fraje
17.02.10, 20:26
Witam!
Poczytuję Wasze posty, ale pierwszy raz piszę…
Potrzebuję rady: co zrobić, żeby oderwać się w zdrowy i
konstruktywny (i najchętniej szybki) sposób od miłości do faceta.
Rozstaliśmy się po 5 latach.
To było spotkanie dwóch różnych charakterów, dwóch kompletnie
różnych podejść do życia, dwóch osób z całkowicie odmiennych
środowisk i z krańcowo innym doświadczeniem życiowym. Spotkanie
osoby zdecydowanej i pewnej siebie i skrajnie optymistycznej (on)
oraz zahukanej, bez świadomości własnej wartości, z lękami przed
zmianami i spojrzeniem szaroburym na świat (ja). Spotkanie nierówne:
ja czułam wewnętrzną potrzebę i dlatego zainwestowałam w tą
znajomość wszystkie me myśli, siły, uczucia, on dawca i biorca w
jednym, ale stawiający na pierwszym miejscu siebie i swoje
przyjemności.
Wymieszaliśmy energię, wiedzę i skorzystaliśmy nawzajem z
doświadczeń – mnóstwo radości i ciepła i zmian w nas, w tym wiele z
nich na tzw. lepsze. Było cudownie! Naprawdę!
Czas przyniósł sprokurowane przez nas trudności - pojawiły się
trudności finansowe, coraz trudniej mi przychodziło znoszenie mej
pracy, coraz mniej radości w nas, coraz mniej rzeczy razem
robiliśmy, coraz mniej czasu ze sobą spędzaliśmy, coraz mniej
wsparcia sobie nawzajem dawaliśmy, coraz mniej ciepła, coraz mniej
chętnie wracaliśmy do domu, bo w nim ta druga osoba, coraz mniej
rozmawialiśmy (ja już tylko mogłam o tym jak beznadziejnie jest w
mojej pracy…) no i no i w końcu decyzja i akcja.
Wyjechałam, po 2 tygodniach wróciłam po resztę rzeczy. Możecie
pewnie sobie wyobrazić jak się poczułam, gdy przeglądałam szafki
sprawdzając czy wszystko wzięłam, znalazłam dezodorant… nie mój
dezodorant. I te wieczorne smsy… Wiem, wiem – rozstaliśmy się. Dla
mnie to była bardzo ważna znajomości i bardzo zabolało! Jakby minęło
pół roku to może mniej niefajnie bym się poczuła, a może trzeba by
roku, a to 2 tygodnie… Może… Ale dzięki temu fragmenciki klapek,
które jednak mi zostały na oczach, odpaść szybciutko musiały…
Wątpliwości co do słuszności działań jakby mniej!;)
Paradoks polega na tym, że mimo że wiem, że nie chcę już z nim być
(chociaż jest świetnym gościem), ale nadal jest we mnie mnóstwo
miłości do niego i ciepła dla niego i ogromna chęć, żeby go
wspierać, chronić i pomagać. Wiem również, że nie powinnam ze
względu na siebie, na moje dobro uczestniczyć w jego życiu. Teraz
jest mój czas, czas zadbania o siebie, czas walki o to, co dla mnie
najważniejsze i najlepsze...
I teraz wracam do prośby o radę: jak w sposób konstruktywny i zdrowy
przestać kochać faceta. A może inaczej: jak się doprowadzić do tego,
że skupiam się na sobie, a nie na nim.
Dziękuję za wszystkie dobre rady;)