histeriqueando
01.02.04, 20:55
Drodzy Forumowicze,
przepraszam z góry za, może zbyt pretensjonalny i niezupełnie adekwatny tytuł
wątku, ale czuję się tak, jakbym ocalała ze stosu albo jakby moja matka
dokonała samospalenia na moich oczach, samospalenia naszej miłości, tego, co
nas łączyło, wszystkiego słowem....
Dzisiaj od członkini mojej rodziny dowiedziałam się, że moja matka prowadziła
bardzo rozwiązłe życie intymne przed wyjściem za mojego ojca, że nie jestem
jej pierwszym dzieckiem, że miałąbym kilkoro rodzeństwa, gdyby ona nie
dokonała aborcji, że miała długotrwały romans z jakims facetem z innego
miasta gdy ja miałam od kilku do kilkunastu lat...stad ta jej nieobecność
duchowa i emocjonalna, która pogłębiła się, gdy tamten ją rzucił, bo jego
żona spodziewała się ich dziecka...pamiętam te jej rozliczne wyjazdy na
delegacje, które były schadzkami w jakichś hotelach i maratonem seksualnym...
a ja tak jej potrzebowałam...ona tymczasem myślała tylko o sobie...