagac rodzicom.

      My jeszcze przez trzydziestką, ale raczej to my pomagamy im, niż oni nam,
      przynajmniej materialnie. Pewnie sytuacja trochę się zmieni, kiedy pojawią się
      dzieci (jeśli się pojawią), rodzice chętnie pomogą zajmując się czasem wnukami,
      ale na pewno nie oczekujemy od nich pełnoetatowej opieki. Oni już swoje w życiu
      zrobili, czas, żeby inwestycja w dzieci zaczęła im się zwracać ;)
      • erillzw Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 15.12.09, 01:02
        Ja tylko nie rozumiem tego rozgraniczania "sztucznego". Dziecko ma
        sie usamodzielnic, nie powinno liczyc na wspracie bo to znaczy ze
        nie odcieło pepowiny.
        A nikt z was nie wpadł na to, ze rodzice czesto chca (bo taka mają
        potrzebe, checi, marzenie) pomagac swoim dzieciom?? I odmawianie w
        imie kurtuazji "zeby nie bylo, ze nie jestem samodzielny/a" jest
        smieszne i rani tych ludzi, ktorzy po prostu chca dac z siebie dla
        dzieci jak najwiecej?
        Nie popadajmy w paranoje bo zaraz sie okaze, ze trzeba zabraniac
        rodzicom checi pomocy i dzialan z nia zwiazanych.

        Moja mama mi pomaga. Podobnie jak ja jej. Tak jak mama mojego
        Partnera i on jej. Bo kazde z nas (dziecko do rodzica i odwrotnie)
        chca dla osob ktore kocha jak najlepiej. I te checi wyrazaja miedzy
        innymi w pomocy, w checiach, we wsparciu.

        Nie wyobrazam sobie odmawiac mojej mamie tego, ze chce mi pomoc bo
        to absurd dla mnie.
        Mieszkania to nie kupi ani mnie ani bratu bo nie bedzie ja na to
        stac ale ja tez nigdy tego nie oczekiwalam. Predzej kombinowalismy z
        bratem jej kupic mieszkanie bo mieszka z rodzicami swoimi a naszymi
        dziadkami.

        Tak, moja mama mi pomaga. Tak samo jak ja jej.
        I uwazam, ze jest to naturalne, taka wzajemnosc wsrod kochajacych
        sie ludzi.
        • a1ma Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 15.12.09, 01:13
          Masz rację, o ile dodasz to drugie zdanie:
          > Moja mama mi pomaga. Podobnie jak ja jej.

          Oczywistym jest, że w rodzinie i wśród przyjaciół ludzie sobie pomagają i to
          działa we wszystkich kierunkach. I absolutnie nie mam tu na myśli tylko aspektu
          finansowego.

          Natomiast czym innym jest pomoc jednostronna, głownie finansowa, skierowana od
          rodziców do dorosłych dzieci. To już moim zdaniem nie jest normalny ani zdrowy
          układ. Dorosłość wymaga właśnie tego, żebyśmy potrafili poradzić sobie
          samodzielnie i nie przekonuje mnie argument "bo oni chcą dać dzieciom". Rodzice
          finansujący dorosłym dzieciom wesela, kupujący mieszkania i samochody to moim
          zdaniem patologia, która prowadzi tylko do dalszych patologii - wychowuje całe
          pokolenia niesamodzielnych, uwieszonych na rodzicach pseudo-dorosłych.
          Wychowanie polega również na nauce samodzielnego życia w społeczeństwie, a
          rodzice, którzy ten aspekt pomijają robią krzywdę przede wszystkim swoim dzieciom.
          • wanilinowa Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 15.12.09, 07:34
            > Natomiast czym innym jest pomoc jednostronna, głownie finansowa, skierowana od
            > rodziców do dorosłych dzieci. To już moim zdaniem nie jest normalny ani zdrowy
            > układ. Dorosłość wymaga właśnie tego, żebyśmy potrafili poradzić sobie
            > samodzielnie i nie przekonuje mnie argument "bo oni chcą dać dzieciom". Rodzice
            > finansujący dorosłym dzieciom wesela, kupujący mieszkania i samochody to moim
            > zdaniem patologia, która prowadzi tylko do dalszych patologii - wychowuje całe
            > pokolenia niesamodzielnych, uwieszonych na rodzicach pseudo-dorosłych.

            to sprzeczność, jeśli pomoc od rodziców wyklucza jakąkolwiek samodzielność, to
            nie będzie jak pomóc następnym pokoleniom. skoro wszystko co mieli mieli od
            swoich rodziców, to co mają dać dzieciom? chyba że zakładamy, że ci pierwsi
            rodzice byli obrzydliwie bogaci, a 10 następnych pokoleń na nich żeruje. tak czy
            owak kupy się to nie trzyma
            • a1ma Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 15.12.09, 08:44
              > to sprzeczność, jeśli pomoc od rodziców wyklucza jakąkolwiek samodzielność, to
              > nie będzie jak pomóc następnym pokoleniom. skoro wszystko co mieli mieli od
              > swoich rodziców, to co mają dać dzieciom?

              Odpowiedź jest prosta: wykształcenie.
              Czyli wędkę zamiast ryby.
              • wanilinowa Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 15.12.09, 20:10
                a1ma napisała:

                > > to sprzeczność, jeśli pomoc od rodziców wyklucza jakąkolwiek samodzielnoś
                > ć, to
                > > nie będzie jak pomóc następnym pokoleniom. skoro wszystko co mieli mieli
                > od
                > > swoich rodziców, to co mają dać dzieciom?
                >
                > Odpowiedź jest prosta: wykształcenie.
                > Czyli wędkę zamiast ryby.
                >

                chodziło mi o model który Ty przedstawiłaś: dzieci przyjmujące pomoc rodziców
                wyhodują kolejne pokolenia niezaradnych - to jest ta sprzeczność.
                • a1ma Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 15.12.09, 20:16
                  A, o liczbę mnogą Ci chodziło?
                  Nie miałam na myśli kolejnych następujących po sobie, tylko równolegle
                  funkcjonujące w społeczeństwie grupy wiekowe - i po sprzeczności ;)
    • skarpetka_szara Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 14.12.09, 22:10

      Mi rodzice nie pomagaja. Finansowo nie pomagali mi odkad sie
      wyprowadzilam od nich z 7 lat temu, a i wczeswniej jedyne co mi
      pomagali to dali te lozko do spania i jedzenie w domu (zadnych
      pieniedzy).

      Moi rodzice finansowo sa sprawni, i mogliby mi dac duzo, ale chyba
      ich celem jest to, zebym doszla sama do tego co dane mi bedzie
      miec.

      W dodatku wcale od nich nie wymagam aby mi w czymkolwiek pomogli.
      Sama musze drapac sie po glowie jak mi do czegos brakuje. Nigdy o
      nich nie mysle jak potrzebuje kase. Kupic mieszkanie.....
      hehehe... to dla mnie jakies odlegle marzenie. Poki co,
      wynajmujemy to, na co nas stac - jak miliony innych ludzi.

      Jestem i tak dumna z moich rodzicow. Potrafili sie dorobic i
      chociaz sa jeszcze w sumie mlodymi ludzmi to praktycznie zapewniona
      maja godna starosc, z wygoda, z wakacjiami, bez problemow
      pienieznych. Nie byliby w stanie sobie tego zapewnic gdyby np:
      kupiliby mi mieszkanie. A ja wole juz sama sie dorobic niz martwic
      sie przyszloscia rodzicow.
    • justysialek Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 15.12.09, 00:01
      Moja rodzina jest nadopiekuńcza i od dawna panuje w niej zwyczaj, że
      się pomaga "dzieciom". "Dzieci" natomiast to nie tylko osoby poniżej
      18 roku życia, czy uczące się ale wszyscy potomkowie danej osoby
      niezaleznie od ich wieku. Tak więc np babcia uznaje nas wszystkich
      za swoje "dzieci": mamę, moje go tatę (czyli swojego zięcia), mnie,
      mojego męża i rodzinkę ze strony mojej cioci.
      Wierzcie mi, że trzeba się naprawdę baaaardzo napracować żeby
      cokolwiek babci dać. Prezenty przyjmuje tylko z konkretnej okazji i
      jeden od pary - nie przyjmie np dwóch prezentów ode mnie i męża. Jak
      zrobię zakupy, to nie weźmie jednego ziemniaczka ale jak ja od niej
      wychodzę to dostaję całe wałówki (nie da się odmówić!), choć nasze
      dochody przekraczają dochodzy dziadków wielokrotnie.
      Tą przypadłość odziedziczyła moja mama, choć już prędzej da sobie
      coś podarować. Natomiast mój tata potrafi nadal wciskać mi stówę do
      kieszeni "na czekoladę", choć mam już 27lat, dobrą pracę, własne
      mieszkanie i stoimy finansowo lepiej niż rodzice. Jak im
      zaproponowałam składkę "na święta" (spędzamy razem) to się obrazili.
      Jak zaproponowałam, że zrobię chociaż część zakupów, to usłyszałam,
      że jeszcze nie biedują itd. Mogłabym wymieniać godzinami takie
      sytuacje.
      Rodzice zawsze mi pomagali, pomagają i zapewne pomagać będą, choć
      nie jest to od dawna konieczne i oni o tym wiedzą. Uważają to za
      punkt honoru. Może dlatego, że ich rodzice nie mieli tyle, aby im
      pomóc a drudzy nie chcieli?... nie wiem. Wiem tylko, że odmowa ich
      rani - a czasem odmawiam, bo przesadzają.
      • a1ma Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 15.12.09, 00:08
        > Tą przypadłość odziedziczyła moja mama, choć już prędzej da sobie
        > coś podarować. Natomiast mój tata potrafi nadal wciskać mi stówę do
        > kieszeni "na czekoladę", choć mam już 27lat, dobrą pracę, własne
        > mieszkanie i stoimy finansowo lepiej niż rodzice. Jak im
        > zaproponowałam składkę "na święta" (spędzamy razem) to się obrazili.
        > Jak zaproponowałam, że zrobię chociaż część zakupów, to usłyszałam,
        > że jeszcze nie biedują itd. Mogłabym wymieniać godzinami takie
        > sytuacje.

        Rozumiem, bo u nas podobnie.
        Dlatego nie należy rodzicom "pomagać", a raczej po prostu dawać im prezenty,
        przy różnych okazjach. Np. zafundować wakacje - nasi bardzo się ucieszyli :)
      • leni6 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 15.12.09, 08:47
        To niestety jest dość typowe. Moim zdaniem dobrym pomysłem rozwiązywanie takich
        problemów są dość drogie prezenty dla rodziców - wyjazdy, sprzęt AGD, czy co tam
        potrzebują - rodzice czują się potrzebni, a bilans finansowy jest zachowany ;)

      • zbita_sucz Re: justysialek 15.12.09, 09:56
        i o to mi chodzi.
    • wyssana.z.palca Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 15.12.09, 08:30
      No to jestem z tych, co to jej rodzice mieszkanie kupili. Miałam to
      szczeście, ale zaznaczam, ze to nie był moj pomysł, prośba- to oni
      zadecydowali. Wiem, że mam ułatwiony start, doceniam to strasznie. Z
      tym, że moi rodzice od kiedy sie urodziłam wiedzieli, ze dorosne,
      pojde na studia.. Nie spadło na nich to jak grom z jasnego nieba po
      mojej maturze, takze mieli szmat czasu na odkładanie kasy, trzymanie
      papierow wartosciowych itp.. Nie było niespodzianki :) Dziwia mnie
      rodzice, ktorzy sie budza, gdy ich dziecko skonczy 19 lat, a oni
      zastanawiaja sie, za co im pomoc studia sfinansowac.. Pewnie wszyscy
      teraz podejda, ze dorosły, ze moze pracować. Owszem, ale są takie
      kierunki które nie zawsze na to pozwalają, nauka też jest ważna i
      nie chciałabym zeby moje dziecko pracowało kosztem studiów.
      Ale odbiegłam od tematu. Tak, rodzice mi pomogli, ciągle pomagają.
      Nie mam postawy roszczeniowej, oni o tym wiedzą, wiedzą ze jestem im
      szczerze wdzięczna. Ale mam też nadzieję, ze w przyszłości to ja
      bede im pomagać i stać mnie będzie zeby np od czasu do czasu kupowac
      im weekend w eurpejskiej stolicy.
    • leni6 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 15.12.09, 08:42
      Kwestia punktu widzenia. Dla mnie nie jest to nijak naturalne. Naturalnym jest
      że dorosła osoba pomaga swoim rodzicom, jeśli są w potrzebie a nie odwrotnie.
      Naturalne jest również to, że rodzice przez pierwsze 20 lat życia dziecka
      starają się je wykształcić tak by dalej już sobie samo radziło. I tak jest u
      mnie. Zdaje sobie sprawę, że w razie jakiś wielkich problemów mogę liczyć na
      moich rodziców, jednak mam nadzieje, że do takiej sytuacji nigdy nie dojdzie.
      Teraz to ja mogę sobie kupić mieszkanie, chociażby wciąć ten kredyt na 20 czy 30
      lat, w końcu to ja będę w nim mieszkać, a moi rodzice niech korzystają z owoców
      swojej pracy w inny sposób, podróżują, czy co tam kto lubi.
      • czarnalampka Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 15.12.09, 09:51
        Hej. Mam 21 lat, ponad rok temu kupiłyśmy z mamą na pół mieszkanko,
        ja spłacam 70 % raty, mama dokłada mi resztę. Oczywiście studiuję.
        Oprócz tego dorabiam na korepetycjach z ang, mam stypendium naukowe,
        więc jakoś daję radę. Pewnie zaraz się lawina na mnie posypie,
        że "kto by pomyślał że w wieku 20 lat już mieszkanie" itp, itd...
        Akurat mnie to nie zdziwi.
        W odpowiedzi na pytanie autora wątku - tak, mama mi pomaga (i też,
        jak w przypadku jednej z osób odpowiadających, mama jest wdową). Mam
        brata, który też studiuje i któremu też pomaga. I powiem szczerze,
        że u mnie w rodzinie pomoc taka jest czymś zupełnie naturalnym! Jak
        babcia/wujek/ciocia potrzebują to im się pomaga i to jest dla mnie
        zupełnie normalne. Nawet jak czasem wiemy, że będzie ciężko a np.
        babcia nie ma zupełnie kasy to jej pożyczamy. I co w tym dziwnego?
        Tak samo to działa w drugą stronę.
        Dodam, że nie pochodzę z super-bogatej rodziny, mama do wszystkiego
        doszła sama. No, prawie - na wałówkę od babci zawsze mogliśmy
        liczyć;)
        Jestem nauczona, że w sprawach typu edukacja, jedzenie, mieszkanie
        zawsze mogę liczyć na pomoc mamy. Natomiast nie ośmieliłabym się
        prosić o kasę na ciuchy, kino itp.
        I tak samo będę się starała postępować z moimi dziećmi.
        • a1ma Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 15.12.09, 09:55
          Ale dziecko, przecież Ty się jeszcze uczysz, Twoja mama ma wobec Ciebie
          obowiązek alimentacyjny, więc co w tym dziwnego, że pomaga?
          Wątek jest o dorosłych, samodzielnych ludziach, a nie o uczącej się młodzieży.
    • aneta-skarpeta Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 15.12.09, 11:17
      mi rodzice pomagali finansowo- w pewnym momencie bardzo pomogli-
      teraz pomagają torbą pierogów domowych i zajmuja sie wnukiem jak
      trzeba.

      sama też będę pomagała synowi na tyle, na ile będę mogła (
      mieszkanie czy pierwszy samochód)

      w tej chwili pomocy nie potrzebuję- moi rodzice czy teściowie też
      nie potrzebują obecnie wsparcia finansowego, ale pomagamy w inny
      sposób. Jednocześnie wiem że każda strona może liczyć na drugą w
      razie czego.
    • varna771 Re: finanse dzisiejszych... a pomoc rodziców 15.12.09, 20:38
      Rodzice kupili mi mieszkanie trzy lata temu jak jeszcze byłam
      panienką :) przez 2,5 roku mieszkanie wynajmowałam, a od czerwca
      tego roku jestem mężatką i wspólnie, pomalutku urządzamy się ...
      bardzo jestem wdzięczna rodzicom bo dzięki Nim nie mamy kredytu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka