privus
28.01.26, 20:21
Używając terminu "antyteologiczny" nie mam zamiaru wchodzić w jakiekolwiek dywagacje na temat teologii jako nauki, ponieważ oczywiście nią nie była i nie jest. Sam przedmiot jej dociekań w żaden sposób nie może być zgłębiony, ponieważ w żaden sposób nie da się dowieść, że istnieje na gruncie surowych reguł metodologii naukowej.
Rozgorzały podstawowy spór o kształt wczesnego chrześcijaństwa pojawił się na samym zaraniu tworzącego się chrześcijaństwa. Chodzi tu przede wszystkim o odpowiedź na pytanie, czy jest ono ortodoksyjną kontynuacją judaizmu (św. Piotr), czy uniwersalną religią dla pogan (św. Paweł).
Paweł jawi się nam w tym sporze jako intelektualista (grecki faryzeusz), który krytykował Piotra w Antiochii za niespójność postawy wobec nieobrzezanych. Jednak obaj święci, mimo fundamentalnych różnic w podejściu do swych religijnych misji, są uznawani za filary Kościoła chrześcijańskiego. Z racjonalistycznego punktu widzenia Paweł z Tarsu był teologiem bardziej wizjonerskim, podczas gdy Piotr pozostawał zdecydowanie bliżej dosłownej interpretacji nauk Jezusa.
Pisząc wizjonerstwie Pawła biorę pod uwagę jego organizacyjny zamiar włączenia tworzącego się chrześcijaństwa w swoją ideę walki z Rzymem do samego zwycięstwa nad nim, co się rzeczywiście ziściło.
Antyteologizm polskiego katolicyzmu jako chrześcijańskiej schizmy, jest w moim przekonaniu ignorowaniem ewangelicznego przekazu i właśnie tej pewnej filozofii, która przyświecała Chrystusowi, a którą można z pewnością zaklasyfikować wyłącznie jako „filozofię klanowej miłości".
Używany oksymoron "polski katolicyzm" w równym stopniu mógłby być za równi "niemieckim katolicyzm" czy "francuskim katolicyzmem" - oczywiście w tym samym kontekście.
Czy jednak o to rzeczywiście chodzi?
Obawiam się, że nie. Jest to skrót myślowy odnoszący się do zjawisk społecznych opisywanych z perspektywy czasu takich zjawik, jak:
- samej nazwy zespołu postaw,
- występujących przekonań i zasobu wiedzy potocznej,
głownie przekazywanych z pokolenia na pokolenie i dotyczących przede wszystkim sfery religijnej a nie sfery wiary.
Czyż nie to miał Jezus na myśli obiecując wiszącemu na krzyżu obok łotrowi wspólny pobyt w raju?
Dostrzegam wiele absurdów w najlepsze funkcjonujących w naszym polsko-narodowym dyskursie katolickim, których nie da się zliczyć, a co najwyżej mniej czy bardziej zgrabnie postarać się ująć w pewne kategorie. Widział bym tu przede wszystkim kwestie jak:
1) świadomość - doskonale ujęta w wątkach wawrzanki odnoszących się do samej świadomości czy twierdzenia
Gödla,
2) partykularyzmu w zestawieniu ze sprzeciwiającemu się uniwersalizmowi,
3) postępująca politeizacja religii w zestawieniu z nieprzejednaniem wiary,
4) osobiste szczęście kontra iluzja religijna.
Wydaje się, że polski katolicyzm nie radzi sobie nie tylko z tymi problemami po przez milczenie udając, ze ich nie ma.