Gość: taka jak Ty
IP: 217.153.60.*
06.02.04, 15:08
Tak się składa, że ja też jestem jedną z tych samotnych. Wiem,
że jest ich dużo, albo trwają w związkach, które nie prowadzą do
niczego dobrego albo są to tzw pseudozwiązki, które powodują
smutek i cierpienie. Gdy się tylko czeka na telefon, albo
nieśmiale proponuje spotkanie. Ja też nie potrafię żyć sama.
Cały czas moje samopoczucie jest albo na zerze albo na minusie.
Mam równiez bardzo satysfakcjonującą pracę, ale cóż mi z tego,
gdy przychodzą wieczory, najgorsze są te piatkowo, sobotnio-
niedzielne. Można szału dostać. Ciesze się,że mam jeszcze swoje
koleżanki, 2 sprawdzone, z którymi mogę zawsze porozmawiać,
popłakać, wyżalić się. Wiem, jak to boli, bo nieraz wracam
samochodem do domu i po prostu płaczę sobie, i nie obchodzi
mnie, że inni patrzą. Mam to gdzieś. Ja już mam tego dosyć. Chce
być z kimś, do kogoś się przytulać, dzielić radości i troski.
Wykorzystać te młode lata, gdy akurat nie mam jeszcze dzieci, by
być z kimś i cieszyć się każdą spędzoną wspólnie chwilą, by
organizować wycieczki, spacery, spotkania, kolacje i nie wiem,
co jeszcze. Ale niestety moja połówka nie jest gotowa na związek
i odeszła sobie, mimo że ma 29 lat, ja 25. On jeszcze nie wie,
czy chce czy nie, a podobno jestem wspaniałą kobietą, taką dla
Niego. Tylko dlaczego nie ma Go przy mnie, dlaczego jestem sama?
Nie mogę się niestety otrząsnąć i trwa to już prawie rok. Jeśli
nie On (bo to może nie to, nie ten), to gdzie jest ten MÓJ? Jak
długo będę jeszcze żyć sama i czekać?