sandrak24
26.01.11, 18:20
Pochodzę z dość bogatej rodziny i mój stary wspomniał kiedyś przy obiedzie że dostaniemy dom w prezencie (ślub w sierpniu). Mój narzeczony nie pochodzi z jakieś specjalnie zamożnej rodziny (matka lekarz, ojciec urzędnik) więc jego starych nie stać na taki prezent. A ten zamiast cię cieszyć, powiedział, że się nie zgadza, bo chce żebyśmy zamieszkali w jego starym mieszkaniu po dziadkach i jak kiedyś się dorobimy to wybudujemy dom taki jak będziemy chcieli. Obraził się i wyszedł z tego obiadu. Myślałam, że się spalę ze wstydu. Dobrze, że mój stary jest wyrozumiały. Potem na drugi dzień powiedział, że ewentualnie mógłby ten dom od niego odkupić, ale jak go będzie stać na kredyt za kilka lat (mój stary jest wspólnikiem w firmie developerskiej i ma ten dom po kosztach). Darowanemu koniu nie zagląda się w zęby, zresztą nie wyobrażam sobie mieszkać w kamienicy, gdzie pełno żuli i mętów. Więc co on w ogóle chce? Ja wiem że on chce sam zarobić itp. ale bez przesady. Moje dobro chyba też w końcu się liczy? On twardo stoi na swoim że będziemy mieszkać w tym wstrętnym mieszkaniu i już. Chyba nie przekonam bo o we wszystkim jest tak uparty jak koń. Jak myślicie - czy jak postraszę że w takim razie ślubu nie będzie to zmieni zdanie?
W sumie to mi na nim zależy i nie chciałabym się z nim rozstać a nie wiadomo co mu do łba strzeli. Jeszcze powie że jak nie to nie i pójdzie do innej.