ciunek
14.03.04, 01:26
Mam 22 lata. Niedawno zamknalem pewien rozdzial swojego zycia, ktory sprawil,
ze zaczalem sobie zadawac pytania odnosnie tego, co, zdecydowanie nie
ogolnie, bo nie ma ogolnych recept, ale przynajmniej dla mnie osobiscie,
zawsze wydawalo mi sie dotychczas oczywiste. Chodzi o stosunek do seksu.
Zawsze wydawalo mi, ze nalezy byc w miare otwartym kiedy juz sie tam trafi,
ale na pojscia do lozka decydowac sie tylko z ludzmi, wobec ktorych czuje sie
jakas specjalna wiez. Ta nie trafia sie zas na co dzien. Wychodzilem wiec z
zalozenia, ze kiedy poznam Kobiete Swojego Zycia, to owszem kazde z nas
bedzie mialo jakies tam doswiadczenia, ale wiekszosc razem bedziemy jeszcze
odkrywac. Tak, jak razem bedziemy sie dorabiac, jak razem bedziemy mieli
dzieci i psy, jak bedzie ewaluowal nasz swiatopoglad i poglady na rozne
sprawy- ze bedzie to czesc naszej historii. (fajny plan na zycie, nie? nic
tylko implementowac :-)
Doswiadczeniem, ktore sprawilo, ze zaczalem sobie zadawac pytania byl zwiazek
z 17-letnia dziewczyna. 17 lat to wlasciwie jej wiek metrykalny. W
rzeczywistosci byla bolesnie dojrzala i dojrzale miala problemy. Wytworzyla
sie miedzy nami wlasnie taka gleboka wiez. Ogolnie nie byl to zwiazek latwy.
Kiedy w kazdym razie trafilismy do lozka mialem odczucie, ze brakuje mi... no
wlasnie doswiadczenie 40-letniego faceta :-) Wiazalo sie to w duzej mierze z
faktem, ze sporo takiego doswiadczenie trzebaby, zeby w tym konkretnym
przypadku ‘otworzyc’ dziewczyne, ktora miala duzo checi, ale tez duzo, nawet
jak na swoj wiek, zachamowan. Czulosc, czas i cierpliwosc tylko w
ograniczonym stopniu pomagaly.
Ten zwiazek sie juz skonczyl. Ale zasial jakas niepewnosc, czy dobrze
rozumuje. Moze cenniejsze od tego, o czym napisalem w drugim paragrafie, jest
to, zeby kiedy juz przyjdzie co do czego miec takze konieczny ‘warsztat’ i
moc sie w pelni cieszyc kazdym pojsciem do lozka. Warsztat z kims trzeba
jednak wypracowac. W poblizu jest troche dziewczyn, z ktorymi mozna zaczac
chadzac do lozka. Roznych: takich, dla ktorych bylaby to zadna sprawa, bo
jestem w miare ‘fajny’ i takich, ktore chcialaby isc do lozka z moim
paszportem. Mieszkam w koncu w dosc duzym zaglebiu prostytucji. Nie wiem.
Dotychczas nie zalezalo mi na przekonaniu sie, czy jestem dostatecznie fajny,
te od paszportu i tak chce omijac duzym lukiem, a w wypadku prostytutek
ustalilem, ze to ostatecznosc na wypadek, gdyby w skutek naplywu spery do
meskiej glowy zachcialo mi sie zawracac w glowie jakiejs Bogu ducha winnej
dziewczynie i sugerowac, ze mi na niej zalezy tylko po to, zeby zaspokoic
swoje potrzeby. Prostytutka bylaby w wypadku takiej hipotetycznej sytuacji
przynajmniej bardziej fair.
Tak bylo dotychczas, ale zaczynam sie zastanawiac na ile te dotychczasowe
zalozenia sa zyciowe.