cafem
10.08.11, 11:46
Mam współpracownika. Niby za wielką wodą, ale kontakt przez net codziennie w pracy jest i być musi.
Facet nie potrafi rozmawiać przez net bez podtekstów i flirtowania. Wku.r.wiają.co wypytuje o Antonia mojego, by za chwilę dowalić, że do siebie nie pasujemy - chociaż nigdy nie spotkał osobiście ani mnie, ani Antonia.
Jest homofobem.
Jego poglądy polityczne doprowadzają mnie do białej gorączki.
Poglądy na relacje babsko-męskie ma gorsze od kombiaka (i takie same sukcesy na tym polu).
Non stop mnie bezceremonialnie podrywa. Nie znając mnie!
Ma zagrywki jak z podstawówki. (przykładowo - będzie twierdził, że opracował 5 projektów, podczas gdy w zeszłym tygodniu twierdził, że już siedem i generalnie - chociaż nie rywalizujemy ze sobą! - będzie codziennie coś innego pi.r.dzi.elił jak potłuczony).
Usiłuję z nim nie rozmawiać, na połowę zaczepek nie odpowiadam, bo cokolwiek on powie, brzmi zaczepnie i prowokuje do kłótni (albo flirtu - jego chorym zdaniem) i każda rozmowa nawet o pracy musi się skończyć głupkowatym flirciarskim żartem.
Ale czasem, (głupia, głupia, głupia ja!) dam się zaczepić i znów mnie szlag potem trafia:(
I jak się nie odzwywam przez chwilę, pada pytanie: - " Widzę, że dziś znowu jestes nie w humorze?"
Trzymajcie mnie, bo za chwilę wyjdę z siebie i stanę obok!
:(