mybeata
08.08.11, 11:26
Ostatnio zauwazylam, ze ludzie nie maja w ogole wstydu.
Z dnia na dzien mam wielu przyjaciol, telefony sie urywaja, musze sie tlumaczyc z niemozliwosci pomocy, sytuacji.
Organizuje spotkanie naukowe i oczywiscie mnostwo przyjaciol przypomnialo sobie o moim istnieniu. Wlasnie przed chwila dzwonil kolega, ktorego nie widzialam pol roku i wymusza napisanie sprawozdania z tego spotkania. Ludzie mysla, ze to nad czym pracowalam kilka lat da sie zalatwic postawieniem kawy i prosbami o pomoc.
Z jednej strony oburza mnie taki brak wstydu, nawet przeraza, jak ludzie potrafia prosic tylko o wlasna pomoc. Dodam, ze jest on taka osoba, ktora lubi bardzo duza gadac, zapewniac mnie o jego wielkiej pomocy, zalatwieniu spraw - tylko to sie konczy na gadaniu zawsze.
Kiedys go poprosilam o jakas drobna rzecz, bo sie strasznie deklarowal i tylko na tym sie skonczylo. Nigdy mi nie pomogl, a codziennie musze wysluchiwac jego prosb. A najbardziej wyprowadza mnie z rownowagi - to zalatw mi to, to zalatw mi tamto, ja przyjade pomoge CI (2 dni przed wydarzeniem nad ktorym siedze 3 miesiace) a ty mi zalatwisz zaswiadczenia i dyplomy.
CO mam robic? Powiedziec szczerze ze nie chce go tutaj widziec?