Dodaj do ulubionych

Z obserwacji forum

12.03.10, 17:16
tak mi się nasunęło:)

nie umiem pojąc dlaczego ak jest, ale jest :) Jak jakas dziewczyna
pisze np. ze facet nie spelnia jej oczekiwań: skąpiec, nierób, głąb
i inne takie, to zwykle dostaje odp. ze wiedziała w co sie pakuje i
w sumie racja.

Ale jesli toczy się rozmowa o kryteriach doboru faceta, to o ile
jakas ujawnia te wymagania ma spore szanse dowiedzieć się, ze jst:
za bardzo wymagająca, przesadza, jest materialstka, jest zarozumala,
ma się za nie wiadomo kogo itp.

Dla mnie to dziwne, przyznam. Chyba lepiej wiedziec, czego się chce
i nie wchodzic w blisie relacje z kimś, kto nam nie dpowiada. Szkoda
czasu, energii i emocji z obu stron, nz potem "płakac", ze gosc np.
maminsynek i nie chce sie zmienic?
Obserwuj wątek
    • sid.leniwiec Re: Z obserwacji forum 12.03.10, 17:21
      Ale zauważ, że w drugim przypadku częściej takie opinie wyrażają głównie
      faceci.:) Tzn. o tych kryteriach niby wymagającej księżniczki.
      • kora3 Re: Z obserwacji forum 12.03.10, 17:35
        sid.leniwiec napisała:

        > Ale zauważ, że w drugim przypadku częściej takie opinie wyrażają
        głównie
        > faceci.:) Tzn. o tych kryteriach niby wymagającej księżniczki.

        no owszem, zapomnialam o tym dopisać :) ale to fakt.
        • dystansownik Re: Z obserwacji forum 12.03.10, 17:45
          W przypadku wymagań księżniczek chodzi też raczej o wyidealizowanie cech do
          poziomu praktycznie niespotykanego w społeczeństwie lub ograniczonego do małego
          procenta męskiej populacji.
          • kora3 Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 12.03.10, 17:55
            dystansownik napisał:

            > W przypadku wymagań księżniczek chodzi też raczej o
            wyidealizowanie cech do
            > poziomu praktycznie niespotykanego w społeczeństwie lub
            ograniczonego do małego
            > procenta męskiej populacji
            .

            w tym co napisales. Rzecz w tym, ze ktutykowane sa calkiem normalne
            wymagania, jako niebotyczne:)
            Jasne,ze jesli kobieta pisze - wyolbrzymie teraz celowo:), ze facet
            ma vyc:
            - multimilionerem
            - noblistą
            - wygladac jak mister świata
            itp. to pewnie,ze to budzi usmiech politowania.
            Ale wymieniane tu wymagania są raczej zwyczajne:
            - ma być przystojny - czytaj JEJ sie podobac
            - niglupi - czytaj - w zaleznosci od potencjału intelektualnego
            babki, nie byc głupszy od niej
            - miec ustabilizowaną sytuacje materialną i zawodową pozwalająca na
            normalne życie - na ogół. To sa wg Ciebie jakies wygórowane
            wymagania?:)
            • dystansownik Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 12.03.10, 20:41
              Masz rację w tym co piszesz. Tylko trzeba wziąć kilka kwestii pod uwagę tutaj.
              Zacznę może od tego, że te "standardowe" wymagania, czyli przystojny,
              inteligentny i zaradny (do tych trzech cech można to sprowadzić), są bardzo
              często spotykane jako cechy wśród facetów, więc teoretycznie nie powinno być
              problemów ze znalezieniem takiego, który je spełni.
              Problem pojawia się w tym co Ty poniekąd też opisujesz, czyli w indywidualnej
              ocenie kobiety. Ma się JEJ podobać, ma być według NIEJ inteligentny i powinien
              być "ustawiony" na poziomie, który ONA uważa za odpowiedni. I w tej chwili
              często pojawia się problem, bo okazuje się, że tych spersonalizowanych wymagań
              już nie spełnia tak wielu kandydatów.
              Nie mówiąc już o tym, że ze względu na standaryzację tych cech, faceci o ich
              wysokim poziomie są naprawdę łakomymi kąskami. Nagle okazuje się, że to co
              uznaje się za "niewygórowane" wymagania, odnosi się do zaledwie części mężczyzn,
              z czego (zgodnie z prostą zasadą popytu i podaży) większość już została zajęta i
              można liczyć co najwyżej na pojawiające się od czasu do czasu "uwolnione"
              egzemplarze.

              Dodatkową kwestią jest też fakt, że czasem kobiety (zresztą to działa w obie
              strony, o facetach względem kobiet można by napisać praktycznie to samo) nie
              biorą pod uwagę tego co same mogą zaoferować takiemu facetowi.
              Najbardziej mi się podobało jak w jednym z wątków tutaj na forum ktoś napisał
              dowcip, nie pamiętam dokładniej treści, ale szło to jakoś tak: Kobieta całe
              życie szukała idealnego faceta. W końcu się udało i go znalazła. Jednak okazało
              się, że on szukał idealnej kobiety.
              Pomijając kwestię "ideałów", bardzo dobrze opisuje to pewne zjawisko. Co z tego,
              że kobieta szuka faceta spełniającego określone kryteria, jak może się okazać,
              że gdy taki facet się trafi, ta kobieta nie będzie spełniała jego.

              Ostatnią kwestią w tym zakresie jest sam sposób "szukania" takiego
              "przeciętnego" faceta. Praktycznie nie spotkałem się jeszcze z przypadkiem, żeby
              jakaś robiła to w sposób czynny. Kobieta pisze, że "szuka", a w rzeczywistości
              po prostu oczekuje, aż sam się pojawi. Tylko, że bardzo często on się nie
              zjawia, bo wcześniej trafia na inną kobietę.

              Trochę się rozpisałem, ale opisałem mój punkt widzenia na sprawę tych wymagań
              księżniczek. :P
              • kora3 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 12.03.10, 22:16
                dystansownik napisał:

                > Problem pojawia się w tym co Ty poniekąd też opisujesz, czyli w
                indywidualnej
                > ocenie kobiety. Ma się JEJ podobać, ma być według NIEJ
                inteligentny i powinien
                > być "ustawiony" na poziomie, który ONA uważa za odpowiedni. I w
                tej chwili
                > często pojawia się problem, bo okazuje się, że tych
                spersonalizowanych wymagań
                > już nie spełnia tak wielu kandydatów.


                hmmmm no tak, ale wziąwszy pod uwagę, że te wymagania sa tak
                naprawde nie ustandaryzowane, a subietywne, wychodzi mi jednak
                inaczej. :)
                Pewnie, ze jak kobieta gustuje w bardzo wysokich facetach, na
                przyklad, to dla niej "przystojny" to taki powyzej 1,9 m:), ale dla
                innej "przstojny" to np. taki sredniego wzrostu - i juz masz wiecej
                egzemplarzy:)o samo tyczy się "ineligentny" - dla jednej bedzie
                wystarczyło, ze gosc ma mature i nie mówi np. "wezne" i "my
                poszli":), dla innej - taki, który skończył studia na dobrej uczelni
                i zna się na jazzie - przykladowo.

                >
                > Dodatkową kwestią jest też fakt, że czasem kobiety (zresztą to
                działa w obie
                > strony, o facetach względem kobiet można by napisać praktycznie to
                samo) nie
                > biorą pod uwagę tego co same mogą zaoferować takiemu facetowi.



                Tu się zgadzam :) są takie indywidua i wsród kobitek i wsród
                facetów. Muszę powiedziec, ze z mojego punktu widzenia - chyba
                wiecej wśród facetow. Kobiety sa na ogół (podkreslam - na ogół) dosc
                krytyczne wobec siebie, faceci -bywa, ze mniej.
                Z jaskrawych przykladów tego rodzaju - kobiete znam jedną taką. Jak
                sie jej słucha - czowiek bywa zazenowany - serio zastanawia sie, czy
                ona ma lustro i przede wszystkim dystans do siebie, albo czy nie
                zartuje (niestety nie). Dziewczyna cały czas podkresla, ze jest
                wyksztacona (magisterka zaocznie:)), zaradna (jest pracownicą
                biurowa, mieszka z rodzicami), interesująca (srednio, niczm
                szczególnym sie nie pasjonuje) oraz bardzo ladna (przeciętnej urody -
                drobna, chuda, niezbuy ksztaltny nos). Uwaza sie za doskonala
                partię i jest zbulwersowana tym, ze jeszcze sie do niej nie
                ustawila kolejka fatygantow. :)

                Ale facetow takich znam przynajmniej kilku:) Jeden jest serwisantem
                w jakiejs firmie komputerowej - uwaza się za wybitnego znawce sieci
                i informatyka:), wynajmuje kawalerkę, placi alimenty na dwoje
                dzieci. Uroda ponizej sredniej krajowej. Non stop podkresla, ze
                szuka kobiety na swoim poziome:) Niby ok, ale wg niego na jego
                poziomie to jest kobitka :wykształcona, ze swoim mieszkaniem,
                zgrabna i ladna, bezdietna(!) oraz najlepiej na jakis eksponowanym
                stanowisku. :) Drugi kolo - nauczyciel w gimnazjum :) - z widoczna
                nadwagą, mieszka z mamą, która go też ubiera wg swego gustu :),
                skapy do przesady -takze w stosunku do samego siebie. Jak podkresla
                szuka babki: ustawionej, ladnej, z polotem, dobrą pracą,
                mieszkaniem. Trzeci typ - gosc prowadzacy jakaś swoją jednoosobową
                firmę, zachowujący się jakby mial adhd :), z widocznymi brakami w
                urodzie i zadbaniu uwaza się za megabiznesmena i znajkomitą partię
                też:) Kiedys jedna moja znajoma po paru kielichach wina powiedziala
                mu, zeby sie przejrzał w lusterku i zastanowil na serio, do kogo
                on "startuje" - podrywal inną znajoma nachalnie. Gosc niespeszony
                stwierdzl, ze tamta znajoma powinna sie cieszyc, ze on ja chce :) -
                ladna, zgrabna, elegancka kobitka, ma swój biznes, nieduzy -
                restauracja, ale porzadna. Od dawna zresztą jest z kims zwiazana,
                ale gosc akurat o tym nie wiedzial, uslyszałtylko o niej, ze
                rozwódka i ma dziecko, wiec by przekonany, ze poleci na niego, bo
                przeciez kto ja zechce hehe.

                Moze wlasnie z takiego przekonania niektórych facetow beirze sie to,
                ze naprawde za wyskoko mierzą, jak na swoje mozliwosci. :)
                >
                > Ostatnią kwestią w tym zakresie jest sam sposób "szukania"
                takiego
                > "przeciętnego" faceta. Praktycznie nie spotkałem się jeszcze z
                przypadkiem, żeb
                > y
                > jakaś robiła to w sposób czynny. Kobieta pisze, że "szuka", a w
                rzeczywistości
                > po prostu oczekuje, aż sam się pojawi.
                >

                no wiesz. są rózne kobiety. mowisz, ze sie nie postkaleś z taka w
                sposób czynny szukającą. :) Ja ci się przyznam, ze ja jestem
                kobietą, ktora nigdy sobie nie "szukala" faceta. Mam natomiast
                szerokie grono znajomych, prace polegająca na kontaktach z ludźmi i
                nie chwalac się - umiem je nawiazywac. I jakos tak zawsze wychozilo
                mi od młodosci, ze nijakich poszukiwan facetów nie prowadzilam. :)
                Po prostu poznawałam róznistych i tyle.
                Naomiast nie zgodze się, ze takich kobiet jest wiekszosc. Popatrz ma
                wąti chocby tu. Ile jest takich, ze dziewczyna pisze, ze chlop jej
                się podoba, ma dziewczyne, ba zone, czy partnerkę, ale sa
                zdecydowane na wyryw:) zobacz na wypowiedzi chocby tych lasek, ktore
                wrecz sobie uroiły czyjes zainteresowanie nimi.

                Fakt, ze w naszej kulturze jest tak, ze to na ogół facet robi
                pierwszy krok:), ale chodzi o ten krok taki bezposredni - typu
                propozycja randki. Natomiast flirtowanie, okazanie zainteresowania
                przez kobiete mezczyźnie jest jak najbardziej dozwolone:)

                Prawdziwe schody zaczynaja sie wówczas, gdy kobieta nie ma
                praktycznie jak , na serio, albo w swoim pojeciu szukac, czyy
                poznawac facetów, ktorzy by ja interesowali. Nie ma za wielu
                znajomych, a ci, których ma tworza jakies w miare zamkniete
                srodowisko, prace ma taka, ze niewiele w niej okazji poznania kogos
                spoza swego zespolu, czy firmy, nie ma jakis szczególnych
                zainteresowań przy okazji rozwijania których moglaby poznawac nowych
                ludzi.
                Wiec jesli jej kolezanka jej nie pozna z jakims kolega meza, albo
                przypadkiem nie pozna kogos np. z kim miala stluczke autem,
                ewentualnie nie sprowadzi sie na jej osiele jakis interesujacy
                sasiad, to pozostaje jej szukanie np. w necie. a to bywają
                znajomosc, z tego co czytam np. tu, bo mam zero osobistego
                doswiadczenia, jakosci roznej.
                • paco_lopez Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 12.03.10, 23:00
                  opisałaś relacje jakichś glusi z prukwami. zamiast rozmawiać mogliby
                  się od razu pytac o to czy dałoby rade zamoczyć w tygodniu. a tak to
                  se awnse czynią do usranej śmierci.
                  • kora3 a mozesz po polsku napisac 12.03.10, 23:07
                    to co chcesz powiedziec?
                    • dystansownik Re: a mozesz po polsku napisac 12.03.10, 23:12
                      Kolega wyżej w sposób dość kolokwialny chyba ma na myśli, że relacje
                      damsko-męski znacznie ułatwiłoby pozbycie się całej otoczki konwersacyjnej. W
                      zamian oferuje wyrażenie bezpośredniej chęci spółkowania dla uniknięcia zbędnych
                      komplikacji. :P
                      • kora3 acha, dzieki 12.03.10, 23:40
                        za tłumaczenie - kiepsko mówię w tym jezyku, którym sie kolega
                        posluguje. :)
                • dystansownik Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 12.03.10, 23:10
                  > Pewnie, ze jak kobieta gustuje w bardzo wysokich facetach, na
                  > przyklad, to dla niej "przystojny" to taki powyzej 1,9 m:), ale dla
                  > innej "przstojny" to np. taki sredniego wzrostu - i juz masz wiecej
                  > egzemplarzy:)

                  No o to w sumie chodzi. Jak kobieta za przystojnego rozumie faceta 1.9 m
                  wzrostu, do tego ogólnie atrakcyjnego fizycznie, to uważa, że nie są to jakieś
                  wygórowane wymagania, a jednak podchodzi pod nie zapewne tylko z 10% facetów.
                  Ilu z tego będzie wolnych? A ilu spośród wolnych będzie nią zainteresowanych? I
                  nagle z "przeciętnych" wymagań robi się ktoś na kogo trafienie szansa jest
                  porównywalna z 5 w totka (6 to byłaby przesada). ;)

                  > o samo tyczy się "ineligentny" - dla jednej bedzie
                  > wystarczyło, ze gosc ma mature i nie mówi np. "wezne" i "my
                  > poszli":), dla innej - taki, który skończył studia na dobrej uczelni
                  > i zna się na jazzie - przykladowo.

                  No tak, a co w tym jest najciekawsze, to fakt, że takie "atrybuty" nie mają
                  wiele wspólnego z inteligencją. A jednak często się je pod nią podciąga.

                  > Tu się zgadzam :) są takie indywidua i wsród kobitek i wsród
                  > facetów. Muszę powiedziec, ze z mojego punktu widzenia - chyba
                  > wiecej wśród facetow. Kobiety sa na ogół (podkreslam - na ogół) dosc
                  > krytyczne wobec siebie, faceci -bywa, ze mniej.

                  Bo kobiety w tym względzie, właśnie głównie na swoją bierność, jakoś się tak w
                  oczy nie rzucają. Facet, który uważa się za bożyszcze kobiet będzie z siebie
                  robił pajaca próbując podrywać kobiety z poza swojej ligi i właśnie wtedy to
                  najbardziej widać.
                  Btw fajne przykłady. ;)

                  > Ile jest takich, ze dziewczyna pisze, ze chlop jej
                  > się podoba, ma dziewczyne, ba zone, czy partnerkę, ale sa
                  > zdecydowane na wyryw:) zobacz na wypowiedzi chocby tych lasek, ktore
                  > wrecz sobie uroiły czyjes zainteresowanie nimi.

                  Wątki wątkami, ale choćby patrząc w realnym świecie, kobieta podrywająca
                  bezpośrednio faceta to praktycznie jednorożec, a kobieta podrywająca pośredni
                  dając jasne sygnały, to ginący gatunek.
                  Praktycznie zawsze oczekuje się, że facet zrobi bezpośredni krok.

                  > Fakt, ze w naszej kulturze jest tak, ze to na ogół facet robi
                  > pierwszy krok:), ale chodzi o ten krok taki bezposredni - typu
                  > propozycja randki. Natomiast flirtowanie, okazanie zainteresowania
                  > przez kobiete mezczyźnie jest jak najbardziej dozwolone:)

                  Flirtowanie i okazywanie zainteresowania przez kobietę nie zawsze daje
                  całkowicie jasny sygnał. Może ja mam problem z odczytywaniem takich niuansów w
                  relacjach społecznych, ale znam przypadki kobiet, których najnormalniejsze
                  zachowanie mogłoby być odczytane jako "zainteresowanie" choć nim w
                  rzeczywistości nie jest.

                  A nawet jak przy okazywaniu zainteresowania jesteśmy, to jest też kwestia tego
                  jak się to robi. Czasem same kobiety tego nie potrafią.

                  > Prawdziwe schody zaczynaja sie wówczas, gdy kobieta nie ma
                  > praktycznie jak , na serio, albo w swoim pojeciu szukac, czyy
                  > poznawac facetów, ktorzy by ja interesowali. Nie ma za wielu
                  > znajomych, a ci, których ma tworza jakies w miare zamkniete
                  > srodowisko, prace ma taka, ze niewiele w niej okazji poznania kogos
                  > spoza swego zespolu, czy firmy, nie ma jakis szczególnych
                  > zainteresowań przy okazji rozwijania których moglaby poznawac nowych
                  > ludzi.
                  > Wiec jesli jej kolezanka jej nie pozna z jakims kolega meza, albo
                  > przypadkiem nie pozna kogos np. z kim miala stluczke autem,
                  > ewentualnie nie sprowadzi sie na jej osiele jakis interesujacy
                  > sasiad, to pozostaje jej szukanie np. w necie. a to bywają
                  > znajomosc, z tego co czytam np. tu, bo mam zero osobistego
                  > doswiadczenia, jakosci roznej.

                  Tu masz zapewne racje. Tylko czy to samo przypadkiem nie tyczy się facetów? Nie
                  każdy z nas to Casanova, który wybiera się regularnie na miłosne polowania.
                  Część z nas naprawdę też nie bardzo wie, gdzie można spotkać jakąś fajną
                  kobietę, właśnie najczęściej gdy na co dzień człowiek obraca się w zamkniętym
                  środowisku.
                  • kora3 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 12.03.10, 23:36
                    dystansownik napisał:

                    >
                    a jednak podchodzi pod nie zapewne tylko z 10% facetów.
                    > Ilu z tego będzie wolnych? A ilu spośród wolnych będzie nią
                    zainteresowanych? I
                    > nagle z "przeciętnych" wymagań robi się ktoś na kogo trafienie
                    szansa jest
                    > porównywalna z 5 w totka (6 to byłaby przesada). ;)


                    no ak dystansowniku, ale ak na serio to zdecydowanie malo jest
                    kobiet, dla których przystony oznacza tylko i wylacznie faceta pow.
                    1,9 m.:) Z reguły kobitki oczekuja, ze nie bedzie nizszy od nich, a
                    poniewaz nie ma wieku kobiet około 1,8m , wiec ...:)
                    >
                    >
                    > No tak, a co w tym jest najciekawsze, to fakt, że
                    takie "atrybuty" nie mają
                    > wiele wspólnego z inteligencją. A jednak często się je pod nią
                    podciąga.


                    no, wszem, bo pod kryterium "inteligentny" kryje sie na
                    ogół:wyksztalcony, umiejący rozmawiac na rózne tematy, obyty.
                    >
                    > Bo kobiety w tym względzie, właśnie głównie na swoją bierność,
                    jakoś się tak w
                    > oczy nie rzucają. Facet, który uważa się za bożyszcze kobiet
                    będzie z siebie
                    > robił pajaca próbując podrywać kobiety z poza swojej ligi i
                    właśnie wtedy to
                    > najbardziej widać.


                    no moze i racja :)

                    > Btw fajne przykłady. ;)

                    niestety z zycia wzete :)
                    >
                    >
                    > Wątki wątkami, ale choćby patrząc w realnym świecie, kobieta
                    podrywająca
                    > bezpośrednio faceta to praktycznie jednorożec, a kobieta
                    podrywająca pośredni
                    > dając jasne sygnały, to ginący gatunek.


                    wiesz, nie mam za wiele doswiadczenia zpodrywającymi mnie
                    kobietami :) - dwa razy w zyciu mi się zdarzyło byc przez panie
                    podrywaną. Ale czasem widze babki podrywajace facetów w sposób tak
                    jedniznaczny, ze noga stolowa by się zorienowala o co biega. Na ogół
                    to sa takie babki, którymi ci podrywani nie sa zainteresowani.
                    Myslę, ze wynika to z tego, ze faceci zainteresowani zwykle nie
                    potrzebują zachety w postaci narzucania im się i wlasciwie odczytuja
                    substelniejsze sygnaly. Zadarza isę jednak, ze mimo braku realcji ze
                    strony goscia kobitka nie rezygnuje i wmówiwszy sobie, ze on jest
                    zainteresowany, ale jest niesmiały, albo nie kuma o co jej chodzi,
                    przypuszcza zmasowany atak.

                    > Praktycznie zawsze oczekuje się, że facet zrobi bezpośredni
                    krok.


                    Noi Dystansowniku:) jak jest zaineresowany to go ROBI.
                    >
                    >
                    > Flirtowanie i okazywanie zainteresowania przez kobietę nie
                    zawsze daje
                    > całkowicie jasny sygnał. Może ja mam problem z odczytywaniem
                    takich niuansów w
                    > relacjach społecznych, ale znam przypadki kobiet, których
                    najnormalniejsze
                    > zachowanie mogłoby być odczytane jako "zainteresowanie" choć nim w
                    > rzeczywistości nie jest.


                    Calkowicie rozumiem o co chodzi Dystansowniku. Znam i takiekobiety i
                    takich mezczyzn, do tych pierwszych należe. Zdarzaja się osoby
                    mające taki sposób bycia po prostu. Dlatego nie nalezy zbyt
                    pochopnie, nie znając danej osoby, odczytywac jej intencji wg swej
                    miary. Co robic, zeby sie na tym "zyznac"?:) Poobserwowac. Jesli
                    jakaś kobieta zagaduje Cię, usmiecha się czesto, jest zainteresowana
                    rozmową - popatrz jak reaguje na innych facetów w towarzystwie.
                    Jesli tak samo, podobnie - najprawdopodobie jest to osoba wlasnie
                    taka: towarzyska, ma wielu kolegów i nowo poznanych facetow traktuje
                    z punktu, jak kandydatów na kolejnych kolegów - tyle. Ale jesli
                    widzisz, ze kobitka do innych z dystansem, a do ciebie przeciwnie -
                    zwykle oznacza to zainteresiwanie Tobą, jako facetem. :)
                    >
                    > Tu masz zapewne racje. Tylko czy to samo przypadkiem nie tyczy
                    się facetów?


                    wiesz, pewnie przypadkiem się tyczy :) Tyle,ze faceci z reguły, jak
                    widze mają mniej oporów, zeby np. pójsc na imprezke sparowaną samemu
                    towarzysząc koledze i jego dziewczynie, czy zonie. I czesciej też
                    koledzy takich facetów stwarzają im do tego okazje. natomiast
                    calkiem sporo jest kobitek, które w singoelce upatrują zagrozenie
                    dla siebie i swego zwiazku. Dlatego nierzadko izoluja taką osobę.
                    Gdzies tu o tym czytalam ale widzialam to też w realu. Jedna znajoma
                    ma wyraziła zdumienie, ze zapraszam na imprezę kolezankę, która
                    wlasnie oficjalnie zostala singoelką w majestacie prawa, znaczy -
                    rozwiodla się. "Zapraszasz X? Nie BOISZ się, ze bedzie twojego
                    faceta podrywac?" - calkiem serio to mówila, nie wytrzymalam i
                    parsknelam smiechem :)


                    > Część z nas naprawdę też nie bardzo wie, gdzie można spotkać
                    jakąś fajną
                    > kobietę, właśnie najczęściej gdy na co dzień człowiek obraca się w
                    zamkniętym
                    > środowisku.


                    No domyslam sie, ze faceci moga miec podobny problem.
                    • dystansownik Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 00:05
                      > no ak dystansowniku, ale ak na serio to zdecydowanie malo jest
                      > kobiet, dla których przystony oznacza tylko i wylacznie faceta pow.
                      > 1,9 m.:) Z reguły kobitki oczekuja, ze nie bedzie nizszy od nich, a
                      > poniewaz nie ma wieku kobiet około 1,8m , wiec ...:)

                      Ale samą zasadę można odnieść do innych cech. Niekoniecznie wzrostu.

                      > no, wszem, bo pod kryterium "inteligentny" kryje sie na
                      > ogół:wyksztalcony, umiejący rozmawiac na rózne tematy, obyty.

                      I właśnie pasowałby dokładniej precyzować o co chodzi. Inteligentny, to termin
                      zbyt ogólnikowy.
                      Na dodatek każdy tak o sobie powie. Może poza mną i różnymi wyjątkami, bo ja w
                      ramach próby dbania o skromność używam sformułowań "raczej inteligentny" lub "w
                      miarę inteligentny". ;)

                      > wiesz, nie mam za wiele doswiadczenia zpodrywającymi mnie
                      > kobietami :) - dwa razy w zyciu mi się zdarzyło byc przez panie
                      > podrywaną.

                      Mmmm brzmi ciekawie, zdradzisz coś więcej? ;)

                      > Zadarza isę jednak, ze mimo braku realcji ze
                      > strony goscia kobitka nie rezygnuje i wmówiwszy sobie, ze on jest
                      > zainteresowany, ale jest niesmiały, albo nie kuma o co jej chodzi,
                      > przypuszcza zmasowany atak.

                      Teoretycznie istnieje prawdopodobieństwo, że facet może być po prostu nieśmiały
                      albo nie kumać o co chodzi w przypadki bardziej subtelnych zachowań.
                      Choć podejrzewam, że tacy faceci raczej nie stają się obiektem zainteresowań
                      kobiet i rzeczywiście jest to w takich przypadkach tylko próba racjonalizacji
                      bezpośredniego podrywu ze strony takiej kobiety.
                      Ale czy to źle, że kobieta próbuje? Imho lepsze to niż gdyby miała wylewać
                      później gdzieś swoje żale, że nikt jej nie chce i faceci nie zwracają na nią
                      uwagi. Tak przynajmniej sama sobie daje szanse.

                      > Noi Dystansowniku:) jak jest zaineresowany to go ROBI.

                      Chyba, że taki facet jest nieśmiały. :)

                      > Co robic, zeby sie na tym "zyznac"?:) Poobserwowac. Jesli
                      > jakaś kobieta zagaduje Cię, usmiecha się czesto, jest zainteresowana
                      > rozmową - popatrz jak reaguje na innych facetów w towarzystwie.
                      > Jesli tak samo, podobnie - najprawdopodobie jest to osoba wlasnie
                      > taka: towarzyska, ma wielu kolegów i nowo poznanych facetow traktuje
                      > z punktu, jak kandydatów na kolejnych kolegów - tyle. Ale jesli
                      > widzisz, ze kobitka do innych z dystansem, a do ciebie przeciwnie -
                      > zwykle oznacza to zainteresiwanie Tobą, jako facetem. :)

                      Dobra rada. Aż sam się dziwię, że na coś takiego nie wpadłem. Teraz chyba nie
                      mogę się uważać nawet za "w miarę" inteligentnego. ;)

                      > Tyle,ze faceci z reguły, jak
                      > widze mają mniej oporów, zeby np. pójsc na imprezke sparowaną samemu
                      > towarzysząc koledze i jego dziewczynie, czy zonie. I czesciej też
                      > koledzy takich facetów stwarzają im do tego okazje. natomiast
                      > calkiem sporo jest kobitek, które w singoelce upatrują zagrozenie
                      > dla siebie i swego zwiazku. Dlatego nierzadko izoluja taką osobę.

                      Też nie każdy facet chętnie sam pójdzie na taką imprezę. Ale co do kobiet i tego
                      izolowania, to moim zdaniem jest to po prostu dziecinne i żałosne zagranie.
                      Kobieca psychika chyba zawsze będzie dla mnie zagadką, bo nie potrafię pojąć jak
                      można się obawiać, że jakaś singielka mogłaby odbić faceta koleżance. :P
                      • kora3 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 00:31
                        dystansownik napisał:
                        >
                        > Ale samą zasadę można odnieść do innych cech. Niekoniecznie
                        wzrostu.


                        no jasne, to przykkad taki był, bardzo konkretnego wymagania które
                        spelnia niewielka grupa facetów. zwykle te wymagania są nie az takie
                        unikatowe:)
                        >
                        > I właśnie pasowałby dokładniej precyzować o co chodzi.
                        Inteligentny, to termin
                        > zbyt ogólnikowy.


                        wiesz, to temin akurat konkretny, tyle, ze w potocznym rozumieniu i
                        uzywaniu oznacza on cos innego niż iloraz inteligencji i zdolnosc
                        analizy problemów o roznym stopniu konkretu i anstrakcji:)

                        Może poza mną i różnymi wyjątkami, bo ja w
                        > ramach próby dbania o skromność używam sformułowań "raczej
                        inteligentny" lub "w
                        > miarę inteligentny". ;)


                        wiesz, ale to co ktos o sobie gada, to nie zawsze idzie w parze z
                        tym, jak go inni moga odbierac. "w miare inteligentny" kojarzy mi
                        się z tak na serio z kims w dolnej granicy normy - znaczy
                        nieuposledzony intelektualnie, ale z trudem kojarzący. Rozumiem
                        jednak, ze Ty też tego uzywasz w znaczeniu potocznie ptzujetym,
                        czyli: posiadający przecietna wiedze ogólna itd.
                        >
                        > Mmmm brzmi ciekawie, zdradzisz coś więcej? ;)

                        Mogę, ale nic ciekawego. Dwa razy w zyciu podrywaly mnie lesbijki.
                        jedna na studiach - dziewczyna nie przyznająca się do
                        homoorientacji, ale za to dosc nachalna, a druga zdeklarowana
                        lesbijka, która dowiedziawszy się, ze jestem zdecydowanie hetero
                        zaprzestała podrywu i traktowala mnie normalnie, jak
                        heterokolezanke.

                        >
                        > Teoretycznie istnieje prawdopodobieństwo, że facet może być po
                        prostu nieśmiały
                        > albo nie kumać o co chodzi w przypadki bardziej subtelnych
                        zachowań.


                        Bardzo teoretycznie. Głownie dlatego, ze zainteresowany facet jest
                        wyczulony na nawet subtelne sygnaly. Niezaleznie od tego czy jest
                        niesmialy, u niesmialego moze to chwilke dluzej potrwac.

                        > Ale czy to źle, że kobieta próbuje?

                        hmmm źle nie, ale w takim przypadku, dobrze wcale:)
                        albowiem narzucaniem sie na ogól niewiele wskóra, a jesli cos nawet,
                        to gosc wie, ze tak bardzo jej zalzey a nim, ze moze ja traktowac
                        dowolnie.
                        Jesli gosc nawet na przelotny romans czy jedną nic nie ma ochoty, to
                        w najlepszym przypadku nie bedzie reagował na zabiegi babki takiej,
                        a jesli to jej nie zniechęci stanie sie smieszna dla otoczenia. a w
                        najgorszy w sposób mniej, albo bardziej oczywisty powie jej, ze nie
                        ejst zaineresowany.


                        Imho lepsze to niż gdyby miała wylewać
                        > później gdzieś swoje żale, że nikt jej nie chce i faceci nie
                        zwracają na nią
                        > uwagi. Tak przynajmniej sama sobie daje szanse.

                        >
                        wiesz, cały czas chodzi o to, jak konkreynie sie aka panna
                        zachowuje. Jesli zaczyna sie gosciowi narzucac wmawiajac sobie np.ze
                        on ja kocha, ale jest nieśmialy to prawdopodobnie o ile gosc nie
                        wyklapie o tym komus i tak stanie sie to widoczne dla otoczenia.
                        U tego goscia nic nie skora, a inni wyrobia sobie o niej zdanie, ze
                        desprratka i narzuca się facetom - to raczej nie przyspozry jej
                        powodzenia.

                        >
                        > Chyba, że taki facet jest nieśmiały. :)

                        nieprawda, jak jest niesmaly czeka na wyraźny sygnal:) ale jesli
                        sygnały sa, a gosc nic nie robi to jest niezaiteresiwany.

                        >> Dobra rada. Aż sam się dziwię, że na coś takiego nie wpadłem.
                        Teraz chyba nie
                        > mogę się uważać nawet za "w miarę" inteligentnego. ;)


                        ej no mówilam ci, ze to okreslenie nieładnie mi się kojarzy. A co
                        do tego, ze nie wpadles na to - ludzie czesto nie dostrzegają
                        pewnych oczywistosci, gdy sa bezposrednio zaineresowani :) wiec nie
                        swiadczy to bynajmniej o brakach w twej inteligencji.
                        >
                        > Też nie każdy facet chętnie sam pójdzie na taką imprezę.

                        ja nie twierdzilam ze kazdy, tylko, ze NA OGÓŁ faceci maja mniej
                        oporów w takiej sytuacji, niz kobiety w adekwatnej:)


                        Ale co do kobiet i teg
                        > o
                        > izolowania, to moim zdaniem jest to po prostu dziecinne i żałosne
                        zagranie.


                        podzielam twe zdanie, ale takie zachowania się zdarzają - dlatego o
                        nich wspomnialam.

                        > Kobieca psychika chyba zawsze będzie dla mnie zagadką, bo nie
                        potrafię pojąć ja
                        > k
                        > można się obawiać, że jakaś singielka mogłaby odbić faceta
                        koleżance. :P


                        hmmm ja potrafie pojąc, ze ktos moze się obawiac,ze jego facet
                        zostanie "odbity", bo nie ma zwyczajnie doń zaufania, a takze ma
                        uzasadnione podejrzenie, ze odbitym byc chce :)
                        Trudno mi natomiast pojac osoby, ktore twierdza, ze "facetowiufam,
                        ale ie ufam innm kobietom" - dla mnie szczyt braku logiki w tym
                        kontekscie :)
                        • fuks0 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 08:29
                          > no jasne, to przykkad taki był, bardzo konkretnego wymagania które
                          > spelnia niewielka grupa facetów. zwykle te wymagania są nie az takie
                          > unikatowe:)

                          185 + jest dosyć często spotykanym wymogiem na pr :)


                          > Bardzo teoretycznie. Głownie dlatego, ze zainteresowany facet jest
                          > wyczulony na nawet subtelne sygnaly. Niezaleznie od tego czy jest
                          > niesmialy, u niesmialego moze to chwilke dluzej potrwac.

                          Nooo, ale to że nawet wyczuje jakąś namiastkę zainteresowania (samemu będąc
                          także zainteresowanym) nie oznacza jeszcze, że zacznie działać. To zależy w
                          dużej mierze od stopnia nieśmiałości.


                          > nieprawda, jak jest niesmaly czeka na wyraźny sygnal:) ale jesli
                          > sygnały sa, a gosc nic nie robi to jest niezaiteresiwany.

                          j/w


                          > Trudno mi natomiast pojac osoby, ktore twierdza, ze "facetowiufam,
                          > ale ie ufam innm kobietom" - dla mnie szczyt braku logiki w tym
                          > kontekscie :)
                          >

                          Eeee to nie wiedziałaś, że faceci są ubezwłasnowolnieni :)?
                          • kora3 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 10:28
                            fuks0 napisał:
                            >
                            > 185 + jest dosyć często spotykanym wymogiem na pr :)


                            hmmmm :) no moze Ale trzeba brać pod uwagę: z jakiego powodu i jak
                            czesto zdarza się,ze kobieta jest skłonna w tej kwetii isc na
                            kompromis.
                            Jesli takie wymaganie jest stawiane, bo kobieta wgustuje w wysokich
                            facetach, to na ogół jesli gosc ma 182 cm, a poza tym dziewcynie
                            odpowiada ze wszystkim, albo nawet ma 1,8 to najpewniej o te pare cm
                            nie bedzie robić halo :)
                            Jest wymóg panna ma taki, bo sama ma 180 cm i nizrecznie czułaby sie
                            w wiazku z facetem nizszym od siebie - no to moze odrzucic z punktu
                            kogoś kto ma 170 cm - racja.

                            >
                            > Nooo, ale to że nawet wyczuje jakąś namiastkę zainteresowania
                            (samemu będąc
                            > także zainteresowanym) nie oznacza jeszcze, że zacznie działać. To
                            zależy w
                            > dużej mierze od stopnia nieśmiałości.

                            >
                            Moze i racja, tylko wówczas mamy do czynienia z kims chorobliwie
                            niesmialym, co z reguły nie bierze się znikąd i ma xródlo w
                            powazniejszych jakiś zaburzeniach emcjonalnych. Moze to brutalnie
                            zabrzmi, ale zwykle tacy meżczyźni nie cieszą są zainteresiwaniem
                            kobiet i prawde mwiąc to dobrze, bo trudno z taką osobą wytrzymac.

                            > Eeee to nie wiedziałaś, że faceci są ubezwłasnowolnieni :)?

                            hehe - no czytając niektore eksty babek mozna odniesc wrazenie, ze s
                            aprzekonane, iż ich faceci o takich rzeczach, jak to z im sypiają
                            wcale nie decyduja :)
                            • fuks0 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 11:49
                              > hmmmm :) no moze Ale trzeba brać pod uwagę: z jakiego powodu i jak
                              > czesto zdarza się,ze kobieta jest skłonna w tej kwetii isc na
                              > kompromis.
                              > Jesli takie wymaganie jest stawiane, bo kobieta wgustuje w wysokich
                              > facetach, to na ogół jesli gosc ma 182 cm, a poza tym dziewcynie
                              > odpowiada ze wszystkim, albo nawet ma 1,8 to najpewniej o te pare cm
                              > nie bedzie robić halo :)

                              No chyba niekoniecznie, niektóre piszę wręcz "TYLKO 185+"


                              > Jest wymóg panna ma taki, bo sama ma 180 cm i nizrecznie czułaby sie
                              > w wiazku z facetem nizszym od siebie - no to moze odrzucic z punktu
                              > kogoś kto ma 170 cm - racja.

                              No widzisz, tylko kwestia jest taka, że te wysokie często mają niższe wymagania
                              co do wzrostu, od tych o wzroście przeciętnym - zazwyczaj wystarczy im ktoś o
                              wzroście zbliżonym do ich wzrostu.

                              > Moze i racja, tylko wówczas mamy do czynienia z kims chorobliwie
                              > niesmialym, co z reguły nie bierze się znikąd i ma xródlo w
                              > powazniejszych jakiś zaburzeniach emcjonalnych. > Moze to brutalnie
                              > zabrzmi, ale zwykle tacy meżczyźni nie cieszą są zainteresiwaniem
                              > kobiet

                              Właściwie, to mogłabyś zdefiniować osobę chorobliwie nieśmiałą (czy wystarczy
                              tylko to co ja napisałem w swoim wcześniejszym poście, czy nie?)? -> tak to nie
                              wiem jak do końca mam się odnieść do powyższego wywodu.

                              >i prawde mwiąc to dobrze, bo trudno z taką osobą wytrzymac.

                              A dlaczego trudno wytrzymać?
                              • kora3 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 11:58
                                fuks0 napisał:
                                >
                                > No chyba niekoniecznie, niektóre piszę wręcz "TYLKO 185+"

                                no moze, tyle tylko, ze nie masz pewnosci, na ile tego kryterium
                                wstepmego kurczowo się trzyma taka kobieta w realnych
                                okolicznosciach kogos poznając.


                                >
                                > Właściwie, to mogłabyś zdefiniować osobę chorobliwie nieśmiałą
                                (czy wystarczy
                                > tylko to co ja napisałem w swoim wcześniejszym poście, czy nie?)? -
                                > tak to
                                > nie
                                > wiem jak do końca mam się odnieść do powyższego wywodu.


                                wiesz, tak bez kontekstu zdefiniowac jest trudno:) Zasadniczo, jesli
                                kogos paralizuje strach przez uczynieniem kroku w sytuacji, gdy ma
                                wyraźny sygnał z drugiej strony, ze ktos na to czeka, a sam ma
                                ochote na uczynienie tego kroku i jedna go nie czyni.
                                >
                                > >i prawde mwiąc to dobrze, bo trudno z taką osobą wytrzymac.

                                >
                                > A dlaczego trudno wytrzymać?

                                bo zwykle tak jest, ze tego rodzaju zaburzenia mają glebokie xródlo
                                w podswiadomosci, przezyciach z dzieciństwa, komleksach. Takie
                                rzezcy nie znikają jak za dotnieciem zcarodziejskiej rózdżki, gdy
                                taka osoba wejdzie w zwiazek. Są, żyja i mają się dobrze zatruwajac
                                obojgu zycie. Takie rzeczy wymagają terapii, po prostu. Inaczej taka
                                osoba NIGDY sie od nich nie uwalnia i wychodzą one potem w róznych
                                sferach zycia.
                                • dystansownik Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 12:22
                                  > > No chyba niekoniecznie, niektóre piszę wręcz "TYLKO 185+"
                                  >
                                  > no moze, tyle tylko, ze nie masz pewnosci, na ile tego kryterium
                                  > wstepmego kurczowo się trzyma taka kobieta w realnych
                                  > okolicznosciach kogos poznając.

                                  Czyli jak kobieta podaje jakiś warunek, który domyśle jest odbierany jako
                                  konieczny, to mamy go ignorować, bo w rzeczywistości może jej to nie zrobić
                                  różnicy?
                                  Co prawda ja się nie bawię w internetowe podrywy, ale gdybym przeglądał jakieś
                                  ogłoszenia i zobaczył warunek "musi mieć ponad 185 cm wzrostu", to z moimi 177
                                  na pewno bym nie spróbował, wiedząc, że na wejściu nie spełniam jej oczekiwań. :P

                                  > wiesz, tak bez kontekstu zdefiniowac jest trudno:) Zasadniczo, jesli
                                  > kogos paralizuje strach przez uczynieniem kroku w sytuacji, gdy ma
                                  > wyraźny sygnał z drugiej strony, ze ktos na to czeka, a sam ma
                                  > ochote na uczynienie tego kroku i jedna go nie czyni.

                                  Bez kontekstu też "wyraźny sygnał" można rozumieć w bardzo przeróżny sposób.
                                  • kora3 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 12:36
                                    dystansownik napisał:

                                    >
                                    > Czyli jak kobieta podaje jakiś warunek, który domyśle jest
                                    odbierany jako
                                    > konieczny, to mamy go ignorować, bo w rzeczywistości może jej to
                                    nie zrobić
                                    > różnicy?


                                    jejku, nie wiem:) nie wiem dla której kobiety i jakie dla danej ma
                                    znaczenie finalne warunek, jaki podaje. :)
                                    Domyslam się, ze wam biega o jakies warunki podawane na portalach
                                    randkowych, czy w ogłoszeniach? Nie mam doswiadczenia zadnego z
                                    czyms takim, ale w realu widze, ze np. kobieta, ktora mówi "nigdy
                                    młodszego faceta" - kiedy poznaje interesujacego goscia rok, dwa
                                    lata młodszego czesto nie odwala go na wstepie z
                                    powodu "młodszosci". Inna sprawa, gdy gosc jest duzo młodszy, na
                                    tyle duzo, ze to juz dla niej nie do przyjecia.
                                    >
                                    > Bez kontekstu też "wyraźny sygnał" można rozumieć w bardzo
                                    przeróżny sposób.

                                    no niby tak :)
                                    • dystansownik Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 12:45
                                      > Domyslam się, ze wam biega o jakies warunki podawane na portalach
                                      > randkowych, czy w ogłoszeniach? Nie mam doswiadczenia zadnego z
                                      > czyms takim, ale w realu widze, ze np. kobieta, ktora mówi "nigdy
                                      > młodszego faceta" - kiedy poznaje interesujacego goscia rok, dwa
                                      > lata młodszego czesto nie odwala go na wstepie z
                                      > powodu "młodszosci". Inna sprawa, gdy gosc jest duzo młodszy, na
                                      > tyle duzo, ze to juz dla niej nie do przyjecia.

                                      Masz rację, ale to w realu tak działa, gdy na początek nie zna się i tak wieku
                                      danej osoby. Jak ktoś podaje konkretne wymagania, to ja rozumiem, że ktoś poza
                                      nimi takiej osoby nie interesuje.
                                      Teoretycznie można próbować, ale nie spełniając jakiegoś wymagania już na
                                      starcie ma się utrudnienie, a nadrobienie tego innymi zaletami łatwe może nie być.
                                      • kora3 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 12:55
                                        dystansownik napisał:
                                        >
                                        > Masz rację, ale to w realu tak działa, gdy na początek nie zna się
                                        i tak wieku
                                        > danej osoby.

                                        no pewnie, że nie zna się dokladnie:) Ale pomimo, ze sa osoby
                                        wygladaje i powazniej niż maja wiek nominalny i młodziej -jesli gosc
                                        jest ode mnie 10 lat młodszy to to widze, nie?:)

                                        Jak ktoś podaje konkretne wymagania, to ja rozumiem, że ktoś poza
                                        > nimi takiej osoby nie interesuje.

                                        no pewnie z załozenia nie. W kazdym razie prawdopodobnie nie
                                        interesuje osoba znacznie od tych wymagań odbiegająca.

                                        czyli jesli babka pisze: wzrosy powyzej 1,8 m. To jak się ma 175 cm.
                                        to chyba nie ma sensu, ale jesli się ma te 1,8 m to moze warto:)
                                        Przykladowo oczywiscie
                                        • dystansownik Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 13:43
                                          > no pewnie, że nie zna się dokladnie:) Ale pomimo, ze sa osoby
                                          > wygladaje i powazniej niż maja wiek nominalny i młodziej -jesli gosc
                                          > jest ode mnie 10 lat młodszy to to widze, nie?:)

                                          Tylko tu tkwi różnica. Jak w realu spotkam kobietę starszą np. o 3 lata, to
                                          różnica może nie być specjalnie widoczna i może miałbym jakieś szanse.
                                          Oczywiście kwestia wieku prędzej czy później i tak wyjdzie, ale jak później, to
                                          będzie łatwiejsza do zaakceptowania, gdy ludzie się już trochę znają.

                                          Natomiast w sytuacji panującej przy podawaniu konkretnych wymagań w
                                          ogłoszeniach, wygląda to inaczej. Zazwyczaj na wczesnym etapie wymaga się
                                          podawania takich "parametrów" i wiek od razu wychodzi. Jak ktoś nie dostanie
                                          szansy, to nie ma okazji się wykazać.
                                          • kora3 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 14:04
                                            pisałam ci juz, z niakimi ogloszeniami matrymonialnymi, czy
                                            towarzyskimi nie mam doswiadczenia, wiec tu nie powiem nic.

                                            faktem jednak jest, ze wiekszosci ludzi rok, dwa w te czy te strone
                                            róznicy nie robi - a 10 lat juz zdecydowanie wiekszosci - robi :)
                                            • dystansownik Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 14:17
                                              > faktem jednak jest, ze wiekszosci ludzi rok, dwa w te czy te strone
                                              > róznicy nie robi - a 10 lat juz zdecydowanie wiekszosci - robi :)

                                              No nie wiem, znam kobiety, które w realu wprost przyznają, że one młodszego
                                              facety by nie chciały mieć. Może gdyby ta różnica nie pojawiła się od razu
                                              byłoby to jakoś do zaakceptowania, ale gdyby wiedziały, że jest młodszy, to
                                              zapewne od początku nawet by go nie brały pod uwagę jako potencjalnego partnera.
                                              • kora3 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 14:35
                                                dystansownik napisał:
                                                >
                                                > No nie wiem, znam kobiety, które w realu wprost przyznają, że
                                                one młodszego
                                                > facety by nie chciały mieć. > .


                                                no i ok - taka deklaracja. teraz wazne z czego wynika. Np. moja
                                                kuzynka, której ojciec był 5 lat młodszy od matki i ponizał ja,
                                                zdadzał cały czas wypominając jej , ze jest "stara" za skarby swiata
                                                nie zwiazałaby sie z facetem nawet malo co młodszym. Mozna jej powód
                                                takiego podesjcia uwazac za irracjonalny, bo wszak trudno zakladac,
                                                ze kazdy młodszy facet zachowuje sie wobec swej kobiety jak jej
                                                ojciec do matki, ale jakis powód ma! I zapewne bardzo truno było
                                                jej wyperswadowac jej postawe - teoretycznie, bo od lat jest
                                                zamezna :)

                                                Jesli np. 19 latka nie chciałaby 17 latka - też nietrudno sie
                                                dziwic. W pewnym wieku bowiem, nawet niewielkie róznice wieku
                                                nominalnego, są w sensie społęcznym duze. Kiedy ja miałam 16 lat,
                                                moja siostra miala 10 :) Myslisz sobie,ze wiele miałam do pogadania
                                                z 10 latka wówczas? Teraz róznica wieku miedzy nami jest
                                                niezauwazalna dla nas obu. 18stka i 16 latek to raczej rzadka
                                                konfiguracja, ale już 24 latka i 22 latek - wcale nie, a powiedzmy
                                                32-latka i 30 latek to juz całkiem nic dziwnego :)
                                                Zdecydowana wiekszosc kobiet, które znam nie chcialyby ekstremalnie
                                                młodszego goscia, czyli o 5 i wiecej lat:) - choc znam takie, które
                                                gustuja tylko w młodszych i to sporo :). Podobnie jest z duza rónica
                                                wieku gdy mezczyzna starszy. Są babki zdecydowanie w akich
                                                gustujace, ale wikszosc wiecej niz 10 lat uwaza za zbyt duza dla
                                                siebie róznice wieku.

                                                Ja sama, jako mloda osoba o pósnej jako dorosla nie mialam nigdy
                                                faceta mlodszego o wiecej niż 1,5 roku (mój oetstni eks), ani
                                                starszego wiecej niż o 4 lata. ale w takich teoretyczncj rozwazaiach
                                                dopuszczałam granice: młodszy o najwyzej 2 lata, starszy o najwyzej
                                                10. Kiedy poznalam mojego partnera wiedzialam , ze jest starszy ode
                                                mnie. Okazało się,ze o lat 11 :) - no, ale teoretyczna granice jakaś
                                                tam mialam na 10 wszak :) No i co? I nic - ten rok nie robił róznicy
                                                dla mnie:) ale gdyby to bylo "nadwyzki" 10 lat to pewnie nie bylabym
                                                zainteresowana takim facetem.
                                                • dystansownik Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 15:48
                                                  > 18stka i 16 latek to raczej rzadka
                                                  > konfiguracja, ale już 24 latka i 22 latek - wcale nie, a powiedzmy
                                                  > 32-latka i 30 latek to juz całkiem nic dziwnego :)

                                                  24 latka i 22 latek to nie jest rzadka konfiguracja? Ja raczej takich związków
                                                  nie znam.

                                                  > Zdecydowana wiekszosc kobiet, które znam nie chcialyby ekstremalnie
                                                  > młodszego goscia, czyli o 5 i wiecej lat:) - choc znam takie, które
                                                  > gustuja tylko w młodszych i to sporo :).

                                                  Czyli ta zdecydowana większość dopuszcza, że facet będzie młodszy do 5 lat? A są
                                                  nawet takie, które tylko w młodszych gustują?
                                                  Hmmm ciekawych masz znajomych, chyba muszę zmienić grono osób wśród których ja
                                                  się obracam, bo moi wypadają pod tym względem jednak gorzej. ;)
                                                  • kora3 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 15:59
                                                    dystansownik napisał:
                                                    >
                                                    > 24 latka i 22 latek to nie jest rzadka konfiguracja? Ja raczej
                                                    takich związków
                                                    > nie znam.

                                                    no moze i nie znasz, a ja znam :) nie jestto bardzo czeste, ale tak
                                                    unilakne, jak 18 -latka i 1 latek :)

                                                    >
                                                    > Czyli ta zdecydowana większość dopuszcza, że facet będzie młodszy
                                                    do 5 lat?

                                                    wsród kobiet w ogóle dopuszczających, ze ich partner moze byc
                                                    młodszy, z reguły taka jest ostateczna granica do jakiej moze.
                                                    Podkreslam : DOPUSZCZAJĄCYCH, ze facet w ogóle moze byc mlodszy, a
                                                    nie szukających specjalnie młodszego. Z reguły róznica: rok, dwa nie
                                                    ma znaczenia.


                                                    A s
                                                    > ą
                                                    > nawet takie, które tylko w młodszych gustują?


                                                    tak, znam kilka takich kobiet, tylko młodszy i to minimum 3-7 lat
                                                    wchodzi w gre.

                                                    > Hmmm ciekawych masz znajomych, chyba muszę zmienić grono osób
                                                    wśród których ja
                                                    > się obracam, bo moi wypadają pod tym względem jednak gorzej. ;)


                                                    mam po prostu bardzowielu znajomych, stad przekrój zachowań i ludzi
                                                    jest spory. :)
                                                  • dystansownik Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 16:13
                                                    > Podkreslam : DOPUSZCZAJĄCYCH, ze facet w ogóle moze byc mlodszy, a
                                                    > nie szukających specjalnie młodszego. Z reguły róznica: rok, dwa nie
                                                    > ma znaczenia.

                                                    A jaka część w ogóle dopuszcza, że może być młodszy? Tak orientacyjnie. Połowa?
                                                    1/4? Pytam z ciekawości, bo póki co, to samych interesujących faktów się od
                                                    Ciebie dowiaduję. ;)

                                                    > tak, znam kilka takich kobiet, tylko młodszy i to minimum 3-7 lat
                                                    > wchodzi w gre.

                                                    Bardzo fajne podejście mają. Dziwne, ale ciekawe. Sam się z takim jeszcze nie
                                                    spotkałem, a szkoda. :)
                                                  • kora3 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 18:09
                                                    dystansownik napisał:

                                                    A jaka część w ogóle dopuszcza, że może być młodszy? Tak
                                                    orientacyjnie. Połowa?
                                                    1/4?


                                                    nigdy zadnej statystyki nie prowadziłam w temacie:), ale z tego co
                                                    widzęu obojga płci ludzi takich, którzy nie szukają osoby duzo
                                                    starszej, czy duzo mlodszej z załozenia (bo i takie są) - rok, dwa
                                                    lata nie robi róznicy - powiedzmy 85-290 prpc. takich ludzi.

                                                    Ale zalezy to silnie od wieku, o czym już mówilismy. Chodzi tu nie o
                                                    to, ze imc złowek starszy nim mniej przebiera hehe i bierze co
                                                    podleci, jak niektórzy sądza, zwlaszcza w odniesieniu o pań, a o to,
                                                    ze im człowiek starszy tym róznica wieku się bardziej zaciera -
                                                    załoze sie,ze teraz nie masz za wielu znajomych, czy przyjaciół
                                                    około lat 20, ani około 30. Za dziesiec lat, gdy bedziesz miał 35 -
                                                    zapewnie beda wsród twoich znajomków i 25 latkowie i 40. :)

                                                    Z reguły sparwa rozbija się też o to, zeby młodszy mezczyzna był
                                                    kims o podobnym statusie. Mam na mysli to, ze 28 -latek TEZest juz
                                                    po sudiach, jak i 30-latka i TEZ pracuje, a nie jeszcze studiuje,
                                                    dziennie rzecz jasna. Na przykład.

                                                    Pytam z ciekawości, bo póki co, to samych interesujących faktów
                                                    się od
                                                    Ciebie dowiaduję.


                                                    miło, wiesz, moja parca m.in polega na tym, ze się codziennie niemal
                                                    dowiaduje róznych rzeczy, od róznych ludzi i pewnie czesciowo
                                                    dlatego, tak ja lubię :)


                                                    Bardzo fajne podejście mają. Dziwne, ale ciekawe. Sam się z takim
                                                    jeszcze nie
                                                    spotkałem, a szkoda.


                                                    To nie jest czesta postawa, ale bywa. Czy to fajne podesjcie, nie
                                                    wiem, pewnie, jak ktoś ma takie, to dlań fajne:)
                                • fuks0 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 12:32
                                  > no moze, tyle tylko, ze nie masz pewnosci, na ile tego kryterium
                                  > wstepmego kurczowo się trzyma taka kobieta w realnych
                                  > okolicznosciach kogos poznając.

                                  W "realnych" zapewne... tak. Niemniej w/w miejscu raczej się go trzyma.


                                  > bo zwykle tak jest, ze tego rodzaju zaburzenia mają glebokie xródlo
                                  > w podswiadomosci, przezyciach z dzieciństwa, komleksach. Takie
                                  > rzezcy nie znikają jak za dotnieciem zcarodziejskiej rózdżki, gdy
                                  > taka osoba wejdzie w zwiazek. Są, żyja i mają się dobrze zatruwajac
                                  > obojgu zycie.

                                  Zwykle być może, ale nie zawsze.

                                  > Takie rzeczy wymagają terapii, po prostu. Inaczej taka
                                  > osoba NIGDY sie od nich nie uwalnia i wychodzą one potem w róznych
                                  > sferach zycia.

                                  Z tym nigdy zdecydowanie się nie zgodzę. W podstawówce byłem dzieckiem bardzo
                                  przewrażliwionym na swoim punkcie, teraz jest zgoła odmiennie i nigdy u żadnego
                                  psychologa/psychiatry nie byłem.

                                  > wiesz, tak bez kontekstu zdefiniowac jest trudno:) Zasadniczo, jesli
                                  > kogos paralizuje strach przez uczynieniem kroku w sytuacji, gdy ma
                                  > wyraźny sygnał z drugiej strony, ze ktos na to czeka, a sam ma
                                  > ochote na uczynienie tego kroku i jedna go nie czyni.

                                  Tylko kwestia teraz zostaje... jakie zachowania należy uznać za takie, które
                                  wpisują się w ramy dawania wyraźnego sygnału?
                                  • kora3 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 12:40
                                    fuks0 napisał:
                                    >
                                    > W "realnych" zapewne... tak. Niemniej w/w miejscu raczej się go
                                    trzyma.


                                    odpisałam do dystansownika w temacie :)
                                    >
                                    >
                                    > Zwykle być może, ale nie zawsze.

                                    wiesz, z tego co widze - prawie zawsze. Ale jesli ktos ma ochote sie
                                    w to bawic, jego sprawa, tyle, ze powinien się liczyc z
                                    konsekwencjami.
                                    >
                                    >
                                    > Z tym nigdy zdecydowanie się nie zgodzę. W podstawówce byłem
                                    dzieckiem bardzo
                                    > przewrażliwionym na swoim punkcie, teraz jest zgoła odmiennie i
                                    nigdy u żadnego
                                    > psychologa/psychiatry nie byłem.


                                    oj czlowiecze - chyba na róznych poziomach wiekowych gadamy:) z
                                    szarych myszek podstawowkowych wyrastają licealne labedzie, czasem
                                    studencke, nie w tym rzecz. Rzecz w tym, ze jesli ktos w prawdziwie
                                    doroslym zyciu ma takie problemy, jak chorobliwa niesmiałosc, to to
                                    jest juz zaburzenie.
                                    >
                                    >
                                    > Tylko kwestia teraz zostaje... jakie zachowania należy uznać za
                                    takie, które
                                    > wpisują się w ramy dawania wyraźnego sygnału?


                                    Propozycja spotkania tylko z ana osoba, np. szczególne jej
                                    traktowanie w towarzystwie itp.
                                    • fuks0 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 13:28
                                      > oj czlowiecze - chyba na róznych poziomach wiekowych gadamy:)

                                      Całkiem prawdopodobnie :)

                                      >z
                                      > szarych myszek podstawowkowych wyrastają licealne labedzie, czasem
                                      > studencke, nie w tym rzecz. Rzecz w tym, ze jesli ktos w prawdziwie
                                      > doroslym zyciu ma takie problemy, jak chorobliwa niesmiałosc, to to
                                      > jest juz zaburzenie.

                                      A od kiedy zaczyna się prawdziwe, dorosłe życie :p? Poza tym kwestię
                                      chorobliwej nieśmiałości opisałaś na płaszczyźnie relacji towarzyskich, a życie
                                      nie tylko z takich się składa, więc w jaki sposób się ona Twoim zdaniem
                                      przekłada na inne aspekty życia tegoż nieśmiałego nieszczęśnika?

                                      Poza tym dlaczego niby taką samą "dolegliwość" w jednym wieku traktujesz jako
                                      zaburzenie, a w innym już nie?


                                      > wiesz, z tego co widze - prawie zawsze. Ale jesli ktos ma ochote sie
                                      > w to bawic, jego sprawa, tyle, ze powinien się liczyc z
                                      > konsekwencjami.

                                      Jakimi na przykład?


                                      > Propozycja spotkania tylko z ana osoba, np. szczególne jej
                                      > traktowanie w towarzystwie itp.

                                      Aha, czyli mogę napisać, ze według Twojej teorii nigdy chorobliwie nieśmiały nie
                                      byłem :p No i... właściwie, to takich osób CHYBA nie zdarzyło mi się spotkać w
                                      swoim życiu. Chociaż ostatnimi czasy zdarzyło mi się spotkać przynajmniej dwie
                                      osoby, które wyglądały na osoby pod 30-tkę i ich kłopot z nieśmiałością był
                                      widoczny na pierwszy rzut oka.
                                      • kora3 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 13:44
                                        fuks0 napisał:

                                        >
                                        > A od kiedy zaczyna się prawdziwe, dorosłe życie :p?

                                        no w moim odczuciu mniej wiecej od wieku, jak się kończy studia, w
                                        kazdym razie jakies pierwsze i idzie do pracy - np. oczywiscie kazdy
                                        moze miec ten próg w innym przezale czasowym:)


                                        Poza tym kwestię
                                        > chorobliwej nieśmiałości opisałaś na płaszczyźnie relacji
                                        towarzyskich, a życi
                                        > e
                                        > nie tylko z takich się składa, więc w jaki sposób się ona Twoim
                                        zdaniem
                                        > przekłada na inne aspekty życia tegoż nieśmiałego nieszczęśnika?


                                        napisałam w kontekscietowarzyskim, bo o takim rozmawiamy teraz. Jak
                                        się przeklada na inne sfery zycia? Róznie na ogół. zwykle taka osoba
                                        nie radzo sobie w zawodach wymagających umiejetnosci nawiazywania
                                        kontaktów, kierowania ludźmi itp. ale moze sobie dobrze radzic w
                                        takich, które tego nie wymagają.
                                        >
                                        > Poza tym dlaczego niby taką samą "dolegliwość" w jednym wieku
                                        traktujesz jako
                                        > zaburzenie, a w innym już nie?


                                        wiesz, chorobliwa niesmalosc w kazdym wieku jest niepokojacym
                                        sygnalem. Jesli dziecko w szkole chowa sie po katach, nie ma zadnych
                                        kolegów, ani kolezanek, izoluje sie, panicznie boi się wypowiedziec,
                                        to nalezałoby juz szukac podloza tego. Casem jest tak, ze po prostu
                                        ma jakiś kompleks, na temat prawdziwej, albo urojonej wady i czasem
                                        albo prawdziwy powód znika, albo znika urojenie i na ogół takze
                                        problem. Jesli jednak ma to jakies powazne podloze psychiczne,
                                        zwykle samo nie znika.
                                        >
                                        >
                                        > Jakimi na przykład?

                                        takimi na przyklad, ze bedziemusiał cały czas utwierdzać partnera w
                                        tym, ze jest on wartosciowy, bo sam nie ma poczucia własnej
                                        wartosci. Takimi na przyklad, ze bedzie musiał zmagac się z jego
                                        frustracjami itp
                                        >
                                        >
                                        > Aha, czyli mogę napisać, ze według Twojej teorii nigdy chorobliwie
                                        nieśmiały ni
                                        > e
                                        > byłem :p

                                        ale ja nie wiem, to tylko PRZKŁADY. :)



                                        No i... właściwie, to takich osób CHYBA nie zdarzyło mi się spotkać w
                                        > swoim życiu. Chociaż ostatnimi czasy zdarzyło mi się spotkać
                                        przynajmniej dwie
                                        > osoby, które wyglądały na osoby pod 30-tkę i ich kłopot z
                                        nieśmiałością był
                                        > widoczny na pierwszy rzut oka.

                                        No widzisz, sam dostrzegłes, ze w pewnym wueku to jEST problem
                                        jednak :)
                                        • fuks0 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 14:34
                                          > No widzisz, sam dostrzegłes, ze w pewnym wueku to jEST problem
                                          > jednak :)

                                          Nie tylko w pewnym, ale w każdym. Nie zdarzyło mi się usłyszeć od osoby
                                          nieśmiałej, by ze swojej nieśmiałości była zadowolona.
                                          Nie jest to jednak problem nie do przeskoczenia - oczywiście piszę teraz o samej
                                          nieśmiałości bez kompletu innych, niepożądanych cech charakteru.


                                          > no w moim odczuciu mniej wiecej od wieku, jak się kończy studia, w
                                          > kazdym razie jakies pierwsze i idzie do pracy - np. oczywiscie kazdy
                                          > moze miec ten próg w innym przezale czasowym:)

                                          A co w przypadku kiedy ktoś najpierw idzie do pracy, a później dopiero kończy
                                          studia, albo jeżeli ktoś w ogóle na studia się nie wybiera?

                                          > takimi na przyklad, ze bedziemusiał cały czas utwierdzać partnera w
                                          > tym, ze jest on wartosciowy, bo sam nie ma poczucia własnej
                                          > wartosci. Takimi na przyklad, ze bedzie musiał zmagac się z jego
                                          > frustracjami itp

                                          No ok, jakiejś tam grupy to dotyczy, jednakże ta niska samoocena nie dotyczy
                                          tylko osób nieśmiałych i... nie dotyczy wszystkich spośród tych nieśmiałych. Co
                                          do frustracji, to prawdę mówiąc, nie spotkałem się z jakąś jawną oznaką
                                          frustracji wśród znanych mi osób, które mógłbym posądzić o nieśmiałość.

                                          > ale ja nie wiem, to tylko PRZKŁADY. :)

                                          Okrutna jesteś! Obdzierać mnie tak z poczucia niebycia chorobliwie nieśmiałym,
                                          to zahacza o sadyzm!


                                          :p

                                          Jeżeli masz jeszcze jakieś przykłady w zanadrzu, to poproszę.
                                          • kora3 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 14:44
                                            fuks0 napisał:
                                            >
                                            > Nie tylko w pewnym, ale w każdym. Nie zdarzyło mi się usłyszeć
                                            od osoby
                                            > nieśmiałej, by ze swojej nieśmiałości była zadowolona.



                                            wiesz, zapene w kazdym, to już utalilismy. Tylko, ze dziecko na
                                            ogół, o ile mija przyczyna niesmiałosci zapomina o niej i szybciej
                                            umie się odnaleźć w srodoswisku, w sytuacji, gdy przyczya jest blaha
                                            i przemijająca. Pamietam, jak w początkowych klasach jakos
                                            podstwówki przyszła do naszej klasy nowa dziewczynka. Miał
                                            najbardziej okropna fryzure, jaka mozna zobaczyć. Po prostu ogoloną
                                            glowe. Prawie. Siedziala w kątku, do nikogo sie nie odzywala,
                                            unikala wszelkich kontaktów. ale z czasem wlsy jej odrosy i
                                            znormalnialo zachowanie, a dzieciaki już zapomnialy szybko, ze jak
                                            przyszla to byla "łysa".

                                            > Nie jest to jednak problem nie do przeskoczenia - oczywiście
                                            piszę teraz o same
                                            > j
                                            > nieśmiałości bez kompletu innych, niepożądanych cech charakteru.



                                            oczywiscie pod warunkiem, ze dtknieta tym osoba stara się cos z tym
                                            zrobić.

                                            >
                                            > A co w przypadku kiedy ktoś najpierw idzie do pracy, a później
                                            dopiero kończy
                                            > studia, albo jeżeli ktoś w ogóle na studia się nie wybiera?


                                            no przecie ci pisze, ze kazdy ma swoja granice - moja to tak ok. 24-
                                            25 lat. :)

                                            >
                                            >
                                            > No ok, jakiejś tam grupy to dotyczy, jednakże ta niska
                                            samoocena nie dotyczy
                                            > tylko osób nieśmiałych i... nie dotyczy wszystkich spośród tych
                                            nieśmiałych.


                                            raczej mniej albo bardziej wszystkich sposród niesmialych, natomiast
                                            istotnie - nie tylko niesmiałych.

                                            Co
                                            > do frustracji, to prawdę mówiąc, nie spotkałem się z jakąś jawną
                                            oznaką
                                            > frustracji wśród znanych mi osób, które mógłbym posądzić o
                                            nieśmiałość.


                                            bo byc moze w kontaktach towarzyskich tak się nie odkrywają
                                            >

                                            >
                                            > Okrutna jesteś! Obdzierać mnie tak z poczucia niebycia
                                            chorobliwie nieśmiałym,
                                            > to zahacza o sadyzm!

                                            >
                                            e tam

                                            > Jeżeli masz jeszcze jakieś przykłady w zanadrzu, to poproszę.



                                            wyjdzie w ozmowie, jesli ma wysc :)
                        • dystansownik Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 09:24
                          > no jasne, to przykkad taki był, bardzo konkretnego wymagania które
                          > spelnia niewielka grupa facetów. zwykle te wymagania są nie az takie
                          > unikatowe:)

                          Może nie są unikatowe, ale jak się je przeanalizuje, to może się okazać, że z
                          pozornie standardowej cechy, robi się towar deficytowy na rynku. Głównie pod
                          względem jego "dostępności".

                          > wiesz, to temin akurat konkretny, tyle, ze w potocznym rozumieniu i
                          > uzywaniu oznacza on cos innego niż iloraz inteligencji i zdolnosc
                          > analizy problemów o roznym stopniu konkretu i anstrakcji:)

                          Ale ze względu, że dla każdego może znaczyć coś innego jest to bardzo duży
                          ogólnik. Dla jednej osoby poszukiwana inteligencja będzie się objawiała przez
                          elokwencję, dla innej przez duży zasób wiedzy, a jeszcze dla innej przez ciekawe
                          zainteresowania.

                          Do tego dochodzi fakt, ze stwierdzenie "szukam inteligentnego" zupełnie nic nie
                          wyraża. Tak samo jak żaden człowiek nie powie o sobie, że nie jest inteligentny,
                          tak samo nikt się nie przyzna, że szuka półgłówka na partnera.
                          Bardziej na miejscu byłoby zdefiniowanie tej cechy jako dopasowania
                          intelektualnego.

                          > Bardzo teoretycznie. Głownie dlatego, ze zainteresowany facet jest
                          > wyczulony na nawet subtelne sygnaly. Niezaleznie od tego czy jest
                          > niesmialy, u niesmialego moze to chwilke dluzej potrwac.

                          Chyba, że jest naprawdę bardzo nieśmiały, ale z drugiej strony, wtedy zapewne
                          szkoda zachodu na takiego faceta. ;)

                          > hmmm źle nie, ale w takim przypadku, dobrze wcale:)
                          > albowiem narzucaniem sie na ogól niewiele wskóra, a jesli cos nawet,
                          > to gosc wie, ze tak bardzo jej zalzey a nim, ze moze ja traktowac
                          > dowolnie.

                          Ale niekoniecznie chodzi już o całkowite narzucanie. Bezpośredni krok z jej
                          strony może zadziałać na jej korzyść, a jak facet powie prost, że nie jest
                          zainteresowany, to wtedy można odpuścić. W sumie nie doprecyzowałem o co mi
                          chodziło, bo rzeczywiście pisałaś o całkowitym narzucaniu.

                          > nieprawda, jak jest niesmaly czeka na wyraźny sygnal:) ale jesli
                          > sygnały sa, a gosc nic nie robi to jest niezaiteresiwany.

                          Ale od poziomu nieśmiałości musi zależeć to jak bardzo wyraźny jest to sygnał.
                          Jeśli nie jest dla niego dość wyraźny, to nic nie zrobi.

                          > Trudno mi natomiast pojac osoby, ktore twierdza, ze "facetowiufam,
                          > ale ie ufam innm kobietom" - dla mnie szczyt braku logiki w tym
                          > kontekscie :)

                          Imho to i tak wynika z braku pełnego zaufania do faceta, nawet jeśli się do tego
                          nie przyznaje.
                          Taka kobieta najprawdopodobniej nie chce w jakikolwiek sposób ryzykować jego
                          utraty, bo np. może sądzić, że już innego w swoim wieku nie znajdzie i wybiera
                          poczucie bezpieczeństwa oparte na tym, że w okół niego nie kręcą się jakieś
                          singielki.

                          O ile ogólnie wszelkie takie obawy rozumiem, to w mojej główce nie mieści się
                          jak w dość zamkniętym środowisku koleżeńskim można tak postępować. Koleżankom
                          pasowałoby dać jakiś kredyt zaufania. Ryzyko istnieje zawsze, a szkoda skreślać
                          znajomości choćby koleżeńskie, ale z tak błahych powodów.
                          • kora3 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 11:14
                            dystansownik napisał:

                            , że z
                            > pozornie standardowej cechy, robi się towar deficytowy na rynku.
                            Głównie pod
                            > względem jego "dostępności".


                            no tak i tu dochodzimy to miejaca, kiedy mozna mówic o owych
                            wygórowanyc, czy lepiej - nierealnych oczekiwaniach.
                            Zwykle dotycz one sfery bardzjej skomplikowanej niż wzrost :)
                            Na przyklad - kobieta 30 kilka lat ma wymaganie, zeby jej partner w
                            zblizonym wieku bł jenoczesnie dorzałym mezczyzną i nie mal zadnej
                            powazniejszej przeszłosci zwiazkowej (mam na mysli tu ewenualne byle
                            małzeństwo, byłe powazne związki, czy zwiazek) No i klapa na całej
                            linii, bo to zwycajnie nie jst mozliwe:)
                            Osoba w tym wieku, która ngdy nie byla w powazniejszum zwiazku jest
                            mozliwea do znalezienia z pewnosia , z trudem, ale malo
                            prawdopodobne, by spelniala pozostale kryteria. Skoro bowiem do tego
                            czasu nie zwiazala się nigdy z nikim powazniej to wynika to
                            najpewniej z: zaburzeń w sferze emocji i osobowosci, chroblich
                            kompleksów i niesmialosci, dominajcji rodziców itp. Niezwykle mało
                            prawdopodobne by z taka osobą stworzyc się dało udany zwiaZek.

                            dlatego tez duzo bardziej sensowne sa kryteria zblizone bardziej do
                            rzeczywistosci. I tak np. kobieta nie oczekje, ze gosc z nikim
                            wcesniej na pwazne nie byl, ale nie akcepuje np: rozwodnika,
                            kilkukrotnego rozwodnika, goscia, który m 5 dzieci z róznymi
                            paniami, goscia który ma 5 z jedna panią itd.

                            > Bardziej na miejscu byłoby zdefiniowanie tej cechy jako
                            dopasowania
                            > intelektualnego.


                            pełna zgoda:) sam wszelako zauwazyles, ze wiekszosc ludzi samych
                            siebie okresla jako "inteligentny" wiec dopasowany doń tez taki ma
                            byc:) Ogólnie - zwykle chodzi o to, by nie bylo duzej dysproporcji
                            pomiedzy parnerami w sferze intelektu i tyle.
                            >
                            >
                            > Chyba, że jest naprawdę bardzo nieśmiały, ale z drugiej strony,
                            wtedy zapewne
                            > szkoda zachodu na takiego faceta. ;)


                            no niestety, musze ci tu przyznac rację, tak jak pisze wyzej do
                            Fuksa: jesli ktos jest az tak niesmały to ma zapewne pokreconą
                            osobowisc i wchodzenie w relacje partnerską z kimś takim jest mocno
                            niebezpieczne.
                            >
                            a jak facet powie prost, że nie jest
                            > zainteresowany, to wtedy można odpuścić.


                            no owszem, tylko wiesz - ani mezczyzna ani kobieta nie czują
                            siekomfortowo, gdy sa odrzucani. Jesli wszystko dzieje w sferze
                            delikatniejszego podrywu i ktos dostaje kosza, to łatwiej mu, a
                            zwlaszcza jej to przełknąc, niz ja zaproponuje konkret i
                            usłyszy "nie".
                            Zarówno kobiety, jak i mezczyźni nie zawsze wprost mówią pwne
                            rzeczy, nie tylko na polu damsko-meskim:) Po prostu czasem nie chce
                            się kogos lubianego, sympatycznego urazic. Nie powiem kolezance
                            pytającej mnie, jak wyglada w przymierzanych spodniach "Zdejmuj,
                            wygladasz jak słonica w ciązy" tylko raczej "Nie twój fason kochana,
                            spróbuj te" .
                            Tak samo jest w sferze d-m:) Jesli np. czy babka, czy gosc mówi "
                            wybieramy się z paczką znajomych do (kino, galeria, koncert,
                            cokolwiek), moze wybralabys się/wybralbyś sie z nami? i
                            słyszy "Wiesz, nie ma czasu, nie lubię (tego co akurat
                            zaproponowano), wyjezdzam , mam juz plany na ten wieczór itp" to
                            poerwszy krok został zrobiony ze strony proponujacej. Teraz naley
                            zanalizowac co sie dzieje dalej, bojesli isioba, której proponowano
                            odmówila, ale mówi np.

                            - "No bardzo załuję, bo akurat mam pilny wyjazd, ale jesli tylko
                            bedziesz sie wybieral/ła na podobna impreze, zaraz daj mi znac"
                            - "wiesz nie lubie akich rozrywk, ale moze dasz sie zaprosić jutro
                            na kawe (obiad, kolację)"
                            to ma to inny wydxwiek niz grzeczna odmoa z nastronym brakiem
                            jakiejklwiek inicjatywy ze strony podrywanej/drywanego.
                            >

                            > Taka kobieta najprawdopodobniej nie chce w jakikolwiek sposób
                            ryzykować jego
                            > utraty, bo np. może sądzić, że już innego w swoim wieku nie
                            znajdzie i wybiera
                            > poczucie bezpieczeństwa oparte na tym, że w okół niego nie kręcą
                            się jakieś
                            > singielki.


                            wiesz, mam wrazenie, ze demonizowanie wieku kobiety (nader czeste na
                            tym forum - czasem przez same babki, czasem przez facetów) nie jest
                            tu dobrą drogą. Chorobliwie zazdrosne o swych facetów bywają takze
                            kobiety bardzo młode.
                            Ta akurat sprawa, choc nierzadka nie ma jedniznaczego podłoza.
                            Zwykle takie podejscie maja osoby skrajnie uzaleznione od parntnera,
                            które na ogół z owego uzaleznienia nie zdają sobie wcale, albo w
                            pelni sprawy. Osoby, które nie mają do partnera zaufania: albo z
                            powodu jego wczesniejszego zachowania, albo z powodu złych
                            doswiadczeń tego typu z kims innym. Osoby, które maja niskie
                            poczucie wartosci, choc sie do tego nie przyznają i ppdswiadomie
                            uwazają, ze jesli tylko pojawi sie inna kobieta, to na pewno jej
                            partner ja wybierze. I w końcu osoby, które z tym, albo innm
                            partnerem mialy sytuacje, w której zrobil skok w bok, albo mial
                            romans z kimś ze wspólnego towarzystwa.
                            Zwykle to wystepuje wzystko razem, np: poprzedni facet zdradzał
                            kobitkę z jej kolezanką. Wiadoo, ze to nie wplyneło dobrze na jej
                            poczucie wartosci, wiec z aktualnym boi się tego zamego itd.

                            ozna to zrozumiec,paradosk polega nie na tej obawie, a na załozeniu,
                            ze wszystko zalezy nie od faceta, a od jakiejs innej kobiety.
                            tymczasem logiki krzty w tym nie ma , bo jesli fact nie chce
                            zdradzic, to podrywajaca go kobieta, bca nam, czy też ne niczego nie
                            wskora. Jesli chce - poderwac go moze ekspeientka w skepie,
                            kolezanka z pracy, przypadkowo poznana osoba. Dlatego nie
                            przemawiają do mnie argument niektórych pań, że "okazja czyni
                            zlozieja" i trzeba swemu facetowi te okazje ograniczac. Głownie
                            dlatego, ze jest to nierealne :) Co bowiem z tego, że sie
                            zlikwiduje "okazje" w postaci kolezanki-singoelki na imprezie (która
                            byc moze nawet mysli o tym, zeby poleciec na czyjegos chlopa nie
                            ma),jak "okazja" moze byc np. chetna kolezanka z pracy,
                            niekoniecznie singlowa:) sasiadka, matka kolegi dziecka z
                            przedszkola, zona kolegi, calkiem przypakowo poznana osoba? Nikt nie
                            ejst z parynerem, partnerka 24 godziny na dobe i nikt nie ejst w
                            stanie go/jej kontrolowac caly czas. dlatego takie "pilnowanie, zeby
                            nie miał okazji" jest czysta iluzją :) Jesli zechce skorzystać
                            z "okazji" sam sobie ja znajdzie.
                            >
                            >
                            • dystansownik Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 12:42
                              > Osoba w tym wieku, która ngdy nie byla w powazniejszum zwiazku jest
                              > mozliwea do znalezienia z pewnosia , z trudem, ale malo
                              > prawdopodobne, by spelniala pozostale kryteria. Skoro bowiem do tego
                              > czasu nie zwiazala się nigdy z nikim powazniej to wynika to
                              > najpewniej z: zaburzeń w sferze emocji i osobowosci, chroblich
                              > kompleksów i niesmialosci, dominajcji rodziców itp. Niezwykle mało
                              > prawdopodobne by z taka osobą stworzyc się dało udany zwiaZek.

                              Ale właśnie o to mi chodzi. Teoretycznie można rzucić wymaganie, żeby tylko nie
                              był rozwodnikiem i nie miał dzieci z poprzednich związków. Wtedy dopuszcza się
                              mężczyzn, którzy byli w niesformalizowanych związkach i mają już na kącie trochę
                              kobiet.
                              Niby w takiej formie wygląda to ok, ale teraz dorzućmy do tego pozostałe
                              wymagania, które często się pojawiają w tego typu sytuacjach. Czyli ma być
                              przystojny, wysoki, miły, inteligentny, dobrze zarabiał, miał swoje pasje itd. I
                              znów się okazuje, że takiego faceta, w danej chwili wolnego, można ze świecą szukać.

                              Choć wymagania niekoniecznie są wysokie, to ich suma (a może iloczyn? logikę
                              przerabiałem dawno i już tego nie pamiętam) ogranicza "zbiór" dostępnych
                              kandydatów do bardzo małego grona.

                              > pełna zgoda:) sam wszelako zauwazyles, ze wiekszosc ludzi samych
                              > siebie okresla jako "inteligentny" wiec dopasowany doń tez taki ma
                              > byc:) Ogólnie - zwykle chodzi o to, by nie bylo duzej dysproporcji
                              > pomiedzy parnerami w sferze intelektu i tyle.

                              Dysproporcja nawet może być, byle obu osobom to całkowicie odpowiadało. Mam na
                              myśli głównie kwestię charakterów, bo czasem przeciwieństwa się przyciągają, a
                              przynajmniej niektórym podobają. ;)

                              > no niestety, musze ci tu przyznac rację, tak jak pisze wyzej do
                              > Fuksa: jesli ktos jest az tak niesmały to ma zapewne pokreconą
                              > osobowisc i wchodzenie w relacje partnerską z kimś takim jest mocno
                              > niebezpieczne.

                              Zgadzam się. A jak nawet nie niebezpieczne, to po prostu zbyt wymagające. Mało
                              komu przy wyborze partnera marzy się rola psychoterapeuty życiowego dla tej
                              osoby. :P

                              > no owszem, tylko wiesz - ani mezczyzna ani kobieta nie czują
                              > siekomfortowo, gdy sa odrzucani. Jesli wszystko dzieje w sferze
                              > delikatniejszego podrywu i ktos dostaje kosza, to łatwiej mu, a
                              > zwlaszcza jej to przełknąc, niz ja zaproponuje konkret i
                              > usłyszy "nie".

                              Może masz rację. Choć wprost "nie" raczej facet nie powie. Prędzej rzuci
                              standardowy tekst w stylu "lubię Cię jako przyjaciółkę/koleżankę" albo "jesteś
                              bardzo fajna, ale wiesz, nie w moim typie". ;)

                              > ozna to zrozumiec,paradosk polega nie na tej obawie, a na załozeniu,
                              > ze wszystko zalezy nie od faceta, a od jakiejs innej kobiety.
                              > tymczasem logiki krzty w tym nie ma , bo jesli fact nie chce
                              > zdradzic, to podrywajaca go kobieta, bca nam, czy też ne niczego nie
                              > wskora. Jesli chce - poderwac go moze ekspeientka w skepie,
                              > kolezanka z pracy, przypadkowo poznana osoba. Dlatego nie
                              > przemawiają do mnie argument niektórych pań, że "okazja czyni
                              > zlozieja" i trzeba swemu facetowi te okazje ograniczac.

                              Warto tylko dodać, że nasz gust zwykle się nie zmienia. Jak kobieta raz wybrała
                              faceta skaczącego z kwiatka na kwiatek, to istnieje bardzo duża szansa, że
                              następnego wybierze bardzo podobnego, tzn. o podobnych cechach charakteru.
                              Dlatego może chcieć mu ograniczać "dostęp" do "okazji", bo podświadomie może
                              wiedzieć, że facet mógłby z takiej "okazji" skorzystać.

                              Inna sprawa, gdy kobieta nie ma absolutnie żadnych powodów do podejrzeń. Wtedy
                              taka sytuacja wynika głównie z jej kiepskiej samooceny.
                              • kora3 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 12:51
                                dystansownik napisał:
                                >
                                > Ale właśnie o to mi chodzi. Teoretycznie można rzucić
                                wymaganie, żeby tylko nie
                                > był rozwodnikiem i nie miał dzieci z poprzednich związków. Wtedy
                                dopuszcza się
                                > mężczyzn, którzy byli w niesformalizowanych związkach i mają już
                                na kącie troch
                                > ę
                                > kobiet.


                                no na przyklad :) załozmy, ze takiej kobiecie zalezy na tym, zeby
                                jej facet nie był wczesniej niczyim mezem, a ze był czymis facetem
                                jej nie przeszkadza. Ma prawo zeby jej na tym zalezalo:)


                                Czyli ma być
                                > przystojny, wysoki, miły, inteligentny, dobrze zarabiał, miał
                                swoje pasje itd.
                                > I
                                > znów się okazuje, że takiego faceta, w danej chwili wolnego, można
                                ze świecą sz
                                > ukać.


                                no to upraszczając sytuacje: albo taka kobieta pozostaje w danym
                                momencie sama, albo "schodzi" z tych kryteriów na których w zasadzie
                                mniej jej zalezy:)

                                Mam na
                                > myśli głównie kwestię charakterów, bo czasem przeciwieństwa się
                                przyciągają, a
                                > przynajmniej niektórym podobają. ;)


                                No moze i racja. ale jakos sobie nie wyobrazam zwiazku z gosciem po
                                zawodowej szkole - sorry. Zaraz sie dowiem, ze ktos ma wybitnego
                                kolege-erudyte po budowlance :) ale naet jesli to chyba rzadkosc:)
                                >
                                > Zgadzam się. A jak nawet nie niebezpieczne, to po prostu zbyt
                                wymagające. Mało
                                > komu przy wyborze partnera marzy się rola psychoterapeuty
                                życiowego dla tej
                                > osoby. :P


                                o wlasnie :)
                                >
                                >
                                > Może masz rację. Choć wprost "nie" raczej facet nie powie.
                                Prędzej rzuci
                                > standardowy tekst w stylu "lubię Cię jako przyjaciółkę/koleżankę"
                                albo "jesteś
                                > bardzo fajna, ale wiesz, nie w moim typie". ;)


                                no to jest wprost "nie":)
                                >
                                >> Warto tylko dodać, że nasz gust zwykle się nie zmienia. Jak
                                kobieta raz wybrała
                                > faceta skaczącego z kwiatka na kwiatek, to istnieje bardzo duża
                                szansa, że
                                > następnego wybierze bardzo podobnego, tzn. o podobnych cechach
                                charakteru.



                                niekoniecznie.

                                >
                                > Inna sprawa, gdy kobieta nie ma absolutnie żadnych powodów do
                                podejrzeń. Wtedy
                                > taka sytuacja wynika głównie z jej kiepskiej samooceny.


                                owszem, czasem wynikającej z poprzednich doswiadczeń z innym
                                facetem.
                                • dystansownik Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 13:36
                                  > no na przyklad :) załozmy, ze takiej kobiecie zalezy na tym, zeby
                                  > jej facet nie był wczesniej niczyim mezem, a ze był czymis facetem
                                  > jej nie przeszkadza. Ma prawo zeby jej na tym zalezalo:)

                                  No ok i nie jest to jakiś super skomplikowany warunek niemożliwy do spełnienia.
                                  Problem w tym, że z pozostałymi warunkami, łącznie daje obraz osoby, którą
                                  bardzo ciężko jest znaleźć.

                                  > no to upraszczając sytuacje: albo taka kobieta pozostaje w danym
                                  > momencie sama, albo "schodzi" z tych kryteriów na których w zasadzie
                                  > mniej jej zalezy:)

                                  Ale właśnie częściowo o to chyba rozbija się ten wątek. O kobiety, które mają
                                  wymagania pozornie normalne, ale jednocześnie praktycznie niemożliwe (albo
                                  bardzo ciężkie) do spełnienia, którym się doradza, żeby z tych wymagań zeszły.
                                  Przecież w różnych wątkach nie radzi im się, żeby łapały pierwszego lepszego
                                  chętnego, ale o rozszerzenie obszaru poszukiwań.

                                  > No moze i racja. ale jakos sobie nie wyobrazam zwiazku z gosciem po
                                  > zawodowej szkole - sorry. Zaraz sie dowiem, ze ktos ma wybitnego
                                  > kolege-erudyte po budowlance :) ale naet jesli to chyba rzadkosc:)

                                  Masz coś do budowlanki? ;) Zaraz się jeszcze obrażę i przestane z Tobą pisać.
                                  A poważnie, tu w tym przypadku raczej chodzi o status jaki daje wykształcenie.
                                  Sam znam ludzi po zawodówce czy technikum, którym nic nie mogę zarzucić, a
                                  jednocześnie znam studentów polibudy, przyszłych inżynierów, którzy są
                                  prostakami i po prostu burakami. W dzisiejszych czasach uczelnię wyższą może
                                  skończyć praktycznie każdy, a pomimo to dalej wykształcenie traktuje się jako
                                  coś co sprawia, że człowiek niby jest lepszy od innych. :P
                                  • kora3 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 14:01
                                    dystansownik napisał:
                                    >
                                    > No ok i nie jest to jakiś super skomplikowany warunek
                                    niemożliwy do spełnienia.
                                    > Problem w tym, że z pozostałymi warunkami, łącznie daje obraz
                                    osoby, którą
                                    > bardzo ciężko jest znaleźć.


                                    no wiesz, jest nie jest :) jesli taki warunek stawia 20-latka
                                    rozgladajaca się za 25 latkiem to zdecydowanie sporo gosci bedzie go
                                    spełniac. ale jesli 30-latka rozgladająca się za 35-latkiem - to
                                    pewnie znacznie mniej. no i jesli teraz dołozysz logicznie dozostałe
                                    warunki to masz iloczyn tego rodzaju:
                                    facet ma nie byc rozwodnikiem I ma byc wyszktałcony I ma byc stailny
                                    matetialnie I nie meic zobowiazań I na przyklad byc wysokim
                                    blondynem z zielonymi oczami - to faktycznie moze wyjsc bardzo mało
                                    facetów spelniających te warunki :)wszystkie naraz
                                    >
                                    >
                                    > Ale właśnie częściowo o to chyba rozbija się ten wątek. O
                                    kobiety, które mają
                                    > wymagania pozornie normalne, ale jednocześnie praktycznie
                                    niemożliwe (albo
                                    > bardzo ciężkie) do spełnienia, którym się doradza, żeby z tych
                                    wymagań zeszły.


                                    wiesz, ale mentalna mozliwosc zejscia z jakis warunków zależy od:
                                    - stopnia w jakim dany warunek jest wazny - i tak np. jesli mowimy o
                                    kobiecie - katoliczce to dla niej warunkiem moze byc mozliwosc
                                    zawarcia przez goscia slubu koscielnego. Brak mozliwosci spełnienia
                                    przez goscia warunku tego np, nawet wówczas gdy inne spelnia
                                    przekresla mozliwosc bycia z nim
                                    - dystansu do siebie i otoczenia
                                    - trzexwej oceny sytuacji

                                    >
                                    > Masz coś do budowlanki? ;) Zaraz się jeszcze obrażę i przestane
                                    z Tobą pisać.
                                    > A poważnie, tu w tym przypadku raczej chodzi o status jaki daje
                                    wykształcenie.


                                    nic nie mam do budowlanki Po prosu za zcasow, gdy ja szłam do
                                    sredniej szkoły, do budowlanki zawoowki szly osoby, które mialy
                                    trudnosci z rozumieniem podstaw w szkole podstawowej. Moze teraz idą
                                    wybitnie uzdolnieni - nie mam pojecia:)

                                    wiesz, MOZE chodzic o status, jaki daje wyksztalcenie, ale wcale nie
                                    musi TYLKO o to, albo SZCZEGÓNIE o to biegac.

                                    Teraz, eby referentem byc w urzedzie musisz mieć skończone studia na
                                    ogół- a jakie one tam sa i po jakiej uczelni to juz rybka:), ale są -
                                    czy wyksztacenie nawet na najlepszej uczelni i potem praca
                                    referenta daje jakis sczególny status? Nie. Ale dla wielu kobitek
                                    wazne jest, ze facet ma studia.

                                    > Sam znam ludzi po zawodówce czy technikum, którym nic nie mogę
                                    zarzucić, a
                                    > jednocześnie znam studentów polibudy, przyszłych inżynierów,
                                    którzy są
                                    > prostakami i po prostu burakami.


                                    co tam studenci bracie, ja znam kilku doktorów takich burakow, ze
                                    szok :) ale to nie zmienia mojego podejscia. Moje warunki w tym
                                    zakresie to: ma być wykształcony gosc NA DOBREJ UCZELNI I
                                    jednoczesnie kulturalny, obyty itd.


                                    W dzisiejszych czasach uczelnię wyższą może
                                    > skończyć praktycznie każdy, a pomimo to dalej wykształcenie
                                    traktuje się jako
                                    > coś co sprawia, że człowiek niby jest lepszy od innych. :P


                                    wiesz, kiedyś tu pisala taka kobita, która serio uwazała sie za nie
                                    wiadomo koo, bo miała magisterkę :) budzila ym politowanie. Rzecz
                                    wlasnie w tym, ze obecnie - w odróznieniu od sytuacji np. 30 lat
                                    temu, prawi kazdy kończy studia.
                                    W zwiaku z tym przestały byc kryterium "lepszosci", raczej naleza do
                                    normalnosci. O "lepszosci" moze stanowic czsem, takze dla pracodwcy -
                                    uczelnia, kierunek, a nie sam dyplom obojetnie jaki, bo jak
                                    słusznie zauwazyłes, teraz to zadne cos tam, ze ktos skończył
                                    studia :)
                                    • dystansownik Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 14:32
                                      > no wiesz, jest nie jest :) jesli taki warunek stawia 20-latka
                                      > rozgladajaca się za 25 latkiem to zdecydowanie sporo gosci bedzie go
                                      > spełniac. ale jesli 30-latka rozgladająca się za 35-latkiem - to
                                      > pewnie znacznie mniej.

                                      Tylko 20-latka raczej nie zakłada desperackich wątków na forum. No i wśród
                                      25-latków też nie musi być tak łatwo, bo to jest wiek, gdzie faceci już
                                      zaczynają się "wykruszać" i poważnie zakładać rodziny, a przynajmniej o tym
                                      poważnie myślą.

                                      > wiesz, ale mentalna mozliwosc zejscia z jakis warunków zależy od:
                                      > - stopnia w jakim dany warunek jest wazny - i tak np. jesli mowimy o
                                      > kobiecie - katoliczce to dla niej warunkiem moze byc mozliwosc
                                      > zawarcia przez goscia slubu koscielnego. Brak mozliwosci spełnienia
                                      > przez goscia warunku tego np, nawet wówczas gdy inne spelnia
                                      > przekresla mozliwosc bycia z nim
                                      > - dystansu do siebie i otoczenia
                                      > - trzexwej oceny sytuacji

                                      Zgadzam się. Choć często bywa tak, że do niektórych warunków niepotrzebnie
                                      przywiązuje się zbyt dużą wagę, gdy naprawdę nie mają wielkiego znaczenia. Do
                                      tego dystans do siebie i otoczenia oraz trzeźwa ocena sytuacji, to są cechy
                                      których bardzo wielu ludziom brakuje.

                                      > nic nie mam do budowlanki Po prosu za zcasow, gdy ja szłam do
                                      > sredniej szkoły, do budowlanki zawoowki szly osoby, które mialy
                                      > trudnosci z rozumieniem podstaw w szkole podstawowej. Moze teraz idą
                                      > wybitnie uzdolnieni - nie mam pojecia:)

                                      Sorry, trochę się nabijałem. Też wątpię, żeby wyjątkowi erudyci kończyli
                                      zawodówki. ;)

                                      > czy wyksztacenie nawet na najlepszej uczelni i potem praca
                                      > referenta daje jakis sczególny status? Nie. Ale dla wielu kobitek
                                      > wazne jest, ze facet ma studia.

                                      W sumie nie tylko dla kobiet. Faceci też jednak czasem na to patrzą. Chyba obie
                                      strony traktują wykształcenie jako jeden z wyznaczników tego jaki poziom ktoś
                                      reprezentuje.

                                      > Moje warunki w tym
                                      > zakresie to: ma być wykształcony gosc NA DOBREJ UCZELNI I
                                      > jednoczesnie kulturalny, obyty itd.

                                      Cóż, mogę tylko przyznać, że z takimi wymaganiami masz rację. Jak sama
                                      reprezentujesz odpowiedni poziom, to masz prawo oczekiwać tego samego od
                                      potencjalnego partnera. Ale też trzeba uważać, żeby nie przywiązywać do tego aż
                                      przesadnej wagi. :)
                                      • kora3 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 14:50
                                        dystansownik napisał:

                                        >
                                        > Tylko 20-latka raczej nie zakłada desperackich wątków na forum.
                                        No i wśród
                                        > 25-latków też nie musi być tak łatwo, bo to jest wiek, gdzie
                                        faceci już
                                        > zaczynają się "wykruszać" i poważnie zakładać rodziny, a
                                        przynajmniej o tym
                                        > poważnie myślą.


                                        róznie bywa, u mnie w grupie na stuiach, gdzie było nas 7 osób w tym
                                        6 chłopa zaraz po studiach ozeni się gosc jeden :) ja po prawie roku
                                        po studiach wyszłam za maz, reszta chłopaków też się pozenia, ale
                                        póxniej. Czyli mieli wiecej niz 25 lat:) w skali calego naszego roku
                                        (21 osób skończyło) podobnie.


                                        >
                                        > Zgadzam się. Choć często bywa tak, że do niektórych warunków
                                        niepotrzebnie
                                        > przywiązuje się zbyt dużą wagę, gdy naprawdę nie mają wielkiego
                                        znaczenia.


                                        to jakie maja znaczenie zalezy od powodów ich postawienia : patrz
                                        moja kuzynka mająca awersje do mlodszych facetów:)

                                        >
                                        > W sumie nie tylko dla kobiet. Faceci też jednak czasem na to
                                        patrzą.


                                        naturalnie. Duzo znasz par: lekarz + krawcowa?
                                        np.

                                        Ale też trzeba uważać, żeby nie przywiązywać do tego aż
                                        > przesadnej wagi. :)


                                        ale co to znaczy "przesadna"? czy wymaganie, zeby facet umia się
                                        wyslowic, zachowac i mozna było z nim pogadac o czyms wiecej niz o
                                        pogodzie to przesada? :) na przyklad:)
                                        • dystansownik Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 15:35
                                          > ja po prawie roku
                                          > po studiach wyszłam za maz, reszta chłopaków też się pozenia, ale
                                          > póxniej. Czyli mieli wiecej niz 25 lat:) w skali calego naszego roku
                                          > (21 osób skończyło) podobnie.

                                          No ale już pod koniec studiów zaczęli. Sam właśnie już kończę i widzę, że spora
                                          część kolegów ma już poważne narzeczone. Co ciekawe, tendencje do łapania
                                          20-stek wśród moich znajomych są niewielkie. Większość woli dziewczyny max 2
                                          lata młodsze. Choć co się dziwić, różnica pomiędzy kimś kto kończy studia, a
                                          kimś kto je dopiero zaczyna, to niejednokrotnie po prostu przepaść.

                                          Btw co studiowałaś, że tak mało osób było na roku? Podejrzewam, że coś bardzo
                                          specjalistycznie nastawionego?

                                          > ale co to znaczy "przesadna"? czy wymaganie, zeby facet umia się
                                          > wyslowic, zachowac i mozna było z nim pogadac o czyms wiecej niz o
                                          > pogodzie to przesada? :) na przyklad:)

                                          Chodzi o to, że np. wymagając ukończenia dobrej uczelni masz na myśli państwową
                                          zamiast prywatnego badziewia, a nie jakiegoś elitarnego kierunku na najlepszej
                                          uczelni w kraju.
                                          • kora3 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 15:53
                                            dystansownik napisał:
                                            >
                                            . Sam właśnie już kończę i widzę, że spora
                                            > część kolegów ma już poważne narzeczone. Co ciekawe, tendencje do
                                            łapania
                                            > 20-stek wśród moich znajomych są niewielkie.


                                            no pewnie,ze w tym wieku ldzie bywają juz w powaznych z wiazkach z
                                            palnami na przyszlo - co z nich wychodzi z tych planów to róznie
                                            bywa.
                                            To wcale nie takie ciekawe, ze wsród gosci w tym wieku łapanie 20
                                            stek e jest norma. Zwykle tak jest,ze ludzie bedacy na stuiac z tego
                                            srodowiska, a wiec i wieku zblizonego znajduja partnerow/rki.
                                            Sa naturalnie wyjatki, ale z reguły jest tak, jak pisze, a ty
                                            dostrzegasz:)

                                            Większość woli dziewczyny max 2
                                            > lata młodsze. Choć co się dziwić, różnica pomiędzy kimś kto kończy
                                            studia, a
                                            > kimś kto je dopiero zaczyna, to niejednokrotnie po prostu przepaść.


                                            no dokladnie - w mentalnosci, planach na przyszłosc.

                                            > Btw co studiowałaś, że tak mało osób było na roku? Podejrzewam,
                                            że coś bardzo
                                            > specjalistycznie nastawionego?


                                            Studiowlam na polibudzie:) czy mało ludzi bylo na roku. Otóz na
                                            pierwszy dostało się chyba ze 100. w kazdym razie 4 grupy
                                            dziekańskie byly po dwadziescia pare osób. Chyba po trzecim
                                            semestrze był podzia: mozn było wybrac czy się chce kończyc studia
                                            inzynierkise (w sumie 3,5 roku, bez magisterki, z mozliwoscią
                                            dorobienia jej w 4 semestry, ale tylko wieczorowo, zaocznych studiów
                                            ten kierunek - tpowo techniczny taki nie przewidywał), czy
                                            magisterskie - czyli normalnie 5 lat z dyplomem gra inza:) na te
                                            inzynierskie poszło coś chyba z 20 osób, ile skończyło nie pamietam
                                            już, bo dwno to było :).
                                            Nim jednak doszło do podzialu na pierwszym semestrze odpadło z 1/3
                                            roku. Potem sie ludzie wykruszali trochę, glownie na 3 roku, na
                                            termie sporo zaliczyło spadochrona. Mój kierunek dyplomowania by
                                            dosc specjalistyczny, ale nie jakis megaunikatowy:) - w tym zawdzie
                                            pracowalam 2 lata w trakcie których robilam podyplomowke z calkiem
                                            innej dziedziny zycia i wiedzy. W końcu to ten drugi zawód , a
                                            wlasciwie trzeci, bo wczesniej skończyłam technikum (ale nie
                                            pracowałam nigdy w tym zawodzie, studiowalam dziennie po maturze)
                                            stał sie tym, który teraz juz ponad 10 lat wykonuje:)

                                            >
                                            > Chodzi o to, że np. wymagając ukończenia dobrej uczelni masz na
                                            myśli państwową
                                            > zamiast prywatnego badziewia, a nie jakiegoś elitarnego kierunku
                                            na najlepszej
                                            > uczelni w kraju.

                                            no tu racja. ale gdybym byla absolwentka Yale, to kto wie, jakie
                                            miałabym oczekiwania. :)
                                            Mj facet wykonuje dosc niepospolity zawód - mam na mysli to, ze no
                                            nie spotyka się tak czesto ludzi go wykonujacyc, jak np. lekrzy, czy
                                            prawników. Ale to zupełnie nie miało dla mnie znaczenia szczerze
                                            mówiąc. Razcej było, ze wzgledu na to, ze to dosc niebezpeiczne
                                            zajecie na "nie"- prawde mówiac.
                                            • dystansownik Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 16:23
                                              > Nim jednak doszło do podzialu na pierwszym semestrze odpadło z 1/3
                                              > roku. Potem sie ludzie wykruszali trochę, glownie na 3 roku, na
                                              > termie sporo zaliczyło spadochrona.

                                              Spore odpady, to jednak na polibudzie standard. U mnie do końca 2 roku wyleciało
                                              prawie 1/2 przyjętych, ale później szeregi zasiliło trochę spadochronów.

                                              > stał sie tym, który teraz juz ponad 10 lat wykonuje:)

                                              Oooo to jak tyle lat przepracowałaś, to należysz do tych trochę starszych
                                              forumowiczek (w pozytywnym znaczeniu, żeby nie było, że Ci wiek wypominam czy
                                              coś). ;)
                                              • kora3 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 16:35
                                                dystansownik napisał:

                                                >
                                                > Spore odpady, to jednak na polibudzie standard. U mnie do końca
                                                2 roku wyleciał
                                                > o
                                                > prawie 1/2 przyjętych, ale później szeregi zasiliło trochę
                                                spadochronów.


                                                przyznam se, ze nie wiem jak teraz jest, ale widze, ze niewiele sę
                                                zmieniło. :)
                                                >
                                                > Oooo to jak tyle lat przepracowałaś, to należysz do tych trochę
                                                starszych
                                                > forumowiczek (w pozytywnym znaczeniu, żeby nie było, że Ci wiek
                                                wypominam czy
                                                > coś). ;)


                                                mam 38 lat :) nie widze problemu z podaniem wieku, ani nie dopatruje
                                                się "wypominania" gdy ktos zauwaza oczywistosc, ze skoro jestem 12
                                                lat po studiach (co latwo policzyc) to nie mam rczej 25 :) tak, ze
                                                spoko :)
                                                • dystansownik Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 16:45
                                                  > mam 38 lat :) nie widze problemu z podaniem wieku, ani nie dopatruje
                                                  > się "wypominania" gdy ktos zauwaza oczywistosc, ze skoro jestem 12
                                                  > lat po studiach (co latwo policzyc) to nie mam rczej 25 :) tak, ze
                                                  > spoko :)

                                                  Wiesz, 25 letnia osoba z 12 letnim doświadczeniem zawodowym, to byłoby marzenie
                                                  większości pracodawców w dzisiejszych czasach. ;)

                                                  A ze względu na Twój wiek, to teraz nie dziwi mnie, że dajesz radę mnie tu
                                                  przegadać do tego stopnia, że w wielu kwestiach zaczynam się z Tobą zgadzać.
                                                  Jak widać, jednak ta "mityczna" dojrzałość, która ponoć przychodzi z wiekiem
                                                  robi różnicę. ;)
                                                  • kora3 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 17:59
                                                    dystansownik napisał:

                                                    Wiesz, 25 letnia osoba z 12 letnim doświadczeniem zawodowym, to
                                                    byłoby marzenie
                                                    większości pracodawców w dzisiejszych czasach.


                                                    o to na pewno, za czasów, kiedy ja skończyłam studia juz tez tak
                                                    było :)


                                                    Jak widać, jednak ta "mityczna" dojrzałość, która ponoć
                                                    przychodzi z wiekiem
                                                    robi różnicę.


                                                    hmmm z wiekiem na ogół idzie w parze doswiadczenie, takze w
                                                    obserwowaniu swiata - moze z kolei z tym przychodzi wiekszy dystans
                                                    do tegoz swiata i siebie samego :)
                              • fuks0 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 13:02
                                >Choć wymagania niekoniecznie są wysokie, to ich suma (a może iloczyn? >logikę
                                > przerabiałem dawno i już tego nie pamiętam) ogranicza "zbiór" dostępnych
                                > kandydatów do bardzo małego grona.

                                Jeżeli mówimy o logice matematycznej, to zdecydowanie iloczyn :)
                                • dystansownik Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 13:24
                                  > Jeżeli mówimy o logice matematycznej, to zdecydowanie iloczyn :)

                                  Dzięki za przypomnienie, o to mi właśnie chodziło. ;)

                                  Kto by pomyślał, że wiedza matematyczna na poziomie licealnym która nie była mi
                                  do niczego potrzebna przez całe studia techniczne, znajduje dobre zastosowanie
                                  przy próbie przedstawienia własnego toku myślowego na forum. ;)
                                  • fuks0 Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 13:31
                                    Logika matematyczna nie była Ci potrzebna na studiach technicznych :o? To coś Ty
                                    studiował? Bo elektronika/mechatronika/informatyka/telekomunikacja raczej
                                    odpadają... no chyba że budownictwo?
                                    • dystansownik Re: Dystansowniku, wiem o co ci chodzi 13.03.10, 13:38
                                      > Bo elektronika/mechatronika/informatyka/telekomunikacja raczej
                                      > odpadają... no chyba że budownictwo?

                                      Trafiłeś w dziesiątkę. ;)
                                      • kora3 eeee dystansowniku 13.03.10, 16:32
                                        była, bya :) na budownictwie z pewnoscia tez :)

                                        suma logiczna i iloczym logiczny musiały ci byc potrzebne do
                                        zaliczenia matematyki i sadze, ze znacznie wczesniej, niz na
                                        studiach:) Sa to bowiem działania na przedzialach liczbowyc i
                                        zbiorach liczb - czyli chya za moich czasów póxniejsza podstaóka:)
                                        Sądzę, ze wieloktoc to wykorzystywałeś, ale po prostu jako osoba o
                                        umysle ścisłym, dzialając na liczbach czyniłes to dobrze, acz
                                        machinalnie.

                                        Bo jesli wexmiesz taki przyklad przedziałów np.
                                        do A nalezą (-4, 3>, a do B naleza <-2, 5) to sadze, ze potrafisz
                                        wyznaczyc i sume, czyli A lub B i iloczyn czyli czesc wspólna tych
                                        przedziaow:)

                                        N, ale jesli chodzi o dzialania na wymaganiach kobitek to moze byc
                                        ci trudniej zakojarzyc, ze to tak samo, jakieś "liczby" :)

                                        Słowem, jsli masz sumowac te kibiece wymagania to jesli mówi :
                                        przystojny, zaradny i mily to: albo przystojnym albo zaradny, albo
                                        miły + wszyscy ci, którzy spelniają takze dwa z pdanych kryterów,
                                        albo wszystkie.
                                        Jesli to ma byc iloczyn to kandydat bezwglednie musi spelniac
                                        wszystkie trzy kryteria: byc przystojny I Zaradny I miły i tylko
                                        taki zbór jest brany pod uwagę :)
                                        Teraz lepiej?:)
                                        • dystansownik Re: eeee dystansowniku 13.03.10, 16:46
                                          Na matematyce było, jak wiele innych rzeczy, które trochę popadły w zapomnienie.
                                          Samą ideę oczywiście kojarzę i o nią mi chodziło, tylko właśnie poprawnego
                                          nazewnictwa nie byłem pewien, dzięki za przypomnienie. ;)
                                          • kora3 :) nt 13.03.10, 18:10

        • menk.a Re: Z obserwacji forum 12.03.10, 19:53
          kora3 napisała:

          > sid.leniwiec napisała:
          >
          > > Ale zauważ, że w drugim przypadku częściej takie opinie wyrażają głównie
          > > faceci.:) Tzn. o tych kryteriach niby wymagającej księżniczki.
          >
          > no owszem, zapomnialam o tym dopisać :) ale to fakt.

          Może dlatego, że w ICH przekonaniu nie spełniliby tychże wymagań, zatem pierwsi
          skreślają lalkę nim sami mieliby być w ICH przekonaniu skreślonymi.;)
          • sid.leniwiec Re: Z obserwacji forum 12.03.10, 20:15
            No ba :)
    • facettt z belkotu tego forum 12.03.10, 17:46
      ktory nieustajaco mnie bawi :)

      kora3 napisała:

      > tak mi się nasunęło:)
      >
      > nie umiem pojąc dlaczego ak jest, ale jest :) Jak jakas dziewczyna
      > pisze np. ze facet nie spelnia jej oczekiwań: skąpiec, nierób, głąb
      > i inne takie, to zwykle dostaje odp. ze wiedziała w co sie pakuje i
      > w sumie racja.

      - istotnie.
      >
      > Ale jesli toczy się rozmowa o kryteriach doboru faceta, to o ile
      > jakas ujawnia te wymagania ma spore szanse dowiedzieć się, ze jst:
      > za bardzo wymagająca, przesadza, jest materialstka, jest zarozumala,
      > ma się za nie wiadomo kogo itp.

      - gdyz tak jest.
      >
      > Dla mnie to dziwne,

      - nie dziwota :)

      przyznam. Chyba lepiej wiedziec, czego się chce
      > i nie wchodzic w blisie relacje z kimś, kto nam nie dpowiada.

      - no nie wchodzic, proste.
      i nie smedzic potem na forum.

      Szkoda
      > czasu, energii i emocji z obu stron, nz potem "płakac", ze gosc np. maminsynek i nie chce sie zmienic?


      wlasnie.

      a z czym masz konkretnie problem?
      • kora3 Re: z belkotu tego forum 12.03.10, 17:58
        facettt napisał:

        >
        > - gdyz tak jest.

        nie uwazasz, ze to przeczy logice w zestawieniu z reakcją na
        wyzalanie się jakiejs babki, ze kandynat na jej faceta ma jakis
        feler?

        >
        > - no nie wchodzic, proste.
        > i nie smedzic potem na forum.


        Chyba chodzilo ci o "smecic"?
        No wlasnie nie wchodzic, ale jesli babka np. pisze, ze gosc jej nie
        odpowiada, bo nie taki jak jej pasuje np. inteletualnie, to jest
        eakcja, ze ma wygórowane wymagania - zero logiki:)

        >
        > a z czym masz konkretnie problem?

        problemyu wcale nie mam:) dostrzegam zjawisko:)
    • menk.a Re: Z obserwacji forum 12.03.10, 19:42
      kora3 napisała:

      > Ale jesli toczy się rozmowa o kryteriach doboru faceta, to o ile
      > jakas ujawnia te wymagania ma spore szanse dowiedzieć się, ze jst:
      > za bardzo wymagająca, przesadza, jest materialstka, jest zarozumala,
      > ma się za nie wiadomo kogo itp.
      >

      O józefiebrodaty. Ty piszesz o mnie. :P
      • simply_z Re: Z obserwacji forum 12.03.10, 20:09
        co wiecej gdyby jakas pani napisala zdanie typu: spotykam się z
        listonoszem o wzroscie 150 cm i nie wiem czy to ciągnąc
        dalej ,wiekszosc pan i panow odpisalaby jej,że jest wstrętną
        materialistką oraz ksieżniczką ,poniewaz nie liczy sie wyglad ani
        pozycja spoleczna czlowieka tylko wnetrze.dostalaby setki
        odpowiedzi ,jak to dana pani spotykala sie z panem ,ktory jej nie
        pociagal ale ktory okazal sie byc mimo wszystko swietny lub
        dostalabys przyklady osob ,ktorych znajomi, maja raptem 5 klas
        podstawowki ale sa tak oczytani jak osoby z 6 fakultetami itd....
      • gr.een Re: Z obserwacji forum 13.03.10, 08:31
        tęż coś, babie sięw głowie poprzewracało by czegoś od faceta wymagać :)
        Cieszyć się, że jest i łaske zrobi jak po tyłku poklepie:)
        • menk.a Re: Z obserwacji forum 13.03.10, 11:18
          Tak, tak, dla tej pary troków od kaleson warto siebie poświecić w każdym
          aspekcie życia. :P
    • to.niemozliwe Re: Z obserwacji forum 12.03.10, 20:38
      > Dla mnie to dziwne, przyznam. Chyba lepiej wiedziec, czego się
      > chce i nie wchodzic w blisie relacje z kimś, kto nam nie dpowiada.
      > Szkoda czasu, energii i emocji z obu stron, nz potem "płakac", ze
      > gosc np. maminsynek i nie chce sie zmienic?

      Ja nie widzę sprzeczności, bo to są rozne etapy znajomosci. Ani na
      początku, na etapie tańca godowego nie zna się prawdziwego obrazu
      drugiej, lub na użytek wlasny nasza podswiadomosci ten
      obraz "podkolorowuje" - więc twierdzenie "widzialy galy co braly"
      jest mocno naciagane. Niby triuzm, ale po fakcie kazdy madry.
      Pozniejsze narzekanie nie bierze sie z tego, jaki ktos jest, tylko
      z tego jaki nie jest. A ściśle, ze jego postawa, zachowanie, nawyki
      ulegly ewolucji w kierunku przez nas niepozadanym. Czyli nie byla ta
      osoba taka, ale sie zmienila, co jest zupelnie naturalnym procesem.

      Po prostu, to sa dwa zupelnie rozne zjawiska. :)
      • kora3 Re: Z obserwacji forum 12.03.10, 21:22
        to.niemozliwe napisał:
        >
        > Ja nie widzę sprzeczności, bo to są rozne etapy znajomosci. Ani
        na
        > początku, na etapie tańca godowego nie zna się prawdziwego obrazu
        > drugiej,


        Naturalnie, że sa rózne etapy róznych znajomosci. Osobscie znam
        wielu facetów, których lubię, jako kolegów, ale mają cechy, dla mnie
        nie do zaakceptowania o mojego partnera. Natomiast zuepłnie
        spokojnie je toleruje o znajomego.
        Naturalnie - istnieją osoby, które umieją się dobrze kamuflowac z
        wadami przed kims kogo chcą zdobyc:) ale sa granice kamuflazu, wg
        mnie. A raczej granice rozszyfrowania go.

        lub na użytek wlasny nasza podswiadomosci ten
        > obraz "podkolorowuje" - więc twierdzenie "widzialy galy co braly"
        > jest mocno naciagane.


        I tu mam mieszane uczucia przyznam. Sklaniam się ku tezie z
        podkoloryzowaniem, czy też inaczej - bagatelizowaniem.


        Niby triuzm, ale po fakcie kazdy madry.
        > Pozniejsze narzekanie nie bierze sie z tego, jaki ktos jest,
        tylko
        > z tego jaki nie jest. A ściśle, ze jego postawa, zachowanie,
        nawyki
        > ulegly ewolucji w kierunku przez nas niepozadanym.


        Tu masz racje, ale nie do końca chyba. :) Jasne, dzieje sie czasem,
        nierzadko tak, ze ktos sie zmienia w posób bardzo zauwazalny w
        stosunku do tego, co bylo na początku w keirunku negatywnym -
        bezsprzecznie.
        Ale zdecydowanie czesciej chyba, bywa tak, ze niespecjalnie się
        zmienia. Druga strona natomiast nierzadko LICZY, ze się zmieni - np.
        ze wyleczy kogos z wad, zmieni mu nawyki, które przeszkadzały jakos
        tam w fazie spotykania się załozmy, gdy sie razem zamieszka itd.
        Jest to bledne załozenie, bo nie tylko sie ich nie zmieni, ale w
        relacji blizszej typu wspólne zycie, beda one bardziej dokuczliwe.
        Np. gosc jest załozmy bałaganiarzem. Na etapie spotykania się mozna
        tego wcale nie zauwazyc, bo gdzie niby ma zrobic chlew? W
        restauracji? Na etapie wspólnych wyjazdów np. na weekend gdzies, już
        predzej, ale to 2-3 dni, inne otoczenie itp. Na etapie odwiedzania
        ise wzajemnego i zostawania na nic - już to wyjdzie, nie ma siły i
        zostanie zauwazone. ale wtedy babka zaczyna ggoscia tłumaczyc:
        bieduś, mieszka sam, nie umie zadbac o porządek, ale ja go naucze.
        Potem zamieszkują razem i NIC sie niezmienia, gosc jest
        balaganiarzem, jako i był, ale przy wspólnym mieszkaniu jej zaczyna
        to bardzo, bardzo przeszkadzac. Czy to on sie zmienil? Nie. Zmieniła
        się sytuacja - cos co było mało komfortowa dla niej, ale
        nieuciązliwa cwchą goscia, stało się barzo uciązliwe. To naturalnie
        tylko przyklad.


        Czyli nie byla ta
        > osoba taka, ale sie zmienila, co jest zupelnie naturalnym procesem.


        Jak wyzej - bwa, ze się ktos bardzo wyraxnie zmieni, bywa, ze się
        bardzo dobrze kamufluje, bywa, ze jak poczuje, iz juz kogoś zdobył
        przestaje się starac, bywa, ze ktoś oczekuje, ze zawsze bedzie jak
        w fazie pierwszych randek - ale bywa też ze ktos isotnie WIDZI
        niepoządane cechy u drugego, ale bagatelizuje je, albo iczy ze te
        osobę zmieni.
        >
    • lacido Re: Z obserwacji forum 12.03.10, 20:44
      o innego chcieć faceta nie skąpego a co innego bogatego :)
      • kora3 Re: Z obserwacji forum 12.03.10, 21:04
        Racja, tyle, ze jak zauwazam, z reguły zamiast "bogaty" pojawia się
        kryterium "zaradny":) Poza tym - pojecie "bogaty" też jest wzgledne.
        Znam kobiety, ktore uwazaja,ze "ustawiony" gosc to taki, tóry ma
        niezla pracę, swoje mieszkanie i swredni samochód, a znam i takie,
        dla których taki gosc to ktoś zyjący na granicy normalnosci, bo dla
        nich ustawiony to znaczy mający swa sporą firme, duzy dom i
        luskusowy samochód. na przyklad oczywiscie:)
        • lacido Re: Z obserwacji forum 12.03.10, 21:54
          bogaty i zaradny to niekoniecznie to samo
          • kora3 Re: Z obserwacji forum 12.03.10, 22:17
            lacido napisała:

            > bogaty i zaradny to niekoniecznie to samo

            no pewnie, ze nie, ale dla wiekszosci chyba kryterium "zaradny"
            oznacza mozliwości i chęci goscia do zapewnienia standardu o jaki
            chodzi A chodzi o rozne:)
            • lacido Re: Z obserwacji forum 12.03.10, 22:22
              no i o to chyba chodzi że są rożne wymagania i pod pewnymi cechami ludzie
              rozumieją różne postawy
              • kora3 Re: Z obserwacji forum 12.03.10, 22:28
                lacido napisała:

                > no i o to chyba chodzi że są rożne wymagania i pod pewnymi cechami
                ludzie
                > rozumieją różne postawy

                Dokladnie. Mnie interesuje: dlaczego na tym forum kobiety, które w
                ogóle wspomna,ze mają jakieś (swoje, zapewne subiektywne) kryteria
                wyboru parnetnera zwykle są, jak ktos zauwazył slusznie:) przez
                panów postrzegane jako osoby o wygórowanych oczekiwaniach,
                materialistki, królewyczelające na Bóg wie kogo,egoistki :)
                • lacido Re: Z obserwacji forum 12.03.10, 22:28
                  podaj konkretny przykład bo nie wiem o czym mówisz
                  • kora3 Re: Z obserwacji forum 12.03.10, 22:41
                    lacido napisała:

                    > podaj konkretny przykład bo nie wiem o czym mówisz
                    >
                    oj teraz mi się nie chce szukac, ale chodzi o to z grubsza, ze jesli
                    ktos np. zaklada watek dot. kryteriow wuyboru faceta, a jakieś
                    kobitki się przyznaja:), ze np. oczekuja, zeby był załozmy zaradny,
                    albo bezdzietny - to zaraz się maja szansę, glownie od forumowych
                    panów, dowiedziec, ze są materialistkami, egoistkami itp.
                    • lacido Re: Z obserwacji forum 12.03.10, 22:44
                      o matko, masz mózg żeby takie zależności wyłapać :)
                      ja zauważyłam coś odwrotnego, że często w tematach zbliżonych forumowicze
                      reagują raz pozytywnie raz negatywnie i ma to duży związek z tym w jaki sposób
                      został napisany początkowy post
                      • kora3 Re: Z obserwacji forum 12.03.10, 23:05
                        nie przeceniaj mnie, po prostu ostanio z jakims panem toczyłam w
                        tmacie dyskusję (niepamietam w jakim watku) i mi utkwiło:)

                        co do twej uwagi, racja.
                        Chociaz ....pamietam takie dwa watki tu o podobnym problemie.
                        Jeden napisala kobieta, która juz się blisko zwiazała z gosciem
                        mającym ekszone i dziecko i opisywała, ze jej to przeszkadza, ze on
                        wiele czasu i kasy poswieca dziecku, spotyka się silą rzrczy z eksą.
                        Natomast druga byla dopiero w fazie znajomosci luxnej z goskiem w
                        podobnej sytuacji i miala watpliwosci, którymi się dzielila.

                        Bardzo ciekawe było zestawienie tego, co do nich pisano obu w tych
                        watkach. Akurat to babki pisały chyba w eiekszosci wtedy.

                        Otóż - pierwszej sie dostawało w stylu "widzialy gały co łapu bral",
                        czyli przeciez wiedziala, ze gosc ma dziecko i ekszone, wiec o co
                        jej teraz biega, trzeba się bylo wczesniej zastanowic, ze jej to
                        bedzie przeszkadzac itd.

                        Drugiejnatomiast oberwało się, ze jest skrajna materalistką,
                        uzalezia uczucie od tego, czy kolo ma dziecko i ekszone i jest
                        straszną egostką, ze w ogóle się zastanawia nad przyszłoscia w
                        temacie kasy i jej stosunku do tego, ze facet ma dziecko i ekse :)
    • paco_lopez Re: Z obserwacji forum 12.03.10, 22:52
      najgorzej to byc taką co wie czego chce i poszukuje a czas leci i
      dociera do czterdziestki.
    • mrs.g w sumie sie zgadzam 13.03.10, 03:10
      tyle , ze w realu czesto znalezc ideal i trzeba zazwycaj isc na maly
      kompromis.
    • masher Re: Z obserwacji forum 13.03.10, 10:58
      zebyscie wy jeszcze wiedzialy czego chcecie, umialy z wielu rzeczy rezygnowac i
      zmieniac sie- jak to potraficie wymagac od facetow... ehhh
      • kora3 a tak konkretniej? 13.03.10, 11:21
        bo zabrzmiała frustracja w twym poscie, ale i nieco braku logiki. z
        jenej strony uwazasz, ze kobiety nie wiedzą czego chca, a z drugiej,
        ze "nie chcą z wielu rzeczy zrezygnowac i tylko wymagają od
        facetów" . Skoro nie chcą z czegs konkretnego zrezygnowac,
        to ...chyba wiedzą z czego?:)
        • masher Re: a tak konkretniej? 13.03.10, 13:01
          znow bredzisz
          • kora3 Re: a tak konkretniej? 13.03.10, 13:09
            jak zwykle hehe merytoryczny :)
            • masher Re: a tak konkretniej? 13.03.10, 13:21
              jedna nauka plynaca z poprzednich wymian zdan jest to ze nie oczekuje u ciebie
              logiki i myslenia. stad prosto odpowiadam i nie wdaje sie w durne dyskusje :]
              ruszysz glowa to moze odpowiem konkretniej, na bzdury nie bede odpowiadal. sajonara
              • kora3 Re: a tak konkretniej? 13.03.10, 13:23
                szkoda na cibie klawiatury:) nic nie masz do powiedzenia poza
                stwierdzeniami frustrata
                • masher Re: a tak konkretniej? 13.03.10, 13:29
                  lol^2 ustawa nie przewiduje takiej ...
    • hawela Re: Z obserwacji forum 13.03.10, 15:56
      Na forum wypowiadają się różne osoby. W jednym wątku osoba A
      napisze: "pij mleko", w innym wątku (lub w tym samym nawet) osoba B
      napisze: "nie pij mleka". Nie wiem, dlaczego Cię to dziwi
      • kora3 Re: Z obserwacji forum 13.03.10, 16:04
        sorry, ale ty chyba nie rozumiesz CO mnie dziwi.

        Nie odmienne opinie na forum w kazdym razie :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka