miłość czatowa

15.09.10, 14:19
Sprawa jest banalna. Poznaliśmy się wiele lat temu na czacie...byliśmy znajomymi, przyjaciółmi, a teraz jesteśmy kochankami. Do tego miejsca wszystko jest teoretycznie ok. Oprócz tego, że oboje mamy rodziny..Z jednej strony-logiczne , że nie powinniśmy (bo rodzina, bo przysięga, itd) no ale z drugiej strony- nasze uczucie jest tak silne, tak wiele nas łączy..hmm, pewnie posypiecie gromy na mnie..ale chciałabym tez posłuchać ludzi którzy przechodzili podobne historie. W sumie nawet nie wiem dlaczego... Jedno jest pewne: nie odejdziemy od naszych rodzin, dzieci...bo jesteśmy odpowiedzialni za swoje decyzje.
    • ursyda Re: miłość czatowa 15.09.10, 14:21
      no to czekajcie aż sprawa się rypnie
    • soulshunter Re: miłość czatowa 15.09.10, 14:22
      faktycznie banalna. Tylko conasto?
    • teletoobis Re: miłość czatowa 15.09.10, 14:24
      tak to jest, jak odpowiedzialnosc za dzieci rodzine- objawia sie przesiadywaniem na czacie.
      • blue_stripes Re: miłość czatowa-teletoobies 15.09.10, 14:29
        poznaliśmy sie w czasach, kiedy nie mielismy rodzin. to oczywiście żadne wytłumaczenie,. no ale wolałam żebyś wiedział/a
        • teletoobis Re: miłość czatowa-teletoobies 15.09.10, 14:41
          to po co bylo zakladac rodziny> Po co oszukiwac i budowac cokolwiek na klamstwie?

          Czy w ludziach nie ma za grosz empatii? Czy nie widza niczego poza czubkiem wlasnego nosa ( penisa)? Czy sama chcialabys byc potraktowana jak smiec? I nie ludz sie, kiedys sprawa ujrzy swiatlo dzienne. Wtedy bedzie wielkie łeeeeeee
          • blue_stripes Re: miłość czatowa-teletoobies 15.09.10, 14:46
            założylismy rodziny kiedy bylismy po prostu dla siebie przyjaciółmi. Ta miłość spadła na nas jak grom...pare miesiecy temu. niczego nie planowalismy...no ale masz racje, że to życie w kłamstwie. cięzko jednak zrezygnować z tej milości, ciężko....
            • teletoobis Re: miłość czatowa-teletoobies 15.09.10, 14:58
              kazdy jest kowalem swego losu? Nie, wasi partnerzy oficjalni ie sa. Po skur.wysynsku wmanerwrowaliscie ich w sytuacje bez wyjscia.

              Ludzie ludziom zgotowali ten los.
              • blue_stripes Re: miłość czatowa-teletoobies 15.09.10, 15:04
                masz prawo do własnych ocen. a może potrzebne mi są takie baty...
                • brzydal-is-me Re: miłość czatowa-teletoobies 15.09.10, 15:22
                  Oj tak, potrzebny ci bat - i to duży, żebys przestała ci pą myśleć
    • bijatyka Re: miłość czatowa 15.09.10, 14:26
      Łeee. Miłość czadowa to ok. Ale czatowa ?
    • zetka50 Re: miłość czatowa 15.09.10, 14:26
      Szkoda waszych dzieci! I po co to wszystko!
    • saga55-5 Re: miłość czatowa 15.09.10, 14:31
      Miłość czatowa była i nawet dziecko jest z tego czatowania ;) ale my wolni bylismy.
      Na Twoim miejscu nie wchodziłabym w takie ,,układy "
    • iwona.ana1 Re: miłość czatowa 15.09.10, 14:43
      blue_stripes napisała:

      >.bo jesteśmy odpowiedzialni za swoje decyzje.

      a jak się przejawia ta odpowiedzialność?
      • blue_stripes Re: miłość czatowa 15.09.10, 14:49
        masz na myśli że człowiek odpowiedzialny nie romansuje na boku...tak masz rację. nie romansuje. I pewnie będziemy musieli stłumić te miłość w sobie...mówiąc-odpowiedzialni-mam na myśli to, że nie zostawimy naszych rodzin, tyle.
        • iwona.ana1 Re: miłość czatowa 15.09.10, 14:58
          ja tego nie powiedziałam
          ot tak pytam tylko
          kazdemu moze się przydarzyć
          wg mnie okłamywanie współmałżonków jest nie na miejscu
          skoro jest romans teraz to zapewne w związku coś nie gra, na tym bym się skupiła
          tę "miłość" stłumisz... kolejna przyjdzie... życie
        • teletoobis Re: miłość czatowa 15.09.10, 15:00
          To nie jest odpowiedzialnosc.
          W calej historii przebija sie wlasnie jej brak. Tak samo jak elementarnego poczucia przyzwoitosci
        • ritsuko Re: miłość czatowa 15.09.10, 15:10
          Odpowiedzialne byłoby zakończenie związku przed ułożeniem sobie życia z kimś innym. Odpowiedzialne byłoby przyznanie się mężowi/żonie. Miłość nie spada jak grom z nieba, ją się buduje- więc albo to była tylko chuć, albo sami pozwoliliście żeby miłość się rozwinęła, ale wtedy to wasza świadoma decyzja i bierzecie za nią odpowiedzialność. Zresztą- jak te Wasze rodziny wyglądają? Pewnie ledwo co rozmawiacie ze ślubnymi, dzieci widzą, że coś jest nie tak itd.
          • blue_stripes Re: miłość czatowa 15.09.10, 15:24
            dla porządku rzeczy: byliśmy znajomymi, przyjaciółmi kiedy zakładaliśmy swoje rodziny. Nic nas nie łączyło. więc nie budowaliśmy naszych małżeństw na kłamstwie. Miłość nie przychodzi nagle? Życzę Ci, żeby wszystko w życiu było dla Ciebie takie proste i oczywiste. Żebyś zawsze znała odpowiedź na każde pytanie. Zwłaszcza kiedy sama będziesz pytała siebie...
            • ritsuko Re: miłość czatowa 15.09.10, 16:14
              Ale ja, wiem, czytałam, że to przyszło później. Z tym, że tak jak pisałam, zawsze, ale to zawsze pojawia się taki moment, w którym wiesz, że przekraczasz granicę, że jest coś więcej i tylko od Ciebie zależy czy pójdziesz dalej, od nikogo innego, nie od serca, porywu miłości, ale od CIEBIE. Jeśli tfu, tfu, tfu kiedykolwiek zdradziłabym męża, to sorry, ale wina jest moja i koniec, bo we właściwym momencie nie powiedziałam dość i nie odcięłam się. Proste, nie?
              • blue_stripes Re: miłość czatowa 15.09.10, 16:28
                tak, masz rację. nie zrzucam winy na nikogo, nie szukam winnego. ja jestem winna. tylko ja. ciżko jest żyć z takim obciążeniem, a jeszcze cieżej z taką miłością..
                • ritsuko Re: miłość czatowa 15.09.10, 16:39
                  Jeśli to miłość, to czemu nie odejdziesz? Czy uważasz, że budowanie fikcji małżeństwa jest lepsze? Chyba, że widzisz szansę dla siebie na odnalezienie się z mężem z powrotem i odcięcie zupełne od kochanka. Masz szansę to poukładać- w jedną albo w drugą
                  • blue_stripes Re: miłość czatowa 15.09.10, 16:47
                    ja już sobie odpowiedziałąm na to pytanie: nie odejdę od męża. Problem leży gdzie indziej: jak przstać kochać tego drugiego mężczyznę..
                    • ritsuko Re: miłość czatowa 15.09.10, 16:57
                      Czas. Odciąć się zupełnie, wykasować numer telefonu, maila, wyrzucić adres i starać się na nowo pokochać męża. Innej metody nie ma
                      • blue_stripes Re: miłość czatowa 15.09.10, 17:29
                        wiem że masz rację...
            • maria.15 Re: miłość czatowa 16.09.10, 12:43
              blue_stripes NIE ZGODZE SIE TU Z WIĘKSZOŚCIA PRZEDMÓWCÓW. CZLOWIEK NIGDY NIE PLANUJE, ŻE KOGOŚ BĘDZIE KOCHAŁ. CZASEM NAWET ZA WSZELKA CENĘ PRÓBUJE ZWALCZYĆ UCZUCIA, ALE CZY MOZNA COS PORADZIĆ NA TO, ŻE KOGOS POTRZEBUJE SIE DO ŻYCIA JAK POWIETRZA?
              PONAD 30 LAT SZUKAŁAM FACETA MARZEŃ. NIE UDAŁO SIĘ, WIĘC WYSZŁAM ZA TO, CO BYŁO POD RĘKĄ - WERSJĘ NAJBLIŻSZĄ IDEAŁOWI. NIESTETY, PO KILKU DOBRYCH LATACH MAŁŻEŃSTWA BRAKI WYSZŁY NA JAW, A OKAZAŁO SIĘ, ŻE NIE MAM NAWET KAWAŁKA PRZYJACIELA, BY O TYM POGADAĆ. ZNALAZŁAM PRZYJACIELA WŁAŚNIE NA CZACIE. I TO MIAŁO SKOŃCZYĆ SIĘ NA PRZYJAŹNI. MIAŁO, ALE NIE SKOŃCZYŁO SIĘ. TRWA DO DZIŚ I JEST JEDNĄ Z NAJLEPSZYCH RZECZY, JAKIE MNIE W ŻYCIU SPOTKAŁY. GDYBY NIE NASZE DZIECI, NASZE MAŁŻEŃSTWA BYŁYBY JUZ DAWNO PRZESZŁOŚCIĄ.
              NIE JEST ŁATWO KOCHAC KOGOŚ CAŁYM SERCEM WIEDZĄC, ŻE MUSI SIĘ BYĆ DLA DOBRA WIELU, BARDZO WIELU LUDZI Z KIMŚ INNYM... JESZCZE TRUDNIEJ JEST UNIKAC ZDRADY, NIE PROWOKOWAC SPOTKAŃ... I ŻADNE NARZĄDY PŁYCIOWE, JAK TO SIĘ JEDEN Z PRZEDMÓWCÓW WYRAZIŁ, NIE MAJĄ WPŁYWU NA SYTUACJĘ. NIE MUSZE Z KIMŚ IŚĆ DO ŁÓZKA, BY POKAZAĆ MU, ŻE GO KOCHAM I BY WIEDZIEĆ, ŻE ON CZUJE TO SAMO...
              GDYBY CHODZIŁO O SEKS TYLKO, BYŁOBY BAAARDZO ŁATWO I PROSTO... NIESTETY, NIE CHODZI O TO...
              POZDRAWIAM I ŻYCZĘ WIARY, ŻE CZASEM CUDA SIĘ ZDARZAJĄ I MOŻNA JEDNAK BYĆ SZCZĘŚLIWYM Z TYM, Z KIM SIĘ CHCE
              • blue_stripes do maria.15 16.09.10, 13:05
                niebywałe jak nasze historie sa podobne. Kiedy go poznałam na czacie, nasze rozmowy ograniczały sie do spraw mocno przyziemnych, ale dobrze nam było w swoim towarzystwie. Nigdy nie pomyslałabym, że może nas łączyc coś więcej. Powoli stalismy sie przyjaciółmi. Mówilismy sobie o wielu rzeczach...potem załozylismy swoje rodziny. I chyba tak jak Ty miałam wrażenie, że to co najbliżej...ten partner którego znam tyle lat, bedzie człowiekiem na całe zycie. To oczywiście moja wina, mój błąd, bo dałam komus, ale i sobie nadzieję. Po latach malżeństwa, nic juz nie wiem. Prawda jest co napisałaś- nie chodi o seks. Bo ten akurat przyszedł najpóźniej. Najpierw pojawiło się uczucie. Po przyjaźni, zażyłości, zwierzeniach, przyszła świadomość, że przyjaciel zna Cie lepiej niż własny mąż. I wiem, że za chwilę zobaczę straszne wpisy pod moim adresem. Gdybym była, jak piszą niektórzy, wyrafinowana, zła do szpiku kości, już dawno rzuciłabym wszystko w cholerę, on również, i bylibysmy razem. A tak, cierpimy: bo sie kochamy-choc wiemy że nie powinniśmy. Oraz że krzywdzimy swoje rodziny. Gdyby nie była to miłość która wyrosła na przyjaźni, już dawno odcięlibysmy się od siebie...to cholernie trudne wszystko
                • raohszana Re: do maria.15 16.09.10, 15:09
                  Zapytam się idiotycznie - a to mąż nie jest przyjacielem, nie zna Cię doskonale? Męża nie kochasz?
                  • maria.15 Re: DO raohszana 16.09.10, 21:13
                    KIEDYŚ MYSLAŁAM, ŻĘ Z DOBREGO KUMPLA MOŻNA ZROBIĆ MĘZA I PRZYJACIELA. PO TYCH KILKU LATACH WIEM, ŻE SIE NIE DA. NIE DA SIĘ MIEC PRZYJACIELA W KIMŚ, KTO TWIERDZI, ŻE MASZ NIERÓWNO POD SUFITEM, BO LUBISZ CZYTAĆ WIERSZE I SPACEROWAC PO LESIE... PRZYKŁADY MOŻNA MNOŻYĆ... ALE NIE O TO TU CHODZI.
                    • raohszana Re: DO raohszana 16.09.10, 21:17
                      No dobra, ale kto kazał Ci tego człowiek brać za męża, na macki Ctulhu? Skoro uważał, że masz nierówno pod sufitem to na kij Ci taki? Zmuszono Cię?
                      • maria.15 Re: DO raohszana 16.09.10, 21:23
                        WTEDY BYŁ WE MNIE ZAPATRZONY JAK W OBRAZEK... KIEDY POCZUŁ SIĘ PEWNY SIEBIE I KOCHANY... WSZYSTKO SIĘ ZMIENIŁO.
                        • raohszana Re: DO raohszana 16.09.10, 21:29
                          No, dobra, ale to jak już zaczął odwalać manianę - przed czy po ślubie? Bo jak przed, to na kiego chwosta żeś patafiana brała?
                          • maria.15 Re: DO raohszana 16.09.10, 21:52
                            manianę zaczął odwalać 3 lata po ślubie, może 4. no i dodam, że ponieważ miałam przekichane dzieciństwo, też nie od razu załapałam, że tak nie powinno być, że facet odbiera tel. od ciebie i pyta: kiego ch... chciałaś
                            • raohszana Re: DO raohszana 16.09.10, 22:05
                              Cóż, też miałam przekichane dzieciństwo i nie zrzucam winy za własną krótkowzroczność na nie. Odejść - nie odeszłaś. Się bujasz. I po co?
                              • maria.15 Re: DO raohszana 17.09.10, 07:40
                                Kiedy ma się dzieci i różne inne, powiedzmy, zależności, kiedy nie ma się gdzie odejść, nie jest tak łatwo. ale powiem tak: ja jeszcze nie odeszłam. jeszcze, ponieważ nie tak dawno się połapałam w tym wszystkim. Więc... I nie zrzucam winy na dzieciństwo, raczej domyslam się, że dlatego nie od razu zaczęłam reagować na poniżanie mnie i inne tego typu sytuacje, bo je miałam na co dzień przez większą część życia.
                                • raohszana Re: DO raohszana 17.09.10, 14:24
                                  No i dobra, byłaś ślepa - bo inaczej tego nazwać nie można, skoro tyle czasu dałaś po sobie jeździć, ale powiem Ci, że i z dzieciamy i zależnościamy da się odejść. Kwestia tego, czy chcesz się męczyć dalej.
                • maria.15 Re: do blue_stripes 16.09.10, 21:22
                  PODZIWIAM CIĘ ZA TO, ŻE JESTEŚ ZDECYDOWANA NA BYCIE Z MĘŻEM ZA WSZELKĄ CENĘ... MOŻE DLATEGO ŻE TWÓJ MĄŻ MA Z TOBĄ JESZCZE MIMO WSZYSTKO JAKIES WSPÓLNE TEMATY... MOŻE CIĘ SZANUJE... JA ZDAŁAM SOBIE NAGLE SPRAWĘ, ŻE MOJE MAŁŻEŃSTWO PRZYPOMINA JAKIŚ KOSZMAR... I WCALE NIE DLATEGO ŻE SIĘ NIE STARAŁAM. RACZEJ DLATEGO ŻE KTOŚ STAŁ SIĘ RAPTEM TAK PEWNY SIEBIE, ŻE NAZYWA MNIE GŁUPIĄ PIZDĄ (PRZEPRASZAM ZA TEN CYTAT). SPRAWA JEST PO PROSTU ZAWIKŁANA JAK DIABLI... POWIEM CI TYLE, ŻE JA JUŻ KILKA RAZY SOBIE FUNDOWAŁAM TAKIE ROZSTANIE Z TYM, KOGO KOCHAM, ALE SIĘ NIE DAŁO. ON ZAWSZE WRACA W JAKIŚ SPOSÓB, JA PO PROSTU NIE UMIEM, NIE DAJĘ RADY I TYLE. ALE NIE CHCE O TYM TU I TERAZ PISAĆ. MIMO WSZYSTKO CHĘTNIE BYM Z TOBĄ POGADAŁA. JESLI NIE MASZ NIC PRZECIWKO TEMU, MOŻE SKONTAKTUJEMY SIĘ PRZEZ MAILA CZY JAKOŚ TAK?
                  • marguyu Re: do blue_stripes 16.09.10, 21:36
                    maria.15

                    Zwroc uwage na to, ze oc chwili gdy zaczynasz pisac cale wpisy duzymi literami jest to odbierane przez innych forumowiczow jako histeryczny wrzask i niewiele osob decyduje sie na czytanie kogos kto do tego stopnia nie umie panowac nad emocjami.
                    • maria.15 Re: marguyu 16.09.10, 21:54
                      Wybacz wrzask, ale choc krzyczeć się chce, nie mam zamiaru tu wrzeszczeć.
                • lidka_77 Re: do maria.15 16.09.10, 23:55
                  być może wydaje Ci się, że go kochasz, ale jak to uczucie przełożyłoby się na codzienność?
                  Kobiety działają tak, że działają na nie rozmowy, przywiązują się i zaczyna im się coś wydawac. Niektórzy mężczyźni maja podobnie, a ci, którzy nie mają, a znają ten mechanizm, potrafia to wykorzytywać.
                  Było tu wiele wątków o tym kiedy zaczyna się zdrada i co jest gorsze. Piszesz, że nie chodzi o seks - i faktycznie może nie chodzić o seks, bo zdrada i to co boli mocniej zaczyna się gdzie indziej, w rozmowach. Kiedy ona mówi więcej o sobie obcemu. Oczywiście przyjaciel to coś dobrego, ale przyjaciel w sieci.. hm to zawsze się kończy w jeden sposób - wydaje Ci sie, że kochasz, bo sie przywiązujesz do poczucia, że jesteś wyjatkowa, bo ktoś przychodzi dla/do Ciebie i z Tobą rozmawia. Ale nie jest to na tyle mocne, aby zacząć budować coś od nowa, a wygodną wymówką są dzieci i mąż.
                  Nie chce pisac pod Twoim adresem złych słów. Rozumiem mężatki, które szukaja przyjemności poza małżenstwem, ale po co wielkie sowa o miłości? Sentymantalne wyznania och i ach? To po prostu wygodny układ, nazwij to po imieniu i będzie i prościej. Rozumiem, że bez poczucia bliskości, przywiązania nie umiesz pójśc z nim do łóżka, ale od razu... miłość? To po prostu zauroczenie czymś nowym, bo mąż musi wyrzucić śmieci, robić jakies prozaiczne rzeczy, przyjaciel z sieci co najwyżej opowie Ci jak wyrzucał smieci, a Ty będziesz się nim dalej zachwycać, bo poświęca Ci czas w rozmowach.
              • lidka_77 Re: miłość czatowa 16.09.10, 23:47
                >>>GDYBY NIE NASZE DZIECI, NASZE MAŁŻEŃSTWA BYŁYBY JUZ DAWNO PRZESZŁOŚCIĄ.

                dlaczego ludzie jako wymówkę zawsze mówią o dzieciach? dla dobra dzieci. hm. a dzieci nie sa głupie, wiedzą, że coś jest nie halo.

                generalnie naprawdę rozumiem takie sytuacje, ale trochę mnie denerwuje fakt, że nie nazywa sie spraw po imieniu, tylko mowi sie o miłości, bliskośc, och i ach. a chodzi przeciez o przyjemność bycia z kimś kto was słucha, kto nie jest z wami uwiązany codziennością wynoszenia śmieci, kogo widzicie raz na jakiś czas, dlatego jest wam tak fajnie, bo to tylko przyjemnośc. nawet problemy, które oni mają są czymś dobrym, bo on wam opowiada, wy wysłuchujecie, staracie się pocieszyć itd. i czujecie sie jeszcze bardziej wyjątkowe.

                powiem jeszcze co mnie jakoś boli. bo sa ludzie naprawdę samotni, żyjący zupełnie bez nikogo - nieważne z jakiej przyczyny. i taki samotnik, słyszy nagle, jak biedni, bo samotni i nierozumiani, szukający ciepła sa ci ludzie z czatu - a oni przecież kogoś mają u boku. Mają na Boga... a inni nie mają nikogo.
                ech.

                więc - żyjcie sobie jak chcecie, tak jest bardziej kolorowo, przyjemnie. nawet te wyrzuty sumienia są czymś co wzmaga waszą przyjemnośc, bo czujecie się jeszcze bardziej wyjatkowe przez sytuacje w jakiej jesteście - och, ach mój biedny mąż, moje biedne dzieci, mój biedny kochanek, moja biedna ja, co robić och ach - ale nie robicie nic, tylko trwacie w przyjemności. i tyle.
                • maria.15 Re: do lidka_77 17.09.10, 07:55
                  Coż, jeśli przyjemnością nazwać to, że tęsknisz za kimś i budzisz się co rano i zastanawiasz, co robi? To ja jestem w takim razie hedonistka nr 1. Nie wspomnę już o przyjemności jaka płynie z poczucia, że się w złą stronę pokierowało życiem. O przyjemnościach typu wyrzuty, że się zdradza nie tego, kogo nazywasz mężem, ale właśnie tego drugiego z mężem już nawet nie wspomnę. A zapewniam cię, że miałam okazję się przekonać, jak to jest z tym drugim na co dzień. I tu kolejna przyjemność - świadomość, że nigdy tak nie będzie więcej, bo tak się zdecydowało... Same przyjemności...Więc czym tu się martwić?
                  • blue_stripes do maria.15 17.09.10, 09:46
                    dotknęłas rzeczy, która mnie także boli. O zdradzie. Bo kogo ja własciwie zdradzam. Formalnie męża. I 99% piszących w tym wątku to potwierdzi. To chyba "oczywiste". Ja czuję, ze zdradzam męża, ale także, a może przede wszystkim tego drugiego (specjalnie nie używam słowa kochanek...mój Boże - kochanek to ktos z kim łączy tylko seks, a kim jest On-cżłowiek z którym łączy mnie o wiele więcej?)...i rozumiem, że za chwilę nazwą nas dwiema infantylnymi kobietami, które tak układają sobie życie. Moja odpowiedzialność jako matki...karze mi trwać w miejscu w którym jestem dziś...ale moje myśli i serce są gdzie indziej. ciężko to wszystko pogodzić, jeszcze ciężej zrozumieć
                    • lidka_77 Re: do maria.15 17.09.10, 10:19
                      nie chcę nazywac nikogo infantylnym. nie mam do tego prawa, poza tym takie określenie mi akurat tu nie pasuje. I wiem, że dopóki się nie jest w czyichś butach, dopóty można srogo oceniać.

                      nie napisze już więcej bo to zbyt osobiste i zawikłane.

                      powodzenia. nie gryź się tym wszystkim, jeśli już to robisz, trudno - takie życie. wszyscy są tacy, nie ma dobrych rzeczy na świecie, niektórzy dostają coś w nadmiarze, podwójnie i są szczęśliwi, niektózy niczego nie mają i jakoś muszą żyć.

                      powodzenia.
                    • raohszana Re: do maria.15 17.09.10, 14:26
                      Następna nawiedzona - odpowiedzialnością matki jest dbać o dzieci, a nie niszczyć im życia i wpajać chore wzorce.
                      • ckm1 Re: do maria.15 17.09.10, 14:38
                        >odpowiedzialnością matki jest dbać o dzieci, a nie niszcz
                        > yć im życia i wpajać chore wzorce.

                        To też powinno dotyczyć tatusiów !!! I mam na myśli takich tatusiów, którzy lubią coś tam sobie przygruchać na boku.
                        • raohszana Re: do maria.15 17.09.10, 15:06
                          A czy ja mówię, że nie? Ale odpowiadam na post, w którym wypowiada się matka, nie ojciec. Wszystko trzeba dopisać, kapitanie Oczywistość? :P
                  • lidka_77 Re: do lidka_77 17.09.10, 10:16
                    może jestem naiwna, ale.. dlaczego nie odeszlaś od męża? w Twoim przypadku były większe przesłanki, pisalaś o tym jak Ciebie traktował. Co do autorki wątku to sytuacja jest bardziej skomplikowana.
                    Czyli lepiej cierpieć będąc w związku z kimś kto tylko rani i poniża? Czy lepiej cierpieć podwójnie, będąc w związku z kimś kto poniża i nie móc być z kimś z kim jest się tylko czasami.
                    Nie bądź zła, że tak piszę. Po prostu - mnie tez bolą pewne rzeczy. Ale Ty to możesz zmienić. To kosztuje, ale jest możliwe...
                  • raohszana Re: do lidka_77 17.09.10, 14:25
                    Tratatatatata - przecież mąż ponoć najpierw też był cudowny, skąd wiesz, że ten nowy też nie udaje?
                    Matkoboskokrzyżobroniąco, czemu te kobiety koniecznie muszą wisieć na jakimś chłopie?
                    • lidka_77 Re: do lidka_77 17.09.10, 19:19
                      ktoś tu kiedyś napisał, że kobiety sa jak małpy, zanim rzuca jednego, musza miec drugiego - z gałęzi na gałąź ;)
                      • lidka_77 Re: do lidka_77 17.09.10, 19:23
                        oczywiście to nie dotyczy autorki wątku

                        lidka_77 napisała:

                        > ktoś tu kiedyś napisał, że kobiety sa jak małpy, zanim rzuca jednego, musza mie
                        > c drugiego - z gałęzi na gałąź ;)
                      • raohszana Re: do lidka_77 17.09.10, 20:22
                        Ale po co w ogóle wisieć na chłopie? Nie lepij mieć solidne podstawy marki własnej? A potem skołczenie - a bo on nie taki i łojesu, a ja myślałąm, że jak se misia złapię to mi będzie jak w niebie! :)
        • brzydal-is-me Re: miłość czatowa 15.09.10, 15:23
          blue_stripes napisała:

          >mówiąc-odpowiedzialni-mam na myśli to, że nie zostawimy naszych rodzin, tyle.


          Cudowna osoba jesteś, myslisz nie tylko o sobie. Super!

          Powodzenia!
        • lidka_77 Re: miłość czatowa 16.09.10, 23:39
          to miłość? mi się zdaje, że to po prostu przyjemność.
    • six_a Re: miłość czatowa 15.09.10, 15:03
      kiedyś się brało słuchawkę, znaczy brał, kto miał, bo nie wszyscy mieli, kręciło numer i można se było bajek posłuchać.
      powinni coś takiego dla dzieci neostrady wprowadzić: o zdradach, o cyberseksie czyli jak całować monitor z języczkiem oraz trucie umoralniające o szóstym przykazaniu - outsourcing prosto z torunia.
    • virtual_woman Re: miłość czatowa 15.09.10, 15:05
      Nie przechodziłam podobnej historii jednak życzę Ci jak najmniej bólu przy rozstaniu. Czy to z mężem czy z tym drugim. Bo w końcu i tak Cię to czeka, prędzej czy później.
    • brzydal-is-me Re: miłość czatowa 15.09.10, 15:20
      Podoba mi się, że na tym forum coraz więcej puszczalskich.

      Można poczytać jak to szanują i kochają mężów, dzieci.

      A puszczają się bo... i tu właśnie wchodzi forum :)
    • saga55-5 Re: miłość czatowa 15.09.10, 15:31
      Ponoc dobra matka to szczęśliwa matka ale......od zawsze nie moge pojąć jak można przechodzic z jednego łóżka do drugiego.
      Obym była wierna swoim zasadom-kończe jeden związek ( jeśli nie ma szansy na poprawę ) by móc rozpocząć nowy.
    • ckm1 Re: miłość czatowa 15.09.10, 15:37
      No cóż, jeśli podjęłaś decyzję że pozostajesz z mężem, no teraz czas na działania czyli rozstanie z kochankiem i to definitywne bez jakiegokolwiek kontaktu.
    • tora83 Re: miłość czatowa 15.09.10, 17:35
      blue_stripes napisała:

      Jedno jest pewne: nie odejdziemy od naszych r
      > odzin, dzieci...bo jesteśmy odpowiedzialni za swoje decyzje.

      Się ubawiłam. A odpowiedzialność za stworzenie małżeństwa/związku to gdzie? Chyba, że w przypadku tej decyzji słowo odpowiedzialność się nie liczy...
    • cimcirymcionly Re: miłość czatowa 16.09.10, 10:13
      współczuję...cos wiem na ten temat
    • megi1973 Re: miłość czatowa 16.09.10, 10:31
      teraz to jedyna rada-poznaj swego męża z żoną tamtego-i niech oni też zostaną kochankami!!! będzie sprawiedliwie
    • poranna-kawa Re: miłość czatowa 16.09.10, 10:33
      Też byłam taka "odpowiedzialna" ... gruchnęło po dwóch latach ... To było dawno temu, a nadal płace za swoją głupotę. Jeżeli zależy Ci na domu, dzieciach, Mężu ... zrezygnuj z własnych zachcianek. Pomysl, jak byś się czuła, gdyby Twój Mąż miał na boku czatową kochankę ... pomyśl, jak czuje się Żona Twojego czatowego kochanka ... a w tym wszystkim dzieci.

      Internet to morze pokus ... kup sobie lepiej pudełko czekoladek

      Współczuję, to nie sa łatwe wybory, a życie pisze trudne scenariusze, mając nas za głównych pisarzy.
    • a_nonima Re: miłość czatowa 16.09.10, 10:41
      Ciężka sprawa.
      Jedyne realne wyjście: zostawić kochanka, zerwać kontakt definitywnie, przecierpieć, przepłakac i zyć dalej ze swoją rodziną.
    • yoko0202 pitolisz jak potłuczona 16.09.10, 12:48
      jakby wasze uczucie było naprawdę silne, to żeby skały srały bylibyście razem - tak się zdarza i ja akurat tego nie potępiam, bo miłość nie wybiera, i ludzie po prostu się czasami rozstają i idą do innej piaskownicy. i takie coś, choć cholernie bolesne dla najbliższych, jest często lepsze niż życie w kłamstwie i udawanie zgranej rodzinki.
    • liselle Re: miłość czatowa 16.09.10, 15:48
      Wkurzają mnie wieczne głosy potępienia i teksty w stylu w związku coś nie gra. Stereotyp na stereotypie. Ludzie są ludźmi, uczucia uczuciami i nie da się wszystkiego ładnie i zgrabnie zaprogramować. W każdym człowieku może pociągać coś innego i nie wyklucza to automatycznie miłości do innych. Natomiast sytuacja rzeczywiście jest trudna i dość patowa. W zasadzie ciężko coś radzić, bo i tak zrobisz jak będziesz chciała i jak uznasz za słuszne. Natomiast wydaje mi się osobiście, że jednak mąż i dzieci. No chyba, ze męża już faktycznie kochasz, wtedy ...wiesz co robić....
      • blue_stripes do liselle 16.09.10, 17:54
        to prawda...dziękuję Ci...
    • sijena Re: miłość czatowa 16.09.10, 23:07
      Ja ide o zaklad,ze gdybys swojego meza i dzieci zostawila dla tego czatowego amanta to ten by spylal szybko do zony. Moze was podnieca to,ze ta wasza ''milosc'' to taki zakazany owoc a ludzie znudzeni zyciem lubia dramaty. I ty tutaj dramatyzujesz i gadasz w jakiej to okropnej sytuacji jestes - sama ja wykreowalas, wiec nastepnym razem jak bedzie cie mosci pan czatowec bzykal to pomysl czy faktycznie warto jest dla tego tracic poczucie stabilizacji zyciowej i emocjonalnej. Zdrowego rozsadku zycze!
    • lidka_77 Re: miłość czatowa 16.09.10, 23:36
      >>> Jedno jest pewne: nie odejdziemy od naszych rodzin, dzieci...bo jesteśmy odpowiedzialni >>> za swoje decyzje

      jakoś to dziwnie zabrzmiało. W zasadzie to chodzi o to, że tak jest Wam po prostu dobrze i wygodnie. A przecież najważniejsza jest przyjemnośc.. własna przyjemność, prawda?
      Zawsze mnie dziwiło, dlaczego ludzie, którzy mają kogoś u boku, szukają innych, żeby ich miec na boku. tzn. nawet nie to - mogę to zrozumieć, staram się rozumieć. Ale najbardziej irytuje mnie fakt, że ludzie, którzy kogoś mają narzekaja na samotność, brak bliskości itp. i szukaja tego w sieci.
      czepiam się trochę, ale nie chcę, oceniać, potępiać. po prostu refleksja po kolejnym takim zaobserwowanym przypadku.

      i jeszcze jedno - a po co chciałabyś posłuchać o innych, ktorzy mieli tak samo? żeby zobaczyć jak to się może skończyć?
      • blue_stripes do lidka_77 17.09.10, 09:59
        po pierwsze: jaka jest różnica czy znasz kogos z czatu czy spotkałaś te osobe na ulicy...równie dobrze mogłam go poznać w pracy. Dla jasności sytuacji napisałam jak się poznalismy, ale jak dla mnie to szczegół.
        po drugie: masz prawo do wąłsnych ocen..i niby te moje och, ach...to dla Ciebie śmieszne teksty...cóż. ja wiem, ze jest inaczej. Czuję inaczej. I gdybym myslała tylko o sobie i swojej przyjemności, to juz dawno byłbym z tym drugim mężczyzną.
        • tequil.a Re: do lidka_77 17.09.10, 10:10
          Czy mogę zaryzykować stwierdzenie, że z Twoim mężem nigdy nie łączyła Cię wielka, namiętna miłość? Odpowiedz proszę.
          • blue_stripes do tequil.a 17.09.10, 10:25
            cięzko odpowiedzieć: tak lub nie. Kiedy wychodziłam za mąż, łączyła nas przyjaźń i miłośc...jesli jesteś zoną, masz za sobą powiedzmy 10 lat małzeństwa to wioesz na pewno, że to co dzieje się między ludźmi po latach małzeństwa to nie jest miłość taka jak w pierwszych latach znajomości. I nawet nie o to chodzi...Boze, nie o to. Przecież wychodząc za mąż masz (jakąś tam) świadomość wad swojego lubego. Niedoskonałości, bo przecież Ty tez nie jesteś doskonała. Ale, kiedy łączy was silne uczucie oraz...co dla mnie jest chyba najistotniejsze: szacunek....to jesteście w stanie żyć razem w szczęsciu. jesli tego elementarnego szacunku zabraknie, to nagle zaczynasz czuć się nieswojo. Ja nie szukałam nikogo w zamian. Nie szukałam kochanka, nie szukałam miłości. Tak się po prostu stało. nie pocieszalismy się z tym drugim mężczyzną "OCH jacy jestesmy biedni, och ach"...po latach rozmów, na wszelakie tematy, nie podszytych erotyzmem, tylko czysta przyjaźnią, dostzregłam jak wiele nas łaczy, oarz o zgrozo-ile mnie dzieli z mężem. a znam ich obu tyle samo lat. nie wiem czy jesteś usatysfakcjonowana z mojej odpowiedzi
        • lidka_77 Re: do lidka_77 17.09.10, 10:23
          po pierwsze: jaka jest różnica czy znasz kogos z czatu czy spotkałaś te osobe n
          > a ulicy...równie dobrze mogłam go poznać w pracy. Dla jasności sytuacji napisał
          > am jak się poznalismy, ale jak dla mnie to szczegół.

          jest różnica, moim zdaniem jest. czy komuś w realnym świecie mówiłaś o rzeczach, o których mówiłaś temu poznanemu w sieci? wydaje mi się, ale to znowu moja opinia, że net ośmiela, pozwala powiedzieć więcej, bo w założeniu nie spotkamy ludzi, którym mówimy czasami bardzo osobiste rzeczy.

          co do drugiej części Twojej wypowiedzi, to nie do końca są to dla mnie śmieszne teksty, jeśli napisałam tak, albo tak to zabrzmiało to sorry. Nie umiem tego nazwać, ale czasami jak widzę taki rodzaj uczuciowości.. reaguję agresją. To mój problem. Sorry.

          powodzenia cokolwiek robisz.
          • blue_stripes do lidka_77 17.09.10, 10:34
            przepraszam, nie chciałam być wobec Ciebie niegrzeczna...widzisz, każda z nas w jakims sensie "zmaga" się z miłością: jej nadmiarem (czyzby?) lub jej brakiem. Nie ma łatwych odpowiedzi...no może w sumie jest: wiele osób to juz w tym wątku napisało: odejść, zapomnić, wrócić calkowicie do mężą. Głowa to rozumie....sumienie tak każe. Serce nie słucha.
            Ja też życzę Ci powidzenia, choć Ty zmagasz się z innymi jak sądzę problemami
    • rozczochrany_jelonek Re: miłość czatowa 17.09.10, 10:47
      zapytaj męża, może on przechodzi podobną historią :D
    • tequil.a Re: miłość czatowa 17.09.10, 11:15
      WIdzisz, pytałam, bo pomyślałam, że może zachciałaś sobie "zrekompensować" stracony czas. Myślałam, że nigdy nie poznałaś takiego typowego „faceta ze snów” i że zapragnęłaś podświadomie to przeżyć.

      Piszę to, ponieważ sama się wpieprzyłam w podobną sprawę. Z moim ówczesnym łączyło mnie przywiązanie i przyjaźń, więc kiedy niejako napatoczył się facet, który miał w sobie cechy mojego „wyśnionego”, straciłam głowę od razu z szyją i całą resztą. Nie mogliśmy się spotykać, bo był w związku, jak się okazało, więc spędzałam większość czasu myśląc o nim albo płacząc, snując swój własny mit tego, jaki jest. I wysnułam sobie drugą połówkę, najcudowniejszego osobnika na świecie, romantycznego, inteligentnego, zabawnego, czułego, silnego, świetnego kochanka itp itd (bleeee). Dałabym się za niego pokroić i miałam nadzieję, że będziemy razem. A później nagle trafiła do mnie cała sytuacja, w której się znalazłam i zobaczyłam, jakim skończonym sk*ynem jest. I na podstawie tego, co wycierpiałam i co zrozumiałam po tej lekcji, napiszę tak:

      Nie potępiam Cię absolutnie za to, że go „kochasz”, rozumiem bardzo dobrze, jak nieszczęśliwa jesteś. Ale zastanów się: czy on jest taki zajebisty, skoro bez skrupułów rozwala Ci rodzinę? Wie, że jesteś mężatką z dzieckiem i mimo wszystko się z Tobą spotyka? Jakie on ma plany wobec Ciebie?
      Może czuje się bezpiecznie, bo wie, że nie zostawisz rodziny! Bawi się tą całą sytuacją, bo porywy serca są zawsze ekscytujące. Nie mówię, że nic do Ciebie nie czuje; mówię, że jest nieodpowiedzialny i pusty. Że Ciebie wykorzystuje i nawet może nie zdawać sobie z tego sprawy.

      Wiem, że tęsknisz za odmianą, za porywami serca, za byciem kochaną, ale uwierz mi – możesz to odbudować ze swoim mężem! Zdziwiłabyś się, jak bardzo można „na świeżo” podejść do starej relacji!

      Co o tym sądzisz?
      • blue_stripes tequil.a 17.09.10, 11:30
        chyba Cię zaskoczę... bardzo często rozmawiamy o naszej sytuacji. Że to bez przyszłości, bo nic nie mozemy sobie dać. Wbrew pozorozm, nie spotyakmy się czesto (czyli to nie jest kwestia li tylko sexu), za to rozmawiamy, rozmawiamy, rozmawiamy. Wiesz, więcej w tym jest przyjaźni, bo na jej bazie zrodziła sie między nami miłość. Wiesz tequil.a...to rodzaj podobnej wrazliwości, czucia...jestesmy wobec siebie szczerzy, bo mamy świadomość tez, że krzywdzimy nasze rodziny. trudne, bardzo to rudne wszystko
        • tequil.a Re: tequil.a 17.09.10, 12:07
          E tam, ja tez rozmawialam. Non-stop slyszalam, ze to nie ma sensu, ze on nie zerwie ze swoja. Mejlowalismy codziennie, kiedy tylko sie dalo.
          Myslisz tylko sercem, trwa chwila i sie nia cieszysz mimo tego, ze ranisz swoich najblizszych. W ogole nie znasz tego faceta, na podstawie tylu rozmow i tak sobie nie wyrobisz opinii o tym facecie. Nie slyszalas jego pierdów, nie widziałaś go w codziennych sytuacjach, nie kłóciłaś się z nim o to, kto wynosi śmiecie. Tajemniczość, romantyzm, porozumienie dusz – to trwa, ale nie w takiej romantycznej formie. Na bank miałaś coś takiego z mężem, ale nie dbaliście o to, pojawiła się pustka w Twoim życiu i dlatego poszłaś najprostszą drogą, zakochałaś się w kimś nowym.
          Uważam, że nie kochasz tego faceta. Kochasz to, jak on się przy Tobie prezentuje a 70% tego to Twój filtr wyobraźni.
          Chyba, że imponuje Ci to, że bez skrupułów zdradza swoją kobietę :/
          • tequil.a Re: tequil.a 17.09.10, 12:22
            ...żeby nie było niedomówień, chcę żebyś zobaczyła go z inego punktu widzenia, stąd wzmianka o zdradzaniu.
            • blue_stripes tequil.a 17.09.10, 12:29
              myslę, że masz wiele racji. Ale wiesz, to samo można powiedzieć o każdej relacji. Nie jestem dumna z siebie, dumna zniego, dumna z sytuacji która nas spotkała. Dziekuję Ci...
    • liselle Re: miłość czatowa 17.09.10, 12:56
      Ech, problem polega na tym, że póki człowiek wolny, wszystko jest tak bardzo proste. Możemy robić co chcemy, rzucać się ze związku w związek, wahać się, płynąć na fali. Potem życie pisze znany scenariusz - mąż, dzieci - kwintesencja szczęścia. A potem to szczęście jakby traci blask, świeżość. Czasami sami się do tego przyczyniamy, czasami po prostu tak miało być. Nie każdy chce walczyć za wszelką cenę. Czasem pojawia się ktoś inny i świadomość tego wcale nie jest lekkim bagażem. Bo mąż, bo dzieci, bo całe dotychczasowe życie. Rzadko kiedy mamy odwagę rzucić się z głową w dół i zaryzykować. Właśnie dlatego, że mamy świadomość krzywdy jaką możemy wyrządzić bliskim, ale również sobie. Ale bywa ze warto. Dlaczego zdaniem niektórych należy rezygnować z siebie, swojego szczęścia? W imię czego - męczenia się do końca życia w związku, który nie daje nam satysfakcji? Oczywiście, wszelkie pochopne decyzje nie są dobre, są dzieci. Ok? Tylko, że dzieci nie powinny automatycznie wyłączać przycisku "Ja". A w naszej mentalności tak się dzieje. Masz dzieci, Twoje życie się skończyło, wszystko musisz poświęcić dla nich. Nie zgadzam się. Nie widzę też szczęścia dzieci w rodzinie, w której nie ma już miłości między partnerami. Może łatwo mi mówić z perspektywy osoby, która jeszcze nie ma dzieci, ale we wszelkich dyskusjach są one najczęściej używanym argumentem dla "zostaw", "zapomnij, "pogódź się z sytuacją", "przecierpisz".
      Żeby było jasne - nie namawiam do zdrad, nieliczenia się uczuciami innych, dbania tylko o siebie i tym podobnych rzeczy. Po prostu życie pisze różne scenariusze, z których czasem nie da się zrobić pięknego filmu z cyklu "and all lived happily ever after"
      • tequil.a Re: miłość czatowa 17.09.10, 13:13
        zgadzam się z Tobą, ale w myśl zasady "cudze chwalicie, swego nie znacie" uważam, że przynajmniej powinna spróbować naprawić to, co jest między nią a mężem. kiedyś go kochała a nie wierzę, że ludzie się zmieniają tak diametralnie, że teraz nie udałoby im się nic wskrzesić. ten problem prędzej czy później dotyka każdego i zauroczenie skierowane w zupełnie inną stronę to pójście po najmniejszej linii oporu.

        chociaż z drugiej strony dla wielu osób cała ta sytuacja to już "po rybkach", bo tak naprawdę kiedy zdradzamy drugą osobę, w pewnym sensie zakańczamy nasz wcześniejszy związek.

        życzę Ci dziewczyno zdrowego rozsądku, przemyśl czego chcesz od życia i od osoby, z którą chcesz być a później zrób coś, bo najgłupsze, co możesz zrobić, to trwać w tej sytuacji. życzę Ci powodzenia i tego, żebyś po drodze skrzywdziła jak najmniej ludzi.
        • blue_stripes dzięki 17.09.10, 13:19
          nie zdawałam sobie sprawy, że to czego najbardziej potrzebuję, to morze zdrowego rozsądku. Dziękuję
        • liselle Re: miłość czatowa 17.09.10, 13:41
          To prawda.....X lat życia ze sobą zobowiązuje nas do podjęcia próby ratowania czegoś, co przecież jeszcze kilka lat temu było wszystkim. Z tym, że trzeba chcieć. Chcieć to znaczy, odciąć się od, nazwijmy kolokwialnie "kochanka". Co nie jest proste i wymaga hartu ducha bo: a jak się nie uda uratować małżeństwa, on może już wtedy nie czekać; a jeśli to moja prawdziwa miłość, a maż to pomyłka i tak dalej i tak dalej. Pytania można mnożyć do woli. Poza tym to słodkie kołatanie serducha kiedy na ekranie monitora, albo w skrzynce pojawia się wiadomość. No ale niestety wybór w tym wypadku jest prosty : ratujemy = "kochanek" precz, nie ratujemy = czekamy na powolny rozpad pożycia małżeńskiego.
          Czy życie nie mogłoby być chociaż odrobinę bardziej ludzkie :) Monogamia potrafi dać w kość.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja