Dodaj do ulubionych

Bycie tą drugą.... Co robic?

IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 29.01.04, 20:25
Poradzcie mi kobitki. Pojawil sie w moim zyciu pewien mezczyzna - niestety
zonaty. Niestety bo ow mezczyzna wyznal mi ze sie we mnie zakochal i chce byc
ze mna spedzac czas i dc komus odrobine czulosci i uczucia. On ma zone i
dziecko, ale z teog co zdazylam sie zorientowac w jego malzenstwie cos sie
nie uklada. Ja jestem sama i wiem, ze godzac sie na cos miedzy nami moge
skrzywdzic jego zone. Ale mimo wszystko ja sie tez zaangazowalam . Prosze
powiedzcie czy Wam tez zdarzalo sie, ze chcieliscie bardzo ale wszystko bylo
przeciw wspolnym spotkaniom? jak dawalyscie sobie rade z porywem serca
przeciwko glosowi rosadku?
Obserwuj wątek
    • Gość: tamaryszek Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: 158.194.194.* 29.01.04, 20:47
      Nie bądź tą drugą. Wszystko, co w życiu robimy wraca po jakimś czasie jak
      bumerang. Chcesz budować związek oparty na kłamstwie? W jakimś momencie
      zaczniesz sie zastanawiac, czy skoro on raz już kogoś oszukał, nie oszukuje
      przypadkiem Ciebie. Wiem, że to się łatwo tak mówi- wycofaj się, zrezygnuj...,
      a trudniej to zrobić. Ale jeszcze masz czas. Bądź mądrzejsza od niego.
      A jak będziesz mieć wątpliwości, czy dobrze zrobiłaś, pomysl o dzieciaku,
      który będzie miał szanse na normalne dzieciństwo.
    • tralalumpek Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 29.01.04, 21:01
      wylać sobie kubeł zimnej wody na strapioną główkę a jak nie pomoże to
      przyłożyć lodu na swoją główkę a potem na kolegi główkę (tę mniejszą)
      i powinno pomóc
    • Gość: kalina Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.04, 21:41
      Wiesz co on powie żonie, gdy ta się o wszystkim dowie?

      Kochanie, ona nic dla mnie nie znaczyła. Nie wiem co mi się stało, chyba
      zgłupiałem. Wiesz ,że kocham cię.

      Pytałam panów dlaczego tak mówią. Odpowiedzieli mi ,że mówią to co chcemy
      usłyszeć i żonie i kochance. Komu więc ten Twój ON mówi prawdę? Pomyśl!
    • Gość: druga Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: *.man.olsztyn.pl 29.01.04, 22:00
      Jego rodzina i układy to jego sprawa. Ja pilnowałam żeby sobie krzywdy nie
      zrobić czyli nie angażować się i nie mieć nadzieji na więcej niż możliwe.
      Jestesmy juz małżeństwem 14 lat. Co ma być to będzie. Jeżeli będziesz
      przeżywała rozterki moralne wycofaj się.
    • Gość: Eli Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: *.xh1.lilly.com 30.01.04, 08:07
      Witam,

      Jesli moge porawdzic to zakonc to jak najszybciej zakonc znajomosc i poszukaj
      kogos wolnego. Panowie w zwiazkach malzenskich zawsze sa nieszczeliwi. beda Ci
      wmawiac, ze jego malzenstwo sie nie uklada, zona go nie rozumie, tylko Ty
      mozesz ukoic jego dusze.a Ty zawsze wiernie bedziesz na niego czekac. Tylko
      potem nikt nie odda Ci tych samotnie sedzonych Swiat Bozego Narodzenia,
      Sylwestra, bo on oczywiscie musi byc z rodzina.
      A jesli poprosisz go o oddejscie od rodziny, on odejdzie od Ciebie. Bo tacy
      mezczyzni,nie maja odwagi na radykalna zmiane zycie
      Pozdriam
    • jakasik Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 30.01.04, 08:30
      Byłam w takiej sytuacji. I posłuchałam rad innych. Dokładnie takich jak masz tu
      wypisane! Zostaw, nie warto, krzywdzisz, dziecko, on jej nie zostawi, ty
      zostanisze, itp. No i zerwałam znajomość. On mnie kocha nadal. Z żoną już nie
      jest. Chce być ze mną, ale teraz jest już za późno. Wiele się zmieniło. A mogło
      być inaczej. Mogłam być cierpliwa, poczekać. Czy żałuję? Nie wiem. Może... Więc
      na dobrą sprawę nie ma reguły na tego typu sytuacje. Dla 10 facetów będzie to
      przygoda (żona go nie rozumie) a dla 1 prawdziwa miłość, dla której będzie w
      stanie zrobić wszystko. W życiu różnie się układa, to że ma żone i dziecko to
      wcale nie musi znaczyć, że ją kocha. Może wzięli ślub ze względu na dziecko?
      Może ona też kogoś ma, może też go nie kocha?
      Ja wtedy wiedziałam o tym wszystkim, ale inni mówili: on kłamie, chce cię
      zaliczyć, mydli ci oczy. No i uwierzyłam innym. A on wtedy mówił prawdę...
      • elein Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 30.01.04, 08:37
        jezeli sie tak kochaliscie -to przeciez moglas poczekac -rozwod mozna zalatwic
        w ciagu roku i wtedy bylibyscie razem oboje juz wolni.

        a jesli mezczyzna ma zone z ktora mieszka a mydli oczy naiwnym panienkom to
        jest zwyklym .....
        • jakasik Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 30.01.04, 08:42
          Oczywiście, że mogłam poczekać. Ale zewsząd słyszałam głosy, że to niemoralne!
          Jak mogę rozbijać rodzinę. Rozwód można dostać nawet w pół roku. Tylko jest to
          trudna decyzja dla każdej ze stron. No i to dziecko, dla niego chcieli stwarzać
          pozory. Niestety, nie udało się.
          • elein Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 30.01.04, 09:08
            jakasik napisała:

            > Oczywiście, że mogłam poczekać. Ale zewsząd słyszałam głosy, że to
            niemoralne! > Jak mogę rozbijać rodzinę. Rozwód można dostać nawet w pół roku.
            Tylko jest to > trudna decyzja dla każdej ze stron. No i to dziecko, dla niego
            chcieli stwarzać> pozory. Niestety, nie udało się.

            rozwod sie bierze z zona nie z dzieckiem.
            pozory -zawsze wyjda na jaw i dziecko to czuje.

            nie mam wyrozumialosci dla zonatych ktorzy najpierw angazuja sie w nowy
            zwiazek a potem jak juz sa pewni nowej kobiety to -ewentualnie- sie rozwodza,
            przenoszac swoje rzeczy z jednedo cieplego mieszkanka do drugiego.

            na sile malzenstwa sie nie "zlepi". jezeli sie rozsypalo to lepiej sie rozwiezc
            wczesniej niz po 20 latach kiedy sie trafi nastepna "okazja" w postaci kolejnej
            zaangazowanej kochanki.

            tak ,rozwod to trudna decyzja. ale czy nie trudniej bylo Tobie zaakceptowac
            obok siebie cudzego meza? nie usprawiedliwiajmy zwyklej zdrady.





            • jakasik Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 30.01.04, 09:13
              Wybacz, ale to nie jest wątek o mnie. Więc nie mam ochoty wdawać się w dyskusje
              na mój temat.
              • elein Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 30.01.04, 09:15
                jakasik napisała:

                > Wybacz, ale to nie jest wątek o mnie. Więc nie mam ochoty wdawać się w
                dyskusje> na mój temat.

                przepraszam. ale nie mowilam o Tobie. raczej ogolnie. i troche o sobie :)
                pozdr.
      • Gość: Kuku Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: *.chello.pl 30.01.04, 08:47
        Niby tak, tylko ze w takich sytuacjach kazda mysli, ze jest ta 1, a nie 1 z
        10... To, co opisala Ela jest (wybacz Elu, prwadopodobnie uwazasz, ze to
        wyjatkowe, co was laczy, niepowtarzalne ipt. i ze nikt jeszcze tego nie
        przezywal)bbbb. typowe. Co moge poradzic Eli? Poczytaj posty nt. takich
        sytuacji, jak sie takie uklady koncza. Bedziesz wiedziec. Ze swej strony (tez
        takie cos przezywalam) wiem, ze najczesciej sa obietnice wspolnego zycia,
        plany, ale jak przychodzi co do czego, to... nagle zaczynaja narastac dziwne
        trudnosci z jego strony...
        Nie przemawia przeze mnie gorycz, bo to ja zerwalam. Jestem teraz w b.
        szczesliwym zwiazku i mam to wszystko, o czym bedac z nim moglabym tylko
        pomarzyc. Nie chce sie wdawac w szczegoly, ale nie chodzi tu o rzeczy
        materialne.
        badz ostrozna, to Ci moge doradzic. Badz madra madroscia innych kobiet, ktore
        przezywaly to miliony razy. Oczywiscie na swoj sposob, bo przeciez moze sie
        okazac, ze to Ty akurat jestes ta 1.
        Powodzenia
    • Gość: iza Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: 62.87.130.* 30.01.04, 08:45
      Wybacz, ale to jest bardzo wygodna sytuacja dla niego. Pozostawanie w takim
      związku uczy go poprostu wygody, rozleniwia. Ma żonę, dziecko,
      kochankę...Czego potrzebuje jeszcze? Jest mu źle z żoną-idzie do Ciebie. Z
      Tobą coś nie wychodzi- jest przecież żona. I tak wkoło macieju! Nie musi
      podejmować żadnych wiążących decyzji. To jest brak odpowiedzialności dla mnie!
      Nie wikłaj się w to- prędzej, czy później dostrzeżesz, że Cie zwykle
      wykorzystał!
      Pozdrawiam
    • pajdeczka Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 30.01.04, 08:52
      K........., nic więcej nie ciśnie mnie się na usta. Szkoda, że to nie chodzi o
      tę drugą mojego męza, bo dałabym ci popalić.
      • Gość: Kuku Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: *.chello.pl 30.01.04, 08:54
        "W jakimś momencie
        zaczniesz sie zastanawiac, czy skoro on raz już kogoś oszukał, nie oszukuje
        przypadkiem Ciebie". To cytacik z kogos powyzej. Bardzo, bardzo zyciowy.
      • Gość: rusałka Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: *.pl / *.one.pl 30.01.04, 11:54
        Czyżby jakiś problemik? Czyżby wywlekanie spraw prywatnych? Czyżby dlatego
        żółć sie z pajdeczki wylewa? ukryta tęsknota za 75C?
        Czyżby pajdeczkowy mąż nie mógł zniesć rezania beretu i prostackich uwag
        swojej żony?...



        Autorko wątku! lepiej daj sobie spokój, w rzaie czego to ty będziesz winna
        rozpadu Rodziny, psy na tobie beda wieszac w wyrzuty sumienia wpędzac. Jesli
        naprawde ci na nim zależy, dajcie sobie czas, poobserwuj to.I nigdy na niego
        nie naciskaj. Cokolwiek zrobi, to musi być JEGO decyzja.Bądź przygotowana na
        ewentualny brak happy-endu. Mocnych nerwów życze.pzdr
        • pajdeczka Ruchałka zrób sobie baranka 30.01.04, 14:10
          Może zaczniesz pisać sensownie.

          Gość portalu: rusałka napisał(a):

          > Czyżby jakiś problemik? Czyżby wywlekanie spraw prywatnych? Czyżby dlatego
          > żółć sie z pajdeczki wylewa? ukryta tęsknota za 75C?
          > Czyżby pajdeczkowy mąż nie mógł zniesć rezania beretu i prostackich uwag
          > swojej żony?...
          >
          >
          >
          > Autorko wątku! lepiej daj sobie spokój, w rzaie czego to ty będziesz winna
          > rozpadu Rodziny, psy na tobie beda wieszac w wyrzuty sumienia wpędzac. Jesli
          > naprawde ci na nim zależy, dajcie sobie czas, poobserwuj to.I nigdy na niego
          > nie naciskaj. Cokolwiek zrobi, to musi być JEGO decyzja.Bądź przygotowana na
          > ewentualny brak happy-endu. Mocnych nerwów życze.pzdr
    • kiitek Re: Bycie tą drugą.... nie rozumiem 30.01.04, 09:12
      Gość portalu: ela napisał(a):

      > Poradzcie mi kobitki. Pojawil sie w moim zyciu pewien mezczyzna - niestety
      > zonaty. Niestety bo ow mezczyzna wyznal mi ze sie we mnie zakochal i chce byc
      > ze mna spedzac czas i dc komus odrobine czulosci i uczucia. On ma zone i
      > dziecko, ale z teog co zdazylam sie zorientowac w jego malzenstwie cos sie
      > nie uklada. Ja jestem sama i wiem, ze godzac sie na cos miedzy nami moge
      > skrzywdzic jego zone. Ale mimo wszystko ja sie tez zaangazowalam . Prosze
      > powiedzcie czy Wam tez zdarzalo sie, ze chcieliscie bardzo ale wszystko bylo
      > przeciw wspolnym spotkaniom? jak dawalyscie sobie rade z porywem serca
      > przeciwko glosowi rosadku?

      Czy nie szanujesz siebie do tego stopnia by spotykać się z żonatym facetem?
      Przecież to jest bez sensu,godzisz się na to by być tą drugą,na drugim miejscu?
      Tylko po to by zaspokoić go fizycznie?
      Gdyby był taki zaangażowany,nie byłby już żonaty-wziąłby rozwód.
      Poza tym facet,który jest żonaty,a szuka wrażeń u innej kobiety już powinien
      być skreślony,bo potem i Ciebie zapewne tak potraktuje,
      ze znajdzie sobie nową.Facet nie jest wart tego.Zastanów się nad tym.
      • maggie-c Re: Bycie tą drugą.... nie rozumiem 30.01.04, 11:01
        no no ale wydajecie latwo sady, drogie panie!
        Po pierwsze z postu autorki wynika ze dopiero sie poznali, po drugie skad
        wiecie jakie problemy ma ten facet? Owszem w ogromnej czesci przypadkow niczym
        dobrym sie takie zwiazki nie koncza, najczesciej facet ma kochanke dla wygody,
        ale nie zawsze tak jest i czasem warto jest poczekac i zobaczyc jak sie rozwija
        sytuacja. Oczywiscie nie moze to trwac zbyt dlugo. Historyjka o tym ze powinien
        sie rozwiesc zanim zacznie szukac drugiej kobiety jest bzdura bo prakycznie
        nigdy sie tak nie dzieje z wielu powodow. To niekoniecznie musie swiadczyc o
        tym ze mezczyzna nie jest nic wart.
    • kini Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 30.01.04, 10:02
      Taki facet to ma wspaniałe życie. Prosto z łóżka kochanki do łóżka żony.
      Rewelacja, tylko pozazdroscić obrotności.
    • kini I jeszcze coś... 30.01.04, 10:07
      > On ma zone i
      > dziecko, ale z teog co zdazylam sie zorientowac w jego malzenstwie cos sie
      > nie uklada.

      Słyszałaś taką piosenkę z tekstem "że żona go nie rozumie, że wcale ze sobą nie
      śpią, ona na pamięć to umie"?
      Dziewczyno, takie teksty są tak wyświechtane, że dziwię się, że są jeszcze
      takie, co się na to łapią. No bo co ma ci powiedzieć? Prawdę? Że nie ma zamiaru
      zostawiać zony, ale chce się zabawić? Boże...

      Zapytaj go, czy bierze pod uwagę rozwód. Daję ci 99% szansy, że
      usłyszysz "nie". Oczywiście, ze względu na dziecko :)) Ha ha
      • lisbona Re: I jeszcze coś... 30.01.04, 10:33
        kini napisała:

        > No bo co ma ci powiedzieć? Prawdę? Że nie ma zamiaru
        > zostawiać zony, ale chce się zabawić? Boże...
        >

        Nie zawsze tak jest. Czasem on kocha naprawde i wcale nie chodzi o zabawienie
        sie.
        Ale nie widzi glupoty i fatalnych skutkow takiej podwojnej moralnosci. Chce byc
        niby w porzadku wobec zony i dzieci i kochanki a w efekcie robi krzywde im
        wszystkim.

        > Zapytaj go, czy bierze pod uwagę rozwód. Daję ci 99% szansy, że
        > usłyszysz "nie". Oczywiście, ze względu na dziecko :)) Ha ha

        O to nalezy zapytac. I jesli powie tak to pilnowac, zeby sie wywiazal z
        obietnicy w terminie. Nie dac sie oszukac.


    • fitit Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 30.01.04, 10:24
      Walcz o faceta. Nie poddawaj się łatwo.
      • Gość: aneta Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 30.01.04, 10:54
        Wiesz to bywa bardzo różnie...
        Ja swego czasu przeżyłam fantastyczny romans. Może jestem straszną suka, ale
        nie żałuje ani jednej chwili. Facet był przede wszystkim szczery, żonaty od 2
        lat. W miesiąc po naszej pierwszej nocy sam podjał rozmowę o rozwodzie.
        Zapytał co o tym myśle, czy dla mnie jest to tak samo poważna sprawa jak dla
        niego. To otworzyło mi oczy ( na szczęście ). Skłamałam , że dla mnie to tylko
        zabawa i odeszłam. Wiem, ze trochę późno, ale pomyślałam o jego żonie i
        dziecku. Nie byłabym w stanie później żyć z nim normalnie , wiedząc, że jego
        żona jest sama z dzieckiem. Ale pomyliłam sie - wiem od wspólnego przyjaciela
        ( który nie wie o całej sprawie ), że oni nie są szczęśliwi. Pobrali się
        właśnie ze względu na dziecko i straroświeckich rodziców. A dwa miesiace temu
        dostałam od tego faceta list. Kocha mnie i nie może zapomnieć. Ja też nie moge.
        Mam piekne wspomnienia i cieszę, się to wszystko było moim udziałem. niektórzy
        przez całe życie nie przeżywają czegoś tak pięknego i nawet nie wiedza , że
        coś takiego istnieje. Ja to przeżyłam, przez miesiąc byłam najszczęśliszą
        kobieta na planecie. i to mi wystarczy. Prawdopodobnie gdybym z nim została,
        moje wspomnienia byłyby o wiele mniej różowe. A tak nie zdążyliśmy ich zamazać
        prozą życia i została tylko tesknota, która przypomina o sobie raz na jakiś
        czas. I wtedy robi się ciepło na serduchu i świat jakis taki kolorowy...


        Nikt nie przeżyje za Ciebie życia.Jeśli zostaniesz możesz się oparzyć i bedzie
        bolało, ale z kolei jak odejdziesz to sie nigdy nie przekonasz.Nie słuchaj za
        bardzo innych - tak się niczego nie nauczysz.
        Najważniejsze, zebyś była w zgodzie sama ze soba , wtedy bedziesz szczęśliwa.
        • Gość: gosia Re: Aneta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.04, 00:20
          proza życia wcale nie musi oznaczać szarości
          w tej sytuacji nie wiem czy postąpiłaś słusznie kłamiąc że on dla Ciebie nic
          nie znaczy
          bo jeżeli on kocha Ciebie a Ty kochasz go a jego małżeństwo nie jest szcześliwe
          to i tak rozejdzie się z żoną a Wy zmarnujecie swoją miłość i zawsze będziecie
          tylko tęsknić
          a życie jest za krótkie na tęsknoty
          więc jeżeli nie jest jeszcze za późno to zmień to i żyj zgodnie ze swoimi
          uczuciami!!!!!!! a więc nie odtrącaj go kierując się jego dobrem, które wcale
          tym dobrem nie musi być
          utrzymywanie atrapy małżeństwa dla dobra dzieci , rodziny i Bóg wie kogo
          jeszcze jest bezsensem i krzywdą jaką robi się wszystkim zainteresowanym
    • Gość: Ola Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: *.96-200-80.adsl.skynet.be 30.01.04, 11:23
      Szczerze?
      Ponad rok temu poznalam mezczyzne,zonatego,bezdzietnego. Byly spotkania na
      odleglosc,rozmowy,wiadomosci tekstowe.Czulam sie wpaniale ,bylo mi dobrze i
      jednoczesnie mialam swiadomosc,ze to tylko na chwile.Niczego nie
      oczekiwalam,bo wiedzialam,ze z tego nic nie bedzie.Tak jak piszecie,ze to dla
      mezczyzny wspaniala przygoda i nic poza tym.Jednoczesnie czulam sie
      samotna /porzucona przez niedoszlego meza po 3 latach/ i bardzo potrzebowalam
      bliskosci i ciepla,dojrzenia w jego oczach zachwytu,milosci...Jakos nie
      myslalam,ze moge kogos krzywdzic.
      Niespodziewanie on poprosil zebym sie do niego wprowadzila,ze rozstal sie z
      zona. Dowiedziala sie o nas co pewnie zmusilo go do podjecia decyzji,albo ja
      albo ona.
      Wprowadzilam sie.Mieszkamy razem od lipca.Czy jestem szczesliwa?Na poczatku
      fruwalam,ale teraz zastanawiam sie czy nie za pochopnie sie zgodzilam.I nie sa
      to wyrzuty sumienia wobec tamtej kobiety. Chodzi raczej o cechy
      charakteru,przyzwyczajenia,zamilowania...Co czasem ciezko mi
      zaakceptowac.Chociaz musze przyznac,ze on sie stara,ze mu bardzo zalezy,ze
      kocha. boje sie tylko,ze mi przejdzie i to nawet szybciej niz bym sie tego
      spodziewala.Ale to juz moja "wina"ze bywam czasem kompletnie pokrecona i sama
      nie wiem czego chce!Ale to juz nie jest tematem tego watku!
      Moral?
      Nie zawsze taki mezczyzna ma ochote na "rozrywke",sa tez tacy,ktorzy traktuja
      powaznie i decyduja sie odejsc od zony,ktorzy naprawde sie angazuja.Jak we
      wszystkim nie mozna uogolniac...
      Jak sie ma odwage sprobowac,to moze warto.Tylko niestety najgorzej wobec
      dziecka...Ja na szczescie tego problemu nie mialam.
      Pozdrawiam i odwagi!
    • Gość: mila Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: *.icpnet.pl 30.01.04, 11:30
      Jak ja niecierpię bab, które uparcie pakują sie na trzeciego! Żadna z tych suk
      nie pomyśli jak może kogoś skrzywdzić. To zwykłe kur...
      • etora Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 30.01.04, 13:24
        Gość portalu: mila napisał(a):

        > Jak ja niecierpię bab, które uparcie pakują sie na trzeciego! Żadna z tych
        suk
        > nie pomyśli jak może kogoś skrzywdzić. To zwykłe kur...
        zgadzam sie z Tobą.
        Sama to przechodziłam. Swego czasu mój mąż też znalazł sobie "panią" przez
        która ja i moja córka przeszłysmy piekło.
        • Gość: Konsekwentny Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: *.tvk.torun.pl / 158.75.203.* 30.01.04, 13:31
          > > Jak ja niecierpię bab, które uparcie pakują sie na trzeciego! Żadna z tych
          > > suk nie pomyśli jak może kogoś skrzywdzić. To zwykłe kur...
          >
          > zgadzam sie z Tobą.
          > Sama to przechodziłam. Swego czasu mój mąż też znalazł sobie "panią" przez
          > która ja i moja córka przeszłysmy piekło.

          Przepraszam, jestem facetem i właściwie, poprzez szowinistyczną solidarność,
          powinienem przytaknąć powyższemu, lecz... dostrzegam tutaj wyraźną logiczną
          niekonsekwencję.

          Kobieta "pakuje się na trzeciego", ale... "w tym cały ambaraz, aby dwoje
          chciało naraz". A facet, to co? Nie ma silnej woli? Swoją Kobietę kocham, i NIE
          MA takiej, której "udałoby się wepchać na trzeciego"!

          • elein Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 30.01.04, 13:37
            Bo żony wybaczą swoim mężom bardzo dużo. Wręcz wszystko- oprócz jego chęci czy
            żądania rozwodu..
            • psychoanalityk hahaha racja n/tx 30.01.04, 14:41
        • psychoanalityk Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 30.01.04, 13:32
          etora napisała:
          > Sama to przechodziłam. Swego czasu mój mąż też znalazł sobie "panią" przez
          > która ja i moja córka przeszłysmy piekło.

          rany...
          a nie pomyslalas ze to bardziej przez szanownego mezusia przeszlas pieklo?
          • Gość: mila Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: *.icpnet.pl 30.01.04, 13:43
            A czy to ważne przez kogo bardziej? Gdyby nie było takich idiotek, to nie
            byłoby tylu tragedii rodzinnych.
            • true_oveja Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 30.01.04, 13:46
              A czy to ważne przez kogo bardziej? Gdyby nie było takich idiotek, to nie
              > byłoby tylu tragedii rodzinnych.

              jakze latwo wydawac takie sady, co? czyli to kobieta niezamezna- nasienie
              szatana winna wszystkiemu? ;)))))
              jak tu ktos wyzej napisal - facet to nie jest bezwolna zabawka...
              • Gość: mila Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: *.icpnet.pl 30.01.04, 13:53
                jakze latwo wydawac takie sady, co?
                - Owszem łatwo, jeśli się przez cos takiego przeszło.
                czyli to kobieta niezamezna - nasienie
                szatana winna wszystkiemu? ;)))))
                - Kto powiedział, że niezamężna?
                - Szatańskie nasienie - owszem, jeśli wchodzi w związek z żonatym mężczyzną.
                facet to nie jest bezwolna zabawka
                - czasami w to wątpię...
                • kini Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 30.01.04, 13:59
                  > jakze latwo wydawac takie sady, co?
                  > - Owszem łatwo, jeśli się przez cos takiego przeszło.

                  Powiedzmy, że mam podobne doświadczenie za sobą, i mimo to dalej twierdzę, że
                  wina leży po obu stronach.
                • true_oveja Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 30.01.04, 14:33
                  moja droga, a ktoz przez to NIE przeszedl? no ja nie naleze do wyjatkow a mimo
                  to nie uwazam zebysmy to my kobiety byly wszystkiemu winne.
                  ja facetow zonatych skreslam na wstepie jako obiekty moich zainteresowan. ale
                  sa jeszcze tacy ktorzy ci NIE powiedza ze maja zone, no i co wtedy? a jak juz
                  jestes zaangazowana az tu nagle ci na leb spada taka rewelacja - to jest tez
                  idiotka? ze nie byla duchem swietym, ze nie miala w glowie sensora do metali
                  szlachetnych?
                  • Gość: mila Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: *.icpnet.pl 30.01.04, 16:03
                    sa jeszcze tacy ktorzy ci NIE powiedza ze maja zone, no i co wtedy? a jak juz
                    > jestes zaangazowana az tu nagle ci na leb spada taka rewelacja - to jest tez
                    > idiotka?
                    Owszem, jest, jesli nie potrafi sie po takim wyznaniu wycofać.
                    • kini Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 30.01.04, 16:12
                      > Owszem, jest, jesli nie potrafi sie po takim wyznaniu wycofać

                      No dobrze, ale kto w tym momencie jest bardziej winny?
                      • Gość: mila Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: *.icpnet.pl 30.01.04, 16:28
                        Jeśli kochanka trwa w niewiedzy, winny jest tylko i wyłącznie facet. Ona staje
                        sie winna dopiero w momencie, kiedy dowiaduje się o małżeństwie i nie mówi
                        facetowi "dość". Chyba jasne.
                        • kini Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 30.01.04, 16:37
                          Ale na kim spoczywa WIĘKSZA wina? Takie było moje pytanie.
                          • Gość: mila Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: *.icpnet.pl 30.01.04, 16:50
                            > Owszem, jest, jesli nie potrafi sie po takim wyznaniu wycofać

                            No dobrze, ale kto w tym momencie jest bardziej winny?

                            Co konkretnie masz na mysli mówiąc "w tym momencie"? Myślałam, że chodzi o
                            sytuację, kiedy kochanka nie wie, że facet jest żonaty.

                            • kini Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 30.01.04, 17:07
                              > Co konkretnie masz na mysli mówiąc "w tym momencie"? Myślałam, że chodzi o
                              > sytuację, kiedy kochanka nie wie, że facet jest żonaty.

                              Sytuację, kiedy to mąż nakręca całą sprawę, a kochanka jest niczego
                              nieświadoma. Bo, moim zdaniem, nawet, kiedy się już dowie, że facet jest
                              żonaty, to tak czy owak, to jest JEGO wina. To ON jest odpowiedzialny za tę
                              sytuację, to on działał w złej wierze. To on poczynił kroki, żeby doprowadzić
                              do romansu. W takiej sytuacji kochanka może też być nazwana ofiarą, bo zadała
                              się z facetem myśląc, że jest wolny. A on i ją, i żonę okłamał.
                              • Gość: mila Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: *.icpnet.pl 31.01.04, 13:06
                                No to się zgadzamy.
                        • harriet_makepeace mila? a ty bylas kiedys zakochana? 02.02.04, 09:10


                          Jeśli kochanka trwa w niewiedzy, winny jest tylko i wyłącznie facet. Ona staje
                          > sie winna dopiero w momencie, kiedy dowiaduje się o małżeństwie i nie mówi
                          > facetowi "dość". Chyba jasne.


                          no i co udaloby ci sie od tak po prostu zwinac manatki i powiedziec basta -
                          juz cie nie bede kochac?
                • Gość: rusałka Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: *.pl / *.one.pl 31.01.04, 11:29
                  Gość portalu: mila napisał(a):
                  > facet to nie jest bezwolna zabawka
                  > - czasami w to wątpię...

                  Jeśli taki pech cie spotkał, to ci szczerze współczuję. może gdybys trafiła na
                  madrzejszego,nie pisałabyś takich rzeczy. Nie ma ludzi, którzy nie wiedzą co
                  robią, takich sie leczy albo zamyka.
                  A jesli traktujesz swojego faceta jak zabawkę, nic dziwnego, ze chce uciec od
                  twoich manipulacji...
                  seriali brazylijskich sie naoglądałaś?!;))))
                  • Gość: mila [...] IP: *.icpnet.pl 31.01.04, 13:20
                    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                    • Gość: rusałka Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: *.pl / *.one.pl 31.01.04, 14:09
                      a co niby mialam wyniesc? ze pełno glupich bab na świecie?
                      moze załozycie z pajdeczką Forum Bezradnych Krzykaczek? stamtąd kazda sie
                      dowie jak szybko zostac posiadaczką okazałych rogów;)))


                      Aha, przekręcanie mojego nicku jest zbyt prymitywne,żebym miala czuć sie
                      urażona. Pa!
            • kini Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 30.01.04, 13:50
              > Gdyby nie było takich idiotek, to nie
              > byłoby tylu tragedii rodzinnych.

              Sorry, ale nie zgadzam się. Obie strony odpowiadają za to w równym stopniu. A
              zwykle bardziej nawet facet, bo to on zwykle wykazuje inicjatywę.
            • Gość: gosnia MILA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.04, 12:50

              Gość portalu: mila napisał(a):

              > A czy to ważne przez kogo bardziej? Gdyby nie było takich idiotek, to nie
              > byłoby tylu tragedii rodzinnych.


              gowno prawda, gdyby faceci nie mieli potrzeby wsadzac w te idiotki nie
              ochodziliby od takich głupich bab jak ty
              • Gość: mila GOSNIA IP: *.icpnet.pl 31.01.04, 13:09
                Skoro juz jesteś taka wulgarna odpowiem Ci w twoim stylu: "jak suka nie da,
                pies nie ruszy".
              • Gość: mila Re: MILA IP: *.icpnet.pl 31.01.04, 13:26
                Wyjaśnij mi proszę, co takiego napisałam, co upoważnia Cię do nazywania mnie
                głupią. Konkretnie.
                • Gość: rusałka Re:MILA pyta dlaczego niby jest głupia. Odpowiadam IP: *.pl / *.one.pl 31.01.04, 14:26
                  Gość portalu: mila napisał(a):
                  > Wyjaśnij mi proszę, co takiego napisałam, co upoważnia Cię do nazywania mnie
                  > głupią. Konkretnie.

                  Już sie robi: popatrz na swój poprzedni post. "jak suka nie da to pies nie
                  ruszy". przecież trzeba być skonczoną idiotką żeby napisać coś takiego, tym
                  bardziej ze jest to argument którym posługują sie gwałciciele...

                  Czy twój facet naprawde jest takim prymitywem?
                  poza tym, to "mądre przysłowie" implikuje twierdzenie że "jak suka daje to
                  pies wziąć musi" (bo jest psem/bezwolną zabawką). a ja myślalam ze z internetu
                  korzystają jedynie homo sapiens...
                  • Gość: mila Re:MILA pyta dlaczego niby jest głupia. Odpowiada IP: *.icpnet.pl 31.01.04, 17:08
                    Stwierdziłaś, że jestem głupia, zanim użyłam słynnego przysłowia. Prosiłam, byś
                    odpowiedziała na moje pytanie na podstwaie wczorajszych postów. Nie upraszczaj
                    sobie zadania.

                    jest to argument którym posługują sie gwałciciele...
                    Wyobraź sobie, ze pierwszy raz zetknęłam się z tym przysłowiem na katechezie.
                    Katechetka nie była gwałcicielem.

                    poza tym, to "mądre przysłowie" implikuje twierdzenie że "jak suka daje to
                    > pies wziąć musi
                    Nie musi, ale może. Suka daje przyzwolenie, a nie nakaz.

                    a ja myślalam ze z internetu
                    > korzystają jedynie homo sapiens...
                    Sama jesteś przykładem, że tak nie jest.


                    • Gość: rusałka Na katechezie???!!! buahahahaha!! nieźle.... IP: *.pl / *.one.pl 31.01.04, 17:25

                      > Wyobraź sobie, ze pierwszy raz zetknęłam się z tym przysłowiem na katechezie

                      to, ze jakieś skrzywione krowy uczą katechezy, i potem krzywią innych, to nie
                      moja wina. poza tym to gosnia zarzucila ci glupote, ja tylko odpowiedzialam na
                      podstawie swiadectwa tej glupoty jakie dalas po chwili w poscie o zwierzątkach.

                      "Suka daje przyzwolenie, a nie nakaz."
                      no wlasnie, wiec to czy samiec skorzysta zależy chyba od JEGO woli i rozumu,
                      chyba że twój piesek nie posiada ani jednego,ani drugiego. w przeciwnym
                      wypadku musze cie zasmucic: zdradza cie świadomie. i chyba mu sie nie dziwie.
                      • Gość: kinia Re: mila, rusalka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.04, 17:47
                        panie pozwolą że się wtrocę i cos napisze z ostatnich dni swoich
                        wiec: jakis czas temu poznałam faceta i jestesmy znajomymi, on nie jest
                        usposobieniem meskiej urody a nawet daleko mu do tego ale jest miły,
                        sympatyczny i moze sie komus podobac ma zone i dziecko
                        jestesmy znajomymi i nic nas nie łączy, zreszta zawsze od początku tej
                        znajomosci mowilam mu ze moge byc tylko jego kolezanka i znajomą bez ZADNYCH
                        jakichkolwiek podtekstow erotycznych nie mowiac o czyms wiecej
                        pan ow jednak dawal mi zawsze znaki swiadczace o tym ze chetnie by sie ze mna
                        przespał, opowiadał mi o swoim nieszczesliwym malzenstwie, ze nie uklada mu sie
                        z zona, ze złapala go na dziecko, ze nie odejdzie od niej bo dla dobra dziecka
                        jest winien tkwic w tym nieszczesliwym malzenstwie, ze nie sypiaja ze sobą , ze
                        ona nie pracuje itd. itp - ja mu powiedziałam wprost ze to jego sprawy i mnie
                        to nie interesuje, w zaden sposob nie dałam odczuc ze chciałabym pomyslec nawet
                        o pojsciu do łózka - choc wystarczyłoby 1 moje słowo na jakis romans, to on
                        caly czas o to zabiega i mowi o tym a ja caly czas ustawiam go do pionu,
                        powiedziałam ze moge sie z nim spotkac, isc na piwo, czy do kina ale tylko i
                        wyłacznie jako znajoma, mało tego to on ustalac chciałby jakies bardzo poxne i
                        weekendowe terminy spotkan a ja mowie ze o tej porze i tego dnia powinien byc
                        w domu z zona i dzieckiem - a on mi na to - nie przejmuj sie o mnie, ja swoja
                        zone wychowałem ze moge wracac pozno ona wie ze moja praca tego wymaga itd.
                        ja powiedziałam ze miło mi ze stanowic moge dla niego tak wazny kontrakt
                        zawodowy ale nie jestem osoba ktora chce robic komus swinstwa wiec nie
                        kwestriunuje jego zycia, ze moze byc nieszczesliwy itd,. ale ze to on powinien
                        cos z tym zrobic a nie zachowywac sie jak dwulicowy dupek bez jaj
                        malo tego jak zona wyjechała do tesciowej sam zapraszał mnie do domu
                        swojego !!! na kawe itd. - a to był początek naszej znajomosci
                        nie skorzystalam oczywiscie i powiedziałam mu ze nie jestem jego dlugoletnia
                        kolezanką zeby chodzic do niego do domu pod nieobecnosc jego zony i ze anwet
                        gdyby do niczego nie doszło to to dosc niezręczna sytuacja - on mi na to
                        odpowiedział - przeciez cie nie zgwałce!!!:))))))) i nie widział w tym nic
                        niestosowneg0
                        mowie o tym, ze wystarczyłoby 1 moje słowo na romans i uwazam ze wine ponosi tu
                        on
                        a skoro ja mowie NIE bo uwazam ze to nie wporządku on ostanio zadał mi pytanie -
                        dlaczego nie lubię meżczyzn i czy nie jestem lesbijką:))))))))))))!!!!!!!!!
                        wtedy powiedziałam mu co o tym myslę, i ze powinien byc na tyle fair w stosunku
                        do swojej slubnej zeby nie chciec robic tego na jej własnym łózku pod jej
                        nieobecnosc i ze ja nie jestem kobieta ktora robi innym to co mi nie mile a
                        głownie ze to on powinien wiedziec czego chce i sie na to zdecydowac a nie
                        chciec zachowac cieple obiadki a jednoczesnie kilka dup,- wiec sie na mnie
                        obrazil i pewnie załozył ze jestem lesba małonowoczesną itd.
                        chodzi mi o to ze gdybym poznała faceta i poczuła cos do niego trudno byłoby mi
                        odmawiac wejscia w romans na tak usilne zaproszenia z jego strony, wiec nie
                        dziwie sie paniom ktore mowią tak
                        poza tym to tez zalezy od naszego podejscia do tematu, ja nawet gdybym sie
                        zakochała powiedziałabym facetowi który tak postepuje co o tym mysle (ale
                        jezeli bym o tym wiedziała) zas jezeli byłby bardziej mydlący oczy i płakał
                        jaki jest nieszczesliwy i jaka ta zona jest suka to nawet nie mogłabym mieć
                        swiadomosci oceny tego - w tym naszym przypadku na początku traktował mnie jak
                        znajomą więc moze był bardziej szczery
                        ale tez PODSUMOWUJAC CHODZI MI O TO ZE TAK NAPRAWDE TO JEST JEGO INICJATYWA,
                        TEKSTY, ZAPROSZENIA ITD> wiec nie winmy za to tylko pan
                        bo faceci są za takie sytuacje w duzej mierze odpowiedzialni a zdradzane panie
                        w duzej mierze potępiają za to właśnie kobiety, z którymi ten mąż je zdradza
                        • kini Kinia 02.02.04, 09:05
                          Absolutnie się zgadzam. Jeśli facetowi jest tak bardzo źle z żoną, to droga
                          wolna. Niech od niej odejdzie. A dopiero POTEM niech się zabiera za nowe
                          znajomości.
                          Zachowanie twojego znajomego po prostu mnie mierzi.
                      • Gość: mila Re: Na katechezie???!!! buahahahaha!! nieźle.... IP: *.icpnet.pl 31.01.04, 17:48
                        poza tym, to "mądre przysłowie" implikuje twierdzenie że "jak suka daje to
                        pies wziąć musi"
                        Suka daje przyzwolenie, a nie nakaz."
                        > no wlasnie, wiec to czy samiec skorzysta zależy chyba od JEGO woli i rozumu,

                        no to zdecyduj się, bo sama sobie teraz zaprzeczasz.

                        skrzywione krowy uczą katechezy
                        Pozwól, że tego nie skomentuję.

                        I powiedz mi jeszcze jedno: dlaczego tak bronisz kochanek? To, że sama nią
                        jesteś, nie znaczy, że kiedys nie zmienisz o tej instytucji zdania. Nie wyrażaj
                        się tak radykalnie, bo (skoro już jesteśmy przy zwierzatkach:))podobno tylko
                        krowa nie zmienia poglądów.
                        Wyobraź sobie, że byłam kiedyś kochanką żonatego. Kiedyś młoda i głupia. Nie
                        rozpadła sie przez mnie rodzina, która już i tak była w rozkładzie (separacja),
                        nie płakały przeze mnie dorosłe juz dzieci, nikt się o niczym nie dowiedział.
                        Ale do tej pory czasami się sobą brzydzę...

                        A teraz gromy sypcie sie na mnie z jasnego nieba:))

                        • Gość: kinia Re: Na katechezie???!!! buahahahaha!! nieźle.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.04, 17:55
                          mila, dlaczego sie brzydzisz siebie skoro on nikogo nie zdradzał? bo był w
                          separacji
                        • Gość: Lena do mili IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.02.04, 16:36
                          To zaskakujace co napisze do ciebie, ale czuje ze jest w tobie duzo zlosci i
                          nienawisci,agresja ktora prezentujesz nie przystoi kobiecie, zonie i
                          matce.Siedzi w Tobie niechec do kobiet, ktore kochaja i sa kochane,spojrz na
                          siebie moze ty popelniasz bledy, ktorych nie widzisz, ale zauwazyl je twoj maz
                          i zaczal sobie szukac ciepla i spokoju u boku innej.
                          Musisz zrozumiec jedno, ze kochajacy maz,ojciec,opiekun rodziny nigdy nie
                          posunie sie do zdrady gdy ma w domu cudowna rodzinna atmosfere, kochajaca
                          zone,udane dzieci i stabilizacje.
                          Swoja wsciekloscia daleko nie zajedziesz, z wlasnego meza zrobisz sobie wroga,a
                          On jak bedzie chcial to bedzie klamal, oszukiwal.Poza tym spojrzec trzeba na
                          faceta z innej strony,On ma uczucia i umie kochac i moze wlasnie spotkal na
                          swej drodze milosc swojego zycia, moze dopiero dorosl do prawdziwego uczucia.
                          Mam na mysli romans w ktorym najwazniejsze sa uczucia, nie pisze tu o skoku w
                          bok jednorazowym.
                          Forum jest nie po to zeby sie klocic i wyzywac, ale zeby sobie nawzajem pomoc i
                          znalesc jakies sensowne rozwiazania problemu zdradzonych zon,kochanek,
                          kochankow.Nalezy spojrzec obiektywnie na wszystkie strony medalu, a nie patrzec
                          egoistycznie i winic caly swiat za swoje niepowodzenia w zyciu.
                          Zrozumienie drugiego czlowieka uczy nas pokory.
                          • maggie-c Re: do mili 04.02.04, 18:42
                            Lena, bardzo podoba mi sie to co napisalas. Wszystko prawda.
                            milego wieczora!
          • etora Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 31.01.04, 12:02
            psychoanalityk napisał:

            > etora napisała:
            > > Sama to przechodziłam. Swego czasu mój mąż też znalazł sobie "panią" przez
            >
            > > która ja i moja córka przeszłysmy piekło.
            >
            > rany...
            > a nie pomyslalas ze to bardziej przez szanownego mezusia przeszlas pieklo?
            zgadzam sie z Tobą Przeszłam piekło przez męża i tą panią. Ale bardziej żal
            miałam do tej pani.
            Dlaczego? Bo ona była głównym prowodyrem awantur jakie robił w domu mój mąż. To
            on zostawił mnie i córkę, wyprowadził sie dla tej zdziry z domu. Wpadał
            cyklicznie do domu tylko po to, żeby wyładowac na nas swoje problemy. A moje
            dziecko wciaż powtarzało, że nie zasłuzyło na takie dzieciństwo.
            • Gość: gosnia Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.04, 12:55
              zal miałas do tej pani ale to mąż odszedł i to on okazał sie idiotą
              nie win jakiejś baby za to ze zwiazałas sie z kretynem bez jaj dajacym sobą
              manipulowac
              a skoro odszedł to trzeba było zamknąć za nim drzwi a nie pozwalac mu wpadac do
              domu
              • Gość: ola Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: *.icpnet.pl 31.01.04, 17:18
                Czyli obwiniać można jedynie za pozwalanie sobą manipulować, a samo
                manipulowanie to żadna przewina?
                Nie jest tak łatwo zamykac ostatecznie drzwi, zwłaszcza jeśli ma się dzieci i
                jeśli kocha się drania, mimo wszystko.
                • Gość: kinia Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.04, 18:01
                  myślę, ze manipulowanie to też jakas wina ale tak jak to tu napisał pewien
                  facet - ze ma kobietę, którą kocha i ze zadnej trzeciej nie dałby sie
                  zmanipulowac, więc to może o to chodzi, jezeli facet kocha naprawde kobiete i
                  chce z nią być to zadna inna nawet gdyby mu usiadła na łbie nie bedzie w stanie
                  go zmanipulować
                  zas moj znajomy facet wczoraj mi właśnie powiedział - "przecież wiesz ze mimo
                  tego ze mozna poznac i znac i miec wiele kobiet tak naprawde trudno jest
                  znaleźć i wybrać osobę dla siebie właściwą i wyjątkową i że jeżeli sie już ją
                  ma to trzeba robić wszystko żeby to utrzymac i ze wtedy przeciez nie bedziesz
                  myslala o zdradzie wiedzac ze mozesz stracic kogos kto jest dla ciebie tak
                  wazny ze drugiej takiej osoby nie łatwo spotkać" - i myślę, że miał rację

                  a co do pan otwierających drzwi - to właśnie są sobie same winne, wiadomo że w
                  przypadku dzieci to trudne ale mozna ustalic granice, jezeli same wpuszczaja
                  potem tego supermana do swojego lózka wybaczają itd. to niech sie nie dziwia ze
                  wraca i odchodzi i traktuje gorzej niz szmate bo sobie same na to pozwalają

        • jakasik Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 30.01.04, 13:48
          A mężuś biedny ubezwłasnowolniony? Nie wiedział co robi? To biedna ta "pani" a
          nie Ty! Ty masz przynajmniej święty spokój!
        • Gość: mamamagdy Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: *.w80-13.abo.wanadoo.fr 03.02.04, 21:56
          Gość portalu: mila napisał(a):
          >
          > > Jak ja niecierpię bab, które uparcie pakują sie na trzeciego! Żadna z tych
          >
          > suk
          > > nie pomyśli jak może kogoś skrzywdzić. To zwykłe kur...
          > zgadzam sie z Tobą.
          > Sama to przechodziłam. Swego czasu mój mąż też znalazł sobie "panią" przez
          > która ja i moja córka przeszłysmy piekło.

          A mezulo byl oczywiscie calkowicie niewinny? I owo pieklo wylacznie przez owa
          k...e spowodowane?

      • Gość: gosia Re MILA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.04, 00:26
        faceci mają tez swoją wolę i mózg więc to nie tylko kobieta ponosi winę za to
        ze on jej wsadza
        zarówno ona jak i on ponoszą odpowiedzialnośc za siebie i gdyby mój mąż mnie
        zdradzał nie miałabym pretensji tylko do kobiety z którą to robi ale zarówno do
        niej jak i do niego
        poza tym ludzie się rozchodzą i czasami podejmują błędne decyzje nawet
        dotyczące ślubu więc nazywanie kobiet które mogły na swojej drodze spotkac i
        zakochac sie w zonatym kur***i nie jest wcale na miejscu
        w takim razie pomysl nad epitetem dla pana
    • Gość: adco studzic!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.04, 14:05
      posluchaj rozsadku - gdy teraz posluchasz - on troche sie "pobawi", ale nie
      licz na to, ze bedzie rzucal rodzine - gdy posluchasz teraz serca, zostanie
      ono zlamane a na sluchanie rozsadku bedzie juz za pozno - pozostanie straszna
      pustka i bol... teraz moze czarowac, obiecywac - ale spojrz na to troche
      chlodno - jesli mozesz - czy aby na pewno nie ma zadnych symptomow, ze to
      tylko slowa? ze zyjesz jakas uluda, obrazem ktory sobie stwarzasz...? jesli
      dostrzezesz choc jedna mala ryse - zakoncz to jak tylko szybko mozesz...
      natychnmiast!
    • Gość: kalina Re: A tak to widzą faceci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.04, 14:31
      Oto wypowiedź faceta. Przeczytaj i pomyśl
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=150&w=10068614&a=10090807
    • Gość: zblakanadusza Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: *.rpo.loc / 217.153.30.* 30.01.04, 15:25
      A ja Ci powiem tyle. Jestem porzuconą kochanką (przeczytaj wątek Beznadziejna
      kretynka ze mnie...) On dla mnie nie porzucił żony, zrobił to dla innej.

      Ale tą inną też zdradził I to w niecały rok po poznaniu! Nie ma znaczenia że
      zrobił to po alkoholu. Raz zrobił, zrobi następny raz.

      I myślisz, że co mi mówił, kiedy szliśmy do łóżka? Mówił, że nie może o mnie
      zapomnieć, że tęsknił, że mu się nie układa w nowym związku, że jest
      nieszczęśliwy itp. Bzdury gadał- ja to teraz wiem, wtedy właściwie też coś mi
      to podpowiadało. To tylko słowa... Powiedzieć można wszystko. Popatrz na czyny.
      Obiektywnie. a kiedy już podejmiesz decyzję bądź konsekwentna. Nie pozwalaj
      sobie na rozstania i powroty, nie daj się zwieść żadnym słówkom. Bo stracisz
      szacunek do siebie tak jak ja straciłam. Liczą się czyny i tylko one.


    • Gość: t Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.04, 16:13
      nie mam żadnych rad
    • zuzka111 Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 31.01.04, 09:55
      > Poradzcie mi kobitki. Pojawil sie w moim zyciu pewien mezczyzna - niestety
      > zonaty. Niestety bo ow mezczyzna wyznal mi ze sie we mnie zakochal i chce byc
      > ze mna spedzac czas i dc komus odrobine czulosci i uczucia.

      nie wiem jak długa jest ta znajomość, ale zastanów się nad ewentualnością, że
      facet mówi to kilkanaście razy w roku ;)
      nie chce Tobie dać ciepła, lecz sobie uprzyjemnić monotonię życia.

      On ma zone i
      > dziecko, ale z teog co zdazylam sie zorientowac w jego malzenstwie cos sie
      > nie uklada.

      każdemu, który szuka przygody akurat się nie układa, gadka jak gadka...

      Ja jestem sama i wiem, ze godzac sie na cos miedzy nami moge
      > skrzywdzic jego zone. Ale mimo wszystko ja sie tez zaangazowalam . Prosze
      > powiedzcie czy Wam tez zdarzalo sie, ze chcieliscie bardzo ale wszystko bylo
      > przeciw wspolnym spotkaniom? jak dawalyscie sobie rade z porywem serca
      > przeciwko glosowi rosadku?

      coś między wami to może być wyłącznie trochę seksu bez zobowiązań i tak to
      potraktuj. kilka spotkań i koniec.
      nie angażuj się, nie zakochaj. Zabaw się i zapomnij.
    • etora Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 31.01.04, 12:31
      "bo do tanga trzeba dwojga" zgadzam się z tym. mój mąz tez nie jest bez winy,
      ale bardziej winię ta panią. od samego początku wiedziała,że jestem ja i
      dziecko. co widac w niczym jej nie przeszkadzało. szła do celu po trupach!!!
      zawsze myslałam, ze kurwa to zawód ale kurwa to charakter i tej wersji bede
      trzymac się do konca.
      • Gość: mila Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: *.icpnet.pl 31.01.04, 13:17
        Zgadzam się z Toba absolutnie. Również nie zmienię zdania.
        • piega97 Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 01.02.04, 15:01
          Bogumiła Wander czekała na swojego kapitana 20 lat i się doczekała:
          EUROPEJSKA WYŻSZA SZKOŁA PRAWA I ADMINISTRACJI i SPORTS TOURIST sp. z o.o.
          oraz Kapitan KRZYSZTOF BARANOWSKI i BOGUMIŁA WANDER zapraszają do udziału
          w rejsach ...
          www.mondialtours.com.pl/last_nowa_szkola.html
    • leila10 Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 02.02.04, 01:05
      pokusa jest wielka.Ale jesli niejest zapozno to zrezygnoj.Potem bedzie coraz
      trodniej.I bedziesz mialas piekne chwile ale czasem bedziesz czula sie gorzej
      niz w samotnosci.A skoro on chce z toba byc to niech sie rozwiedzie.Nie potem
      nie bo dziecko.Ma sie rozwiesc bo jest mu zle a nie bo poznal ciebie.Dla
      siebie!Nie by z toba byc!Niewiez w obietnice-im wiecej tylko mowi-krzywdzi
      ciebie!Zycze mocnej woli!
    • lisbona Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 02.02.04, 08:54
      Gość portalu: kinia napisał(a):

      > a co do pan otwierających drzwi - to właśnie są sobie same winne, wiadomo że
      w > przypadku dzieci to trudne ale mozna ustalic granice, jezeli same
      >wpuszczaja > potem tego supermana do swojego lózka wybaczają itd. to niech sie
      >nie dziwia z> wraca i odchodzi i traktuje gorzej niz szmate bo sobie same na
      >to pozwalają
      >

      wlasnie. żony na ogol nie widza żadnej swojej winy. przyjmuja zdradzajacego na
      prawo i lewo meza z powrotem jesli tylko zechce wrocic, szantazuja dziecmi,
      przymykaja oczy na zdrady i udaja ze nie ma zadnego problemu w ich malzenstwie-
      zeby tylko utrzymac wygodny status guo..
      Jesli mimo to maz zazada rozwodu to wtedy zaczynaja "obrabiac mu tylek" wsrod
      wszystkich znajomych (tak jakby to dopiero wtedy sie nagle zmienil).
      A najwieksza wine oczywiscie zrzuca na tę druga kobiete, ktorej nawet nie znaja
      i o ktorej nic jeszcze nie wiedza - kurwe, zdzire, itd.
      Ale - jesli maz zrezygnuje jednak z pozwu rozwodowego - to znow go przyjma i
      wpuszcza do lozka i beda odgrywac udana rodzine.
      Oczywiscie mezowi- zwyklemu dupkowi bez charakteru-wybacza.
      Nie wybacza tylko jego kochance i przy kazdej okazji zatruja jej zycie i
      postaraja sie by jej otoczenie dowiedzialo sie o tym jaka jest kurwą.

      Wiec- szanowna autorko wątku- jesli taki rozwoj Twojej znajomosci Cie
      interesuje to kontynuluj ją w niezmienionej postaci.
      Ale jesli chcialabys inaczej- to albo sie wycofaj, albo porozmawiaj z tym swoim
      panem kiedy zamierza sie rozwiazc. I pilnuj terminu.



    • Gość: ela Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 02.02.04, 20:06
      Witajcie, po dlugim czasie moglam przeczytac Wasze wypowiedzi, za ktore
      serdecznie dziekuje. szczerze mowiac nie spodziewalam sie, ze odzew bedzie tak
      duzy i ze to wlasciwie wazny problem. Dalyscie mi bardzo duzo do myslenia z
      racji tego, ze rady byly i w jedna i w druga strone. Obecnie starams ie jak
      najbardziej trzymac na odleglosc - chyba wlasnie dlatego zeby samej sie nie
      zaangazowac i aby potem nei cierpiec. Wlasciwie dopiero teraz zaczelam myslec,
      ze to wcale nie musi byc milosc, a tylko chec zaliczenia panienki na boku - ale
      wiem, ze krzywdze go mowiac o nim w ten sposob, bo to naprawde bardzo
      kulturalny i inteligentny i dobry czlowiek. Chyba faktycznie troszke go
      usprawiedliwialam tym, ze mu sie w malzenstwie nie uklada - to jednak wcale nie
      musi byc przyczyna by szukac kogos nowego. I wlasnie dlatego, ze nie chce
      nikogo skrzywdzic bede tryzmac sie z boku - wczesniej nigdy miedzy nami nie
      doszlo do zadnych zblizen ani niczego co do tego doprowadza. Dazymy sie ogromna
      sympatia (oczywsicie nie tylko kolezenska) ale jednak postaram sie trzymac z
      boku, tak by nie krzywdzic ani jego rodziny ani jego samego ani nawet samej
      mnie. Juz teraz czuje, ze staje sie bardziej zazdrosna, ze wiecej mysle i ze
      wiecej czuje. Ale nei moge do tego dopuscic - choc tak b_a_r_d_z_o mi zalezy.
      Dziekuej jeszcze raz za posty pozdrawaim i zycze powodzenia zyciu osobistym.
      Buziaki
      • bilala Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 04.02.04, 11:22
        Padło tu sporo przykrych słów dotyczących osób, które wdają się w związki z
        mężczyznami żonatymi i dzieciatymi, w większości słusznych, ale... należy
        pamiętać o tym, że wobec żony i zwłaszcza dzieci obowiązki ma ich mąż i ojciec,
        a nie obca im osoba, to on zatem będzie tym, kto wyrządzi im krzywdę.
        Oczywiście, ta osoba, która bierze w tym udział, nie może sobie powiedzieć po
        prostu, że to nie jej wina (najczęściej zresztą doskonale zdaje sobie z tego
        sprawę, że moralnie jest nie w porządku i dlatego pisze takie prośby o radę -
        usiłuje znależć dla siebie usprawiedliwienie, wytłumaczenie, poparcie... a to
        wszystko i tak na nic, bo kac zostanie na długie lata).
      • Gość: mila Re: Bycie tą drugą.... Co robic? IP: *.icpnet.pl 04.02.04, 17:34
        Dzielna dziewczyna:)) Jestem z Tobą. Pozdrawiam
    • jaga39 Re: Bycie tą drugą.... Co robic? 04.02.04, 18:59
      Faceci zawsze mówią, że im się nie układa, że żona ich nie rozumie itd. A jak
      go zapytasz czy się rozwiedzie, on ci powie że chciałby ale nie może ze
      względu na dziecko. Nie bądź głupia, zaangażujesz się w związek bez
      przyszłości a po kilku latach on będzie się zastanawiał "co zrobić z
      kochanką", tak jak pewien facet na tym forum. A tobie lat nie ubywa...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka