2szarozielone
24.04.11, 22:09
Jako, że Święta, to i nadmiar kontaktów z rodziną. Rozmowy o przyszłości, życiu, planach. Czuję się traktowana jak wariatka :/ Tak po kilku rozmowach z mamą, ciotką, dziadkiem. Bo zmieniam pracę, ale nie dlatego, że chcę zmienić firmę na lepszą (w sensie prestiżu) albo kasę na większą - tylko na bardziej satysfakcjonująca i NOWĄ (od 2004 roku robię to samo, ile można). Bo mój facet nie ma etatu, jest freelancerem, nie zarabia kokosów tylko tyle, ile trzeba na życie - ale ma czas na mnie i swoje liczne pasje. I mi to nie przeszkadza. Bo nie chcę mieć dzieci. Nigdy. Bo w ogóle uważam, że życie jest POZA pracą i nie zamierzam zrezygnowac ze spania w lesie, podróży stopem, festiwali, koncertów, imprez plenerowych i nauki niepraktycznych umiejętności - bo jestem na to za stara ;) Bo jestem związana z moimi przyjaciółmi i uważam to za bardzo ważną wartość w moim życiu, że mam wokół siebie nadzwyczaj dużo bliskich, ciekawych, wartościowych ludzi, którzy są czymś w rodzaju drugiej rodziny. I dlatego nie rusze np. za pracą do stolicy (choć miałabym pewnie spore szanse na pracę w biurze prasowym w dużej spółce - nie chcę nawet próbować). Sa dla mnie ważniejsi.
No i w kółko słyszę, że jestem egoistką, jestem niedojrzała i kiedyś dorosnę. a w ogóle to nie może być tak, że życie to same przyjemności. A właściwie dlaczego nie? :/