Dodaj do ulubionych

samotne wieczory na emigracji

16.10.10, 20:03
Przy lampce wina (różowego) spędzam sobie właśnie samotny wieczór i łezki wypływają mi z oczu. Chyba muszę się wygadać żeby poczuć się lepiej ;-) jako fanka FK, ale wcześniej nieaktywna postanowiłam w końcu coś napisać.
Niedawno wyjechałam do jednego z krajów europejskich by zamieszkać z moim chłopakiem. Poznałam go w zeszłym roku kiedy przyjechałam tutaj na wymianę studencką. Postanowiliśmy kontynuować nasz związek i po ukończeniu studiów przez mnie w Polsce, przybyłam do niego. Kontynuuję tutaj edukację (dokładnie od tego tygodnia). Z moim chłopakiem żyje mi się świetnie, ale strasznie tęsknię za moim domem, przyjaciółmi, rodziną. Znajomych tak naprawdę dopiero poznaję a koledzy i koleżanki mojego chłopaka to jednak przede wszystkim jego znajomi. W związku z tym czuję się trochę "skazana" na mego ukochanego. jak wspominałam wcześniej rozpoczęłam tutaj studia, pierwsze dni są dla mnie trochę stresujące bo to jednak inny kraj, inna mentalność, obcy ciągle język. Przebywanie z moim chłopakiem dodaje mi siły żeby wziąć się w garść i nie przejmować się błahostkami. Jako jednostka podatna na stres, przejmuję się dosłownie wszystkim :P I właśnie w tym pierwszym tygodniu studiowania poczułam się cholernie samotna, jak nigdy. W środę mój luby uprawiał sport po pracy i wrócił póóźźźźźno wieczorem, kiedy ja już zasypiałam. Kolejnego dnia pojechał z kolegami na wystawę i wrócił dopiero w piątek po pracy. Dzisiaj wczesnym popołudniem pojechał na spotkanie z kolegami ze studiów, a ja zostałam sama jak palec (on ma wrócić jutro w południe). Rozumiem, że każdy z nas potrzebuje wolności, nie można partnerom zabraniać wyjść z przyjaciółmi. Jednak jest mi trochę przykro, bo nawet nie mam kiedy mu opowiedzieć jak wyglądają pierwsze dni na studiach. Ze względu na moją stresogenną naturę, jest mi bardzo potrzebne jego wsparcie by nabrać siły do dalszej "walki". A jego w tych ważnych chwilach nie ma przy mnie...
Idę sobie dolać wina i z góry dziękuję za wszelkie pokrzepiające/przywracające mnie do porządku itd. wypowiedzi. :-)
Przepraszam za chaotyczność mojej wypowiedzi.
Obserwuj wątek
    • sokoll1 Re: samotne wieczory na emigracji 16.10.10, 20:41
      facet nie jest do wypłakiwania sie, tylko do seksu generalnie i do... życia! :P
      pewnie straciłaś poczucue proporcji i chłop ma dość. co to niańka czy facet!

      bierz sie w garść Dina! i nie świruj.
      na problemy najlepszy "Władca Pierścieni" Tolkiena - czytasz i o problemach zapominasz. Przeczytasz raz, zaczynasz drugi raz... aż możesz potem chcrześniakowi opowiedzieć najciekawsze 'momenty' sekswencja po sekswencji :P

      życie to nie bajka, malutka. otrzyj łezki. i bierz sie za siebie. facet, który by mnie niańczył i przyjął taką rolę... wcielił sie w nią - nie ma szans! :P ty masz swoje życie, on swoje. jak sie spotkacie na wieczory i noce bardziej będzie iskrzyło :P a ta emigracja to wysoa zapomniana od boga i ludzi - czy cywilisowany kraj? zero znajomych?

      eee..... mała. wystrój sie i leć! :P i nie użalaj.
      Samotności, jakaś ty przeludniona"Myśli nieuczesane" S. J. Lec
      • sokoll1 Re: samotne wieczory na emigracji 16.10.10, 20:42
        > ominasz. Przeczytasz raz, zaczynasz drugi raz... aż możesz potem chcrześniakowi
        > opowiedzieć najciekawsze 'momenty' sekswencja po sekswencji :P

        kurde... nawet sekwencje mi sie z seksem kojarzą.... ;DDDD
    • kluska0 Re: samotne wieczory na emigracji 16.10.10, 20:47
      Może spróbuj nie zamykać się tak i nie uzależniać od chłopaka, na razie to początki ale rada na przyszłość.
      Nie wiem co to za miasto ani jak lubisz spędzać wolny czas, ale ja na Twoim miejscu wychodziłabym do ludzi, chociażby po to by nie siedzieć wieczorami sama w domu. Możesz sama pójść na wystawę, do teatru, kina, restauracji by zjeść kolację wśród ludzi, w kawiarni poczytać ciekawą książkę/napisać tradycyjny list na pachnącym papierze do przyjaciółki:).
      To nie zastąpi pogaduszek itp. ale jest również przyjemne. Umów się z koleżanką ze studiów na kawę, bo jak będziesz chciała każdy wolny czas tylko z chłopakiem spędzać to o nowe znajomości będzie trudno. Każdy musi mieć swoją sferę.
      • lonely.stoner Re: samotne wieczory na emigracji 16.10.10, 20:52
        hmm, no a dlaczego ty tez nie moglabys z nim i jego znajomymi nastepnym razem sie gdzies wybrac zamiast siedziec samotnie w domu?? dziwne ze on sam jakos nie wpadl na pomysl ze moze byc ci ciezko przez tep pierwsze tygodnie, pogadaj o tym.
        • miau_weglowy Re: samotne wieczory na emigracji 17.10.10, 11:41
          taaa...ciaganie ze soba drugiej polowy na spotkania m z zkolegami/k z kolezankami jest pomyslem wprost znakomitym ;P
    • princess_yo_yo Re: samotne wieczory na emigracji 16.10.10, 20:50
      jest plus tej sytuacji, masz motywacje i czas zeby zorganizowac sobie wlasne grono znajomych, pozac nowych ludzi (studia, praca), robic nowe rzeczy - zawiazac nowe przyjaznie. to potem zaprocentuje, mimo ze poczatki na pewno sa trudne.
    • zetka50 Re: samotne wieczory na emigracji 16.10.10, 20:57
      Kochana co to za facet, że Cię zostawia i olewa.Sam korzysta z życia bawi się, a ty sama z lampką wina.Albo z nim pogadasz albo z tą lampką będziesz siedzieć 20 i więcej lat.
      • 83kimi Re: samotne wieczory na emigracji 16.10.10, 21:29
        Według mnie Twój facet zachowuje się bardzo głupio. Ja na samym początku życia za granicą też czułam się obco, ale dzięki chłopakowi (Polakowi), który zabierał mnie na spotkania ze swoimi znajomymi, pokazywał miasto, tłumaczył, co ludzie mówią (nie znałam wtedy języka), szybko się zaaklimatyzowałam. Teraz mam też swoich znajomych, z którymi od czasu do czasu spotykam się sama i to normalne, że nie spędza się całego wolnego czasu z partnerem, ale takie znikanie na całe dnie i noce na samym początku Twojego pobytu w kraju, gdzie nie masz rodziny i znajomych... nie, to nie jest normalne. Ja bym z nim pogadała szczerze o tym, co czujesz, może on nie zdaje sobie z tego sprawy.
    • 83kimi Re: samotne wieczory na emigracji 16.10.10, 21:33
      Może napisz też, gdzie mieszkasz, może znajdzie się na forum ktoś, kto mieszka w tym samym mieście... :-)
    • venettina Re: samotne wieczory na emigracji 16.10.10, 21:37
      Witaj w klubie :) Na forach jest mase emigrantow (takze "wewnatrz_polskich", ktorzy tak znajduja namiastke przyjazni. Dobrze ze sie wyzalilas, dobrze ze dzis wpadlas, badz jeszcze, ale od poniedzialku zacznij SZUKAC zywych ludzi. Wirtualne rozmowy potrafia odciac od zycia. Nawet tu jest cala gromadka, ktora zyje chyba tylko w tym klubie...

      Wyglada na to, ze Twoj chlopak bedzie potrzebowal duuuuzo wolnosci, skoro juz teraz masz czas... dla siebie. Trudno, trzeba sie z tym pogodzic, bo inaczej on sie udusi. Z jakiego kraju piszesz? Chodzi mi o to czy to otwarte spoleczenstwo czy zamkniete?
      • mala_dina Re: samotne wieczory na emigracji 16.10.10, 21:44
        dziękuję bardzo za wasze wypowiedzi! Sokoll władca pierścieni to niesamowita książka, swego czasu byłam zafascynowana. teraz w chwilach słabości sięgam jednak raczej po literaturę iberoamerykańską.
        Pożycie intymne z moim chłopakiem układa się znakomicie, ale w tym tygodniu czuję się w tym względzie zaniedbana, i w dodatku jak sobie pomyślę co mogłabym z nim w tej chwili robić... ufffff.
        Mieszkam w cywilizowanym kraju, w stolicy (przedmieścia), wyjśc mam gdzie, ale w październiku muszę uważać na pieniądze, bo czekam na wypłatę stypendium a dotychczasowe oszczędności są przeznaczone na jedzenie, mieszkanie i transport. Nie chcę prosić o zapomogę mojego chłopaka bo i tak on opłaca w tej chwili większą część czynszu za nasze wspólne mieszkanie.
        Wkrótce zapewne zacznę wychodzić ze znajomymi ze studiów, to moje pierwsze dni na uczelni, więc wszystko przyjdzie z czasem.
        Początki są cholernie trudne niestety, muszę jakoś sobie to wszystko poukładać.
        Nie mogłam chłopakowi zabronić wyjść z przyjaciółmi, z którymi spędził tyle pięknych, studenckich lat. teraz wszyscy mieszkają i pracują daleko od siebie, więc okazja do spotkania zdarza się rzadko.
        Przyznam jednak szczerze, ze liczyłam iż wyjdę dzisiaj z nim, ale okazało się że chłopaki przybyły bez dziewczyn. Głupio byłoby mi się wpraszać do tego typowo męskiego towarzystwa...
        Dzięki jeszcze raz za wasze przemyślenia :-)
        • sokoll1 Re: samotne wieczory na emigracji 16.10.10, 21:53
          na pewno jesteś fajna dziewczyna!
          tylko masz troudny start- jak to ze startami bywa... :D
          czasem rzuca, szarpie.... ;D

          uszki do góry. Elfie! :D
        • 83kimi Re: samotne wieczory na emigracji 16.10.10, 21:55
          Życzę powodzenia. I obserwuj chłopaka. Może rzeczywiście akurat mu wyskoczyło to spotkanie i nie ma się czym stresować, przyszły weekend spędzicie razem. Tak czy tak warto się zaprzyjaźnić z ludźmi ze studiów, może zapisać na kurs językowy (tam dużo osób jest w podobnej sytuacji i szuka znajomych), zobaczyć, kiedy są darmowe wstępy do muzeów i zwiedzać. A może zaproponujesz chłopakowi, że zrobicie jakąś imprezkę dla jego znajomych z polskim akcentem? Poszukaj sklepu polskiego i przygotuj np. kapustę z grzybami (moim znajomym cudzoziemcom bardzo smakuje), barszczyk czerwony (może kupić gotowy w proszku), do tego ogórki kiszone, wódeczka (może uda Ci się dostać żubrówkę albo sok malinowy do wściekłych psów)... Znajomym na pewno się spodoba, a Ty przy okazji będziesz miała okazję lepiej ich poznać. :-)
          • mala_dina Re: samotne wieczory na emigracji 16.10.10, 22:08
            Co ciekawe dzisiejsze spotkanie "studenckie" organizuje jego kolega, którego mama jest Polką, a on sam od kilku miesięcy pracuje w warszawie. W związku z czym chłopaki są za pan brat z klimatami polskimi (wódka) ;-)
            Niestety kurs językowy odpada, bo pokrywa się z moimi zajęciami na uczelni :/ w ogóle to te studia pozbawią mnie życia wkrótce :P- zajęcia od poniedziałku do soboty, cały dzień- musimy się wyrobić z materiałem do kwietna bo potem rozpoczynamy obowiązkowy staż.
            Kiedy byłam tutaj na wymianie, było mi trochę łatwiej bo miałam wielu znajomych. Niestety praktycznie wszyscy wrócili już do swoich krajów- pozostał kolega, który ma na mnie chrapkę więc boję się z nim spotkać sam na sam :P:P
            Cóż dziś chyba wypiję jeszcze trochę wybornego, różowego winka i przeglądnę notatki z ostatniego tygodnia ;-) mam nadzieję, że mój luby nie zaszaleje tej nocy z żadną panną :/
            • 83kimi Re: samotne wieczory na emigracji 16.10.10, 22:23
              mala_dina napisała:

              > Cóż dziś chyba wypiję jeszcze trochę wybornego, różowego winka i przeglądnę not
              > atki z ostatniego tygodnia ;-) mam nadzieję, że mój luby nie zaszaleje tej nocy
              > z żadną panną :/

              Jeśli mu w pełni nie ufasz, dobrze to nie wróży na przyszłość... :-/
            • sokoll1 Re: samotne wieczory na emigracji 16.10.10, 22:34
              O! tak trzymaj!
              gadasz jak pełna życiowej energii młoda kobieta! ;DDDDDDD
    • 83kimi Re: samotne wieczory na emigracji 16.10.10, 22:25
      A kurs miałam na myśli nie na uczelni, tylko w szkole językowej.
      • mala_dina Re: samotne wieczory na emigracji 16.10.10, 22:35
        chłopakowi w pełni ufam, ale obcym dziewczynom już nie :P:P
        chcę się podjąć takiej małej, dodatkowej pracy w najbliższym czasie, więc pewnie już na nic nie będę miała czasu :/
        • 83kimi Re: samotne wieczory na emigracji 16.10.10, 22:38
          To na pewno nie będzie też czasu na smutki! A tymczasem ja bym zaplanowała coś miłego na jutro :-)
    • im.everyone.i.feel.used Re: ciesz sie !! 16.10.10, 22:32
      niektorzy przyjechali "tu", bo przez 1-2 lata byli na bezrobociu po czym po dostaniu ukochanej posady zostali "wrobieni" w podroze sluzbowe (50% czasu poza granicami). i boja sie roboty tej rzucic, jak tylko sobie przypomna, jak spadla im samoocena podczas czasow, gdy byli bezrobotni.

      jak mniemam, gdyby nie milosc, to za zadne skarby bys nie opuscila PL.... a wiec jestes "slabsza".

      takie sa wlasnie Polki... boja sie opuszczac kraj, wola sie za sile trzymac pracy nawet za te 1200 PLN byleby miec "rodzinke + psiapsiolki" przy sobie. a kase niech "ma" facet. albo mieszkanie do kopulacji niech "dadza" rodzice. no albo moze chociaz auto.

      widac, niektorzy Polacy mysla inaczej. ;)
      • simply_z Re: ciesz sie !! 16.10.10, 22:39
        bo na emigracji latwo nie jest..tym bardziej jesli jestes z tzw. Europy wsch. i nie masz pewnego zawodu ,do tego dochodzi zwyczajna tesknota za jezykiem ,ludzmi ,jedzeniem itd.
        to nie tchorzostwo , po prostu im jestesmy starsi ,tym jest ciezej.
      • mala_dina Re: ciesz sie !! 16.10.10, 22:40
        emigrację planowałam, od zawsze chciałam pracować w międzynarodowych instytucjach. Myślałam jednak raczej o kraju "obok; tego, w którym jestem obecnie. Zobaczymy jak się wszystko poukłada w najbliższym czasie, ale mam nadzieję, że uda się mi zrealizować moje marzenia dotyczące pracy i kariery :-) absolutnie nie jestem żadną kurą domową itd. Chłopak gotuje np. zdecydowanie lepiej ode mnie ;) ja stawiam na samorealizację!!!
        • simply_z Re: ciesz sie !! 16.10.10, 22:46
          a gdzie jestes?
          • mala_dina Re: ciesz sie !! 16.10.10, 22:53
            jestem w kraju słynącym z wina i... strajków ;-)
            Na Polskę i Polaków nigdy nie narzekałam, bardzo lubię nasz kraj. Po prostu chciałam zdziałać coś na arenie międzynarodowej- dla dobra Polski również. Do tego zagraniczne kwalifikacje bardzo się przydają :-)
            • im.everyone.i.feel.used Re: ciesz sie !! 16.10.10, 22:56
              znasz dobrze jezyk kraju, w ktorym jestes ?
            • raohszana Re: ciesz sie !! 16.10.10, 22:56
              To masz przynajmniej żarcie na słupie ;)
              To Polaków winnaś mieć na pęczki - szukałaś już polonii? :)
            • simply_z Re: ciesz sie !! 16.10.10, 22:57
              z wina hmm? francja czy wegry?;)
            • eastern-strix Re: ciesz sie !! 18.10.10, 20:43
              Francja :)

              uzbieraj troche euro i w lecie jazda z chlopem na podboj Prowansji :)
      • raohszana Re: ciesz sie !! 16.10.10, 22:48
        O, kolejny frustrat marudzący na Polki/Polaków...
        • im.everyone.i.feel.used Re: jak dla ciebie, to 16.10.10, 22:57
          FLÓSTRAD. :P
          • mala_dina Re: jak dla ciebie, to 16.10.10, 23:03
            Francja, Francja- na Węgrzech chyba aż tak bardzo strajków nie lubią jak tutaj ;-) ze znajomymi nie ma problemu, z kolegami i koleżankami ze studiów zawężamy znajomość, ale jakoś nie wpadliśmy na pomysł żeby zorganizować spotkanie przez ten weekend. Wszystko przyjdzie z czasem :) jest mi po prostu przykro, że przez ostatnie dni- tak ważne dla mnie-byłam skazana sama na siebie i nie mogłam tak bardzo liczyć na mojego chłopaka.
            • raohszana Re: jak dla ciebie, to 16.10.10, 23:05
              Powiedz mu o tym - wolność wolnością, ale trochę czasu razem spędzić też trzeba :)
            • simply_z Re: jak dla ciebie, to 16.10.10, 23:05
              ale paryz to cudne miasto ehh ,chociaz sercem blizej mi do ich sasiadow;)
              • mala_dina Re: jak dla ciebie, to 16.10.10, 23:13
                piękne, piękne, ale jak po jakimś czasie człowiek ma ochotę zamieszkać w jakimś spokojniejszym miejscu ;-). Do tego te ich strajki :/:/
                • raohszana Re: jak dla ciebie, to 16.10.10, 23:15
                  A parę lat temu to samochody podpalali - teraz to spokój i cisza ;)
                  • mala_dina Re: jak dla ciebie, to 16.10.10, 23:20
                    teraz to benzyny może zabraknąć :/
                    • im.everyone.i.feel.used Re: a jak tam ? 16.10.10, 23:24
                      dosc nie masz nacji "middle-east" :> ?

                      bo w "moim" kraju tej nacji az tyle sie nie spodziewalem.
                      • raohszana Re: a jak tam ? 16.10.10, 23:26
                        Master Yoda, why are you hiding here?!

                        Szyk przestawny to zUo.
                    • raohszana Re: jak dla ciebie, to 16.10.10, 23:25
                      Co raz, to weselej... Ale może nie będzie aż tak źle i skończy się na strachu, ciężko mi to realnie ocenić, bo wglądu w sytuację obecną kraju nie mam :)
                      • mala_dina Re: jak dla ciebie, to 16.10.10, 23:36
                        Dzisiaj były przeogromne kolejki na stacjach benzynowych, ja póki co mam pełny bak, ale z tymi Francuzami to nigdy nie wiadomo ;-)
                        • raohszana Re: jak dla ciebie, to 16.10.10, 23:39
                          W razie co - zawsze obskurne kolejki albo komunikacja miejska - dalej taki sajgon z nimi, jak był? :)
                          • cus27 Re: jak dla ciebie, to 17.10.10, 06:42
                            Mala-dino, organizuj...rowerek ,strajk sie przedluzy !
          • raohszana Re: jak dla ciebie, to 16.10.10, 23:03
            Oj no, nie poprawiaj mnie tak przy fszyskich, bo siem speszem :P
    • kobieta_z_polnocy Re: samotne wieczory na emigracji 17.10.10, 11:40
      Rozumiem, że to początki, wszystko jeszcze jest na wariata, itd., ale moim zdaniem postępujesz niewłaściwie. Dlaczego?
      Ano dlatego, że sama siebie stawiasz na słabszej pozycji: nie zawracać facetowi głowy, bo opłaca czynsz, bo to, bo tamto.

      Dziewczyno. Nie ma absolutnie NIC złego w tym, że partnerzy sobie wychodzą osobno, ALE twój facet najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy z jednego: decydując się na związek z cudzoziemką zgadza się poniekąd na pewne obowiązki z tego wynikające. Uważam, że powinnaś mu przypomnieć, że nie jesteś... Francuzką z siatką przyjaciół i rodziny na miejscu, która od dzieciństwa tworzyła sobie własny świat. Nie, jesteś osobą obcą i masz tylko jego. Tym samym wasze początki powinny jednak wyglądać trochę inaczej niż w przypadku bycia razem z osobą stąd.
      Nie twierdzę, że on jest złośliwy. Może raczej mało empatyczny. Wyobrażał sobie, że się sprowadzisz i będzie wam wesoło i kolorowo, jak w każdym innym "normalnym" związku. Tak będzie, ale dopiero jak stworzysz sobie tutaj swój własny świat.
      Twoim błędem jest to, że siedzisz w milczeniu i pokornie godzisz się na wszystko. Nigdy, powtarzam nigdy, nie stawiaj się sama na pozycji petentki, tylko dlatego, że u niego mieszkasz. Oboje się na to zgodziliście i oboje tego chcieliście. Im dłużej będziesz milczeć, tym więcej w tobie będzie żalu i frustracji.

      Powiedz mu wprost o tym wszystkim, ale bez wyrzutów. Na początku powinniście jak najwięcej czasu spędzać razem (oczywiście w granicach możliwości), na zewnątrz. Razem spotkać się z jego znajomymi (niekoniecznie musi stać sie to regułą), wyskoczyć na jakiś film/wystawę, cokolwiek co oboje lubicie, pouprawiać razem sport. Jeżeli mieszkacie w Paryżu, to przecież jest co tam robić!
      Tak naprawdę jego obowiązkiem jest pomóc ci stworzyć twój własny świat. W końcu dla niego poświęciłaś bardzo dużo.
      Aha, nie zapomnij o języku. Masz się go nauczyć ASAP.

      I na koniec: wiem, o czym piszę, bo sama dwa lata temu przeniosłam się do obcego kraju (nie anglojęzycznego) po to by z kimś być. Więc wiem doskonale, jak to jest :)
    • shilaa Re: samotne wieczory na emigracji 18.10.10, 13:57
      Poczatki sa najczesciej najtrudniejsze. Niby jestesmy w lepszej sytuacji, bo mamy 'miejscowych' partnerow, ale to wcale nie oznacza, ze jest latwo.

      Mieszkam na poludniu Europy z moim partnerem. Podjelismy decyzje, ze to ja przeprowadze sie do niego (ale nie wykluczamy przeprowadzek w przyszlosci). Tesknota za rodzicami jest naturalna, nie wszystko da sie powiedziec przez telefon albo maila, za polskim jedzeniem nie tesknie w ogole (jestem w kraju, ktorego kuchnia jest moja ulubiona). Mam takie momenty, ze przerasta mnie rzeczywistosc, przygniataja pytania o prace, jezyk i znajomych… Jak grom z jasnego nieba spadla na mnie koniecznosc nauki czwartego jezyka obcego, ktorego musze sie nauczyc, zeby normalnie zyc (a co nie jest proste, bo pechowo jestem w trakcie chwilowego znudzenia nauka jezykow obcych). Poza tym tutaj prawie nikt nie zna albo nie chce mowic po angielsku. Na dodatek mialam juz okazje wielokrotnie przekonac sie, jak okropny wizerunek ma Polska w zachodniej Europie (a czesto nieslusznie), musze cierpliwie tlumaczyc (chociaz w srodku sie we mnie gotuje, gdy patrze na zachodnia ignorancje), ze nie jestem Rosjanka i nie mowie w ogole po rosyjsku.

      Roznica miedzy nami jest taka, ze moj partner zabiera mnie na wszystkie spotkania ze znajomymi, czesto razem wychodzimy, wspiera mnie w tych trudnych chwilach, ktore takze dla niego sa trudne z roznych wzgledow. Ma kilku fantastycznych przyjaciol, ktorzy w pelni mnie zaakceptowali, wiekszosc zna angielski, choc nie wszyscy, ale sa na tyle kontaktowi i otwarci, ze komunikacja nie stanowi problemu (zwlaszcza, ze ja rozumiem prawie wszystko w ich jezyku, ale wciaz mam bariere w mowieniu). Jest sporo znajomych, ktorzy traktuja mnie jak powietrze – na poczatku sie tym bardzo przejmowalam, teraz sama traktuje ich jak powietrze. Sa tez niestety tutejsze kobiety, ktorych w wiekszosci szczerze nie cierpie za ich chorobliwa zazdrosc, wredote i zabojcze spojrzenia pod moim adresem (bo "zabralam" im faceta, ktory uchodzil za najlepsza partie w towarzystwie, bo jestem z 'Europy wschodniej', bo mam zupelnie inny typ urody niz one itd.), pomimo, ze nigdy nie daje im odczuc mojej niecheci, bo uwazam, ze lepiej to po prostu 'olac'’ i skupic sie na znajomosci z tymi kobietami, ktore sa normalne.

      Wiem, ze to banalne, ale tak wlasnie wyglada codziennosc, dzisiaj sa takie problemy, jutro inne, trzeba po prostu budowac sobie wlasny swiat i nie byc w pelni uzaleznionym od partnera (to najgorsze, co robia kobiety w zwiazkach). Poswiecaj czas na wlasne zainteresowania, miej wlasne zdanie, nie daj sie przyporzadkowac w pelni rodzinie i znajomym partnera. Jeszcze nie raz staniesz przed wieloma dylematami, pytaniami, bedziesz miala chwile pelnej radosci i stanow depresyjnych. Znajomi, ktorzy beda cie akceptowac od poczatku, beda cie tez wspierac w dalszej karierze i rozwoju i chwalic twoje sukcesy w pracy, w nauce jezyka itp. powinni cie motywowac do samorealizacji, a tymi o malej wyobrazni, dla ktorych zawsze pozostaniesz ta gorsza z Europy wschodniej sie nie przejmuj (w Polsce tez czesc rodakow zawsze bedzie ci zyczyc jak najgorzej).

      Na koniec dodam, ze trzy najczestsze bledy Polakow za granica, na ktore zwracaja uwage moi znajomi to zamykanie sie w polskich grupach, narzekanie na wszystko i wszystkich dookola, nieznajomosc jezyka nawet po dlugim pobycie. Mam nadzieje, ze nie bedziesz powtarzac tych bledow :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka