lelabo
04.01.10, 12:07
Ostatni tydzień mieliśmy u siebie gości. Dwie pary i jedna
koleżanka. Wszystko, wbrew wcześniejszym obawom, przebiegało
bezproblemowo. Ludzie, szczególnie dziewczyny, się zaprzyjaźnili i
było sympatycznie. Z jednym małym ale...
Nasi goście postanowili potraktować nasze mieszkanie jak hotel. Jest
kuchnia? O wspaniale, to niech każdy gotuje sobie to na co ma
ochotę. Jest wanna z jacuzzi w łazience? O wspaniale, nareszcie
okazja do długich kąpieli z hydromasażem. Wychodzimy na miasto? Mnie
się nie chce, ja sobie zostanę, skoro jest darmowy internet.
Efekt? Wyjechali wczoraj z samego rana, a my do późnego wieczora
zajmowaliśmy się doprowadzaniem mieszkania do stanu używalności dla
nas dwojga. Nie wliczam w to niestety strat fizycznych (wyrwana z
jednej strony framuga drzwi i zerwana jedna listewka przypodłogowa),
którymi dzisiaj ma się zająć mój partner. Powyższe uszkodzenia
powstały co prawda w sposób niezamierzony, ale czy naprawdę grupa
dorosłych ludzi nie jest w stanie dołożyć wszelkich starań aby w
ciągu 5 dni nie zdewastować mieszkania swoim gospodarzom?
Ciekawa jestem waszego punktu widzenia, bo tak zaczęłam się
zastanawiać czy to ze mną jest coś nie tak, czy jednak z nimi. Moi
rodzice mnie całe życie uczyli, że cudza własność jest święta i
jeśli ktoś użycza mi swojej własności mam się z nią obchodzić jak z
jajkiem. Czy to mieszkanie, czy książka, czy inna rzecz mogąca mieć
wartość choćby sentymentalną. I tego się trzymam. Oczywiście,
czasami wypadki się zdarzają, ale szczerze przyznam, że u moich
gości nie widziałam dołożonych starań aby pozostawić mieszkanie w
takim samym stanie w jakim je zastali. Nie mówiąc już o tym, że nikt
nie pomyślał nawet o finansowej rekompensacie za zniszczenia,
usłyszałam tylko, że "to i tak było klejone, więc przyklei się
jeszcze raz".
Dodam jeszcze, że na początku ich wizyty próbowałam to jakoś ogarnąć
i sama zajmować się kuchnią, sprzątać na bieżąco, ale ostatecznie
odpuściłam, bo ciągle ktoś na coś narzekał.
Ciekawa jestem waszych opinii. Zaprosilibyście takich gości ponownie
zgodnie z zasadą, że "gość w dom, Bóg w dom" i udawali, że nic się
nie stało (a może naprawdę sie nic nie stało??), czy jednak też
uważacie, jak ja, że cudzą własność należy szanować, za wyrządzone
szkody chociaż zaproponować rekompensatę i planować czas wspólnie z
gospodarzami, a nie jak w hotelu, że każdy chodzi swoimi ścieżkami i
jeden wychodzi skoro świt, a drugi zwleka do obiadu, a jeszcze inny
wykorzystuje czas ich nieobecności na nieskrępowane czatowanie
przez "darmowy" internet.