a_nonima
06.07.11, 11:27
We wtorkowy, piękny poranek do mojego domu wkroczył dzielnicowy. Nie było mnie w domu, ale zostawił wiadomość, że się ze mną skontaktuje, sprawa ważna.
W piątek wieczorem sąsiadka zrobiła mi awanturę, że kradniemy jej chrzan z ogórdka,a konkretnie mój mąż. Na cały głos wykrzyczała mi, ze ejsteśmy złodziejami, kradniemy prąd i gaz bo niby czym ogrzewamy dom zimą.
Domyśliałam się, że pan dzielnicowy w tej sprawie przyszedł.
I jak tu spokojnie żyć we własnym domu, relaksować się w swojej oazie spokoju. Babinka, starowinka poszła na policję z córką, której na oczy nie widziałam i wypluła dzielnicowemu milion zarzutów pod moim adresem. Dzielnicowy od razu zaskoczytł, że babci się w głowie miesza, ale musi sprawę wyjaśnić.
Najlepsze, że jej córka przytakiwała, a kobiety nie znam kompletnie.
I jak ja mam się zachować? Mam wystąpić z powództwa cywilnego i szarpac się z babcią po sądach?? Nie mogę odpuscić ponieważ wyzywa mnie drąc się przy tym na całą ulicę.
Mi wykrzyczała, że mąż wariat kradnie chrzan, a policjantowi zgłosiła, że koper.
I bądź tu człowieku spokojny. A urlop się zbliża wielkimi krokami.